Poszli nasi w bój bez broni…

Panuje przekonanie, że jesteśmy narodem niemuzykalnym. Nawet w tej chwili, po latach antyedukacji muzycznej nie jest to prawda. Sam kilka razy byłem uczestnikiem kilkutysięcznego tłumu śpiewającego piosenki walczącej Warszawy. Bo też i o to chodzi – we krwi mamy śpiew wolności i buntu. Świadczą o tym także pieśni powstania styczniowego.

 

Marsz powstańców

Włodzimierz Wolski, 
autor libretta do Halki. Uczestnik powstania styczniowego, zmarł na emigracji w Brukseli.

pióra Włodzimierza Wolskiego to powstanie styczniowe w pigułce. W zasadzie wystarczy znać tę pieśń, by wiedzieć wszystko. Marsz… przypomina historię walk polsko-rosyjskich i przepaść wykopaną przez lata między Polską a Rosją. Przepaść wypełnioną prześladowaniami kolejnych pokoleń patriotów, zsyłkami i egzekucjami, rzezią Pragi. Nie ma pojednania z Moskwą! – zdaje się krzyczeć Wolski. Walka albo Targowica, innej drogi nie ma. Widać w pieśni także aluzje do genezy powstania styczniowego. Widzimy demonstracje patriotyczne Polaków z całej Rzeczpospolitej w Warszawie rozpędzane przez kozaków, pogrzeb 5 poległych, profanację kościołów i ich demonstracyjne zamykanie w proteście polskiego duchowieństwa. Widać też radość z powodu sojuszu polsko-żydowskiego, udziału najważniejszych rabinów w pogrzebie 5 poległych i solidarnego z Polakami zamykania synagog. Słychać najważniejsze przeświadczenie – że bez zjednoczenia całego kraju i bez chłopów walka nie ma szans…

Za ojców, braci kości bielejce
W Sybiru śniegach, wśród Kaukazu skał,
Sióstr, żon i matek naszych łzy gorące,
Co wróg im hańbę w żywe oczy plwał.
Za plemion całych zmarnowane lata,
Co im w zepsuciu truto myśl i cześć,
Za niecne jarzmo, cośmy wobec świata
Jęcząc i drzemiąc, mogli dotąd znieść.

Na bój, Polacy, na święty bój!
Wolności duch – to Boga miecz.
Na bój, na bój! Nikczemny zbój,
Jak zwierz spłoszony, pierzchnie precz.

Za męczenników naszych krwawe płacze,
Odbite głucho – więzienny sklep,
Wygnańców naszych cierpienia tułacze,
Ich gorzki, bo z rąk obcych brany chleb.
Za chytre prawa dla rodowej dumy,
Gdy lud i pracę hańbił prawem car.
Jak bydło kazał smagać, bo te tłumy
Nie ludzie jeszcze, według carskich kar.

Na bój, Polacy, na święty bój…

Za niecne pysznych panów z wrogiem zmowy,
Od Targowicy aż do naszych lat,
Za podstęp piekła, którym lud wioskowy
W oprawców próżno chciał zamienić kat,
Za bezczeszczone przez pogan kościoły,
Za poniżenie wiary naszej sług,
Miast i wsi tylu dymiące popioły,
Gdy na ich zgliszczu dziko śmiał się wróg.

Na bój, Polacy, na święty bój…

Za rzeź bezbronnych, klęczących w ulicach,
Z modlitwą jeszcze za ciemięzców swych;
Za tych szlachetnych, – na szubienicach,
Jakby złoczyńców, drgały ciała ich.
Za bohaterów, których rozstrzelano,
Gdy im szyderstwem wróg-oprawca truł
Ofiarę, jak łza matek, nieskalaną,
Półżywych potem zakopywał w dół.

Na bój, Polacy, na święty bój…

Za te krwi zdroje, – ich już nie zetrze,
– z nich w narodzie wiecznie krwawa łza,
Za ziemię, wodę, ogień i powietrze,
Do życia prawo, jakie każdy ma.
Za cześć dla chwili, w której naród dzielny
Zbudził się, poczuł, że za długo śni –
I że powinien swój bój nieśmiertelny
W odwiecznych wrogów swoich obmyć krwi.

Na bój, Polacy, na święty bój…

Za wolność, hasło jedynego celu,
Wy z miast, od rzemiosł, coście wszędzie wprzód,
Młodzieży Polska, polski Izraelu,
Do chat, do ludu, budźcie wiejski lud!
On wam uwierzy, bo wy w nim braterską
Uczcicie pracę, proste serce, krew –
A z ludem młoda Polska bohaterska,
Wymiecie wrogów, jakby kupę plew.

Na bój, Polacy, na święty bój…

Za wszystkie męki Polski, męki Litwy,
W imieniu wszystkich naszej Rusi mąk,
Do bitwy, bracia, do wytrwałej bitwy!
Zwyciężym – jeśli nie opuścim rąk.
– biały Orzeł i pogoń z aniołem,
Opromieniony, musi lot swój wznieść;
Cześć tym, – umią z ludem walczyć!
Im Naród cały powie kiedyś: cześć społem.

Na bój, Polacy, na święty bój…

 

Do Kampinosu

Autor nieznany

Powstanie zaczęło się od branki, czyli poboru do armii carskiej. W nocy 14/15 stycznia 1863 do wielu domów w Warszawie wtargnęła policja i łapacze, siłą biorąc młodych mężczyzn do wojska. Akcję przeprowadzono wg imiennych list proskrypcyjnych, a nie jak to było w zwyczaj – poprzez losowanie. Autorami list byli Zygmunt Wielopolski (syn Namiestnika, Aleksandra Wielopolskiego) i naczelnik policji Muchanow. Margrabia Wielopolski chciał w ten sposób powstrzymać wybuch powstania. W efekcie tylko je przyspieszył. Część młodych mężczyzn w porę ostrzeżona zbiegła do lasu i sformowała pierwsze partie (oddziały). Aby przeciwdziałać kolejnym brankom, wyznaczono datę wybuchu na 22 stycznia.

 

Pieśń powstała wkrótce po ogłoszeniu Branki i ucieczce pierwszych poborowych do Puszczy Kampinoskiej. Do dworu w Kampinosie przybył jeden z przywódców Czerwonych, członek Centralnego Komitetu Narodowego, Zygmunt Padlewski, by zorganizować oddział, który wyzwoli województwo płockie. Nie zdolał jednak zdobyć Płocka, poniósł porażki pod Słominem i Unieckiem (28 stycznia 1863), następnie pod Myszyńcem (9 marca), Drążdżewem (12 marca) i Radzanowem (21 marca 1863). Ujęty 21 kwietnia pod Borzyminem niedaleko Rypina, został rozstrzelany 15 maja w Płocku.

Jeszcze Polska nie zginęła,
Gdyśmy wyszli cali,
Gdy do ręki broń dostaniem,
Będziem wroga prali.

Marsz, marsz, do lasu,
Bóg nam da zwycięstwo!
Co wszczęła rozpacz,
To dokona męstwo.

 

Ludwik Mierosławski

Do boju, ludy (Marsz Mierosławskiego)

Pieśń tę napisał Mierosławski w 1848 roku, ale zaśpiewana zdążyła być tylko w powstaniu styczniowym. Ludwik Mierosławski (1814, Nemours – 1878, Paryż) to jeden z największych nieudaczników w naszej historii, znakomity przykład jak dobry PR powoduje oddanie władzy w najmniej odpowiednie ręce. Brał udział w powstaniu listopadowym w stopniu porucznika. Na emigracji we Francji zyskał sławę wybitnego teoretyka wojskowości. Z tego tytułu powierzono mu dowództwo powstania 1846 roku, które miało wybuchnąć we wszystkich zaborach. Jednak wódz naczelny został błyskawicznie ujęty pod Poznaniem przez pruską policję i powstanie wybuchło tylko w Galicji. W procesie Mierosławski dążył do otrzymania wyroku śmierci, pogrążając równocześnie innych spiskowców. Nie został męczennikiem sprawy polskiej, bowiem z więzienia uwolniła go Wiosna Ludów. Stanął na czele armii polskiej zaboru pruskiego (nasz udział w wydarzeniach 1848 roku ograniczył się do Wielkopolski). Przegrał starcie pod Wrześnią i ponownie dostał się do niewoli. Uwolniony dzięki zabiegom szwagra, trafił na Sycylię na stanowisko szefa sztabu armii rewolucyjnej. Mimo upadku powstania sycylijskiego nadal byli chętni do korzystania z usług polskiego rewolucjonisty. Rząd Badenii i Palatynatu mianował go naczelnym wodzem. Po klęsce w bitwie z Prusakami Mierosławski złożył dymisję i wrócił do Paryża. W 1860 Garibaldi powołał go na dowódcę Legionu Międzynarodowego, który jednak nigdy nie powstał. Mierosławski został więc dyrektorem Polskiej Szkoły Wojskowej w Genui. Pracował nad nowymi wynalazkami wojennymi. Między innymi wymyślił rodzaj preczołgu albo postrydwanu – wóz, w którego koła miały zostać wstawiony kosy, by szatkować konnicę moskiewską. Powołany na stanowisko dyktatora powstania styczniowego po dwóch przegranych starciach i konflikcie z Langiewiczem wrócił do Paryża, gdzie nie omieszkał obsmarować władz powstańczych. Po klęsce Francji w wojnie francusko-pruskiej 1870 wreszcie wycofał się z polityki.

Do broni, ludy, powstańmy wraz
I bratnią sobie podajmy dłoń.
Zetrzeć tyranów nadszedł już czas.
Wieńcem wolności ozdóbmy skroń!
Hasłem do boju: Wolność i Lud.

Do broni, do broni, powstańmy wraz!
Zwalczyć tyranów wszak to nie cud.
Do broni, do broni, już nadszedł czas!

Miliony ludów wołają krwi
Tych, co nam tyle zrządzili zdrad,
By zetrzeć zemstę, co w sercach tkwi,
Więc trzeba ofiar, więc wyrok padł.
Hasłem do boju: Wolność i Lud.

Do broni, do broni, powstańmy wraz!
Zwalczyć tyranów, wszak to nie cud.
Do broni, do broni, już nadszedł czas!

 

Jak to na wojence ładnie

Władysław Tarnowski

Oryginalna pieśń nazywała się Marsz ułański i zaczynała słowami „A kto chce rozkoszy użyć”. Kto ją przerobił, nie wiadomo. Dziś najczęściej funkcjonuje pod tytułem incipitu (pierwszego wersu).

Jak to na wojence ładnie, (bis)
Kiedy ułan z konia spadnie. (bis)

Koledzy go nie żałują,
Jeszcze końmi potratują.

Rotmistrz z listy go wymaże,
Wachmistrz trumnę zrobić każe.

A za jego trudy, prace,
Hejnał zagrają trębacze.

A za jego młode lata
Trąbka zagra tra-ta-ta-ta.

A za jego trudy, znoje,
Wystrzelą mu trzy naboje.

A za jego krwawe rany
Dołek w ziemi wykopany.

Tylko grudy zaburczały,
Chorągiewki zafurczały.

A nad grobem krzyż drewniany:
Śpij żołnierzu, śpij kochany!

Śpij kolego, twarde łoże,
Zobaczym się jutro może.

Śpij kolego, bo na wojnie
Tylko w grobie jest spokojnie.

Spij kolego w ciemnym grobie,
Niech się Polska przyśni tobie.

 

Marsz powstańców Langiewicza

Powstał na melodię utworu Władysława Tarnowskiego, z którego też zachował pierwsze 4 zwrotki. Marian Langiewicz (1827, Krotoszyn – 1887, Konstantynopol) to kolejny po Mierosławskim dyktator powstania. W 1860 brał udział w wyprawie Garibaldiego na Sycylię, gdzie odznaczył się męstwem i nieustępliwością. Był wykładowcą Polskiej Szkoły Wojskowej w Genui i tam stał się zażartym przeciwnikiem Mierosławskiego. Mianowany pułkownikiem i naczelnikiem województwa sandomierskiego miał przeprowadzić koncentrację sił powstańczych w Górach Świętokrzyskich i na ich czele uderzyć na Warszawę. 22 stycznia stoczył trzy zwycięskie potyczki z Rosjanami w Jedlni, Bodzentynie i w Szydłowcu. Jego oddział liczył już 1400 ludzi, a ochotnicy wciąż przybywali. Rosjanie rozpoczęli pościg. Ostrożny, początkowo wręcz kunktatorski Langiewicz, 11 lutego pobił Rosjan w bitwie pod Słupią, zdobywając 1000 karabinów i 8 dział. Jego siły stale rosły. Po połączeniu z posiłkami z Mazowsza miał pod sobą ponad 2500 żołnierzy. Coraz bardziej odchodził od taktyki walki partyzanckiej na rzecz otwartej wojny. 24 lutego w Małogoszczu wydał bitwę przeważającym liczebnie Rosjanom. Dzięki sprawnemu dowodzeniu wyrwał się z okrążenia, tracąc 300 zabitych i 2 armaty. Ale szczęście go opuściło. Nie mogło być zresztą inaczej – Rosjanie mogli nie przejmować się małymi oddziałkami, siły tak znaczne jak Langiewicza musiały ściągnąć ich uwagę. Ileż można bazować na szczęściu, odwadze podwładnych i własnym talencie taktycznym? Zwłaszcza że Langiewicz miał typowe objawy zawrotu głowy od sukcesów. 11 marca ogłosił się dyktatorem powstania, a tydzień później pokonany w bitwach pod Chrobrzem i Grochowiskami przeszedł do Galicji. Dwa lata przesiedział w austriackiej twierdzy, potem przebywał w Szwajcarii, by w końcu podjąć służbę w armii tureckiej jako Langie Bey.

Jak to na wojence ładnie,
Kiedy ułan z konia spadnie.

Koledzy go nie ratują,
Jeszcze końmi go tratują.

Kapitan z pułku wymaże,
Porucznik grzebać rozkaże.

– za jego młode lata
Grają w trąby tra ta ta ta.

A za jego trudy, prace,
Grały mu kule, kartacze;

– za jego trudy, lata,
Dała ognia cała rota.

A już my go pochowali,
Trzy razy mu ognia dali;

„Requiescat” zaśpiewali
I pikiety rozstawiali.

Popamiętają Moskale,
Jak dostali w skórę w Skale!

Wyginęła ich połowa,
Reszta uszła do Staszowa.

Z Staszowa ich wypędziemy,
Aż – Kijów się oprzemy.

A z kijowskiej okolicy
Pójdziem prosto do stolicy.

Niech pamiętają łajdaki,
Jak dzielnie biją Polaki.

– dla naszej większej chwały,
Wiwat sztab i korpus cały.

– dla naszej większei troski,
Wiwat pułkownik Czachowski.

 

Marsz Czachowskiego

Autor (autorzy) nieznany

Pieśń ta, choć wywodzi się z powstania listopadowego, kiedy to powstała Pieśń ułanów kaliskich z refrenem „Marsz, marsz ułany”, jednak nierozerwalnie zrosła się najpierw z powstaniem styczniowym, a potem z walką Polaków o wolność. Śpiewali ją legioniści od Piłsudskiego, a zwłaszcza Błękitna Armia Hallera, podczas II wojny śpiewali ją polscy żołnierze na Zachodzie, zmieniwszy refren na „Marsz, marsz Sikorski”. Dopisywano kolejne zwrotki, powstawały zupełnie nowe wersje. Obecnie funkcjonuje jako Hymn Polonii. [W opublikowanym tekście zbieram wszystkie znane mi zwrotki z różnych wersji].

Tytułowy Czachowski to Dionizy Czachowski (1810-1863), jeden z najzdolniejszych dowódców powstania styczniowego, naczelnik wojenny województwa sandomierskiego. Mimo 53 roku życia i braku doświadczenia wojskowego odznaczył się jako odważny partyzant, któremu sporo do zawdzięczenia miał sam Marian Langiewicz. Twardy żołnierz, surowy dla podwładnych, bezwzględny dla zdrajców i Rosjan, trudny dla przełożonych i współpracowników – słowem, urodzony dowódca partyzancki. Odniósł zwycięstwa w wielu potyczkach, w przegranych bitwach osłaniał tyły i ratował skórę dowódcom. Dwukrotnie tracił oddział i formował go na nowo. Mapa jego szlaku bojowego, wykaz sukcesów i porażek, okrążeń, z których się przebijał, mogłaby służyć za symbol całego powstania. Podobnie jak śmierć… Zginął, najpierw odcięty z całą strażą przednią od reszty 650-osobowego oddziału, a po 2 tygodniach osaczony we wsi Krępa Kościelna. Jeszcze raz próbował się przedrzeć na czele kilkunasty jeźdźców, ale tym razem sztuka się nie udała. Rosjanie dopadli go pod Jaworem Soleckim, a gdy zorientowali się, kogo udało im się zabić, triumfalnie oddali zwłoki rodzinie.

Już was żegnam niskie strzechy,
ojców naszych chatki,
Już was żegnam bez powrotu
ojcowie i matki.

Marsz, marsz, Polonio!
Marsz, dzielny narodzie,
Odpoczniemy po swej pracy
W ojczystej zagrodzie.

Już was żegnam, bracia, siostry,
Krewni, przyjaciele!
Póki w ręku miecz jest ostry
Nie zginie nas wiele.

Marsz, marsz…

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę
Będziem Polakami!
Dał nam przykład nasz Kościuszko,
Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz…

Kiedy zagrzmi trąbka nasza,
Pocwałują konie,
Powiedzie nas nasz Czachowski
Na ojczyste błonie.

Marsz, marsz…

Marsz przytomnie, śmiało, dzielnie,
Jako przynależy
Godnym synom ojców naszych,
Polaków rycerzy.

Marsz, marsz…

Uderz śmiało, mężnie, dzielnie,
A najgłówniej składnie,
Nie zadrżyj choć tuż przy tobie
Nawet brat twój padnie.

Marsz, marsz…

Polak pada dla narodu
Dla matki Ojczyzny
Chętnie znosi głód i trudy,
A najczęściej blizny.

Marsz, marsz…

Marsz na Lublin i Warszawę,
Wypędzim Moskali,
Czas okazać męstwo nasze,
Dalej, bracia, dalej!

Marsz, marsz…

Łączmy ramię do ramienia
Bracia Galicyanie,
Gdy uderzym wszyscy razem,
Polska zmartwychwstanie!

Marsz, marsz…

Będą błyszczeć po Rosyi
Szańców naszych groty,
I staniemy, gdzie Batory
Rozbijał namioty.

Marsz, marsz…

A gdy nieprzyjaciół naszych
Dumę poskromimy,
Kochajmy się, żyjmy razem,
Nigdy nie zginiemy!

Marsz, marsz…

Walczymy bracia, tylko śmiało,
Dopókiśmy zdolni,
Poginiemy wszyscy z chwałą
Lub będziemy wolni.

Marsz, marsz…

Hejże, wiara, na Moskala!
Hej do kosy, dzieci!
Polska z grobu głaz odwala,
Biały Orzeł leci.

Marsz, marsz…

Społem szydła, herby, brony,
A w łeb stronnictw mara,
Bij, czyś biały, czyś czerwony!
Bij żołdaków cara!

Marsz, marsz…

Jeszcze Polska nie zginęła
I zginąć nie może,
Bo Ty jesteś sprawiedliwy,
O! Wszechmocny Boże!

Marsz, marsz…

Rozproszeni po wszem świecie,
gnani w obce wojny,
zgromadziliśmy się przecie
w jedno kółko zbrojne.

Marsz, marsz…

Z wiosną zabrzmi trąbka nasza,
pocwałują konie.
Sławą polskiego pałasza
zabrzmią nasze błonie.

Marsz, marsz…

Przejdziem Litwę, przejdziem Wołyń,
popasiem w Kijowie.
Zimą przy węgierskim winie
staniemy w Krakowie.

Marsz, marsz…

Od Krakowa bitą drogą
do Warszawy wrócim.
Co zastaniem resztę wroga
za łeb w Wisłę wrzucim.

Marsz, marsz…

Marsz na Lublin i Warszawę,
Wypędzim Moskali.
Czas okaże męstwo nasze,
Dalej bracia, dalej!

Marsz, marsz…

A od Karpat śpiew wspaniały
Pójdzie aż do Dźwiny.
Wiedź nas, wodzu, wiedź do chwały,
Wodzu nasz jedyny!

Marsz, marsz…

Nad królewski gród zhańbiony
wzleci orłę białe.
Hukną działa, jękną dzwony,
Polakom na chwałę.

Marsz, marsz…

 

Śpiew więźniów z Cytadeli Warszawskiej

Autor nieznany

Żadna pieśń nie uczciła Romualda Traugutta. Poświęćmy mu więc tę śpiewkę współtowarzyszy z warszawskiej Cytadeli. Z tym, że ich los był jednak lepszy – czekał ich Sybir, a nie szubienica.

Aresztowanie Michała Czarneckiego, dyktatora powstania, w nocy 10/11 kwietnia 1864 było wielkim sukcesem Rosjan. Jakież jednak musiało być ich zdumienie, gdy odkryli, że więzień to podpułkownik armii carskiej, weteran kampanii węgierskiej 1848 roku i wojny krymskiej, odznaczony orderem św. Anny. Kręta był bowiem droga, jaką Romuald Traugutt (1826 w Szostakowie, gubernia grodzieńska, 1864 w Warszawie) kroczył na polski Panteon. Do 1862 roku służył z sukcesami w armii rosyjskiej. Zwolniony z przyczyn osobistych (śmierć żony i najmłodszego syna, depresja) długo trzymał się z dala od polityki. Namawiany przez sąsiadów dopiero w kwietniu 1863 przyłączył się do powstania, obejmując dowództwo oddziału. Do lipca stoczył kilka potyczek, ostatnia zakończona klęską stanowiła równocześnie koniec partii. Ukryła go w swoim majątku Eliza Orzeszkowa. Wszyscy inni dowódcy partyzanccy na miejscu Traugutta albo po jakimś czasie organizowali kolejny oddział, albo rezygnowali z walki. On postanowił udać się do Warszawy. 17 października został dyktatorem powstania. Jego dyktatura była tajna, działał nie w polu, tylko pod nosem zaborcy. Jako pierwszy zorganizował państwo podziemne, z sądami, administracją, władzą. Reorganizował sił powstańcze tak, by je przekształcić w regularną armię. Zabiegał w kraju i za granicą o fundusze dla oddziałów partyzanckich. Szukał poparcia w Europie, najpierw u rządów, później u rewolucjonistów. Zdając sobie sprawę, że powstańcy nie mają szans ukrycia się wobec niechętnej postawy wsi, powołał delegatów terenowych do spraw uwłaszczenia chłopów. W efekcie przedłużył agonię powstania o pół roku. Tak naprawdę jego aresztowanie było zarazem upadkiem całej insurekcji. Powieszono go 5 sierpnia 1864 na zboczach Cytadeli. 10 dni później minęłaby pierwsza rocznica jego przybycia do stolicy…

Czemu tęsknić za chatą, za chatą, za chatą
Czyż nie lepiej za kratą, za kratą —
Nam.

Mamy pokój książęcy,
Łóżko, stołek, nic więcej –
Nic.

Mamy wszelką wygodę:
Chleb, kapustę i wodę —
Wciąż.

Nie boim się złodziei,
Во pilnuje z kolei —
Moch.

Brak nam tylko swobody,
Jęczą bez niej narody –
Tak.

Do Tobolska etapem
Pojedziemy z kacapem
Wraz.

А kibitka jak febra
Trzęsie kiszki i żebra
Nam.

А z Tobolska w Kamczatku
Pojedziemy w ostatku –
Tam.

А w Kamczatce роd batem
Rozstaniem się z tym światem –
Raz.

Podniesiem się wysoko
I spadniemy głęboko —
W dól.

Sprawa nasza niech żyje,
Wszelki ucisk niech zgnije –
Niech!

 

Włodzimierz Wolski

Marsz Żuawów

imageŻuawi to kolonialne wojsko francuskie wsławione dzielnością w czasie Wojny Krymskiej (1854–1856). Na początku powstania styczniowego przy pomocy francuskiego oficera Francois Rochenbrune’a sformowano w Ojcowie duży oddział tzw. Żuawów śmierci, złożony głównie ze studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nosili czarne mundury, a na głowach tureckie fezy. Znakiem ich był biały krzyż na czarnym polu. Żuawi składali przysięgę, że nie cofną się przed wrogiem i nigdy się nie poddadzą. Mogli jedynie jak Spartanie wracać z tarczą lub na tarczy. Ta pogarda śmierci zjednała im podziw innych oddziałów i stała się podstawą ich legendy. Nic więc dziwnego, że Marsz Żuawów błyskawicznie rozpowszechnił się wśród powstańców, a następnie w całym społeczeństwie. 

Nie masz to wiary, jak w naszym znaku.
Na bakier fezy, do góry wąsy —
Śmiech — i manierek brzęk na biwaku,
W marszu się idzie, jak gdyby w pląsy.
Lecz gdy bój zawrze, to nie na żarty.
Znak i karabin do ręki bierzem.
A Polak w boju kiedy uparty.
Stanie od razu starym żołnierzem.

Marsz, marsz, Żuawy,
Na bój, na krwawy.
Święty, a prawy —
Marsz Żuawy — marsz!

Pamięta Moskwa, co Żuaw znaczy,
Drżąc sołdat jego wspomina imię;
Sporo, bo nakłuł carskich siepaczy
Brat nasz, francuski Żuawek w Krymie.
Miechów. Sosnówkę. Chrobrz. Grochowiska.
Dzwoniąc też w zęby, wspomni zbój cara —
Krwią garstka doszła mężnych nazwiska.
Garstka się biła, jak stara wiara.

Marsz, marsz…

Kiedy rozsypiem się w tyraliery.
Zabawnie pełzać z bronią, jak krety;
Lecz lepszy ogień — gęsty a szczery,
I lepszy rozkaz: marsz na bagnety!
Bo to sam bagnet w ręku, aż rośnie.
Tak wzrasta zapał w dzielnym ataku.
Hura i hura! Huczy żałośnie
Górą krzyż biały na czarnym znaku!

Marsz, marsz…

W śniegu i błocie mokre noclegi,
Choć się zasypia przy sosen szumie.
W ogniu rzednieją dyablo szeregi.
Chociaż się zaraz szlusować umie.
A braciom ległym na polu chwały.
Mówimy: „Wkrótce nas zobaczycie”.
Pierw za jednego z was pluton cały
Zbójów, nam odda marne swe życie.

Marsz, marsz…

Po boju spoczniem na wsi czy w mieście,
Cóż to za słodka dla nas podzięka,
Gdy spojrzy mile oko niewieście,
Twarz zapłoniona błyśnie z okienka!
Bo serce Polek, bo ich urodę
Żuaw czci z serca, jak żołnierz prawy,
I choćby za tę jedną nagrodę,
Winien być pierwszy wśród boju wrzawy.

Marsz, marsz…

Nie lubim spierać się o czcze kwestie,
Ale nam marne carskie dekrety,
Jakieś koncesje, jakieś amnestie,
Jedna odpowiedź: marsz na bagnety!
By ta odpowiedź była dobitną,
Wystosowana zdrowo a celnie,
Niech ją Żuawi najpierwsi wytną,
Bagnety nasze piszą czytelnie.

Marsz, marsz…

Słońce lśni jasno, albo zza chmury
Różne są losy nierównej wojny;
Żuaw ma zawsze uszy do góry.
Z bronią u boku zawsze spokojny,
Kiedyśmy mogli z dłońmi gołemi
Oprzeć się dzikiej hordzie żołnierzy,
To z bronią wyprzem ich z polskiej ziemi;
Nie do Żuawów — kto w to nie wierzy.

Marsz, marsz…

 

Władysław Ludwik Anczyc

image1823 Wilno – 1883 Kraków
Autor najpopularniejszego w XIX w. dramatu historycznego „Kościuszko pod Racławicami”, regularnie grywanego w teatrze krakowskim. Wydawca, współwłaściel niezwykle cenionej krakowskiej Drukarni Władysława Ludwika Anczyca i Spółki. Powstaniec 1846, w latach 1846–1847 więziony przez władze austriackie. Działał w Towarzystwie Rolniczym, w Czytelni Ludowej i Towarzystwie Oświaty Ludowej. W czasie powstania styczniowego redagował tajne pisma KosynierPartyzant

Marsz strzelców
z tomu „Pieśni zbudzonych” (1863)

Hej, strzelcy, wraz! Nad nami Orzeł Biały,
A przed nami śmiertelny stoi wróg.
Wnet z naszych strzelb piorunne zagrzmią strzały,
A lotem kul kieruje Zbawca Bóg.
Więc gotuj broń i kulę bij głęboko,
O ojców grób bagnetu poostrz stal,
Na odgłos trąb twój sztucer bierz na oko,
Hej, baczność! cel! i w łeb lub serce pal!

Wzrósł liściem bór, więc górą wiara — strzelcy,
Masz w ręku broń, a w piersiach święty żar;
Hej wrogi tu, a nuże tu wisielcy!
Od naszych kul nie schroni kniaź ni car.
Raz przecie już zabrzmiały trąbek dźwięki,
Lśni polska broń jak złotych kłosów łan,
Dziś spłacim łzy sióstr, matek i wdów jęki;
Hej baczność! cel! i w łeb lub serce pal!

Chcesz zdurzyć nas, oszukać chcesz nas czule,
Plujem ci w twarz za morze twoich łask!
Amnestią twą obwiniem nasze kule,
Odpowiedź da huk armat, kurków trzask.
Do Azji precz, potomku Dżyngis-chana,
Tam naród twój, tam ziemia carskich hal;
Nie dla ciebie ziemia krwią naszą tu zlana,
Hej baczność! cel! a w łeb lub serce pal!

Do Azji precz, tyranie! tam siej mordy,
Tam ziemia twa, tam panuj, tam twa śmierć.
Tu Polska jest, tu zginiesz i twe hordy
Lub naród w pień precz wytnij, wysiecz, zgnieć!
O Boże nasz! o Matko z Jasnej Góry!
Wysłuchaj nas, niech korna łza i żal
Przebłaga Cię, niewoli zerwij sznury!
Hej baczność! cel! i w łeb lub serce pal!

 

Wincenty Pol

W krwawym polu

Nic chyba lepiej niż ta piosenka Wincentego Pola nie oddaje tragizmu powstania styczniowego, które nie miało najmniejszego sensu, a  równocześnie nie mogło nie wybuchnąć. „Poszli nasi w bój bez broni”… I bez najmniejszych szans. Ale równocześnie: „Niechaj Polska zna/ Jakich synów ma”. I to jest najświętsza prawda. Gloria victis!  

W krwawym polu srebrne ptaszę,
Poszli w boje chłopcy nasze.
Hu! ha!
Krew gra!
Duch gra!
Hu! ha!
Niechaj Polska zna,
Jakich synów ma.

Obok Orła znak Pogoni,
Poszli nasi w bój bez broni.
Hu! ha!
Krew gra!
Duch gra!
Hu! ha!
Matko Polsko żyj
Jezus, Mari bij

Naszym braciom dopomagaj,
Nieprzyjaciół naszych smagaj.
Hu! ha!
Krew gra!
Duch gra!
Hu! ha!
Niechaj Polska zna,
Jakich synów ma.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia, Piosenki, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Poszli nasi w bój bez broni…

  1. ciociababcia pisze:

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/84/January_Uprising.svg

    Pieśń zawsze towarzyszy wydarzeniom, tak też powstał nasz Hymn.

  2. ciociababcia pisze:

    Na dzisiejszy czas możnaby przywrócić zwrotki Hymnu, które zostały… pominięte.

    Jeszcze Polska nie umarła,
    kiedy my żyjemy.
    Co nam obca moc wydarła,
    szablą odbijemy.

    Marsz, marsz, Dąbrowski
    do Polski z ziemi włoski
    za Twoim przewodem
    złączem się z narodem.

    Jak Czarnecki do Poznania
    wracał się przez morze
    dla ojczyzny ratowania
    po szwedzkim rozbiorze.
    Marsz, marsz, Dąbrowski…

    Przejdziem Wisłę przejdziem Wartę
    będziem Polakami
    dał nam przykład Bonaparte
    jak zwyciężać mamy.
    Marsz, marsz, Dąbrowski…

    Niemiec, Moskal nie osiędzie,
    gdy jąwszy pałasza,
    hasłem wszystkich zgoda będzie
    i ojczyzna nasza.
    Marsz, marsz, Dąbrowski…

    Już tam ojciec do swej Basi
    mówi zapłakany:
    „słuchaj jeno, pono nasi
    biją w tarabany.”
    Marsz, marsz, Dąbrowski…

    Na to wszystkich jedne głosy:
    „Dosyć tej niewoli
    mamy Racławickie Kosy,
    Kościuszkę, Bóg pozwoli.”

    GENERAŁ JAN HENRYK DĄBROWSKI
    Przyszłość macie wielką i świetną, ale ufajcie tylko samym sobie i budujcie tylko na własnej sile.

    http://wis.org.pl/forum/viewtopic.php?f=104&t=157&start=110

    • yuhma pisze:

      Niemiec, Moskal nie osiędzie? – no co Ty? Nie będziemy przecież kłamać we własnym hymnie. Ostatni wers ostatniej zwrotki niestety nie trzyma rytmu, tam jest 7 sylab, a powinno być 6.

  3. ciociababcia pisze:

    No tak, pałaszy już nie mamy, a może okazać się, że i w muzeach nie będzie, bo znikną razem z muzeami.
    Kościuszko nie mieści się 🙂 no ale i tak trzeba, aby Bóg dał KOGOŚ…

  4. Jacek Mruk pisze:

    Może czas powrotu do pierwszego Hymnu na cześć Boga
    Bo wtedy zawsze była wśród wielu naszych wrogów trwoga

    • yuhma pisze:

      Mówisz o „Bogurodzicy”? Pozwoliłem sobie kilka lat temu dokonać przekładu, bo to już niemal obcy język:

      Bogurodzico, Dziewico,
      Przez Boga sławiona Maryjo!
      U Syna Twego – Boga jedynego –
      Matko wybrana, Maryjo,
      Pozyskaj nam, ześlij nam,
      Kyrie eleison!

      W imię swego Chrzestnego, Synu Boży,
      Usłysz głosy, spełń, co człowiek marzy,
      Wysłuchaj modłów, które zanosimy,
      I daj łaskawie, o co prosimy:
      Dobry pobyt na tym świecie,
      A po śmierci rajskie życie!
      Kyrie eleison!

  5. sgosia pisze:

    Podoba mi się ten przekład Bogurodzicy
    Cały wpis ciekawy przypomina pieśni, których kiedyś i to w komunie uczona w szkołach. Więcej było patriotyzmu w tych mrocznych czasach niż teraz. SMUTNE!

    • yuhma pisze:

      Napisałem na niepoprawnych:
      Na pewno za komuny byliśmy wychowywani patriotycznie, czego nie da się powiedzieć o obecnych czasach.
      Komuna od 1956 przestała bać się patriotyzmu, a z czasem zaczęła na nim żerować. Jeszcze w latach 80. kreowała się na jedynego obrońcę Polski przed niemieckim rewanżyzmem. Nie zorientowała się, że w efekcie sobie nijakich profitów nie przysparza, za to wzmacnia tendencje antylewicowe.
      Michniki i geremki nie popełniły tego błędu. Najpierw popłynęły do władzy na fali patriotyzmu, skrzętnie wykorzystując błędy komuny w tym zakresie, a następnie, niemal następnego dnia, zaczęły patriotyzm zwalczać, bowiem świetnie zdawały sobie sprawę, że to ich najgroźniejszy wróg w walce o Związek Zjednoczonych Republik Europejskich.

  6. Jacek Mruk pisze:

    Niestety teraz mamy czasy podłe jak stalinowskie
    A rządzą nami kreatury zdradliwe jak komorowskie
    Śmieją się nad trumnami , zamach się udał
    Więc dalej wmawiają ludziom różne zakłamane cuda
    Budzić się zaczynają ci co dotąd spali
    Bardziej by krzyczeli gdyby jeść nie dostali
    Hymn trzeba zmienić, by niósł wszystkim przesłanie
    Polska do Boga ma od wieków powołanie

  7. odmieniec pisze:

    Czy my – Polacy – kiedyś się pokochamy
    I o odzyskaną Wolność solidarnie zadbamy?
    Bo od czasu, z Jagiellonów ostatniego
    Polak nie darzy sympatią, jeden drugiego.
    Zawsze, gdy tylko Wolność odzyskają
    Zaraz włócznie przeciwko sobie obracają.
    A w Ewangelii Chrystus przepowiada,
    Że skłócony naród rychło upada.
    Na własnej skórze tego doświadczamy
    Ledwie się podniesiemy, znowu upadamy.

  8. Jako młody harcerz w latach 1964-65 dokładnie nie pamiętam, na obozie słyszałem taką pieśń:
    A gdy ciemną nocą? (mroźną zimą?) gdzieś na tam na ugorze,
    niósł się ciemną nocą głuchy armat stuk.
    Ktoś się cicho modlił w murowanym dworze.
    Ktoś w bielonej izbie głową bił o próg.

    Nikt im nic mówił, poszli bo tak chcieli,
    bo takie dziedzictwo wziął po dziadach wnuk,
    nikt im nie mówił, a sami wiedzieli,
    za co idą walczyć, komu spłacać dług.

    Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale mniej więcej coś w tym stylu. Czy Ktoś wie co bliżej na temat tej pieśni? z jakiego okresu pochodzi?, jak brzmi cała?. Prosiłbym o pomoc. Dziękuj ę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.