Milczysz, panie Levittoux…

Znalezione na forum historycy.org: „Kiedy po raz pierwszy usłyszałem piosenkę Gintrowskiego „Karol Levittoux”, w chatce studenckiej na Szczytkówce, miałem 17 lat, chodziłem do liceum. Był rok 1992. Powaliło mnie to na ziemię, szczerze mówiąc wszyscy przy ognisku mieli w oczach łzy…”

Dla mnie prywatnie los Karola Levittoux jest tragicznym przykładem, jak człowiek może nie doceniać samego siebie i własnej siły…

Karol Levittoux (1820 -1841) był synem Piotra Levittoux-Desnouettes, francuskiego żołnierza, który – jak wielu innych Francuzów – podczas odwrotu spod Moskwy zakochał się w Polce i osiadł w nowej ojczyźnie.

Jego syn mimo obco brzmiącego nazwiska był już stuprocentowym polskim patriotą. Ten absolwent łukowskiego gimnazjum i słuchacz kursów pedagogicznych w Warszawie w 1839 roku założył w Łukowie Związek Patriotyczny, którego działalność polegała na pracy samokształceniowej i agitacji, będąc częścią składową Stowarzyszenia Ludu Polskiego. Z jego inicjatywy powstał też podobny związek w Chełmie.

Biorący udział w sprzysiężeniach zostali oskarżeni o dążenie do wywołania powstania zbrojnego, utworzenia rządu republikańskiego oraz zniesienia pańszczyzny. Sprzysiężenie wykryto w 1841 na skutek zeznań złożonych przez nauczyciela szkoły elementarnej w Łukowie Jana Thierbacha. Przywódcę przewieziono do warszawskiej Cytadeli i poddano brutalnemu śledztwu. Gdy nie powiodła się próba ucieczki, Levittoux postanowił popełnić samobójstwo, by nie wydać towarzyszy. Podpalił siennik i zginął w ogniu.

Tak opisują te wydarzenia R. Orłowski i J.R. Szaflik w książce Dzieje Miasta Łukowa (Lublin 1962):

Ferment wśród patriotów będący odpowiedzią na ucisk policyjny i nieprzestrzeganie zasad konstytucji, udzielił się zwłaszcza młodzieży polskiej. Wkrótce ruch ten przeniósł się na grunt łukowski. Najniespodziewaniej stało się miasto w latach czterdziestych XIX stulecia centrum akcji konspiracyjnej w Królestwie Polskim. Ośrodkiem działania była szkoła wojewódzka, kierowana w r. 1831/32 przez rektora ks. Tarczyńskiego. W gronie młodych wychowanków zakładu dojrzewał pierwszy spisek rewolucyjny.
Zdekonspirowanie warszawskich filii Stowarzyszenia Ludu Polskiego i Konfederacji Narodu Polskiego, stworzyło dotkliwą lukę w kierownictwie konspiracyjnego ruchu narodowo-wyzwoleńczego w Królestwie Polskim. Na czoło ruchów młodzieżowych wysunął się Związek Patriotyczny zorganizowany przez młodzież łukowsko-warszawską w 1839 r., który wchłonął resztki warszawskiej organizacji, kierowanej przez Aleksandra Wężyka.
Związek Patriotyczny posiadał program zbliżony do emigracyjnego Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Od założenia tej organizacji duszą Związku stał się Karol Levittoux, absolwent gimnazjum łukowskiego. Już w czasach szkolnych dał się on poznać jako uczeń o niepospolitych zdolnościach, i nieugiętej woli. W organizacji zwano go „Konarszczykiem”.

Najbliższymi współpracownikami Levittoux w Łukowie byli: Stanisław Dubois, uczeń 7 klasy, o którego radykalnych poglądach świadczy fakt, iż „skłaniał jednego z ekonomów słowami i za pośrednictwem zakazanych książek, aby łagodniej obchodził się z chłopami i objaśniał im zasady równości i wolności”. Obok niego pomocnikiem Levittoux był Tytus Gumowski, rówieśnik i kolega z ławy szkolnej. Celem organizacji było zbrojne obalenie rządów carskich na drodze ogólnonarodowego powstania, w którym mieliby wziąć wybitny udział chłopi i niższe warstwy społeczne. Broń pochodzić miała z rozbrojenia rozmieszczonych na prowincji oddziałów wojska rosyjskiego. Spisek na terenie Łukowa roztoczył dość szerokie kręgi, co w rezultacie przesądziło o jego ujawnieniu. Zdrada Jana Thierbacha, nauczyciela Szkoły Elementarnej w Łukowie, który podstępnie wkradł się do organizacji w 1841 r. sprowadziła liczne aresztowania, które na terenie miasta objęły przeszło 200 osób. Spośród aresztowanych, 14 najbardziej obciążonych z K. Levittoux osadzono w celach X pawilonu Cytadeli warszawskiej. Po pewnym czasie uwięzionych łukowian wypuszczono z więzienia z okazji ślubu następcy cara Mikołaja I. Z przywileju tego wyłączono Levittoux. Nie powiodły się także próby umożliwienia mu ucieczki. Poddany okrutnym i nieludzkim torturom moralnym i fizycznym w obawie przed załamaniem się zadał sobie straszną śmierć. Zginął w płomieniach podpalonego własnoręcznie łoża więziennego w lipcu 1841. Fakt śmierci Levittoux opisał Zygmuntowi Krasińskiemu Cyprian Norwid: „kląkł na łóżku z twardych desek powrozami słomianymi okręconych – pod one deseczki świecę postawił; wolno zapaliły się powrozy kręcone ze słomy. Jak wieczność długo musiały się rozżarzać, nim zaczęły śmierć zadawać. Kilka godzin ujść musiało nim to łóżko- w stos się przeobraziło i to raczej węglem niż płomieni. Znaleziono go na kolanach z piersią i twarzą zwęgloną, bez życia wpół opadłym”.
Męczeńska śmierć tego bohatera stała się natchnieniem do poświęcenia mu utworów literackich: „Burza” – C. K. Norwida, „Modlitwa” R. Zmorowskiego (współwięzień), „Karol Levittoux” – W. Syrokomli. Postać ziomka łukowskiego była w latach niewoli natchnieniem do walki o niepodległość. Na obczyźnie wskazywał Ludwik Mierosławski na Karola Levittoux jako na bohatera narodowego. Wymieniał go obok ks. Ściegiennego.

Wydaje się, że autorzy zbyt bezkrytycznie podeszli do carskich źródeł i protokołów ze śledztwa. Cele rewolucyjne znajdowały się na bardzo odległej pozycji wśród priorytetów Związku Patriotycznego, na razie była to głównie organizacja samokształceniowa. Można powiedzieć, że powtórzyła się sytuacja filomatów i filaretów, tyle że w sytuacji po powstaniu listopadowym Rosjanie okazali się dużo bardziej brutalni niż w roku 1823.

Antoni Kozakiewicz  Śmierć Karola Levittoux

Bolesław Limanowski tak przedstawia bieg wydarzeń w swojej Historii demokracji polskiej w epoce porozbiorowej (Zurych 1901):

Armia szpiegów pod dowództwem słynnego Abramowicza napadała na domy, dwory i, znalazłszy jakąś książkę zakazaną lub jaką inną poszlakę, więziła i odsyłała do cytadeli. (…) Tak było w 1841 r., kiedy wykryto związek młodzieży szkolnej w Łukowie. Przywieziono wówczas około 200 młodzieńców. Młodzież trzymała się dzielnie i nic z niej wydobyć nie można było. Kierownikiem tego związku był Karol Levittoux, wielkiego hartu i niezwykłych zdolności młodzieniec. Dostał on 2 tysiące pałek, co dwa dni po 400, był głodzony, nie dawano mu spać, ale wszystko to wytrzymał i nikogo nie wydał. Z powodu zaślubin następcy Mikołaja wystarano się o uwolnienie młodzieży łukowskiej, ale z tej łaski wyłączono Levittoux. Wówczas starano się ułatwić mu ucieczkę i w grzbiecie książki wraz z listem, kluczem [szyfrem] pisanym, przysłano piłkę do przerzynania krat. Przy rewizji więźniów, która odbywała się często, wpadły one w ręce żandarmów. Rozpoczęły się więc nowe badania i nowe męczarnie. Levittoux, osłabiony na ciele i czując w sobie słabnącego ducha, z obawy, aby nie wydał nikogo, podpalił swoje łózko i na nim życie zakończył. Było to ostatnich dni lipca 1841 r. Od tego czasu zaprzestano dawać światło więźniom.

Cyprian Kamil Norwid miał w liście do Zygmunta Krasińskiego tak opisać śmierć Levittoux:

…kląkł na łóżku z twardych desek powrozami słomianymi okręconych – pod one deseczki świecę postawił; wolno zapaliły się powrozy kręcone ze słomy. Jak wieczność długo musiały się rozżarzać, nim zaczęły śmierć zadawać. Kilka godzin ujść musiało nim to łóżko – w stos się przeobraziło i to raczej węglem niż płomieni. Znaleziono go na kolanach z piersią i twarzą zwęgloną, bez życia wpół opadłym…

W moim przekonaniu jest to apokryf, ponieważ zachował się tylko jeden (!) list Norwida do Krasińskiego, którego na dodatek Norwid poznał dopiero w 1846 roku. Być może Krasiński przepisał ten fragment w jednym ze swoich listów do innego odbiorcy. Na pewno w ogłoszonej przez J.W. Gomulickiego korespondencji Norwida nie natrafiłem na żadną wzmiankę o Karolu Levittoux. Za to poświęcił mu Norwid jeden ze swoich pierwszych wierszy.

Cyprian Norwid
Burza [I]

Śmiało, młodzieńcze! chociaż przepaść bliska,
A niebo gromem odzywa się nowym,
Z nieuchronnego wynijdziesz ogniska
W wieńcu gwiazdami iskier brylantowym.
I kataraktę nie wstrzymaną w pędzie
Przejdziesz, choć trwalsze unosi kamienie;
Strącony z góry głaz cię mijać będzie,
Walcząc opodal jak bezsilne szczenię.
A ty, sam jeden wśród żywiołów bitwy,
Ani o błahy zawołasz ratunek,
Ani płaczliwie ponowisz modlitwy,
Które przed burzą miałeś za kierunek.
I poświęcenia silny talizmanem,
Gdy inni, wiosła opuściwszy, klęczą,
Ty, z zapienionym walcząc oceanem,
Grzywę mu dłonią ujarzmisz młodzieńczą.
A choćby nawet ciemne gardło morza
Rozwarło otchłań wiecznie chciwą żyru,
Jeszcze w obłokach błyśnie ręka Boża,
Abyś się chwycił i wydostał z wiru.

*

Śmiało więc zdążaj ku przeczystej cnocie,
Jeśli zaś burza wyrwie ci wawrzyny,
Myśl wskrzeszać będzie naśladowców krocie,
A w posąg własne skamienieją czyny!

Wiersz z jesieni 1841 dochowany jedynie w tym jednym fragmencie, który Norwid pragnął ogłosić w pismach warszawskich ok. 1 grudnia, ale którego „dla okolicznościowych przyczyn” (tj. ze względu na cenzurę polityczną) nie udało mu się przemycić. Nie udało mu się to i w wileńskim „Athenaeum” J.I. Kraszewskiego, któremu wiersz ten przesłał przy liście z 6 grudnia.

Trudności publikacji były spowodowane kryptopolityczną treścią wiersza, którym poeta pragnął uczcić pamięć młodego, a „doskonalę znanego” sobie spiskowca, Karola Levittoux […]. Stąd właśnie w wierszu motyw „ogniska” i „iskier”, zajmujący naczelne miejsce w ukazanej w nim bitwie żywiołów, stąd walka z „burzą”, która w szyfrze ówczesnej poezji polskiej zastępowała wielokrotnie niemożliwy do wymienienia terror caratu, i stąd pochwała młodego bojownika, który nie może liczyć na publiczne uwieńczenie wawrzynem.

Ostatni wers Burzy (o „posągu”) odznaczał się szczególną aktualnością, bowiem, 29 listopada 1841 w Warszawie w rocznicę wybuchu powstania listopadowego odsłonięto na placu Saskim obelisk, którym car Mikołaj I uczcił pamięć generałów polskich, „poległych za wierność swemu monarsze” podczas Nocy listopadowej.

Juliusz Wiktor Gomulicki w: C. Norwid Pisma wybrane, t. 1 Wiersze

Także Mieczysław Romanowski (1833-1863), jeden z późnych romantyków krajowych, poeta poległy podczas powstania styczniowego w bitwie pod Józefowem, oddał hołd Karolowi Levittoux.

Mieczysław Romanowski
Śmierć Levittoux

A gdy go złożono na nędznej pościeli,
Rozważał, czy ciało wytrzyma
Te męki, bo znowu tak chłostać go mieli
Sędziowie – I poczuł: sił nie ma.

Lecz święcie dochowa tajemnice bratnie,
Bo stu by zginęło ich może.
Toż westchnął do Boga o męki ostatnie –
I ognia nasypał pod łoże.

I usiadł na łożu spokojny, bez leku,
Gdy jasne płomienie wstawały.
Choć ogień gryzł kości, nie wydał i jęku
I milczał, jak zakamieniały.

Przez kraty wnet bracia płomienie ujrzeli,
Straż alarm krzyknęła w podsieniu;
Jenerał i draby wpadają do celi:
Levittoux już skonał w płomieniu.

Jednak postać Karola Levittoux znana byłaby dziś tylko badaczom tajnych związków z połowy XIX wieku, gdyby nie wspomniana na samym początku piosenka Przemysława Gintrowskiego do tekstu Jerzego Czecha:

Jerzy Czech
Karol Levittoux

Zbrodniczy spisek w gimnazjalnej klasie
Zagraża państwu, w jego spokój godzi
Inspiratorów wkrótce wykryć da się
Wciąż niepoprawni Polaczkowie młodzi

Ten Levittoux był hersztem, jak się zdaje
Przez niego w dusze sączy się trucizna
Śledztwo prowadźcie zgodnie ze zwyczajem
W mig się przyzna, prędko się przyzna

Drogi panie Levittoux, prawdę wyznać chciej
Gdy wspólników podasz tu, sercu będzie lżej
Milczysz, panie Levittoux, nie unikniesz kar
Młodzież wiodłeś ty ku złu, smuci się nasz car

Mury kazamat dostatecznie grube
Żeby krzyk każdy wytłumić dokładnie
Błogosławiony, kto przejdzie tę próbę
A kto się złamie, przekleństwo nań spadnie

Logika dziejów nakłada kajdany
Sprawiedliwości zgrzytają zasuwy
I ciągle jedna myśl tłucze o ścianę:
„Nic nie mówić, nie mówić, nie mówić…”

Wszakże, panie Levittoux, nie działałeś sam
Gdy cię pozbawimy snu, wszystko powiesz nam
Miejże rozum Levittoux, próżny jest twój trud
Żadnej strawy nie dać mu, by go złamał głód

Na przesłuchaniu wziął czterysta pałek
Konieczny był tu bezpośredni przymus
Śledztwo da skutek, jeśli jest wytrwałe
Bez końca przecież nie może się trzymać

Zwinięty w szmatę leży sztandar ciała
Szarpie go w strzępy ptaszysko dwugłowe
Krwią pokreślona pleców karta biała
Na niej napis „nie powiem, nie powiem…”

W końcu z ciebie, Levittoux, tryśnie zeznań zdrój
Zaznasz knuta dzień po dniu, pęknie upór twój
Chciałeś uciec, Levittoux, coś ci słabo szło
Krzycz do ostatniego tchu, nas nie wzruszy to

Pod siennikiem migoce kaganek
Mniej boli ogień, niźli ran płomienie
Dziś sobie takie rozścielę posłanie
Co moją celę w jeden krzyk zamieni

Skąpo tu światła Moskale mi dali
Ale wystarczy, żeby spłonął człowiek
Patrzcie, jak długo ten więzień się pali
Co już nic nie powie, nie powie…

Zwęglone resztki wymieciono rano
Ból szybko wsiąka w kamień cytadeli
Po incydencie tym rozkaz wydano
By więźniom światła nie dawać do celi

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia, Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Milczysz, panie Levittoux…

  1. Anonim pisze:

    Maturzystka z `91…Wlasnie przesluchujac stare nagrania natknelam sie na „Levittoux” w wykonaniu P. Gintrowskiego…Mnie tam dalej powala na kolana.Slowa Jerzego Czecha i to wykonanie…Szacunek.
    A sam bohater?Nie mam slow po prostu.

  2. Słówmówka Pustomakówka pisze:

    Rok 1820.
    Syn francuskiego żołnierza armii napoleońskiej, rodzi się kiedy Polska jest już Ideą nie zaś fizyczną rzeczywistością. Uwięziony przez rosyjskiego cara w cytadeli warszawskiej z wiadomego historycznie powodu …kląkł na łóżku z twardych desek powrozami słomianymi okręconych i pod one deseczki świecę postawił… i przeniósł tym czynem, skrawek Polski do świata bytów metafizycznych. Tam oto dołączył do pionierów, bardzo sobie podobnych, którzy trwali już w oczekiwaniu na dodatkowy „Towar”. Bez –następnie- zbędnej zwłoki wespół, kontynuowali przymusowo zawieszoną pracę. Pracowali cierpliwie i rozważnie, czasem z konieczności jedynie przerywając. Wtedy pełni niepokoju – bo przecież w komplecie tam Wszyscy jeszcze nie stali – trwali w oczekiwaniu, zapraszając sobie podobnych modlitwą, w te oto słowy:
    „Wolność w Polsce będzie inna:
    Nie szlachecko – złota
    Ni słomiana wolność gminna
    Od płota do płota:
    Ni słowieńsko – przepaścista
    O tatarskim – czynie
    Ni ta z której kabalista
    Śni o gilotynie ( …)
    Wolność będzie z dobrej woli
    Jak w pieśni rymowej
    Gdzie z nutą myśl swawoli
    I nuta gra słowy.” (Norwid)
    …, i tylko sobie podobnych – o to także pełni niepokoju – bo z sobie niepodobnymi wkroczą rychło poza drogę mleczną a Polska stanie się Wszemobecnym, niepomyślną.
    „Jeśli ma Polska pójść nie drogą mleczną …
    Jeśli ma być nie demokratyczną …
    Jeśli nam Polska ma być anarchiczną
    Lub socjalizmu rozwinąć pytanie
    To niech na wieki pod carem zostanie.” (tenże)

    Minęły lata:
    28 sierpień 1980. Warszawa. Polska.
    (opracowano w oparciu o książkę Zb. Branacha pt. Mit ojców założycieli).
    Protokoły posiedzeń Biura Politycznego. Sierpień 1980. Tajne.
    „Gierek tego jeszcze dnia, proponował członkom PolitBiura takie kierowanie negocjacjami w Gdańsku, aby w odpowiednim momencie winą i odpowiedzialnością za planowanie czy kalkulowane zerwanie rozmów obarczyć MKS. Ponadto zalecił zaostrzenie blokady Wybrzeża i wprowadzenie stanu zagrożenia w głównych ośrodkach:
    -Dziś w nocy przeprowadzić większe aresztowania…. Nie wykluczam też swojego ostatniego, nie ostatniego a trzeciego kolejnego przemówienia do wszystkich warstw narodu, nawet z dramatycznym apelem pod hasłem obrony socjalizmu.
    W tym momencie, Pierwszy usłyszał głos podpowiadacza:
    – Zwrócić się szczególnie do kobiet.
    Suflerem okazał się Zdzisław Grudzień. Pan na Śląsku. Stary wypróbowany druh Edka.
    (…)
    Gierek już poprzedniego dnia informował kolegów o „ustnej” reprymendzie i naciskach ambasadora ZSRR porównującego, że w wyniku ofensywy „anarchosyndykalistów” w bolszewickiej Rosji w 1921 roku, niemalże doszło do obalenia Rady Komisarzy Ludowych.
    – Trzeba zaraz poprosić towarzysza Aristowa [ambasador ZSRR] o podjęcie właściwych kroków – zaapelował, a właściwie polecił Stefan Olszowski. [sekretarz KC PZPR].
    – Temat nowej struktury związkowej trzeba przedyskutować z sojusznikami, bo to sprawa doktrynalna, uzupełnił Jaruzelski.
    Nagle Gierek uderzył w ton dramatyczny:
    – Błagam Was, jeśli uważacie że trzeba to oskarżajcie mnie. Wszystko przyjmę z pokorą, nawet niech mnie sądzą. Godzę się na wszystko, byleśmy nie ześliznęli się w przepaść.
    -Reagujemy jak dzieci, skarcił słabnącego przywódcę Olszowski.
    – Nie widzę możliwości zwołania plenum dziś. Przedtem trzeba odbyć spotkanie z sojusznikami. To musi być bardzo poważna rozmowa. (…) Towarzysze radzieccy myślą o nas z niepokojem.
    (…) Wobec przedstawionego dictum, Gierek zaproponował by na konsultacje z sojusznikami udali się razem z nim Olszowski, Jaruzelski i Kania.
    29 sierpień 1980 pozostająca w gotowości delegacja, z zachowaniem konspiracyjnej przezorności posłusznie stawiła się wieczorem na dywaniku u ambasadora ZSRR.
    Podczas porannego posiedzenia Biura Politycznego w dniu 30 sierpnia, rolę referującego nocne rozmowy z ambasadorem radzieckim powierzono Kani.
    – Przedstawiliśmy ambasadorowi Aristowowi ocenę, że ta nowa struktura nie jest dobra, ale struktura strajkowa jeszcze gorsza.
    CZEKAMY NA ODPOWIEDŹ TOWARZYSZY RADZIECKICH, powiedział.
    I umilkł.

    Minęły kolejne lata.
    3 Styczeń 2013 roku. Warszawa. Polska.
    (opracowano w oparciu o informacje portali internetowych oraz doniesienia prasowe).
    Mający do 15 % poparcia społecznego kraju, Sojusz Lewicy Demokratycznej zaprezentował dziś pomysły na uhonorowanie setnej rocznicy urodzin Edwarda Gierka przypadającej na ten rok. Specjalna konferencja prasowa Sojusz odbyła się na Dworcu Centralnym w Warszawie.
    To był dobry czas dla Polski. Z jego osiągnięć korzystamy do dzisiaj. Polska zmieniała się z Polski drewnianej w murowaną. Za to właśnie należą się wielkie podziękowania Edwardowi Gierkowi – powiedział Sekretarz Generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej Krzysztof Gawkowski. Zaznaczył jednocześnie, że konferencja prasowa zorganizowana została w miejscu szczególnym dla dekady Edwarda Gierka. Polacy ze wschodu i z zachodu, z północy i południa dzięki tej inwestycji mogli podróżować po całym kraju.
    Jedną z inicjatorek uczczenia roku Edwarda Gierka jest Agnieszka Bucka, przewodnicząca Federacji Młodych Socjaldemokratów w Sosnowcu. Na konferencji młoda działaczka lewicy zaznaczyła, że wielkim osiągnięciem dekady Gierka była budowa ponad 2 500 000 mieszkań. Dziś młodzi ludzie nie mają szans na własne mieszkanie. Za czasów Edwarda Gierka praca była, obecnie pracujemy na umowach śmieciowych – powiedziała Bucka.
    Syn znanego polityka, eurodeputowany Adam Gierek podziękował młodzieży zebranej licznie na konferencji prasowej za zaangażowanie w akcję przypominania o osiągnięcia jego ojca.

    Minął jakiś czas i zaszeptał głos słyszany w te oto słowy:
    „Polsko ty moja! gdy już nieprzytomni
    Będziemy – wspomnij ty o nas! o! wspomnij
    Wszak myśmy z twego zrobili nazwiska
    Pacierz, co płacze, i piorun, co błyska.
    A dosyć, że się zastanowisz chwilę,
    Jaka tam cisza na naszej mogile
    Jak się wydaje przez Boga przeklęta;
    A nie zapomnisz ty o nas? o! Święta!” (Słowacki)

    Jeszcze ONA nie zginęła, póki jest słyszane,
    I choć obca moc wydziera, nie jest zapomniane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.