Rejs w kłamstwo

Piotr Gontarczyk

Marek Piwowski był cennym i dobrze opłacanym agentem Służby Bezpieczeństwa, ale uważa, że współpracując z bezpieką, tylko sobie żartował. Że oszukiwał bezpiekę, kpił z niej, a nawet próbował oficerom zaszczepić swój kpiarski punkt widzenia…

 

na rzeczywistość. Dlatego nie uważa, że robił coś złego. Wręcz przeciwnie. Zachowane dokumenty współpracy pokazują, że Piwowski żartuje sobie z nas wszystkich. Nie zgadzają się ani daty, ani czas współpracy, ani jej zakres, szkodliwość czy bezinteresowność.

Reżyser Marek Piwowski, autor słynnego „Rejsu”, stwierdził, że w latach 50. poznał oficera SB Tadeusza Zakrzewskiego. Zakrzewski miał go ostrzec – „po znajomości z Pragi” – przed bawieniem się w kolportowanie antypaństwowych ulotek. Kiedy później Piwowski chciał dostać paszport, zgłosił się do Zakrzewskiego, by ten zarejestrował go jako agenta. Esbek zgodził się i przez jakieś dwa lata wspólnie tworzyli fikcyjną dokumentację współpracy. Zakrzewski podważył więc wartość dokumentów, które niegdyś sporządził w tej sprawie: „Marek lubił konfabulować, wic jeśli tam [w teczce Piwowskiego] jest jakaś nieprawda, to już nie moja wina”.

Historia opowiedziana przez panów Piwowskiego i Zakrzewskiego na łamach „Newsweeka” budzi liczne logiczne i faktograficzne wątpliwości. Oto oficer SB biega po mieście, by ostrzec ludzi przed swymi kolegami, a potem rejestruje obywateli jako agentów, żeby im pomóc dostać paszport. Jeśli ktoś rozumie cokolwiek z PRL i zna mechanizmy funkcjonowania SB, podobny opis wydarzeń będzie traktował z niedowierzaniem. Zadaniem historyka w takich wypadkach jest jednak pozbawione jakichkolwiek emocji czy uprzedzeń skonfrontowanie informacji przekazanych przez zainteresowanego z treści dokumentów SB.

Pomocnik bezpieki

W archiwum IPN zachował się mikrofilm, który zawiera podstawowe dokumenty dotyczące sprawy Piwowskiego. Scenariusz, jaki można napisać na ich podstawie, różni się od wersji przedstawionej przez reżysera i jego kolegę z SB. We wrzeniu 1959 r. oficer operacyjny Wydziału II SB Komendy Milicji Obywatelskiej miasta stołecznego Warszawy por. Tadeusz Zakrzewski pojawił się na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Tu odszukał studenta IV roku Marka Piwowskiego, po czym obaj udali się do kawiarni. Tam w luźnej rozmowie oficer nawiązał do pomocy, jakiej w 1957 r., w czasie studenckich protestów związanych z zamknięciem pisma „Po prostu”, Piwowski miał udzielić SB. „Ponieważ wymieniony zareagował na tą wzmian[k]ę stwierdzeniem, że czyni to z chęcią – zapisał potem w notatce ze spotkania Zakrzewski – wysunąłem propozycję udzielenia nam pomocy tym razem już bardziej wiążącej. P[iwowski] wyraził chęć udzielenia takowej w miarę swych realnych możliwości”.

Funkcjonariusz SB omówił potem ze studentem skład wycieczki, w ramach której ten miał wyjechać za granicę, i zapytał wprost, kogo z jej uczestników można zwerbować. Piwowski miał odpowiedzieć, że „spośród omawianych osób na uwagę pod tym kątem zasługuje Nowicki Czesław, który w tym wyjeździe pełnił funkcję kierownika wycieczki. Jest to pracownik Rady Okręgowej ZSP, gdzie pracuje w charakterze agenta turystycznego. Rodzaj jego pracy polega na przygotowywaniu uczestników, między innymi decyduje o wciągnięciu na listę względnie skreśleniu z niej. Jest osobą poważną i chociażby z tytułu pracy pozytywnie ustosunkowany do PRL”.

Człowiek z kawalerki

Do formalnego werbunku Marka Piwowskiego na tajnego współpracownika doszło 6 maja 1960 r. Spotkanie odbyło się w lokalu kontaktowym o kryptonimie „Kawalerka”. Tu por. Zakrzewski zaproponował swemu rozmówcy współpracę z SB. W odpowiedzi Piwowski „podtrzymał chęć udzielenia nam pomocy; oświadczył, że będzie to robił chętnie i w miarę swych możliwości. Rozumiejąc konieczność konspiracji kontaktu z nami, obrał sobie pseudonim Andrzej Krost”. Nowo pozyskany agent wyrażał wątpliwości w sprawie konieczności sporządzenia zobowiązania do współpracy. Ostatecznie jednak napisał stosowny dokument, sygnując go imieniem i nazwiskiem.

Po załatwieniu spraw formalnych TW Krost został przeszkolony w kwestii podstawowej konspiracji. Por. Zakrzewski ustalił zasady dalszego kontaktu z nim, sposobu sporządzania pisemnych i ustnych doniesień, a także nie wzbudzającego podejrzeń wchodzenia i wychodzenia z lokalu kontaktowego. Krost dostał też pierwsze zadania, w tym polecenie rozpracowania „członków koła [studenckiego]”Zygzakiem”,  rozeznania środowiska studenckiego wyjeżdżającego za granicę w okresie letnim”. Zakrzewski nie ukrywa, że od pozyskanego TW nie tylko oczekiwał donosów na kolegów studentów, lecz współpracę z nim traktował perspektywicznie: „wymieniony jest studentem IV-go roku wydziału dziennikarskiego UW. Obecnie został przydzielony na specjalizację międzynarodową, co daje mu w perspektywie szanse częstych wyjazdów. Po ukończeniu studiów będzie miał opanowane 3 zachodnie języki obce. (…) Jest członkiem ZMS i przez okres 2 lat był przewodniczącym tego Związku na Wydziale Dziennikarskim. Obecnie jest członkiem Rady Uczelnianej ZSP”.

Na tropie obcych agentów

W charakterystyce tajnego współpracownika Andrzeja Krosta, sporządzonej 18 października 1961 r., pisano: „W pierwszym okresie wykorzystywany był po zagadnieniu zbiorowych wyjazdów studenckich za granicę. Dał szereg materiałów, które posłużyły za podstawę do bliższego zainteresowania się niektórymi osobami przez Wydział III [zwalczanie opozycji] i II [kontrwywiad] tutejszej komendy. (…) Był w bieżącym roku wykorzystywany przez Wydział VII Departamentu II MSW do rozpracowywania agenta wywiadu angielskiego, przybyłego czasowo do Polski. W ostatnim miesiącu nadał bardzo interesującą informację o obywatelu NRF, który zrobił wrażenie osoby powiązanej z wywiadem NRF”.

Informacje dostarczane przez TW Andrzeja Krosta musiały mieć istotną wartość operacyjną, skoro jego prowadzenie przejął przełożony por. Zakrzewskiego, naczelnik Wydziału II mjr Władysław Rutka. Ten po pewnym czasie przekazał go por. Marianowi Jasakowi. W czerwcu 1965 r. tenże Jasak sporządził „wniosek o zaniechanie współpracy z tajnym współpracownikiem”, w którym podał kolejne szczegóły pięcioletniej współpracy Marka Piwowskiego z SB: „W okresie następnym, po ukończeniu studiów i rozpoczęciu pracy w tygodniku „Przegląd Ilustrowany”, wykorzystywano go do obserwacji agenturalnej w środowisku dziennikarskim. (…) Z początkiem 1962 r. Andrzej Krost nadał interesującą informację dotyczącą zetknięcia się z pracownikami obcego wywiadu na terenie Paryża. W wyniku tego pobytu za granicą otrzymano także informację, na podstawie której założono sprawę operacyjnego sprawdzenia kryptonim Literat”.

Wypłata od SB

Tajny współpracownik Andrzej Krost za swoje usługi brał od SB pieniądze. Jak wynika z zachowanych dokumentów, otrzymał cztery wypłaty opiewające w sumie na 2,5 tys. z. Jedno z pokwitowań, sporządzone odręcznie i datowane 31 marca 1962 r., brzmi: „Niniejszym kwituję odbiór sumy 1000 z (tysiąca złotych) od pracownika MSW. Andrzej Krost”. Inne zachowane pokwitowanie, pochodzące z 15 marca 1963 r., opiewa na 500 z. Ponieważ w 1963 r. Piwowski rozpoczął studia na Wydziale Reżyserii Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi, TW Andrzeja Krosta „przekazano na kontakt” kpt. Mariana Orowskiego z Wydziału II Departamentu II MSW. Współpraca jednak się nie układała. Jak czytamy w notatce funkcjonariusza SB, „według opinii kpt. Orłowskiego TW Andrzej Krost nie wywiązał się z nałożonych na niego zadań. Postępował w sposób niezdyscyplinowany, nie przestrzegał terminów spotkań, unikał ich, kiedy przyjeżdżał z Łodzi do Warszawy itp.”.

Sprawa została formalnie zamknięta w 1965 r., a materiały jej dotyczące (teczkę personalną i teczkę pracy) wysłano do archiwum. Później teczkę personalną TW Krost zmikrofilmowano. Materiały papierowe zniszczono prawdopodobnie w 1990 r., więc jedynie ów mikrofilm zachował się do dziś. Z tego powodu nie dysponujemy konkretnymi doniesieniami napisanymi przez TW lub spisanymi przez oficera SB – te zawsze przechowywano w teczkach pracy. Można jednak przypuszczać, że ze względu na szeroki zakres pracy Andrzeja Krosta prędzej czy później ich kopie znajdą się w teczkach innych osób. W latach 70. sprawą tego TW interesował się m.in. Wydział IV Departamentu III MSW. Jednostka ta rozpracowywała czołowych polskich literatów.

Na usługach wywiadu

Z akt sprawy Marka Piwowskiego wynika, że po czterech latach przerwy, kiedy powrócił do Warszawy, ponownie spotkał się z oficerem SB Marianem Jasakiem. Po spotkaniu kpt. Jasak sporządził notatkę służbową, w której napisał: „W toku rozmowy stwierdzono, że Andrzej Krost jest chętny nadal współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa. Tkwi on w interesującym środowisku, posiada liczne kontakty, styki z zagranicą. (…) w tej sytuacji Andrzej Krost zostanie zarejestrowany w czynnej sieci agenturalnej. Łączność z nim będzie utrzymywał kierownik grupy Wydziału II kpt. R. Wieczorek”.

Kontakty Andrzeja Krosta z Wydziałem II Komendy Stołecznej MO nie trwały dugo. Okoliczności ich zakończenia opisuje notatka z lipca 1972 r.: „W/w został (…) przekazany na kontakt Departamentowi I [wywiadowi] MSW w 1970 r. Teczkę personalną TW Andrzej Krost pobrał osobiście tow. Czeredys, starszy inspektor Departamentu I przy Kierownictwie KSMO. Teczka robocza TW została złożona przy niniejszej notatce w Archiwum Wydziału „C” KSMO. Materiały znajdują się (teczka personalna) w Wydziale VII Departamentu I, u tow. Mroczka”. Dziś trudno stwierdzić, jak długo Marek Piwowski utrzymywał kontakty z wywiadem PRL. Najprawdopodobniej tylko do 1973 r.

Protokół rozbieżności

Dokumenty zachowane w archiwum IPN pozwalają na zweryfikowanie wersji wydarzeń przedstawionej przez Piwowskiego i jego „kolegę z Pragi”. Por. Zakrzewski nie był pierwszym funkcjonariuszem SB, z którym zetknął się nasz bohater. Jakieś kontakty zdarzały się wcześniej, podczas studenckich protestów związanych z zamknięciem pisma „Po prostu” w 1957 r. Do tych wydarzeń odwołał się por. Zakrzewski w pierwszej rozmowie z Piwowskim. Reżyser i jego kolega z SB stwierdzili, że nawiązali kontakt w związku z tym, że Piwowski roznosił w latach 50. ulotki. Tymczasem z dokumentów archiwalnych wynika, że był on wtedy aktywistą komunistycznych organizacji młodzieżowych ZMS i ZSP. Piwowski zapomniał też opowiedzieć o tym, że Krost za informacje dostawał od SB pieniądze.

Zakrzewski stwierdził, że nie mógł zamieścić w dokumentacji Piwowskiego istotnej informacji, „bo nie mógłby odesłać jego teczki do archiwum z adnotacją, że nie ma tam nic ważnego”. Treść sporządzonych przez niego dokumentów przeczy tej tezie. Zakrzewski opisuje w nich Krosta jako „źródło perspektywiczne” i wylicza informacje operacyjne, jakie od niego uzyskał. Ponadto Zakrzewski twierdził, że po dwóch latach odesłał fikcyjne materiały „TW Andrzej Krost” do archiwum. To nieprawda. Agenta przejął od niego naczelnik mjr. Władysław Rutka, a potem prowadził go por. Marian Jasak. To on złożył materiały do archiwum po pięciu, a nie dwóch czy trzech latach. Warto też wspomnieć, że Piwowskiego prowadzili jeszcze inni oficerowie: kpt. Marian Orłowski i por. Wieczorek, nie wspominając o kontaktach z oficerami wywiadu. To czyni wersję o sfałszowaniu teczki Krosta przez jednego oficera SB kompletnie niewiarygodną. Podobnie zresztą jak inne „świadectwa moralności” wystawiane dziś przez dawnych funkcjonariuszy SB swoim byłym agentom.

Wprost, numer: 11/2007 (1264)

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, III RP, Lata PRL, Po 1980, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.