Lepiej jak gwiazda w własnym ogniu spłonąć

Rafał Górski

Jest gorące czerwcowe popołudnie 1867 roku. W Paryżu trwa Wystawa Światowa. W Lasku Bulońskim dobiega końca wojskowa parada. Cesarz Francji Napoleon III i car Rosji Aleksander II z synami wsiadają do powozu.

Kawalkada jeźdźców kieruje się ku drodze do Sevres. Dochodzi szesnasta, kiedy wjeżdżają na obsadzoną kasztanami aleję Najświętszej Panny Marii Dziewicy. W tym miejscu jest zdecydowanie mniej widzów. Ucichły wiwaty. Nagle jadący od strony cara młody koniuszy Raimbaux spostrzega wzniesione ponad pierwszym rzędem gapiów dłonie i odruchowo bodzie konia ostrogami. W jednej chwili widzi błysk i słyszy huk wystrzału. Strzał ugodził konia w głowę, krew rannego wierzchowca, który z bólu stanął dęba, obryzguje twarze carewiczów i plami mundur Aleksandra II.

Słyszą kolejny wystrzał i spłoszone konie ponoszą. Odjeżdżając, widzą żandarma i cywila, którzy wloką pod ręce młodego mężczyznę o bladej, brodatej twarzy. Schwytany próbuje coś krzyczeć, ale rozszalały tłum rzuca się na niego z pięściami.

Zamach na Aleksandra II w grafice "Ilustriere Zeitung"

W siedzibie policji zamachowcem zajmuje się lekarz, drugi z wystrzelonych nabojów rozerwał bowiem lufę pistoletu i poszarpał dłoń strzelającego. To 20-letni Polak, Antoni Berezowski. Policjanci chcą wiedzieć, czy ma wspólników.

” Jestem sam z ojczyzną moją ” mówi po dłuższym namyśle.

Berezowski opisuje wszystkie okoliczności zamachu. Mówi, że przez zabicie cara chciał dopełnić przysięgi złożonej w szesnastym roku życia, iż pomści krzywdy ojczyzny lub zginie, a następnie stwierdza, że stan wojny między Polską a Rosją trwa nadal. Wyraża żal, że nie mógł dzisiaj zadośćuczynić przysiędze, i dodaje, iż, gdyby miał szansę jeszcze raz spróbować zamachu na cara, gotów jest powtórzyć to samo, ale z lepszym skutkiem. Broń zakupił poprzedniego dnia, działał na własną rękę. Wspomina, że w powstaniu nie miał podobnej broni, tylko zdobyczny kozacki samopał i lancę. Zaprzecza również, jakoby godził na życie Napoleona III w czasie swego zamachu, co najwyżej pragnął dać cesarzowi Francuzów przestrogę.

Podczas następnych przesłuchań Berezowski zrelacjonował szczerze wszystkie szczegóły, opowiedział o swojej działalności w Polsce, okolicznościach towarzyszących przyjazdowi nad Sekwanę i o przygotowaniach do zamachu, zachowując według relacji policjantów i sędziego spokój.

– Ten młody człowiek mi imponuje – skomentuje sprawę sędzia śledczy Gonet.

Antoni Berezowski. Zdjęcie powstało zapewne w Galicji w 1864 r.

Antoni Berezowski urodził się w ubogiej rodzinie szlacheckiej 9 maja 1847 roku w Awratyniu nad Słuczą, w powiecie żytomierskim. Jego ojciec Józef posiadał niewielki majątek, w którym mieszkał wraz z żoną Kamillą i czwórką dzieci: najstarszym Stanisławem oraz młodszymi Antonim, Cezarym i Karoliną. Kiedy Antoni skończył pięć lat, zmarła jego matka, dwa lata później ojciec musiał sprzedać zadłużone gospodarstwo i pracować jako muzyk w różnych miastach Ukrainy. Od tej pory dzieci wychowywała babcia, Józefa Hryniewiczowa. Żyli prawie w nędzy, dzieci uczył nauczyciel domowy, babcia zaś starała się wpajać w ich serca gorący patriotyzm.

Na wieść o wybuchu powstania Antoni ruszył na poszukiwanie najbliższego oddziału. W nocy z 8 na 9 maja 1863 zjawił się na uroczysku Pustocha pod Lubarem na Wołyniu, gdzie formował się pułk Jazdy Wołyńskiej pod dowództwem Edwarda Różyckiego. Przybył z lancą, którą sam sobie wykuł. Początkowo nie chciano go przyjąć ze względu na młody wiek, ale jego upór był ogromny, a zapał tak szczery, że został wcielony do drugiego plutonu drugiego szwadronu. Pozostał w nim do 24 czerwca 1864. Wraz z pułkiem Jazdy Wołyńskiej brał udział w zdobyciu miast Lubar, Połonne, Miropol, w potyczce pod Łaskami, w bitwie pod Małą Salichą, gdzie trzy kompanie piechoty rosyjskiej i sotnia kozaków zostały przez jazdę wołyńską w trakcie brawurowej szarży ze szczętem rozbite. W czasie bitwy Berezowski odznaczył się jako żołnierz odważny i skłonny do poświęceń. 27 maja brał udział w marszu pułku ku granicy austriackiej na spotkanie innych oddziałów powstańczych, z którymi wspólnie przekroczyli tego samego dnia granicę.

Do 24 marca 1864 stał nad granicą z Wołyniem wraz z pułkiem pozostającym w ciągłej gotowości bojowej. Wszelkie podejmowane przez nich w międzyczasie próby powrotu na pole bitwy nie powiodły się, przeszkodą nie do pokonania okazało się bowiem szczelne obsadzenie granicy przez kordony wojska.

W końcu czerwca 1864 roku, po ogłoszeniu stanu oblężenia w Galicji, jego pułk powstańczy został rozwiązany i żołnierze rozjechali się w kilku grupach, by przez Austrię przedostać się do Francji.

Z Austrii Berezowski został skierowany do Belgii w celu wyuczenia się w fabryce w Liege rusznikarstwa, co było jego gorącym pragnieniem. Po roku przyjechał do Paryża, gdyż z rozkazu władz belgijskich, stosujących się do życzeń ambasady rosyjskiej, musiał opuścić fabrykę. Przez pewien czas korzystał z pomocy komitetu emigracyjnego, ale dość szybko znalazł pracę jako mechanik-składacz w fabryce maszyn parowych. Z trzyfrankowych zarobków dziennych uzbierał w 1866 roku sumę 225 franków i udał się do szkoły dla cudzoziemców, aby nauczyć się francuskiego, gdyż nieznajomość języka niezwykle utrudniała mu pracę.

Powstanie zabajkalskie wybuchło 24 czerwca 1866. Około 700 powstańców styczniowych podjęło walkę, kierując się w stronę pobliskiej granicy z Chinami. Słabo uzbrojeni i pozbawienia wsparcia innych zesłańców 28 czerwca zostali rozgromieni. 27 listopada 1866 przywódcy: Narcyz Celiński, Gustaw Szaramowicz, Władysław Kotkowski i Jakub Reiner zostali rozstrzelani w Irkucku. Na zdjęciu krzyż postawiony w 2000 roku na miejscu klęski powstańców.

W niedzielę chodził do czytelni, czytał gazety z Polski, z Moskwy, z Petersburga. Podobno trząsł się z gniewu, czytając wiadomości z kraju. Słyszał o nieudanym zamachu na cara Aleksandra II, dokonanym przez rosyjskiego rewolucjonistę Karakozowa w kwietniu 1866 roku, i o krwawo stłumionym powstaniu zesłańców polskich nad jeziorem Bajkał w czerwcu tegoż samego roku.

Z krajowych gazet dowiadywał się o rusyfikacji nazw miast, usuwaniu polskich napisów z ulic, otwieraniu rosyjskich gimnazjów, likwidacji ostatnich pozorów autonomii i przedłużeniu stanu wojennego.

W grudniu 1866 roku gazety pisały o egzekucji byłych powstańców w Irkucku.

[Berezowski zapewne nie miał szansy poznać napisanego w 1867 roku wiersza swojego ulubionego poety, Kornela Ujejskiego, „Na zgon rozstrzelanych w Irkucku”, ale druga zwrotka zdaje się idealnie korespondować z ówczesnymi przemyśleniami przyszłego zamachowca.

„Lepsza nam kula niźli takie życie!”
Rzekli, powstali, rozbroili zbirów;
A gdy broń mieli, to w pierwszym zachwycie
Błysnęła ku nim ziemia łez i kirów.
Potem pustynia, skąd nie ma wychodu,
Bój, gdzie szczęśliwsi giną, męki głodu
I znowu dawne pęta. Sąd otwarty…
Dla katów spisy żeru… Czy słyszycie?
Padł strzał ? i drugi ? i trzeci ? i czwarty!

Salwo męczeńska! Bądź dla tych zbudzeniem,
Których sumienia głos syren utula,
A tym, co naród chcą zbawiać spodleniem,
Powiedz: Niż takie życie ? lepsza kula!
Powiedz: Na sprzedaż nie wolno nikomu
Wynosić słupów ze wspólnego domu,
By w ciasnym szczęściu na chwilę utonąć.
Niźli obcego ciała stać się cieniem,
Lepiej jak gwiazda w własnym ogniu spłonąć!]

Zimą 1867 roku Berezowski zamknął się zupełnie w sobie, zaczął unikać dawnych towarzyszy. Stawał się melancholikiem, posępniał. Ożywiał się wyłącznie, jeśli ktoś w rozmowie wspomniał o walkach powstańczych. Starszemu koledze ze szwadronu wyznał, że żałuje przyjazdu do Francji i nie może znieść braku działania.

W końcu kwietnia 1867 prasa podała, że car przyjedzie na II Wystawę Światową do Paryża. 30 kwietnia Berezowski porzucił pracę w fabryce, jako powód podając, że czuje się chory. Był kompletnie wytrącony z równowagi, kilka tygodni spędził w bezczynności. Prawdopodobnie już wtedy powziął decyzję o wypełnieniu danej podczas powstania przysięgi.

29 maja dowiedział się, że car przybędzie do Paryża 1 czerwca. Na Dworzec Północny w Paryżu przyszedł dwie godziny przed przyjazdem Aleksandra II. Dwie godziny – jak zeznał później podczas śledztwa – spędził jakby w ekstazie, opanowany przez jedną myśl, że przywiodło go tu przeznaczenie.

Przez kilka dni żył jak w oszołomieniu. Wszędzie biegł za carem, aby mu się przyjrzeć. Codziennie kupował gazety, dzięki czemu znał plany rosyjskiej delegacji. 5 czerwca postanowił wreszcie zakupić broń. Udał się po zapomogę finansową dla uchodźców politycznych i około godziny czternastej wszedł do sklepu rusznikarza Bruneville’a, gdzie za osiem franków nabył pistolet oraz pięć kul. Wieczorem dokupił jeszcze prochu za pieniądze otrzymane z zastawu surduta w lombardzie.

Rano przygotował pociski. Ponieważ kule okazały się za małe, w dwóch lufach nabitych uprzednio prochem umieścił pieńki z ołowiu i wbił je za pomocą stalowego pręta. Pistolet ukrył pod zapiętym na wszystkie guziki przyciasnym tużurkiem.

W czasie, gdy Berezowski składał pierwsze wyjaśnienia w prefekturze policji, minister spraw wewnętrznych rozmawiał z przedstawicielem polskiej emigracji.

Rozmowa odniosła ten skutek, że jeszcze tego samego dnia profesorowie Szkoły Polskiej potępili akcję Berezowskiego. Dwa dni później na łamach „La Presse” ukazał się list generała Zamojskiego, w którym określał on czyn Berezowskiego jako niegodny Polaka. Oświadczenia w tym duchu wydali hrabia Ksawery Branicki, Józef Zamojski, a także generał Giełgud. Nawet Jarosław Dąbrowski nazwał czyn rodaka „pogwałceniem zasad gościnności”. Generał Marian Langiewicz i Władysław Plater, założyciel Muzeum Narodowego w Raperswilu, potępiając zamach, przyznawali jednak, że „długie męczeństwa i wielkie cierpienia mogą oburzyć człowieka do tego stopnia, iż mu odbierają rozum”.

List wysłany do Napoleona III w imieniu emigracji polskiej, zredagowany przez profesorów Klaczkę i Kolankę, a podpisany przez członka rządu powstańczego z 1831 roku, Tadeusza Morawskiego, oraz trzech członków rządu narodowego z powstania styczniowego, Agatona Gillera, Karola Ruprechta i Edwarda Siwińskiego, był tak korny i czołobitny, że wzbudził zażenowanie wielu emigrantów i zdziwienie społeczeństwa francuskiego:

Z historią ojczyzny naszej w ręku potępiamy głośno w imieniu naszem i Polski akt zbrodniczy i szalony. W tej chwili nie mówimy ani o naszych cierpieniach, ani o naszych prawach, jeden fakt góruje nad wszystkiemi, zbrodnia została zamierzoną, Polak jest jej sprawcą. Protestujemy, Najjaśniejszy Panie, cała Polska protestuje przed Waszą Cesarską Mością przeciwko zamachowi i jego sprawcy. Wyznając radość, iż strzał nie ugodził w monarchę, będącego gościem Francji, wśród wszystkich podnoszących się głosów oburzenia, nasz winien być najgłębszy, najenergiczniejszy, gdyż przemawiamy w imię moralności chrześcijańskiej, w imię ludzkości, w imię naszego honoru narodowego, tego honoru, który dla naszej ojczyzny w nieszczęściach, jakie przebywa, z ufnością naszą w Bogu ostatnią jest naszą siłą, ostatnią naszą pociechą.

Pod wpływem reakcji francuskiej opinii publicznej przywódcy emigracji polskiej musieli zrewidować swoje stanowisko w sprawie zamachu na cara.

Giuseppe Mazinni (1805-1872), główny obok Garibaldiego reprezentant bojowników o wolność Włoch, wielki przyjaciel Polski

Wiele gazet usprawiedliwiało Berezowskiego, przytaczając relacje dotyczące położenia jego rodaków w kraju, a redaktorzy i autorzy listów do redakcji współczuli polskiemu mścicielowi. Agenci policyjni donosili, że robotnicy w kilku paryskich fabrykach odgrażają się, że: „Jeśli Berezowskiego na śmierć skażą, spod gilotyny go wyrwiemy”. Za sprawcą zamachu ujął się przywódca włoskiego ruchu niepodległościowego, Giuseppe Mazzini, który napisał: „Pobyt cara był obelgą ludzkości. Powinno się chwalić szlachetne i wzniosłe uczucia, jakie kierowały Berezowskim”. Ośmielony manifestacjami Francuzów i włoskich przyjaciół Komitet Reprezentacyjny Wychodźstwa Polskiego, skupiający około 1500 emigrantów, postanowił 14 czerwca wydać odezwę, w której stwierdzono:

[…] w chwili, gdy Berezowski znajduje się w rękach sprawiedliwości, nie godzi się rozwodzić nad pojedynczym krokiem rozpaczy, lecz raczej potępić cały szereg zbrodni carskich, na naszej ziemi dokonywanych.

Jeszcze w dniu zamachu swoją pomoc zaofiarował najznamienitszy adwokat cesarstwa, Juliusz Favre, a gdy zachorował, od razu blisko trzydziestu innych adwokatów było gotowych go zastąpić. Ostatecznie emigracja przyjęła ofertę Emanuela Arago, nie mniej sławnego niż Favre.

15 lipca 1867 odbył się proces Berezowskiego, jeden z najkrótszych w historii dziewiętnastowiecznej Francji. Od godziny 8 rano zwarty tłum gapiów gromadził się przed wejściem do sali posiedzeń sądu Trybunału Sekwany. Wiele osób z biletami nie dostało się do sali, nie mówiąc o tych, którzy próbowali wedrzeć się bez biletów. W kuluarach na wynik obrad oczekiwało dwa razy tyle osób. Specjalny oddział straży miejskiej pilnował sali rozpraw. Obecni byli zwolennicy niepodległości Polski: Lafayette, Gambetta i wielu innych.

Rozprawa zaczęła się o godzinie 11. Oskarżony wydawał się spokojny, zachowywał się swobodnie. Ubrany w czarny surdut, z ręką na temblaku, pewny siebie, robił dobre wrażenie na zgromadzonych. Na pytania oskarżyciela i adwokata udzielał śmiałych i zwięzłych odpowiedzi, wyrażając się po francusku z pewną trudnością ale zupełnie szczerze. Widać było, że stara się wyjaśnić wszystkie okoliczności zamachu oraz motywy, które nim kierowały.

Wobec tego, że śledztwo nie wykazało żadnych wspólników, przesłuchanie świadków stało się czystą formalnością. Zeznania świadków obrony, szczególnie powstańczych zwierzchników Berezowskiego, były jednak okazją do przypomnienia o położeniu, w jakim znaleźli się Polacy pod władzą imperium rosyjskiego. Świadkowie wydali też pochlebne świadectwo o oskarżonym jako żołnierzu.

Emanuel Arago

Nie sprawdziły się obawy, że proces osłabi sympatię dla sprawy polskiej. Przemówienie obrońcy, Emanuela Arago, oparte na urzędowych źródłach rosyjskich, wywołało wielkie poruszenie wśród publiczności i ławy przysięgłych. Była to w rzeczy samej mowa oskarżycielska, wymierzona w osobę Aleksandra II. Obrońca zaczął odczytywać postanowienia Murawiewa: instrukcje upoważniające oficerów do samodzielnego wydawania wyroków śmierci oraz ustanawiania sądów dwudziestoczterogodzinnych dla uczestników powstania. Przedstawił trybunałowi paragrafy rosyjskiego kodeksu karnego, które zmuszały księży do łamania tajemnicy spowiedzi w razie nieprawomyślności osób spowiadających się i wprowadzały odpowiedzialność zbiorową wobec domowników i rodzin uczestników powstania.

– Z jednej strony jest car, którego sumienie obciąża skrzypienie setek szubienic wzniesionych w 1863 roku, tragedia trzydziestu tysięcy wypędzonych na Sybir oraz zgliszcza wiosek i miasteczek, a z drugiej strony chłopczyna, na którego życiu plamki znaleźć nie można – zakończył swoje wystąpienie przed sądem obrońca polskiego powstańca.

Prokurator domagał się wyroku śmierci dla oskarżonego z uwagi na szczególnie niebezpieczny charakter przestępstwa. Nazwał Berezowskiego skrytobójcą, nie zapominając też wspomnieć o nieobliczalnych szkodach politycznych i moralnych, jakie mogły wyniknąć z czynu oskarżonego, powodując ferment i wzbudzając nieufność w stosunkach pomiędzy Rosją i Francją. Wyrok wydano o 17. Sąd przysięgłych po krótkiej naradzie większością głosów uznał winę oskarżonego, ale z zastosowaniem okoliczności łagodzących. Berezowskiego skazano na dożywotnie galery. On sam przyjął wyrok ze spokojem, gorzko się tylko uśmiechając.

Opuścił Europę 24 października 1867. Pierwszą jego myślą po przybyciu na Nową Kaledonię była ucieczka. 8 maja 1868 udało mu się zmylić czujność strażników i dostać do portu w Noumea, ale spóźnił się na statek płynący do Australii i dwa dni później odnaleziono go kompletnie wyczerpanego. Więcej nie ponowił próby ucieczki. Z galer przeniesiono go do pracy w ogrodzie przy szpitalu więziennym. Pracował sam, a jako skazaniec polityczny cieszył się pewnymi względami zarządcy. Pomimo tego był w złym stanie psychicznym, który pogłębiało jeszcze poczucie izolacji i osamotnienia. Administracja kolonii odmawiała mu prawa do korespondencji. Wszystkie pisane przez niego listy były konfiskowane. Zaczął pisać liczne opowiadania i bajki, których tematem był zawsze wielki odwet Polaków na Rosji. „Ruiny rosyjskich miast posłużą do osuszenia bagien Polesia” – napisał w jednym ze swych opowiadań. W 1884 roku otrzymał działkę ziemi o powierzchni pięciu hektarów i pozostał na niej do końca życia.

W ciągu czterdziestu lat bezskutecznie były ponawiane zabiegi o ułaskawienie Berezowskiego. Ostatnia prośba o amnestię została złożona w sierpniu 1909 roku. Berezowski pracował w tym czasie nad różnymi wynalazkami, twierdził, że jest bliski skonstruowania perpetum mobile. Powoli, ale nieubłaganie popadał w coraz większy obłęd. Nie tolerował niczyjej obecności na swojej działce, wykrzykiwał pogróżki, kiedy jakiś sąsiad lub przechodzień zapuścił się przypadkiem na jego ziemię. Umarł zupełnie zapomniany 22 października 1916 roku o godz. 10.30 na wyspie Nou.

Rafał Górski „Polscy zamachowcy”, Wydawnictwo EGIS (fragmenty rozdziału „Ostatni powstaniec”)

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Lepiej jak gwiazda w własnym ogniu spłonąć

  1. Jacek Mruk pisze:

    Człowiek godny chwały za myśli i walkę z okupantem
    Czy znajdzie się drugi , który okazał się być brylantem?
    Teraz okupantów mamy różnych choć firmujących się być Polakami
    Rozpatrując wszystko rozumem, są oni zdrajcami i zwykłymi przybłędami
    Marzenie o bohaterach zostanie nadal chyba tylko naszym marzeniem
    Wśród okupujących stołki jak niegdyś sługus kładzie się cieniem
    Czy głód ich zbudzi by stanęli po słusznej stronie?
    Czy jak wielokroć wróg skieruje broń w nasze skronie?

  2. tramp pisze:

    Może mi ktoś powie,dlaczego zawsze największymi patriotami byli najbiedniejsi,tacy jak A.Berezowski.Myślę,że był takim jakim był,bo miał honor,nic więcej poza honorem nie miał, z którym żydo-sorosowskie media próbują walczyć jak ta zapendowska z polsatu.On dał sobie słowo i słowa danego sobie dotrzymał.Mały-wielki człowiek godny naśladowania.Ja też długo nie miałem pojęcia,że honor ,pojęcie honoru jest ściśle związany z Europą i tylko z Europą,sięga czasów średniowiecznego rycerstwa i wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej.Sądzę że w przeszłych wiekach bez wpajanej przez rodziców godności i honoru,wysokiego morale ,te niesamowite zwycięstwa polskich wojsk nie były by możliwe.Czasy przed rozbiorowe i rozbiory to już inna bajka bo wówczas masa (jak i obecnie)było pełno zdrajców,kolaborantów,konfidentów.

  3. Wk.bardzo pisze:

    Gdy dobry Bóg ściele dla Ciebie
    Z miłości posłanie,
    Wstrzyma nawet kule,
    Abyś z nieba widział To coś chciał.

    PS
    Kula nie nie dosięgła Aleksandra II ale bomba już tak.
    Ignacy Hryniewiecki (zamachowiec) zginął wraz z carem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.