Salomon Morel

Salomon MorelPochodził z rodziny żydowskiej, funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa w PRL, od lutego 1945 komendant Obozu w Świętochłowicach gdzie, zginęło 1855 osób. W lutym 1949 r. Morelowi powierzono stanowisko komendanta Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, który po zakończeniu Akcji „Wisła” został przekształcony w więzienie dla młodocianych przestępców.

Za swoje zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu nie poniósł żadnej kary. Mało, że nie odpowiedział za swoje czyny to jeszcze w 1946 r. władze PRL odznaczyły go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1954 r. ponownie odznaczony – Złotym Krzyżem Zasługi. W 1960 otrzymał odznakę Wzorowego Funkcjonariusza Służby Więziennej.

Jak wiemy dzisiaj, obóz w Jaworznie miał spełniać dwa podstawowe zadania.Najbardziej upartych, a więc tych o niezachwianym patriotyzmie, trzeba było zlikwidować fizycznie zaś resztę złamać, wydrzeć duszę i wpoić zwierzęcy strach przed batem. Jak wyznał raz jeden z byłych oficerów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zaangażowany w pracę w Jaworznie:

„Mieli być naszymi poddanymi, donosicielami, gotowymi pod wpływem strachu sprzedawać najbliższych i przyjaciół. Po latach „ćwiczeń”w obozie, rozesłani do miast, mieli tworzyć legiony kapusiów,wzmacniając w ten sposób urzędy bezpieczeństwa.” I to właśnie takie szatańskie zadanie wykonywał Salomon Morel. Często wzywał dzieci na przesłuchania i osobiście je bił kiedy na pytanie : kto ty jesteś? odpowiadały: więzień polityczny. Darł się przy tym, że polityczni więźniowie to byli przed wojną a tu,w Jaworznie, są tylko bandyci.

Dziś wiadomo, że przez obóz koncentracyjny w Jaworznie przeszło około 10 tysięcy polskich dzieci.

Zdjęcie paszportowe Salomona Morela z 1993

Zdjęcie paszportowe Salomona Morela z 1993

30 września 1996 Salomonowi Morelowi postawiono dziewięć zarzutów, w tym ludobójstwa – pobicia, znęcania się fizycznego i moralnego, sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego dla życia i zdrowia więźniów. Oskarżony m.in. o stosowanie wyszukanej metody tortur tzw. „piramidy”, na polecenie Morela wg świadków strażnicy mieli rzucać więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi. Zarzuty wobec Morela oparto przede wszystkim na zeznaniach ponad 100 świadków, spośród których pięćdziesięciu ośmiu było więźniami obozu w Świętochłowicach Zgodzie. Morel po latach swoje zachowanie uzasadniał wcześniejszymi przeżyciami z obozu Auschwitz-Birkenau, gdzie miał przebywać jako więzień, co jednak nie znajduje oparcia w faktach.

19 grudnia 2003 Sąd Rejonowy w Katowicach wydał w sprawie Morela postanowienie o tymczasowym aresztowaniu na okres 7 dni od daty zatrzymania. Nastąpiło to na wniosek Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. W postanowieniu mówi się o tym, że w okresie od lutego do listopada 1945 roku w Świętochłowicach, będąc funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (ok. 40proc. pracowników stanowili żydzi z czego większość zajmowała stanowiska kierownicze a był to główny aparat ucisku polskich patriotów i bohaterów) – Departamentu Więziennictwa, jako Naczelnik Obozu Zgoda, dopuścił się zbrodni przeciwko ludzkości, stanowiącej zbrodnię komunistyczną na umieszczonych w tym obozie (ze względów narodowościowych i politycznych) więźniach. Niektóre tortury:

  • umieszczanie na wiele godzin w tak zwanym karcerze, gdzie więźniowie musieli stać w wodzie sięgającej do piersi, co w niektórych przypadkach prowadziło do śmierci więźnia przez utopienie;
  • zmuszanie do zlizywania z podłogi miału węglowego,

W lipcu 2005 Izrael odmówił wydania Morela polskim władzom, gdyż prawo izraelskie nie przewiduje ekstradycji swoich obywateli, zgodnie z kodeksem karnym Izraela, za ludobójcę może być uznany tylko ten, który zabijał Żydów.

Ówczesny minister sprawiedliwości Andrzej Kalwas zapowiedział wtedy, że nie będzie kolejnych starań o jego wydanie. Za Salomonem Morelem wystosowano list gończy.

W lutym 2006 na kilka miesięcy zawieszono wypłacanie mu emerytury (2,5 tys. zł) z Biura Emerytalnego Służby Więziennej – podstawą do tego był brak kilku dokumentów, które jednak Morel dosłał pocztą.

14 lutego 2007 Salomon Morel zmarł w Tel Awiwie.

Mało tego,że Izrael odmówił wydania Morela to jeszcze wyraził zdziwienie, że Polska zwróciła się z taką prośbą. >Odpowiedź Państwa Izrael na wniosek o ekstradycję Salomona Morela

Salomon Morel zdjęcie z lat czterdziestych

Salomon Morel zdjęcie z lat czterdziestych

Salomin Morel urodził się 15.09.1919 r. we wsi Garbów w pow. Lublin. Wraz z trzema braćmi pomagał prowadzić ojcu niewielką piekarnię, jednak ze względu na złe warunki materialne już rok później Salomon Morel wyjechał do ciotki, do Łodzi w poszukiwaniu pracy. Tam podjął pracę w firmie konfekcyjnej i pracował jako ekspedient. Po wybuchu wojny wrócił do rodziców do Garbowa. Chcąc uniknąć pobytu w getcie, rodzina Morelów musiała się ukrywać. Z początkiem 1942 r. Salomon wraz z bratem Izaakiem i innymi kolegami założył grupę, która okradała pobliskie wioski. W czasie jednego z napadów grupa została ujęta przez partyzantów AL. Salomon cała winę zrzucił na starszego brata, unikając w ten sposób ukarania. W 1943 r. Salomon wstąpił do parczewskiej partyzantki gdzie służył w batalionie im. Hołody, w którym wykonywał głównie prace gospodarcze.

Jeszcze w tym samym roku zginął brat – Izaak. Ostatni z braci – Józef zaginął w czasie okupacji przeprawiając się do ZSRR. Morel pomagał przeprowadzać przedstawicieli Krajowej Rady Narodowej z Lasów Parczewskich za Bug, latem 1944 roku organizował w Lublinie Milicję Obywatelską. Następnie został przydzielony do służby w charakterze naczelnika więzienia na Zamku w Lublinie, gdzie więziono żołnierzy AK, później pracował w Tarnobrzegu. 15.03. 1945 r. Morel został naczelnikiem Obozu Pracy w Świętochłowicach. Był znany z nieludzkiego traktowania więźniów. Po likwidacji obozu w Świętochłowicach Morel pełnił funkcję naczelnika w więzieniach w Opolu, Katowicach, Raciborzu i Jaworznie. Pracę w więziennictwie zakończył w maju 1968 r. na stanowisku komendanta więzienia w Katowicach. Służbę ukończył w stopniu pułkownika. W czasie pracy kształcił się w Katowickim Gimnazjum Z.M.P., w którym w 1949 r. zdał maturę. W 1958 r. rozpoczął naukę na studiach zaocznych Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. W końcu 1964 r. obronił pracę magisterską pt. „PRACA WIĘŹNIÓW I JEJ ZNACZENIE.”

 

Obóz Pracy Świętochłowice-Zgoda

KALENDARIUM

II 1945
Uruchomienie obozu w Świętochłowicach-Zgodzie, jako obozu pracy przymusowej, podległego Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Stan obozu przewidzianego na 1500 więźniów, wynosił 2500-2700 osób – napisał we wrześniu 1945 r. naczelnik obozu Salomon Morel, tłumacząc przyczyny wybuchu epidemii tyfusu. Z niespełna 6000 osób w ciągu ok. 300 dni istnienia obozu zmarło co najmniej 1855.
6 V 1945
Ustawa o wyłączeniu ze społeczeństwa wrogich elementów. Artykuł 20. ustawy mówi wprost, że „KTO NIE ZGŁOSIŁ WNIOSKU O REHABILITACJĘ, ALBO CZYJ WNIOSEK O REHABILITACJĘ ZOSTAŁ ODRZUCONY, PODLEGA UMIESZCZENIU NA CZAS NIEOZNACZONY W MIEJSCU ODOSOBNIENIA (W OBOZIE) I PODDANIU PRZYMUSOWEJ PRACY, TUDZIEŻ TRACI NA ZAWSZE PRAWA PUBLICZNE ORAZ OBYWATELSKIE PRAWA HONOROWE I CAŁE MIENIE”.
16 V i 27 VIII 1945
Umowa między Centralnym Zarządem Przemysłu Węglowego a Centralnym Obozem Pracy w Jaworznie o warunkach zatrudniania więźniów. W myśl umowy COP zobowiązał się dostarczyć 10 tysięcy więźniów do pracy w kopalniach.
XI 1945
Likwidacja obozu w Świętochłowicach-Zgodzie. W protokole zdawczo-odbiorczym odnotowano przekazanie ze Zgody do Jaworzna m. in.: 18 t mąki żytniej, 8,5 t płatków ziemniaczanych, 1,1 t cukru, 1,2 t smalcu, 1,5 t kaszy.
10 XII 1948
Trzecia Sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ, obradująca w Paryżu uchwaliła Powszechną Deklarację Praw Człowieka. Artykuł 4. głosi: „NIE WOLNO NIKOGO CZYNIĆ NIEWOLNIKIEM ANI NAKŁADAĆ NA NIEGO SŁUŻEBNOŚCI…”.
1954
Ostateczna likwidacja obozów pracy przymusowej w Polsce.
16 XII 1966
Praca niewolnicza i przymusowa została zakazana z dniem uchwalenia przez Zgromadzenie Ogólne ONZ Paktu Praw Człowieka. Polska podpisała pakt 2 marca 1967 r.

 

Historia Obozu Pracy w Świętochłowicach 

Obozu Pracy w ŚwiętochłowicachNa powojennych losach rdzennej ludności Górnego Śląska zaważyła w dużym stopniu polityka narodowościowa władz niemieckich prowadzona podczas II wojny światowej. Pierwszą próbę weryfikacji narodowości mieszkańców tych ziem podjęli Niemcy w grudniu 1939 r. podczas akcji rejestracji ludności, zwanej od konieczności złożenia odcisku palca na formularzu – „palcówką”. Okazało się, że m.in. ze strachu przed deportacją, represjami, po wezwaniach biskupa śląskiego Stanisława Adamskiego do „maskowania się” ponad 90% mieszkańców Górnego Śląska zadeklarowało swą narodowość i język jako niemieckie. Wiosną 1941 r. podjęto kolejną próbę weryfikacji narodowościowej podjęta została podczas akcji wpisu na niemiecką listę narodowościową (DVL – Deutsche Volksliste). Mieszkańcy Górnego Śląska, podobnie jak innych terenów wcielonych do Niemiec, mogli się ubiegać o wpis do jednej z czterech grup volkslisty, w zależności od stopnia świadomości oraz aktywności narodowej. Praktyka była jednak taka, że Ślązaków, uznawanych za ludzi pochodzenia niemieckiego częściowo spolonizowanych w okresie międzywojennym, masowo nakłaniano, a często nawet zmuszano do składania wniosków o wpis na volkslistę. Wynikało to m.in. z chęci pozyskania poborowych do Wehrmachtu. Blisko 2/3 mieszkańców przedwojennego województwa śląskiego (bez Śląska Cieszyńskiego) otrzymało III grupę volkslisty. Grupa II liczyła ponad 200 tys. osób w całym byłym województwie śląskim. Oznaczało to, że niemal w każdej rodzinie śląskiej znaleźli się tzw. „dwójkarze”. Dylematy związane z volkslistą dobrze oddaje funkcjonujący wówczas na Śląsku wierszyk: „Jeśli się nie podpiszesz/ twoja wina, zaraz cię wezmą do Oświęcimia, a gdy się podpiszesz ty stary ośle/ zaraz cię Hitler na Ostfront pośle”. Władze niemieckie musiały uznać, że akcja volkslisty nie spełniła swojego zadania, czyli nie podzieliła jednoznacznie mieszkańców Górnego Śląska na Niemców i Polaków.

Władze komunistyczne rozpoczęły porządkowanie kwestii narodowościowych na Górnym Śląsku, opierając się na wynikach akcji volkslisty. Nie dostrzegając specyficznej sytuacji tych ziem wychodzono z założenia, że osoby zaliczone do grupy I i II to Niemcy lub co najmniej zdrajcy narodu. Wynikało to z nieznajomości stosunków narodowościowych oraz chęci szybkiego i surowego rozprawienia się z wszystkimi, którzy zaparli się polskości. Patrzenie na zagadnienie niemieckiej listy narodowościowej na Górnym Śląsku poprzez doświadczenia z volksdeutschami w Generalnym Gubernatorstwie doprowadziło do powstania wypaczonego wizerunku „Ślązaka – zaprzańca”, a ocenę volksdeutscha-zdrajcy przenoszono także na Śląsk, gdzie niemal cała ludność została wpisana na volkslistę. Przekonana o tym była także kadra napływowych urzędników oraz funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa zupełnie niezorientowanych w strukturze narodowościowej Górnego Śląska.

Wyjaśnienie kwestii volkslisty wydaje się mieć zasadnicze znaczenie w zrozumieniu funkcjonowania obozów pracy na Górnym Śląsku po II wojnie światowej. Rozwiązania prawne dotyczące volksdeutschów okazały się wyjątkowo restrykcyjne. Przepisy pierwszego aktu prawnego do tyczącego tej kwestii, tj. dekretu PKWN z 4 listopada 1944 r. „O ŚRODKACH ZABEZPIECZAJĄCYCH W STOSUNKU DO ZDRAJCÓW NARODU” formalnie nie obejmowały terenów Górnego Śląska. Zastosowanie tego dekretu na Górnym Śląsku oznaczało, że mieszkańców tych terenów wpisanych na DVL potraktowano tak samo jak volksdeutschów z GG. Na podstawie dekretu KRN z 28 lutego 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów, posiadacze II grupy volkslisty, do czasu rehabilitacji, podlegać mieli umieszczeniu w obozie pracy, a ich majątek podlegał konfiskacie. Dekret ten ostatecznie nie wszedł w życie, a zastąpiła go ustawa z 6 maja 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Miała ona na celu izolowanie volksdeutschów oraz wprowadziła możliwość rehabilitacji dla tych, którzy na volkslistę zostali wciągnięci wbrew swej woli lub pod przymusem, a swoim zachowaniem wykazywali polską odrębność narodową. Przymusowemu sądowemu postępowaniu rehabilitacyjnemu poddana została na Górnym Śląsku tylko grupa II, a posiadacze grupy III i IV byli zobowiązani do złożenia deklaracji wierności wobec państwa i narodu polskiego. Z rehabilitacji nie mogły skorzystać osoby zaszeregowane do I grupy volkslisty, które uznane zostały za Niemców. Osoby z III i IV grupą volkslisty otrzymywały jedynie tymczasowe zaświadczenia obywatelskie, co spowodowało, że niemal cała ludność miejscowa znalazła się w stanie podejrzenia karnego o naruszenie wierności wobec państwa polskiego.

Kiedy sąd odrzucał wniosek o rehabilitację, wówczas wnioskodawca trafiał na czas nieokreślony do obozu pracy, zostawał pozbawiony praw honorowych i publicznych, a cały majątek ulegał konfiskacie. Donosy oskarżające o sprzyjanie Niemcom były powodem wielu nadużyć, gdyż ich motywem była często jedynie chęć zajęcia majątku zatrzymanego. Oczywiście nie wszyscy „dwójkarze” na Górnym Śląsku kierowani byli do obozów, gdyż groziło to poważnymi kłopotami w produkcji przemysłowej, bo do tej grupy pod koniec wojny często zaliczano wysoko wykwalifikowanych robotników. W samych Katowicach na początku lipca 1945 r. mieszkało ok. 14 tys. osób zaliczonych do II grupy volkslisty, a w pobliskim Chorzowie aż 33 tys. Jak pokazała praktyka, przepisy te okazały się niedoskonałe i krzywdzące miejscową ludność, naznaczając ją piętnem zdrajców i kolaborantów. Władze wojewódzkie z czasem zrozumiały, że zbyt rygorystycznie podeszły do tej kwestii. Wojewoda przyznał, że wynikało to z braku orientacji w tej sprawie. Zerwanie z zasadą, że stopień winy zależy od kategorii niemieckiej listy narodowościowej, nastąpiło w ustawie z 28 VI 1946 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w latach 1939-1945. Od tego momentu do obozu nie trafiały już osoby z uwagi na grupę volkslisty, ale z względu na konkretne czyny, wskazujące, że dopuściły się zdrady narodu.

Po przejściu frontu przez Górny Śląsk władze sowieckie i polskie wykorzystały zachowane poniemieckie obozy do umieszczania w nich osób narodowości niemieckiej, volksdeutschów oraz podejrzanych o wrogi stosunek do nowego ustroju. Na przykład oświęcimski obóz koncentracyjny stał się miejscem osadzenia wielu Górnoślązaków przed wywiezieniem do ZSRR. Do dużych obozów – dawnych filii Oświęcimia – w Jaworznie i Mysłowicach kierowano setki zatrzymanych mieszkańców Górnego Śląska, których „winą” często było jedynie posiadanie II grupy DVL. Najważniejszym obozem na tym terenie był Centralny Obóz Pracy (COP) w Jaworznie, któremu podlegały mniejsze obozy. Cały system więziennictwa i obozów podlegał Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, stąd cały personel obozowy stanowili funkcjonariusze UB.

Leżący naprzeciwko zakładów „Zgoda” w Świętochłowicach obóz, noszący oficjalną nazwę „Obóz Pracy w Świętochłowicach” byłą filią obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po Niemcach pozostało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem, wieże strażnicze, baraki dla więźniów oraz budynek dla personelu. Jeszcze w lutym 1945 r. skierowano do obozu pierwsze osoby zatrzymane przez funkcjonariuszy urzędów bezpieczeństwa, milicji oraz NKWD.

W początkowym okresie obozem kierowały dwie osoby przybyłe na Górny Śląsk z województwa lubelskiego: Aleksy Krut oraz Salomon Morel. Od czerwca 1945 r. obozem kierował już samodzielnie Salomon Morel.

Wśród więźniów obozu przytłaczającą większość stanowili Ślązacy oraz obywatele III Rzeszy (tzw. Reichsdeutsche), ale znaleźli się tam również Polacy z tzw. „Centralnej Polski” oraz co najmniej 38 obcokrajowców (Austriacy, Belg, Rumuni, Czesi, Francuzi, Jugosłowianie). Wraz z rodzicami do obozu trafiły nawet dzieci. Do obozu kierowano osoby bez żadnych sankcji prokuratorskich, jedynie na podstawie decyzji władz bezpieczeństwa. Jak ocenia jeden z przebywających w obozie, więźniowie „w większości byli prostymi, solidnymi Górnoślązakami, którzy uczciwie pracowali i troszczyli się o swoje rodziny”. Starano się jednak przekonać mieszkańców Śląska, że do obozu trafiają wyłącznie Niemcy oraz znienawidzeni aktywiści ruchu nazistowskiego. Gdy na początku marca 1945 r. osoby zatrzymane na terenie Katowic uformowano w kolumny i popędzono w kierunku Świętochłowic, na czele każdej kolumny postawiono człowieka z flagą nazistowską.

W obozie panował straszny głód. Całodzienne wyżywienie stanowiła czarna kawa zbożowa oraz około 125 gramów chleba wydawanych rano i wieczorem, natomiast obiad stanowiła zupa z buraków pastewnych. Dochodziło do tego, że więźniowie żywili się trawą. Ratunkiem dla niektórych były paczki przysyłane do obozu przez rodziny. Były one jednak często konfiskowane przez strażników. Warunki sanitarno-bytowe również były katastrofalne. Więźniowie spali po trzy osoby na jednej pryczy, bez sienników i koców, we własnych ubraniach, w których zostali doprowadzeni do obozu. W krótkim czasie plagą obozu stały się wszy, pluskwy i szczury. Wkrótce pojawiły się także groźne choroby epidemiczne: czerwonka i tyfus.

Najtragiczniejszym okresem w dziejach obozu w Świętochłowicach-Zgodzie był sierpień 1945 r., kiedy szalała epidemia tyfusu. Brak podstawowych warunków sanitarnych oraz właściwej opieki medycznej, a także to, że nie przeprowadzono odwszawienia i nie izolowano chorych spowodował masowe zgony więźniów. W okresie największego nasilenia epidemii odnotowywano kilkadziesiąt zgonów dziennie. Kierując się liczbą dokumentów zmarłych więźniów, należy przyjąć, że oficjalna liczba zmarłych w obozie wynosi 1855. Zwłoki wywożono z obozu nocami wozem drabiniastym i grzebano w grobach masowych na dwóch cmentarzach katolickich oraz na cmentarzu ewangelickim w Świętochłowicach. Pierwsze kroki zmierzające do powstrzymania zarazy podjęto dopiero wtedy, gdy objęła ona cały obóz. Przyjechała komisja lekarska i wszyscy żyjący jeszcze więźniowie zostali zaszczepieni, a baraki zdezynfekowano.

Tyfus i inne choroby nie były jedyną przyczyną śmierci więźniów. Kilka osób zostało zastrzelonych przez strażników podczas próby ucieczki z obozu. Nieustalona liczba więźniów została zakatowana przez funkcjonariuszy obozu. Najdotkliwsze represje dotknęły osadzonych w baraku nr 7 (zwanym „brunatnym barakiem”) przeznaczonym dla podejrzanych o przynależność do NSDAP i innych organizacji nazistowskich. Więźniowie byli zmuszani wołać „Heil Hitler” i śpiewać nazistowską pieśń. Co noc dobiegały stamtąd krzyki i jęki maltretowanych mężczyzn oraz młodzieńców. Ofiarami najcięższych tortur byli chłopcy podejrzani o przynależność do Hitlerjugend oraz dziewczęta z BDM. W katowaniu uczestniczył sam naczelnik Morel, który bił więźniów pięściami lub gumową pałką. Znęcał się również w ten sposób, że przy pomocy swej obstawy rzucał więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi. Była to tzw. „piramida”, po zakończeniu której leżący najniżej musieli być wynoszeni do ambulatorium z powodu ciężkich obrażeń. Jeszcze większe przerażenie wśród więźniów wywoływało bicie ciężkim taboretem. W noc kapitulacji Niemiec przegoniono więźniów pod prysznice, a następnie na plac obozowy, gdzie po leżących na ziemi i zziębniętych więźniach przebiegała cała grupa strażników.

Skrajnie trudne warunki obozowe, głód i tortury powodowały załamanie psychiczne osadzonych w „Zgodzie”. Więźniowie wielokrotnie wspominali o przypadkach rzucania się uwięzionych na druty pod napięciem. Kilka osób popełniło samobójstwo przez powieszenie.

Choć oficjalnie świętochłowicki obóz nosił nazwę obozu pracy, to spełniał również funkcję obozu karnego. Więźniowie baraku nr 7 nie byli wykorzystywani do żadnych prac ani na terenie obozu, ani też poza nim, dla nich był to więc obóz karny, choć oczywiście nikt z nich nie był skazany wyrokiem sądowym. Z obozu wiele osób wysłano do pracy w pobliskich kopalniach i hutach.

Na przełomie października i listopada 1945 r. wizytowała obóz komisja, która zwolniła prawie wszystkich więźniów. Musieli przedtem podpisać zobowiązanie, że pod groźbą kary więzienia nie będą się z nikim rozmawiać o tym, co się działo w obozie.

Ostatecznie świętochłowicki obóz przestał funkcjonować w listopadzie 1945 r., gdyż, jak wspomina Morel, przestał już być potrzebny. Przez ten obóz przeszło blisko 6 tys. osób, z których niemal 1/3 nie przeżyła pobytu. Przez wiele lat dzieje obozu pracy w Świętochłowicach-Zgodzie żyły jedynie w pamięci więzionych tam osób oraz ich rodzin, skrzętnie skrywane z obawy przed represjami za ujawnienie prawdy o tym, jak traktowano rdzennych mieszkańców Górnego Śląska w pierwszych latach Polski Ludowej.

Adam Dziurok

źródła:
http://blogmedia24.pl/node/55508
http://www.insomnia.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, III RP, Lata PRL i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.