„Przebudzenie”, czyli żar polskości

Najnowsza książka Joanny Lichockiej „Przebudzenie” związana jest z filmem pod tym samym tytułem. Kanwę filmu stanowi żałoba po Tragedii Smoleńskiej  wielomiesięczne czuwanie i modlitwy pod Krzyżem Smoleńskim oraz organizowane w kolejnych miesiącach Msze św. w intencji Ofiar i Marsze Pamięci.

strona [2] Recenzja książki

***

Jak pisze wydawca:

Rozmówcy Joanny Lichockiej są żywym zaprzeczeniem biernych postaw obywatelskich, załamania czy zniechęcenia w obliczu wielu trudności, które spotykają tysiące Polaków z winy nieudolnych rządów. Dyrektor zarządzający w dużej firmie, nauczycielka czy uznany poeta dalecy są od obrazu przygnębionych, niezaradnych ludzi, zagubionych w skomplikowanej rzeczywistości.

Edycja książkowa zawiera pełny zapis rozmów. Dodatkowo dołączona jest do niej płyta z wierszami Wojciecha Wencla w wykonaniu Autora. Utwory pochodzą z tomów „De profundis”, „Oda na dzień św. Cecylii” i „Wiersze zebrane”.

„Przebudzenie” – film dokumentalny

  • Scenariusz i reżyseria: Joanna Lichocka.
  • Współpraca: Rafał Dudkiewicz i Jarosław Rybicki.
  • Muzyka: Michał Lorenc.
  • Zdjęcia: Arkadiusz Gołębiewski, Jarosław Rybicki, Krzysztof Siuciak, Kamil Nowak, Paweł Pierzchanowski, Paweł Nowak, Gleb Nelup, Włodzimierz Resiak.
  • Montaż: Paweł Pierzchanowski.
  • Produkcja: Gazeta Polska.

Relacja z premiery

„To jest film szczególny, dlatego bardzo się cieszę, że mam w nim swój udział” – powiedział Wojciech Wencel po projekcji filmu dokumentalnego Joanny Lichockiej „Przebudzenie”. – Wszyscy czekaliśmy jakoś podświadomie na powstanie, na rewolucję, a okazuje się, że naszym przeznaczeniem jest upór i trwanie”.

Tłumy do ostatniego wolnego miejsca wypełniły kino Palladium na  pokazie filmu. Na pokazie byli między innymi Rafał Ziemkiewicz, Piotr Semka, Jan Pospieszalski, Bronisław Wildstein.

Pełna relacja >http://www.blogpress.pl/node/10889

Film „Przebudzenie” był dodany do tygodnika Gazeta Polska 21 grudnia 2011.

 

WYWIAD Z JOANNĄ LICHOCKĄ 

Oto, co o filmie powiedziała Joanna Lichocka w rozmowie z Sylwią Krasnodębską („Gazeta Polska Codziennie”).

Bohaterami filmu „Mgła” byli pracownicy Kancelarii Prezydenta obecni w Smoleńsku. „Pogarda” pokazała haniebne traktowanie rodzin ofiar. Teraz wyreżyserowała Pani film „Przebudzenie” o ludziach z Krakowskiego Przedmieścia.

Film nie jest trzecią częścią tryptyku, który realizowałam z Marią Dłużewską. To zupełnie osobny pomysł, który pojawił się w sierpniu tego roku. Widziałam, jak bardzo nieuczciwie opowiada się o ludziach, którzy byli podczas żałoby narodowej na Krakowskim Przedmieściu, na przykład tych, którzy stali w kolejce po kilkanaście godzin po to, żeby przejść obok trumien prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Marii Kaczyńskiej i by oddać im hołd.

Nie tak dawno na przykład portal „Gazety Wyborczej” zdjęciem tej kolejki opatrzył tekst o tym, że „postawy autorytarne, pogarda dla innych rasowo czy słabszych społecznie – wszystko to powraca”. To nic innego jak podłość. Niemal co dzień stykamy się z kłamstwem na temat ludzi z Krakowskiego Przedmieścia, z oskarżeniami o nienawiść, przemoc, faszyzm. Nie tak dawno zupełnie skandalicznie wypowiedział się na ten temat polityk PO, a zrobił to w stylu, którego nawet nie warto cytować.

Pomyślałam, że trzeba pokazać tych ludzi prawdziwie, obronić ich przed tą agresją. Byliśmy z kamerą na Krakowskim Przedmieściu w sierpniu, wrześniu i październiku, miałam też do dyspozycji materiał zgromadzony przez zespół Niezależnej.tv z kolejnych miesięcy. Mamy dobrze udokumentowane te wielotysięczne, odbywające się co miesiąc od ponad półtora roku marsze pamięci.

Pani bohater, opozycjonista, mówi, że w latach 80. był nazywany faszystą i teraz też jest. Czy to możliwe, by historia zatoczyła takie koło?

Uczestnikami marszów pamięci są często (choć nie tylko) ci sami ludzie, którzy działali w podziemiu, byli w NZS-ie lub chodzili na msze za Ojczyznę ks. Jerzego Popiełuszki. Po 10 kwietnia wielu z nich zrozumiało, że ich aktywność znów jest potrzebna, bo nie żyjemy w systemie opartym na prawdzie, że wolność jest ograniczana. Jeden z bohaterów filmu mówi, że to było jak ocknięcie – zrozumiał, że musi wrócić do aktywności politycznej czy społecznej, żeby zmieniać Polskę. Inny mówi, że ludzie o poglądach niepodległościowych, patriotycznych są spychani przez rządzących na margines, by tam tkwić, i że on się na to nie zgadza.

W tygodniu żałoby po katastrofie smoleńskiej moi bohaterowie zobaczyli na Krakowskim Przedmieściu kilkaset tysięcy Polaków, byli wśród nich i dostrzegli wspólnotę. Elity i rządzący też ją zobaczyli i zrozumieli, że ci Polacy mogą mieć siłę sprawczą. Dlatego zrobiono wszystko, by tę wspólnotę rozbić. Sprokurowano konflikt o pochówek na Wawelu czy awantury pod Krzyżem Pamięci. Elity się przeraziły, bo okazało się, że jest mnóstwo Polaków, którzy mówią „nie”.

Z tego filmu emanuje ogromna determinacja tych ludzi. Ale jaka jest ich realna siła? Wybory nie odmieniły naszej rzeczywistości.

Nie odmieniły, przeciwnie, okazały się triumfem systemu III RP. Jednak wybory polityczne przy ograniczaniu wolności słowa, lekceważeniu prawa obywateli do informacji i przy zmasowanym ataku na opozycję oraz propagandzie rządowej nie dają na razie tym ludziom szans.

Oni nawet nie mogą zobaczyć w żadnej telewizji rzetelnej relacji z tego, co każdego miesiąca odbywa się na Krakowskim Przedmieściu. Ale kilka tysięcy ludzi przychodzi pod Pałac Prezydencki mimo nagonki i niechęci, z którą się stykają. To zaprocentuje. Jednym z bohaterów filmu jest poeta Wojciech Wencel. W filmie mówi, że na Krakowskim Przedmieściu jest szczelina, przez którą przedostaje się gorąca lawa polskości. Że ona kiedyś zwycięży.

Mówi o wybuchu polskości, która zapali kraj.

Tak. Nie tylko on spośród ludzi z Krakowskiego Przedmieścia ma poczucie, że trzeba będzie dokończyć rewolucję Solidarności. Domagają się tego samego ? wolności, prawdy i godności.

W jednej ze scen Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu „GP”, tłumaczy policjantowi, że ludzie dopóty będą przychodzili przed Pałac Prezydencki, dopóki nie poznają prawdy o katastrofie smoleńskiej. Wtedy policjant rozkłada ręce i mówi – to do końca świata i o jeden dzień dłużej. Zatem jeszcze dużo filmów przed Panią.

W ogóle dużo zadań przed nami. Jesteśmy w drugim obiegu, w tej części społeczeństwa, której pozbawia się własnego głosu w głównych mediach elektronicznych. Jak wiadomo, wszystkich dziennikarzy niezależnych, oprócz Janka Pospieszalskiego, którego po nacisku społecznym przywrócono, wyrzucono z telewizji publicznej zarządzanej przez koalicję PO-PSL-SLD. Media komercyjne także kibicują rządzącym. Dziennikarze, twórcy, eksperci niezależni muszą dziś równoważyć przekaz propagandowy. To główne zadanie – mówienie kłamstwu „nie”.

I czekamy na wybuch polskości i na ten pożar.

W każdym razie chuchamy na ten żar.

http://niezalezna.pl/

 

WYWIAD Z WOJCIECHEM WENCLEM 

Obudziliśmy się głodni prawdy i wolności

„Jesteśmy wspólnotą wolnych Polaków, a więc niemożliwe jest kompromisowe odnalezienie się w strukturze III RP, która oparta jest na kłamstwie. Kłamstwo jest zawsze formą zniewolenia.”  Z Wojciechem Wenclem, poetą i felietonistą, rozmawiają Dawid Wildstein i Samuel Pereira.

Jest Pan jednym z głównych bohaterów filmu Joanny Lichockiej „Przebudzenie”. Czym dla Pana jest udział w tego typu przedsięwzięciu?

Ten film to rodzaj osobistego świadectwa. Starałem się odtworzyć w szczegółach doświadczenie Smoleńska, które zmieniło moje życie. Ale to również rodzaj zobowiązania wobec wspólnoty wolnych Polaków, która narodziła się po 10 kwietnia 2010 r. Chyba nikt nie jest w stanie przez kilkadziesiąt lat utrzymywać patriotycznej wrażliwości i solidarności na tak wysokim poziomie. Duch kiedyś osłabnie, zostanie codzienność. Dlatego cieszę się, że mam punkt odniesienia, do którego będę mógł wracać, gdy świat znów będzie mnie spychał w egoizm i konsumpcję.

W filmie Anita Czerwińska mówi, że przestała czuć się mniejszością. Pojawia się wątek nowej wspólnoty. W jakiej relacji pozostaje ona do tego, co było przed nią?

Jesteśmy wspólnotą wolnych Polaków, a więc niemożliwe jest kompromisowe odnalezienie się w strukturze III RP, która oparta jest na kłamstwie. Kłamstwo jest zawsze formą zniewolenia. Stąd nasza antysystemowość. Przed 10 kwietnia ludzie czuli, że z państwem jest źle, ale nie sądzili, że aż tak. Mimo wszystko spodziewaliśmy się, że wobec katastrofy smoleńskiej władza zachowa minimum przyzwoitości. Oddanie śledztwa Kremlowi, później gaszenie zniczy, powrót do mowy nienawiści w mediach – wszystko to uświadomiło nam, że jesteśmy sami i że na nas spoczywa odpowiedzialność, by Smoleńsk nie stał się wyłącznie newsem w serwisach informacyjnych. Kultura, która nie potrafi dostrzec świętości ofiary i nie interesuje jej prawda o śmierci głowy własnego państwa, jest głęboko chora. Musimy zrekonstruować kulturę reagującą właściwie na rzeczywistość. Tę pracę trzeba wykonać w podziemiu, bo tylko tam można stworzyć nowe centrum. Starając się reformować kulturę III RP, pozostalibyśmy częścią obecnego systemu.

Film „Przebudzenie” mocno akcentuje uczucie przełomu, nowości. Niech mi Pan powie, czy „po naszej stronie”, przed 10 kwietnia istniała jakakolwiek wspólnota? Czy dopiero tak radykalne doświadczenie jak Smoleńsk mogło tę wspólnotę wytworzyć?

Przed 10 kwietnia istniały pozostałości formacji niepodległościowej, rozproszone środowiska tradycyjnej polskiej inteligencji. Nazwałbym ich stańczykami. To ludzie głęboko świadomi, czym naprawdę był Okrągły Stół, niemający złudzeń co do natury III RP. Ale większość z nas traktowała ich odmowę uczestniczenia w życiu publicznym jako gest przesadzony. Dopiero radykalna trauma uświadomiła nam, w jakim państwie żyjemy. Przebudziła nas z letargu. Obudziliśmy się głodni prawdy, sprawiedliwości, realnej wolności słowa. Tym większy hołd należy się tym, którzy już wcześniej walczyli z kłamstwem: Krzysztofowi Wyszkowskiemu, Andrzejowi Gwiaździe czy środowisku krakowskich „Arcanów”. Oni przechowali dla nas substancję polskości, z której dziś możemy budować w wymiarze masowym.

Ale z tego wysnuwa się przerażający wniosek, że ta tragedia była nam niezbędna dla przetrwania i zrozumienia. Dla istnienia wspólnoty…

Narodowe tragedie zawsze mają dwie strony. Są olbrzymią traumą, ale mają też funkcję oczyszczającą, zdzierają maski. Stając wobec śmierci, trudno nadal prowadzić jakieś gierki ideologiczne, dostosowywać się do otoczenia. Oczywiście bardzo chciałbym, aby to, co się stało w Smoleńsku, nigdy się nie wydarzyło. Ale skoro już się stało, nie można tylko lamentować. Mam głębokie, chrześcijańskie doświadczenie, że Bóg przychodzi do człowieka na gruzach jego życia. Podobnie jest w historii narodów. Przebudzenie, o którym mówi film Joanny Lichockiej, dla mnie osobiście jest też przebudzeniem do krzyża. Ten krzyż wykluczenia, podziemnej kultury nie musi być przekleństwem. Jeśli połączymy go z krzyżem Chrystusa, jarzmo będzie słodkie, a brzemię lekkie. Bł. ks. Jerzy Popiełuszko mówił: „Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym”.

Przecież to, co Pan mówi, znaczy, że istnieliśmy w tak zdegenerowanym świecie, że tylko krew niewinnych mogła go odmienić?

Skoro doszło do ofiary, widocznie tak było. Ta tragedia jest przecież kulminacją atmosfery nienawiści wobec polskiego prezydenta i jego współpracowników, narastającej przez lata. Od Okrągłego Stołu formacje niepodległościowe były konsekwentnie, choć często zakulisowo, niszczone. Ostatnie miesiące przed Smoleńskiem to już festiwal szyderstw i nienawiści. Długo żyliśmy w tym zdegenerowanym świecie, oszukując się, że być może demokracja musi tak wyglądać. Czuliśmy się źle, ale pocieszaliśmy się, że przecież nie ma już w Polsce sowieckich wojsk, cenzury czy jawnych mordów politycznych. Smoleńsk odsłonił prawdziwy obraz: żyliśmy w bagnie, w cuchnącym wnętrzu hybrydy zrodzonej przy Okrągłym Stole. Nie przejdzie mi przez usta, że smoleńska ofiara krwi była konieczna, ale chylę głowę przed poległymi, bo każdy dzień bardziej uświadamia mi ich bohaterstwo.

Stwierdza Pan w filmie, że zagrożeniem dla wspólnoty są te siły, które dążą zawsze do zbrukania tego, co wysokie?

– Istotą III RP jest przymierze cyników w polityce i kulturze. To państwo błazeńskiego rechotu, szyderstwa. Najbardziej typową emanacją polityczną tego zjawiska jest działalność Janusza Palikota, kulturalną – medialne popisy Kuby Wojewódzkiego. Najgorzej, że obaj mają swoich wyznawców wśród postępowej inteligencji, która na własny użytek zdeformowała dykcję gombrowiczowską. Witold Gombrowicz spełniał się jako wentyl bezpieczeństwa dla narodowej tradycji, nie pozwalał nam popaść w megalomanię, nie przyszłoby mu jednak do głowy domagać się likwidacji całej romantycznej spuścizny. Dzisiejsi mędrcy zrozumieli to jednak nie jako przestrogę przed nadmiernym nadmuchiwaniem patriotycznego balonu, lecz jako całkowitą negację patriotyzmu. Myślę, że Gombrowicz, gdyby żył, wyśmiałby ich. W istocie są nie spadkobiercami pisarza, lecz klonami Zyty Młodziakówny. Niestety, skutki ich groteskowej postawy w kulturze są poważne.

Mówi Pan, że duch kiedyś osłabnie. Jakie są szanse przetrwania wspólnoty „wolnych Polaków”? Przegraliśmy kolejne wybory, nagonka trwa. Joanna Lichocka mówiła, że ten film ma pokazywać nadzieję. Ja widzę zmęczenie i smutek.

Chcę gorąco podziękować Joasi za ten film. Jestem pewien, że wszyscy będziemy do niego wracali. Nie zgodzę się, że nie ma w nim nadziei. Jest, tyle że nadzieja krzyża, a nie polityczny triumfalizm. Czeka nas długa droga pogłębiania polskiej kultury, ale też własnej duchowości. Kto oczekuje natychmiastowej wypłaty w wyborach, może być rozczarowany, ale dla nas nadzieja tkwi w rzeczach małych: w rodzącej się solidarności, w uśmiechach obcych ludzi, w zniczach osłanianych dłonią, w pracy u podstaw, wytrwałości, wierności, pokorze wobec faktów politycznych, w tym wszystkim, co się tli na Krakowskim Przedmieściu. Jedyną drogą do zachowania ducha jest codzienna modlitwa. Oczywiście wierzę, że kiedyś ten nasz ogień się rozprzestrzeni na całą Polskę, ale to już nie zależy wyłącznie od nas. Oczekując przebudzenia narodu, nie powinniśmy gardzić tym, co już nam dano: nasze znicze, pochodnie i serca wciąż płoną. Ciemność ich nie ogarnęła.

17.12.2011, http://niezalezna.pl/

DALEJ

strona [2] Recenzja książki

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Recenzje, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.