Zakłamana zbrodnia u podstaw III RP


Wciąż istnieje potężna presja, by zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki nie zostało wyjaśnione. Doświadczyli jej prokurator Andrzej Witkowski, dziennikarz Wojciech Sumliński i Leszek Pietrzak, biegły w postępowaniu prowadzonym w sprawie zabójstwa przez lubelski IPN.

Podczas rewizji u Wojciecha Sumlińskiego 15 maja 2008 roku (w sprawie afery marszałkowej) ABW zabrało dokumenty związane z zabójstwem księdza.
W wypowiedzi dla regionalnego Radia Podlasie, Sumliński powiedział: „w mieszkaniu zarekwirowano trzy tysiące tajnych, poufnych i niejawnych dokumentów. Były to dokumenty dotyczące sprawy ks. Popiełuszki, którą zajmuję się od kilku lat.”
Leszek Pietrzak jest bezpośrednio związany ze śledztwem w sprawie zabójstwa ks. Jerzego, bo uczestniczył jako biegły w postępowaniu prowadzonym przez lubelski IPN. 17 października 2007 roku opublikował w gazecie „Polska” obszerny artykuł, w którym podzielił się wiedzą na temat tego śledztwa.
„Bezpieka chciała torturami zmusić ks. Popiełuszkę do współpracy. Kapłan zginął, bo nie chciał zostać tajnym współpracownikiem SB” – napisał w artykule. Ujawnił też, że -politycznie i prawnie za śmierć ks. Jerzego odpowiadają gen. Wojciech Jaruzelski, ówczesny szef państwa, i gen. Czesław Kiszczak oraz przypomniał o złowrogiej roli oddziału Wojskowych Służb Wewnętrznych, które śledziły kpt. Grzegorza Piotrowskiego.

Prezydent śp. Lech Kaczyński: Nie wiemy dzisiaj, kto był rzeczywistym sprawcą jego śmierci. Znamy bezpośrednich wykonawców, ich bezpośrednich przełożonych, ale nikt nie jest na tyle naiwny, by wierzyć, że o sprawie zadecydowano na poziomie wicedyrektora departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Może po wielu latach cała prawda się ujawni, na ukaranie sprawców będzie wtedy za późno. zobacz: >Przemówienie Prezydenta wygłoszone 19 października 2009 roku, w 25. rocznicę męczeńskiej śmierci Ks. Jerzego

NA STRONACH:
strona [1] Leszek Pietrzak, Zakłamana zbrodnia
strona [2] Wywiad z prokuratorem Andrzejem Witkowskim
strona [3] Aleksander Ścios, Zbrodnia założycielska III RP
strona [4] ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, Mija 27-ma rocznica zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ciągle jednak nie wiemy, jak naprawdę zginął ów kapłan męczennik.
strona [5] Wojciech Sumliński, Tajemnica zbrodni [27.05.2013]

zobacz:

 

Leszek Pietrzak

Zakłamana zbrodnia

Sprawa zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki – kapelana podziemnej „Solidarności” – największego ruchu wolnościowego w powojennej Europie pozostaje nadal nie wyjaśniona. Pomimo upływu ponad 20 lat od tamtego jakże dramatycznego dla wszystkich Polaków wydarzenia, nadal nie znamy pełnej prawdy o kulisach tej zbrodni i jej głównych zegarmistrzach. Dwukrotne próby wyjaśnienia okoliczności tej zbrodni i ustalenia rzeczywistych sprawców morderstwa księdza przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego niestety nie zakończyły się całkowitym sukcesem. Prokurator Witkowski dwukrotnie odsuwany był od tego śledztwa, zazwyczaj wtedy gdy udawało mu się zebrać nowy materiał dowodowy. Jednak pomimo niedokończenia śledztwa, A. Witkowskiemu udało ustalić wiele nowych faktów dotyczących przebiegu zdarzeń w wyniku których doszło do śmierci księdza.

Wszystkie ustalone przez Witkowskiego fakty w sposób fundamentalny podważają  całą dotychczasową wiedzę na temat śmierci ks. Jerzego.

Z zebranego przez prokuratora materiału wyłania się pierwszoplanowa rola w całej sprawie kierownictwa MSW i gen. Czesława Kiszczaka. Tym samym ustalone przez Witkowskiego fakty wskazują nieodparcie, że sprawę morderstwa ks. J. Popiełuszki należy wyjaśnić ponownie i w sposób całościowy. Śledztwo jest nadal prowadzone przez prokuratorów IPN, jednak nadal nie jesteśmy w stanie oficjalnie poznać prawdy na temat tej zbrodni. Przez wiele lat obraz tego zdarzenia kształtowany był przez komunistyczną propagandę, w rezultacie czego, nieprawdziwy obraz zdarzeń w wyniku których miał zginąć ksiądz Popiełuszko, został głęboko zakorzeniony w świadomości polskiego społeczeństwa jako obraz prawdziwy. Nic zresztą dziwnego, skoro za propagandowym obrazem tej zbrodni stały ustalenia przeprowadzonego przez aparat ścigania śledztwa i wyrok Sądu Wojewódzkiego w Toruniu wobec czterech zatrzymanych funkcjonariuszy Departamentu IV MSW. Opinia publiczna do końca istnienia PRL poprzez zaplanowane działania MSW, pozbawiona była możliwości zweryfikowania oficjalnej wersji na temat tego zdarzenia. Tymczasem oficjalne wersja śmierci ks. J. Popiełuszki była wersją całkowicie skonstruowaną przez aparat władzy a ściślej, jego zbrojne ramię czyli Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Ksiądz Jerzy wrogiem władzy

Zacznijmy jednak od scenariusza zdarzeń, a w szczególności od motywów uprowadzenia i zamordowania księdza. Na scenie politycznej PRL ks. J. Popiełuszko pojawił się w latach 1981-1982 jako duszpasterz wyjątkowo aktywnie wspierający strajkujących robotników „Solidarności”. Swoim prostym  pasterskim słowem elektryzował tłumy, które przybywały na odprawiane przez niego msze za ojczyznę. Niebawem kościół św. Stanisława na Żoliborzu stał się prawdziwą „mekką” patriotyzmu.

Jednak na celowniku Służby Bezpieczeństwa ks. J. Popiełuszko znalazł się dopiero we wrześniu 1982 r., gdy Wydział IV Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych (SUSW) w Warszawie zaczął prowadzić sprawę o krypt. „POPIEL” w ramach której zaczęto operacyjnie rozpracowywać jego osobę. Jednak początkowe efekty prowadzenia sprawy były mizerne. SB-ekom nie udawało się zdobyć „interesujących” informacji na temat działalności księdza. Było lato 1983 r., msze za ojczyznę – odprawiane w kościele na Żoliborzu stały się już na dobre kanonem manifestacji patriotycznych. Kazania księdza Popiełuszki coraz mocniej ukazywały obłudę i zakłamanie komunistycznego systemu.

Gdy w lipcu 1983 r. zrelacjonowano gen. W. Jaruzelskiemu jedno z kazań księdza, wygłoszone przez niego w trakcie mszy za ojczyznę, gen. W. Jaruzelski, zazwyczaj opanowany, wpadł w istną furię. Zrozumiał bowiem, że społeczeństwa nie można zdobyć za pomocą „dywizji” uzbrojonych w czołgi i karabiny, pałki i gaz łzawiący. Uświadomił sobie, że od takiego oręża znacznie bardziej skuteczne jest słowo, a taką właśnie bronią dysponuje ks. J. Popiełuszko. Z perspektywy gen. W. Jaruzelskiego należało zatem księdza albo zneutralizować, albo odsunąć od wpływu na „masy”. Gen. W. Jaruzelski natychmiast wezwał do siebie szefa MSW – gen. Cz. Kiszczaka i w trakcie ożywionej rozmowy na temat księdza oznajmił mu wprost:

Zrób  coś z nim, niech przestanie szczekać.

Jest to  udokumentowane w aktach sprawy  „TRAWA” jakie znajdują się w IPN. Kiszczak potraktował te słowa jako służbowe polecenie przełożonego. Natychmiast po powrocie do MSW zwołał naradę z udziałem m.in. gen. Z. Płatka, gen. Ciastonia i innych wysokich funkcjonariuszy swojego ministerstwa. Poinformowany o małej efektywności dotychczasowych działań w prowadzonej wobec księdza sprawie POPIEL natychmiast polecił opracowanie planu  operacyjnego „dotarcia” do bezpośredniego otoczenia księdza i wypracowania dogodnej sytuacji operacyjnej do dalszych działań wobec ks. J. Popiełuszki. W trakcie wspomnianej narady zebrani uznali także, że istnieje konieczność podjęcia wobec księdza wspomagających działań dezintegracyjnych, licząc na jego ewentualne nerwowe załamanie. Od tego momentu sprawa działań operacyjnych wobec ks. J. Popiełuszki jako priorytetowa dla resortu znalazła się pod bezpośrednim nadzorem szefa MSW  gen. Cz. Kiszczaka, który na bieżąco miał być informowany o wszystkich szczegółach. Taki cele  wyłaniają się ze szczegółowej  analizy dokumentów  archiwalnych w archiwach IPN, jakie zostały   odnalezione przez zespół kierowany przez Prokuratora Witkowskiego.

Przy grobie Grzegorza Przemyka z matką Barbarą Sadowską

Formalnie sprawę działań wobec księdza przejęła wówczas od SUSW w Warszawie grupa kpt. G. Piotrowskiego z Wydziału VI Departamentu IV MSW, odpowiadającego za dezinformację i dezintegrację w kościele.

Poza operacyjnymi działaniami nękającymi księdza jak np. podrzucenie mu nielegalnej literatury i amunicji do prywatnego mieszkania oraz wielu innymi tego typu akcjami, znacznie ważniejsze było ulokowanie informatora w bezpośrednim otoczeniu księdza. Gdy w lutym 1984r. funkcjonariuszom SB udało się zarejestrować jako „Desperata” w ewidencji operacyjnej osobistego kierowcę księdza Waldemara Chrostowskiego, sprawa zaczęła rokować jakiś postęp. W. Chrostowski mógł bowiem dać SB to czego od dawna oczekiwała, czyli „świeżych” informacji o działalności księdza, a przede wszystkim mógł pomóc w realizacji strategicznych planów jakim był werbunek księdza. Nikt bowiem nie przyjął w MSW prostego i nie wymagającego skomplikowanych działań planu zabicia księdza natychmiast.

Idea realnego zwerbowania ks. J. Popiełuszki jako informatora SB pojawiła się dopiero wiosną 1984 r. Gen. Cz. Kiszczak jako „spec” od pracy operacyjnej, wszak w przeszłości był szefem wywiadu wojskowego był przekonany, że zwerbowanie księdza, o ile zakończyłoby się sukcesem, zneutralizuje go, a być może dzięki werbunkowi uda się go skanalizować w kierunku wykorzystania jego osoby w rozgrywkach z opozycją w przyszłości. Latem 1984 r. w trakcie spotkań z przedstawicielami Episkopatu Polski gen. Cz. Kiszczak uznał, że inną koncepcją rozwiązania problemu ks. J. Popiełuszki, która mogła by zostać zaakceptowana zarówno przez stronę rządową jak i przez Episkopat było wysłanie księdza za granicę. I tutaj właśnie w naturalny sposób pojawiła się koncepcja wyjazdu księdza na studia do Rzymu. Jednak gen. Cz. Kiszczak uznał, że optymalnym rozwiązaniem „operacyjnym” byłoby połączenie obu koncepcji dotyczących księdza w jedną koncepcję – bardzo perspektywiczną dla resortu. Taki obraz „filozofii”  działania resortu wyłania się zwłaszcza z dokumentacji powstałej w wyniku inwigilacji skazanych na procesie toruńskim SB-eków i ich rodzin.

Rodzi się w tym miejscu jedno zasadnicze pytanie. Co dla szefa MSW dawało zwerbowanie księdza?

Otóż wysłanie zwerbowanego uprzednio księdza do Rzymu dawało gen. Cz. Kiszczakowi bardzo wiele. Po pierwsze byłby to rzeczywiście ogromny sukces operacyjny – ważny polski duchowny – kapelan „Solidarności” w najważniejszym wówczas miejscu dla wszystkich wywiadów komunistycznego bloku – w samym centrum kościoła katolickiego. I nie ważne byłyby jego rzeczywiste możliwości operacyjne w Rzymie i to czy ks. J. Popiełuszko miałby rzeczywisty dostęp do Jana Pawła II lub do jego najbliższego otoczenia. Ważne było przede wszystkim to, że taki sukces operacyjny na pewno wzmacniałby pozycje polskich służb w komunistycznym bloku. Gen. Cz. Kiszczak mógłby się pochwalić się nim przed towarzyszami radzieckim, co niewątpliwie umacniałoby również jego pozycję na Kremlu, na czym mu niezmiernie zależało. Pamiętać trzeba, że gen. Cz. Kiszczak rywalizował z nadzorującym aparat bezpieki z ramienia BP KC PZPR – gen. J. Milewskim, którego pozycja na Kremlu nadal wydawała się mocna. Werbunek ks. J. Popiełuszki przed jego wyjazdem do Rzymu był strategiczny także dlatego, że KGB pomimo podejmowania usilnych starań nie posiadało wartościowej agentury w Watykanie a problem ten ujawnił się w szczególności, w trakcie roboczych rozmów strony radzieckiej z przedstawicielami polskiego MSW, jakie miały miejsce na przełomie 1982-1983. W archiwach IPN istnieje dokumentacja na ten temat.

Te wszystkie aspekty były niesłychanie ważne dla szefa MSW w planowaniu wszystkich działań wobec osoby ks. J. Popiełuszki.  Niezależnie od działań SB zmierzających do wypracowania „pozycji werbunkowej” gen. Cz. Kiszczak postanowił sam zainspirować możliwość wysłania księdza do Rzymu. W jednej z rozmów z arcybiskupem warszawskim B. Dąbrowskim gen. Cz. Kiszczak „niezobowiązująco” wyszedł z pomysłem wysłania ks. Popiełuszki do Rzymu jako projektem najlepszego rozwiązania problemu księdza, sugerując, że taki ruch ze strony kościoła na pewno polepszyłby atmosferę wokół relacji rząd -episkopat. Kiszczak świadomie nie  naciskał w tej sprawie a przedstawił swój pomysł  jako jedną z możliwych dróg. Abp. B. Dąbrowski pomysł ten przedstawił prymasowi J. Glempowi, który nie zaakceptował go, ale i nie odrzucił. Jednak z biegiem czasu sam zaczął rozważać takie posunięcie. Efektem subtelnej „inspiracji” gen. Cz. Kiszczaka było to, że jesienią 1984 r. zarówno abp. Dąbrowski jak i prymas J. Glemp zaczęli skłaniać się ku decyzji o wysłaniu ks. J. Popiełuszki do Rzymu. Wyrażony przez ks. J. Popiełuszkę opór w przeprowadzonych z nim przez hierarchów rozmowach na ten temat a przede wszystkim złożona przez księdza deklaracja pozostania ze swoją „owczarnią”, w relacjach kościelnych mogły być jedynie potwierdzeniem, ze rzeczywiście należy go wysłać za granicę. Polski kościół w relacjach z państwem zakładał raczej bierny opór niż otwarte demonstrowanie politycznego sprzeciwu wobec tego państwa. Stąd wielu „radykalnych” politycznie księży naraziło się swoim hierarchom, uważającym bierność wobec oporu za najlepszą formę przetrwania komunistycznej dyktatury.

Tak więc należy jeszcze raz podkreślić, że polskie MSW samo w sobie nie przyjęło planu zabicia księdza. W jego interesie było jedynie zwerbowanie księdza i wysłanie go do Rzymu. Oczywiście kierownictwo MSW zdawało sobie sprawę z tego, ze zwerbowanie ks. J.Popiełuszki może być niezwykle trudne. Wiedział to też sam gen. Cz. Kiszczak, stąd dopuszczał w planowanych działaniach werbunkowych sytuację, w której ksiądz zostanie doprowadzony do stanu „bliskości śmierci”, ale mimo wszystko zachowa życie. Fakt ten został potwierdzony w zeznaniach funkcjonariuszy byłego Departamentu IV,  gdy po raz  pierwszy podjęto śledztwo.

Realizacja planu

Zbliżał się październik 1984 rok. Realizująca pierwszoplanowe zadania operacyjne grupa kpt. G. Piotrowskiego z Wydziału VI Departamentu IV MSW jest coraz bardziej zdeterminowana. Wszystkie zrealizowane wobec księdza działania dezintegracyjne nie „zmiękczyły go”. Jego hart ducha i odwaga zadziwiły nawet esbeków. Nie potrafili zrozumieć źródła jego „nadprzyrodzonej” siły. Zbliżały się urodziny ministra Kiszczaka – 19 października.  Kpt G. Piotrowski wiedział doskonale, że sfinalizowanie werbunku księdza byłaby znakomitym prezentem urodzinowym dla szefa MSW – Cz. Kiszczaka. Przełożony kpt G. Piotrowskiego – gen. Z. Płatek w odnalezionym przez prokuratora Witkowskiego swoim kalendarzu służbowym zapisał wówczas:

Nadchodzi 19 a oni chcą.

Był to język, który był  doskonale rozumiany przez  kierownictwo MSW- nikt już nie pytał o co chodzi, sprawa ks. J. Popiełuszki była priorytetowa.  Kpt. G. Piotrowski wybrał tą właśnie datę, on sam i jego ludzie poczuli, że nadchodzi dla nich  czas próby. Nie zdawali sobie sprawy, że ich ulubiony minister nakazał już kilka tygodni temu inwigilowanie całego zespołu przez grupy operacyjne WSW.

Gen. Cz. Kiszczak już od dawna nie miał zaufania do kpt. G. Piotrowskiego, nie bez podstaw podejrzewając go o konsultowanie swojej „działalności” operacyjnej z KGB, zwłaszcza po jego spotkaniach z przedstawicielami KGB w Bułgarii i we Lwowie. Dla gen. Cz. Kiszczaka szczególnie podejrzane były kontakty z gen. Michajłowem rezydentem KGB w Warszawie, odpowiedzialnym za sowieckie działania w Polsce. Kpt. G. Piotrowski co prawda wiedział od swojego kolegi Kościuka z Biura Techniki MSW, że jest śledzony, jednak nie bardzo chciał dać wiarę informacjom swojego kolegi, który niebawem właśnie za tą informację zakończy swoja karierę w polskiej bezpiece i zostanie skazany za ujawnienie tajemnicy państwowej.

Wreszcie nadszedł 19 października 1984. Grupa kpt. G. Piotrowskiego wiedziała kilka dni wcześniej, że ksiądz zamierza pojechać do Bydgoszczy, gdzie odprawi mszę w intencji ojczyzny w Kościele Braci Męczenników Polskich.

W ostatniej chwili kierowcę księdza J. Popiełuszki J. Lipińskiego zamienił „Desperat”, który bardzo chciał jechać razem z księdzem. Od kilku miesięcy pomimo różnych „zgrzytów” pomiędzy nim a księdzem nie odstępował go na krok. Od momentu wyjazdu z Warszawy kpt. G. Piotrowski był informowany o miejscu znajdowania się księdza i na bieżąco kontaktował się z Dyrektorem Departamentu IV – gen. Zenonem Płatkiem, który z kolei na bieżąco informował ministra Kiszczaka o sytuacji.

Gdy wieczorem Ks. Jerzy odprawiał mszę,  kpt. G. Piotrowski z kompanami siedzieli w stojącym w pobliżu kościoła wysłużonym służbowym Fiacie 125p czekając na podróż powrotną księdza do Warszawy. Decyzja o podjęciu akcji wobec księdza została przekazana Piotrowskiemu przez gen. Z. Płatka, co zresztą potwierdził później Piotrowski. Kilkadziesiąt metrów od kościoła, w którym ks. Jerzy odprawiał swoją ostatnią mszę znajdowały się samochody z ubranymi po cywilnemu żołnierzami WSW prowadzącymi inwigilację grupy kpt. G. Piotrowskiego. Fakt ten na początku lat 90 -tych potwierdził jeden z szefów WSI prokuratorowi A. Witkowskiemu udostępniając dzienniki prowadzonych przez WSW inwigilacji.

Gdy ks. Jerzy po zakończeniu mszy wsiadł do swojego Volkswagena Golfa, za kierownicą którego siedział „Desperat” miał realną szansę uciec czyhającym na niego SB – ekom. Tak się jednak nie stało. Na trasie do Warszawy Volkswagen księdza pomimo jego sprzeciwu zatrzymał się przed jadącym za nim Fiatem 125p. Poszturchiwania księdza i uderzenia pałką przez kpt. G. Piotrowskiego i jego kolegów doprowadziły do wepchnięcia księdza do bagażnika samochodu SB- eków. Tymczasem „Desperat” z założonymi kajdankami wsiadł do środka samochodu sprawców, lokując się obok kierowcy. Po drodze w trakcie jazdy udało mu się nie ponosząc żadnych obrażeń „wyskoczyć” z pędzącego samochodu, pomimo, że jak później zeznał był szarpany za połę marynarki. Według ustaleń dokonanych prok. A. Witkowskiego kajdanki były spiłowane i umożliwiały wyzwolenie się z nich , zaś uszkodzona w trakcie skoku z samochodu poła marynarki jaki ustalili biegli, została odcięta ostrym narzędziem. Sam skok z samochodu po przeprowadzeniu wizji lokalnej przez prokuratora Witkowskiego okazał się niewykonalny przy prędkości wskazanej na procesie toruńskim przez „Desperata”. Kaskader biorący udział w wizji lokalnej złamał rękę i odniósł poważne potłuczenia.

Tymczasem auto SB – eków z szamocącym się w bagażniku księdzem jechało dalej. Pierwszy postój zaplanowano w ruinach zamku, gdzie w trakcie śledztwa odnaleziono różaniec jakim posługiwał się ksiądz, jednak ten jakże ważny dowód ukryto w śledztwie. Tutaj rozpoczęło się „zmiękczanie” księdza za pomocą pałki przez głodnego operacyjnego „sukcesu” kpt. G. Piotrowskiego. Następny większy postój zaplanowano w jednym ze starych bunkrów wojskowych w rejonie Kazunia. Tutaj grupa G. Piotrowskiego kontynuowała swoje działania, jeszcze bardziej brutalnie. Nad ranem półprzytomnego księdza przejęła inna grupa operacyjna. Kpt. G. Piotrowski ze swoimi kompanami wracał do Warszawy wściekły z powodu „operacyjnego” niepowodzenia i pełen obaw co do dalszych losów przedsięwzięcia. Tymczasem ksiądz znalazł się w rękach drugiej grupy operacyjnej. Czy była to jakaś grupa z kontrwywiadu l wojskowego, czy była to inna grupa operacyjna MSW? Poszlaki uzyskane w śledztwie wskazują na „wojskowych”, którzy na prośbę gen. Cz. Kiszczaka śledzili wszelkie działania grupy kpt. Piotrowskiego i od momentu mszy w kościele pilotowali G. Piotrowskiego i jego kompanów.

Jak wyglądały losy księdza w dniach następnych i kto dalej się nim „zajmował”? Na pewno kontynuowano brutalny proces werbunku księdza nie stroniąc od bicia i szantażowania go śmiercią. Poszlaki śledcze wskazują także, że w dniach 20 – 25 października ksiądz mógł przebywać na terenie jednej z sowieckich jednostek w rejonie Kazunia, gdzie była m.in. ekspozytura KGB. W tym czasie kilkadziesiąt tysięcy ludzi resortu przeczesywało okoliczne tereny, mając do dyspozycji wszelkie środki jakimi dysponowało wówczas MSW. Trwały akcje poszukiwawcze o krypt. „Przeszukanie” i „Sutanna”. Gęste kordony Milicji i ZOMO uniemożliwiały przedarcie się „przysłowiowej myszy”. Komunikaty radiowe i telewizyjne informowały o zaginięciu księdza i trwających poszukiwaniach, tak jakby władza całkowicie nie wiedziała co się stało. W dniu 20 października organa ścigania szukały księdza i sprawców jego porwania, gdy tymczasem późniejsi skazani poruszali się w gmachu MSW przy ul. Rakowieckiej. Był to pierwszy element kłamstwa ze strony MSW i gen. Cz. Kiszczaka.

Jak wyglądała styczność księdza z radzieckimi towarzyszami z KGB tego nie wiemy i prawdopodobnie się już nie dowiemy. Odnalezione a następnie ujawnione ciało księdza jednoznacznie wskazywało, ze ks. Jerzy był fizycznie maltretowany znacznie dłużej niż mógłby to robić kpt. G. Piotrowski ze swoimi kompanami. A więc zdecydowanie nie mógł tego robić kpt. Piotrowski i jego dwaj kompanii. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że 25 października 1984 r. ks. jeszcze żył. W tym właśnie dniu u lekarza leczącego ks. Jerzego pojawiło dwu osobników z MSW z zapytaniem jakie leki brał ksiądz i jakie dawki, sugerując zarazem, że wszystko jest w porządku z księdzem. Przerażona pani doktor zaskoczona wieczorową porą udzieliła niezbędnych informacji tajemniczym osobnikom.

Kiedy więc ksiądz zakończył życie? Wiele poszlak wskazuje, że miało to miejsce w 25 października 1984 r.

Wątpliwości mogą dotyczyć jedynie godziny zgonu. Prof. Andre Horve z jednego uniwersytetów paryskich sugeruje również datę po 25 października 1984 r. opierając swój pogląd na podstawie zdjęć z oględzin zwłok księdza, sprzedanych później francuskiemu „Paris Match”. Prof. A. Horve wskazuje jednocześnie na wiele innych obrażeń księdza, których nie podano w oficjalnych komunikatach z przeprowadzonych oględzin. Krótko mówiąc jego opinia kwestionuje ustalenia prof. Marii Byrdy, która prowadziła oględziny medyczne zwłok księdza.. Prof. A. Horve swoje niezwykle cenne spostrzeżenia publikuje we francuskiej prasie.

26 października ludzie gen. Kiszczaka lokalizują zwłoki w Wiśle po raz pierwszy.  Fakt ten   potwierdza zeznanie jednego z prokuratorów, któremu wydano polecenie wyjazdu i przeprowadzenia czynności na miejscu zdarzenia. W dniu 26  października zwłoki księdza zostają wydobyte z wody i poddane oględzinom przez medyka, czego nie ujawniono na procesie toruńskim, następnie z powrotem wrzucone do Wisły. Szefa Biura Śledczego MSW – płk Z. Pudysz konsultuje sprawę publicznego ujawnienia zwłok księdza i dalszych szczegółów związanych z kierunkiem śledztwa. W dniu 30 października gen. Kiszczak przylatuje helikopterem na tamę we Włocławku wraz ze swoim orszakiem i buńczucznie oznajmia do zebranych ekip poszukiwawczych:

Dziś musi się znaleźć.

Do akcji ruszają płetwonurkowie, którzy mają ujawnić i wydobyć zwłoki. Lokalizacja i wydobycie zwłok księdza w dniu 30 października 1984 r. są również scenariuszem skonstruowanym przez MSW nawet w detalach. Wystarczy wspomnieć, że inna ekipa nurków ujawniła zwłoki księdza w wodzie a inna je wydobyła. Jeszcze przez wiele lat biorący udział w akcji płetwonurkowie będą poddawani naciskom ludzi gen. Cz. Kiszczaka. Nawet po 1989 r. wielu z nich będzie się bało złożyć zeznania przed prokuratorem prowadzącym śledztwo obawiając się o swoje życie. Wersję odnalezienia zwłok księdza uzupełnia fakt, że ani Piotrowski ani jego koledzy nie byli w stanie na procesie toruńskim precyzyjnie określić miejsca ich porzucenia.

Konstruowanie odpowiedzialności za zbrodnię

Równolegle do akcji poszukiwań księdza i przygotowań do ujawnienia jego zwłok w wąskim kierownictwie MSW prowadzone były intensywne rozmowy sztabowe z udziałem gen. Kiszczaka w sprawie „sprecyzowania” osób winnych śmierci księdza. Gen. Cz. Kiszczak miał świadomość tego, że w odbiorze społecznym to kierowane przez niego MSW faktycznie odpowiada za mord księdza i że ta sprawa może w konsekwencji doprowadzić do niepokojów społecznych i destabilizacji w kraju. Z perspektywy MSW należało zatem sprawę winy odpowiednio „ukierunkować”. Było to o tyle możliwe,że to MSW „produkowało” dowody zbrodni dla prokuratury i nieuchronnego procesu sprawców. Zatem MSW nie mogło oskarżać samego siebie. Zdecydowano się na ograniczenie winnych do jedynie grupy kpt. Piotrowskiego wzmacniając ją osobą wicedyrektora Departamentu IV MSW – płk Adama Pietruszki. Poświęcenie czterech funkcjonariuszy mogło w przekonaniu Kiszczaka uratować cały resort. Takie założenie, z jego punktu widzenia wydawało się najbardziej racjonalne.

Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski nie mieli w zasadzie wyboru, jednak ich wiedza i potencjalna możliwość jej ujawnienia przed sądem była zagrożeniem dla MSW. Co by się bowiem stało, gdyby zeznali pod rygorem odpowiedzialności karnej, ze przekazali księdza innej ekipie i nic nie wiedza o jego dalszych losach. Sam kpt. Piotrowski po zatrzymaniu go w MSW napisał 70 stronicowy elaborat szczegółowo opisujący bieg zdarzeń, wskazując w nim na wiele faktów kompromitujących gen. Kiszczaka. Jednak Kiszczak za obietnicę pomocy oskarżonym „gdy się sytuacja uspokoi” zażądał od nich by w trakcie procesu „nie brnęli w głąb”. Kpt. G.Piotrowski uwierzył w zapewnienie Kiszczaka  i zgodził się z sugestiami Kiszczaka  i jego śledczych. Pękala i Chmielewski przyjęli podobny  kierunek w śledztwie. Najtrudniejszym orzechem do zgryzienia był płk A.Pietruszka, który nie mógł pogodzić się ze statusem oskarżonego. Kiszczak w osobistej rozmowie z nim obiecał mu nawet szlify generalskie, o ile zgodzi się na status bycia oskarżonym. Zwrócił się do niego wówczas wprost:

Generale Pietruszka trzeba się dać chwilowo zamknąć.

Pietruszka jednak nie mógł do końca pogodzić się z mianowaniem go wykonawcą zbrodni na księdzu i to on będzie wymagał po procesie największej „opieki” ze strony MSW.

Organizowanie  procesu sprawców

Koncepcja czterech oskarżonych, działających poza wiedzą i wbrew interesom MSW zwyciężyła z czterema innym koncepcjami jakie opracowały zespoły Biura Śledczego MSW.

Teraz należało przekuć spreparowany pod kątem przyjętej koncepcji materiał dowodowy w projekt aktu oskarżenia. W trakcie jednego posiedzeń Biura Politycznego KC PZPR gen. Kiszczak oznajmił wprost towarzyszom, że sprawa jest już na ukończeniu i że w chwili obecnej trwają prace nad „doszlifowaniem” aktu oskarżenia, tak aby jak to określił „nie popełnić politycznego błędu”. Problemem było jedynie znalezienie odpowiedniego składu sędziowskiego, który podobnie jak akt oskarżenia nie poszerzałby sprawy „w głąb”. Jednak i tutaj Kiszczak był dobrej myśli. Zakładano, ze proces zakończy się przed końcem roku i sprawa zostanie odsunięta od MSW. Resort naciskał aby jak najszybciej skierować akt oskarżenia do sądu i jak najszybciej wyznaczyć termin pierwszej rozprawy . Kiszczak był tak pewien swojego scenariusza, że na kolejnym posiedzeniu BP KC PZPR odnosząc się do sprawy ks. J. Popiełuszki trywialnie oznajmił zebranym cyt:

nie ma tu żadnych nowych rewelacyjnych danych.[…] Na razie sprawa kończy się na płk Pietruszce.

Rozpoczęty w grudniu 1984 r. proces G. Piotrowskiego, Pękali, Chmielewskiego i Pietruszki był transmitowany przez telewizję i szeroko nagłaśniany w reżimowej prasie. O ile udało się dość łatwo zneutralizować prokuraturę, serwując jej spreparowany w MSW szkielet aktu oskarżenia, o tyle trudniej było w sądzie. Jednak presja resortu na skład orzekający zrobiła swoje. Przewodniczącym składu orzekającego sędzią Arturem Kujawą zajął się osobiście sam szef Biura Śledczego MSW – płk Zbigniew Pudysz. Naciski wywierano także na sędziego Juranda Maciejewskiego, który swoją rolę na procesie ciężko odchoruje popadając po latach w alkoholizm. Ludzie Kiszczaka skrupulatnie zajęli się również rolą pełnomocników – oskarżycieli posiłkowych reprezentowanych przez znanych adwokatów Jana Olszewskiego, Edwarda Wendego, Krzysztofa Piesiewicza i Andrzeja Grabińskiego. Operacyjna kontrola wymienionych przez MSW w trakcie trwania procesu przyniosła wiele strategicznych informacji, pozwalających na przygotowanie „obrony resortu MSW” na sali sadowej.

Gdy w lutym 1984 r. zapadł wreszcie wyrok Kiszczak odetchnął w poczuciu przejścia najgorszego etapu sprawy. Sąd Wojewódzki w Toruniu skazał sprawców na kary : G. Piotrowskiego na 25 lat, A. Pietruszkę na 25 lat Pękalę i Chmielewskiego na 12 lat pozbawienia wolności. Pozostawało jeszcze zatwierdzenie wyroku przez Sąd Najwyższy, ale tutaj obawy resortu były znacznie mniejsze.

Co zyskał generał Kiszczak doprowadzając do procesu toruńskiego? Zyskał bardzo wiele. Przede wszystkim doprowadził do procesu i ukarania sprawców. Oddalił podejrzenia od kierownictwa MSW a tym samym pokazał „praworządność” w komunistycznym państwie przynajmniej w pozorach. Sam publiczny proces mógł dla wielu niezaangażowanych politycznie Polaków być przykładem jawności w komunistycznym państwie o którą walczyli ludzie „Solidarności”. Koszta nie były wielkie, tylko 4 ludzi dla liczącego sto kilkadziesiąt tysięcy aparatu MSW. A przede wszystkim uniknięto na kanwie tego wydarzenia zamieszek i destabilizacji kraju.

Przesłuchanie morderców

 

Niezgłębiony wątek rosyjski

Wątek rosyjski nie zakończył się wraz z uprowadzeniem i śmiercią  księdza. Przedstawiciel radzieckiej rezydentury w Warszawie od początku interesowali się postępami MSW w prowadzeniu śledztwa. O dziwo towarzysze radzieccy interesowali się nawet wynikami prac Laboratorium Kryminalistycznego zabezpieczającego i badającego ślady związane z uprowadzeniem i zamordowaniem śledztwa. Po latach potwierdzi to ówczesny szef tego laboratorium. Ludzie gen. Michajłowa [z- ca szefa rezydentury KGB w Warszawie] uspokoili się dopiero gdy pewne było, ze krąg osób oskarżonych został zamknięty i dowiedzieli się , ze resort MSW zrobi wszystko aby nie poszerzać sprawy. Jednak Centrala KGB w Moskwie była wściekła. W dzień pogrzebu księdza w podwarszawskim Zalesiu, w jednym z obiektów należących do MSW zorganizowano wspólną naradę przedstawicieli kierownictwa SB i przedstawicieli radzieckiego KGB pod roboczym tytułem: „Sprawa ks. J. Popiełuszki i jej skutki”, w której polska strona przedstawiła różne aspekty operacyjne całej sprawy towarzyszom radzieckim. Towarzysze radzieccy podsumowali całą sprawę jako „spartoloną robotę”. Nie znamy jednak szczegółów wszystkich prowadzonych na ten temat rozmów na linii MSW – KGB. Pełną wiedzę na ten temat zawiera z pewnością archiwum KGB na Łubiance. Pewne jest jednak, ze w latach 80-tych istniała bardzo bliska współpraca pomiędzy Departamentem IV MSW a Zarządem V KGB co potwierdzają dokumenty archiwalne znajdujące się w zasobie IPN. Wiemy również, że wspólne działania na tzw. Kierunku  kościelnym nie ograniczały się jedynie do realizacji sprawy o krypt., „TRIANGOLO” i użyczania polskiej agentury ulokowanej w kościele katolickim towarzyszom radzieckim. Przedstawiciele KGB wielokrotnie spotykali się w tej sprawie z polskimi kolegami z Departamentu IV poza granicami Polski. To dotyczyło między innymi szefa Departamentu IV MSW – gen. Z. Płatka jak i jego zastępcy płk. A. Pietruszki.

Dzisiaj wiemy na pewno, że dla rosyjskiego KGB na początku lat 80-tych sprawa pozyskania wartościowej agentury w Rzymie bądź agentury, która miałaby naturalny dostęp do Kurii Rzymskiej była jednym z priorytetowych kierunków. Jednak w tym wypadku radzieckie KGB musiało liczyć na wsparcie służb z bratnich krajów. Polska bezpieka wydawała się służbą która miała największe możliwości w tym zakresie. I z tej właśnie przyczyny działania KGB w sprawie ks. J.Popiełuszki mają swoje racjonalne uzasadnienie.

Zacieranie śladów

Wyrok Sądu Wojewódzkiego na czterech funkcjonariuszach nie był końcem działań SB w sprawie ks. J. Popiełuszki. Scenariusz zdarzeń jaki został zarysowany na procesie toruńskim należało utrwalić w oczach opinii publicznej. Sprawić aby większość Polaków uwierzyła w samowolny „wybryk” jak to określił Kiszczak „młodych  nieodpowiedzialnych ludzi”. To również zostało skrupulatnie przygotowane przez MSW. Jeszcze w okresie trwania śledztwa, w ramach MSW powołano specjalną grupę operacyjną SGO II na czele która m.in. kierował ppłk Edward Janczura, która m.in. podjęła działania zacierające ślady wcześniejszej działalności SB wobec osoby ks. J. Popiełuszki. Przede wszystkim należało „zabezpieczyć” wszelkie akta operacyjne dotyczące sprawy, jakie znajdowały się w Departamencie IV, które mogłyby kompromitować resort. W ten sposób zabezpieczono akta dotyczące zarejestrowanego w sprawie „Popiel” „Desperata”, które w końcu grudnia 1989 r. zostały bezpowrotnie zniszczone z powodu jak to określono w urzędowym zapisie „braku jakiejkolwiek wartości operacyjnej”. Podobny los spotkał akta dotyczące samego ks. J. Popiełuszki – jego akta operacyjne i śledcze w MSW zostały wybrakowane. Zniszczono także meldunki operacyjne dot. ks. Jerzego jakie opracowano w Wydziale VI Departamentu IV – całościowo odpowiadającym za działania dezintegracyjne i dezinformacyjne wobec kościoła.

Dokumentacja Sprawy Operacyjnego Rozpracowania ?POPIEL” poddana została skrupulatnej analizie. Z liczących ponad 450 kart wybrakowano ponad 200 kart – zawierających doniesienia. W tak wybrakowanej postaci akta te ocalały zawieruchę resortową z lat 1989/1990, jednak nie ma ich w zasobie IPN, który prowadzi śledztwo i  nie podjęto nawet ich poszukiwań. Dokonano również zafałszowania wszelkiej ewidencji operacyjnej MSW w odniesieniu do wszystkich osób związanych ze sprawa ks. J. Popiełuszki.Wystarczy wspomnieć jedynie o kartach ewidencyjnych „Desperata”, które były wielokrotnie kreślone i zmieniano naniesione wcześniej zapisy, co sprzeczne było z obowiązującymi w MSW przepisami w zakresie prowadzenia ewidencji operacyjnej. Ginęli uczestnicy prowadzonego przez MSW śledztwa, którzy posiadali cenną wiedzę na temat „kuchni” tego śledztwa jak płk Stanisław Trafalski i mjr Wiesław Piątek. Czyszczono Departament IV gen. Z. Płatek wyczerpany nerwowo, podejrzewał nawet Kiszczaka o próbę otrucia go – nie ufał nawet własnej sekretarce.  Gdy w maju 1985 r. szefem Departamentu IV został ściągnięty z Katowic płk. Zygmunt Baranowski niebawem został znaleziony martwy za biurkiem po jak to określone zostało w dokumentach rozległym zawale, a jego ciało nigdy nie zostało wydane rodzinie. Po latach okaże się, że płk. Z. Baranowski nigdy nie był leczony na schorzenia mogące spowodować natychmiastowy rozległy zawał. Na  szczęście  zachowały się jego akta osobowe.

Jednak zasadnicze działania w związku ze sprawą śmierci ks. J. Popiełuszki prowadzone były przez MSW w ramach trzech spraw operacyjnych „ROBOT”, „TERESA”, „TRAWA”.

Ich zasadniczym celem było jak określono to w jednym z dokumentów źródłowych „ochrona interesu resortu spraw wewnętrznych” a interesem tym było oczywiście utrwalenie scenariusza toruńskiego i uniemożliwienie przedostania się do opinii publicznej jakichkolwiek informacji mogących rzucić światło prawdy na rzeczywista rolę resortu w działaniach, które doprowadziły do śmierci księdza. Formalnie prowadzenie tych spraw przejął Zarząd Ochrony Funkcjonariuszy MSW czyli nowo powstała wewnętrzna komórka w MSW mająca uprawnienia kontrolne wobec funkcjonariuszy i kierowana przez ściągniętego przez Kiszczaka ze służb wojskowych płk Sylwestra Gołębiewskiego – jednego z najbardziej jego zaufanych ludzi. Czasokres prowadzenia tych spraw to listopad 1984 -kwiecień 1990.

W realizację wspomnianych spraw zaangażowanych było kilka pionów MSW. Poza realizującym sprawy bezpośrednio Zarządem Ochrony Funkcjonariuszy działania prowadziły także Biuro Techniki, Biuro „W”, Biuro Obserwacji, Biuro Śledcze oraz wojewódzkie Urzędy Spraw Wewnętrznych w Łodzi, Rzeszowie, Wrocławiu. Minister MSW – gen. Cz. Kiszczak zalecił stosowanie w ramach spraw TERESA, TRAWA i ROBOT „wszelkich możliwych środków i metod operacyjnych”. Należy podkreślić, że już w samym założeniu kierownictwa MSW wspomniane sprawy rysowały się jako niezwykle kluczowe. Nigdy bowiem resort MSW, nawet wobec działaczy z kierownictwa podziemnej „Solidarności” nie angażował w takim stopniu swojego potencjału. Ale nie tylko to świadczyło o randze tych spraw w resorcie MSW. Wszystkie działania jakie były prowadzone w ramach sprawach TERESA, TRAWA i ROBOT osobiście nadzorował sam szef gen. Cz. Kiszczak osobiście dokonując adnotacji na dokumentach i sugerując dalsze kierunki działań operacyjnych. Po co MSW po prawomocnym procesie sprawców mordu ks. J. Popiełuszki prowadziło tak szerokie działania i to osobiście nadzorowane przez samego Ministra?

W języku MSW zasadniczym celem wspomnianych spraw była „operacyjna ochrona interesu resortu spraw wewnętrznych przed wrogimi działaniami skazanych w procesie i ich rodzin”. Przekładając to na język bardziej zrozumiały chodziło o zagrożenia związane z możliwością nagłośnienia rzeczywistego przebiegu zdarzeń które doprowadziły do śmierci księdza i dokonaną przez MSW Manipulacją śledztwem i procesem sądu w Toruniu.

Kiszczak miał świadomości tego, że wersja zdarzeń dot. uprowadzenia księdza, jego zabójstwa i sprawców tego zabójstwa, jaka została utrwalona w wyniku procesu toruńskiego jest fikcją i wcale nie jest pewne czy uda się ten scenariusz utrzymać przed opinia publiczną.

Jeszcze większe obawy miał szef MSW wobec dziennikarzy zachodnich akredytowanych w Polsce, których opinie i doniesienia prasowe w zasadniczej mierze kształtowały obraz Polski na arenie międzynarodowej. Kiszczak wielokrotnie stawiał problem przekazania informacji przez skazanych bądź ich rodziny właśnie dziennikarzom zachodnim. Problem ściśle kontrolowanych mediów krajów był bowiem bez znaczenia, tutaj była możliwość bezpośredniej ingerencji, inaczej było zaś w przypadku źródeł informacji przedstawicieli zachodniej prasy.

Wróćmy jednak do kontroli operacyjnej skazanych w procesie toruńskim i ich rodzin, jakiej dokonano w ramach spraw TERESA TRAWA i ROBOT.

Kluczowe działania podejmowane były wobec płk. A. Pietruszki i kpt. G. Piotrowskiego.

Kierownictwo MSW wiedziało, ze największe zagrożenie może wiązać się z postawą płk A. Pietruszki i jego rodziny, nie akceptujących roli jaka Kiszczak wyznaczył mu w śledztwie i na procesie toruńskim. Resort cały czas sprawował opiekę nad przebywającym w więzieniu na Rakowieckiej a następnie w ZK w Barczewie płk A. Pietruszką. Początkowo usiłowano wpłynąć na postawę płk A. Pietruszki poprze jego żonę Różę Pietruszka oferując jej pomoc finansową MSW i syna – proponując mu kolei wyjazd do Szwajcarii. Propozycje te nie zostały przyjęte przez Pietruszków. Gdy ludzie Kiszczaka uzyskali poszlaki wskazujące, że rodzina płk. A. Pietruszki może być w posiadaniu ważnych kompromitujących resort dokumentów dotyczących sprawy ks. Jerzego nie zawahano się nawet dokonać włamania i przetrząśnięcia mieszkania Pietruszków. Podsłuch, kontrola korespondencji, ograniczenie kontaktów z rodziną, wywieranie presji psychicznej na Pietruszkę i jego żonę, zwolnienie Jarosława Pietruszki z MSW to tylko niektóre elementy z bogatego wachlarza działań wobec Pietruszków. MSW chciało mieć wyprzedzające informacje odnośnie planowanych przez Pietruszków prób  nagłośnienia sprawy ks. J. Popiełuszki, rewizji wyroku toruńskiego i wznowienia procesu. W ten sposób Kiszczak wiedział o wysyłanych przez żonę pułkownika -Różę Pietruszka pismach do Prokuratury Generalnej, Rzecznika Praw Obywatelskich Ewy Łętowskiej czy próbach dotarcia w marcu 1989 r. do uczestników obrad „okrągłego stołu” i prof. Adama Strzembosza. MSW kontrolowało również kontakty R. Pietruszka z szefem powstałej we wrześniu 1989 r. Nadzwyczajnej Sejmowej Komisji do Zbadania Działalności MSW – posłem Janem Rokitą chcąc wiedzieć, czy wspomniana komisja może zająć się sprawą rzeczywistej roli resortu w sprawie ks. J. Popiełuszki.

O ile podejmowane przez MSW działania wobec płk A. Pietruszki cechuje destrukcja o tyle działania wobec skazanego kpt. G. Piotrowskiego są bardziej elastyczne, zmierzające do odpowiedniego ukształtowania zachowania Piotrowskiego i jego rodziny, zachowania określanego jako „zgodne z interesem resortu spraw wewnętrznych”. Początkowo skazany w Toruniu G. Piotrowski traktował swój pobyt w więzieniu jako tymczasowy, nadal głęboko wierząc w „opiekę”Resortu, z którym się nadal identyfikował. Nieprzypadkowy był również gryps Piotrowskiego do Pietruszki w więzieniu na Rakowieckiej „Jak długo zamierza Pan tu siedzieć”.

Problem kpt. Piotrowskiego zaczął się dopiero w następnych latach, gdy złożona wcześniej Piotrowskiemu przez Kiszczaka obietnica wyjścia z więzienia zaczęła się w przekonaniu Piotrowskiego oddalać.

W końcu 1988 r. w trakcie prowadzonej inwigilacji, MSW uzyskało informacje, że kpt. G. Piotrowski miał przygotować w więzieniu kilka dokumentów dotyczących sprawy ks. J. Popiełuszki i roli w sprawie kierownictwa MSW, które miał zdeponować u osób trzecich za pośrednictwem swojej żony – Janiny Pietrzak. MSW zdecydowało się wówczas na podjęcie z G. Piotrowskim specyficznego dialogu operacyjnego za pośrednictwem jego żony. Kiszczakowi chodziło o wysondowanie przede wszystkim tego jak zamierza dalej zachowywać się G. Piotrowski, jak mógłby się zachowywać po ewentualnym wyjściu na wolność oraz jakiej ewentualnie pomocy spodziewa się od MSW. W takcie prowadzenia wspomnianego dialogu operacyjnego MSW z jednej strony usiłowało wpłynąć na jego w taki sposób aby „nie wracać do spraw minionych”, z drugiej zaś strony w pełni kontrolowało jego plany i zamierzenia w zmieniającej się sytuacji politycznej. Gen. Kiszczak liczył, że kształtując postawę Piotrowskiego wpłynie on również na postawę dwóch pozostałych skazanych czyli W. Chmielewskiego i L. Pękali dla których Piotrowski nadal był autorytetem. Elastyczność tych działań była uzależniona od aktualnej sytuacji. Wystarczy wspomnieć, że MSW jednym razem oferowało pomoc w uzyskaniu paszportu dla żony Piotrowskiego, z drugiej zaś strony straszyło ją konsekwencjami ujawnienia tajemnicy państwowej przez nią lub jej męża, w sytuacji gdyby ujawnione zostały nowe informacje lub dokumenty odnośnie sprawy ks. J. Popiełuszki. Gama działań wobec płk Pietruszki i kpt. Piotrowskiego była szeroka.

Omówione działania MSW to tylko niektóre z nich. Resort MSW podejmował także działania wobec pozostałych skazanych w procesie toruńskim, czyli L. Pękali i W. Chmielewskiego, nad którymi roztoczono skrupulatnie „opiekę” nawet wówczas gdy opuścili więzienie i trafili na wolność.

Kontrola MSW nie ograniczała się jedynie do skazanych w Toruniu funkcjonariuszy MSW i ich rodzin, ale objęła wszystkich którzy mieli bądź mogli mieć jakikolwiek związek ze sprawą ks. J. Popiełuszki. Krąg tych ludzi obejmował m.in. adwokatów – oskarżycieli posiłkowych na procesie czyli E. Wendego, J. Olszewskiego, A. Grabińskiego i J. Piesiewicza. szczególną „opieką” otoczono mecenasa Grabińskiego, który już w trakcie procesu toruńskiego zapowiedział złożenie apelacji. Pewne poszlaki wskazują, że morderstwo tłumaczki literatury angielskiej Anny Grabińskiej w Warszawie na Saskiej Kempie jakiego dokonali nieznani sprawcy mogło mieć związek z działaniami resortu właśnie wobec mecenasa A. Grabińskiego i jego rodziny. Interesowano się również rodziną i bliskimi znajomymi księdza.

Z kierowcą księdza Waldemarem Chrostowskim zawarto w dniu 31 sierpnia 2007 r. [ugoda pomiędzy pomiędzy mecenasem E. Wende reprezentującym W. Chrostowskiego a Skarbem Państwa reprezentowanym przez MSW] ugodę, co nigdy nie było praktykowane w MSW. W świetle cytowanej ugody MSW wypłaciło W. Chrostowskiemu niebotyczną jak na owe czasy sumę 1 650 000 zł za straty materialne i w ramach jednorazowego odszkodowania, zamykając drogę do ewentualnych roszczeń w przyszłości, jak zostało to zaznaczone w tekście ugody. Kuriozalne jest to, że nawet gdyby MSW chciało naprawiać szkody, to w pierwszej kolejności tego typu ugodę powinno zawrzeć z rodziną ks. Jerzego pogrążoną na zawsze w bólu i cierpieniu po starcie ukochanego syna. Tymczasem propozycja rzekomego naprawienia szkód fizycznych i moralnych została wystosowana jedynie wobec kierowcy księdza.

Ocena takiego postępowania MSW może być tylko jedna, otóż zawarta pomiędzy Chrostowskim a MSW ugoda nie była ona forma zadośćuczynienia, ale nagrodą za milczenie w sprawie księdza. Zacieranie śladów przez ekipę gen. Kiszczaka trwało do ostatnich dni jego pobytu w MSW, czyli do lipca 1990 r.

Gdy w 1990 r. prokurator Witkowski wraz z innymi prokuratorami podjął śledztwo dotyczące istnienia związku przestępczego w strukturach MSW pojawiła się realna szansa na wyjaśnienie sprawy morderstwa księdza i roli w tym kierownictwa MSW. Jednak jego odsunięcie od sprawy zahamowało dalsze postępy w sprawie. Istniejący wówczas klimat polityczny i obowiązująca filozofia „grubej kreski” utopiły proceduralnie to śledztwo podobnie jak wiele innych, w których przedmiotem były czyny przestępcze mające związek z działaniami resortu spraw wewnętrznych.

Gdy w 1999 zaczęto organizować IPN ponownie pojawiły się szanse powrotu do sprawy ks. Jerzego. Jeszcze bardziej stało się to realne gdy w 2001 r. sprawę podjęli prokuratorzy Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni w Lubelskim Oddziale IPN. Wszystko wskazywało, że tym razem sprawa zostanie doprowadzona do końca, zwłaszcza, ze merytoryczny nadzór nad nim sprawował prokurator A. Witkowski. Jednak i tym razem podobnie jak w 1991 r. gdy ustalono szereg niezwykle istotnych faktów i rozważane było przedstawienie zarzutów Gen. Cz. Kiszczakowi A. Witkowski został odsunięty a sprawę przekazano prokuratorom IPN z Katowic a następnie prokuratorom IPN w Warszawie. Nic nie wskazuje, że i tym razem uda się sprawę śmierci księdza wyjaśnić do końca. Czy i tym razem prawda przegra, a śledztwo utonie w proceduralnych zaułkach?

Bez tej prawdy nie będziemy mogli jednak zrozumieć istoty komunistycznego systemu, jego brutalności, zakłamania i deptania godności człowieka, a więc tak naprawdę nie będziemy mogli poznać tragicznej historii Polski doby komunizmu. Wreszcie tylko poprzez prawdę możemy oddać hołd człowiekowi który swoje życie poświęcił głosząc ją i za nią ginąc.

* Tekst opublikowany w dzienniku „Polska the Times”, 19.10.2008. Dr Leszek Pietrzak w latach 2003-2004 był jednym z członków zespołu kierowanego przez Prokuratora Andrzeja Witkowskiego.
Leszek Pietrzak, były pracownik BBN, zajmował się rosyjską propagandą, jest  m.in. współautorem raportu BBN o rosyjskiej propagandzie historycznej opublikowanego przed wizytą W. Putina w Polsce w dniu 1 września 2009 roku.
[wPolityce.pl, 18.10.2011]

 

Profesor Wojciech Polak jest wybitnym historykiem. Kto nie zna tego nazwiska może zerknąć tutaj: Link lub tutaj: Link. Poniżej doskonały wykład profesora, który sprawę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego zna jak mało kto.

artykuł prof. Wojciecha Pollaka >http://www.pomniksmolensk.pl/

DALEJ

strona [2] Wywiad z prokuratorem Andrzejem Witkowskim
strona [3] Aleksander Ścios, Zbrodnia założycielska III RP
strona [4] ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, Mija 27-ma rocznica zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ciągle jednak nie wiemy, jak naprawdę zginął ów kapłan męczennik
strona [5] Wojciech Sumliński, Tajemnica zbrodni [27.05.2013]

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda, Eseje, Historia, III RP, Po 1980, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Zakłamana zbrodnia u podstaw III RP

  1. Jerzy pisze:

    Siła służb PRL i moskiewskich sługusów jest przeogromna. Tajemnica śmierci ks. Jerzego jest tak długo utrzymywana, bo nie mamy wolnego suwerennego państwa. Komuna i agenci Rosji panoszą się w Polsce. Morderstwo na ks. Popiołuszce to preludium zbrodni smoleńskiej, na elicie naszego kraju. Polska musi się obudzić i ukarać przykładnie winnych tych zbrodni.

  2. Marcin pisze:

    Coraz bardziej jasnym staje się, że zawłaszczono polskie państwo. Zbudowano fundament nowej rzeczywistości na kłamstwach, systematycznie podsycając przy tym lęki społeczeństwa przed skutkami „grzebania w przeszłości” zupełnie tj. straszono potencjalną interwencją sowiecką podczas „Karnawału Solidarności” w latach 1980-81. Prawda o śmierci księdza Popiełuszki to mała cegiełka, której tamto środowisko: byłych działaczy komunistycznych i ich sprzymierzeńców z obozu solidarnościowego, nie może wyjąć. Ujawnienie bowiem prawdy, wyjęcie tej cegiełki, zburzy mur kłamstwa wokół przemian 1989r. i zmian zaszłych wówczas.

  3. analityk pisze:

    Jest rok 2012 październik i właśnie mija oficjalna rocznica /już dwudziesta ósma/ porwania i męczeńskiej śmierci ks Jerzego. Ze smutkiem stwierdzam całkowity brak pamięci o tym tragicznym fakcie zwłaszcza przez wielu braci w kapłaństwie. To też jest znak czasów w jakich żyjemy.

  4. Majka S. pisze:

    Tragiczne czasy,naznaczone grzechem niepamięci.Wspomnienie o wielkich i niezwykłych ludziach spychane jest na margines. Jedynym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy może być ciągle obowiązujący układ stworzony przy okrągłym stole i podczas spotkania w Magdalence. Interpretacja zdjęć i filmów, na których nie do ukrycia jest wielka zażyłość p.Michnika z p.Kiszczakiem i te wszystkie kielichy wychylone przez p.Wałęsę z rzekomymi wrogami, może być tylko jedna. To była zdrada zarówno ideałów Solidarności jak i zaprzepaszczenie szansy na prawdziwą wolność. Trudno oczekiwać od byłych współpracowników SB, karierowiczów dążących do skrajnie egoistycznych celów, czy też zwyczajnych miernot, aby chcieli pamiętać o Księdzu Jerzym, Żołnierzach Wyklętych, setkach tysięcy ofiar komunizmu. Swoimi kpinami czy obelgami próbują zniszczyć tych co jeszcze pamiętają. Miejmy nadzieję,że im się to nie uda.”Tej myśli dumnej i wolnej nie zniszczą, nie zetrą na pył- jak długo będziesz pamiętał, tak długo będziesz żył”.

  5. emka pisze:

    Ostatnia droga ks. Jerzego
    19 października 1984 r. w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników kapelan „Solidarności” odprawił ostatnią w swoim życiu Mszę Świętą i poprowadził modlitwę różańcową. Rozważał tajemnice bolesne z życia Chrystusa, które za chwilę miały stać się także jego udziałem. Ostatnie słowa, jakie wypowiedział publicznie, brzmiały: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. […]
    Więcej >http://www.naszdziennik.pl/wp/57283,ostatnia-droga-ks-jerzego.html

  6. emka pisze:

    Mordercy ks. Popiełuszki żyją dostatnio na resortowej emeryturze.

    Były kapitan SB Grzegorz Piotrowski (63 l.) pod zmienionym nazwiskiem mieszka w Łodzi. Według nieoficjalnych informacji do dziś pobiera resortową emeryturę. Przez lata zarabiał pisząc do „Faktów i Mitów”.

    Drugi z morderców, były por. Leszek Pękala (62 l.) jako Paweł Nowak przez lata sprzedawał ogłoszenia do „Życia Warszawy”. Dziś mieszka w Tarnowie.

    Porucznik Waldemar Chmielewski (59 l.) mieszka w Warszawie, kilka lat temu prowadził firmę handlującą sprzętem sportowym. Obecnie podobno zmienił branżę na budowlaną.

    Szokujące są informacje na temat emerytury, jaką co miesiąc pobiera Adam Pietruszka (76 l.), który nie brał bezpośredniego udziału w zabójstwie, ale został skazany jako bezpośredni przełożony funkcjonariuszy, za kierowanie zbrodnią.
    Otrzymuje co miesiąc 3900 zł emerytury. >WIĘCEJ

  7. emka pisze:

    „Dość kłamstw o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki”. List otwarty do Prezydenta

    Od trzydziestu lat w sprawę zbrodni popełnionej na księdzu Jerzym Popiełuszko wpisywane są kłamstwa i fałsz – piszą w liście do prezydenta Andrzeja Dudy Wojciech Sumliński, Jadwiga Chmielowska, Krzysztof Skowroński i Stefan Truszczyński, w którym proszą o przywrócenie prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu śledztwa w sprawie wyjaśnienia wszystkich okoliczności zbrodni popełnionej na kapelanie Solidarności. […]
    TREŚĆ LISTU:
    http://telewizjarepublika.pl/quotdosc-klamstw-o-smierci-ksiedza-jerzego-popieluszkiquot-list-otwarty-do-prezydenta,24018.html#.VgKExNJrGls.twitter

  8. emka pisze:

    Jeśli nie ks. Jerzy, to kto zasługuje na prawdę? O zbrodni, która ciągle domaga się wyjaśnienia w Europarlamencie

    Wiele jest pytań i tropów, które pozwalają z dużym prawdopodobieństwem zakwestionować oficjalną wersję wydarzeń, pomiędzy 19 a 29 października 1984. Wiele także przemawia za tym, że skazani w procesie toruńskim zabójcy byli wykonawcami jedynie części planu zabicia księdza. Biorąc na siebie odpowiedzialność, ukryli prawdziwych zleceniodawców oraz bezpośrednich wykonawców zbrodni.

    Z tych racji, w Parlamencie Europejskim w Brukseli, z inicjatywy europoseł Anny Fotygi, w dniu 23 listopada odbyła się konferencja przypominająca postać ks. Jerzego Popiełuszki. Ewa Rogalewska reprezentująca IPN Białystok przedstawiła życiorys kapelana wolnych związków zawodowych oraz do tej pory niepublikowane fotografie autorstwa Jerzego Szóstko (1937-2015), pracownika Huty Warszawa i przyjaciela ks. Jerzego, który stal się niemal Jego osobistym fotografem, dokumentującym życie i posługę błogosławionego kapelana Solidarności aż do ostatnich dni, przed uprowadzeniem i śmiercią.

    Kolejnymi prelegentami byli: Łukasz Kudlicki, autor książki na temat cudów ks. Jerzego, oraz Wojciech Sumliński, autor wielu książek poświęconych ks. Popiełuszce, a także kombinacjom operacyjnym MSW związanym nie tylko z samym zabójstwem ale także z dotyczącym go śledztwem.

    Pełna relacja: http://blogpress.pl/node/22039

  9. emka pisze:

    Wstrząsający film, drastyczne sceny. Obraz Dłużewskiej rzuca nowe światło na zbrodnię sprzed lat. Czy ktoś wciąż ukrywa prawdę o śmierci ks. Popiełuszki? ZDJĘCIA
    Po 26 latach polskiej transformacji na światło publiczne wychodzi prawdziwa bomba. Kilka lat temu w IPN-ie odkryto ponad 20 godzin filmowych nagrań dotyczących oficjalnego śledztwa po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki. Widać na nich m.in. wizję lokalną z udziałem esbeków sądzonych za zbrodnie, widać oględziny zwłok i sekcję, widać zeznania tych, którzy zostali obarczeni odpowiedzialnością za śmierć kapłana „Solidarności”. Te właśnie materiały stały się podstawą wstrząsającego filmu Marii Dłużewskiej. Wielką wartością tego obrazu, a przy tym zapewne i podstawą dla dalszych badań, są wykorzystane po raz pierwszy materiały MSW. Powinny być one analizowane w osobnych pracach i poddane dogłębnym badaniom.
    Obraz „Ksiądz” będzie wyświetlany w TVP1 21 marca, o godzinie 22:05. Warto zobaczyć i przypomnieć sobie o zbrodni, bardzo ważnej zbrodni, która była uderzeniem w Polaków. I choć minęło od niej już ponad 30 lat do dziś zadawane są pytania, czy Polacy wiedzą de facto cokolwiek o przebiegu tego mordu. Film Dłużewskiej zostawia to pytanie w zawieszeniu. Na filmie esbecy opowiadają – zgodnie z oficjalną wersją – jak katowali i zamordowali księdza Popiełuszkę. Ta zbrodnia w ich opowieści wygląda trochę, jak mord przypadkowy. Mieli zastraszyć Popiełuszkę, ale skończyło się na zamordowaniu – takie można wyciągnąć wnioski z zeznań, jakie składali Pietruszka i Piotrowski. Jednak film nie ucieka od ważnych pytań dotyczących przebiegu zdarzenia. […]
    DALEJ:
    http://wpolityce.pl/polityka/284797-wstrzasajacy-film-drastyczne-sceny-obraz-dluzewskiej-rzuca-nowe-swiatlo-na-zbrodnie-sprzed-lat-czy-ktos-wciaz-ukrywa-prawde-o-smierci-ks-popieluszki-zdjecia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.