Witold Kieżun: Autobiografia

media-281784-7-150x150My, żołnierze Armii Krajowej, pięć lat przygotowywaliśmy się do powstania, przez pięć lat przechodziliśmy przeszkolenie wojskowe.
Pytaliśmy wtedy: dlaczego nie reagujemy, dlaczego, gdy Niemcy uciekają, my czekamy? Dlaczego nie rozpoczynamy powstania?
Mijały kolejne dni i raptem 25 lipca sytuacja zaczęła się zmieniać.

strona [2] Autobiografia

***

1.08.2014 TV Republika cz. 2/2

Poznań, 15 lutego 2014. Uroczystość nadania prof. Witoldowi Kieżunowi medalu Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

 

Prof. Witold Kieżun

Nasza walka, nasza duma

Warszawa, 20-22 lipca 1944 roku. W mieście panuje popłoch, Niemcy w panice uciekają przez miasto. Brudni, obszarpani, idą pieszo lub jadą na wózkach ciągniętych przez konie. Zupełny rozpad armii niemieckiej. Z radością patrzymy na ten exodus, który wyglądał na całkowitą klęskę.

My, żołnierze Armii Krajowej, pięć lat przygotowywaliśmy się do powstania, przez pięć lat przechodziliśmy przeszkolenie wojskowe. Pytaliśmy wtedy: dlaczego nie reagujemy, dlaczego, gdy Niemcy uciekają, my czekamy? Dlaczego nie rozpoczynamy powstania?

Mijały kolejne dni i raptem 25 lipca sytuacja zaczęła się zmieniać. Coraz mniej było cofających się oddziałów niemieckich, pojawiały się za to nowe jednostki, jak np. 1. Dywizja Pancerno-Spadochronowa Hermann Goering, która przeszła przez most na Pragę. Radio Moskwa i sowiecka polskojęzyczna radiostacja Kościuszko wysyłają apel, który natychmiast rozchodzi się po całej Warszawie: „Warszawa słyszy bez wątpienia huk armat bitwy, który wkrótce przyniesie jej wyzwolenie. (…) Dla Warszawy, która nigdy nie uległa wobec hitlerowskiego najeźdźcy, lecz walczyła dalej – godzina czynu już wybiła. Niemcy niewątpliwie zechcą się bronić w Warszawie, przysparzając nowych zniszczeń i nowe tysiące ofiar. (…) przez bezpośrednią czynną walkę na ulicach Warszawy, w domach, fabrykach, magazynach – nie tylko przyspieszymy chwilę ostatecznego wyzwolenia, lecz ocalimy również majątek narodowy i życie naszych braci”. A następnego dnia znowu stacja Kościuszko: „Warszawa drży w posadach od huku dział. Wojska sowieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się już do Pragi. Nadchodzą, by przynieść wam wolność”. Jednocześnie z samolotu zrzucano ulotki PKWN z apelem: „Polacy, warszawiacy, do broni”.

26 lipca wrócił do Warszawy gubernator Ludwig Fischer i następnego dnia wydał wojenny rozkaz: 100 tys. warszawiaków ma się zgłosić do budowy fortyfikacji. Miasto miało być zamienione w fortecę, Festung Warschau, tak jak wcześniej Mińsk Litewski, i bronić się przed Armią Czerwoną. Ale Warszawa powiedziała „nie”, do prac fortyfikacyjnych zgłosiło się zaledwie kilkanaście osób. Jaki mógł być efekt tej odmowy? Wymordowanie tych, którzy stawiają opór. W związku z tym 28 lipca płk Antoni Chruściel „Monter” wydał rozkaz o mobilizacji wszystkich oddziałów AK w stolicy w punktach zbiórki z bronią.

Czekamy dwanaście godzin na ustalenie godziny rozpoczęcia powstania, ale rozkaz nie nadchodzi. Dlaczego? Nikt o tym nie napisał, żaden historyk. O godz. 8.00 przychodzi łączniczka z rozkazem: wracamy do domu, broń zostaje na miejscu koncentracji. Jesteśmy praktycznie zdekonspirowani, bo 40 tys. ludzi zgromadziło się w punktach zbiorczych i wróciło znowu do pracy, a przecież Niemcy mieli swoich donosicieli.

Warszawa miała być broniona przez armię niemiecką, ale to byłby z ich strony nonsens, gdy wiedzieli, że jest tutaj ukrytych 40 tys. ludzi z bronią. Ich trzeba było wcześniej zlikwidować. Gdyby powstanie nie wybuchło, w następnych dniach zdarzyłoby się to samo, co na Woli w pierwszych dniach sierpnia: poszczególne dzielnice otoczone wojskiem, wyciąganie mężczyzn i ich mordowanie. Potem ewakuacja całej ludności cywilnej i obrona Warszawy przed wojskami sowieckimi. Miasto zostałoby całe zniszczone. To trzeba sobie bardzo dokładnie uświadomić. Nie było wyjścia, decyzja o rozpoczęciu powstania była konieczna. Gdyby nie wybuchło, Warszawa również zostałaby zniszczona, a ludność wysiedlona.

Miasto od początku było przez Niemców przeznaczone do zniszczenia, już w 1942 r. istniał plan, że po wojnie na miejscu stolicy powstanie „Die neue deutsche Stadt Warschau” z 200 tys. mieszkańców. Na wieść o wybuchu Powstania Hitler wydał rozkaz – jedyny taki przypadek w historii – wymordowania wszystkich mieszkańców i całkowitego zniszczenia miasta. Po kapitulacji, gdy oddziały Armii Krajowej poddały się w myśl konwencji genewskiej, Niemcy burzyli dom po domu, obracając stolicę w perzynę. Kto więc dziś mówi, że gdyby nie Powstanie, Warszawa by ocalała, nie ma pojęcia o historii. Gdyby nawet Powstanie nie wybuchło, Warszawa byłaby zniszczona, bo Warszawa jest bohaterskim miastem. Mało tego, Powstanie Warszawskie musi być przedmiotem naszej dumy. Gdy mówiłem na spotkaniach publicznych w Kanadzie, że jestem powstańcem warszawskim, to pytano mnie: „A dlaczego pan nie mówił, że jest pan Żydem?”. Bo na Zachodzie „powstanie warszawskie” to jest powstanie w getcie.

Gdzie są historycy, którzy o tym piszą? Trzeba wreszcie znaleźć prawdziwych polskich naukowców, którzy dokonają poważnej analizy i potwierdzą, że największa w historii Polski walka o wolność i jedna z najcięższych bitew podczas II wojny światowej to Powstanie Warszawskie. Himmler powiedział, że walki w Warszawie można porównać tylko z oblężeniem Stalingradu. Z jednej strony wspaniale wyposażona armia, a z drugiej – oddziały z minimalną ilością broni, które walczą 63 dni. Dlatego Powstanie powinno być przedmiotem naszej dumy, bo to była zbiorowa decyzja nas, warszawiaków. To trzeba opisać, dokładnie przeanalizować, wydać publikacje w wielu językach, kręcić filmy. Tymczasem nic się nie robi. Trzeba walczyć, bo w tej chwili Polacy uważani są na Zachodzie za morderców Żydów i za współpracowników Hitlera. Ci, którzy piszą teraz niesłychane bzdury o Powstaniu, nie wiedzą, czym była okupacja niemiecka, że za szklankę wody czy kawałek chleba podany Żydowi płaciło się życiem; a wychodząc na miasto, nie wiedziało się, czy człowiek wróci, czy nie zostanie zabrany z łapanki do Auschwitz. Moje pokolenie nie miało młodości, każdego dnia mogliśmy być zabici. Dlatego nie było innej możliwości – Powstanie musiało wybuchnąć.

Autor walczył w Powstaniu Warszawskim w oddziale do zadań specjalnych „Harnaś” batalionu „Gustaw”, awansowany do stopnia podporucznika, 23 września 1944 r. został odznaczony przez gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego Orderem Virtuti Militari.

01.08.2013 http://www.naszdziennik.pl/

zobacz: Witold Kieżuń, Polska neokolonią 

DALEJ

strona [2] Autobiografia

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Witold Kieżun: Autobiografia

  1. Jerzy pisze:

    Kochajmy tych ludzi ! Szkoda,że jest ich tak mało. Straszne totalitaryzmy sowiecki i niemiecki wyniszczyły te rody kresowe. Tragedia Polski to brak ludzi wychowanych w tradycji patriotycznej, znających historię swojego narodu nie tylko z podręczników . Historię tworzyli ich dziadowie i oni sami. Ludzie Boga, Honoru,Ojczyzny. Dzisiejsze elity to popłuczyny komunistycznych zdrajców i agentury różnej maści. Hasło Piłsudskiego:”Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku terażniejszości ani prawa do przyszłości” jest bardzo aktualne w czasach gdy premier państwa polskiego mówi: „polskość to nienormalność”. Gdy on sam i jego drużyna zezwala na przemarsze bojówek rosyjskich świętujących swoje , rosyjskie święta w stolicy Polski Warszawie na oczach całej Europy.

  2. teral pisze:

    Jak sam autor ocenia czyjaś niewidzialna ręka , a to powstrzymywała zapędy do powstania , a to podsycała. Większość tych ludzi należy traktować z szacunkiem to prawda, choć zginęli w powstaniu przez gierki polityczne (nic nie osiągając biorąc pod uwagę ponad 200 000 tys zabitych ) tych, z których wielu się dziś podnosi do godności. Mnie wkurza inna rzecz – Tak jak się przedstawia w mediach, książkach wywiadach i stara się nam to od 23 lat wmówić, że jedynym poszkodowanym narodem w II wojnie był (obecnie już panujący prawie na całym świecie) naród żydowski – tak w tej samej II wojnie z okupantem walczyło tylko AK. Ani słowa o Gwardii Ludowej czy Batalionach Chłopskich no bo to organizacje niepoprawne politycznie. Tylko tak jak u akowców w 90 paru procentach ludzie mieli tylko na myśli walkę z okupantem niemieckim tak w tych „niepoprawnych” też taki sam procent walczył o to samo nie zastanawiając się co będzie dalej – ważne było niemca lać i przegonić. Po 1990 roku kombatantami zostali tylko akowcy dostając dodatek do emerytur i inne nędzne profity – pozostali nie. Mam przykład w rodzinie jak jeden ze szwagrów będąc w AK dostał dodatki, a drugi szwagier będąc w BCH nic , choć podczas przenoszenia ulotek dla AK to ten z BCH został postrzelony i kulał do końca życia ratując wtedy tego z AK. Na pismo szwagra do Stelmachowskiego wstawiającego się za szwagrem – do jego śmierci nie dostał odpowiedzi nigdy.

    • Jan pisze:

      Piszesz głupstwa, zapomniałeś dodać ‚moim zdaniem’ do słów ‚nic nie osiągnęli’. Walka o wolność Polski to dla Ciebie gierki polityczne? Nie płacz, że nie ma komunistycznych kombatantów, są tacy co mają status kombatanta (i rentę) za najazd na Polskę 17 września 39. Skąd ty spadłeś?

  3. emka pisze:

    Medal AKO dla profesora Witolda Kieżuna

    Szanowni Państwo!
    W imieniu Zarządu AKO informuję, że na jednomyślny wniosek Zarządu Kapituła Medalu AKO im. Przemysła II, również jednomyślnie, postanowiła przyznać ten Medal za rok 2014 Panu Profesorowi Witoldowi Kieżunowi.
    ZAPROSZENIE: Uroczystość wręczenia Medalu odbędzie się w sobotę, 15 lutego 2014 r. Bliższe informacje o czasie (początek przewidujemy ok. godz. 11.00/12.00) i miejscu uroczystości podamy, gdy uzyskamy zgodę na udostępnienie sali przez którąś z uczelni Poznania.
    Bardzo proszę o zarezerwowanie sobie tego terminu i o informowanie o tym wydarzeniu swoich znajomych.
    Serdecznie pozdrawiam
    Stanisław Mikołajczak
    http://ako.poznan.pl/4030/

  4. emka pisze:

    Prof. Kieżun na swoje 92. urodziny: „Chciałbym doczekać chwili, gdy Polska będzie wreszcie niepodległym krajem w sensie ekonomicznym”. >WYWIAD PRASOWY

    ZOBACZ: Wywiady filmowe

  5. emka pisze:

    Prof. Kieżun z doktoratem honoris causa UJ!
    Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie przyjął uchwałę nadającą tytuł dr honoris causa prof. Witoldowi Kieżunowi.
    Jak czytamy w uchwale, prof. Kieżun otrzymuje tytuł za wybitny w skali międzynarodowej dorobek naukowy w zakresie nauk o organizacji i zarządzaniu, a w szczególności, za twórczą kontynuację polskiej myśli prakseologicznej, międzynarodowe dokonania w zakresie teorii i praktyki funkcjonowania administracji oraz zarządzania publicznego, w tym za osiągnięcia jako eksperta ONZ w krajach afrykańskich, wychowanie wielu pokoleń uczonych, którzy dziś pełnią ważne funkcje w nauce i gospodarce, propagowanie dobrego imienia Polski i polskiej nauki w świecie oraz postawę patriotyczną, której dowiódł jako uczestnik Powstania Warszawskiego.

    http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/prof-kiezun-z-doktoratem-honoris-causa-uj-,9959943967#ixzz2uSMdrc7Q

  6. emka pisze:

    Potrzebna jest mobilizacja całego Narodu >WYWIAD

  7. emka pisze:

    Prof. Witold Kieżun z tytułem doktora honoris causa UJ >TEKST I GALERIA ZDJĘĆ

  8. emka pisze:

    Piotr Gursztyn: Moje zdanie o sprawie prof. Kieżuna

    Intencje i motyw to jedne z najważniejszych kryteriów ocen w debacie publicznej. To jest najsłabsza strona rozliczenia profesora.

    Gdy pierwszy raz dowiedziałem się o tym, że mój tygodnik pisze o TW-przeszłości prof. Witolda Kieżuna miałem charakterystyczny odruch. Pomyślałem – a dowiedziałem się o tekście pp. Cenckiewicza i Woyciechowskiego dzień przed jego upublicznieniem – że jest to odwet za postawę profesora w dyskusji o sensie Powstania Warszawskiego. Bardziej konkretnie: za to, że prof. Kieżun ostro krytykował tezy Piotra Zychowicza, a tym samym wspierającego go Sławomira Cenckiewicza.

    Wyraziłem dobitnie to swoje zdanie na coponiedziałkowym zebraniu kierownictwa i publicystów tygodnika „Do Rzeczy”. Nie ja jeden byłem tam tego zdania. W burzliwej dyskusji przekonywano mnie, że nie mam racji i że nie to było powodem publikacji. Czy dałem się przekonać? Szczerze? Tylko w niewielkim stopniu.

    Osobną sprawą jest fakt kontaktów profesora z SB i odpowiedź na pytanie, czy jego bohaterska przeszłość daje mu stuprocentowy immunitet. Otóż, moim zdaniem nie. Profesorowi należy się szacunek za czyny, delikatność ze względu na wiek i prawo – tak jak każdemu człowiekowi – do przedstawienia swych racji. Ale nie może być żadnego cenzorskiego zapisu. Nie może być naszych i waszych, równych i równiejszych. Zasada jest jedna dla wszystkich.

    Problem jest w czym innym. W wiarygodności intencji autora. Konkretnie jednego i tego bardziej kojarzonego z tygodnikiem „Do Rzeczy”. Czyli Sławomira Cenckiewicza. Gdyby jedynym autorem artykułu o Witoldzie Kieżunie był Piotr Woyciechowski nie pisałbym tego tekstu, bo nie jest on znany jako uczestnik wcześniejszych sporów z profesorem.

    Sławomir Cenckiewicz był i jest uczestnikiem sporu o sens Powstania Warszawskiego. Jego sądy były mocne i często brutalne. Po przeciwnej mu stronie głos zabierał prof. Kieżun. Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że Cenckiewiczowi w tym sporze znudziło się sięgać po argumenty merytoryczne, więc walnął teczką. Przyjmuję możliwość, że to ocena niesprawiedliwa. Że zbiegły się dwie rzeczy – jego kwerenda archiwalna z działalnością polemisty. Ale jeśli nawet tak jest, to jest to sytuacja skrajnie niezręczna (eufemistycznie ujmując). Będąc w takim położeniu wstrzymałbym się przed publikacją, która byłaby oceniana jako zemsta. Zakładając niewinną naiwność Cenckiewicza trzeba zauważyć, że sam dał argumenty swoim przeciwnikom i zwykłym niedowiarkom. Zwłaszcza, że w swoim artykule wyjawił, co go skłoniło do jego napisania. Otóż nie było to nagłe odkrycie dokumentów, jak zazwyczaj bywa z lustracyjnym newsami, ale publiczna aktywność profesora. I to ostatnia, nie ta sprzed lat. Np. z momentu, gdy był członkiem komitetu honorowego Lecha Kaczyńskiego w 2005 r., o czym Cenckiewicz – jak biograf prezydenta – powinien dobrze pamiętać. Wspominam o tym, bo uważam to za przemilczenie.

    Moi oburzeni koledzy zarzucali mi, że moje podejrzenia są niesprawiedliwe. Być może. Ale powinni w takim razie zadbać o to, aby autor oskarżycielskiego artykułu nie popełnił tylu niezręczności. A one i ogólne okoliczności dotyczące wcześniejszej debaty o sensie Powstania podważają wiarę w intencje i motywy. Nie ja jeden – co łatwo zauważyć – mam te wątpliwości.
    http://gursztyn.dorzeczy.pl/id,4302/Moje-zdanie-o-sprawie-prof-Kiezuna.html

  9. emka pisze:

    Koncert Jubileuszowy Profesora Witolda Kieżuna odbędzie się 8 lutego w Warszawie. W katedrze św. Floriana wystąpi m. in. Jerzy Zelnik, wybitny aktor. Wydarzenie jest częścią projektu autorskiego Roberta Grudnia „Spotkania z historią i sztuką”. Patronat honorowy objął abp. Henryk Hoser, ordynariusz diecezji warszawsko – praskiej.
    Okazją do zorganizowania koncertu są przypadające w lutym 94. urodziny profesora. W programie znajdzie się poezja i proza, które usłyszymy w wykonaniu Jerzego Zelnika. Wybitny aktor jest autorem scenariusza koncertu. O życiu i działalności profesora opowiedzą także abp. Henryk Hoser, ordynariusz diecezji warszawsko – praskiej, dr Piotr Gontarczyk historyk i publicysta. O swoich przeżyciach z Powstania Warszawskiego, więzień w sowieckich łagrach oraz doświadczeń jako światowej sławy ekonomisty opowie bohater wieczoru – prof. Witold Kieżun.

    Będzie też podsumowanie obchodów 70. rocznicy Powstania Warszawskiego. Słowu towarzyszyć będzie muzyka. W utworach organowych usłyszymy wybitnego znawcę tego instrumentu Roberta Grudnia, a w pieśniach sakralnych – Annę Zagdańską, sopranistkę. Wystąpią też krakowscy artyści: Barbara Figurniak i Mateusz Jarosz.

    Koncert rozpocznie się o godzinie 16.00 w katedrze św. Floriana przy ulicy Floriańskiej 3.
    http://www.radiownet.pl/#/publikacje/koncert-dla-prof-kiezuna

  10. emka pisze:

    Legendarny powstaniec prof. Witold Kieżun prostuje przekłamania na temat swojej wypowiedzi o Smoleńsku. „To bolesna manipulacja”

    Kolejny raz okazuje się jak ostrożnie należy podchodzić do sensacji podrzucanych opinii publicznej przez media liberalno-lewicowe.
    Oto wszystkie media obiegł „news”, że prof. Witold Kieżun, legendarny powstaniec o pseudonimie „Wypad”, który samodzielnie wziął do niewoli 14 jeńców niemieckich (przy czym pozyskał 14 karabinów oraz 2000 sztuk amunicji), miał powiedzieć iż
    najbardziej odpowiedzialny za Smoleńsk jest prezydent Lech Kaczyński.
    Przykre, że bezrefleksyjnie powtórzyły to niektóre media uważające siebie za mądre i prawicowe, ale codziennie swoim szaleńczym radykalizmem próbujące skłócić obóz rządowy ze wszystkimi wokół. W rzeczywistości profesor Kieżun, jak wyjaśnia w rozmowie z portalem wPolityce.pl, nic takiego nie miał na myśli.
    Mówiłem tylko o tym, że ze względów bezpieczeństwa potężnym błędem było zgromadzenie w jednym samolocie czołówki władz państwowych, prezydenta, ministrów, dowództwo wojska. I tylko to miałem na myśli
    — stwierdza profesor
    DALEJ CAŁY WYWIAD:
    http://wpolityce.pl/historia/303606-tylko-u-nas-legendarny-powstaniec-prof-witold-kiezun-prostuje-przeklamania-na-temat-swojej-wypowiedzi-o-smolensku-to-bolesna-manipulacja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.