Julian Polan-Haraschin

Julian Polan-Haraschin (1912 – 1984) – zastępca przewodniczącego Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie w latach 1946-1951 , odpowiedzialny za wydawanie ponad 60 wyroków śmierci na żołnierzy podziemia niepodległościowego, podpułkownik LWP. Do 1962 był pracownikiem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

oraz kierownikiem katedry prawa Wojskowego Instytutu Prawniczego przy Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego. Skazany na więzienie za łapówki w latach 60-siątych, po wyjściu z więzienia został płatnym donosicielem, zajmując się m.in. rozpracowywaniem kurii krakowskiej w tym Franciszka Macharskiego, Wyższego Seminarium Duchownego i środowiska Radia Wolna Europa.

 

Tadeusz M. Płużański

Profesor Haraschin donosi…

Jako stalinowski sędzia wydał co najmniej 60 wyroków śmierci. W tym czasie donosił na swoich kolegów-sędziów Informacji Wojskowej, której był agentem. Na początku lat 60., aresztowany i skazany za pospolite przestępstwa, też donosił, tym razem na współwięźniów w celi. Od początku lat 50. związany ze środowiskiem „krakowskich intelektualistów”, był dla bezpieki jednym z najcenniejszych źródeł informacji o Kościele. Jako TW „Karol” donosił na Karola Wojtyłę, nawet po wyborze go na papieża. Julian Polan-Haraschin ze spec-służbami PRL współpracował, z przerwami, przez 35 lat, aż do swojej śmierci w 1984 r.

Biografia tego wyjątkowego okrutnika to gotowy materiał na książkę albo film ze szwarccharakterem w roli głównej. Haraschin to jednak postać prawie nieznana. Tymczasem historia człowieka, który wielu ludziom wyrządził wiele zła, a wielu pozbawił życia, jest również kluczem do poznania i zrozumienia wielu najbardziej mrocznych kart PRL.
Do niedawna chyba jedynym źródłem wiedzy o Haraschinie był tekst Krystiana Brodackiego „Krwawy Julek” sprzed siedmiu lat („Tygodnik Solidarność”, 1999, nr 25). Autor nazwał go „jedną z najczarniejszych postaci w całej historii PRL”. Nie wiedział jeszcze o sprawie kluczowej – że Haraschin był agentem, najpierw Informacji Wojskowej, a potem SB. Po zapoznaniu się z jego „osiągnięciami” można nawet stwierdzić, że tajna współpraca z komunistycznymi służbami specjalnymi zdeterminowała życie „Krwawego Julka”.
Mateusz Wyrwich w książce „W celi śmierci” (wyd. „Rytm”, 2002) napisał o procesie AK-owca Stanisława Szury przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie 3 lutego 1947 r.: „Rozprawie przewodniczył ppłk Haraszyn [błąd w nazwisku – TMP]. Pospolity przestępca, którego jakiś czas później sami komuniści skazali za handel dyplomami wyższej uczelni”. To, że stalinowski sędzia był jednocześnie łapówkarzem, nie dziwi. Czytelnik może natomiast zapytać – co mógł mieć wspólnego z uniwersyteckimi dyplomami? Otóż Haraschin – przedwojenny absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (1936 r.), w PRL został „naukowcem” – w cudzysłowie, ponieważ jego dorobek jest mizerny, a uniwersytecką karierę robił głównie dzięki znajomościom, przekrętom i kłamstwom. I tak, w 1950 r. obronił doktorat, by pięć lat później osiągnąć szczyt swoich „naukowych” możliwości – zostać kierownikiem zaocznego studium na wydziale prawa UJ – kierował nim do 1962 r. Właśnie wtedy otrzymał tytuł docenta, a SB oskarżyła go o przyjmowanie łapówek za zaliczanie zajęć, a nawet wystawianie dyplomów ukończenia studiów. Pieniądze tak kochał, że brał je od wszystkich: „zwykłych” studentów, ale także od swoich kolegów partyjnych, ubeków i milicjantów, załatwiając im tytuły magistrów prawa. Za ogromne sumy „ratował” też ludzi przed więzieniem albo wysokim wyrokiem. Haków na Haraschina bezpieka miała więcej, m.in. szydzenie z partii i jej przedstawicieli (wroga propaganda) czy wystawny i hulaszczy styl życia.
Stalinowski sędzia, profesor wyższej uczelni, łapówkarz. To jeszcze nie wszystkie twarze Haraschina, człowieka, który zawsze chciał być na świeczniku. Wszystko, co robił, było podporządkowane karierze, sławie i pieniądzom.

Pocztowiec

Julian Haraschin urodził się w 1912 r. w Krakowie, w nauczycielskiej rodzinie Karola i Domiceli z Parczyńskich (u zarania niepodległej Polski oboje byli członkami POW). Karierę zaczynał jako urzędnik pocztowy. W latach 1937-39 był praktykantem, a potem referendarzem w Dyrekcji Okręgowej Poczt i Telegrafów Krakowie. Jako komendant poczty polowej Obszaru Warownego Śląsk wziął udział w kampanii wrześniowej. Uznany za oficera (nosił mundur podobny do wojskowego, do którego przyczepił sobie naszywki przypominające dystynkcje kapitana) został osadzony w oflagach XI B Braunschweig (Brunszwik) i II C Woldenberg. Przebywał tam do sierpnia 1940 r., uwolniony dzięki staraniom ojca, który – zgodnie z prawdą – dowodził, że Julian jest cywilem. Kłamstwo o oficerskiej przeszłości będzie Haraschinowi – na przemian – szkodziło i pomagało w karierze.
Po uwolnieniu, niemal do końca niemieckiej okupacji, pracował w hitlerowskim Biurze Transportu Dyrekcji Monopoli w Krakowie. Po zakończeniu wojny wrócił na pocztę i został radcą prawnym Dyrekcji Okręgowej Poczt i Telefonów w Krakowie.

„Wyrokował bardzo surowo”

Do LWP zgłosił się na ochotnika 7 grudnia 1945 r. Uchwałą Krajowej Rady Narodowej został zweryfikowany w stopniu kapitana (o tym dalej) i skierowany na stanowisko sędziego Wojskowego Sądu Okręgowego nr 5 w Krakowie. W kwietniu 1946 r. awansował, przechodząc do Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie. Wtedy do nazwiska Haraschin dopisał „Polan” (pseudonim ukradł wujowi, który zginął w wojnie polsko-bolszewickiej). Początkowo pracował jako sędzia, by we wrześniu 1946 r. zostać zastępcą szefa krakowskiego WSR. Funkcję tę pełnił aż pięć lat – do marca 1951 r. Na ludzi walczących o wolną Polskę wydał co najmniej 60 wyroków śmierci, również w ramach wyjazdowych sądów doraźnych, przez co zyskał w Krakowie miano „Krwawy Julek”.
Mimo swoich „zasług” – od 1947 r. – był obserwowany przez Informację Wojskową. Uznany za element obcy klasowo (inteligent, zarządzał rodzinnymi nieruchomościami, był nawet właścicielem sklepu w Katowicach), miał nawet zostać usunięty z wojska. Ostatecznie przeważyły jednak braki kadrowe i opinia szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr V w Krakowie, ppłk. Wincentego Klupińskiego: „W jego wyrokowaniu można było zauważyć zrozumienie obecnej zaostrzonej walki klasowej. Wyrokował bardzo surowo – tak iż niejednokrotnie wyroki jego były uchylane przez Sąd Najwyższy”. Prócz tego pogłębiał swoją wiedzę prawniczą, studiując również filozofię i ekonomię marksistowską przy Departamencie Służby Sprawiedliwości MON.

AK-owiec i folksdojcz

Krwawy sędzia Julian Polan-Haraschin brał m.in. udział w sprawie Franciszka Niepokólczyckiego, zastępcy komendanta Kedywu KG AK, prezesa II ZG WiN. Jak napisał Jerzy Poksiński, Niepokólczycki – przesłuchiwany w 1946 r. przez ppłk. Haraschina – „odrzucił propozycję pracy dla komunistów, umorzenia sprawy, awansu do stopnia generała LWP, wyjścia na wolność podczas wiosennej amnestii 1947 i przyjęcia odznaczeń, m.in. Virtuti Militari”. Skazany na KS, złagodzoną na dożywocie, z więzienia wyszedł w 1956 r. Propozycja przyznania Virtuti była jak na owe czasy nietypowa, ale nie dla Haraschina. Sam nadał sobie ten order. To też był jeden z haków, jakie zebrały na niego komunistyczne służby specjalne.
Wspomniany już Stanisław Szuro zapamiętał Haraschina z sali sądowej: „Całą pierś obwiesił medalami, chyba miał nawet Virtuti Militari, choć za co, to nie wiem. Miał przypiętego ostentacyjnie na czapce orzełka z koroną”. Większość medali, którymi był obwieszony, też przyznał sobie sam (prócz Virtuti najbardziej absurdalnym był krzyż powstańca śląskiego). Część uzyskał dzięki znajomości z Michałem Rolą-Żymierskim (późniejszy marszałek Polski był w II RP, jeszcze pod prawdziwym nazwiskiem Łyżwiński, uczniem jego ojca – Karola Haraschina, kierownika szkoły im św. Wojciecha w Krakowie). Wysokie odznaczenia nadawał też znajomym.
Stanisław Szuro opowiadał dalej o swoim procesie: „W pewnej chwili Polan-Haraschin mówi: »Ja też byłem w Armii Krajowej«, to ja odpowiadam: »To pewnie pan pułkownik skorzystał z amnestii, która była przecież policzkiem, bo amnestię daje się zbrodniarzom«. I tu go zatkało, i nie umiał mi odpowiedzieć”.
Przed zgłoszeniem się do LWP Haraschin sfałszował dokumenty, podając się za kapitana WP z 1939 r. i członka ZWZ/AK, działającego pod pseudonimem „Polan” (Gdy wiatr komunistycznej historii trochę inaczej zawiał, utrzymywał, że w AK był po to, aby pomagać Armii Ludowej). W maju 1946 r., dzięki swojemu AK-owskiemu kłamstwu, dostał awans na majora, a pół roku później na podpułkownika. Szybko zostałby pewnie pułkownikiem, gdyby jego błyskotliwa kariera w wojsku nie została przerwana.
Tymczasem, w 1947 r., Haraschin skazał Stanisława Szuro na KS – po złagodzeniu kary do 15 lat, z więzienia wyszedł w 1956 r. Nie wszyscy skazani przez Haraschina mieli to szczęście.
W powojennym Krakowie krążyła piosenka:
„Sowiet był prokuratorem
Folksdojcz wyrok dał surowy.
A Żyd bronił nas z humorem.
Ot i cały sąd ludowy”.

Dlaczego Haraschina uważano za folksdojcza? W czasie okupacji, pracując w Dyrekcji Monopoli, prowadził liczne interesy z Niemcami. Za łapówkarstwo (a jakże!) stanął nawet przed niemieckim sądem specjalnym, ale wybronił go dyrektor, który nie tylko był jego przełożonym, ale również wspólnikiem. Współpracę z okupantami Haraschin miał zatem we krwi. Cel był zawsze ten sam – kariera, sława i duże pieniądze. AK-owska wersja jego życiorysu głosiła, że sąd był represją za działalność niepodległościową.

Zamordował „Murata”

Będąc zastępcą szefa WSR w Krakowie, Haraschin orzekał również w WSR w Łodzi. 4 marca 1949 r. przewodniczył rozprawie przeciwko kpt. Janowi Małolepszemu „Muratowi”, ostatniemu dowódcy poakowskiego Konspiracyjnego Wojska Polskiego (to chyba najgłośniejszy proces stalinizmu, w którym brał udział). Przyjechał z ustalonymi przez „wyższe czynniki” wyrokami i politycznymi wytycznymi oskarżenia (tzw. pytajnikami – pytaniami, które należało zadać oskarżonym na sali sądowej).
W procesie zapady trzy wyroki śmierci: na Jana Małolepszego oraz dwóch księży z diecezji częstochowskiej: ks. Mariana Łososia i ks. Wacława Ortotowskiego, oskarżonych o współpracę z oddziałem „Murata”. Trzeci ksiądz, Stefan Faryś, dostał 12 lat więzienia. Podstawą wyroków był dekret „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z 13 czerwca 1946 r. (zwany również małym kodeksem karnym), jeden z najbardziej represyjnych dekretów stalinizmu. Efekt propagandowy pokazowemu procesowi zapewniły obszerne relacje prasowe i specjalnie nakręcony film. Razem z „płk.” Haraschinem sądził mjr. Mieczysław Widaj (AK-owiec, a później krwawy stalinowski sędzia). Oskarżał nie mniej „zasłużony” dla ludowej władzy prokurator Henryk Ligięza (wcześniej powstaniec warszawski w Obwodzie AK „Żywiciel”).
29 kwietnia 1949 r. Najwyższy Sąd Wojskowy w Warszawie nie rozpatrzył skargi rewizyjnej i utrzymał wyroki w mocy. Dopiero decyzją Bieruta z 13 maja 1949 r. zamieniono duchownym kary na dożywocie (później jeszcze złagodzone). Z więzień wyszli w 1956 r. W 1957 r. Sąd Wojewódzki w Łodzi unieważnił wyrok z 4 marca 1949 r. W aktach sprawy nie ma protokołu z wykonania kary śmierci na Janie Małolepszym. Według oficjalnej wersji, zmarł w więzieniu 14 marca (zaledwie 10 dni od wyroku). Tego dnia szef łódzkiego WSR, ppłk Bronisław Ochnio (wcześniej skazał na śmierć Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, poprzedniego dowódcę KWP) zawiadomił tamtejszy USC o zgonie więźnia. Wiadomo jednak, że „Murata” zamordowali śledczy, podczas wznowionych już po wyroku przesłuchań. Istnieją poszlaki, że jego zwłoki posłużyły do badań medycznych.

Prawnik i znów wojskowy

O obcości klasowej Haraschina i przynależności do ZWZ-AK jednak nie zapomniano. 2 marca 1951 r. został usunięty z wojska, co – przypomnijmy – planowano już trzy lata wcześniej (w 1948 r. usunięto go z PPR; by następnie przyjąć do PZPR; należał również do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego przy UJ i Związku Prawników Polskich).
Krystian Brodacki napisał, że zwolnienie Haraschina z wojska miało drugie dno – uratowało go przed represjami Informacji Wojskowej. Ten sprytny manewr miał zawdzięczać znajomości z Oskarem Karlinerem, szefem Zarządu Sądownictwa Wojskowego. Teza ta jest jednak o tyle uprawniona, jeśli IW rzeczywiście chciała pozbyć się swojego człowieka – wiernego agenta. A może tylko szantażowała go widmem aresztowania?
Tak czy inaczej, Haraschinowi wielka krzywda się nie stała. Już 15 marca 1951 r. został wpisany na listę adwokatów Wojewódzkiej Izby Adwokackiej w Krakowie. Praktyki jednak nie podjął – pracował jako radca prawny. Właśnie wtedy zaczęła się jego kariera „naukowa” na Uniwersytecie Jagiellońskim (zaczął od wykładania prawa w WUBP w Krakowie).
Praca naukowo-dydaktyczna najwyraźniej mu nie wystarczała, skoro w 1958 r. ponownie poprosił o przyjęcie do LWP. Argumentował, że został usunięty z przyczyn politycznych, jako ofiara stalinizmu, który zdecydowanie potępia. Tak wrócił do sądownictwa wojskowego, tym razem na stanowisko zastępcy szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Krakowie. W 1960 r. został pułkownikiem.
Pracy „naukowej” jednak nie zarzucił. W działającym w ramach Wojskowej Akademii Politycznej Wojskowym Instytucie Prawniczym kierował katedrą prawa karnego.

Aresztowany i skazany

15 czerwca 1962 r. Julian Polan-Haraschin został aresztowany. Prócz wymienionych już haków, jakie zbierała na niego SB, planowano również wmanewrować go w działalność „reakcyjną”. Już w 1956 r. bezpieka założyła na Haraschina „sprawę ewidencyjno-operacyjną” jako na „oficera ZWZ-AK sympatyzującego po wyzwoleniu z WiN”. Jak już pisaliśmy, kłamliwą wersję o swojej AK-owskiej przeszłości rozpowszechniał sam Haraschin. W kłamstwie było jednak ziarnko prawdy. Rozpracowująca go w latach 40. Informacja Wojskowa ustaliła, że utrzymywał kontakty z płk. Maksymilianem Chojeckim, aresztowanym następnie i skazanym w sfingowanej sprawie „spisku z wojsku”. Kontaktował się z nim również po 1956 r., po wyjściu Chojeckiego na wolność. Gen. Józef Kuropieska, też represjonowany za rzekome szpiegostwo, wspomniał: „Po powrocie z Nowej Huty do śródmieścia spotkałem spacerującego Maksymiliana Chojeckiego, przed niewielu tygodniami zwolnionego z Rawicza. Wynędzniały, choć dobrej myśli – o ile pamiętam – zatrzymał się u obozowego kolegi Juliana Haraschina [chodzi o oflag Woldenberg – TMP]”. Brodacki pisze, że Chojecki był jednym z tych, którzy byli pod dużym wpływem osobowości Haraschina (potrafił być bardzo przekonujący, szczególnie w kontaktach z kobietami). Chojecki powierzył mu nawet swój majątek, dlatego po wyjściu z więzienia – z braku własnego lokum – mieszkał u Harasachina.
Inna sprawa, że na początku lat 50. bezpieka próbowała wciągnąć Haraschina do V Komendy WiN – swojej prowokacji przeciwko antykomunistycznemu podziemiu.
Finał rozpracowania Haraschina przez Informację, a potem SB nastąpił na początku lat 60., kiedy został przyłapany na przyjęciu kolejnej łapówki. 2 listopada 1963 r. Sąd Powiatowy dla m.st. Warszawy skazał go na dziewięć lat więzienia i 35 tys. zł grzywny. Podstawą był ten sam dekret z 13 czerwca 1946 r. „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa”, na mocy którego Haraschin orzekał w czasach stalinowskich i skazał na śmierć „Murata”. Tym razem Haraschina zdegradowano również do stopnia szeregowca. A czekał już na nominację generalską… Na wolność wyszedł – warunkowo – w 1968 r.

Moralna prostytutka

I tu dochodzimy do tej nieoficjalnej, utajnionej do niedawna części życiorysu Juliana Polana-Haraschina, drugiego dna w jego biografii. Dwa lata temu nowe światło na postać sędziego, a później „naukowca” rzucił historyk Filip Musiał w zbiorowym opracowaniu „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944 – 1989”, wyd. IPN. Musiał ujawnił, że Informacja Wojskowa nie tylko go rozpracowywała, ale był on równocześnie jej agentem.
Haraschin został zwerbowany wcześnie – już w październiku 1949 r. Jego zadaniem było donoszenie na kolegów – sędziów krakowskiego WSR. Jaką rolę pełnił, może świadczyć opinia zastępcy szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr V w Krakowie, mjr. Józefa Mikołajczyka: „Ppłk Haraschin jest moralną prostytutką. Widzi w swojej obecnej sytuacji dużą zależność od Organów Informacji”. Donoszenie na kolegów nie uchroniło go jednak, najpierw przed wyrzuceniem z wojska (nawet, jeśli przyjmiemy wersję Brodackiego), a potem aresztowaniem i skazaniem.
Razem ze zwolnieniem z wojska w 1951 r. Haraschinem przestała się interesować Informacja Wojskowa. Jego akta przekazano bezpiece, a konkretnie WUBP w Krakowie.

Agent celny „Leon”

Kolejny etap współpracy Haraschina z komunistycznymi spec-służbami zaczął się kilkanaście lat później – w 1963 r. Agentem SB (ponieważ Informacji donosić już nie mógł) został wkrótce po aresztowaniu. Przez dwa lata donosił na współwięźniów, jako agent celny Biura Śledczego MSW. Donosy podpisywał pseudonimem „Leon”. Stanisław Morawski, dyrektor Departamentu IV MSW zanotował, że „za okres ten przekazał szereg interesujących, wartościowych informacji”. Jak widać, donoszenie – tak jak współpracę z okupantami Polski – miał we krwi – nie ważne czy na wolności, czy w więzieniu. Zapewne dlatego opuścił zakład karny przed czasem.

TW „Karol”
– „sprawdzona jednostka”

Po zakończeniu odbywania kary w 1968 r. Haraschin dalej kapował. Najpierw pod więziennym pseudonimem „Leon”, potem „Zbyszek”, a w końcu – od maja 1978 r. – „Karol”. Szybko stał się „specjalistą” od Kościoła – w Polsce i za granicą. W Krakowie rozpracowywał kurię biskupią, środowisko Wyższego Seminarium Duchownego. W Watykanie – przebywających tam polskich księży.
W listopadzie 1972 r., pierwszy zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB w Krakowie Stanisław Wałach oceniał pracę Haraschina: „W związku z tym mamy wyprzedzające informacje o zamiarach i podejmowanej działalności antysocjalistycznej przez część hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce. Wykorzystywane są one do ocen i informacji opracowywanych przez Dep[artament] IV MSW dla najwyższych władz partii i rządu, a ponadto stanowią podstawę do specjalnych przedsięwzięć dezintegracyjnych prowadzonych przez kierownictwo Wydz[iału] IV pod nadzorem Dep[artamentu] IV MSW w odniesieniu do kurii krakowskiej”. Dwa lata później uznano, że Haraschin jest „jednostką wartościową, sprawdzoną [należało by dodać – od lat – TMP], rzetelnie podchodzącą do współpracy z naszymi organami, posiadającą duże możliwości uzyskiwania interesujących nas materiałów”.
Owe „duże możliwości” wynikały nie tylko z jego pozycji „naukowej”. Po 1956 r. ożenił się z Janiną Macharską, siostrą kardynała Franciszka Macharskiego (pierwszą żoną Haraschina była Maria Kurkiewicz). W kapowaniu bezwzględnie to wykorzystywał.

10 tysięcy
za Wojtyłę

Dzięki swoim kontaktom miał również szereg informacji o kardynale Karolu Wojtyle. Na Ojca Świętego donosił podczas dwóch papieskich pielgrzymek do Polski – w roku 1979 i 1983. Haraschina można nawet zobaczyć na zdjęciach z Janem Pawłem II. „On uwiarygodniał się w ten sposób przed esbekami” – mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, badający rozpracowanie krakowskich księży przez SB.
W maju 1981 r. funkcjonariusz bezpieki zanotował: „TW ps. Karol jest w pełni dyspozycyjną jednostką, przekazującą informacje przedstawiające szczególną wartość operacyjną”. Za kapowanie „Karol” dostawał miesięcznie 5, a czasem nawet 10 tys. zł (pensje wynosiły wówczas ok. 1,5 tys. zł).
Julian Polan-Haraschin donosił bezpiece również na krakowskich intelektualistów i pracowników Radia Wolna Europa. Zostawił po sobie potężną spuściznę. Sam okres kapowania na kurię krakowską mieści się w 12 tomach, na 4 tys. stron. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski uważa, że jest to jedno z dwóch najważniejszych opracowań, jakie zostało po esbecji.
Julian Polan-Haraschin zostawił po sobie także wiele donosów dla Informacji Wojskowej, a przede wszystkim 60 wyroków śmierci na przeciwników „ludowej” władzy w czasach stalinowskich.

http://www.asme.pl/116293111272133.shtml

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Lata PRL i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Julian Polan-Haraschin

  1. jw pisze:

    Julian Polan-Haraschin ? okrutny prawnik, ?Krwawy Julek?, TW?Karol?
    http://lustronauki.wordpress.com/2009/07/17/julian-polan-haraschin/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.