Postać tajemnicza i mało znana

pobraneCzłowiek wszechstronny o wielu profesjach. Naukowiec, doktor chemii, geograf, geolog, filozof i polityczny tajny emisariusz. Był postacią nadzwyczaj barwną i niech inne narody nam go zazdroszczą. Antoni Ferdynand Ossendowski

Jarosław M. Rymkiewicz, Cyganka Ossendowskiego >strona [3]

strona [2] Piotr Lisiewicz, Ojciec krokodyli
strona [3] Jarosław M. Rymkiewicz, Cyganka Ossendowskiego

***

Przemysław Dakowicz

Zmartwychwstanie Ossendowskiego
Milanówek, 17.01.1945

Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi

Zawsze ten ruch: góra–dół, góra–dół, góra–dół.
Wahadło historii zatrzymuje się na mgnienie
i już-już myślisz, że tak zostanie, że świat
zastygnie w zrozumiałej formie, zakwitnie
jak łąka, jak las zaszumi listowiem, będziesz
leżeć wśród łodyg, liści, z źdźbłem trawy
między zębami, wpatrzony w niebo,
w leniwe chmury pod sklepieniem.

Sen spada nagle, przynosząc skądś
głodne twarze, jakby maski pośmiertne,
w których jedynie oczy żyją i właśnie one
krzyczą: wstawaj, ubieraj się, łopata w dłoń,
więc zwlekasz się z barłogu, na plecy
narzucasz kufajkę i podzwaniając kluczami
otwierasz im boczną bramę. Zgrzyta
jak nigdy, jakby odpędzała nocny koszmar,
zawodząc: odejdźcie, odejdźcie, odejdźcie.

Ale trwa sen ciemny. Głodne twarze brzask
wyławia z mroku, zakorzenia w świecie
materii. Prowadzisz je aleją, wśród bukszpanów
wiecznie zielonych, między cyprysami
jak iglice, do świeżego grobu, odrzucasz
zwiędłe wieńce, srebrne szarfy, pogasłe
znicze. Wbijasz ostrze w zmarzłą ziemię,
a wtedy ogarnia cię spazm, drżą w jesionkach
panie Witaczkowa i Krajewska.

Znowu ten ruch: dół–góra, góra–dół.
Tak mija wieczór i poranek, nowego świata
dzień pierwszy. Skostniałe dłonie, grunt
jak kość, wirują płatki śniegu,
kołaczą w głuche wieko:

hej ho, jest tam kto?
14 kwietnia 2013

Komentarz Autora do wiersza 

 

Antoni Ferdynand Ossendowski – Errata do biografii – do obejrzenia  >TUTAJ lub >TU

Errata do biografii – cykl dokumentalny o znanych ludziach, inne odcinki na stronie TVP

 

Grzegorz Przybysz

Człowiek wszechstronny o wielu profesjach. Naukowiec, doktor chemii, geograf, geolog, filozof i polityczny tajny emisariusz. Był postacią nadzwyczaj barwną i niech inne narody nam go zazdroszczą.

Witold Michałowski w swojej książce pt. „Wielkie safari Antoniego O” charakteryzuje polskiego pisarza, jako człowieka wszechstronnego, o wielu profesjach i wyrastającej wielokroć ponad ówczesną przeciętność wiedzę. I dalej pisze: „Przede wszystkim był naukowcem, doktorem chemii, nauczycielem akademickim, geografem, geologiem, profesorem, dziennikarzem, filozofem, myślicielem, ekspertem, podróżnikiem, ale i politycznym tajnym emisariuszem, japońskim szpiegiem, białym partyzantem, filantropem, hochsztaplerem, fałszerzem, handlarzem, redaktorem-scenarzystą, konspiratorem, chyba wszystkim po trochu. Zatem był postacią nadzwyczaj barwną i niech inne narody nam go zazdroszczą”.

Do dziś nie wiadomo, czy rzeczywiście był doktorem chemii i profesorem, jak sam podawał. Nie ma na to bezpośredniego dowodu. Są natomiast dowody pośrednie, to znaczy świadectwa ustne i fakt przyjęcia go na docenturę na uczelni technicznej w Tomsku. Działalność naukowa Ossendowskiego została jednak przerwana z powodu jego udziału w protestach studenckich w 1899 roku, za co został wydalony z Rosji. Wtedy to udał się na emigrację do Francji, gdzie zaczął studiować chemię i fizykę w Paryżu i podobno poznał tu Marię Curie Skłodowską.

Antoni Ferdynand Ossendowski urodził się 27 maja 1876 roku w Lucynie w Guberni Witebskiej. Był synem lekarza Marcina Ossendowskiego i Wiktorii z domu Bortkiewicz. Często podaje się w różnych opracowaniach, że Ossendowscy byli szlachtą, ale czy to była prawda? Nie wiadomo. Nie wiadomo również, czy Ossendowscy byli pochodzenia tatarskiego, bowiem niektórzy biografowie przypisują im takie pochodzenie. Nie wiem skąd ci „biografowie” mają takie wiadomości, ale jedno jest pewne: A.F. Ossendowski był stuprocentowym Polakiem.

Młody Antoni spędził dzieciństwo i młodość w Kamieńcu Podolskim, gdzie już wtedy roznosiła go energia i niespotykany temperament. Zainspirowany sienkiewiczowską literaturą opisującą jego rodzinne strony ( Pan Wołodyjowski), czynił liczne wyprawy po urokliwej okolicy Kamieńca. Podczas wakacji często zaciągał się na rejsy okrętowe w carskiej flocie handlowej. Był wtedy pisarzem okrętowym i zwiedził w ten sposób niemal całe wybrzeże południowej Azji. Był między innymi na Sumatrze, w Indiach i w Japonii. Te liczne eskapady trwające latami, bardzo korzystnie wpłynęły na wyobraźnię dorastającego młodzieńca, bowiem już w gimnazjum zaczął pisać pierwsze opowiadania.

Po ukończeniu studiów technicznych w Tomsku, Antoni Ossendowski podjął studia na uniwersytecie w Sankt Petersburgu, na wydziale matematyczno-przyrodniczym. Jak sam później podawał, pracował na tej uczelni jako pracownik naukowy, otwierając ponownie przewód doktorski. Kiedy to wszystko zdążył zrobić? Nie wiadomo. Jednak jego pasją życiową nadal były podróże. Nie potrafił siedzieć długo w jednym miejscu. W 1905 roku spowodował, że przeniesiono go do Mandżurii, gdzie prowadził badania geologiczne, czym wsławił się jako badacz Syberii i geograf. W tym czasie napisał swoją pierwszą powieść pt. „Noc – Władywostok”.

W 1906 roku, podczas pobytu w Królestwie Polskim, brał czynny udział w protestach przeciwko represjom rosyjskim na uniwersytecie w Warszawie i jako jeden z organizatorów został skazany na półtora roku twierdzy. Po wyjściu z więzienia w 1908 roku zatrudnił się w Kijowie jako kierownik budowy i dziennikarz miejscowej gazety.

W chwili wybuchu I wojny światowej Ossendowski przebywał w Warszawie. We wrześniu 1914 roku został wysłany przez swojego przyjaciela Stefana Krzywoszewskiego – naczelnego redaktora tygodnika „Świat” – na front zachodni, i tym samym Ossendowski stał się korespondentem wojennym. Jego frontowe reportaże, głównie pamflety antyniemieckie ukazywały się regularnie przez kilka miesięcy. Były podpisywane pseudonimem „O”. W lipcu 1915 roku, tuż przed wielką ofensywą niemiecką, Ossendowski zdążył wrócić do Warszawy, po czym w sierpniu wyjechał wraz z żoną do Sankt Petersburga.

Gdy wybuchła rewolucja październikowa, Ossendowski zdecydowanie opowiedział się po stronie białych i od razu stał się zdeklarowanym wrogiem szerzącego się bolszewizmu. Od tej chwili można powiedzieć, że zaczęła się najbardziej ciekawa i pasjonująca część jego życia. Oto w tajemniczych okolicznościach Ossendowski stał się podobno agentem kilku mocarstw. Pracował jakoby dla wywiadu japońskiego, francuskiego i amerykańskiego. Amerykanom sprzedał tak zwane dokumenty Sissona, gdzie wykazywał w nich agenturalną działalność Lenina i jego współpracę z wywiadem niemieckim. Twierdził, że działalność partii bolszewickiej była finansowana za berlińskie pieniądze. Niektóre źródła uważają te dokumenty za sfałszowane, ale fakt pomocy udzielanej Leninowi przez Berlin jest pewny.

Zdjęcia archiwalne

Dziś już wiemy, że Ossendowski przez cały okres swojego życia ukrywał prawdziwe powody niezwykłej wyprawy do Azji południowo-wschodniej. Dlaczego? Przede wszystkim na pewno pracował dla jednego z mocarstw zachodnich, które brało udział w I wojnie światowej, oraz na pewno maczał palce w transporcie i ukryciu gigantycznego, carskiego majątku ewakuowanego z Kazania przez armię admirała Kołczaka. Później skarb ten wpadł w ręce krwawego barona Romana Ungerna von Sternberga, samozwańczego władcy Mongolii, domniemanego potomka samego Dżingis-Chana, jak często o nim mówiono w Urdze. Osobiście przypuszczam, że Ossendowski, jako tajny doradca Kolczaka, przechytrzył wszystkich i admirała Kołczaka i samego krwawego barona, bowiem za jego to sprawą, (był również doradcą Ungerna), carskie złoto zniknęło i do dziś nie wiadomo, gdzie jest ukryte. Po rozstrzelaniu krwawego barona, o miejscu ukrycia skarbu wiedziało tylko kilka osób, między innymi Ossendowski i paru zaufanych wyższych oficerów Ungerna, którzy polegli później w walkach z bolszewikami.

Wiosną 1920 roku, w pogoni za krwawym baronem i carskim złotem wysłano liczne, bolszewickie pułki CzeKa, a potem całą dywizję kawalerii pod dowództwem Konstantego Rokosowskiego. Co prawda głównym celem militarnym Lenina było rozszerzenie rewolucji na całą Azję, ale również przechwycenie gigantycznego, carskiego majątku. A było czego szukać! Złoty skarb to było kilkanaście ton złota w sztabach, wyrobach jubilerskich, złotych monetach carskich, drogocennych kamieniach, walucie krajowej i złotych dewizach państw zachodnich. Kolumna Kołczaka, wioząca ten ogromny majątek, składała się podobno z kilkudziesięciu ciężkich wozów ciągnionych przez silne konie wojskowe.

Po częściowym rozgromieniu armii Kołczaka, Ossendowski zaczął być ścigany przez policję polityczną i wywiad CzeKa. Jednak dzięki doskonałej znajomości topografii terenu, sprytowi i niezwykłym zdolnościom przystosowawczym, Ossendowski zdołał umknąć pogoni i uciec do centralnej Mongolii. W jej stolicy Urdze ( dziś Ułan Bator – czyli Czerwony Bohater) poznał krwawego barona, generała Romana Ungerna von Sternberga, dowódcę Azjatyckiej Dywizji Konnej. Ungern walcząc zaciekle z bolszewikami i Chińczykami usiłował stworzyć na olbrzymim terenie Mongolii, wolny i niepodległy kraj. Podobno Ossendowski odegrał w tej sprawie dość znaczną rolę, bowiem, jak sam twierdził, został cichym doradcą Ungerna. Jednak dane te okryte są do dziś tajemnicą. Sam Ossendowski mówił o tym niewiele i niechętnie. Widocznie miał powody!

W 1922 roku Antoni Ossendowski szczęśliwie powrócił do wolnego już kraju i od razu podjął się redakcji swojej najsławniejszej książki pt. ” Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”. W tak zwanym międzyczasie, zajmował się działalnością dziennikarską, pisząc pod różnymi pseudonimami pamflety antysowieckie.

Antoni Ferdynand Ossendowski napisał 77 książek, głównie o tematyce podróżniczej. Największą sławę przyniosła mu w/w książka, która osiągnęła rekordową liczbę tłumaczeń, bowiem aż na 19 języków. To właśnie w niej opisał ucieczkę z carskiej Rosji, ogarniętej chaosem rewolucji i trudną podróż przez Omsk do Krasnojarska, zimę w tajdze, przeprawę do centralnej Mongolii, Tybetu i Chin. O dziwo, autor, jakby z rozmysłem pomija w niej czasy kołczakowskie. Czyżby były objęte tajemnicą?

Książka została wydana w 1923 roku i przyniosła autorowi olbrzymią sławę i pieniądze. Oficjalnie mówi się, że uzyskane honoraria pozwoliły autorowi zrealizować kolejne, drogie wyprawy, tym razem do północnej, środkowej i zachodniej Afryki. Ale moim zdaniem to nie honoraria, lecz duża kwota dewiz oraz drogich kamieni, w tym diamentów i różnych złotych precjozów pozwoliła Ossendowskiemu najpierw na ucieczkę z Azji, potem na powrót do kraju przez Amerykę, a później na fascynujące przygody w Afryce.

Drugim, nie mniej popularnym dziełem pisarza była książka wydana w 1930 roku, pod tytułem „Lenin”. Książka ta, to nie tylko biografia wodza rewolucji, ale przede wszystkim niezwykła, ostra krytyka psychopatycznego dyktatora bolszewizmu i celny atak na jego polityczne idee rewolucji światowej. Ta jedyna w swoim rodzaju unikalna biografia Lenina, tak wzburzyła Stalina, że ten kazał ścigać Ossendowskiego aż do śmierci. Zamiary kolejnego dyktatora komunizmu, można powiedzieć, że powiodły się, ale tylko w pewnym sensie. Otóż Rosjanie dopadli wreszcie pisarza, ale tuż po jego naturalnej śmierci, czym wielce byli zawiedzeni.

Jeśli w 1936 roku Ossendowski został doceniony w kraju i odznaczony Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury za zasługi na polu twórczości literackiej, to w nowej rzeczywistości skazano go na zapomnienie i umieszczenie na liście pisarzy zakazanych. W latach 1945/50 wszystkie jego dzieła zostały błyskawicznie wycofane ze szkół i bibliotek w całym PRL-u i – zniszczone. Przyczynił się do tego, między innymi Antoni Słonimski, znakomity poeta i publicysta, ale i komunistyczny karierowicz. Słonimski był w tym czasie prezesem Związku Literatów Polskich i działał na zlecenie ówczesnego, marionetkowego prezydenta Polski, Bolesława Bieruta. Również można mieć wielki żal do następnego prezesa ZLP, Jarosława Iwaszkiewicza, który nic nie zrobił w tejże sprawie.

Oto jedne z największych dzieł Ossendowskiego: ” Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”- 1923, „Lenin”-1930, „Chmura nad Gangesem”, „Noc-Władywostok” – 1905, „Cień ponurego wschodu: za kulisami życia rosyjskiego” – 1923, „Za chińskim murem” – 1924, „Gorące ognie: podróż do Palestyny, Syrii i Mezopotamii” – 1931, „Orlica”, „Staś emigrant”, „Syn Beryli”.

W życiu osobistym pisarzowi wiodło się różnie. Ossendowski żonaty był aż trzy razy. Gdy brał ślub z drugą żoną, zmienił wyznanie na luterańskie, lecz po rozwodzie powrócił do katolicyzmu. Czy Ossendowski miał dzieci? Nie wiadomo, lecz jest bardzo możliwe, że pozostawił po sobie potomstwo w dalekiej Mongolii, lub w Japonii. Do dziś jest zagadką, komu właściwie dedykował swoją sławną książkę? Czy pierwszej żonie, czy też może japońskiej gejszy, o której czasami wspominał w żółwińskim dworku?

Antoni Ferdynand Ossendowski stał się twórcą nowego gatunku literackiego – tak zwanego romantyzmu podróżniczego. Przed wojną, krytycy literatury stawiali go na równi z Conradem, Londonem i Kiplingiem. Aliści jedną z największych trudności w prześledzeniu jego twórczości literackiej, jest nieustanne balansowanie między irrealizmem, a tym, co się naprawdę wydarzyło. Czytając jego książki, tak do końca nie wiemy, czy mamy do czynienia z faktami, czy też z fikcją literacką, albowiem często wyolbrzymiane przez pisarza niektóre fakty są wręcz niewiarygodne. Ale czy to nam tak bardzo przeszkadza? Chyba nie!

W 1943 roku Antoni Ossendowski wstąpił do konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego. Jednak jego działalność z tego okresu jest mało znana, bowiem pisarz nigdy nie ujawnił tak naprawdę swych zapatrywań politycznych. W 1944 roku Ossendowski zamieszkał w Podkowie Leśnej, a potem do śmierci w Żółwinie, u państwa Witaczków. Jednak jego znajomości z dworkiem żółwińskim były o wiele wcześniejsze. Otóż Ossendowski bywał gościem poprzednich właścicieli dworku, to jest rodziny Natansonów. Natansonowie prowadzili u siebie salon otwarty. Bywała tu często liczna bohema warszawska, między innymi wspomniany przyjaciel Ossendowskiego pisarz Stefan Krzywoszewski, prezes warszawskiego Rotary-Klubu Witold hr Sągajło, Jan Skotnicki utalentowany malarz, wicemarszałek sejmu Osiecki, profesor Kolanowski autor „Polski Jagiellonów”, redaktor Eustachy Czekalski, minister i wojewoda Darowski, krytyk literacki i bibliofil Mieczysław Rulikowski, redaktor „Ekspresu Porannego” Kazimierz Pollak, Alicja Mińska współwłaścicielka „Kuriera Polskiego” i wielu innych. W 1940 roku Natansonowie musieli sprzedać dyskretnie żółwińską nieruchomość i ukryć się ze względu na żydowskie pochodzenie. Po zmianie właściciela sytuacja nie zmieniła się. Większość z wyżej wymienionych osób nadal często bywała w żółwińskim dworku, znajdując tam tymczasowe schronienie, gościnę i przyjaźń u nowych właścicieli, państwa Witaczków.

Warto dodać, że Ossendowski był przynajmniej raz w Brwinowie. Otóż pewnego dnia, wiosną 1944 roku przyjechał w odwiedziny do ciężko chorego, wówczas 77-letniego Zygmunta Bartkiewicza. Obaj pisarze poznali się wcześniej u Natansonów. Ossendowski zapytał wtenczas Bartkiewicza, co się stało z panią Mińską? Chodziło o dziennikarkę i współwłaścicielkę „Kuriera Polskiego”, którą poznał kiedyś w redakcji gazety w Warszawie. Dziś wiemy, że Mińska będąc pochodzenia żydowskiego, również ukrywała się przez całą okupację, najpierw w Brwinowie a potem w Milanówku. Niestety, cała trójka zmarła niebawem i prawie w tym samym czasie: Zygmunt Bartkiewicz w czerwcu 1944 ( 77 l.), Antoni Ferdynand Ossendowski w styczniu 1945 ( 66 l.), Alicja Mińska (72 l.), została zamordowana w Milanówku pod koniec stycznia 1945 roku.

Na kilka tygodni przed śmiercią Ossendowskiego, do dworku w Żółwinie przyjechało dwóch oficerów niemieckich. Jeden z nich przedstawił się jako Ungern von Sternberg. Goście zamknęli się w osobnym pokoju i rozmawiali z Ossendowskim dość długo. O czym rozmawiali, tego nikt nie wie. Po rozmowie Niemcy pożegnali się i więcej nikt ich nie widział. Sam pisarz nie chciał o tym mówić. Pod koniec 1944 roku, jego bogate archiwum, w tym rękopisy, maszynopisy, czarno-białe zdjęcia itp. archiwalia, przepadły. Otóż te cenne zbiory, zostały na życzenie pisarza skrupulatnie zniszczone, a konkretnie spalone w Podkowie Leśnej i w ogrodzie żółwińskim. Dlaczego tak kazał zrobić? Nie wiadomo. Możemy jedynie się domyślać.

Tuż po 17 stycznia 1945 roku, w dworku żółwińskim pojawili się kolejni goście i również w mundurach. Byli to tym razem oficerowie NKWD. Wypytywali o Ossendowskiego. Gdy okazało się, że zmarł i to niedawno, kazali ubrać się pani Witaczkowej i pani Krajewskiej i zawieźli je na cmentarz do Milanówka, by wskazały miejsce pochówku. Po przyjeździe sprowadzono błyskawicznie miejscowego grabarza i kazali rozkopać grób. Z kopaniem były spore kłopoty, gdyż ziemia była głęboko przemarznięta. Gdy wreszcie dotarto do trumny, rozkazano ją otworzyć a wszystkim zgromadzonym nakazano się odsunąć. Przy grobie pozostała tylko pani Witaczkowa i pani Krajewska, oraz dwóch oficerów sowieckich. Gdy obie panie potwierdziły tożsamość zmarłego, jeden z oficerów wyjął z kieszeni zdjęcie Ossendowskiego i zaczął przyglądać się, to fotografii, to zmarłemu. W końcu głośno skonstatował: ” Wot! Eta łon! Sukinsyn!”.  Wtedy drugi oficer wyjął aparat fotograficzny i zrobił Ossendowskiemu kilka zdjęć. Ale to było widocznie za mało, bo wskoczył do grobu i nachyliwszy się tuż nad zwłokami, zrobił kilka zdjęć samej twarzy. Nieprawdą jest, jakoby wzywano dentystę, w celu identyfikacji uzębienia zmarłego. Nic takiego nie miało miejsca. Zwłoki Ossendowskiego były jeszcze w dobrym stanie. Po pierwsze w styczniu 1945 roku było bardzo mroźno, podobno ponad -25o C, a po drugie, od śmierci pisarza minęło raptem dwa tygodnie. Zatem, z identyfikacją zwłok Ossendowskiego nie było kłopotów. Sowieci odnotowali coś jeszcze i odjechali zostawiając grabarzy nad otwartą mogiłą i obie panie, które wcześniej przywiezione samochodem z Żółwina, musiały wracać na piechotę.

Antoni Ferdynand Ossendowski zmarł 3 stycznia 1945 roku, w Milanówku i tam też został pochowany.

Źródła:
1. „Testament barona Ungerna” – Witold Michałowski.
2. „Wielkie safari Antoniego O” – Witold Michałowski.
3. „Dwór w Żółwinie i jego tajemnice” – Grażyna Adamska.
4. Internet i archiwum autora.

http://www.brwinow24.pl/

[Filmy i ilustracje dodane przez redakcję HKP]

Jerzy Targalski poleca książki Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego

części 2/2

DALEJ

strona [2] Piotr Lisiewicz, Ojciec krokodyli
strona [3] Jarosław M. Rymkiewicz, Cyganka Ossendowskiego

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Czasy zaborów, Eseje, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Recenzje, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Postać tajemnicza i mało znana

  1. Ekstra tekst. Konia z rzędem dla autora ;D. Dam znać o tej stronce przyjaciołom, dam głowę, że też powinni ją docenić. Miejmy nadzieję, że takie blogi wciąż będą istniały w polskim internecie pomimo zgodzenia się na ACTA przez polityków. Wiele wskazuje na to, że będę odwiedzać tego bloga w przyszłości.

    Moje uszanowanie – Tytus Szczepański

    • yuhma pisze:

      Bardzo nam miło, dziękujemy.
      Jeśli ACTA wejdzie w życie, takie strony znikną. Teraz mamy problemy tylko z autorami, po ACTA pojawi się rząd. Przekleństwem dla portalu stanie się popularność.

  2. Jerzy pisze:

    Bardzo ciekawa postac. Dużo awanturnictwa i przygody. Warto bliżej poznac twórczośc i życie p. Ossendowskiego.

  3. czytelnik Tomasz pisze:

    Szanowny Panie, bardzo ciekawy artykul. Dziekuje.

    Czy orientuje sie Pan czy wymienione ksiazki dostepne sa do nabycia w formacie elektronicznym?

    Dziekuje i pozdrawiam,
    Tomasz

    • emka pisze:

      @Tomasz
      Niestety strona, na której pan Grzegorz Przybysz zamieścił swój artykuł już nie istnieje. Artykuł w porę udało się nam skopiować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.