Marian Hemar

Polski poeta, satyryk, komediopisarz, dramaturg, tłumacz poezji,  ale również Obrońca Lwowa, żołnierz Polskiej Armii na obczyźnie. Autor tekstów tysięcy piosenek, m.in. takich szlagierów jak Kiedy znów zakwitną białe bzy, Czy pani Marta jest grzechu warta, Ten wąsik, Nikt, tylko ty, Może kiedyś innym razem, Upić się warto , Jest jedna, jedyna.

 

strona [2] Piotr Szubarczyk, Marian Hemar – „Polak ochotniczy”

***

Marian Hemar pochodził z rodziny żydowskiej,  urodzony 6 kwietnia 1901 roku we Lwowie, jako Jan Marian Hescheles. Syn Ignacego i Berty Lem, kuzyn Stanisława Lema (jego matka i ojciec S. Lema byli rodzeństwem). Studiował medycynę i filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Już w czasie studiów parał się satyrą. Po studiach wyjechał na trzy miesiące do Włoch, skąd pisał korespondencje do „Gazety Porannej” zatytułowane Z Włoch. W wieku siedemnastu lat zgłosił się jako ochotnik i brał udział w walkach o Lwów w latach 1918-1920.

W 1925 roku przeprowadził się do Warszawy, pracował wraz z Julianem Tuwimem w kabarecie literackim „Qui Pro Quo”, „Banda” i „Cyruliku Warszawskim”. Wraz z Tuwimem, Lechoniem i Słonimskim był autorem wielu skeczy i dowcipów i szopek politycznych. Jego dorobek literacki jest ogromny: ponad 3000 niezwykle popularnych piosenek, do których sam komponował muzykę, setki wierszy, kilkanaście sztuk i słuchowisk radiowych. Był również współpracownikiem „Wiadomości Literackich” i „Wiadomości” oraz dyrektorem teatru Nowa Komedia (1934-1935). W 1939 roku jego piosenka Ten wąsik (wykonywana przez Ludwika Sempolińskiego w popularnej rewii Orzeł czy Rzeszka), spowodowała interwencję ambasadora Niemiec w Warszawie.

Po wybuchu II wojny światowej, we wrześniu 1939 roku, przedostał się do Rumunii. W latach 1940-1941 walczył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich w Palestynie i Egipcie (m.in. pod Tobrukiem). W wojsku prowadził pracę kulturalno-oświatową. Rozkazem naczelnego wodza gen. Sikorskiego na początku 1942 roku został przeniesiony do Londynu. Został przydzielony do Ministerstwa Informacji i Dokumentacji, w którym zwalczał m.in. kłamstwa propagandy, głównie niemieckiej, ale także angielskiej.

Po wojnie pozostał w Londynie. Prowadził tam teatrzyk polski w klubie emigrantów polskich. Współpracował m.in. z muzą „Wesołej Lwowskiej Fali” – Władą Majewską. Prowadził także jednoosobowy „Teatr Hemara” – cotygodniowy kabaret radiowy na antenie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Wygłaszał w nim wierszowane komentarze satyryczne do bieżących wydarzeń.

Pisał o sobie: Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski. Był bezkompromisowy i do końca wierny prawdzie i sprawiedliwości. Nie zgadzał się na komunistyczne zniewolenie Polski. Jego utwory były objęte cenzurą PRL.

W jego poezji wyraźnie zarysowały się dwa nurty – żartu i satyry oraz refleksji i tęsknoty. Do końca życia był urzeczony polskością i Lwowem. W 1935 roku przyjął chrzest katolicki.

Oprócz licznych piosenek (tekst i muzyka), wierszy, sztuk i słuchowisk radiowych był autorem wierszy lirycznych, satyr, fraszek, parodii. Robił też przekłady poetyckie (m.in. wszystkie sonety Szekspira, połowa ód Horacjusza), pisał sztuki teatralne od dramatu do komedii muzycznych, jednoaktówki poświęcone Fredrze, Kochanowskiemu, Chopinowi. Parał się także prozą: pisał reportaże, felietony, eseje, krytykę literacką, a nawet traktat polityczny o Hitlerze.

Jego pierwszą żoną była aktorka i piosenkarka Maria Modzelewska, jednak małżonkowie rozstali się w sierpniu 1939 roku. Z uwagi na wybuch wojny, trwałe rozdzielenie z Modzelewską, która wyjechała do USA, niejasne informacje przez nią przekazywane (w listach sugerowała, że na własną rękę przeprowadziła rozwód, bądź już w ambasadzie polskiej w Rumunii, czy w USA przed tamtejszym sądem) oraz silną osobistą urazę, Hemar nie interesował się formalnym stanem małżeństwa. W Londynie, 18 lipca 1946 roku ożenił się z amerykańską tancerką i aktorką Caroll Ann Eric, popełniając bigamię. Oficjalne unieważnienie małżeństwa z Hemarem Modzelewska przeprowadziła w Nowym Jorku w 1956 roku.

Zmarł w 11 lutego 1972 roku w Dorking pod Londynem. Pochowany wraz z żoną Kają na cmentarzu w Coldharbour w pobliżu Leith Hill, w którym mieszkał. Od 2009 roku jest patronem ulicy w Warszawie.

http://pl.wikipedia.org/

 

Piotr Lisiewicz

Koniak kaukaski i kawior astrachański

Przed wojną hitlerowscy dyplomaci rozpętali awanturę wokół jego piosenki Ten wąsik, ach ten wąsik. W PRL komuniści za jego poczucie humoru odebrali mu obywatelstwo. Zareagował kpiną: „Ten wiersz niech będzie świadkiem./ Zobaczymy – przy świadku –/Kto komu obywatelstwo/ Odbierze. Na ostatku”. Cenzurowany nawet w Wolnej Europie, do końca pozostał nieprzemakalnym antykomunistą. A w III RP najgenialniejszego w historii polskiego satyryka Mariana Hemara umieszczono jako zakurzony eksponat w izbie pamięci. Bo odkurzenie groziło przypomnieniem jego nadzwyczaj celnych kpin z nawróconych autorytetów.

„Żmija/ Chętnie się w nogę wpija/ Wtedy trzeba natychmiast wypić dużo dużo wódki/ Żeby udaremnić skutki./ W ogóle wypić dużo wódki nie jest źle, Czy ugryzła, czy nie.” – dowodził. Mając prawie 70 lat, napisał Fraszkę na siebie: „W dyskotece, nie widząc mnie,/ Siedziała przytulona para/ Czytali «Im dalej w LSD» / Marijuana Hemara”. Jego pierwsza żona była Królewną Śnieżką u Walta Disneya, sylwetka drugiej rozpoczynała filmy wytwórni Columbia Pictures.

Szukałem artykułów o Hemarze z ostatnich lat. Znalazłem zaledwie kilka – większe w „Niedzieli” czy „Naszym Dzienniku”. I raczej nie cytowano w nich takich rad satyryka: „Chrześcijańska zasada/ Dla dobrych katoliczek:/ Gdy ciebie pocałują,/ Nastaw drugi policzek”. Jak doszło do tego, że o najinteligentniejszym polskim satyryku w historii cicho i głucho?

Nieliczne próby wyjaśnienia zjawiska nie przekonują. Tadeusz Nyczek napisał niedawno w „Przekroju”, że na przywrócenie popularności Hemara było już po 1989 r. za późno, bo jego satyry są już „za archaiczne, za historyczne”. Także Anna Mieszkowska, autorka biografii Hemara Ja, kabareciarz uznała: „Satyry, z których powodu Hemar był tak ostro zwalczany przez cenzurę w kraju, dzisiaj już nikogo nie poruszają”.

A może jednak jest inaczej? Może to sami autorzy nielicznych publikacji postanowili Hemara ugrzecznić? Media establishmentowe właśnie dlatego, że jego satyra wciąż kąsa. Prawicowe – bo zbyt frywolny. Na tyle, że jego niektóre satyry mogą w roku 2006 śmieszyć bardziej słuchacza hip-hopu niż jego dziadka.

Być może niekiedy ugrzecznianie Hemara tłumaczono sobie nawet jego dobrem, obawą, czy kontrowersje nie odbiorą mu zasłużonego, tyle lat wyczekiwanego, miejsca w podręcznikach. Czytaj – na muzealnej półce.

Wbrew woli samego Hemara, który pisał: „Cóż warta jest satyra/ Przymilna i przyjazna,/ Kupiona za parę rubli/ U najemnego błazna.” Oraz apelował: „Pozwólcie trochę pohulać,/ Gdy go zaświerzbi jęzor/ Dość mamy jednej cenzury/ Nie róbcie własnych cenzur”.

Zamiatanie podłogi Szczypiórkiem

Marian Hemar, rocznik 1901, urodził się wystarczająco wcześnie, by późniejsze autorytety obserwować w czasach, których wolały one nie pamiętać. Nie ciskał gromów, nie strzelał z armaty do wróbli. Na ataki Andrzeja Szczypiorskiego na starą i oderwaną od problemów obywateli PRL emigrację Hemar odpowiedział z należytym zachowaniem proporcji: „Wezmę z kąta jakiegoś/ Pokątnego autorka,/ Jakiegoś Szczypiorskiego,/ Szczypiórka, czy Szczypiorka./ I dobrodusznie – bo choćbym/ Złośliwie chciał, to nie mogę –/ Zamiotę nim parę razy/ Emigracyjną podłogę”.

Gdy w 1956 r. przyszła odwilż i pisarze zaczęli masowo potępiać stalinizm, Hemar opublikował w Londynie genialny wiersz Moja przekora w obronie… Józefa Stalina, który dziś, w pół wieku później, brzmi równie niepoprawnie politycznie, co wtedy.

Hemar wymienia w nim długą listę pisarzy, którzy właśnie się nawrócili. Dawniej dowodzili „Że cukier krzepi,/ A Stalin jeszcze lepiej,/ Że Stalin grzeje, Stalin chłodzi, Stalin nigdy nie zaszkodzi”. I on, Hemar, nie mógł za nic przekonać ich do zmiany zdania.

Do czasu „Aż Chruszczow moje słowa/ Potwierdził. I każdemu/ Kazał tak mówić, jak ja/ Mówiłem pięć lat temu”. Wtedy nagle „Z bohaterską odwagą,/ Z ryzykanckim zuchwalstwem,/ Krzyczą: Precz ze Stalinem!/ Krzyczą: Precz ze służalstwem!/ Krzyczą: Precz z lizusostwem!/ Bez żadnych ceregieli/ Krzyczą. Bo Chruszczow kazał,/ By teraz tak krzyczeli”.

I Hemar puentuje pierwszą część utworu: „A ja człowiek przekorny./ Ja odchodzę na stronę/ I myślę: Czas przed nimi/ Wziąć Stalina w obronę”.
Mimo tak zgrabnej puenty, Hemar dopisuje drugą część wiersza, w której wykłada, czym on, antykomunista, różni się od antystalinistów. Pisze o Stalinie: „On był winą ustroju,/ Co w sobie logicznie mieści/ Możliwość takiej zbrodni,/ Bezkarnej przez lat trzydzieści./ Ta potworna purchawka/ Mogła róść tylko na gnoju/ Komunistycznej Rosji/ Jej ludzi i jej ustroju./ Trzeba tę mierzwę rozrzucić,/ Wtedy purchawka zniknie./ Krzyczcie: Precz z tym ustrojem!/ Znam was. Nikt tak nie krzyknie”.

Hemar znał ludzi sowieckich. I ich zdolność do kamuflażu. Aż dziw, że nikt w latach 90. nie pokusił się o spostrzeżenie, że w wierszu Ballada o jednym premierze Hemar przewidział… prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego. Ballada poświęcona jest Józefowi Cyrankiewiczowi – postaci, która w PRL potrafiła dostosować się do różnych ekip, zmieniając poglądy i wizerunek.

Satyryk przedstawia wizję, że oto wreszcie przyszła niepodległość: „Widzę już, przysięgam na to,/ Po tej wiośnie nadeszło lato/ Uciekł wróg na wschód”. Z Zachodu wracają najbardziej niezłomni emigranci. „Jedzie! Jedzie! Patrzcie sami –/ Anders! Wódz! Na białym koniu!/ Cały rząd go wita. No, i/ CYRANKIEWICZ JEST PREMIEREM”. Cóż, Kwaśniewski Andersa nie zdążył powitać, ale podniosłe mowy 11 listopada, 1 sierpnia czy 15 sierpnia wygłaszał gładko.

Archaiczne? Historyczne? Nikogo nie porusza?

Przytoczmy opinię Józefa Mackiewicza, który tak rekomendował Hemara do nagrody londyńskich „Wiadomości” w 1968 r.: „Łączy w sobie absolutną indywidualność talentu z brakiem wszelkiego napuszenia, celebracji (…) Łączy najdoskonalszą formę z największą popularnością, jaką pisarz może osiągnąć wśród czytelników swego języka, jego precyzyjność myśli i jasność wyrazu jest zdumiewająca, zwłaszcza jeżeli się weźmie pod uwagę dzisiejszą predominację wyszukanego mętniactwa, które służy za parawan producentom słów bez znaczenia i wartości”.

Bard Lwowa

Jan Marian Hescheles urodził się w 1901 r. we Lwowie, w rodzinie żydowskiej. Ojciec Ignacy był kupcem, matka Berta Hescheles, prowadziła dom. Wuj Henryk Hescheles był redaktorem naczelnym „Chwili”, gazety lwowskich syjonistów.

We Lwowie uczęszczał do gimnazjum. „Literatury uczył go Tadeusz Pini – przyjaciel Orkana, Kasprowicza i Staffa (…), redaktor „Pamiętnika Literackiego” – pisze Stanisław Nicieja w książce Hemar – bard Lwowa.

W czasie I wojny światowej rodzina Heschelesów wyjechała do Wiednia. „Chodziłem tam do polskiego gimnazjum i na trzeciomajowym szkolnym wieczorku recytowałem Odę do młodości. Profesor polskiego radził mi potem, abym został aktorem, chociaż, jak powiedział – to bardzo niebezpieczny zawód dla młodego człowieka” – wspominał Hemar.

Latem 1917 r. wrócili do Lwowa. Zadebiutował w 1919 r. wierszem ogłoszonym w piśmie „Wiek Nowy”. Potem we lwowskim satyrycznym „Szczutku” publikował fraszki, satyry i opowiadania. Współpracował też z „Gazetą Lwowską”, w której ukazywały się jego wiersze, sylwetki lwowskich artystów i sprawozdania z wydarzeń kulturalnych. Nawiązał też współpracę z teatrzykami Ul i Bagatela. Przyjaźnił się w tym czasie z przyszłym znanym poetą Brunonem Jasieńskim. Po latach napisze: „Noc pamiętam że była gwiaździsta./ Bruno, z monoklem w oku, z czerwonym plastronem/ Bardzo mi imponował jako komunista”. Ich drogi jednak szybko się rozeszły.

Trzy lata studiował na Uniwersytecie Jana Kazimierza medycynę i filozofię. Studia rzucił w 1924 r. Bo w międzyczasie wciągnęło go pisanie. Ukazały się jego pierwsze dwie książki – Dzik i świnia oraz Ballada o białym byku. W Teatrze Miejskim sukces odniosła jego pierwsza w życiu rewia Łątki lwowskie.

hemar_3

W czasie „wieczoru skamandryckiego” we Lwowie poznał się z Lechoniem, Tuwimem, Słonimskim i Wierzyńskim. Zaprosili go do Warszawy

Zielona mizerna papuga

Kiedy znów zakwitną białe bzy, Wspomnij mnie, Nie będziesz ty, to będzie inna – to najsłynniejsze przeboje przedwojennej Polski autorstwa Hemara, pamiętane do dziś. Ale jako że w PRL istniał zapis nie tylko na jego twórczość, ale i nazwisko, w czasie koncertów życzeń w Polskim Radiu nie podawano, kto jest ich autorem. Nawet „Piwnica pod Baranami” śpiewając, że „kochać nie warto”, a „jedno co warto, to upić się warto” z obawy przed cenzurą nie wymieniała nazwiska Hemar.

Piosenki te powstały w Warszawie, do której Hemar sprowadził się w 1924 r. Skamandryci, którzy go do niej zaprosili, byli w II RP kimś w rodzaju Beatlesów. Bo literatura, teatr czy kabaret odgrywały zupełnie inną rolę niż dziś. „Jestem z pokolenia, które wyrosło na literaturze. Myśmy nie mieli radia ani telewizji” – tłumaczył to po latach sam Hemar.

Podobnie jak Skamandryci, sympatyzował z Piłsudskim. Gdy endecy podważali zasługi Marszałka w zwycięstwie z 1920 roku, Hemar kpił: „Był między nami i ponad nas/ W chmury rósł, niepojęty/ Szarpała jego najświętszy trud/ Świętoszków zawistna banda/ W życiu wspaniałym dostrzegli: cud/ Z łaski świętego – Weyganda”. Ale Marszałek bywał też bohaterem satyry, choćby kiedy „Wieniawa rano musiał »zdać rachunek z własnych win«, których wypił w nocy nie mało”.

Hemar w swych satyrach krytykował idiotyczne umoralniające przepisy, przypominające jako żywo znany z III RP zakaz spożywania alkoholu „na ulicach, parkach i placach”. Gdy władze nakazały zamykanie warszawskich ogrodów o 23, Hemar wykpił to wierszykiem o wiośnie, która nie może nadejść, bo zamknęli jej bramę. Czeka na ranek wraz z tak niebezpiecznymi osobami, jak zakochani, bezdomni i polityczni spiskowcy. „Poczekajcie na ranek/ Noc majowa niedługa./ Rano siedzi na drzewach wiosna niewyspana/ Jak zielona mizerna papuga”.

Satyr na urzędników napisał wiele. Takich jak fraszka Na jednego naczelnika: „Rada, swada, elokwencja/ temu kadzi, tamtym trzęś,/ Niby – szara eminencja/ W gruncie rzeczy – szara gęś”.

Ten wąsik, ach, ten wąsik

Gdy Hemar latem 1924 r. przyjechał do Warszawy, pracę jako reżyser kabaretu „Qui pro Quo” otrzymał też Fryderyk Jarosy, aktor i konferansjer słynnego teatrzyku rosyjskich emigrantów Niebieski Ptak. „Właściwie wszystko, co się działo w historii literackiego kabaretu owych lat, robiliśmy wspólnie. Jarosy wniósł na deski teatrzyku warszawskiego powiew europejskiej cywilizacji, dobrego smaku, dowcipu” – wspominał Hemar po latach.

Początki w stolicy nie były łatwe, wiele jego tekstów odrzucano. Zadebiutował w kabarecie „Qui pro Quo” obrazkiem U Lwowi. Jako pierwsze jego piosenki śpiewały Mira Zimińska, Zula Pogorzelska i Hanka Ordonówna. A później wszyscy najpopularniejsi, w tym Maria Modzelewska, Janina Romanówna, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Mieczysław Fogg czy Ludwik Sempoliński. Pisał też piosenki dla Szczepcia i Tońcia.

Z „Qui pro Quo” współpracował do końca jego istnienia, czyli 1931 r. Oprócz tego jego nazwisko pojawiało się na plakatach Wielkiej Rewii, Starej Bandy, Cyganerii, Cyrulika Warszawskiego, Feminy, Małego Qui pro Quo, Morskiego Oka i Ali Baby. „Hemar, który ma zwyczaj przychodzenia dopiero na generalną próbę, przewraca aktorowi do góry nogami ustabilizowaną już interpretację jego utworu. Troszkę za późno, cóż – kiedy najczęściej ma rację” – pisał Tadeusz Boy-Żeleński.

Jak mówiono, najpiękniejsze piosenki Hemar pisał, gdy był zakochany. Najlepiej – nieszczęśliwie. Wśród kobiet, z którymi romansował wymieniano Olgę Ziemilską, Mirę Zimińską i Janinę Romanównę. Miłość do Ziemilskiej niemal nie skończyła się tragicznie. Jak wspominała Mira Zimińska: „Hemar strzelił do siebie na ławce, w Stryjskim Parku. Kula przeszła tuż koło serca”. Jego pierwszą żona zostać miała jednak aktorka Maria Modzelewska, dla której napisał piosenki Wspomnij mnie i Pensylwania. To ona w pierwszej pełnometrażowej animacji Walta Disneya Królewna Śnieżka śpiewała partię głównej bohaterki w tłumaczeniu męża. W 1935 r. Hemar przyjął chrzest, zaś w rok później wziął z Modzelewską ślub w obrządku protestanckim. Związek przetrwał do 1939 r., zaś burzliwe rozstanie zagłuszył wybuch wojny.

Nieoczekiwaną sławę przyniosła Hemarowi napisana tuż przed wojną piosenka Ten wąsik, ach ten wąsik, śpiewana przez Ludwika Sempolińskiego. Wywołała ona protest ambasady niemieckiej, która interweniowała u polskich władz.

Rozkaz: napisać rewię

Wrzesień 1939 zastaje Hemara w Warszawie. W pamiętniku zapisuje dziejące się wokół wydarzenia. Bombardowanie, zamknięcie teatru, wydziału literackiego w radiu. Gdy Niemcy docierają pod Warszawę, ucieka do Lwowa. 18 września przekracza granicę rumuńską.

Dopiero w wiele lat później dowie się, jak intensywnie poszukiwało go gestapo. W Warszawie i we Lwowie. Sława jego antyhitlerowskich wierszy dotarła też do coraz bardziej proniemieckiej Rumunii, w której na każdym kroku spotkać można było niemieckich oficerów. Za łapówkę dostał się na statek płynący do Istambułu. Stamtąd trafił do Palestyny.

Zgłosił się, jako zwykły strzelec, do polskiego wojska – Samodzielnej Brygady Strzelców Podkarpackich. Szybko rozeszło się jednak, kim jest. Jak wspominał „wielkie zgorszenie wywołał generał Jur Gorzechowski, kiedy przyjechał z wizytą i (…) wycałował się z dubeltówki z nędznym strzelcem Hemarem”.

Rozkazy wydawane strzelcowi były coraz bardziej nietypowe. Na przykład: „Napisać rewię na akademię z okazji 3 maja”. Tak powstał marsz Karpacka Brygada, który zyskał wielką popularność. Potem słyszał go w różnych miejscach wojennej zawieruchy. Choćby pod Aleksandrią: „Szli raźni, młodzi, opaleni, w tropikalnych mundurach i hełmach. I śpiewali… Nie zwracali uwagi na mizernego siwiejącego strzelca, który stał przy szosie. Nie przyszło im do głowy, że mijali autora śpiewanej piosenki”.

Tymczasem w 1941 r., wkrótce po wejściu do Lwowa Niemców i Ukraińców, zginęli matka i starszy siostrzeniec Hemara. Miał się o tym dowiedzieć dopiero po kilku latach.

Hemar dymisjonuje ambasadora PRL

12 grudnia 1941 r. statek z awansowanym w międzyczasie starszym strzelcem Hemarem i jego towarzyszami broni wyruszył do Anglii. Na miejscu strzelec zameldował się u wydającego „Wiadomości Polskie” Mieczysława Grydzewskiego. Zaczął też pisać w „Dzienniku Polskim”. W grudniu 1942 r. jego pierwsze słuchowisko nadało Radio BBC.

„Wiadomości” zdecydowanie zareagowały na wieść o katyńskiej zbrodni, za co zapłaciły utratą przydziałów papieru. O Katyniu mówił też na spotkaniach z polską publicznością Hemar. „I tylko p a m i ę ć została/ Po tej katyńskiej nocy…/ Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,/ Nie chciała ulec przemocy” – napisze po latach.

Gdy Sowieci wkroczyli do Polski, PRL zaczęła wysyłać na Zachód nowych ambasadorów. Nie byli to przeważnie komuniści, lecz skłonni do kolaboracji działacze przedwojennych stronnictw. Mieli oni za zadanie uspokajać nastroje wśród emigrantów. Ten wysłany do Anglii – były prezes Lewiatana – miał niebywałego pecha. Trafił na Hemara.

Stefania Zahorska na łamach „Wiadomości” przebieg wydarzeń wspominała tak: „Hemar napisał piosenkę pochwalną na cześć ambasadora, który przy wszystkich konfiguracjach politycznych umie pozostać ekscelencją. Przedrukowano tę piosenkę w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy. Śpiewali ją Polacy w Londynie, żołnierze w obozach Anglii i Szkocji, dotarła do Polski. I oto ekscelencja Strasburger wybrał się do Szkocji na zebranie publiczne. Sala była pełna. Zanim ambasador zdążył się odezwać, cała sala odśpiewała chórem piosenkę Hemara Ekscelencja. Powtarzało się to, gdziekolwiek pojawiał się ambasador. Przywołana przez niego policja nie mogła nic poradzić, bo w Wielkiej Brytanii panuje wolność słowa. Wkrótce potem Strasburger podał się do dymisji. (…) Jego następca już nie próbował zbliżyć się do Polaków”.

Hemar przerażony był postawą dawnych przyjaciół, którzy sposobili się do kolaboracji z PRL. „Czy jesteś w jakim kontakcie z Tuwimem? Ach, co to za dureń! Jaka szkoda, że się tak nędznie wygłupił! A żebyś Słonimskiego zobaczył i pomówił z nim! Brr…” pisał w liście do przyjaciela.

W 1945 r. Hemar poznał Amerykankę duńskiego pochodzenia, Carol Annę Eric, tancerkę znanego amerykańskiego zespołu baletowego. To jej postać była na czołówce przedwojennych amerykańskich filmów wytwórni Columbia Pictures. Okazała się kobietą jego życia. Ślub wzięli 18 lipca 1946 r. Przyjaciele mówili na nią Kaja.

Tymczasem z prawnego punktu widzenia Hemar był bigamistą. Formalny rozwód z Modzelewską wziął dopiero w 1956 r.

Satyryczny Tito

Nowe piosenki Hemara, inne od tych przedwojennych, idealnie trafiały w nastroje emigrantów. Gdy w Londynie przez kilkanaście dni świętowano pierwszą rocznicę II wojny światowej, Hemar przygotował program specjalny „Polski V-Day” z refrenem „Moja wojna nieskończona, moja wojna jeszcze trwa…”.

W nowych warunkach Hemar został nie tylko autorem słów i muzyki, ale także – częściej niż przed wojną – konferansjerem i wykonawcą własnych utworów, co sprzyjało wzrostowi jego popularności.

Od 1951 r. Hemar rozpoczął współpracę z Radiem Wolna Europa. Najbardziej zjadliwe satyry na komunizm zaczęły docierać, mimo zagłuszania, do Polski, budząc wściekłość władz. Choćby wtedy, gdy Bierut zaproponował w 1955 r. emigrantom amnestię. Hemar odpowiedział na to, że jak chodzi o Bieruta, to na amnestię on liczyć nie może: „Dla najemnych Judaszów/ Bolszewickiej bestii/ Nie będzie przebaczenia./ Nie będzie amnestii/ Na naszą łaskę nie licz./ Pardonu nie będzie./ Takie w kwestii amnestii/ Jest nasze orędzie”.

Próby polemiki z Hemarem kończyły się dla peerelowskich autorów tragicznie. Ot, jak w szopce z 1956 r., gdy kilku z nich napisało o nim: „Brano go do wszystkich wolnych/ I Europ i Ameryk/ I opłacano go, by plótł/ Złowieszczych wieszczeń szereg”.

W odpowiedzi w wierszu Narada satyryków Hemar opisał swą rzekomą wizytę na peerelowskiej naradzie: „Siedzę tam niepoznany. Hemar incognito./ Satyryk zagraniczny. Satyryczny Tito”. Naradę odwiedza Bierut, by zachęcić krajowych satyryków do energiczniejszej odpowiedzi Hemarowi. Ci twierdzą, że najlepszą karą dla Hemara będzie przemilczenie jego osoby. Doprowadza to do wściekłości Bieruta, który krzyczy: „Sto złotych na miesiąc za samo milczenie?/ Toż mnie taniej wypadnie, ty chytry bęcwale/ Jak wy wszyscy będziecie milczeć – w kryminale!”.

Dalej Hemar tłumaczy przyczyny impotencji twórczej krajowych kolegów: „Gdy mój wiersz wasze wiersze/ W puch i w proch rozpieprza,/ Ja nie lepszy poeta./ Moja sprawa lepsza”. A także, dosadniej: „Gdy Słonimski padalec, gdy Tuwim służalec/ Nie dziwota, że w babie poezji – zakalec”.

Można na Marsa, nie można do Lwowa

Bezbłędnie wychwytywał absurdy otaczającego świata: „A ja myślę, czy to dramat czy farsa,/ Czy to jakaś pomyłka bezbożna,/ Że rakietą można jechać na Marsa,/ A pociągiem do Lwowa nie można”.

Inna z satyr w PRL krążyła później jako dowcip. Do celi trafia dwóch więźniów. Jeden zaraz idzie spać, drugi wita się ze współwięźniami. Mówi, że pił wczoraj wódkę z partyjnym towarzyszem Staszkiem, no i zaczęli w nocy dyskusję o polityce. Skończyli koło czwartej w nocy. Chciał od razu iść złożyć meldunek UB, ale zasnął, tymczasem „Staszek od razu do nich/ Poleciał na jednej nodze/ Bo zapomniałem widzicie/ Że mu było po drodze”.

W wyniku donosu kolegi rano go aresztowano. Więźniowie dopytują: „A ten drugi? – spytali? –/ Ten śpiący – co to za ptaszek?/ Nie wiecie? – Wiem rzekł przybysz –/ To mój przyjaciel. Ten Staszek.” – pada puenta.

Próby rehabilitowania przez władze PRL Powstania Warszawskiego powitał przeróbką piosenki O, cześć wam panowie magnaci: „A dzisiaj, ta ciżba moskiewskich zaprzańców,/ A dzisiaj, te same psubraty/ Z butami się pchają na groby powstańców/ I wieńce im niosą i kwiaty/ (…) Ach, precz stąd radzieccy kamraci!/ Ach, precz stąd, zdradzieccy psubraci!/ Czekaliście wtedy, i dziś poczekajcie./ Nie bójcie się. Bóg wam zapłaci”.

Gdy w Moskwie w niewyjaśnionych okolicznościach umierali kolejni przywódcy, Hemar pisał: „Trudno się mimo woli/ Oprzeć pewnej refleksji, Że Moskwa miasto dziwnie/ Stosowne do apopleksji”.

Ale w satyrach Hemara obrywa także Zachód. O ambasadorze amerykańskim w Warszawie pisze: „Jedynych dwóch okupantów/ Zna tu nasz druh jałtański/ To ten koniak kaukaski/ I kawior astrachański”. Gdy w 1968 r. w New York Timesie pojawiła się krytyka udziału „Polski” w stłumieniu Praskiej Wiosny, Hemar wykpiwa autora, który nie dostrzega, że Polacy od 1939 r. nie mają w Polsce nic do powiedzenia. I doradza autorowi studiowanie historii, ostrzegając jednak, że wtedy „Gotów się pan doszukać/ Winy i satysfakcji/ Być może w swoim kraju/ Być może w swojej redakcji”.

Wydarzenia Marca 1968 r. komentuje przeróbką Dziadów: „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,/ Co to będzie, co to będzie?/ Cyrankiewicz na premierze/ Palce gryzie, strach go bierze”.

Bezkompromisowy do końca

Hemar bywał także skłócony ze swoimi redakcjami. Nie chciał być pomnikiem, choć 3 maja 1965 r. otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Jako zdecydowany antykomunista nie akceptował niektórych kompromisów i gier dyrektora Wolnej Europy Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Współpraca z RWE była pasmem kłótni. „Był bezkompromisowy, demonstrował brak uprzejmości o pozorach arogancji, pełnej nerwowego podniecenia, a przy tym umiał spieszyć z pomocą materialną i osobistą kolegom, gdy byli w potrzebie, czy podczas choroby, choćby od lat nie zamienił z nimi słowa – wspominał Juliusz Sakowski.

„Trzeba tu przypomnieć, że w ostatnich latach życia poety RWE przestało nadawać kabaret. Dyrektorem sekcji polskiej rozgłośni RWE był Jan Nowak -Jeziorański. W emigracji zaczęło się coś dziać niedobrego, trudno dziś mówić o przyczynach, czyje to były intrygi i czyje pieniądze. Hemar pozostał wierny swej miłości, był bezkompromisowy” – notuje z kolei w Lwowskich sylwetkach Krzysztof Bulzacki.

19 marca 1972 r. władze PRL zdobyły się na szczyt tolerancji wobec byłego obywatela owego kraju. W „Tygodniku Powszechnym”, w rubryce zmarli, pozwolono umieścić notatkę następującej treści: „11 lutego [zmarł – dop. mój] w Londynie Marian Hemar, lat 70, poeta, satyryk, komediopisarz (pseud. Jan Mariański, Marian Wallenrod i inne), b. kierownik literacki warszawskich kabaretów artystycznych, współpracownik «Wiadomości Literackich» i «Wiadomości»”.

A w Londynie Jan Fryling pożegnał przyjaciela następującymi słowami: „Może będzie kiedyś we Lwowie ulica Mariana Hemara – słusznie mu się to należy. Wzdłuż niej posadzą młode kasztany, a gdy wiosną zakwitną niby biało-różowe świeczniki, pójdą tamtędy, trzymając się za ręce, chłopiec i dziewczyna. Może ona zanuci jakąś piosenkę Hemara, Nas już na tej ulicy nie będzie. Trudno”.

Nowe Państwo: Nr. 7/2006 NGP

 

Marian Hemar

KATYŃ 

Tej nocy zgładzono Wolność
W katyńskim lesie…
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień.

Związano do tyłu ręce,
By w obecności kata
Nie mogła ich wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.

Zakneblowano usta,
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogła błagać o litość,
Ni wezwać znikąd pomocy.

W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś  przesiąkniętą.

By zmartwychwstać nie mogła,
Ni dać znaku o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.

Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił

Tej samotnej mogiły,
Tych prochów i tych kości –
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.

– – –

Tej nocy zgładzono Prawdę
W katyńskim lesie,
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,
Po świecie jej nie rozniesie…

Bo tylko księżyc niemowa,
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było…

Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni…

Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę…

Bo tylko ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby – gdyby umiała.

– – –

Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie…
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień

Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.

Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami –
Jak inni – z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.

Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa – czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?

Czemu – jeśli istnieje –
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi , nie karze kata?

– – –

Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną…

Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.

Jakby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.

Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek,

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.

I tylko  p a m i ę ć  została
Po tej katyńskiej nocy…
Pamięć  n i e  d a ł a  się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy

I woła o  s p r a w i e d l i w o ś ć
I  p r a w d ę  po świecie niesie –
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.

DALEJ

strona [2] Piotr Szubarczyk, Marian Hemar – „Polak ochotniczy”

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Sylwetki, Wiersze i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Marian Hemar

  1. natanna pisze:

    Znakomity tekst. Przybliżył mi postać Hemara, którego znam głównie z jego piosenek filmowych. Wiersz o Katyniu poruszający.

  2. Hemar mnie znał. Napisałem o Nim na mojej stronie http//:odlwowadojeleniejgory.pl.tl Krzysztof Bulzacki bulzackikrzysztof526@gmail.com kb

  3. Tomasz Bolonski pisze:

    Piotr Lisiewicz się myli pisząc że władze PRL’u odebrały Hemarowi obywatelstwo. One go tylko nastraszyły a on uwierzył. Sam to sprawdziłem i mam odpowiedź z Min, Sp. Wewn. że tak się nie stało. Był to popularny mit, w który Hemar uwierzył, i wszyscy jego znajomi ten mit rozpowszechniali wł. z Władą Majewską. Nawet A.Mieszkowska to samo opublikowała w biografiach Hemara.
    Obecnie organizuję koncert w Coldharbour połączony z umieszceniem urny z ziemią Lwowską na grobie Hemarów oraz staram się o przyznanie Orła Białego Hemarowi… narazie bez rezultatów.

  4. Zofia Kata pisze:

    Wires „Katyn” napisal Feliks Konarski, autor pienso „Czerwone maki na Monte Casino”
    Pseudonym Red-Ren Nie mozna robic takich bledow

  5. emka pisze:

    Nie ma Pani racji, to wiersz Hemara.

  6. Grzegorz Seweryn pisze:

    Hemar mnie bardzo poruszył patriotyzmem i antykomunizmem . Pochodzę z Radomia słuchałem mojego dziadka rocznik 1904 oLwowie gdzie służył w wojsku chyba w kawalerii, o Polsce w wierszu którego tylko pamietam ” rozwiń skrzydła orle biały od Bałtyku Tatr i Morza Czarnego” – coś takiego( dziadek jak mówił ten wiersz to wstawał i mówił go całym ciałem , jeszcze teraz pamiętam. Ciocia która mieszkała na Żeromskiego 300 metrów od więzienia w Radomiu opowiadała jak we wrześniu 1945 odbijano więźniów i jak ci więźniowie szli ustawieni w kolumnę marszowa jak bohaterowie zwycięzcy na defiladzie . Akcją dowodził „Harnaś” Stefan Bębiński, a wśród uwolnionych był „Kawka” Sergiusz Papliński od 1947 w Londynie żyje do dziś. Obydwaj radomiacy. Byliśmy z żoną i dziećmi na grobie Hemara. Dla mnie to WIELKI CZŁOWIEK ! WIELKI PATRIOTA!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.