Paweł Zyzak, Gorszy niż faszysta

 

31 marca (…) [na wstępie do tzw. sprawy Zyzaka – przyp. red.] w prorządowej „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Wojciecha Czuchnowskiego i Macieja Sandeckiego, nawiązujący do poniedziałkowej konferencji premiera w Olecku. „Tusk wściekły na IPN po książce o Wałęsie” – brzmiał nagłówek.

Autorzy materiału (…) zacytowali „przyjaciela byłego prezydenta”, który martwił się, że: „Lech czuje się osaczony, obolały i osamotniony wobec tych ataków”.

Dodali również fragment własnej rozmowy z Wałęsą:

„To, co się wyprawia, jest gorsze od tego, co robili komuniści i faszyści! Oni niszczyli swoich wrogów, a IPN niszczy bohaterów narodowych [sic!]. Oburzony jestem (…) tą książką tego Zyzaka. To jest chore, że ten człowiek dostał pracę w IPN, bo napluł na Wałęsę! Żądam, żeby instytucje państwa zrobiły coś z tymi obrzydliwymi kłamstwami”.

Czuchnowski i Sandecki nie przypomnieli Wałęsie, że brakuje korelacji czasowej, by udowodnić, że Zyzak „dostał pracę w IPN, bo napluł na Wałęsę!”. Nie dopytywali o podobieństwa między zbrodniarzami wojennymi a historykami. Może dlatego, że ich uwagę przykuła ważka groźba byłego przywódcy „Solidarności”, który zapowiedział wycofanie się z odbywającej się tego samego dnia konferencji „W przededniu zmiany. Okrągły Stół” z udziałem między innymi Aleksandra Kwaśniewskiego oraz Tadeusza Mazowieckiego.

Gdzie indziej ukazywały się nieco bardziej stonowane nagłówki prasowe. Czasami nawet neutralne wobec dominującego trendu. Ot na przykład w artykule „Lech Wałęsa grozi wyjazdem z Polski”, opublikowanym w „Dzienniku”, znalazły się szczątkowe opinie polemiczne z Lechem Wałęsą.

Senator Zbigniew Romaszewski w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim i Anną Monkos stwierdził, iż „Wałęsa każde negatywne stwierdzenie kwituje jako atak na jego osobę”.

Ze spokojem związanego z opozycją Romaszewskiego kontrastowała wypowiedź Kazimierza Kutza, członka klubu poselskiego partii rządzącej, Platformy Obywatelskiej: „To chamstwo, na które nie ma nazwy”.

Artykuł wzbogacił wywiad z Lechem Wałęsą. Anna Monkos nie wydobyła z byłego prezydenta nic poza wcześniej już zgłaszanymi pretensjami i postulatami. Uwagę zwracało naigrawanie się Wałęsy z nazwiska autora książki. Z początku Wałęsa nazwał Zyzaka „Zadrą”. Później konsekwentnie odnosił się doń per „Zygzak”. Dziennikarka wyjaśniła czytelnikom, że „Zadra” to Zyzak, lecz nie wyjaśniła tego Lechowi Wałęsie, dalej wiernie za swym rozmówcą pisząc o „Zygzaku”.

Zapytany, czy zamierza wytoczyć proces młodemu autorowi, Wałęsa nie wydawał się mieć nowego w tej sprawie zdania: „Ten Zygzak to młody, 24-letni historyk, ale gdybym go podał do sądu, to nie wiem, czy życia by mi wystarczyło, żeby doczekać zakończenia procesu. Z Wyszkowskim mam sprawę już od czterech lat”.

Lech Wałęsa potwierdził, że nie zmienił także zamiarów w sprawie zwrócenia wszystkich nagród:

„Z Noblem włącznie. One nie należą się takiej postaci, która jest opisywana przez Cenckiewicza i Zygzaka”.

Nie minęła doba od udzielenia powyższej wypowiedzi, a na pewne ustępstwa były elektryk jednak poszedł. Zmienił zdanie odnośnie do udziału w odbywających się w Gdańsku obchodach XX rocznicy okrągłego stołu. Dał się przekonać ojcu Maciejowi Ziębie, dominikaninowi i dyrektorowi Europejskiego Centrum Solidarności (ECS) oraz Jerzemu Borowczakowi, współpracownikowi byłego prezydenta. Wałęsa tłumaczył później jednemu z dziennikarzy:

„A co by pan zrobił, jak Borowczak na kolanach był? Mogłem odmówić?”.

Chodziło o gest Jerzego Borowczaka, który przed konferencją nawiedził biuro Lecha Wałęsy i powiedział:

„Będę przed tobą klękał jak w kościele. Musisz być”.

Zięba z kolei przypomniał Wałęsie, że przecież wrócił dopiero co z rekolekcji, „a tam uczą wybaczać, rozumieć i nie upierać się”. Były prezydent poradził się jeszcze ekip telewizyjnych rejestrujących wyprawę Zięby i Borowczaka i postanowił.

„Jak media mówią, że powinienem, to pójdę” – odparł nieco teatralnie.

„Tylko osioł nie zmienia zdania” – zdążył jeszcze tego dnia zakomunikować mediom.

„Super Express” ogłosił w następnym wydaniu, że „Wałęsa wybaczył swoim wrogom”. Dopełnieniem szczęśliwego zakończenia była informacja: „Zyzak zwolniony z IPN”, nieco wówczas jeszcze przedwczesna.

Lech Wałęsa wkroczył do auli [Uniwersytetu Gdańskiego – przyp. red.] przy akompaniamencie oklasków. W wieczornych migawkach telewizyjnych można było nawet ulec wrażeniu, że jest wręcz niesiony aplauzem sympatyków. Bez zawahania doszedł do przednich rzędów i dołączył do czekających już tam nań czołowych postaci życia publicznego. Zasiadł obok byłego premiera Tadeusza Mazowieckiego i arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego. Na sali oprócz nich błyszczeli jeszcze byli komunistyczni działacze Janusz Reykowski i eksprezydent Aleksander Kwaśniewski, a także związani z niegdysiejszą Unią Wolności (UW) Aleksander Hall i Grażyna Staniszewska.

Na specjalnej konferencji prasowej, zwołanej przed rozpoczęciem debaty, ostro wypowiedział się pierwszy z wymienionych – Tadeusz Mazowiecki: „Jest w Polsce stronnictwo trucicieli, którzy uważają, że każdego można ochlapać. Człowiek, który stał na czele „Solidarności”, jest polskim bohaterem, ma poczucie, że jest zaszczuty. Jak to ma świadczyć o Polsce?”.

Wtórował mu Aleksander Kwaśniewski: „Jest mi bardzo przykro, że to ja podpisałem ustawę o IPN”, kończąc równie mocnym akcentem: „To nie jest Instytut Pamięci, to jest Instytut Kłamstwa Narodowego. No zatrzymajmy to, co się dzieje?”.

„Ojciec założyciel” WZZ Wybrzeża z 1978 r. Krzysztof Wyszkowski gorzko skomentował później to wydarzenie: „Polska pogrąża się w kryzysie, rozszerza się bezrobocie, rosną ceny – a co robią funkcjonariusze układu zawiązanego przy okrągłym stole? Ogłaszają państwowym, narodowym i obywatelskim obowiązkiem wzięcie udziału w polowaniu na „Zygzaka”. Głównym zadaniem władz i społeczeństwa w najbliższych miesiącach ma być ubłaganie byłego prezydenta o wzięcie udziału w organizowanych przez rząd uroczystościach ku jego czci”.

Podczas uroczystości w Politechnice Gdańskiej Lech Wałęsa zabrał głos. Poprawnie odczytując oczekiwania zgromadzonych, odniósł się także do „sprawy Zyzaka”: „Zawsze musiałem podejmować trudne decyzje, musiałem walczyć prawie od urodzenia, swoimi metodami. I do dzisiaj nie mogą dopatrzyć się agenta, nie mogą się dopatrzyć, jak to było możliwe. Nigdy się nie dopatrzą z takimi móżdżkami”.

Niezrozumiała dla obserwatorów wydawała się obecność w gronie polityków profesora Andrzeja Paczkowskiego, pracownika IPN. Swymi słowami Paczkowski wpisywał się w ton nadany uroczystościom przez Mazowieckiego, Kwaśniewskiego i Wałęsę. Wypowiadał się zdecydowanie, choć do końca marca nie przeczytał nawet rozdziału mojej książki.

„Nie zdążyłem jej przeczytać, ale czytałem recenzję Piotra Gontarczyka, więc mniej więcej wiem, co tam jest – mówił w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” dzień po uroczystościach. „Moim zdaniem problem Zyzaka to kwestia kultury osobistej. Ale nie kierowałem tych słów wprost do pana Zyzaka, ale do sytuacji, która co pewien czas powstaje. Choć to jego książka spowodowała ostatnie napięcie i sprowokowała mnie do tego wystąpienia”.

„Nie jestem przez nikogo upoważniony – mówił Paczkowski natomiast w Politechnice Gdańskiej, zwracając się bezpośrednio do Lecha Wałęsy – ale ponieważ należę do cechu historyków, chcę przeprosić pana za to, co niektórzy wyprawiają, jak nie rozumieją siebie samych, jak chętnie kłamią i poddają się manipulacji. Bardzo przepraszam”.

Deklaracja lojalności profesora Paczkowskiego wpłynęła na zmianę atmosfery spotkania. Kamery telewizyjne oraz reporterskie aparaty fotograficzne wychwyciły łzy spływające po policzkach Lecha Wałęsy. Zdjęcia obiegły później większość polskich gazet oraz serwisów informacyjnych. Wałęsa nie dotrzymał jednak do końca towarzystwa uczestnikom debaty i wyszedł tuż przed przerwą.

Przemówienia tak znaczących postaci nie zdołały ostudzić jego emocji. Krótko potem odgrażał się znowu. Mówił, że nie będzie go na obchodach rocznicy wyborów w czerwcu 1989 r.:

„Z takimi obciążeniami? Nie jestem godzien tam iść. Agent miałby być godzien przemówienia?”.

Zagroził po raz kolejny, że „jeśli premier czy parlament nie zachęcą gdańskiej prokuratury do zajęcia się tymi wszystkimi sprawami”, to zwróci wszystkie nagrody.

W wywiadzie, który udzielił Jerzemu Jachowiczowi nazajutrz, wypierał się swoich łez:

„Jerzy Jachowicz: – Już to samo, że zdecydował się pan wziąć udział w uroczystościach, było podnoszące na duchu. Ale tak naprawdę rozczulił mnie pan łzami szczęścia. Bo wydawało mi się, że niełatwo je wywołać u tak doświadczonego człowieka jak pan.

Lech Wałęsa: – To nie tak. Mam chore oczy.

Jerzy Jachowicz: – Panie prezydencie, niech pan nie niszczy tej aury, bo wszyscy jeszcze tymi łzami do dziś się wzruszają. A pan tu wdziera się z brutalnym realizmem.

Lech Wałęsa: – Część tych łez była szczera, więc wzruszenie może pozostać. Trzymając się jednak prawdy, chcę panu powiedzieć, że w 30 proc. to się rozczuliłem, ale w 70 proc. powodem łez były moje chore oczy. Może pan zresztą sprawdzić. Dzisiaj mam wywiady i tak samo się wycieram przy tematach mniej płaczliwych.

Doświadczony i poważany w zawodzie dziennikarza Jachowicz zdołał poruszyć z Wałęsą kilka ważnych tematów. Były prezydent nie zrewanżował się na przykład Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, któremu w odwecie za atakowanie IPN prezes Janusz Kurtyka wypomniał przeszłość agenta SB o pseudonimie Alek. Wałęsa wręcz obruszył się, gdy Jachowicz stwierdził, że „ramię w ramię z Aleksandrem Kwaśniewskim” atakuje IPN: „Gdzie ramię w ramię? Robię to bez Kwaśniewskiego. To, co Kurtyka ujawnił dziś o związkach Kwaśniewskiego z SB, należało zrobić albo o wiele wcześniej, albo później. Ale nie obwieszcza się światu czegoś ważnego w reakcji, że Kwaśniewski coś wczoraj powiedział. Tak robią gówniarze”.

Wałęsa nieprzerwanie oburzał się na „bzdury” zawarte w napisanej przeze mnie książce.

„To, co zrobił ten gówniarz, nie mieści się w pale” – oceniał.

Nie radził sobie z emocjami i chwilami dyskutował, jakby zapominając, że jeszcze przebywa w obecności dziennikarza:

Jerzy Jachowicz: Panie prezydencie, jeszcze wiele książek o panu powstanie. Dziwne, gdyby było inaczej. Musi pan wziąć pod uwagę, że obok Jana Pawła II jest pan najbardziej znanym Polakiem na świecie.

Lech Wałęsa: Tym bardziej jestem odpowiedzialny za to, żeby naukowcy nie dawali tytułu historyka ludziom nieodpowiednim. Za co ten Zyzak dostał tytuł? Za takie bzdury?! Przecież on napisał, że byłem w domu poprawczym [właściwie w Państwowym Domu Młodzieży ? przyp. red.]. A ja nie widziałem sądu do 40. roku życia. Napisał też, że w czasie jakiejś wiejskiej zabawy biłem się. Tam, gdzie ja byłem, nigdy nie było żadnej bijatyki. I nikt nigdy nie podniósł na mnie ręki ani ja na nikogo. Może takie miałem szczęście. Ale on takie bzdury nawymyślał! Albo wie pan, jeszcze w jakąś kobietę mnie zamieszał. Ona ma swoje wnuki, ja mam swoje. Ona wyszła pięć, dziesięć lat wcześniej przede mną za mąż [sic!]. Czy można przez takie prace zdobyć tytuł naukowy? Czy za to można przyjąć do IPN?

Jerzy Jachowicz: Nie znajduje pan wyrozumiałości dla tego młodego człowieka?

Lech Wałęsa: Niech mi odpowie, czy wykorzystano go jak kozła ofiarnego, by autoryzować tamtego gniota Cenckiewicza i Gontarczyka? Czy dał się wykorzystać, czy grał razem z nimi i powiedzieli, że jak mu się nie uda, to trudno?

Jerzy Jachowicz: Cenckiewicz i Gontarczyk chyba nie wiedzieli o istnieniu Zyzaka.

Lech Wałęsa: A filmy, które pokazują, jak uzgadniają między sobą. Był taki film, który to pokazuje [przyp. red.].

Jerzy Jachowicz: Naprawdę?

Lech Wałęsa: Tak, już wczoraj to chyba puszczono. To wszystko jest uzgodnione. Tylko na ile – czy go wrobiono, czy rzeczywiście go tylko wykorzystano dla niecnych celów?

Z rzeczy nowych, Wałęsa w charakterystyczny dla siebie sposób wycofał się z zapowiedzi lub zamiarów wyemigrowania z Polski:

Jerzy Jachowicz: Wracając do pana zapowiedzi wyjazdu z Polski. Chyba jest pan raptusem?

Lech Wałęsa: Pan jest inteligentny i nie zrozumiał tego? Powiedziałem, że nie mam siły na walkę. Wielu ludzi pyta, dlaczego Wałęsa nie walczy, bo spodziewają się, że zacznę się bronić. Powiedziałem, że wyjeżdżam z kraju, ale było to w przenośni. Chciałem powiedzieć, żeby na mnie nie liczyli, bo już nie będę walczył. Nie mam już do tego zdrowia. (…) To tylko mój komputer szybko pracuje – wymyślam przenośnie, a inni za mną nie zdążają. (…).

http://uwazamrze.pl/

***

2 kwietnia w konkurencyjnej dla Radia Zet stacji RMF FM wystąpił szef klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski. Rozmowę z nim poprowadził Konrad Piasecki.

Wsłuchujący się w poranny Kontrwywiad RMF FM znowuż mogli się przekonać o gniewie władzy:
(…)

Konrad Piasecki: Ale, panie przewodniczący, jest wolność słowa, wolność druku. Będzie pan naprawdę zabraniał historykom pisania na temat Lecha Wałęsy?

Zbigniew Chlebowski: W tym przypadku to wolność słowa została, moim zdaniem, nadużyta. Ta wolność słowa to między innymi zasługa samego Lecha Wałęsy, bo to dzięki niemu [P.Z.] możemy mówić, pisać w tak naprawdę wolnej, demokratycznej Polsce?.

Ostatnie zdanie wywiadu powinno było wywołać osobną dyskusję. Rozumienie wolności słowa nie jako prawa przyrodzonego czy też daru Opatrzności, ale daru od wąskiej grupy istot ludzkich mówiło coś nie tylko o możliwościach intelektualnych posła Chlebowskiego. Dla mnie stanowiło podstawę do wcześniejszego wywodu o mentalnym postkolonializmie.

Przedłużeniem owej konstrukcji myślowej były słowa zwierzchnika Zbigniewa Chlebowskiego – polskiego premiera oraz idące za tymiż czyny. Tusk wypowiedział się na konferencji prasowej przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

„Póki będę miał cokolwiek do powiedzenia w polskim rządzie – mówił Tusk – żaden z urzędników mi podległych nie będzie wykonywał żadnych zamachów na wolność słowa czy na wolność badań naukowych. Ponieważ praca magisterska w ocenie tych, którzy nie wszystkich, ale niektórych jej czytelników, nie była pracą magisterską, tylko paszkwilem i politycznym atakiem, to z całą pewnością jest to wystarczające uzasadnienie, aby zastanowić się, w jaki sposób funkcjonuje weryfikacja czy ocena badań naukowych. […]

Ale jeszcze raz podkreślam, póki Platforma i mój rząd będą miały w Polsce coś do powiedzenia, żadne prawa obywatelskie, w tym wolność badań naukowych i wolność słowa, wolność publikacji, nie będą zagrożone. Tak rozumiemy wolność. […]

A sytuacja od godziny 13.00 stawała się niezwykle dynamiczna. Media elektroniczne poinformowały, że rząd PO-PSL zwrócił się do Państwowej Komisji Akredytacyjnej (PKA) z prośbą „o wysłanie komisji w celu przeprowadzenia kontroli akredytacyjnej w trybie nadzwyczajnym”.
Jak donosiły media, PKA została powołana:

„w związku z nieprawidłowościami metodologicznymi w procedurze przygotowania, zrecenzowania i obrony pracy magisterskiej pana Pawła Zyzaka na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, ujawnionymi w artykułach prasowych i szerokiej debacie publicznej”. […]

W TVP Info, w programie Serwis Info, Kudrycka tłumaczyła, że zdecydowała się interweniować:

„na podstawie informacji, które trafiły do mnie z mediów, że metodologia przygotowania pracy magisterskiej pana magistra Zyzaka nie była do końca prawidłowa”. […]

A więc koncept poddania UJ kontroli z pozoru miał powstać dlatego, że media jako IV władza skontrolowały pracę magisterską o Lechu Wałęsie, a nie na przykład dlatego, że do działania namawiali: Lech Wałęsa, wicemarszałek Stefan Niesiołowski bądź niektórzy dziennikarze prorządowej „Gazety Wyborczej”.

Na czele tak zwanej „paki” [PKA – P.Z.] stał senator PO Marek Rocki.

„Najwcześniej za półtora miesiąca będziemy mogli ocenić jakość kształcenia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. […] Nigdy czegoś takiego nie robiliśmy. W prośbie pani minister jest wskazanie, by punktowo zbadać sprawę magisterium Pawła Zyzaka. Nie mamy doświadczeń w takim zakresie” – komentował senator.

Omawiając szczegóły, nadmienił, że PKA, która pojedzie do Krakowa, zbada przede wszystkim dokumentację toku studiów na Wydziale Historii i systemu ocen na Uniwersytecie.

„Musimy pomyśleć, jak to przeprowadzić. Najpierw poprosimy wydział o przygotowanie dla nas raportu – samooceny. To pierwsza czynność-220 – podsumowywał.

Z ustną, wstępną samooceną wystąpili na wszelki wypadek rektor Musioł i dziekan Banach.

„Kontrolę przywitamy jak przyjaciół – mówił Karol Musioł – bo oni nam pomagają w lepszym prowadzeniu uniwersytetu. Wierzę, że chodzi o sprawdzenie, czy nie popełniliśmy błędu. Sprawą zajmie się też Senat UJ”.

Rektor zapewnił, że nie boi się cenzury:

„Nie będzie ani nakazów, ani zakazów. Będziemy działać tak jak od XV wieku. W wolności wypowiedzi, w wolności badań naukowych, w nauce i dydaktyce”. […]

Po Zbigniewie Chlebowskim i Donaldzie Tusku nad problemem wolności słowa pochyliła się wreszcie profesor Barbara Kudrycka. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” przekonywała, że to nie rząd, a ona osobiście stała za administracyjnymi reperkusjami względem UJ:

Renata Czeladko: Czy jakiś polityk prosił panią o interwencję w sprawie publikacji pracy magisterskiej Zyzaka?

Barbara Kudrycka: Nie. To moja inicjatywa, bo rozumiem, na czym polega funkcjonowanie organów państwa, a także wolność słowa, o której tak dużo mówimy.

Renata Czeladko: To znaczy?

Barbara Kudrycka: W demokratycznym państwie wolność słowa powinna być szeroko respektowana. Jednak kończy się, jeśli zaczyna szkodzić innym i narusza ich godność.

Renata Czeladko: Zleca więc pani kontrolę, bo praca magisterska Zyzaka naruszyła godność Lecha Wałęsy?

Barbara Kudrycka: Raczej działam profilaktycznie, by w przyszłości na wszystkich uczelniach dbano o standardy przygotowania prac dyplomowych […]

***
O innego rodzaju standardy, natury duchowej, bój postanowił stoczyć jeden z krakowskich adwokatów Ryszard Rydiger. Kolejny cios spadł na wydawcę mojej książki. Cios nie byłby wart odnotowania, gdyby nie pociągnął za sobą daleko idących konsekwencji dla debaty historycznej w Polsce, a także dla małego krakowskiego wydawnictwa Arcana.

2 kwietnia Polska Agencja Prasowa (PAP) poinformowała, że mecenas Rydiger złożył w Sądzie Okręgowym w Krakowie pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko Arcanom.

Jak sam mówił dziennikarzom:

„Złożyłem pozew, bo książka wydana przez to wydawnictwo obraża moje dobra osobiste, czyli pamięć o symbolu, którym jest dla mnie Lech Wałęsa”. […]

Jakby na podsumowanie pełnego wrażeń dnia Lech Wałęsa zamieścił na swym blogu kolejny wpis. Zwrócił się w nim bezpośrednio do mnie. Nazywał mnie „chłoptasiem” i „małym człowieczkiem”.

Pisał tak:

„Zyzak, zanim cokolwiek napiszesz na kogoś, a nie na siebie, to sprawdź choćby przybliżoną prawdę. […] Widzisz, w tym Twoim gniocie wszystko, ale naprawdę wszystko, co nieładnie napisałeś o mnie, jest nieprawdą, jest wprost barbarzyńskim kłamstwem i wymysłem Twojej chorej fantazji. […] Widzisz, chłoptasiu, ja nigdy nie byłem w sądzie, nigdy nie miałem żadnej sprawy sądowej ani nie byłem przesłuchiwany, ani zatrzymany czy nawet legitymowany do 1970 r. […]

O dziewczynie, dzieciach i kochaniu jako dżentelmen nie wiem, co napisać. Znałem dziewczynę, bardzo mi się podobała, ale ona miała chłopaka przed poznaniem mnie, za którego wyszła za mąż. Ma swoje starsze od moich dzieci, a i chyba wnuki. Założyła rodzinę znacznie wcześniej, niż ja to zrobiłem. Widać nie była mi pisana”.

http://www.naszememento.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Paweł Zyzak, Gorszy niż faszysta

  1. emka pisze:

    prof. Nowak: Wyrok w sprawie Kalendarium

    Dziś, kiedy z willi gen. Kiszczaka wyszła na jaw porcja oryginalnych dokumentów dotyczących TW Bolek, wierni, zdeklarowani obrońcy tego ostatniego mówią: nic się nie stało. Przecież to wszystko „w zasadzie” było wiadome. Pozwolę sobie w związku z tym przypomnieć prawdziwą sytuację sprzed sześciu lat:
    Wyrok sądowy na Wydawnictwo ARCANA za publikację monografii Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie.

    Tej monografii, za której napisanie na moim seminarium magisterskim, pani Kudrycka, dziś europoseł PO, postanowiła skierować „Komisję metodologiczną” na Uniwersytet Jagielloński, jak w latach stalinowskich. O tym, co wtedy mówili panowie Celiński, Niesiołowski (wówczas wicemarszałek Senatu), premier Tusk, pan Mazowiecki Wojciech i inne tuzy dziennikarstwa III RP – nie będę mówił, ani też o tym jak haniebnie zachowały się niektóre tuzy historiografii tegoż dworu. Przypomnę tylko znacznie bardziej istotny fakt. Ten, który jest dzisiaj tak zakłamywany. O TW Bolek w III RP nie wolno było pisać prawdy. Troszczyli się o to najważniejsi najbardziej wpływowi politycy, dziennikarze i troszczyły się, co najważniejsze: sądy.

    Przytoczę w związku z tym tekst, jaki napisałem i opublikowałem 6 lat temu, w marcu 2010 roku, po zapadnięciu wyroku sądowego. Oto ten tekst:
    CZYTAJ DALEJ:
    http://portal.arcana.pl/Prof-nowak-wyrok-w-sprawie-kalendarium,4414.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.