Optymizm praktyczny

kiszczakWojciech Wencel
Pan Kiszczak był chory i leżał w łóżeczku. I przyszedł pan doktor. – Jak się masz, koteczku? – Źle bardzo – i łapkę wyciągnął do niego. Wziął doktor i zaraz opuścił chorego. A później się z sądem opinią podzielił: – Można go przesłuchać, lecz tylko w pościeli!

Tak właśnie w III RP przebiegają procesy komunistycznych zbrodniarzy. Oskarżeni rzadko pojawiają się w sali rozpraw, za to chętnie poddają się badaniom lekarskim. Ale tylko do południa, bo później muszą wyskoczyć na bazarek po produkty na obiad. – Sam pan rozumie, panie doktorze. Żona prosiła.

Wcale nie uważam, że dziś komunistyczni zbrodniarze mają siedzieć w więzieniu. Większość z nich powinna już być na wolności po odsiedzeniu 20-letnich wyroków. Fakt, że ich nie dostali, jest jednym z najbardziej oczywistych dowodów ciągłości między PRL a III RP. Wojciech Jaruzelski zauważył kiedyś trzeźwo na marginesie sprawy płk. Ryszarda Kuklińskiego: „Jeżeli przywróci się cześć, honor i uniewinni Kuklińskiego, to znaczy, że to my nie mamy czci, honoru – i że to my jesteśmy winni”. Rehabilitacja bohatera narodowego, który podjął samotną misję wywiadowczą przeciwko Sowietom, dokonała się dopiero w 1997 r., co samo w sobie źle świadczy o kondycji państwa polskiego. Mimo wszystko jednak została doprowadzona do końca, czego nie da się powiedzieć o procesach sowieckich zauszników. Wprawdzie w wierszyku Stanisława Jachowicza odnajdujemy archaiczny związek przyczynowo-skutkowy: „Kotek przebrał miarę; musiał więc nieboraczek srogą ponieść karę”, ale to moralizm dla grzecznych dzieci. W ponowoczesnej prozie życia obowiązuje inna narracja.

Jak żyć w państwie, które nie chce bronić ofiar stanu wojennego, gardząc elementarną zasadą sprawiedliwości? Bronisław Komorowski, który ustanowił swoje urodziny świętem narodowym, ma dla nas jedną radę: optymizm. Musimy – tak powiedział: „musimy” – nauczyć się okazywać radość, a wtedy polskie życie stanie się piękniejsze. Ani Marek Piwowski, ani Stanisław Tym nie są bohaterami mojej bajki, jednak każdy, kto choć raz obejrzał „Rejs”, przyzna, że ostatnie wypowiedzi Komorowskiego przypominają filmowy monolog kaowca o tym, że potrzeba nam zdrowych, wesołych, optymistycznych piosenek z akcentami humorystycznymi.

– Ale skąd się łzy biorą? – pyta poeta, a razem z nim pytają rodziny ofiar komunistycznego terroru, wykluczeni z życia publicznego patrioci, nie mówiąc już o tych Polakach, którzy wskutek nieudolnej polityki państwa cierpią na poziomie ekonomicznym. Tylko czekać, aż prezydent przeniesie nas wszystkich do sekcji gimnastycznej, żebyśmy w kolektywie nabrali więcej optymizmu życiowego.

Za ostentacyjne manifestowanie rozgoryczenia i desperacji z pewnością odpowie mężczyzna, który protestując przeciwko zawieszeniu procesu Kiszczaka, rzucił tortem w panią sędzię. Nie jest bowiem tak, że polskie sądy są zupełnie niesprawne. Są niesprawne głównie wtedy, gdy mają rozstrzygać o winie komunistycznych zbrodniarzy. Reszta narodu – zgodnie z sugestią Komorowskiego – powinna nieustannie zadawać sobie pytanie: „Czy wszystko, co mi wolno, jest wolnością? Czy każdy zakaz lub zobowiązanie jest ograniczeniem wolności? Jak łączyć wolność z odpowiedzialnością i prawem?”.

Kto chce dziś pamiętać o zabitych i rannych górnikach z kopalni „Wujek”? Ich dramat należy do historii. Co innego garsonka pani sędzi, umazana bitą śmietaną przez nieodpowiedzialnego sprawcę. Czy oskarżony pomyślał o tym, jaką traumę szykuje kobiecie? Czy wziął pod uwagę, że może doprowadzić do płaczu funkcjonariusza państwowego? Wyjaśnienie tej zbrodni i bezwzględne ukaranie winnych leży w żywotnym interesie III RP. Żyjemy w końcu nie tylko w krainie uśmiechu, ale i w państwie prawa.

Felieton z cyklu „Listy z podziemia”, „Gazeta Polska” 12 czerwca 2013

http://wojciechwencel.blogspot.com/

***

zobacz >Żona Czesława Kiszczaka pisze wiersze o Smoleńsku

5 czerwca 2013 Proces Kiszczaka – sędzia obrzucona tortem

Janusz Kurtyka: Kiszczak ma powody do obaw. To tchórz niegodny miana oficera. (2009)

Kiszczak przerywa wywiad z Rymanowskim (luty 2009)

Leszek  Żebrowski o Kiszczaku i jego „zasługach”

 

Autor: Satyr [niepoprawni.pl]

W rządzie Tadeusza Mazowieckiego Czesław Kiszczak pełnił funkcję wicepremiera i ministra resortu tzw. siłowego, czyli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Czesław Kiszczak ps. „Beton”

Czesław Kiszczak 03Urodził się 19 października w 1925 roku w małej miejscowości Roczyny – parę kilometrów na zachód od Andrychowa w dzisiejszym województwie małopolskim. Jego ojciec był chłoporobotnikiem i pracował w hucie. W połowie lat 30. stracił pracę za działalność komunistyczną. Młody Czesiek jako chłopak uznawał swojego ojca za wzór wszelkich cnót, więc podobnie jak ojciec – chciał być komunistą. I został nim mając lat 20. Najpierw jako członek Polskiej Partii Robotniczej, a od grudnia 1948 roku będąc członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – szerzył i utrwalał władzę ludową, organizował milicję ludową.

Tak zaangażowany w krzewienie komunizmu, nie miał czasu ani ochoty na kształcenie się w szkole. Edukację zakończył na gimnazjum, wszak by służyć komunistom – wykształcenie nie było potrzebne. Wystarczyła ślepa służalczość i ślepa wiara w komunizm i potęgę Związku Radzieckiego – polskiego okupanta. Zauważony przez swych przełożonych towarzyszy jako dobrze zapowiadający się komunista, pod koniec 1945 roku został skierowany na kilkutygodniowe przeszkolenie w Centralnej Szkole Partyjnej oraz w szkole dla oficerów polityczno-wychowawczych, z której wywodziła się potem Wojskowa Akademia Polityczna im. Feliksa Dzierżyńskiego. Owo przeszkolenie nie kończyło się maturą. Na mocy popularnego wówczas stwierdzenia: „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” – towarzysz Kiszczak już jako oficer Ludowego Wojska Polskiego rozpoczął dość szybko karierę, mimo młodego wieku i braku doświadczenia.

Za przyczyną swoich protektorów, jako mierny ale wierny trafił do kontrwywiadu wojskowego – Informacji Wojska Polskiego, – formacji będącej bezpośrednim przedłużeniem sowieckiego wywiadu wojskowego Smiersz. W roku 1946 został oddelegowany w charakterze pracownika misji wojskowej do Londynu. Zajmował się tam rozpracowywaniem środowiska żołnierzy Andersa z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, z których nieliczni mieli zamiar powrócić do Polski, choć nie o taką Polskę walczyli. W roku 1950 tow. Kiszczak sporządził listę 54 oficerów, którzy zdecydowali się na powrót do Polski i opisał ich jako „skierowanych na robotę szpiegowsko-dywersyjną” [2]. Historycy nie wskazują przyczyny, dlaczego listę tę wraz z opisem fałszywego powodu powrotu do kraju owych oficerów Kiszczak sporządził i podpisał dopiero w roku 1950, choć jego misja na Wyspach Brytyjskich skończyła się w roku 1947.
– Dokument ten znajduje się już w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej – powiedział ekspert ds. wojskowych, historyk IPN-u Paweł Piotrowski.
– Z posiadanych przez nas materiałów wynika, że Kiszczak zarzucał polskim bohaterom przygotowywanie akcji dywersyjnych i szpiegostwo. Opisał rzekome przygotowania do tego rodzaju akcji. Miała ich dokonać grupa 220 oficerów. Departament VII Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przesłał do Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego niesprawdzone informacje z terenu Anglii odnośnie oficerów byłego Pierwszego i Drugiego Korpusu Polskich Sił Zbrojnych, skierowanych na robotę szpiegowsko-dywersyjną – dodał. „(…) Szkolono ich w akcji sabotażowej, minerstwie, pirotechnice i niszczeniu urządzeń kolejowych” – tak między innymi napisał Kiszczak w swoim raporcie.

Dziś gen. Kiszczak zmienił zdanie o tych oficerach. – Oni nie stanowili żadnego niebezpieczeństwa – przyznał. Dopytywany o to, dlaczego ich rozpracowywał, zasłaniał się niepamięcią. – Mówimy o sprawach sprzed sześćdziesięciu lat – powiedział Kiszczak. Nie chciał jednak umówić się na spotkanie, by zobaczyć dokumenty. Jak można być pewnym, wspomnienia tamtej działalności nie przynoszą mu splendoru. Przecież dla powracających z Zachodu oficerów zarzut szpiegostwa oznaczał więzienie. Bardzo często była to kara śmierci. Informacja Wojskowa była najokrutniejszą instytucją w aparacie bezpieczeństwa PRL.
Czyżby Kiszczak o tym nie wiedział??? Literatura przedmiotu nie wskazuje, ilu polskich oficerów PSZ ucierpiało za przyczyną raportu-paszkwilu autorstwa tego drania.

Za tę „dobrą robotę” Kiszczaka awansowano do stopnia kapitana i od roku 1951 został szefem informacji 18 Dywizji Piechoty w Ełku. W czasie czystek w wojsku kpt. Kiszczak złożył szefowi Głównego Zarządu Informacji Wojskowej raport obciążający między innymi Wacława Komara (vel Mendel Kossoj), Stanisława Flato i Józefa Kuropieskę [3]. W 1953 został zwolniony z kontrwywiadu wojskowego i skierowany do Departamentu Kadr MON z wnioskiem o zwolnienie do rezerwy. Dzięki pułkownikowi Jerzemu Dobrowolskiemu trafił w 1954 do jednego z wydziałów w Departamencie Finansów MON.

W roku 1957 rozpoczął służbę w Wojskowej Służbie Wewnętrznej na etacie szefa kontrwywiadu Marynarki Wojennej. Pracował tam do roku 1965, po czym przeniesiono go na etat szefa Zarządu WSW Śląskiego Okręgu Wojskowego. Dwa lata później został zastępcą szefa WSW generała Teodora Kufla i wysłano go na kurs operacyjno-strategiczny w Akademii Sztabu generalnego Sił Zbrojnych Związku Radzieckiego.

Od roku 1972 kariera Kiszczaka nabrała rozpędu. Dostał nominację na stopień generała broni Wojska Polskiego, rok później został szefem Zarządu II Sztabu Generalnego WP i piastował to stanowisko do roku 1979 [1] [4]. W następnych trzech latach pełnił funkcję szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej, a od roku 1981, był działaczem komunistycznym, ministrem spraw wewnętrznych przez 9 lat, aż do roku 1990. Krótko, bo tylko przez 15 dni był Prezesem Rady Ministrów PRL, ale nie udało mu się stworzyć rządu, gdyż nie uzyskał poparcia ZSL i SD. Był także posłem IX kadencji, wicepremierem pierwszego tzw. niekomunistycznego rządu PRL do roku 1990.

Był bardzo bliskim współpracownikiem gen. Jaruzelskiego, współtwórcą i członkiem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego powstałej w nocy z 12/13 grudnia 1981 roku [4] – organu mającego charakter pozakonstytucyjny [12]. Kiszczak brał także udział w organizowaniu stanu wojennego.

16 września 1988 roku w ośrodku konferencyjnym MSW Magdalence pod Warszawą był gospodarzem i uczestnikiem rozmów władz państwowych PRL z przedstawicielami NSZZ Solidarność. W sumie tzw. „Grupa Magdalenka” spotykała się 13 razy. Były to spotkania robocze i spotkania współprzewodniczących grup.

Na nich to planowano, jak rozgrabić Polskę pod zgrabną przykrywką… oddania władzy w ręce Narodu. Uczestniczył w pracach Okrągłego Stołu od 6 lutego 1989. Zarówno Magdalenka, jak i Okrągły Stół były aktami zdrady narodowej. 6 lipca 1990 Kiszczak wycofał się z życia politycznego, przekazując resort spraw wewnętrznych Krzysztofowi Kozłowskiemu.

Według Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej pracującej do 1994 Kiszczak wraz z Wojciechem Jaruzelskim mieli w 1989 wydać polecenie zniszczenia stenogramów posiedzeń KC PZPR. Na początku lat 90. toczyło się w tej sprawie postępowanie, później, ze względów formalnych zostało umorzone [5][6].

W roku 1996 wyrokiem uniewinniającym zakończył się pierwszy proces gen. Kiszczaka. Oskarżony był on o napisanie szyfrogramu umożliwiającego Milicji Obywatelskiej użycie broni wobec strajkujących. W drugim procesie, który zakończył się w 2004 Kiszczak został wyrokiem sądu uznany za winnego przyczynienia się do śmierci górników z kopalń Wujek i Manifest Lipcowy w grudniu 1981. Został skazany na 4 lata więzienia, ale w wyniku amnestii sąd złagodził karę do 2 lat i zawiesił jej wykonanie. Natomiast Sąd Apelacyjny nakazał powtórzyć proces. Trzeci proces generała Kiszczaka rozpoczął się w 2006. W lutym 2007 miał zapaść wyrok, jednak… oskarżony się rozchorował [7]. Podobno przeszedł udar mózgu, w wyniku którego także prawie stracił słuch lewego ucha, a na prawe słyszy słabo.

W kwietniu 2008 szczeciński oddział IPN wysłał do sądu akt oskarżenia o wyrzucenie z pracy w 1985 pracownika ministerstwa za posłanie córki do I komunii [8]. 10 lipca 2008 sąd uznał, że były szef ministerstwa spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak ponosi „winę nieumyślną” za przyczynienie się do śmierci górników z kopalni „Wujek” i umorzył sprawę. W lutym 2010 rozpoczął się czwarty proces Kiszczaka oskarżonego o przyczynienie się do śmierci 9 górników z kopalni „Wujek” w 1981 [9]. 26 kwietnia 2011 warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił generała [10].

12 stycznia 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie w procesie dotyczącym stanu wojennego uznał winę Czesława Kiszczaka z tytułu członkostwa w związku przestępczym o charakterze zbrojnym (art. 258 § 2 kodeksu karnego), wymierzając mu karę 4 lat pozbawienia wolności, łagodząc ją jednak na podstawie amnestii z 1989 roku o połowę, tj. do 2 lat oraz warunkowo zawieszając z uwagi na wiek i stan zdrowia oskarżonego, na okres 5 lat [11]. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd zgodził się z aktem oskarżenia pionu śledczego IPN, że stan wojenny przygotowano i wprowadzono niezgodnie z ówczesną konstytucją, a dokonała tego „grupa przestępcza o charakterze zbrojnym” złożona z ludzi na najwyższych stanowiskach. Według sądu ten związek tworzyli generałowie: Jaruzelski (szef MON, od lutego 1981 r. także premier, a od października 1981 r. – I sekretarz KC PZPR), Kiszczak (najpierw szef Wojskowej Służby Wewnętrznej, a od lata 1981 r. szef MSW), Florian Siwicki (wiceszef MON i szef Sztabu Generalnego WP) oraz Tadeusz Tuczapski (wiceszef MON i sekretarz Komitetu Obrony Kraju). Według sądu Stanisław Kania (I sekretarz KC PZPR do października 1981 r.) nie brał udziału w tym związku.
Wojciech Jaruzelski i Florian Siwicki byli oskarżeni w tym procesie, ale ich sprawy sąd wyłączył z powodu ich złego zdrowia. Tadeusz Tuczapski też był oskarżony. Procesu nie doczekał, albowiem zmarł w roku 2009.

Warte są zacytowania słowa Jarosława Kaczyńskiego w sprawie wyroku na Czesława Kiszczaka. – Powtarzam, to są po prostu kpiny i chciałem to bardzo mocno powiedzieć. Tylko nie rozumiem sędziów, którzy później będą wydawali surowsze wyroki w stosunku do jakichś drobnych przestępców, czy nawet, można powiedzieć, średnich przestępców, – powiedział Kaczyński. Zdaniem lidera PiS, w procesie w sprawie stanu wojennego chodziło o wielką zbrodnię. – I nawet to słowo „zbrodnia” w uzasadnieniu wyroku zostało tam użyte, tylko wyrok jest całkowicie nieadekwatny do tej oceny – ocenił Kaczyński.

Jaką postawę etyczno-moralną prezentuje Kiszczak, świetnie obrazują jego odpowiedzi na pytania, jakie padły od dziennikarzy Gazety Prawnej 30.11.2009 r. – Kamili Wronowskiej i Michała Majewskiego.

Pan się czuje odpowiedzialny za śmierć górników w Wujku?
Tak, to zrobili moi podwładni. Choć nie wydawałem rozkazu, a o tragedii dowiedziałem się po fakcie. Jest rzeczą potwierdzoną sądownie, że nikomu nie dałem zgody na użycie broni w rejonie Wujka. Poleciłem przerwać akcję i wycofać milicję oraz wojsko poza obręb kopalni. Broń została użyta w obronie własnej w oparciu o przepisy z 1955 roku.

Ostatnio Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że nie ma dowodów, że między górnikami i milicjantami doszło do walki wręcz.
Bzdury. To jak doszło do rozbrojenia trzech milicjantów? Film Kutza o kopalni Wujek jest w miarę obiektywny. Lali się kamieniami, kilofami.

To był dobry pomysł, żeby milicjanci i wojskowi szli do kopalni z ostrą amunicją?
Powtórzę. Mimo nalegań komendanta wojewódzkiego nie wydałem zgody na użycie broni.

Ale śmiertelne strzały były. Nie wykonano pana rozkazu?
Pierwotnie miałem takie zdanie. Ale po przeczytaniu dokumentów, po zapoznaniu się z opinią prokuratury, po decyzji sądu zmieniłem ocenę. Milicjanci uznali, że ich życie jest zagrożone. Na całym świecie w takiej sytuacji milicjanci, policjanci, wojskowi mają prawo użyć broni.

Pan uważa, że został niesprawiedliwie oceniony przez wolną Polskę?
Powinno się ze mną obchodzić inaczej. Zwyczajnie, po ludzku, bez przesady w jedną lub drugą stronę.

Dlaczego?
Nie zasłużyłem na afronty. Na przykład było 20-lecie rządu Mazowieckiego i na tę uroczystość do Sejmu mnie nie zaproszono. Zaproszono mnie jedynie na uroczysty koncert.

To nie było pana święto, pan w 1989 roku reprezentował reżim.
Wystarczy minuta refleksji, aby zdać sobie sprawę, że dzisiejsza Polska jest również moją zasługą. Wybory dzięki mnie odbyły się bez „cudów nad urną”. Uszanowaliśmy wynik głosowania. Oddaliśmy władzę w pokojowy sposób. Jestem jednym z twórców Okrągłego Stołu, 31 sierpnia 1988 zaproponowałem Wałęsie i biskupowi Dąbrowskiemu 161 miejsc w Sejmie, wolne wybory do Senatu, wybór prezydenta, reformy polityczne i gospodarcze, w tym wolny rynek i udział „Solidarności” w budowaniu koalicji. Wszystko to obiecałem „Solidarności”, która w latach 1988 – 1989 była bardzo słaba. Proszę przeczytać wspomnienia Bronisława Geremka, Zbigniewa Bujaka, Jarosława Kaczyńskiego.

Niech konkluzją będą słowa jednego z byłych funkcjonariuszy i dyrektorów UOP Piotra Niemczyka, który z rozbrajającą szczerością przyznał, że: „słuszność modelu ewolucyjnego w Polsce po 1989 roku najlepiej potwierdza fakt, iż obecnie na czele służb w całości stoją ludzie będący wychowankami policji politycznej generała Czesława Kiszczaka” [13].

Satyr

P.S.
Z uwagi na „długie macki bohatera” niniejszego artykułu – uznałem za celowe szczegółowe podanie materiałów źródłowych:

Literatura wybrana
[1]  S. Cenckiewicz, Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943–1991 (wprowadzenie do syntezy), Poznań 2011, s. 225.

[2]  Marisz Staniszewski, Tomasz Pompowski „Polska Times” 2008-09-30
[3] S. Cenckiewicz, Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943–1991 (wprowadzenie do syntezy), Poznań 2011, s. 77.
[4] Czesław Kiszczak, „Gazeta Wyborcza”, 8 września 2009.
[5] E. Wende, „Gazeta Wyborcza” z 26 kwietnia 1994.
[6] Kronika Sejmowa Nr 35 (516) IV kadencja, 2002.
[7] I. Kacprzak, „Rzeczpospolita” z 31 maja 2007.
[8] IPN oskarża Kiszczaka w sprawie I komunii świętej. 28 kwietnia 2008.
[9] wyborcza.pl, 5 lutego 2010.
[10] onet.pl, 26 kwietnia 2011.
[11] Komunikat dotyczący wyroku w sprawie wprowadzenia nielegalnego stanu wojennego. warszawa.so.gov.pl.
[12] Wielka encyklopedia PWN, t. 29, Warszawa 2005, s. 538
[13] P. Antosz, „Głos” 23.03.2009 r.

oraz: 

J. Królikowski, Generałowie i admirałowie Wojska Polskiego 1943-1990, t. II: I-M, Toruń 2010, s. 176-180.
A. Kępiński, Z. Kilar, Kto jest kim w Polsce. Inaczej. Cz. II. Wyd. Czytelnik, Warszawa 1986, s. 210–278.
Materiały własne

W kwestii uzupełnienia: istotnie, w roku 1952 ówczesny ppłk Wojciech Jaruzelski został zwerbowany przez ówczesnego kpt. Informacji Wojskowej Czesława Kiszczaka w celach kontrwywiadowczych. Taki dokument z archiwum STASI ujawnił Biuletyn IPN. Historyk IPN-u Wojciech Sawicki opisał odnaleziony w 2000 r. w archiwach b. służby bezpieczeństwa NRD dokument kontrwywiadu wojskowego NRD z marca 1986 r. Jest w nim mowa, że „rozwój ścisłych związków pomiędzy gen. broni Kiszczakiem i gen. armii Jaruzelskim rozpoczął się w początku lat 50., gdy tow. Jaruzelski był oficerem wykładającym w wojskowej Akademii Sztabu Generalnego. Towarzysz Kiszczak był w tym czasie kapitanem odpowiedzialnym za ochronę kontrwywiadowczą na tej uczelni”.

25-letni major Wojciech Jaruzelski (1948)

Według dokumentu, w kolejnych latach „istniały już zawsze ścisłe związki pomiędzy towarzyszami Kiszczakiem i Jaruzelskim. Zwłaszcza w okresie kierowania przez gen. broni Kiszczaka wywiadem polskiej armii zaopatrywał on gen. armii Jaruzelskiego i jego rodzinę w zagraniczne towary, które pozyskiwał jako podarunki od działających za granicą attache wojskowych”. Zdaniem dokumentu, „szczególnie ścisły związek istnieje pomiędzy żonami generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka, który przyczynia się do tego, że związki obu rodzin pozostają nienaruszone”.W roku 1952 tow. Jaruzelski został pozyskany przez kpt. Kiszczaka jako „nieoficjalny współpracownik”, przez niego zaprzysiężony i wykorzystany do wykonania zadań kontrwywiadowczych. Współpraca została oceniona jako bardzo aktywna i wartościowa – głosi dokument. Według niego, gdy „w końcu roku 1952 ówczesny szef Głównego Zarządu Politycznego WP, gen. Kazimierz Witaszewski, zażądał zwolnienia tow. Jaruzelskiego z armii z powodu burżuazyjnego pochodzenia, tow. Kiszczak postarał się o odpowiednie dowody na nadzwyczaj pozytywną postawę i nastawienie tow. Jaruzelskiego do państwa i armii”.

– Mogę to określić tylko jednym słowem – brednia – powiedział gen. Jaruzelski.
– Brednia! Jest to coś tak koszmarnie głupiego, Kiszczak był wtedy w Marynarce Wojennej, był szefem kontrwywiadu w Marynarce Wojennej, jakim cudem on mógł tu, w Warszawie, kogoś werbować, jeszcze w dodatku mnie? – mówił.
– Jest to tak idiotyczne – różne rzeczy słyszałem, ale to jest tak idiotyczne. W ogóle na oczy wtedy Kiszczaka nie mogłem widzieć. On był w Marynarce Wojennej, w zupełnie innym układzie – dodał gen. Jaruzelski.

Doniesieniom zaprzecza również gen. Kiszczak. – W 1952 r. byłem szefem kontrwywiadu 18. dywizji w Ełku, siedziałem w lesie i pojęcia nie miałem, że istnieje człowiek o nazwisku Jaruzelski. Dopiero w II połowie lat 50. dowiedziałem się o tym nazwisku, a gen. Jaruzelskiego poznałem pod koniec lat 60. albo na początku lat 70. – powiedział Kiszczak. – Kompletna bzdura, nie wiem, skąd to wzięto, skąd ta prowokacja, kto to wymyślił, po co wymyślił. Pojęcia nie mam. Nie trzyma się to kupy – dodał. Gen. Kiszczak zaprzeczył też, by kiedykolwiek był oficerem kontrwywiadu ASG.
– W latach 1954-57 byłem formalnym, dziennym słuchaczem Akademii Sztabu Generalnego i nigdy nie odpowiadałem za ochronę kontrwywiadowczą uczelni – powiedział.
– Absolutnie nie polega to na prawdzie – dodał. Sawicki napisał, że dokument poznał, gdy w 2000 r. odbywał staż w Urzędzie ds. akt STASI. Odnalazł tam „teczkę Kiszczaka”, założoną na szefa MSW PRL przez kontrwywiad enerdowskiej bezpieki, a w niej na „arcyciekawy dokument powstały w 1986 r.”.

Autor przypomniał, że po sierpniu 1980 STASI powołała przy polskim MSW tzw. Grupę Operacyjną Warszawa, która szpiegowała Polaków zarówno z kręgów władzy, jak i opozycji. Grupa ta zdobyła większość akt z „teczki Kiszczaka”, ale dokumentu z 1986 r. nie pozyskała, bo pochodził on z kontrwywiadu wojskowego będącego częścią STASI. Z nagłówka dokumentu wynika zaś, że informacja była zdobyta ze źródeł NVA – wywiadu wojskowego NRD, który nie był częścią STASI i podlegał resortowi obrony.
– Nasuwa się wręcz przypuszczenie, że informacje te zostały uzyskane albo w bezpośredniej (może nagrywanej) rozmowie oficera wywiadu NVA ze swoim dobrze uplasowanym źródłem w Polsce, albo też na drodze podsłuchu (np. rozmowy wyższych oficerów LWP z otoczenia Jaruzelskiego i Kiszczaka) – pisze Sawicki.

Niemiecki oryginał zawiera – jak pisze autor -„konsekwentnie błędną formę Kiszak”. Sawicki stawia pytanie o wiarygodność dokumentu i zwraca uwagę, że w 2000 r. informacja o tym, że Jaruzelski zaczynał karierę wojskową jako tajny informator Informacji Wojskowej, zwerbowany przez swego późniejszego współpracownika, „wydawała się nie tylko niemal fantastyczna, lecz przede wszystkim nieweryfikowalna”.
Przypomniał, że w czerwcu 2005 r. media w Polsce podały, że w IPN odnaleziono dokument z maja 1949 r., który wskazywał, że „ppłk Jeruzelski Wojciech s. Władysława, ur. w 1923 r. w m. Kurów (…) jest naszym t/inf. Wolski; – zwerbowanym 29.03.46 r. w 5 p.p. 3 D.P. na uczuciach patriotycznych. Charakteryzowany jako jednostka wartościowa; członek Partii. Dobry tajny współpracownik, nadający się na rezydenta”.

W listopadzie 2005 r. zespół IPN odnalazł jeszcze zapis ewidencyjny, który podaje wcześniejszą o ponad miesiąc datę werbunku oraz dopisek, zapewne z połowy lat 60., „materiały u kierownictwa”. W czerwcu 2006 r. znaleziono zaś zapis, że Jaruzelski został zwerbowany przez „Sekcję Informacji Wyższej Szkoły Piechoty w Rembertowie”. Teczki „Wolskiego” znikły – przypomina Sawicki – co „wyraźnie sugeruje, że podjęto próbę metodycznego wyczyszczenia ówczesnego archiwum WSW z wszelkich śladów, które mogłyby dać świadectwo o współpracy gen. Jaruzelskiego z Informacją”. Według autora, mogło się to wydarzyć w latach 1979-1981, gdy Kiszczak był szefem Wojskowej Służby Wewnętrznej.

Konfrontując tę wiedzę z dokumentem z 1986 r., Sawicki przeprowadza analizę, w której wyniku ocenia ten dokument jako wiarygodny. Potwierdza, że w 1952 r. Kiszczak był kapitanem, a w czerwcu 1951 r. został go p.o. szefem wydziału Informacji 18. Dywizji Piechoty stacjonującej w Białymstoku, który podlegał Okręgowemu Zarządowi Informacji nr I w Warszawie. W listopadzie 1952 r. Kiszczak awansował, wracając do Warszawy i stając się pełnoprawnym szefem Wydziału III w tym OZI, gdzie zajmował się „kontrolą i instruktażem podległych jednostek”.

Źródło: http://fakty.interia.pl/polska/news/ipn-jaruzelski-byl-nieoficjalnym-wspolpracownikiem,1453293,3

18.02.2013 http://niepoprawni.pl/blog/6583/

zobacz:

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Optymizm praktyczny

  1. Jastrzębiec pisze:

    ” …Wojciech Jaruzelski zauważył kiedyś trzeźwo na marginesie sprawy płk. Ryszarda Kuklińskiego: „Jeżeli przywróci się cześć, honor i uniewinni Kuklińskiego, to znaczy, że to my nie mamy czci, honoru …”
    – trzeźwo i logicznie. Zdrajca zdrajców jest bohaterem i patriotą. Zdrajcy pozostaną zdrajcami. Wystarczy być trzeźwym.

  2. emka pisze:

    Szokujące słowa Kiszczaka w TVN24
    Odniósł się do sprawy zamordowanych górników i Grzegorza Przemyka. Stwierdził , że każdego dnia w wypadkach samochodowych też giną ludzie „Śmierć jest śmierć” – mówił Kiszczak.
    Krzysztof Wyszkowski przypomina sytuację, kiedy Stanisław Helski uderzył kamieniem owiniętym w gazetę gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Wówczas to nie mówiono o stłuczce; Kiszczak, oraz ludzie, których on reprezentuje wytoczyli sprawę i Stanisław Helski został skazany na więzienie.
    – Gdy chodzi o komunistę, bandytę komunistycznego, zbrodniarza, zdrajcę, to wtedy jest to szkoda wymagająca interwencji prawa instytucji państwowej. Natomiast gdy chodzi o górnika, zwykłego Polaka, robotnika to wliczamy go hurtem w ofiary ruchu drogowego. W tym jest coś niezmiernie zdradliwego, coś charakterystycznego dla komunistów. Ludzie są nawozem historii – oni osobiście są kimś więcej, oni są półbogami, czy być może całymi bogami i mają prawo zabijać, mają prawo gardzić swoimi ofiarami – powiedział Krzysztof Wyszkowski.

    Sławomir Cenckiewicz, określił wypowiedź generała jako skandaliczną. Dodał, że słowa te nie powinny być nigdy cytowana przez media, nawet te głównego nurtu. Jeśli już, powinna zostać opatrzona odpowiednim komentarzem.
    – Przypomnę, że przed laty z Grzegorzem Majchrzakiem, opublikowaliśmy w biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej artykuł źródłowy, w którym pokazaliśmy nagrody finansowe przyznane funkcjonariuszom MO i MSW, którzy tuszowali całą sprawę związaną z Grzegorzem Przemykiem. To były nagrody przyznane przez Czesława Kiszczaka . Więc jeśli on się wypowiada w taki sposób, używając jeszcze pamięci Grzegorza Przemyka to musicie państwo pamiętać o tym, że gen. Kiszczak był w tamtym czasie Ministrem Spraw Wewnętrznych, który robił wszystko, żeby tą sprawę zatuszować. Ci natomiast, którzy w jego imieniu tuszowali tę sprawę morderstwa na Grzegorzu Przemyku, jeszcze zostali przez niego wynagrodzeni- powiedział Sławomir Cenckiewicz.
    http://www.radiomaryja.pl/informacje/general-kiszczak-obraza-ofiary-stanu-wojennego/

  3. Majka S. pisze:

    Trzeba być wyjątkowym draniem – pozbawionym wyższych uczuć, aby nie odczuwać wyrzutów sumienia z powodu popełnionych zbrodni. Kiszczak jest nadal arogancki, a wręcz bezczelny w swojej interpretacji zdarzeń. Albo w dalszym ciągu ma „grube haki” na okrągłostołowców, albo jest pewny ich milczenia ze względu na wspólne kreowanie rzeczywistości po 1989 roku.

  4. emka pisze:

    Kiszczak nie stanie przed sądem. Ma uszkodzenia systemu nerwowego „trwałe i postępujące”.Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie utrzymał decyzję sądu I instancji o zawieszeniu procesu b. szefa MSW Czesława Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni „Wujek” w 1981 roku. Wczoraj trzech sędziów SA oddaliło zażalenia katowickiej prokuratury i pełnomocników oskarżycieli posiłkowych na postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie. Powołując się na zły stan zdrowia 88-letniego Kiszczaka, zawiesił on w czerwcu piąty proces byłego szefa komunistycznego MSW w sprawie masakry górników kopalni „Wujek”. 5 czerwca, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, sąd uznał, że uszkodzenia systemu nerwowego Czesława Kiszczaka są „trwałe i postępujące”.
    http://www.naszdziennik.pl/wp/47802,kiszczak-nie-stanie-przed-sadem.html

  5. Majka S. pisze:

    Jakie to smutne, że żaden z lekarzy nie zajmuje się stanem zdrowia rodzin ofiar czerwonych katów. Patrząc na wiek Kiszczaka czy Jaruzelskiego, można dojść do wniosku, iż zbrodniarze są niezwykle odporni i dożywają sędziwego wieku w przeciwieństwie do osób, którym zniszczyli życie. Ich „choroby” mają niezwykły przebieg – nasilają się, gdy trzeba stawić się w sądzie, a potem w „cudowny” sposób ustępują.
    Zawsze mam wiele współczucia dla chorych ludzi, w przypadku Kiszczaka moje serce milczy…

  6. emka pisze:

    Kim jest sędzia, który stoi za zawieszeniem procesu Kiszczaka? Czy PRL-owska kadra wymiaru sprawiedliwości nadal chroni komunistyczne władze?
    Sędzia Jerzy Leder, który zawiesił proces Kiszczaka ws. wprowadzenia stanu wojennego, dziwnym zbiegiem okoliczności jest mocno związany z czasami PRL. Ścieżkę kariery prawnika zbadała „Gazeta Polska Codziennie”. Warto przypomnieć, że swoją decyzję oparł na ekspertyzach biegłych, które IPN ocenił jako kuriozalne i wewnętrznie sprzeczne.
    Aktualnie Leder jest członkiem kolegium Sądu Apelacyjnego i przewodniczącym tamtejszego wydziału karnego. Przed 1989 r. także zajmował ważne stanowiska w organach wymiaru sprawiedliwości. Zapoznanie się z historią kariery sędziego nie jest jednak łatwe. Jego akta są przechowywane w IPN-ie jako tajna dokumentacja dotycząca dostępu do tajemnic PRL-u dla urzędników państwowych.
    W tych aktach znajduje się między innymi adnotacja Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, który stwierdza o braku zastrzeżeń do kandydata. Taką ocenę mogli uzyskać jedynie najbardziej zaufani dla komunistycznej władzy urzędnicy, uzyskujący dostęp do tajemnic państwowych. W dalszej części notatki czytamy:
    Wymienieni kierownicy jednostek [w tym ówczesny prezes Sądu Rejonowego w Łasku Jerzy Leder] jako długoletni pracownicy resortu sprawiedliwości ze swoich obowiązków wywiązują się nienagannie i dają pełną rękojmie zachowania tajemnicy państwowej i służbowej.
    Zaufanie służb Leder budził już od początku lat 80. W 1980 r. awansował z asesora na wiceprezesa Sądu Rejonowego w Sieradzu. Pełnił tą funkcję przez trzy lata, także w czasie stanu wojennego. W 1983 został prezesem Sądu Rejonowego w Łasku.
    Zawieszenie procesu ws. wprowadzenia stanu wojennego to nie pierwszy raz kiedy ci dwaj urzędnicy dawnego, komunistycznego systemu się spotkali. W 2005 r. Leder uchylił wyrok w sprawie Kiszczaka, skazanego w 2004 r. nieprawomocnym wyrokiem na dwa lata więzienia w związku z masakrą w kopalni „Wujek”.
    Co ciekawe, córka sędziego budzącego takie zaufanie komunistycznej władzy w 2010 r. była zatrudniona w kancelarii adwokackiej Romana Giertycha. Reprezentowała byłego wicepremiera w procesie karnym, który wytoczył on prezesowi PiS. Postępowanie było związane z wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego, że Giertych kłamał, mówiąc o zbieraniu haków na opozycję. Sprawę umorzono.
    Zawieszenie procesu Kiszczaka było jedną z wielu zaskakujących decyzji sędziów w ostatnich miesiącach. Jednak po zapoznaniu się z przeszłością sędziego Ledera postanowienie sądu już tak bardzo nie dziwi.
    http://wpolityce.pl/wydarzenia/59168-kim-jest-sedzia-ktory-stoi-za-zawieszeniem-procesu-kiszczaka-czy-prl-owska-kadra-wymiaru-sprawiedliwosci-nadal-chroni-komunistyczne-wladze

  7. Majka S. pisze:

    ” Portret Czesław K. ”

    Możecie krzyczeć sobie coraz więcej,
    Przed sądem nic wam już i tak nie powiem.
    Cóż, że krwią waszą poplamiłem ręce,
    Nie pójdę siedzieć, bo mam słabe zdrowie.

    Możecie co dnia wytaczać swe działa,
    Pisząc, żem zbrodniarz taki i owaki.
    Elita wasza wcześniej to uznała,
    Nie pójdę siedzieć, bo mam na nią haki.

  8. emka pisze:

    Apel Płużańskiego: Zamiast pod dom Jaruzelskiego, przyjdźmy w nocy z 12 na 13 grudnia pod dom Kiszczaka!

    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/224917-apel-pluzanskiego-zamiast-pod-dom-jaruzelskiego-przyjdzmy-w-nocy-z-12-na-13-grudnia-pod-dom-kiszczaka

  9. emka pisze:

    Pełna treść oświadczenia prezesa IPN w sprawie Czesława Kiszczaka:

    Na postać Czesława Kiszczaka patrzymy zwykle jako na współtwórcę stanu wojennego i najbliższego współpracownika Wojciecha Jaruzelskiego.
    Nie powinniśmy jednak zapominać, że swoją służbę komunistycznemu totalitaryzmowi rozpoczął już w 1945 roku w kierowanej bezpośrednio przez sowieckich oficerów okrutnej Informacji Wojskowej. Zajmował się zarówno rozpracowywaniem żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, jak i prowadzeniem śledztw przeciwko osobom podejrzanym o takie „przestępstwa” jak próba ucieczki do wolnego świata.
    Wierna służba systemowi komunistycznemu zaprowadziła go na szczyty hierarchii państwowej – pełnił funkcje szefa wywiadu wojskowego i Wojskowej Służby Wewnętrznej, wreszcie ministra spraw wewnętrznych. Kiszczak ponosi odpowiedzialność za wszystkie zbrodnie aparatu represji z lat 80. – za śmierć górników z „Wujka”, zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki i Grzegorza Przemyka, za dziesiątki innych ofiar, za cierpienie tysięcy represjonowanych i ich rodzin. I to właśnie o nich powinniśmy przede wszystkim dziś pamiętać.

    Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dr Łukasz Kamiński
    Warszawa 5. listopada 2015 r.

  10. emka pisze:

    Wdowa po Kiszczaku dostanie 7650 zł renty. To jest sprawiedliwość III RP spod znaku „grubej kreski”

    Śmierć Kiszczaka przypomina nam jak perfidnie zostaliśmy oszukani przy okrągłym stole przez sowieckich pomagierów i koncesjonowanych opozycjonistów.
    Co może przerażać to oszustwo trwa w najlepsze, a komunistyczni notable śmieję się nam w nos, tak jak zomowcy śmiali się na sali sądowej z rodzin pomordowanych górników. Dożywają sobie w dostatku do ostatnich dni w luksusie, gdy jednocześnie ich ofiary ledwo wiążą koniec z końcem. Co więcej, bez najmniejszej żenady wydają książki, by przybliżyć społeczeństwu swoje przyjemne sylwetki. Ostatnio żona Kiszczaka reklamowała wywiad-rzeka „Kiszczakowa: tajemnice generałowej”. W wywiadzie dla Fakt24.pl kreuje swojego męża na bohatera, a choćby taki Przemyk zginął, bo prowokował, należało mu się, „Solidarność” nie była nastawiona na zmiany, ale na rujnowanie gospodarki, itd.
    Idea „grubej kreski” czyli puszczenia w niepamięć zbrodni była czymś kuriozalnym. To tak jakby po II Wojnie Światowej machnąć ręką i powiedzieć Niemcom, no trudno nic takiego się nie stało. Ale ówczesne „autorytety”, z Adamem Michnikiem na czele pilnując monopolu medialnego omamiły społeczeństwo. Kiszczak okazał się „człowiekiem honoru”, a Jaruzelski największym patriotą jaki nam się przytrafił w tysiącletniej historii i nie znaleziono nikogo lepszego by został pierwszym prezydentem tzw. wolnej Polski. […] – pisze Ryszard Makowski
    DALEJ:
    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/271012-wdowa-po-kiszczaku-dostanie-7650-zl-renty-to-jest-sprawiedliwosc-iii-rp-z-pod-znaku-grubej-kreski

  11. POPO pisze:

    Czy ktoś ma nadzieję, że coś się zmieni i nasza podatki trafią do ludzi skrzywdzonych a nie krzywdzących ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.