W rodzinie Melaków. Wspomnienia

Obcowanie z historią niepodległościowych zrywów naszych przodków, wzmocnione lekturą powstańczych relacji, zaowocowało zainteresowaniem dawnymi dziejami i ukształtowało nasze postawy życiowe. Losy moje i moich braci potoczyły się dzięki przeżyciom i doświadczeniom z lat dzieciństwa i wczesnej młodości. – wspomina Andrzej Melak

NA STRONACH:
strona [2] Wigilie o braci Melaków
strona [3] Wspomnienie o śp. Stefanie Melaku
strona [4] Wspomnienie o śp. Arkadiuszu Melaku

***

Andrzej Melak przewodniczący Kręgu Pamięci Narodowej i Komitetu Katyńskiego. Współpraca Łukasz Kudli.

Rycerzom Niepodległości

Tradycja upamiętnienia Powstania Styczniowego przez Krąg Pamięci Narodowej sięga lat 70. XX wieku.

Powodem do smutnej refleksji jest skromny charakter tegorocznych obchodów 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Rządzącym zabrakło wyobraźni, którą dysponowali twórcy odrodzonej, II Rzeczypospolitej. Przypomnijmy, że Powstanie Styczniowe było dla pokolenia roku 1918 punktem odniesienia w walce o niepodległość, a weterani lat 1863-1864 cieszyli się do 1939 roku zasłużoną czcią i wsparciem materialnym ze strony państwa. Dzisiejsza sytuacja każe stawiać publicznie poważne pytanie: co, jeśli nie dumna i bogata tradycja niepodległościowa, ma być fundamentem moralnym i wychowawczym dla młodego pokolenia i następnych generacji Polaków?

Sztafeta polskich pokoleń

W naszej rodzinie mieliśmy szczęście obcowania z osobą, która pamiętała wydarzenia z lat 1863-1864. Była to prababcia ze strony mojego ojca, Anna Rosińska, urodzona w 1848 roku. Jej opowieści wprowadzały nas, małych chłopaków, w świat powstańczych potyczek, które miały miejsce w rejonie naszego zamieszkania. Słuchając opowieści prababki, nie do końca rozumieliśmy rangę tamtych historycznych wydarzeń, ale wyobraźnia dziecka pozwalała odmalować obrazy dzielnych powstańców i groźnych kozaków. Zapamiętane relacje żyły w naszych głowach i z czasem skłoniły nas do poważnego zainteresowania się dziejami Powstania Styczniowego, którego mit posłużył pokoleniu Polaków żyjących w czasie I wojny światowej do odbudowy niepodległej Rzeczypospolitej.

Kolejną osobą z rodziny, która przekazywała nam informacje i relacje dotyczące powstania, był nasz dziadek Feliks Melak, urodzony w 1882 roku. Od niego usłyszeliśmy opowieści przekazane mu przez bohaterów najdłuższego polskiego powstania. Dziadek pochodził z okolic podwarszawskiej Wiązowny, które były areną wielu potyczek w latach powstania. Jedną z dziadkowych opowieści szczególnie zapamiętałem: relacjonował potyczkę kosynierów z kozakami, która rozegrała się na tafli zamarzniętego stawu. Dziadek w sposób bardzo plastyczny opisywał tamte wydarzenia, nieraz gestykulując i podnosząc głos. Według jego słów, kozacy znaleźli się w nieoczekiwanej pułapce, gdyż ich konie ślizgały się na lodzie skuwającym taflę stawu. Dzięki temu polscy kosynierzy mieli ułatwione zadanie, wykorzystali zaistniałą sytuację. Przy okazji odwiedzin grobów bliskich dziadek pokazywał nam również miejsca spoczynku powstańców.

Codzienne obcowanie z romantyczną historią niepodległościowych zrywów naszych przodków, wzmocnione lekturą powstańczych relacji, zaowocowało zainteresowaniem dawnymi dziejami i ukształtowało nasze postawy życiowe. Po latach wiem, że losy moje i moich braci potoczyły się w tak konkretny sposób właśnie dzięki przeżyciom i doświadczeniom lat dzieciństwa i wczesnej młodości.

Drugi z naszych dziadków, Mieczysław Zdziebko, pochodził z okolic Lwowa, gdzie prowadził odziedziczoną po swoim ojcu kuźnię. Dokładnie pamiętam jego barwny opis sposobu przekuwania kos na sztorc przez powstańców styczniowych. Wiele lat później taką scenę, jakby żywcem przeniesioną z opowieści dziadka kowala, ujrzałem na słynnym obrazie Artura Grottgera „Kucie kos”. Los jednego z braci dziadka, Jędrzeja, uświadamia mi polską sztafetę pokoleń w pracy dla odzyskania niepodległości. Otóż zginął on w obronie Lwowa w 1918 roku. Spoczywa na cmentarzu Orląt Lwowskich, gdzie ma swoją imienną mogiłę.

U boku powstańczego kapelana

Obok doświadczenia wyniesionego z domu na nasze losy wpływ miał również kontakt z charyzmatycznym kapłanem, księdzem prałatem Wacławem Karłowiczem, bohaterem Powstania Warszawskiego, który po wojnie dostał od Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, również kapelana Armii Krajowej, polecenie budowy kościoła w nowo tworzonej parafii św. Wacława na warszawskim Gocławku. Ta parafia objęła swoim zasięgiem również nasz rodzinny Kawęczyn i dzięki temu mieliśmy sposobność poznać i współpracować z księdzem Karłowiczem. Był on kolejną osobą kształtującą nasze osobowości w bardzo ważnym okresie dojrzewania i pierwszych latach dorosłego życia. Nie bez znaczenia było samo miejsce naszego zamieszkania. Z okien domu widzieliśmy Olszynkę Grochowską i mogiłę powstańczą z 1831 roku. Mieliśmy zatem wyjątkową sposobność dostrzegania ciągu zdarzeń w polskiej historii związanych z dążeniami Polaków do odzyskania utraconej w końcu XVIII wieku wolnej i niepodległej Ojczyzny. Powstania Listopadowe i Styczniowe, front wojny z bolszewikami, który niebezpiecznie zbliżył się do naszych domostw, potem wydarzenia II wojny światowej, Powstania Warszawskiego – to w naszych oczach układało się w całość polskich dziejów. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nasza niepodległość zawsze była wyzwaniem dla kolejnych pokoleń Polaków. Jej uzyskanie i obrona zawsze wymagały poświęcenia i ofiar aż do utraty życia. W końcu mieszkaliśmy na polu najbardziej krwawej bitwy Powstania Listopadowego, w której poległo ponad 7000 obrońców Warszawy. Los księdza Wacława Karłowicza, kapelana powstańczego Starego Miasta, który uratował krzyż Baryczków z płonącej archikatedry warszawskiej w sierpniu 1944 roku, był dla nas świadectwem ciągłości polskich dziejów i aktualności dziedzictwa minionych pokoleń Polaków zatroskanych o losy Ojczyzny.

W 1974 roku z inicjatywy ks. Karłowicza, ks. bp. Władysława Miziołka i Stefana Melaka powstał Krąg Pamięci Narodowej, stowarzyszenie, które przyjęło za cel propagowanie prawdziwej historii Polski, przypominanie przemilczanych w PRL wydarzeń i postaci, które albo w ogóle nie były obecne w oficjalnej propagandzie, albo były przedstawiane w fałszywym świetle. Jednym słowem, chcieliśmy przybliżać historię ludziom, którzy nie mieli okazji jej poznać na szkolnych lekcjach czy nawet na studiach historycznych, a już tym bardziej nie byli w stanie znaleźć publikacji na ten temat. Powstanie Styczniowe było wydarzeniem, które wymagało przypominania i pełniejszego przedstawienia opinii publicznej. Dlatego powstał pomysł, aby organizować niezależne wykłady i okolicznościowe wystawy poświęcone bohaterom i wydarzeniom powstańczym, uroczystości w rocznice wybuchu powstania i egzekucji jego przywódców, z Romualdem Trauguttem na czele. Zamawialiśmy Msze Święte z intencjami za Ojczyznę i bohaterów powstania na 22 stycznia i 5 sierpnia. Od połowy lat 70. do roku 2007 homilie w czasie Eucharystii głosił ks. prałat Wacław Karłowicz. Ostatnie kazanie wygłosił w trakcie Mszy Świętej polowej pod Krzyżem Traugutta na stokach Cytadeli, miesiąc przed swoimi 100. urodzinami. Zawarł w niej swój testament, w którym zobowiązywał nas, żyjących, do podtrzymania pamięci i godnego czczenia męczenników, którzy oddali swoje młode życie w ofierze za wolność Ojczyzny. Przypomniał, że krew przelana za Ojczyznę nigdy nie jest ofiarą nadaremną – zawsze podtrzymywała ducha przetrwania Narodu, wzmacniała wiarę, dodawała nadziei. Podejmując dyskusję z krytykami niepodległościowych na pozór przegranych zrywów, zawsze zwracał uwagę, że ofiara krwi nigdy nie narażała Narodu na fizyczne unicestwienie, za to zawsze była wstrząsem koniecznym do odbudowy ducha kolejnych pokoleń Polaków żyjących w niewoli, aż doprowadziła do odzyskania niepodległości w 1918 roku.

Ksiądz Karłowicz przypominał okoliczności egzekucji Traugutta i jego towarzyszy z Rządu Narodowego. Barwnie przywoływał okoliczności towarzyszące wykonaniu wyroku na polskich przywódcach. Przypominał, że rosyjski okupant siłą zgromadził 30tys. warszawiaków wokół szubienicy, a podczas wieszania Traugutta i pozostałych przywódców rosyjska orkiestra grała wojskowe marsze. Ksiądz Wacław podkreślił, przywołując relacje historyków, że zgromadzeni pod przymusem Polacy jak jeden mąż padli na kolana, a w niebo wzbił się śpiew suplikacji „Święty Boże”. W taki sposób żegnali swoich bohaterów i oddali im hołd. Ksiądz Karłowicz podkreślał, że lata pozornego spokoju czy stabilizacji pod zaborami nigdy nie skłoniły okupantów do liberalizowania swojej polityki względem Polaków. To jednoznacznie wskazywało, że więcej wolności można uzyskać tylko na drodze zbrojnego oporu aż do zrzucenia jarzma niewoli. Od Powstania Listopadowego do Styczniowego Rosjanie wcielili do swojej armii setki tysięcy polskiej młodzieży. Tylko około 10 proc. z nich wróciło do Polski. Pozostali albo zginęli w wojnach prowadzonych przez carskie imperium, albo pozostali na terenach Rosji odległych od ziem polskich. Służba wojskowa trwała w tamtych czasach 25 lat. Porównując straty powstańcze i powodowane w czasie przymusowej służby w carskiej armii, trzeba sobie uświadomić, że powstania wcale nie zwiększały liczby ofiar.

Na początku lat 80. organizowaliśmy zespoły młodych ludzi, które miały za zadanie odnajdywać miejsca potyczek i groby powstańców, by następnie zadbać o nie. W ten sposób zostało uratowanych i przywróconych wiele miejsc pamięci narodowej.

Z rodzinami powstańców

Na uroczystościach pod Krzyżem Traugutta, Mszach Świętych, wystawach, konferencjach i sesjach naukowych, odczytach i prelekcjach, których zorganizowaliśmy setki, skupialiśmy przedstawicieli wielu różnych środowisk – od robotniczych do naukowych, twórców kultury i rzemieślników, młodzież szkolną i studencką, harcerzy, kombatantów Armii Krajowej i żołnierzy wyklętych, duchownych z całego kraju, w tym Prymasa Polski i wielu księży biskupów, przedstawicieli niezależnych środowisk patriotycznych, Polaków ze Wschodu, Polonię z Zachodu, a nawet wielu cudzoziemców – przyjaciół Polski. Należy wspomnieć przede wszystkim o udziale w tych uroczystościach krewnych i potomków powstańców styczniowych, w tym bliskich przywódców powstania straconych na stokach Cytadeli 5 sierpnia 1864 roku. Byli z nami krewni Romualda Traugutta i członków Rządu Narodowego: Jana Jeziorańskiego i Rafała Krajewskiego.

W 200-lecie uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja, w 1991 roku, przypomnieliśmy pod Krzyżem Traugutta najbardziej okazałe obchody narodowego święta, które 3maja 1919 roku, po 123 latach niewoli, odbyły się wolnej już Polsce na stokach Cytadeli, z udziałem Józefa Piłsudskiego, ks. kard. Aleksandra Kakowskiego, innych przywódców państwa i 140 tysięcy zgromadzonych Polaków. Dla utrwalenia tej ważnej daty dokonaliśmy symbolicznego aktu: dzieci posadziły Dąb Niepodległości u stóp wzgórza, na którym stoi Krzyż Traugutta.

Dobrze pamiętam wiele ciemnych i mroźnych styczniowych wieczorów pod Krzyżem Traugutta, kiedy garstka modlących się Litanią Narodu Polskiego za powstańców jakby na własnej skórze przeżywała podobne uczucia, jakie musiały towarzyszyć styczniowym spiskowcom w 1863 roku: za słuszną sprawę należy walczyć, choćby przeciw był cały świat. Takie przekonanie reprezentowało wielu naszych przyjaciół, z których część już odeszła do Pana. Wymieńmy prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, biskupów: Władysława Miziołka i Zbigniewa Kraszewskiego, prałatów: Wacława Karłowicza i Witolda Kiedrowskiego, Wiesława Kwietnia, wieloletniego proboszcza parafii pw. Nawiedzenia NMP na Nowym Mieście, która obejmuje miejsce stracenia Traugutta. Byli z nami generał Antoni Heda „Szary”, gen. Stanisław Nałęcz-Komornicki, późniejszy prezes Światowego Związku Żołnierzy AK płk Czesław Cywiński i wielu innych kombatantów, powstańców warszawskich. Cieszyliśmy się obecnością literatów: Zygmunta Kubiaka, Wiesława Budzyńskiego, Mazlluma Sanei z Kosowa, naukowców z prof. Janem Pachowskim, historyków, z których następnie wielu zasiliło Instytut Pamięci Narodowej, zaprzyjaźnionego ojca paulina z Jasnej Góry Eustachego Rakoczego, kapelana Żołnierzy Niepodległości, oddanych rzemieślników warszawskich z najstarszego Cechu Krawców i Rzemiosł Włókienniczych, który działa nieprzerwanie od 1380 roku. Krawcy z własnej inicjatywy ufundowali i wykonali w 1994 r. kopię zdewastowanego przez wandali Krzyża Traugutta w miejscu stracenia przywódców powstania.

18.01.2013 http://www.naszdziennik.pl/wp/21283

DALEJ

strona [2] Wigilie o braci Melaków
strona [3] Wspomnienie o śp. Stefanie Melaku
strona [4] Wspomnienie o śp. Arkadiuszu Melaku

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Sylwetki, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „W rodzinie Melaków. Wspomnienia

  1. emka pisze:

    32. rocznica ustawienia pierwszego Pomnika Katyńskiego w Polsce, które miało miejsce 31 lipca 1981 roku. Pomnik powstał z inicjatywy Komitetu Katyńskiego w tzw. Dolince Katyńskiej na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim.
    Z tej okazji planujemy krótką ceremonię na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim, gdzie pod Pomnikiem Katyńskim zostaną złożone kwiaty. Obchody uświetni uroczysta Msza Święta w bazylice Św. Krzyża w Warszawie, sprawowana w intencji inicjatorów i budowniczych pomnika, w szczególności za poległego pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego i Arkadiusza Melaka, współprojektanta i budowniczego pomnika, zmarłego 5 lipca 2011 roku.

    Planowany program uroczystości:
    31 lipca 2013 r. (środa)

    Wojskowy Cmentarz Powązkowski

    Godz. 17.00 Złożenie kwiatów pod pomnikiem w Dolince Katyńskiej.

    Godz. 17.20 – Zakończenie uroczystości.

    Bazylika Św. Krzyża, ul. Krakowskie Przedmieście 3

    Godz. 19.00 – Msza Święta w intencji budowniczych pomnika.

  2. emka pisze:

    Strażnik pamięci. Wspomnienie Stefana Melaka

    – Stefan był szczęśliwy, że dostał zaproszenie od prezydenta Polski na uroczystości do Katynia – tak swoje ostatnie spotkanie z przewodniczącym Komitetu Katyńskiego z 9 kwietnia wieczorem wspomina Łukasz Kudlicki wieloletni współpracownik i przyjaciel Stefana Melaka. – Widziałem, że odebrał to jako symboliczny gest uznania ze strony państwa polskiego dla kilkudziesięcioletniej, toczonej w osamotnieniu walki o prawdę o zbrodni katyńskiej, swoiste zadośćuczynienie za upokorzenia i prześladowania, których doznał.

    – Żył nadzwyczaj skromnie, by nie powiedzieć biednie, wiele lat był marginalizowany, ale on nade wszystko cenił niezależność, nie musiał się nikomu podporządkowywać, zawsze chodził wyprostowany – dodaje Kudlicki, który jest autorem książki biograficznej „Stefan Melak. Strażnik pamięci Katynia”.

    Pozostali bracia Melakowie byli samowystarczalni finansowo – mieli swoje firmy, budowlaną i ślusarską, dlatego mogli wspierać Stefana materialnie. – On był humanistą, wizjonerem i intelektualistą, mimo niedokończonych studiów. Andrzej, Sławomir i Arkadiusz ogarniali sprawy organizacyjne i techniczne. Arek miał ponadto talent artystyczny, projektował tablice, nielegalne wydawnictwa, medale – wyjaśnia Kudlicki.

    Prekursor IPN

    Stefan Melak miał świetne relacje z prezesem IPN Januszem Kurtyką. Ten ostatni był o kilkanaście lat młodszy, ale urodziny mieli tego samego dnia, 13 sierpnia. Połączyły ich też data i miejsce śmierci – 10 kwietnia 2010, Smoleńsk.

    Sejm uchwalił kilka miesięcy przed katastrofą Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych wyznaczając dzień jego obchodów na 1 marca, na pamiątkę rocznicy śmierci płk Łukasza Cieplińskiego, szefa zarządu WiN. Była to inicjatywa podjęta przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a pomysł wyszedł od prezesa IPN. Jak mówił sędzia Bogusław Nizieński, były Rzecznik Interesu Publicznego, także pod wpływem takich osób, jak właśnie Stefan Melak.

    Dziś Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych to jedna z najważniejszych rocznic obchodzonych przez polskie państwo i jednocześnie ważnych dla milionów zwykłych Polaków. – Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy Stefan pisał artykuły do tygodnika „Gazeta Polska” o Żołnierzach Wyklętych, wiele z tych postaci i zdarzeń, które przedstawiał, było nowością dla większości czytelników – wspomina Kudlicki.

    Podobnie jest z obchodami rocznicy zbrodni katyńskiej. A przecież Stefan Melak i jego bracia oraz współpracownicy, gdy zaczynali działalność Kręgu Pamięci Narodowej i Komitetu Katyńskiego, byli osamotnieni. Oprócz nich zaledwie kilka osób próbowało prowadzić jakieś zorganizowane działania w sprawie Katynia.

    Krąg Pamięci Narodowej powstał w 1974 roku z inicjatywy braci Melaków, ks. Wacława Karłowicza ps. Andrzej Bobola, kapelana AK ze Starego Miasta w Powstaniu Warszawskim, innego kapelana AK ks. Antoniego Czajkowskiego ps. Badur oraz biskupa Władysława Miziołka. W latach 70. i, 80. organizowali uroczystości patriotyczne i spotkania z bohaterami i świadkami historii. Była to działalność nielegalna, prowadzona gdzie się da. Na przykład Stefan Melak brał udział w pielgrzymkach z Warszawy na Jasną Górę. Ponieważ odbywały się one w sierpniu, mógł przy okazji kolejnych rocznic – wybuchu Powstania Warszawskiego, śmierci K.K. Baczyńskiego, stracenia Romualda Traugutta, przywódcy Powstania Styczniowego, czy zwycięstwa nad bolszewikami w Bitwie Warszawskiej, opowiadać pielgrzymom o polskiej historii. I był w popularyzacji historii Polski skuteczny. Z kolei w symbolicznej „Dolince Katyńskiej” na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach Melakowie organizowali coroczne nielegalne uroczystości ku czci polskich oficerów WP, KOP i policji zamordowanych przez Sowietów w 1940 roku. 13 kwietnia 1979 SB zatrzymała uczestników tej uroczystości. […]
    DALEJ:
    http://rebelya.pl/post/9867/straznik-pamieci-wspomnienie-stefana-melaka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.