Nieznana historia KOR-u

W piątek, 23 września br., w Pałacu Staszica odbyło się spotkanie poświęcone 35. rocznicy powstania KOR-u połączone z zapowiedzią książki: „Całym życiem pełnić służbę … Nieznana historia Komitetu Obrony Robotników”.
Wywiad z Piotrem Naimskim i fragmenty książki.

 

NIE SPOTKAM SIĘ Z PREZYDENTEM NA OBCHODACH 35-LECIA KOR

Z jednym ze współzałożycieli Komitetu Obrony Robotników, Piotrem Naimskim rozmawia Jarosław Wróblewski. [fronda.pl]]

Mało kto dziś pamięta, że 35 lat temu razem z 14 osobami tworzył pan Komitet Obrony Robotników.

– Tak, byłem jednym ze współzałożycieli Komitetu Obrony Robotników. Moje środowisko Czarnej Jedynki, drużyny harcerskiej z warszawskiego liceum im. Rejtana, to było środowisko, które rozpoczęło akcję pomocy robotnikom w Ursusie, w lecie 1976 r. Naturalną konsekwencją tego zaangażowania się w działanie – które z jednej strony można nazwać humanitarnym ale też politycznym w PRL – było zaangażowanie w organizowanie Komitetu Obrony Robotników. To była słuszna decyzja podjęta we właściwym czasie. Nasze środowisko to byli ludzie młodzi, przygotowani do działania długimi dyskusjami, spotkaniami, które nieodmiennie kończyły się wnioskiem, że jeśli tego komunistycznego systemu się nie obali, to niepodległej Polski się nie stworzy. Szukaliśmy sposobu praktycznego działania, abyśmy to podjęli w sposób naturalny. Mówię, że to było w sposób naturalny, bo składaliśmy przyrzeczenie na przedwojenną rotę harcerską i tam jest takie sformułowanie, które brzmi: ‚Pragnę całym życiem pełnić służbę i’ to było traktowane jako służba i wielu z nas ją pełni do dzisiaj. Już nie w KOR-ze, tylko w innych miejscach, przy innych zadaniach, ale ciągle w życiu publicznym i tak jest dobrze. Wybory sprzed 35 lat, czy ok. 40-stu jak w moim przypadku, bo od tylu lat prowadzę działalność publiczną (20 lat w PRL i 20 lat po 89 r.), to jest moje życie i KOR jest z jednym z jego bardzo ważnych elementów na początku tej drogi.

Patrząc z perspektywy lat na działalność pana i Antoniego Macierewicza, a z drugiej strony na Adama Michnika czy Seweryna Blumsztajna widać, że stoicie po dwóch stronach barykady, w jakimś sensie prezentujących całkowicie odmienne wizje Polski. Jak pan patrzy na ten podział?

– Żeby nie było wątpliwości, to ani Adama Michnika ani Seweryna Blumsztajna nie było wśród założycieli KOR. Porozumienie naszego środowiska i środowiska Jacka Kuronia było na gruncie praktycznego działania. Trzeba było pomóc ludziom. Niewielu zdaje sobie dziś sprawę z tego, że wtedy nie było wielu chętnych do takiej działalności. To się wiązało z dosyć dużym ryzykiem. W składzie KOR-u, gdzie było 14 założycieli, nie było takiej sytuacji, że było 100 kandydatów, a myśmy z jakiegoś parytetu wybrali 14 osób. Po prostu nie było więcej chętnych niż te 14. To jest pierwsza część odpowiedzi, a drugą jest taka, że od samego początku było dla nas jasne i dla naszego środowiska i sądzę, że dla Jacka Kuronia, że reprezentujemy dwa różne pomysły na działanie, różne cele mamy postawione. My chcieliśmy od samego początku po prostu niepodległej Polski. Nie chcieliśmy zawierać kompromisów z liberalną frakcją w PZPR, czy tym podobnych gier, które były żywiołem Jacka i jego kolegów. Czuli się w tym dobrze i uważali, że to jest droga poprzez rozmiękczanie i rewidowanie komunizmu. Oni byli rewizjonistami, a my niepodległościowcami. I ta różnica była widoczna od samego początku, a ze szczególnym natężeniem się pojawiła, gdy zaczęliśmy myśleć bardziej w kategoriach politycznych po zwycięstwie w 1977 r. Wtedy w lecie ostatni robotnicy z dużymi wyrokami z Radomia i Ursusa wyszli na wolność, a także wyszliśmy my – 11 osób, którzy siedzieliśmy w areszcie śledczym na Rakowieckiej. Przystąpiliśmy wtedy do następnego etapu działania. Te różnice są do dziś. To jest sytuacja gdy my myśleliśmy w 1989 r. – nie przystępując do Okrągłego Stołu – jak tworzyć niezależne struktury społeczne i polityczne, a Adam Michnik pisał tekst, w którym ostrzegał przed polskim ciemnogrodem, który niejako nikomu nie zagrażał, a w domniemaniu jemu zagrażał. I tak to jest, różnimy się, polemizujemy i politycznie walczymy ze sobą. Reguły demokracji określają granice tego sporu.

W mediach jest to bardziej atak przeciwko wam brutalny, bezpardonowy…

– Niestety, nie mogę odpowiadać za kolegów, którzy mnie atakują. Staram się tego nie robić brutalnie, jak zresztą pan zauważa.

Zapamiętał pan jakąś anegdotę z KOR-owskiego czasu?

– To jest historia opowiedziana przez Ankę Kowalską, już w późniejszym okresie funkcjonowania KOR-u. Ona zgłosiła się do współpracy z nami. Przychodząc do mieszkania Antoniego Macierewicza nie znała Antoniego ani jego żony Hanki. Oni też nie wiedzieli o jej istnieniu, nie wiedzieli jak wygląda. Po prostu przyszła, zapukała do drzwi i zaczęła się taka gra, badanie się: a kto? skąd? dlaczego? To była zabawna sytuacja, bo Anka uważała, że jak Hanka otworzyła drzwi, to myślała, że Anka podsłuchiwała. Rezultat był taki, że Anka była jednym z najbardziej cenionych i wydajnych współpracowników KOR.

Czy spotyka się pan z kolegami z tej drugiej strony KOR-u, skupionych wokół „Gazety Wyborczej”?

– Nie. Nie widzę potrzeby takich spotkań. To jest 20-lecie wylewania przez nich pomyj na moją głowę.

Podajecie sobie rękę na powitanie?

– Spotykając się przypadkowo zachowujemy formę, w końcu jesteśmy z tego samego kraju. Ale nie jest tak, żebyśmy znajdowali przyjemność w obcowaniu ze sobą. Toczy się dziś spór o pamięć historyczną w Polsce, w którym bardzo istotną rolę odgrywają media, środowiska naukowe. Nie przypadkiem jest tak, że główny wątek opisywanej historii KOR, prawie milczy o naszym środowisku. Zapowiedzieliśmy książkę na ten temat pt. „Całym życiem pełnić służbę” z podtytułem: „Nieznana historia Komitetu Obrony Robotników”, którą wyda wydawnictwo Arcana. To powinno pomóc zainteresowanym dowiedzieć się jak było naprawdę.

Czy weźmie pan udział w obchodach z okazji 35 – lecia KOR?

– Nie będę brał udziału, ani w spotkaniu z prezydentem Komorowskim, ani w kolacji z marszałkiem Borusewiczem, ani też w dyskusji na temat książki Jacka Kuronia.

Rozmawiał Jarosław Wróblewski

fronda.pl, 24.09.2011

 

Justyna Błażejowska

[Gazeta Polska]

Przełamać tę niemożność? A potem niech nas zamkną

23 września przypada rocznica utworzenia w 1976 r. Komitetu Obrony Robotników.

Trwał proces pierwszych siedmiu robotników z ZM „Ursus”, których oskarżono, że 25 czerwca 1976 r. doprowadzili do wykolejenia elektrowozu. Plan surowego ukarania „warchołów” w pełni by się powiódł, gdyby nie obecność w gmachu sądu grupy obserwatorów. Kluczowa była także rozkręcana już wówczas akcja pomocowa zainicjowana przez Antoniego Macierewicza.

23 września przypada rocznica utworzenia w 1976 r. Komitetu Obrony Robotników. Jego geneza często przedstawiana jest stronniczo. Ma uzasadniać wyjątkową pozycję i prawa osób, które z powołaniem KOR-u nie miały nic wspólnego, albo służy do diabolizacji Komitetu jako siedliska masonów i przemilcza jego pluralistyczny charakter.

„Wichrzyciele” i „wandale”

Za moment przełomowy przyjęło się uznawać 17 lipca 1976 r. – niecały miesiąc po robotniczych protestach, głównie w Radomiu, Ursusie i Płocku, stanowiących reakcję na podwyżkę cen. Wystąpieniom tym towarzyszyła niezwykle brutalna reakcja sił porządkowych oraz późniejsza bardzo szeroka akcja represyjna, a także propagandowa. Trwał wówczas proces pierwszych siedmiu robotników z ZM „Ursus”, których oskarżono, że 25 czerwca doprowadzili do wykolejenia elektrowozu, przez co zatrzymali ruch pociągów i spowodowali zakłócenia w transporcie kolejowym. Jako „elementy awanturnicze”, „wichrzyciele”, „wandale” i uczestnicy „ekscesów przestępczych” – jak określał ich akt oskarżenia – usłyszeli wyroki od 3 do 5 lat więzienia. Plan surowego ukarania „warchołów” w pełni by się powiódł, gdyby nie obecność w gmachu sądu na warszawskim Lesznie kilkunastoosobowej grupy postronnych obserwatorów, wywodzących się z trzech środowisk: harcerskiego, postrewizjonistycznego oraz Klubu Inteligencji Katolickiej. O wiele ważniejsza była jednak rozkręcana już w tym czasie akcja pomocowa, którą podjęli przedstawiciele pierwszego z nich – harcerze i instruktorzy 1. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Romualda Traugutta oraz kręgu starszo-harcerskiego „Gromada Włóczęgów”, zainicjowana przez Antoniego Macierewicza.

Polska tradycja patriotyczna

O wyjątkowości 1. WDH, istniejącej przy warszawskim VI LO im. Tadeusza Reytana, od koloru chust i elementów umundurowania zwanej „Czarną Jedynką”, decydowało nawiązywanie do wzorców przedwojennego skautingu. „Jej harcerska tradycja była po prostu tradycją patriotyczno-niepodległościową. (…) Tak, polską patriotyczną tradycją, którą wynieśliśmy z naszych domów. (…) Tradycją działania niepodległościowego” – podkreślał Piotr Naimski.

W 1969 r. razem z Antonim Macierewiczem, Januszem Kijowskim, Wojciechem Onyszkiewiczem i Andrzejem Celińskim założył wspomnianą „Gromadę”. Za główny cel funkcjonowania stawiano kształtowanie nowej elity, czemu służyły m.in. comiesięczne spotkania dyskusyjne.

Praca wychowawcza przyniosła rezultaty – objęte nią osoby stawały się uczestnikami inicjatyw o wymiarze już czysto politycznym. Na przełomie 1975 i 1976 r. sygnowały ułożony w kilkuosobowym gronie decydentów „Gromady” list przeciwko planowanym zmianom w Konstytucji PRL; zebrano pod nim kilkaset podpisów. Niedługo potem włączyły się w obronę represjonowanych studentów: Stanisława Kruszyńskiego z KUL oraz Jacka Smykała z PAM. Zmobilizowane przez starszych kolegów ? Macierewicza i Naimskiego, forsujących pomysł bojkotu lutowych wyborów do Sejmu, a także Wojciecha Fałkowskiego i Ludwika Dorna, w ramach akcji kontroli wytypowanych komisji wyborczych, służącej zorientowaniu się co do rzeczywistej frekwencji, brały udział w całodniowym liczeniu głosujących. To one w końcu zostały wciągnięte w pomoc dla prześladowanych uczestników Czerwca ’76 i ich rodzin. „Ja do tej pory nie wiem, jak to była liczna grupa – opowiadał Marcin Gugulski – ale generalnie było nas w „Jedynce” i „Gromadzie” do użycia sporo. Ludzi już dorosłych, z doświadczeniem śmiałego nawiązywania kontaktu z nieznanymi ludźmi po to, żeby wykonać zadanie”.

Koncepcja ogromnego uderzenia

Najważniejsza okazywała się jednak porada prawna uzyskana dzięki kontaktowi z adwokatami: Janem Olszewskim, Andrzejem Grabińskim, Witoldem Lisem-Olszewskim, Władysławem Siłą-Nowickim i Stanisławem Szczuką. Niemniej istotne stawało się wsparcie materialne. Bywało i tak, że pomagano w pokonywaniu codziennych trudności. Całością zawiadywali Macierewicz z Naimskim. „Po prostu można by tu opisać Antka w roli takiego szefa jak trzeba. (…) Wiedział, komu powierzyć zadanie, i jasne było, na czym ono polega. Antek i Piotrek wiedzieli, jak nad nim czuwać w momencie, w którym ono wskakiwało na inny poziom organizacyjny” – relacjonował Onyszkiewicz. W mieszkaniu Naimskiego przy Al. Jerozolimskich ustanowiono punkt kontaktowy, skąd wyruszano w teren i gdzie meldowano się po powrocie, otrzymywano informacje, instrukcje, pieniądze, składano relacje.

O stosunku poszczególnych osób do całej sprawy świadczy wypowiedź Jana Lityńskiego: „Antek był bardzo optymistycznie i bojowo nastawiony, a Jacek (Kuroń) znacznie mniej. (…) (Macierewicz) miał wtedy taką koncepcję ogromnego uderzenia, jeżdżenia z ludźmi po obozach studenckich, zbierania pieniędzy, chodziło mu o rozpoczęcie takiej ogromnej akcji. Myśmy z Jackiem uważali, że na akcję jest za wcześnie, że trzeba rozpocząć ją dopiero we wrześniu i że trzeba będzie bardzo powoli rozpoczynać, dlatego że to się nie będzie chciało rozkręcić”. Sam Kuroń został wyłączony poprzez wezwanie go na ćwiczenia wojskowe do jednostki w Białymstoku, Michnik zaś pozostawał nieaktywny w oczekiwaniu na paszport, a w sierpniu wyjechał z kraju. Dalsi dawni „komandosi” w sposób bezpośredni zaangażowali się dopiero we wrześniu, i to raczej w jego drugiej połowie. Wcześniej natomiast udzielaniem pomocy zajęli się pojedynczy działacze KIK, m.in. Henryk Wujec, a także niezwiązani z żadnym z wymienionych środowisk Mirosław Chojecki czy Zofia i Zbigniew Romaszewscy. Równolegle działali studenci KUL na czele z Januszem Krupskim z Duszpasterstwa Akademickiego o. Ludwika Wiśniewskiego.

Niechęć warszawskiego salonu

Ze względu na rozrost akcji, w tym rozpoczęcie wyjazdów do Radomia, gdzie skala prześladowań okazała się nieporównanie większa niż w Ursusie, a także postępującą aktywność służb bezpieczeństwa, coraz pilniejsza stawała się potrzeba ustanowienia parasola ochronnego. Jawna reprezentacja osób o społecznym autorytecie miała także uwiarygodnić inicjatywę w oczach społeczeństwa.

Koncepcja komitetu została zaprezentowana w połowie września w mieszkaniu Edwarda Lipińskiego przez Piotra Naimskiego i Jana Józefa Lipskiego oraz odpowiedzialnego za „grupę radomską” Mirosława Chojeckiego. Zebrani nie zareagowali entuzjastycznie. Aniela Steinsbergowa stwierdziła, że planowana inicjatywa nie tylko nie ochroni narażonej na represje młodzieży, ale wręcz może się stać przyczyną ich nasilenia. Zgodzono się jedynie na wzięcie w przyszłości pod uwagę powołania co najwyżej Komitetu Obrony Praw Człowieka, wzorowanego na pomyśle Andrieja Sacharowa. „Dla nas – Antka, Wojtka i mnie konkluzja była jasna: nie udało się” – relacjonował Naimski. „Uważaliśmy, że trzeba to przełamać, przełamać tę niemożność, stworzyć instytucję komitet, a jeżeli potem nas zamkną, zapewne zmobilizuje to następnych, którzy zajmą nasze w nim miejsce. Zdecydowaliśmy, że powołamy Komitet Obrony Robotników w składzie: Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz”. Nazwę wymyślił Macierewicz i on też napisał Apel do społeczeństwa i władz PRL, w którego końcowej redakcji wzięli udział Naimski i Onyszkiewicz, a potem jeszcze Lipski i Olszewski. I dopiero wtedy, gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik, swój akces do istniejącego już KOR zgłosili Lipski i Kuroń.

Dalibyśmy sobie radę

Faktem jest, że dzięki ich poparciu udało się przekonać osoby, które albo w ogóle odmówiłyby współdziałania, albo zgodziłyby się na nie po dużo dłuższym wahaniu. Jednakże jak oceniał Naimski: „Bez Kuronia na pewno dalibyśmy sobie radę. Wcale nie Kuroń był kluczowy czy bardzo ważny dla powstania Komitetu, lecz Jan Józef Lipski. Ale w momencie, kiedyśmy nawiązali naprawdę poważną współpracę z Janem Olszewskim, to mieliśmy i Lipskiego”.

Ostatecznie wśród członków założycieli znaleźli się reprezentanci przedwojennego pokolenia, działacze polityczni (Antoni Pajdak i Adam Szczypiorski z PPS oraz ppłk Józef Rybicki, dowódca Kedywu Okręgu Warszawskiego AK), adwokaci (Aniela Steinsbergowa i Ludwik Cohn), ks. Jan Zieja, intelektualiści i przedstawiciele środowisk twórczych (ekonomista Edward Lipiński, a także Jan Józef Lipski, Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak), Antoni Macierewicz z Piotrem Naimskim, Jacek Kuroń, a ponadto Wojciech Ziembiński. Wszyscy oni podpisali się pod apelem, który stał się dokumentem założycielskim Komitetu. 23 września wysłano go do marszałka Sejmu i to wydarzenie stanowi datę formalnego początku KOR. Tego dnia Macierewicz przebywał w areszcie w Radomiu po kolejnym zatrzymaniu przez bezpiekę.

http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/, 24.09.2011

 

Justyna Błażejowska

Całym życiem pełnić służbę … Nieznana historia Komitetu Obrony Robotników

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa „Arcana”.

Fragmenty 

W czerwcu 1976 r. władze komunistyczne ogłosiły drastyczną podwyżkę cen. W odpowiedzi na to w całej Polsce wybuchły strajki, które często miały charakter powstania przeciwko rządzącym komunistom. Podwyżki odwołano, ale na protestujących spadły okrutne represje: tysiące robotników wyrzucono z pracy, aresztowano, wielu torturowano. Solidarnościową akcję pomocy podjęły środowiska młodzieży patriotycznej z 1. Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. Romualda Traugutta „Czarna Jedynka”. Równocześnie przedstawiciele harcerzy rozpoczęli rozmowy z ówczesną opozycją polityczną. Celem tych rozmów było powołanie Komitetu Obrony Robotników. 23 września 1976 roku czternaście osób podpisało „Apel do społeczeństwa” – informujący o założeniu Komitetu Obrony Robotników – Ofiar Represji Wydarzeń Czerwcowych. Historia tych działań do dzisiaj jest nieznana, a kluczowa rola środowisk harcerskich i niepodległościowych w organizowaniu akcji pomocy i powołaniu KOR – przemilczana.

*

W prezentowanej publikacji zawarte są fragmenty publikowanych po raz pierwszy relacji Marka Barańskiego, Bohdana Cywińskiego, Ludwika Dorna, Urszuli Doroszewskiej, Wojciecha Fałkowskiego, Marcina Gugulskiego, Janusza Krupskiego, Krzysztofa Łączyńskiego, Antoniego Macierewicza, Małgorzaty Naimskiej, Piotra Naimskiego, Jana Olszewskiego, Zofii Romaszewskiej – organizatorów pomocy dla represjonowanych po wydarzeniach Czerwca’76, twórców i współpracowników Komitetu Obrony Robotników. Wyłania się z nich prawdziwy obraz antykomunistycznego ruchu oporu i roli środowisk przeciwstawiających się komunizmowi.

Antoni Macierewicz:

Powstanie Komitetu Obrony Robotników stanowiło konsekwencję naszych długotrwałych i wytężonych wysiłków. […] Praca, którą na przełomie lat 60. i 70. rozpoczęliśmy w 1. Warszawskiej Drużynie Harcerzy im. Romualda Traugutta, czyli „Czarnej Jedynce”, miała na celu przygotowanie elit młodzieży na moment, kiedy realne stanie się bezpośrednie zaangażowanie na rzecz niepodległości. Zdawaliśmy sobie sprawę […] że w tamtym czasie możliwe było jedynie prowadzenie pracy wychowawczej. Chodziło o to, by ukierunkować ją na wychowanie kadr ludzi zdolnych do służby niepodległościowej wtedy, kiedy powstaną dogodne ku temu warunki.

Jan Olszewski:

„Osoby ze środowiska dawnych „komandosów”, które się do mnie wtedy zwracały, snuły projekty nieco oderwane od rzeczywistości. Poprzez jakieś działanie szukały możliwości, aby zaakcentować swoją obecność, ale ich pomysły dotyczyły raczej akcji medialnych, utworzenia firmy, która by się sprzedała dobrze medialnie. Ich zdaniem trzeba było robić coś w płaszczyźnie jakiegoś stowarzyszenia. Najlepiej oddział krajowy organizacji istniejącej za granicą i zajmującej się obroną praw człowieka. Gdzieś w tym obszarze znajdowały się wszystkie te projekty. Mogłem tylko proponować, by włączyli się jednak w akcję pomocy robotnikom. Ludzie ze środowiska Kuronia nie przyjmowali tego do wiadomości”.

Antoni Macierewicz:

Siedziałem na murku przy pałacu Staszica i widziałem, jak Krakowskim Przedmieściem maszeruje kolumna ludzi z czerwonymi flagami wykrzykująca: „Gierek-partia, partia-Gierek”. Zmierzała w kierunku Stadionu Dziesięciolecia, gdzie miał się odbyć wiec potępiający strajkujących robotników. Wyglądało to z jednej strony humorystycznie, ponieważ widać było, że nie przywiązują żadnej wagi do swoich okrzyków, tak jak kiedyś ci, którzy w 1968 r. wołali „Syjoniści do Syjamu”. Z drugiej strony wrażenie robiła masowość tego pochodu. A wszyscy bezmyślnie wykrzykiwali: „Precz z warchołami”, „Niech żyje partia…” Widząc to poczułem autentyczną wściekłość. Widok tego przemarszu był tak absurdalny i upokarzający, że bardziej zmobilizował mnie do działania niż wszelkie rozważania polityczne. Zrozumiałem w jednej chwili, że nasza odpowiedź musi być zdeterminowana i publiczna. Tu już nie było miejsca na konspirację i inteligenckie petycje do władz. Chciano upokorzyć robotników, którzy wystąpili w obronie narodu. Musieliśmy więc pokazać, że naród jest po stronie robotników.

Wojciech Fałkowski:

Jestem w pewnym sensie świadkiem kluczowym, mimo że jednej strony. Powiem zaraz o czymś, o czym chyba dwa razy mówiłem dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, jak zgłosili się do mnie po wywiad. Później przestali to robić. Komitet Obrony Robotników został wymyślony przez Antoniego Macierewicza. Organizatorem akcji pomocy – rozumianej jako wstęp do szerszego działania politycznego, pomysłodawcą zarówno idei, jak i inicjatorem KOR był Antoni Macierewicz. To on na początku lipca ? choć nie posłużył się nazwą – nakreślił generalną koncepcję organizacji korowskiej.

Piotr Naimski:

Przyszli do mnie koledzy i przyjaciele z „Czarnej Jedynki” – Antek Macierewicz i Wojtek Onyszkiewicz. […] Usłyszałem od nich, że podjęli spontaniczną próbę zaangażowania drużyny, czy raczej Gromady do akcji pomocy w Ursusie. Siłą rzeczy, ponieważ od pewnego czasu prowadziłem Gromadę, miałem wszystkie adresy, kontakty, numery telefonów. Jakoś tak to wyszło, że przypadło mi przejęcie wszystkiego od strony organizacyjnej. Antek zajął się kontaktami z adwokatami, oczywiście przede wszystkim z Janem Olszewskim, ale zaangażowało się ich kilku. […] Zacząłem dzwonić do ludzi figurujących w moim „czarnym zeszycie”, wywoływać ich, spotykać się z nimi. Po kolei składałem im propozycję działania i wyjazdów do Ursusa. […] Część od razu spontanicznie się godziła, część niekoniecznie. […]

U mnie powstał bank informacji. Jadący do Ursusa zgłaszali się i dostawali adresy, pierwotnie tylko adresy. Mieli zobaczyć, jak sytuacja wygląda na miejscu. Zwykle wracali w nocy, przedostatnim albo ostatnim pociągiem i zdawali mi relację. Mieszkałem wtedy w Al. Jerozolimskich, blisko dworca, co okazało się bardzo wygodne. Mówili z głowy albo odczytywali to, co mieli zapisane. Zwykle jak wybierali się tam następnym razem, wręczałem im pieniądze, przeznaczone dla potrzebujących wsparcia, ale niekoniecznie, bo na ogół bardziej potrzebna była pomoc prawna. […] Mieliśmy […] głęboką świadomość, że to nasza szansa, że to jest element szerszej całości, że jeżeli to wygramy, to będzie to punkt wyjścia do dalszego działania.

Ludwik Dorn:

Pojawiła się taka konieczność, więc tam – do Radomia – pojechałem. Dwa razy mnie stłuczono i przestałem jeździć. Na trzy wyjazdy – dwa razy zostałem pobity. Potem straszliwie się ciskałem, bo Jan Józef Lipski napisał w swojej książce, że otrzymałem zakaz od KOR. W rzeczywistości o żadnym zakazie nie było mowy, w ogóle co to jest, przecież nikt mi niczego nie mógł zakazać! Natomiast koledzy po prostu przestali mnie informować o terminach procesów. W ten sposób to załatwili, w sumie na jedno wyszło.

Piotr Naimski:

Dochodzimy do wniosku, my – to znaczy Antek i ja, w mniejszym stopniu Wojtek Onyszkiewicz, może trochę i Mirek Chojecki – że przyda się nam zorganizowanie „czapki” z głośnymi nazwiskami. Takiego piorunochronu, złożonego z ludzi, których będzie trudno zamknąć. Bo gdyby nas pozamykano, nikt by tego oczywiście nie zauważył. Zaczęliśmy kombinować, jak to zrobić, od której strony do tego podejść. W tym mniej więcej czasie przyszedł do mnie Heniek Wujec. Stwierdził, że może by tu właśnie coś utworzyć, nie wiem, czy padło słowo „komitet”, i zaproponował, aby to omówić z Mazowieckim. My z Mazowieckim spotkać się nie chcieliśmy i do takiego spotkania nie doszło.

Antoni Macierewicz:

Jacek Kuroń po napisaniu listu do Berlinguera, pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Włoch, został wzięty do wojska. Adam Michnik wyjechał do Francji na zaproszenie Sartre’a. Pamiętam takie spotkanie, podczas którego doszło do burzliwej dyskusji nad sensem jawnego działania i Michnik wychodząc rzucił w moją stronę: „To wy sobie zakładajcie te komitety czy kółka samokształceniowe, a ja wyjeżdżam…” I wyszedł.

Jan Olszewski:

Dochodzimy do Komitetu Obrony Robotników. […] Sformułowaną koncepcję usiłowaliśmy wprowadzić w życie, ale pierwszy akt zakończył się niepowodzeniem, chyba po prostu na zasadzie nieporozumienia. […] Uczestnicy tego pierwszego spotkania później wykazali jak najlepszą wolę. Wtedy jednak nasz pomysł przekraczał próg ich wyobraźni.

Piotr Naimski:

Wyszliśmy stamtąd i stwierdziliśmy, że to jest w ogóle jakaś kpina, że jest to po prostu w ogóle do niczego, znowu się nie udało, że z tego nic z tymi ludźmi nie wyjdzie, że nie o to nam chodzi. Kilka dni później spotkaliśmy się we trzech u mnie w domu, Wojtek Onyszkiewicz, Antek i ja. Postanowiliśmy, że zakładamy komitet we trzech, Komitet Obrony Robotników. Robiliśmy to z przeświadczeniem, że jeśli nas zamkną, to nas zamkną, ale jak już będzie istnieć instytucja, to znajdą się następni. Znajdzie się trzech następnych, którzy się zgłoszą i dzięki nim Komitet Obrony Robotników będzie kontynuował swoją działalność. […] I z taką decyzją, że KOR już jest, postanowiliśmy się spotkać z Janem Józefem Lipskim i Kuroniem, w mieszkaniu Antka Libery. […] Powiedzieliśmy kolegom o powołaniu Komitetu. Wtedy Jan Józef stwierdził, ciężko wzdychając i mówiąc, że to bez sensu, że po raz drugi w życiu uczestniczy w bezsensownej historii, a pierwsza to Powstanie Warszawskie, ale że się przyłącza. „Widocznie tak być musi” – dodał. Kiedy o powstaniu KOR dowiedział się Jacek Kuroń, postanowił się przyłączyć. Z tego, na ile go znałem, zrobił to poniekąd spontanicznie, poniekąd z wyrachowania. (…)

wPolityce.pl, 22.09.2011

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antypropaganda, Historia, III RP, Lata PRL, Wywiady i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Nieznana historia KOR-u

  1. Anonim pisze:

    W prezentowanej publikacji zawarte są fragmenty publikowanych po raz pierwszy relacji Marka Barańskiego, Bohdana Cywińskiego, Ludwika Dorna, Urszuli Doroszewskiej, Wojciecha Fałkowskiego, Marcina Gugulskiego, Janusza Krupskiego, Krzysztofa Łączyńskiego, Antoniego Macierewicza, Małgorzaty Naimskiej, Piotra Naimskiego, Jana Olszewskiego, Zofii Romaszewskiej

    – tylko dwoch z tej listy bylo czlonkami zalozycielami i tylko dwoch na 33 uzyczylo swoich naziwsk w pierwszej liscie zalozycieli.
    Co oznacza swiadectwo reszty i dlaczego Arcana wypuszczaja prace oparta na tak subiektywnym doborze nazwisk ?
    No przeciez to sa jaja
    [Piotr Naimski} – Żeby nie było wątpliwości, to ani Adama Michnika ani Seweryna Blumsztajna nie było wśród założycieli KOR.
    Zgadza sie, z tej listy odpytywanych przez Arcana – poza ta dwojka tez.

    • emka pisze:

      Anonimie, napisz swoje uwagi do wydawnictwa Arcana.

    • yuhma pisze:

      Już z tych niewielkich fragmentów, które zamieszczamy można się zorientować, co robiły pozostałe osoby. Od kiedy to czymś dziwnym jest wykorzystywanie w pracy historycznej świadectw świadków wydarzeń, osób znajdujących się w ich pobliżu lub takich, które dobrze znały głównych aktorów? Przyjmując twoje kryterium – tylko bezpośrednio zaangażowani mają prawo się wypowiadać – należałoby większość książek historycznych oddać na makulaturę.
      Nb. ja doliczyłem się 3 założycieli KOR na tej liście.

  2. Anna pisze:

    Kuzyn, wysoki oficer UB potem SB /czarna owca w patriotycznej rodzinie – kontakty tylko na pogrzebach /, separowany od rodziny. W roku 1979 pośrednio otrzymywałam ulotki z KOR rozprowadzałam je dalej. Kuzyn złamał zasady separacji, zadzwonił do mnie z pracy /Woj. Urząd SB/mocno pijany ,rozmowa przez telefon konferencyjny /słyszałam jak wydawał rozkazy podwładnym i jak tamci się wili/. Poinformował że mam czarną teczkę i doradzał żebym zaniechała kontaktów z KOR bo to ludzie na ich pasku. Dużo i paskudnie mówił o Michniku , Kuroniu, innych ; Wałęsie , Geremku, o szefie obozu w Jaworznie który uciekł do Izraela z kupą forsy . Nie uwierzyłam SBekowi. Działałam w pierwszej Solidarności przed rejestracją.Potem nastąpił krótki okres aresztowań robotniczych przywódców , niewielu ale radykalnych patriotów / o tym się jakoś zapomniało /. Nastąpiła rejestracja Solidarności i szok bo 30 może 40 % partyjniaków i to twardogłowych zaczęło się zapisywać , jednocześnie należeli do PZPR . Ostro przeprowadzili szmondaki akcję wyboru na przewodniczącego ” światłego ” z ich grona. To wszystko było jeszcze przed stanem wojennym.
    w stanie wojennym płaciłam składki. Do Solidarności po stanie wojennym nie zapisałam się.

  3. rely pisze:

    Pan Dorn, pan Kamiński i mit starej Solidarności i jej nowego POkolenia. Pan Michnik robił wodę z mózgu milionów Polaków. Teraz ten, który myśli, że młode pokolenie jest zapatrzone w ,,autorytety moralne”, jest bardziej śmieszny niż Krzysztof Kononowicz.

  4. emka pisze:

    RELACJA. „Oni prowadzili nas do wolności. Dziś spotykamy się w wolnej Polsce”. Antoni Macierewicz i Piotr Naimski na promocji książki o KOR i „Czarnej Jedynce” pióra Elżbiety Błażejowskiej .

    „Harcerska droga do niepodległości. Od Czarnej Jedynki do KOR. Nieznana historia KOR-u i KSS „KOR” – promocja książki przyciągnęła do Pałacu Prymasowskiego nie tylko byłych działaczy Komitetu Obrony Robotników ale też przedstawicieli rządu. W wydarzeniu uczestniczył również prezes PiS Jarosław Kaczyński. […]
    DALEJ:
    http://wpolityce.pl/historia/309335-nasza-relacja-oni-prowadzili-nas-do-wolnosci-dzis-spotykamy-sie-w-wolnej-polsce-antoni-macierewicz-i-piotr-naimski-na-promocji-ksiazki-o-kor-i-czarnej-jedynce

  5. emka pisze:

    Pełna relacja z uroczystej premiery książki „Harcerską drogą do niepodległości. Od „Czarnej Jedynki do Komitetu Obrony Robotników” VIDEO, TEKST I ZDJĘCIA:
    http://blogpress.pl/node/23142

  6. emka pisze:

    – Książka o KOR powstała, by ograniczyć możliwość dalszego fałszowania historii – zadeklarowała podczas spotkania w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki Justyna Błażejowska, autorka „Harcerską drogą do niepodległości. Od »Czarnej Jedynki« do Komitetu Obrony Robotników”.

    W promocji wydanej przez Arcana książki, jaka odbyła się w środę, wzięli udział założyciele KOR – minister obrony Antoni Macierewicz i sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Piotr Naimski oraz wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk.

    Milczenie było błędem

    – Dlaczego wcześniej nie było takiej publikacji? – pytała prowadząca spotkanie dr Cecylia Kuta z IPN.

    – Czekaliśmy tak długo, bo było nam wstyd, że ktoś próbuje uprawiać tak bezczelną propagandę i przekształcać historię w polityczną monetę – stwierdził Antoni Macierewicz. – To, co robiła „Gazeta Wyborcza” i inne media „liberalne”, doprowadziło do tego, iż wspólny dorobek narodu stał się w pewnym sensie narzędziem legitymizacji PRL – dodał. Minister zapewnił, że nie chciał używać martyrologii do bieżących spraw politycznych.

    – Nie czuję się kombatantem. Myślę o tym, co czeka mnie jutro – powiedział Piotr Naimski. – Długo czułem niechęć do mówienia o sobie. Dziś uważam, ze to był błąd – z powodów publicznych.

    – Miałem wielkie szczęście i zaszczyt, że w pewnym okresie historii Polski reprezentowałem jej interesy zgodnie z tradycją niepodległościową. To był wówczas nasz obowiązek. I trzeba było o tym po 1989 roku od razu mówić – zgodził się Antoni Macierewicz. […]

    RELACJA:
    http://www.ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/36741,Promocja-ksiazki-o-historii-KOR-Justyny-Blazejowskiej-Warszawa-12-pazdziernika-2.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.