Ksiądz Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski

Kim był ks. prał. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski? 12 maja 1940 roku wyjechał ostatnim transportem z obozu w Kozielsku. Cudem uniknął śmierci. Razem z Armią Andersa przeszedł szlak aż do Londynu. Dzięki jego staraniom udało się doprowadzić do końca budowę cmentarzy w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Zmarł 8 października 2007 roku, przeżywszy 89 lat.

 

Księga życia ks. prał. Peszkowskiego

Kim był 89-letni ks. prał. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski? Charakterystyczna sylwetka – przyprószone siwizną skronie i stuła na szyi. Takim go często widzieliśmy w telewizji. Był człowiekiem, który nigdy nie chciał z Polski wyjeżdżać, a przyszło mu spędzić poza jej granicami większość swojego życia. Nieobecny od 1939 r., tęsknił za Białą Górką koło Sanoka, tęsknił z drugiego końca świata za Ojczyzną – aż do 1990 r.

Co się stało? Co wygnało młodego człowieka z wolnego królewskiego miasta Sanoka?

Trudna młodość

Po maturze, zakochany w ruchu harcerskim, wstąpił do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. Gdy wybuchła II wojna światowa, jako ułan podchorąży zaciągnął się do 20. Pułku Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego w Rzeszowie. Po zdradzieckiej napaści sowieckiej Rosji na Polskę – 26 września 1939 r. został wzięty do niewoli radzieckiej.

Kozielsk – pół roku pobytu. Cztery i pół tysiąca polskiej inteligencji to jeńcy tego obozu.

„W Kozielsku jako jeniec wśród kwiecia polskiej inteligencji poczułem pasję uczenia się – wspomina ks. Peszkowski. – Aby się uczyć, w sześciu założyliśmy kołchoz naukowy. Zapisaliśmy się do najcięższej roboty – do sprzątania, które wykonywało się w godzinach nocnych, a w dzień mieliśmy czas na naukę. Uczyli nas najwybitniejsi Polacy – jeńcy obozu. Nabyłem od jednego z oficerów Pana Tadeusza, pociąłem go na kawałki, tak aby każda księga była osobno. Byłem Ťbibliotekarzemť Pana Tadeusza – pożyczałem jedną księgę na pięć godzin. Tak krzepiliśmy ducha. Od marca z Kozielska wywożono nas małymi grupami do innego obozu. Dokąd? – nikt nie wiedział… Już nigdy nie spotkałem moich braci z Kozielska. Urósł na nich katyński las… Cudem uniknąłem Katynia – mówi cicho ks. Peszkowski. – Pozostało nas czterystu trzydziestu dwóch z trzech obozów…”.

Jak tysiące innych Polaków wywiezionych na Wschód, dostał się do Armii Władysława Andersa, gdzie służył w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. W 1941 r. wraz z Armią Polską opuścił Rosję. Dalsze jego drogi prowadziły szlakiem Korpusu. Najpierw szkolenia w zakresie broni pancernej w Palestynie, Egipcie i Iraku. Potem został oddelegowany do pracy wychowawczej wśród młodzieży jako wizytator harcerstwa – w Teheranie, Isfahanie, Karaczi i w Indiach.

Bezpośrednio po demobilizacji por. Zdzisław Peszkowski znalazł się w Wielkiej Brytanii. Stamtąd wyjeżdżał do Francji i Belgii, gdzie wizytował ośrodki harcerskie i prowadził kursy instruktorskie. Rozpoczął studia w Oksfordzie.

Ważka decyzja

Co się stało, że student Oksfordu szukał innej drogi życia?

„Widziałem dramat młodych ludzi, wykorzenionych z własnej ziemi – mówi. – Jak zaspokoić ich głód? I wtedy przyszła myśl o kapłaństwie. 11 lutego 1949 r. pojechałem do Lourdes. Tam moje serce zdecydowało się na służbę kapłańską”. Zgodnie ze wskazówkami swojego kierownika duchowego – ks. L. Dallingera, zostawił uniwersyteckie miasto i udał się do Polskiego Seminarium w Orchard Lake w Stanach Zjednoczonych. Po ukończeniu studiów teologicznych 5 czerwca 1954 r. przyjął święcenia kapłańskie. Kilka lat później zdobył stopień doktora w zakresie filozofii.

Orchard Lake

Kiedy człowiek chce poznawać historię, sięga po księgi. W nich szukamy prawdy o tym, co było, i o tym, co jest. Życie człowieka też można porównać do księgi. Dziś pochylamy się z szacunkiem nad księgą życia ks. prał. Zdzisława Peszkowskiego. To zacna księga. Szacowne dzieło – bogate i niepowtarzalne przeżycia i doświadczenia. Pisał ją, wypełniając powołanie ludzkie, kapłańskie i patriotyczne.

Już na wstępie wyraźnie zaznacza się jeden z ważniejszych jej rozdziałów: „Orchard Lake”. To miejsce studiów z zakresu teologii, filozofii i filologii polskiej Księdza Prałata. To szczególny dom, w którym dojrzewała duchowość młodego kleryka. Ale Orchard Lake to również miejsce pracy naukowej ks. Peszkowskiego. W 1954 r. został członkiem fakultetu Polonijnych Zakładów Naukowych. W Orchard Lake był profesorem literatury i języka polskiego w Kolegium i Hight School. Z Orchard Lake prowadził szeroką współpracę z różnymi instytucjami naukowymi, m.in. z Polish American Historical Association, którego był prezesem w 1966 r. W tym okresie powstały dwie jego prace o charakterze historycznym: Chrzest Polski i jego konsekwencje oraz Poland’s adventare in grace.

„Co dla Polski mogę zrobić?”

W księdze życia ks. prał. Zdzisława Peszkowskiego kolejny tytuł rozdziału brzmi: „Prymas Stefan Wyszyński”.

„Do Polski w okresie komunizmu mieliśmy nie jeździć – takie było postanowienie – aż będzie wolna. Ale nurtowało mnie – mówi Ksiądz Prałat – czy jest to dobre postanowienie. Po odwilży październikowej w 1957 r. przyjechała do Polski delegacja polskich kobiet, która przywiozła list do Księdza Prymasa. Pytałem w nim o trzy sprawy: Czy jechać do Polski, czy Polsce pomagać i w jaki sposób? Prymas Stefan Wyszyński nie dał bezpośredniej odpowiedzi. W Bibliotece Jasnogórskiej do delegacji polonijnej wygłosił kazanie i to kazanie polecił mi przekazać. Przyjechałem. Przygarnął mnie jak domownika. Pytałem, co dla Kościoła mogę zrobić. Odpowiedział: Nowenna.

W Polsce dziewięć lat ks. Peszkowski przygotowywał program nowenny dla Ameryki na dziewięć miesięcy.

Kolejne odwiedziny ks. Peszkowskiego w Polsce i spotkanie z kard. Stefanem Wyszyńskim na Bachledówce. „Co mogę dla Kościoła zrobić?” – Akt oddania. „Chciałbym – mówił Prymas Tysiąclecia – aby ten Akt wszedł w duszę Polaków”. Ale go nie wydrukowano – nie było pozwolenia. 11 tys. egzemplarzy z Toronto do Rzymu i z Rzymu pociągiem dotarło do Polski, a potem z Jasnej Góry do każdej parafii… „Co dla Kościoła mogę zrobić?” – to pytanie jak echo serca polskiego Księdza zza oceanu ciągle powracało. Ks. Peszkowski upowszechniał prace i myśli kard. Wyszyńskiego w Ameryce. Taki był cel wydania pierwszej biografii kard. Wyszyńskiego w 1969 r. Później jego staraniem ukazały się w Ameryce: Kromka chleba, Bochen chleba – zbiory myśli i aforyzmy wybranych przemówień i artykułów Prymasa Tysiąclecia. W sumie 11 książek. „Co dla Polski, co dla Kościoła mogę zrobić” – to motto rozdziału historii życia człowieka, który kochał Prymasa jak ojca i jest wiernym synem Kościoła w Polsce.

„Niech Ameryka poznaje papieża”

Z zaskoczeniem odkryłem w tym człowieku rozdział zatytułowany: „Jan Paweł II”. Czyżby bez ks. Peszkowskiego nic w świecie się nie działo? Spotkali się na Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii, później w Orchard Lake, kiedy kard. Karol Wojtyła gościł na sympozjum naukowym…

Ks. Zdzisław Peszkowski jest autorem 12 książek o Janie Pawle II. W 1980 r. ukazały się książki: Papież wśród swoich i Jan Paweł II człowiek modlitwy. Rok później – Kardynał Wojtyła w Ameryce i Orchard Lake.

„Po każdej papieskiej pielgrzymce do Polski pisałem nową książkę – mówi nasz Doktor honoris causa. – Niech Ameryka poznaje Papieża, taki był cel tego pisania”. Pisał i pisze. „Nigdy do Ojca Świętego nie poszedłem, żeby mu nie zanieść nowej książki – wspomina Ksiądz Prałat. – Szczęście to wielkie, że spotkałem Kardynała Stefana Wyszyńskiego, i szczęście, że mogłem być blisko Ojca Świętego”. Krótki to rozdział w historii naszego Doktora honoris causa, ale szczególny. Opowiadając o Ojcu Świętym, powtarza często słowo „fantastyczny”, a z jego oczu bije wielka miłość.

Dzieło prawdy i pamięci o Golgocie Wschodu

„Katyń” to rozdział wyjątkowy w historii życia ks. prał. Peszkowskiego. Dlatego otwieramy go delikatnie, ze stosownym szacunkiem. „Katyń” – to słowo-milczenie. Konfrontacja ze słowem „Katyń” była niebezpieczna. Dotykając tego słowa, dotyka się największej zbrodni i największej rany, nazywanej Golgotą Wschodu.

 

W 1988 r. ks. Zdzisław Peszkowski, jeniec Kozielska, po raz pierwszy przyjeżdża do Katynia. Staje nad dołami śmierci swych obozowych kolegów z Kozielska. Kiedy pojawia się możliwość wyjaśnienia i ujawnienia światu zbrodni, powraca do Polski i zamieszkuje w Warszawie. Wkrótce daje się poznać jako jeden z najżarliwszych orędowników pamięci Golgoty Wschodu.

„Kiedy zostałem księdzem, pierwszą Mszę św. odprawiłem za moich kolegów, którzy zostali pomordowani na Wschodzie – wspomina ks. Zdzisław Peszkowski. – Kiedy wróciłem do Polski, zaopiekowałem się rodzinami pomordowanych na Wschodzie. A chodziło o to, aby rodziny pomordowanych przestały się bać. Zbierałem rodziny katyńskie we wszystkich miastach w Polsce. Wzywałem: stawiajcie w każdym mieście pomniki upamiętniające pomordowanych w Katyniu. I powoli zaczęli się prostować. Zaczęli mówić o Katyniu”.

Co było najważniejsze w życiu Księdza Prałata? – bez namysłu odpowiada: „Ekshumacja. Dotykałem czaszek ludzi mi bliskich. Największe szczęście, jakie mnie spotkało. Każdą wydobytą czaszkę brałem w dłonie i namaszczałem kapłańskim błogosławieństwem. To był rok 1991”.

24 grudnia 1994 r. Papież Jan Paweł II pobłogosławił przywiezione przez ks. Peszkowskiego do Rzymu kamienie węgielne, które stały się początkiem budowy polskich cmentarzy na Wschodzie. Z inicjatywy Księdza Prałata rok 1995 został ogłoszony Rokiem Katyńskim.

Złamanie milczenia – to pewnie najważniejsze. Ale w duszy byłego jeńca Kozielska gra jeszcze coś więcej. Trzeba utworzyć katalog Katynia. A ten katalog – jego zdaniem – to prawda o Katyniu, pamięć o Katyniu, prawo i przebaczenie. Zmagania o utrwalenie pamięci Golgoty Wschodu to pomniki w Górach Świętokrzyskich i w Baltimore koło Waszyngtonu. Utrwalenie prawdy o Golgocie Wschodu to niezliczone artykuły, 10 książek autorskich i 18, których jest współautorem. A najważniejsza? – pytam autora – „Ujrzałem doły śmierci. Z naukowych to pewnie Zbrodnia katyńska w świetle prawa”.

Przyjaciel człowieka

Ks. prał. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski był kapelanem Rodzin Katyńskich, kapelanem Pomordowanych na Wschodzie, kapelanem Związku Harcerstwa Polskiego poza Granicami Kraju. Od 1970 r. był prałatem honorowym Domu Ojca Świętego, profesorem Zakładów Naukowych w Orchard Lake. 7 października 2004 r. w czasie uroczystej inauguracji kolejnego roku akademickiego na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie otrzymał doktorat honoris causa z rąk rektora tej uczelni – o. Jacka Bolewskiego SJ.

To księga jego życia. A kim był przede wszystkim? Był przyjacielem ludzi, o ciepłych miłością oczach, które mówią, że warto pięknie żyć, aby być taką księgą.

Na podstawie tekstu ks. Krzysztofa Pawliny („Niedziela” nr 47/2004)

http://www.niedziela.pl/

http://youtu.be/SntTvaW2I3s

 

zobacz: TĘSKNOTA ZA POLSKĄ ZWYCIĘSKĄ – relacja ks. Zdzisława Peszkowskiego

 

ks. Zdzisław J. Peszkowski

Apel jeńca z Kozielska

Wołam dzisiaj jako świadek, jeniec Kozielska, ocalony od mordu katyńskiego. Wołam o prawdę i sprawiedliwość!

Pochodzę z kraju, który miał być unicestwiony na mocy tajnego układu Ribbentrop-Mołotow zawartego 23 sierpnia 1939 r. w Moskwie. Polska miała być wymazana z mapy świata. Wspólna konferencja metodyczna NKWD i GESTAPO w 1940 r. przygotowała plan systematycznej likwidacji narodu polskiego. Zaczęły się wywózki, deportacja milionów ludzi w głąb Rosji, aresztowania, przemoc i terror.

Na historii XX wieku zaważyły dwa straszliwe systemy: faszyzm, którego symbolem jest Auschwitz-Birkenau, i stalinizm, którego symbolem jest Katyń.

Hitler i jego potworne zbrodnie zostały osądzone i potępione przez świat. Stalin i system komunistyczny, winien śmierci milionów ofiar, w tym setek tysięcy Polaków, pozostał bezkarny. Nie doczekaliśmy się w tej zbrodni żadnego międzynarodowego trybunału. A teraz wmawia się nam, że domaganie się prawdy to jątrzenie i brak wdzięczności dla „wyzwolicieli”.

Dokument z 5 marca 1940 r., który przekazuję, jest bezprecedensowym dowodem zbrodni ludobójstwa. To polecenie wymordowania 22 tys. Polaków, niewinnych ludzi zabranych do niewoli i osadzonych w obozach i więzieniach. W tym rozkazie czytamy: „Rozpatrzyć w trybie specjalnym, z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelanie. Sprawy rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawienia zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”. To było ludobójstwo – to był Katyń.

Zaczął się okrutny mord niewinnych Polaków, tylko dlatego, że byli Polakami. Wymordowano tysiące polskich oficerów, zabranych do niewoli przez Armię Czerwoną i osadzonych w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Mordowano indywidualnie, strzałem w tył głowy. Przez ponad 2 miesiące każdej nocy – 250 ofiar w Twerze, 250 – w Charkowie i 250 – w Smoleńsku-Katyniu. Taka była moc „przerobowa” oprawców. Zwłoki ładowano do ciężarówek i wywożono do lasu, gdzie ofiary wrzucano do dołów śmierci. Zbrodnię NKWD otoczono zmową milczenia i kłamstwa. Winę za Katyń Stalin zrzucił na Hitlera. Kiedy prawda wyszła na jaw – mocarstwa świata tchórzliwie zamilkły na pół wieku. Gwarantował to układ Churchilla, Roosevelta i Stalina, zawarty w 1943 r. Teheranie, a dopełniony później w 1945 r. w Jałcie. Polska została poddana Stalinowi. Zaczął się nowy etap niewoli.

Zbrodnia katyńska, jeden z najokrutniejszych aktów ludobójstwa dokonanych na rozkaz Stalina, nigdy nie została osądzona i potępiona. Nigdy. Przesłania ją zwycięski pochód Armii Czerwonej na Zachód. Zapomina się o wielkiej daninie krwi Polaków walczących o wolność na wszystkich kontynentach.

Polska nie otrzymała wolności w prezencie od Armii Czerwonej. Nie zaprzeczam prawdzie historycznej, że Armia ta miała swój udział w pokonaniu Hitlera, ale i Polska miała w tym swój przeogromny wkład. Opinią świata wstrząsnęło aresztowanie w marcu 1945 r. przywódców Polskiego Państwa Podziemnego – „szesnastu”, którzy pomimo zapewnienia ze strony władz sowieckich, że nie grozi im żadne niebezpieczeństwo, po przybyciu na spotkanie zostali zdradzeni, wywiezieni do Moskwy i tam osądzeni. Tragiczną ofiarą było wymordowanie przez komunistów, już po wojnie, tysięcy żołnierzy AK, którzy walczyli z Niemcami o wolność Polski i Europy.

Jako świadek, cudem ocalony jeniec z Kozielska, domagam się prawdy. Widziałem, jak kolejnymi transportami wywożono moich obozowych kolegów w nieznane. Po 3 latach, już jako żołnierz Armii Andersa, dowiedziałem się, że wszyscy zginęli w Katyniu. Nie zapomnę tego dnia, gdy na pustyni w Iraku 13 kwietnia 1943 r. usłyszałem komunikat radia niemieckiego, że w Lesie Katyńskim odkryto doły śmierci polskich oficerów. „Znaleziono dół mający 28 m długości i 16 m szerokości, z 3 tysiącami ciał ułożonych w 12 warstwach. Wszystkie ciała były w pełnych mundurach wojskowych”.

Boże! To przecież moi Koledzy obozowi! Najlepsi z najlepszych. Polska inteligencja. Moi najbliżsi, którzy zaginęli 3 lata temu.

Czy można zapomnieć ból takiej wiadomości? l ten nasz szloch na pustyni. I ta bezradność… Ta potworność przemocy: jeden wróg Polski – Niemcy – odkrywa zbrodnię ludobójstwa drugiego wroga – Rosji sowieckiej.

Ale to nie kres bólu, tylko nowy etap.

Najpierw zamordowano tysiące bezbronnych ludzi, a potem zamordowano prawdę.

Zaczęło się jedno z najpotworniejszych w historii kłamstw, systematyczne zabijanie prawdy w wymiarze osobistym i międzynarodowym. Nie wolno było bezkarnie mówić słowa „Katyń”.

Wielkie mocarstwa, zaszantażowane, zaprzedały prawdę i zgodziły się na haniebne milczenie i przyzwolenie. Pamiętam ten ból. Tak długo trwał. Pół wieku. A jednak prawdy nie udało się zabić.

Można ją sfałszować, spreparować, można zastraszyć ludzi, wymordować tych, którzy za dobrze pamiętają albo odważą się szukać, którzy nie potrafili zapomnieć i w upiornych snach powtarzali słowo „Katyń”.

To wszystko jednak nie zdołało zabić prawdy. Przetrwała.

Przyszedł Wielki Piątek, dokładnie 50 lat od czasów zbrodni, kiedy 13 kwietnia 1990 r. na Kremlu Gorbaczow publicznie oświadczył, że odpowiedzialność za mord ponosi NKWD. Dano nam wtedy garść dokumentów, nakazano śledztwo.

Przedziwna jest pamięć i ból Katynia. Tak długo na tę prawdę czekaliśmy.

Ale jak z nią teraz dalej żyć?

Przecież to prawda o potwornej zbrodni, więcej – o jakimś szatańskim opętaniu komunistycznej ideologii. Prawda, która tak strasznie rani, tak zawstydza. Już wiemy, że nie można tej prawdy zakryć, ominąć, przemilczeć.

Ale jak ją zrozumieć?

Jak wdowom, córkom, synom, wnukom pomordowanych wytłumaczyć tajemnicę ich śmierci?

Jak z tą prawdą żyć? Jak przekazać narodowi, światu…?

Nienawiść nie uleczy tego bólu.

Zapomnieć się nie da, przemilczeć nie można.

Pozostaje nam jak najgłębiej pochylić się nad tą prawdą, w pełni ją wyczerpać i przyjąć, niczego nie ukrywając.

Korzeniem tej potwornej zbrodni było opętanie, przekreślenie Bożego prawa o godności człowieka. To opętanie było straszliwe dla mordowanych i dla morderców. Miliony ludzi dotkniętych bólem, którego nie sposób opisać słowami.

Jak ten ból uleczyć?

Szatańska przemoc ateistycznego bolszewizmu roztrzaskała się. Stoimy i oglądamy zgliszcza. Prawdziwe Ezechielowe pole śmierci, nędzy, upodlenia. Oglądamy się, skąd przyjdzie nam pomoc.

Boże, tylko Ty pozwalasz w pełni ogarnąć bezmiar tych straszliwych dziejowych doświadczeń. Tylko Ty jesteś naszym ocaleniem i obroną.

Jako ksiądz katolicki ocalony od mordu w Katyniu uczestniczyłem w ekshumacji w 1991 r. Brałem w dłonie przestrzelone czaszki, namaszczałem je i błogosławiłem. To wstrząsające przeżycie! Dzisiaj w ich imieniu wołam do świata o prawdę i sprawiedliwość! Nie chcę zemsty, przebaczam, ale prawda musi być nazwana, a potworność zła – osądzona.

Potrzebna jest ludzkości świadomość tej okrutnej prawdy, aby nigdy więcej podobne zbrodnie ludobójstwa nie powtórzyły się, aby nie pozostawały bezkarne, przemilczane. „Sprawa Katynia – mówi Ojciec Święty Jan Paweł II – jest stale obecna w naszej świadomości i nie może być wymazana z pamięci Europy”.

Cóż mam więcej powiedzieć, ja, więzień Kozielska, niosący pamięć i ból o Was, wszyscy moi zamordowani Bracia?

W imię Boga – przebaczam!

Jako świadek, proszę tylko o prawdę, pamięć i sprawiedliwość!

Ks. Zdzisław J. Peszkowski – Kapelan Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie

http://www.niedziela.pl/

31 10.1993 roku w kościele św. Krzyża w Warszawie WOŁANIE CUDEM OCALONEGO Z KATYNIA, ks. Zdzisława Peszkowskiego DO POLAKÓW

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa, III RP, Po 1980 i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ksiądz Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski

  1. emka pisze:

    Kapelan Golgoty Wschodu odszedł 8 października, przed 6 laty.
    Tak o sobie mówił, upowszechniając metaforyczne wyrażenie odnoszące się zarówno do zbrodni katyńskiej, jak i innych zbrodni na Polakach na „nieludzkiej ziemi”. Nawiązujące także do ograbienia i deportacji obywateli polskich w głąb Sowietów, „sztob padochli” – jak mówili im enkawudziści.

    Ksiądz Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski odszedł do Pana 8 października, przed 6 laty. Brakuje nam jego wiary, żarliwości i miłości, jaką ogarniał uczestników niezliczonych spotkań. Jego kazania były swoistymi dialogami z wiernymi sprzed ołtarza Pańskiego – podczas Mszy św. w intencji ofiar Golgoty Wschodu. Brakuje nam jego przenikliwości, zrozumienia istoty zbrodniczego systemu bolszewickiego.

    W wojnie obronnej 1939 r. był oficerem 20. Pułku Ułanów. Z 2. Korpusem Polskim gen. Władysława Andersa przeszedł cały szlak. A potem były studia i doktorat z filozofii. I późne kapłaństwo (1954) – jako wotum za ocalenie. Był bowiem więźniem Kozielska, cudem ocalał od śmierci w Lesie Katyńskim. Pan Bóg podarował mu w maju 1940 r. drugie życie… Wykorzystał ten dar Boży najpiękniej jak można.

    Zaprzyjaźniony z bł. Janem Pawłem II i ks. kard. Stefanem Wyszyńskim nosił godność prałata domowego Jego Świątobliwości. Powiadali, że wkraczał na papieskie pokoje bez uprzedzenia, wzbudzając zakłopotanie w otoczeniu Papieża, który kochał go za spontaniczność i za siłę ducha.

    W młodości był harcerzem i pozostał nim do końca życia – w czasie wojny, a potem jako kapelan emigracyjnego ZHP poza granicami kraju i patron honorowy Hufca ZHP Ziemi Sanockiej – swojej rodzinnej ziemi.

    Wsparł starania Wojciecha Ziembińskiego w budowie pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie w Warszawie – mimo przeszkód, które przed nimi piętrzono. Modlitwę bł. Jana Pawła II pod tym pomnikiem (1999) uważał za zwieńczenie swej służby. Spoczął w Panteonie Wielkich Polaków w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

    Piotr Szubarczyk
    http://www.naszdziennik.pl/mysl/56133,kapelan-golgoty-wschodu.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.