Była z nami od zawsze

images (7)Irena Kwiatkowska była z nami od zawsze. Urodziła się 17 września… Jakby na przekór tej dacie, dawała czterem pokoleniom czystą radość z piękna słowa. Inspirowała autorów, którzy chcieli dla niej pisać, tworzyć nowe postacie. Wobec poetów bywała bezlitośnie krytyczna, Gałczyńskiego zmuszała do poprawiania tekstów, podpowiadała słowa czy frazy które lepiej się sprawdzą na scenie.

Bez zastrzeżeń akceptowała tylko to, co napisał dla niej Jeremi Przybora. Wykonywała Jego piosenki z szacunkiem i dokładnością „do ostatniego przecinka”. Może dlatego odeszli niemal w tym samym dniu marca, chociaż Starszy Pan uprzedził Ją taktownie o kilka lat…

Kiedy jako dziecko podziwiałam Irenę Kwiatkowską i na scenie, i na ekranie, nie wiedziałam nic o Jej życiu. Pani Irena nie lubiła opowiadać o sobie. W ostatnich latach swego życia, kiedy słowo „intymność” stało się hobbystyczną igraszką do odkopywania w zakurzonym słowniku pojęć nieznanych, natrętnym dziennikarzom odpowiadała, że swoje życie prywatne roztrząsa tylko w konfesjonale.

Wcześniej o niektórych faktach ze swojej biografii Pani Irena nie opowiadała zapewne nie tylko z dyskrecji, a ze smutnej konieczności czasów terroru.

Irena Kwiatkowska była żółnierzem AK.

Brała udział w Powstaniu Warszawskim jako sanitariuszka i łączniczka.

Ale i wtedy, w TAMTYM czasie, pozostała wierna swemu życiowemu powołaniu, realizowanemu mimo, według okrutnych dla kobiety słów profesora Aleksandra Zelwerowicza, „skromnych warunków” fizycznych. Występowała w lotnym teatrze, zorganizowanym przez Leona Schillera – pozwalając rannym żołnierzom zapomnieć na chwilę o koszmarze bólu i śmierci.

Wieziona do obozu, uciekła, skacząc do rowu… ukryła się wśród kopiących kartofle.

Zakochana bezwzajemnie nieraz, miała jedną prawdziwą miłość – Bolesława Kielskiego, spikera i tłumacza, ktory kochał podróże… Pani Róża, Hermenegilda, Hrabina Tyłbaczewska, nie tylko żadnej pracy się nie bała… nie bała się także prawdziwej miłości. Mąż, sparaliżowany po wypadku, dzięki Niej mógł każdego dnia kilkanastu ostatnich lat Ich małżeństwa płynąć na szcześliwą wyspę. Miał wierną towarzyszkę podróży, przyjaciela ze szlachetnego kruszcu. Z tych najlepszych, sprawdzonych i w walce, i w trudach siermiężnej codzienności PRL.

Dla nas, widzów – Pani Irena – to Uśmiech.

Prawdziwy.

Bo Artystka kochała Prawdę.

Żądała jej zawsze – również na scenie, nawet w najbłahszej, zdawałoby się, roli…

W Jej życiu i w Jej sztuce było to, co najwazniejsze.

Wiara.

Nadzieja.

Miłość.

Navigo [salon24.pl]

http://nicproczglosu.salon24.pl/

 

Irena Kwiatkowska (ur. 17 września 1912 w Warszawie, zm. 3 marca 2011 w Konstancinie-Jeziornie) polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, artystka kabaretowa.

Absolwentka IX LO im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. W 1935 ukończyła studia na Wydziale Aktorskim Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej.

Zadebiutowała w teatrze Cyrulik Warszawski. Do wybuchu wojny grała w teatrach Powszechnym w Warszawie, Nowym w Poznaniu i Polskim w Katowicach.

Podczas okupacji niemieckiej była żołnierzem AK, uczestniczyła w powstaniu warszawskim.

Po wojnie występowała w krakowskim kabarecie Siedem Kotów (wiersze, piosenki oraz skecze dla niej pisał Konstanty Ildefons Gałczyński). Od 1948 związana ze scenami warszawskimi. Zagrała ponad sto ról teatralnych, 20 filmowych i telewizyjnych (m.in. jako matka Pawła w Wojnie Domowej, kobieta pracująca w Czterdziestolatku). Występowała w Kabarecie Dudek oraz Kabarecie Starszych Panów. Nagrała także wiele audycji radiowych, zwłaszcza dla dzieci.

Jej mężem był lektor i spiker Polskiego Radia Bolesław Kielski.

 

Alicja Dołowska, Milena Kindziuk

Chciała spokojnie odejść

Jeszcze niedawno Irena Kwiatkowska mówiła w jednym z wywiadów, że śmierć szczęśliwa to taka, kiedy ktoś się pomodli, odwróci do ściany i umrze, jakby we śnie. Teraz sama to szczęście osiągnęła

Odeszła w czwartek 3 marca 2011 r., nad ranem, kiedy nad podwarszawskim Skolimowem wschodziło słońce. Miała 98 lat. Człowiek-legenda. Aktorka wybitna, gwiazda filmu, teatru, kabaretu.
Dwa lata temu prezydent Lech Kaczyński odznaczył ją Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski – „w uznaniu jej wybitnych zasług dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz rozwoju polskiej kultury i za osiągnięcia w pracy artystycznej”.

Dla niej pisał Gałczyński

Droga artystycznej kariery Ireny Kwiatkowskiej wiodła od pierwszej roli Gałganka Niccodemiego, zagranej w 1936 r., przez przedwojenne teatry i kabarety Warszawy. Pracowała z największymi: Tadeuszem Fijewskim, Adolfem Dymszą, Kazimierzem Rudzkim, Leonem Schillerem, Fryderykiem Jarossym, Zulą Pogorzelską, całą ekipą „Dudka” Dziewońskiego, „Szpaka”, Kabaretem Starszych Panów – pełna lista nazwisk zajęłaby mnóstwo miejsca. Pamiętamy jej znakomite role: kobiety pracującej z „Czterdziestolatka”, matki Pawła z „Wojny domowej”, bufetowej Makosi z filmu „Hallo, Szpicbródka”, która w wieku 60 lat fikała nogami jak młódka. Pamiętamy ją również ze „Zmienników” i z „Rozmów kontrolowanych”. Była niezrównana w wykonywaniu bajek i wierszy dla dzieci. Jej recytacja „Ptasiego radia” wciąż pozostaje wzorem niedościgłym.
Po wojnie rozpoczęła się jej przygoda z kabaretem. Najpierw występowała w krakowskim kabarecie literackim „Siedem Kotów”, skupiającym elitę artystyczną i intelektualną miasta. Lubił tam zaglądać przyszły papież Karol Wojtyła. Teksty dla niej pisał Konstanty Ildefons Gałczyński.
Postać Ireny Kwiatkowskiej najbardziej jednak kojarzy się z rolami komediowymi. Sama aktorka zresztą uważała śmiech za cudowne lekarstwo na wszystkie smutki i trudy dnia codziennego.

Reszta w rękach Pana Boga

Kiedy zaczynała w domu śpiewać, mama – osoba bardzo muzykalna – zawsze ją strofowała, komentując: „Paskudzisz”. „Wpędziła mnie w kompleksy do tego stopnia, że nie tylko nie ośmielałam się odzywać w sprawach muzycznych, ale także śpiewać” – mówiła aktorka. Ten lęk przezwyciężyła dopiero w Kabarecie Starszych Panów, gdzie Jerzy Wasowski pisał piosenki specjalnie dla niej, pod jej talent i jej możliwości jako aktorki charakterystycznej. A i tak nie zaczynała śpiewać, dopóki na jej prośbę Wasowski nie pokazał, jak się to powinno zrobić. Potem, kiedy już śpiewała, trząsł się ze śmiechu, bo były to groteskowe miniatury teatralne, finezyjne, zabawne kreacje artystyczne. Mówił: „Teraz dopiero to jest numer!”. Podobne w stylu skecze ćwiczyła jeszcze w latach 50. w Radiowym Teatrzyku „Eterek”, bawiąc słuchaczy rolą wdowy Eufemii.
W czasie okupacji hitlerowskiej Irena Kwiatkowska, żołnierz AK, brała udział w konspiracyjnym życiu teatralnym, współpracując z Tadeuszem Byrskim i Leonem Schillerem. Pragnęła nieść uciemiężonym rodakom odrobinę nadziei i radości. Podczas Powstania Warszawskiego była łączniczką i sanitariuszką, ale także występami w „lotnych” zespołach teatralnych odgrywała przed rannymi żołnierzami wesołe skecze ku pokrzepieniu serc. Wspominała, jak podczas Powstania spała na parapecie w maglu przy ul. Bednarskiej. Przychodziła tam tak zmęczona po wykonaniu powstańczych zadań, że choć za oknem świstały kule, mówiła: „Muszę się położyć, reszta w rękach Pana Boga”.
W Jego ręce przez całe życie się oddawała. Bo talent, jak sama mówiła, nie był jej zasługą. „Zostałam do zawodu aktorki powołana – podkreślała. Przed występem prosiłam zawsze Ducha Świętego o pomoc: żebym nie miała tremy, żebym się mogła skupić i abym nie zapomniała tekstu. A kiedy występ mi się udał, to dziękowałam Bogu. Gdy jednak spaskudziłam rolę, to Go za to przepraszałam!” – dodawała.
Niedawno mówiła też, że dzięki Bogu ma wesołe i bardzo długie życie. I że czuje się bardzo szczęśliwa. Unikała jednak ostatnio wspomnień, niechętnie godziła się na wywiady. Chciała spokojnie odejść.

niedziela.pl

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.