Zmiany zależą od nas

Władza jest skonsolidowana w jednych rękach, wszystko zależy zatem od odwagi, podmiotowości, poczucia wolności i godności narodowej. Niestety, znaczna część społeczeństwa została w jakiś dziwny sposób uwikłana psychologicznie. z prof. Zdzisławem Krasnodębskim, socjologiem z Uniwersytetu w Bremie, rozmawia Agnieszka Żurek

 

ONI STANĄ KIEDYŚ PRZED SĄDEM

 

Opublikowanie badań fonoskopijnych Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie położyło kres „teorii naciskowej”. Wydaje się zatem, że w związku z tym powinna zostać powołana nowa komisja do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

– Nie spodziewam się żadnych zmian. Wręcz przeciwnie. Liczne wypowiedzi prominentów wskazują, że polski rząd od początku mataczył w śledztwie mającym wyjaśnić tragedię smoleńską, ulegając putinowskiej Rosji. I nagradzał pomocników. Bogdan Klich prawie do końca kadencji rządu był ministrem obrony narodowej, liczne awanse i ordery budzą wiele wątpliwości. Wszystko, co działo się przez ostatnie dwa lata, nie nastraja optymistycznie.

Prokurator generalny Andrzej Seremet ma jeszcze wpływ na śledztwo smoleńskie?

– Widać, że trwają rozgrywki wewnątrz aparatu państwowego. W przypadku wymiaru sprawiedliwości cała sprawa jest chyba wymierzona przeciwko Seremetowi. W obozie władzy trwa walka frakcyjna, istnieją napięcia między Pałacem Prezydenckim a premierem. Ale szanse na zmianę leżą gdzie indziej – głównie po stronie obywateli. To oni mogą powiedzieć „nie”.

Dziś już nie można udawać, że raport komisji Millera jest wiarygodny. Ostatnie wypowiedzi członków rządu także wydają się wskazywać na to, że sprawująca władzę koalicja przestaje zachowywać nawet pozory wiarygodności. Do czego może to doprowadzić?

– To zależy od reakcji polskiego społeczeństwa. Myślę, że postępy w śledztwie smoleńskim będą wzmacniać jego część protestującą. To śledztwo jest jednym wielkim skandalem. Trzeba jasno powiedzieć, że polski rząd nie chce wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn katastrofy i zaciera ślady, które przeczyłyby z góry przyjętemu twierdzeniu o błędach załogi działającej pod naciskiem Lecha Kaczyńskiego.

Teraz dowiadujemy się, że to nie eksperci przypisywali określone słowa panu gen. Andrzejowi Błasikowi, ale że zrobili to członkowie komisji Millera na podstawie „kontekstu sytuacyjnego”. Jest to po prostu jeden wielki, niewyobrażalny skandal. Od dawna rozgrywa się on na naszych oczach. Dzięki materiałom ujawnianym przez niezależnych, odważnych dziennikarzy wszyscy widzieliśmy niszczenie wraku Tu-154M. Dzięki relacjom pielgrzymów ze Smoleńska dowiedzieliśmy się z kolei o tym, że na miejscu katastrofy po tym tragicznym wydarzeniu wciąż jeszcze znajdowały się szczątki ludzkie.

Spotykały nas kłamstwa w rodzaju tych, których użył premier w przemówieniach sejmowych, zapewniając o przejrzystym śledztwie i doskonałej współpracy z Rosjanami, oraz wypowiadane przez Ewę Kopacz, twierdzącą, że ziemia na lotnisku została przekopana do głębokości metra. Co więcej, osoby, które nie dopełniły swoich obowiązków, były nagradzane. Najlepszym tego przykładem jest gen. Marian Janicki, który powinien zostać natychmiast zawieszony w swoich czynnościach i przeciwko któremu powinno się toczyć śledztwo. To samo dotyczy Bogdana Klicha, Tomasza Arabskiego i wielu innych osób.

Część społeczeństwa wydaje się na to zupełnie obojętna.

– Władza jest skonsolidowana w jednych rękach, wszystko zależy zatem od odwagi, podmiotowości, poczucia wolności i godności narodowej. Niestety, znaczna część społeczeństwa została w jakiś dziwny sposób uwikłana psychologicznie. Spotykam ludzi inteligentnych i wykształconych, którzy chcą wierzyć w to, że prezydent Lech Kaczyński poprzez gen. Błasika wywierał nacisk na pilotów lub że samolot rozbił się o „pancerną brzozę”. To wszystko zostało doprowadzone do absurdu. Część Polaków została wprowadzona w psychologiczny mechanizm, który nie pozwala im wyjść z tego wszystkiego z twarzą, tzn. powiedzieć sobie: „Myliliśmy się”. W gruncie rzeczy oznaczałoby to, że musieliby oni zmienić ogląd całej sytuacji w Polsce, sił politycznych…

I siebie.

– Oczywiście, że tak. Dlatego mój apel do „naszej” strony jest następujący: Pozwólmy im wyjść z twarzą, pozwólmy im się przyznać, że się mylili. Dajmy im szansę, by się do nas przyłączyli – na przykład 10 kwietnia, w drugą rocznicę tragedii. Niech przyjdą na Krakowskie Przedmieście. Musimy się starać zmienić Polskę, a w tej najbardziej tragicznej sprawie śledztwa smoleńskiego skupia się właściwie wszystko. Możemy sobie zadawać pytanie: jaki to jest rząd, który pozwala na tego rodzaju manipulacje.

Może część ludzi ma już tego jednak dość.

– Pomimo trudnej sytuacji, w jakiej się znajdujemy, jedna rzecz jest bardzo pocieszająca: tak naprawdę rzetelne informacje o tym, co się stało w Smoleńsku, zawdzięczamy specjalistom z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, dziennikarzom, którzy pomimo nacisków, mimo zwolnień z pracy wykonują swoje obowiązki rzetelnie itd. Wierzę, że w różnych instytucjach, także państwowych – łącznie ze służbami specjalnymi, są też ludzie uczciwi, odważni i patriotyczni i że oni położą tamę temu fałszerstwu i demontażowi polskiego państwa. Naszym zadaniem jest podtrzymywanie tego płomyka wolności, niezależności, odwagi i uczciwości, zatroszczenie się o to, aby rozgorzał.

Dwie grupy obywateli, jakie ujawniły się na tle tragedii smoleńskiej – ta, która broniła polskiej racji stanu, i ta, która uwierzyła rządowi – powinny się pojednać? Jak to zrobić, nie tracąc honoru, i czy w ogóle jest to możliwe?

– Oddzieliłbym ludzi łatwowiernych, którzy zaufali Tuskowi i PO, od tych, którzy odpowiadają politycznie za tragedię i za śledztwo smoleńskie, dziennikarzy, którzy rozpowszechniali fałszywe wersje o awanturze między gen. Błasikiem i majorem Protasiukiem, którzy dopisywali jakieś fałszywe zdania: „Jak nie wyląduję, to mnie zabije” czy „Tak lądują debeściaki”. Demokracja opiera się na odpowiedzialności i ci ludzie z całą pewnością muszą ją ponieść. Już przecież wiemy, że „grube kreski” do niczego dobrego nie prowadzą. Natomiast inaczej powinniśmy traktować zwykłych ludzi, którzy uwierzyli politykom lub jakiemuś prominentnemu funkcjonariuszowi przebranemu za dziennikarza. I do tych osób powinniśmy się zwracać – cierpliwą pracą, organizując spotkania, dyskutując itd. Tak było w latach 70., kiedy inaczej przecież traktowaliśmy zdezorientowane społeczeństwo, inaczej natomiast lektorów Komitetu Centralnego PZPR. W końcu ludzie przejrzeli na oczy. Wymaga to rozmowy ze społeczeństwem połączonej z krytyką władz, domaganiem się odpowiedzialności i rzeczowym wykazywaniem nieprawdy, którą szerzą media.

Za komuny istniał jasny podział: „my” i „oni”. Dziś rządzi demokratycznie wybrany rząd, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że analogie z tamtym okresem stają się coraz bardziej widoczne.

– Muszę niestety powiedzieć, że analogie do lat 70., czyli czasów Gierka, są uderzające. Wtedy też nastąpił skok modernizacyjny, budowanie drugiej Polski, któremu towarzyszyła podobna do dzisiejszej propaganda sukcesu. System komunistyczny był nam narzucony, ale jednak ludzie dobrowolnie chodzili na wybory i wrzucali kartki do urn przekonani, że tak trzeba i że to jest demokracja, choć socjalistyczna. Gdyby tego nie robili, to utrzymywanie się tej władzy nie byłoby takie łatwe.

A jak jest dzisiaj?

– Odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z sytuacją załamywania się systemu – tak jak przed strajkami w Radomiu czy w Ursusie. Z jednej strony upada mit zielonej wyspy, z drugiej widać coraz wyraźniejsze objawy represywności – skandaliczna jest na przykład decyzja nieprzyznania Telewizji Trwam miejsca na multipleksie czy wypieranie różnych ludzi z mediów publicznych. Jednocześnie śledztwo smoleńskie ujawnia, że rząd de facto nie działa w polskim interesie, jest uwikłany w jakieś relacje zewnętrzne i musi mataczyć w tak ważnej sprawie. Sytuację, w jakiej się znajdujemy, porównać można do sprawy znalezienia zabitego studenta Stanisława Pyjasa, gdy młodzi ludzie uświadomili sobie, że to jest system, który dopuszcza się takich rzeczy.

System, który zabija.

– Tamten system zabijał, w przypadku Smoleńska też mamy 96 prominentnych ofiar i niechęć do wyjaśnienia tej sprawy. To ujawnia cechę zasadniczą tych rządów, które z jednej strony stają się wewnątrz coraz bardziej autorytarne, oczywiście w „miękki” sposób, a z drugiej strony coraz bardziej uzależnione z zewnątrz. To uzależnienie widać zresztą po premierze Tusku, który bywa arogancki, np. mianując panią Kopacz „marszałkinią” Sejmu, a jednocześnie jest coraz bardziej usłużny wobec Europy i świata zachodniego i wobec Rosji. Przez Rosjan został w zasadzie potraktowany jak ktoś, kto się nie liczy, kto nie ma nic do powiedzenia. I on to pokornie przełknął. Myślę, że tej części społeczeństwa, która wspierała PO w wyborach, bardzo trudno się do tego przyznać, ale także wielu z nich zaczyna dostrzegać rzeczywistość. Jeśli stanie się to masowe, to dojdzie do przełomu. Oby stało się to 10 kwietnia 2012 roku.

Wielu naszych rodaków sprawia wrażenie zastraszonych, zniechęconych do działania. Na przykładzie Węgier widzimy jednak, że zmiany są możliwe. Tymczasem wystarczy nazwać premiera Viktora Orbána „pisowcem” czy „wichrzycielem”, żeby część naszego społeczeństwa przyjęła to za własną argumentację i zaczęła podchodzić do niego nieufnie.

– Niestety, nas, polskie społeczeństwo, wychowywano w ten sposób przez dwadzieścia lat. Widać tu lęk przed samodzielnością polityczną i gospodarczą, przed narażeniem się, przed konfliktem z silnymi, a także chęć utrzymania stabilizacji, skromnego dobrobytu, którego się dopracowaliśmy. W tym upatruję źródło popularności PO, preferowanie polityków miękkich, stwarzających pozór ludzi przyjemnych, niekonfliktowych, rzeczowych. W związku z tym podkreślanie takich działań jak węgierskie jest odbierane w Polsce jako zagrożenie dla naszej „małej stabilizacji”. Podobnie odbierana jest tragedia smoleńska. Wypieramy ją ze świadomości, podobnie jak inne alarmowe sygnały, które do nas docierają. Więcej – ludzie, którzy o tym mówią, budzą agresję, ponieważ zakłócają błogi spokój. Tylko że sytuacja ogólna, o której mówiłem, sprawia, że postawa odsuwania od siebie rzeczywistości jest coraz trudniejsza do utrzymania.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/, 23.01.2012


  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.