Bohater trzech narodów

Polski generał Józef Bem (Bem József, Bem Apo, Yusuf Paşa) bohater: Polski, Węgier i Turcji. Dowódca artylerii czynnej Wojska Polskiego w czasie Powstania Listopadowego, feldmarszałek armii tureckiej, naczelny wódz Powstania Węgierskiego 1848-1849 i zastępca wodza drugiej rewolucji wiedeńskiej.

Zachariasz Józef Bem, herbu Bem,  urodził się 14 III 1794 roku w Tarnowie w rodzinie mieszczańskiej, jako syn Andrzeja Bema adwokata Sądu Szlacheckiego i Agnieszki z Gołuchowskich. W 1809 r. w wieku 15 lat wstąpił do armii Księstwa Warszawskiego dowodzonej przez ks. Józefa Poniatowskiego. Ukończył dwustopniową Szkołę Artylerii i Inżynierii i w randze porucznika wziął udział w kampanii napoleońskiej 1812 r. walcząc na północnym skrzydle wielkiej armii cesarskiej, w korpusie Macdonalda. Wyróżnił się w czasie obrony twierdzy gdańskiej, obleganej w 1813 r. przez wojska koalicji antynapoleońskiej, za co został odznaczony krzyżem Legii Honorowej.

Po utworzeniu Królestwa Polskiego wstąpił do czynnej służby w armii, gdzie powierzono mu wykłady w Szkole Zimowej Artylerii. Równocześnie prowadził doświadczenia nad nowym rodzajem rakiet tzw. kongrewskich, w celu wykorzystania ich w akcji bojowej. Wyniki badań opublikował w pracy „Uwagi o rakietach zapalających” (1819), w praktyce zaowocowały one utworzeniem w armii polskiej w 1823 r. korpusu rakietników posługujących się wyłącznie bronią rakietową.

W 1822 został wydalony z wojska za przynależność do Wolnomularstwa Narodowego. Aresztowany przez władze rosyjskie, spędził kilka miesięcy w areszcie. 30 lipca 1822 sąd dywizyjny skazał go na rok więzienia i degradację za zatajenie okoliczności, tyczącej się złożenia deklaracji nienależenia do towarzystw tajnych. 8 sierpnia wielki książę Konstanty na prośbę Bontempsa (którego adiutantem polowym był Bem), złagodził mu wymiar kary, pozbawiając go jedynie stałego etatu. Do armii powrócił już jednak w 1823. W tym czasie zabił w pojedynku nieznanego przeciwnika, został jednak ciężko postrzelony w udo i kulał do końca życia. 29 stycznia 1829 został zdymisjonowany ze względu na słaby stan zdrowia i wyjechał do Galicji.

W 1827 roku Józef Bem podjął się zupełnie bezinteresownie kierowania robotami przy przebudowie klasztoru i kościoła ss. Karmelitanek trzewiczkowych we Lwowie na potrzeby Ossolineum, przygotował też niezbędne szkice i obliczenia. We Lwowie wydał podręcznik dla mechaników O machinach parowych.

10 marca 1831 przybywa do Warszawy, gdzie powierzono mu dowództwo 4-tej baterii artylerii lekkokonnej. W bitwach Powstania Listopadowego, na jej czele zabłysnął brawurową szarżą artyleryjską w zwycięskiej bitwie pod Iganiami (19 IV 1831), oraz w bitwie pod Ostrołęką (25 V 1831) ratując armię polską przed całkowitym pogromem. Otrzymał wtedy Złoty Krzyż Virtuti Militari, nominację na generała brygady oraz miano „krwawej gwiazdy Ostrołęki”.
Po upadku powstania razem z większością powstańców wyemigrował do Francji. W Paryżu związał się z obozem ks. Adama Czartoryskiego. Brał czynny udział w organizacji ruchów niepodległościowych, zabiegał o formowanie legionów polskich, z tego okresu pochodzi jego praca „Pisma tyczące organizacji legii polskiej”. W kolejnej publikacji „O powstaniu narodowym w Polsce” dokonał oceny powstania 1831 r. dając program przyszłej walki. W 1832 był jednym z założycieli Towarzystwa Literackiego w Paryżu. W 1833 brał udział w próbach stworzenia armii polskiej w Belgii, Egipcie i Portugalii.

19 maja 1833 podpisał konwencję z cesarzem Brazylii Piotrem I, w myśl której u boku jego wojsk walczących o tron Portugalii miał być sformowany Legion Polski. Wkrótce jednak, działający być może z inspiracji rosyjskiej, ppor. Pasierbski dokonał nieudanego zamachu na życie generała. Niedługo potem rząd portugalski uwięził Bema na dwa miesiące w wieży Belem.

W okresie Wiosny Ludów przybył do Galicji i we Lwowie próbował stworzyć Gwardię Narodową.
Zawiedziony w swych dążeniach udał się do walczącego Wiednia, gdzie otrzymał dowództwo sił rewolucyjnych broniących miasta przed wojskami habsburskimi.

Po kapitulacji Wiednia podążył na ogarnięte powstaniem Węgry, gdzie niejaki Kołodziejski dokonał kolejnego nieudanego zamachu na Bema.  Tam, przywódca powstania Lajos Kossuth powierzył mu naczelne dowództwo armii w Siedmiogrodzie. Po zreorganizowaniu rozbitej armii w błyskawicznej ofensywie (od 23 XII 1848 do 20 III 1849) odniósł szereg zwycięstw nad Austriakami, wypierając ich zupełnie z Siedmiogrodu. Tutaj dokonał największych czynów bojowych swojego życia. Zdobył wielką popularność nie tylko wśród Węgrów, ale i skłóconych z nimi Serbów i Rumunów. Wkrótce po tym nadano mu przydomek „Ojczulka Bema” (Bem Apo), który przeszedł na Węgrzech do legendy.

Podczas jednego ze starć w Siedmiogrodzie, widząc Austriaków zdobywających węgierskie działa, rzucił się sam jeden na wrogie oddziały. Galopując przeklinał po niemiecku: „Uciekajcie stąd psy, to są moje działa!”. Widok oficera wymachującego szpicrutą tak zszokował Austriaków, że pozwolili się wyprzeć z zajętych pozycji. Jedna z kul trafiła jednak Bema w dłoń. Nie chcąc przerywać dowodzenia i udać się do szpitala, obciął sobie ranny palec nożyczkami. W ostatniej fazie powstania powierzono mu naczelne dowództwo armii węgierskiej.

Po upadku rewolucji gen. Bem z resztkami wojsk przekroczył granicę turecką. W Turcji zdecydował się przyjąć islam aby otworzyć sobie drogę do armii tureckiej, spodziewał się bowiem wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego, który przyczyniłby się do pokonania zaborczych mocarstw i oswobodzenia Polski. Niewiele jednak mógł zdziałać służąc w armii tureckiej w randze marszałka jako Murad Pasza, po ugodzie Rosji z Turcją Bem został internowany w Kutahyi, a potem w Aleppo, miasta położonego na skraju pustyni syryjskiej. Ostatnią bitwą, jaką stoczył, była uwieńczona sukcesem obrona Aleppo przed najazdem arabskich nomadów.

W listopadzie 1850 Bem zachorował na malarię azjatycką. Zmarł w nocy 10 grudnia. Podobno ostatnie słowa, jakie wypowiedział brzmiały: Polsko, Polsko! Ja cię już nie zbawię. Pochowano go na miejscowym cmentarzu muzułmańskim Dżebel el Isam.

W 1927 r. władze polskie rozpoczęły starania o sprowadzenie zwłok gen. J. Bema do kraju. Pod protektoratem Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego zawiązał się krajowy „Komitet Sprowadzenia do Kraju Zwłok Gen. J. Bema”, którego honorowym członkiem był m. in. marszałek Józef Piłsudski.  20.VI.1929 r. w obecności przedstawicieli władz Francji, Polski, Węgier i Turcji dokonano ekshumacji zwłok. Trumnę umieszczoną w specjalnym wagonie przewieziono przez granice Turcji, Jugosławii do stolicy Węgier – Budapesztu. Naród węgierski niezwykle uroczyście przyjął bohatera, wystawiając jego trumnę na widok publiczny w Muzeum Narodowym 27 czerwca. Od Budapesztu trumnie towarzyszyła wojskowa delegacja węgierska. Na wszystkich stacjach, przez które przejeżdżał pociąg, stały szpalery ludzi z odkrytymi głowami. Wagon obrzucano kwiatami.
29 czerwca wagon z prochami gen. J. Bema przejechał granice Polski, gdzie powitano go wyjątkowo uroczyście. W imponującym pochodzie trumnę przybraną sztandarami Polski, Węgier i Turcji przewieziono na Wawel, gdzie wystawiono ją na kilkanaście godzin na dziedzińcu arkadowym, zaciągając przy niej honorowe straże. Następnego dnia ulicami Krakowa przeszedł uroczysty kondukt, by przy salwie 21 strzałów pożegnać Bohatera odjeżdżającego do rodzinnego miasta.
Tarnów przyjął swego bohaterskiego syna wspaniale. Dzień 30 czerwca 1929 r. był prawdziwym świętem całej tarnowskiej społeczności. Szczególnie imponująco wyglądały udekorowane perony, ulice, budynki, zwisające zielone festony, szarfy w barwach trzech państw, biało-czerwone chorągiewki, szpalery umundurowanych kolejarzy, strzelców, harcerzy. Niecodziennym przeżyciem była ostatnia droga generała. Przy dźwiękach „Warszawianki” ruszyła laweta z trumną, otoczoną kordonem oficerów różnych formacji, pod bramę triumfalną (projektu W. Giżberta-Studnickiego) znajdującą się u wylotu ul. Krakowskiej.

Uroczysty kondukt przemierzył odświętnie przystrojone ulice: Krakowską, Wałową i Piłsudskiego, by dotrzeć do Ogrodu Strzeleckiego. Tutaj na końcowym odcinku trumnę do mauzoleum przenieśli na swych ramionach oficerowie, piękną perspektywą nowo powstałej alei. Przy dźwiękach muzyki nawiązującej repertuarem do patriotycznych walk narodowych (zagrano pobudkę z 1812, 1830, 1848 r. oraz pobudkę artylerii konnej) złożono prochy Wielkiego Polaka.

Honorowa salwa artylerii była ostatnim pożegnaniem bohatera.
Tarnów – rodzinne miasto Bema jest w szczególny sposób związane z Generałem. W Muzeum Okręgowym gromadzone są wszelkie pamiątki po bohaterze. Tutaj znajduje się stała ekspozycja poświęcona jego życiu i działalności. Pamięć wielkiego syna uczciło miasto wznosząc mu pomnik w 1985 r.

http://www.muzeum.tarnow.pl/

 

 

Cyprian Kamil Norwid

Bema pamięci żałobny-rapsod
 

..Iusiurandum patri datum usque ad hanc-diem ita servavi…

                                                                            Annibal

I
Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? –
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
– Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki…
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami…

II
Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa,
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona…
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

III
Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne;
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne…

IV
Wchodzą w wąwóz i toną… wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął…

V
Dalej – dalej – aż kiedyś stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić, Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem jak starą ostrogą…

VI
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą – pleśń z oczu zgarną narody…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej – dalej – –
(1851)

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.