O obrońcach naszych polskich granic…

Piotr Pacak

Co naprawdę stało się 11 listopada 1918 roku?
Zapewne na powyższe pytanie większość z nas odpowie: Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów. Czy taka wykładnia najważniejszego święta w polskim kalendarzu jest prawidłowa? Z jednej strony tak, z drugiej nie.

Na pewno odzyskaliśmy tamtego dnia (11 listopada 1918 r.) kontrolę nad naszą stolicą. Do pełnego przywrócenia niepodległości i ugruntowania granic droga była jeszcze daleka, przez ponad dwa lata krwawych wojen.

Podstawowe fakty

Rewolucja w Rosji oraz militarnych krach Niemiec i Austro-Węgier całkowicie zmieniły układ sił w Europie, przywracając tym samym polskie szanse na niezależność. Niemiecka władza w Warszawie rozkładała się już jesienią 1918 roku. Proces ten ugruntowało powstanie Rady Żołnierskiej (Soldatenrat), która praktycznie przejęła kontrolę nad niemieckim garnizonem.

Co ciekawe, Polacy mieli już w tamtym czasie własne, uzbrojone i wyszkolone oddziały. W 1917 roku Niemcy powołali Polską Siłę Zbrojną (Polnische Wehrmacht) jako oficjalną armię proklamowanego przez nich Królestwa Polskiego. Jej nominalnym dowódcą był gubernator Hans von Beseler, faktyczne dowództwo sprawował inspektor wyszkolenia gen. Felix von Barth. Z polskiej strony za formowanie PSZ odpowiadała Komisja Wojskowa Rady Regencyjnej. Wśród zaangażowanych w jej prace polskich oficerów wyróżniał się pułkownik Marian Januszajtis. Pod koniec października 1918 roku dowództwu PSZ podlegało w Warszawie przeszło 9 tysięcy dobrze wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy. Jak się okazało, niemiecka kontrola nad tymi oddziałami była czysto iluzoryczna. Gdy nadszedł czas, żołnierze i oficerowie PSZ bez wahania wystąpili przeciwko swoim niemieckim protektorom.

Wojsko to nie tylko strzelcy, artylerzyści i ułani. Powstająca armia potrzebowała transportu - wozów i kierowców, których trzeba było błyskawicznie wyszkolić. Stanisław Dawidowicz był 835 kierowcą wyszkolonym przez DWS Lwów przez 2 lata. Bardzo dziękujemy panu Mariuszowi Dawidowiczowi za udostępnienie zdjęcia.

Drugą z polskich formacji zbrojnych była Polska Organizacja Wojskowa. Była to tajna struktura o charakterze wywiadowczo-dywersyjnym. Jednym z jej zadań było również szkolenie własnych oddziałów, które w stosownej chwili miały otwarcie wystąpić przeciwko Niemcom. Brakowało tylko przywódcy.

Józef Piłsudski, uwolniony z więzienia w twierdzy magdeburskiej, przyjechał do Warszawy rano 10 listopada. Natychmiast podjął negocjacje z niemiecką Radą Żołnierską. Postawił jej twarde warunki, żądając wydania broni, lokomotyw, wagonów oraz udostępnienia systemu łączności telegraficznej i telefonicznej. Po kilku turach obie strony osiągnęły porozumienie. Nie zapobiegło to jednak licznym incydentom zbrojnym. Z jednej strony część co bardziej zdyscyplinowanych oddziałów niemieckich nie uznawała Rady Żołnierskiej i wciąż słuchała swoich oficerów. Z drugiej strony do akcji weszły oddziały POW oraz PSZ, rozpoczynając rozbrajanie Niemców. W wielu miejscach doszło do wymiany ognia, jak np. w ratuszu czy na Dworcu Wiedeńskim.

11 listopada Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i poprosiła go o utworzenie rządu narodowego. Tego samego dnia do Warszawy przyjechał minister propagandy Tymczasowego Rządu Ludowego w Lublinie (kierowanego przez Ignacego Daszyńskiego) i na ręce Piłsudskiego złożył (bez upoważnienia) dymisję swojego gabinetu. Zanim wyjaśniono wątpliwości proceduralne, rząd Daszyńskiego faktycznie przestał istnieć. Pełnię władzy w odradzającym się kraju zyskał Józef Piłsudski.

Aby zapanować nad konfliktem z Niemcami (którzy w samej Warszawie mieli prawie 30 tysięcy uzbrojonych żołnierzy), 12 listopada Piłsudski wydał odezwę do ludności Warszawy, wzywającą do zachowania spokoju. Dzięki jego stanowczości do 19 listopada większość z 80 tysięcy żołnierzy niemieckich została ewakuowana z Królestwa (za wyjątkiem Suwalszczyzny i części Podlasia).

Polaków czekała jeszcze długa droga, ale początek mieli już za sobą. Od 11 listopada istniał jeden, stołeczny ośrodek władzy i jednolite dowództwo nad armią. Warszawa, Kraków i Lublin były już wolne. Zaczynała się jednak walka o odzyskanie reszty kraju. We Lwowie od kilku dni bito się z Ukraińcami, groziła czeska interwencja na Śląsku Cieszyńskim. Na swoją godzinę czekało Wilno i Grodno…

Obrona Lwowa

Większość kraju wciąż podlegała obcej władzy i zajęta była przez obce wojska. Od prawie dwóch tygodni walczył Lwów. 30 października do miasta przybyli z Warszawy przedstawiciele Rady Regencyjnej. Uroczyste przejęcie przez nich władzy we Lwowie planowano na 11 listopada. Tymczasem w nocy 31 października rozpoczęła się akcja oddziałów ukraińskich, podlegających Ukraińskiej Radzie Narodowej.

Plan działania opracowali oficerowie austriaccy, a na mocy tajnego porozumienia rządu cesarsko – królewskiego z URN cała Galicja Wschodnia miała odtąd podlegać administracji ukraińskiej. Aby zapewnić temu spiskowi odpowiednią siłę militarną Austriacy odpowiednio wcześniej zgromadzili w 20-tysięcznym garnizonie Lwowa przeszło 12 tysięcy Ukraińców.
Dodatkowo uzbroili i wyposażyli formację „Strzelców Siczowych”, którą dowodził nominalnie Wilhelm Habsburg (faktycznie płk. Hryć Trus?Tarnawski).

Polacy dali się zaskoczyć. Do walki stanęły nieliczne oddziały POW i ochotnicy. Dowództwo nad całością objął kpt. Mączyński. Większością szczupłych sił obsadził okazały gmach Szkoły Sienkiewicza. Drugim punktem oporu był Dom Technika, w którym 7-osobowa (!) załoga w ciągu trzech dni odrzuciła wszystkie ataki Ukraińców.

Polacy nie tylko utrzymali obie reduty, ale przeszli nawet do kontrataku. Spontanicznie powstające w całym mieście grupy i oddziały same zdobywały broń i atakowały najbliższe obiekty, stopniowo tworząc i stabilizując linię frontu. Do szeregów masowo wstępowała młodzież bez względu na orientację polityczną. To właśnie te „orlęta” były główną siłą obrony polskiego Lwowa. Walkę wspierały również organizacje kobiece, zajmując się zaopatrzeniem i służbą zdrowia.

Za pomocą dla Galicji stanowczo opowiadała się opinia publiczna. 17 listopada przez Warszawę przeszła fala demonstracji wzywających do odsieczy Lwowa. Dwa dni później z Przemyśla ruszyła wzdłuż linii kolejowej ekspedycja płk. Tokarzewskiego (11.500 ludzi, 8 dział, pociąg pancerny) i wieczorem tego samego dnia przebiła się do miasta.

21 listopada Polacy rozpoczęli na wszystkich odcinkach atak, który ostatecznie wyparł oddziały ukraińskie poza Lwów. Do końca grudnia sytuacja w Galicji zmieniła się na korzyść strony polskiej. Mimo znacznie mniejszych sił, dzięki zręcznej taktyce odzyskano obszary między Przemyślem i Chyrowem. Odbito również Lwów, chociaż nie przerwało to oblężenia. Ukraińcy działając poza obszarem zabudowanym wciąż blokowali miasto.

Rok 1919

Pierwszy rok odrodzonej Rzeczypospolitej zapowiadał się jako wojna, i to praktycznie na wszystkich frontach. Szczególnie ciężka była sytuacja na Kresach Wschodnich.

Józef Piłsudski, przekonany, że o losach polskich granic zdecyduje konferencja pokojowa w Paryżu, chciał kształtować granice wschodnie na zasadzie faktów dokonanych. Próżnia polityczna, powstała na tych terenach po wybuchu rewolucji w Rosji, wydawała się tylko ułatwiać to zadanie. Piłsudski chciał stworzyć w Europie Środkowej konfederację silnych państwa (z Polską w roli głównej), która mogłaby skutecznie przeciwstawić się zarówno Niemcom, jak i Rosji radzieckiej.

Dla „czerwonych” władców tej ostatniej był to oczywiście plan nie do zaakceptowania. Już 1 stycznia rozpoczął się radziecki atak na Wilno. Nieliczne oddziały polskiej samoobrony wycofały się na zachód. Większość, chociaż rozbrojona po drodze przez Niemców, weszła później w skład dywizji litewsko?białoruskiej.

Władzę w Wilnie objął Tymczasowy Rząd Robotniczo-Włościański Republiki Radzieckiej. Mimo prób dyplomatycznego rozwiązania konfliktu, walki tej niewypowiedzianej wojny wybuchają wkrótce na całych Kresach północno-wschodnich. Po zdobyciu Pińska, pod koniec marca, Polacy sformowali flotyllę rzeczną i rozpoczęli działania na obszarze tzw. morza pińskiego.

Na północy szykowała się polska ofensywa na Baranowicze, Lidę i Wilno. Atak rozpoczęła 15 kwietnia grupa płk Baruszczaka, uderzając bez powodzenia na Baranowicze. Dzień później oddziały gen. Lasockiego ruszyły na Lidę. Po ciężkich walkach ofensywa kończy się sukcesem. 21 kwietnia oddziały gen. Śmigłego-Rydza zajęły Wilno. W tym samym czasie walczono również, i to ostro, na zachodzie. 5 stycznia powstańcy wielkopolscy zajęli Inowrocław.

Następnego dnia padł ostatni punkt niemieckiego oporu w Poznaniu – lotnisko Ławica. Oprócz samego lotniska zdobyto wielką składnicę sprzętu lotniczego, w której znajdowało się prawie 300 samolotów. Umożliwiło to szybkie formowanie pierwszych eskadr polskiego lotnictwa. Bez większych problemów uwolniono od Niemców zachodnią Wielkopolskę.

Z kolei na północy toczyły się ciężkie walki, szczególnie pod Chodzieżą. Na południu strona polska ograniczała się do obrony zajętych pozycji. Po konsultacja z Józefem Piłsudskim od 16 stycznia dowódcą powstania został generał Józef Dowbór-Muśnicki (były dowódca I polskiego korpusu w Rosji). Utworzono również Dowództwo Główne i rozpoczęto rozmowy z władzami wojskowymi w Warszawie na temat dalszego rozwoju powstania.

Prognozy były dobre. Zajęto znaczne obszary, zdobywając przy okazji duże ilości broni i sprzętu. „Pełną parą” szła organizacja nowych oddziałów. Już w lutym osiągną one stan około 70 tysięcy żołnierzy. Dzięki temu udało się odeprzeć wszystkie niemieckie kontrataki. 1 marca rozpoczęły się w Krzyżu (później w Poznaniu) polsko-niemieckie rozmowy, których pośredniczyła misja międzynarodowa. 16 marca Niemcy zerwali rozejm, a 6 kwietnia marszałek Hindenburg opowiedział się za zbrojnym odebraniem Wielkopolski. Strategiczną sytuację na korzyść Polaków zdecydowanie zmieniło przybycie z Francji doskonale uzbrojonej i wyposażonej „błękitnej armii” generała Hallera.

Więcej o Powstaniu Wielkopolskim

Wykorzystując ciężką sytuację zaangażowanej na różnych frontach Polski, 23 stycznia 14-tysięczny korpus czechosłowacki wkroczył na Śląsk Cieszyński. Nieliczne polskie siły pod dowództwem brygadiera Franciszka Latinika mimo zaciętego oporu i wsparcia młodzieży oraz górników zostały wyparte na linię Frysztat – Karwina – Sucha – Żywocice. 27 stycznia czeskie oddziały wkroczyły do Cieszyna. Front ustabilizował się na wschód od miasta. Do końca lutego pod presją państw zachodnich podpisana zostaje czesko – polska umowa wojskowa. Po czeskiej stronie linii demarkacyjnej pozostało całe Zagłębie Ostrawsko-Karwińskie oraz szereg czysto polskich gmin na północ, zachód i południe od Cieszyna. 21 lutego Czesi ponownie zaatakowali na całym froncie. Oddziały polskie wszędzie utrzymały jednak swoje pozycje. Nie mając nadziei na sukces, Czesi ostatecznie podporządkowali się zawartej umowie. 26 lutego polskie oddziały wkroczyły do Cieszyna, Jabłonkowa i Frysztatu.

Pierwsza połowa 1919 roku upłynęła na ciężkich walkach praktycznie wzdłuż wszystkich granic. Było to jednak tylko preludium przed nadchodzącą burzą…

Połowa roku przyniosła przede wszystkim zakończenie walk na froncie zachodnim. 28 czerwca Niemcy podpisali rozejm kończący walki o Wielkopolskę. Oczywiście był to koniec bardziej deklaratywny niż rzeczywisty. Małe wojenki na różnych odcinkach trwały jeszcze długie tygodnie.

W tym samym czasie na wschodzie w decydującą fazę wkroczyły polsko?ukraińskie walki o Galicję i Wołyń. Do końca czerwca sytuacja wojska rządu Zachodniej Ukrainy stała się beznadziejna. Polskie oddziały już pod koniec maja zajęły Halicz oraz Stanisławów. Dodatkowo państwa zachodnie oficjalnie zgodziły się na użycie w Małopolsce Wschodniej wyekwipowanej przez Francję armii gen. Hallera. Wraz z oddziałami wielkopolskim gen. Zielińskiego oraz oddziałami gen. Żeligowskiego odpiera ona ostatnie kontrataki Ukraińców. 17 lipca Polacy dotarli do Zbaraża i Zaleszczyk. Tego samego dnia osiągnęli linię Zbrucza.

Odtąd na całym froncie, od Wołynia, przez Galicję i Podole, polskie oddziały weszły w styczność z wojskami radzieckimi. Walki rozpoczynają się praktycznie natychmiast. 20 lipca oddziały gen. Zygadłowicza zdobyły Sarny i odrzuciły radzieckie kontrataki na tym odcinku. Dziewięć dni później ruszył radziecki atak na odcinku Brody – Radziwiłłów. Dzięki umowie z Petlurą, do 18 sierpnia polskie oddziały obsadziły Pokucie. 1 września Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego podpisało z Główną Komendą Wojsk Ukraińskich (gen. Lipko) zawieszenie broni. 10 listopada na mocy tej umowy i na osobistą prośbę Petlury Polacy zajęli Kamieniec Podolski.

Generał Marian Kukiel napisał później: ?Dramat wojny polsko-ukraińskiej się skończył. Myśl Naczelnika państwa już zwracała się ku zmianie wrogów – w przyjaciół i towarzyszy w walce o naszą i waszą wolność?.

Na północy sierpień przyniósł klęskę polskich planów zajęcia Kowna. Szykowana przez Polską Organizację Wojskową akcja zbrojna została uprzedzona i rozbita przez Litwinów. We wrześniu, po uznaniu przez Anglię litewskiego państwa, wybuchły pierwsze walki na wspólnej granicy.

Tymczasem na Polesiu Polacy ostatecznie wygrali „wojnę morską”. 17 października Flotylla Pińska odparła ostatni radziecki atak nad rzeką Ptyczą. Na całym froncie oddziały radzieckie rozpoczęły strategiczne przegrupowanie szykując się do kontrofensywy.

Na południu po raz pierwszy stanął do walki Górny Śląsk. W pierwszych dniach sierpnia Niemcy, zwolnieni ze znienawidzonego przez Polaków Górnośląskiego Korpusu Ochotniczego, powrócili do pracy w kopalniach i hutach. Polacy odpowiedzieli na to strajkami, popartymi również przez niemieckich komunistów i socjaldemokratów. 15 sierpnia pod kopalnią w Mysłowicach niemiecki Grenschutz otworzył ogień do strajkujących. Zginęło 7 górników. Następnego dnia dowództwo górnośląskiej POW objął Józef Grzegorzek. Tego samego dnia w nocy rozpoczęło się I Powstanie Śląskie. POW przystąpiła do niego nieprzygotowana, bez dostatecznej ilości broni i planów operacyjnych. Dodatkowo niemieckie aresztowania zdekompletowały jej dowództwo. Chaos organizacyjny próbował opanować Alfons Zgrzebniok tworząc jednolity sztab. Mimo początkowych sukcesów powstańców zdecydowała niemiecka przewaga liczebna i sprzętowa. 24 sierpnia Alfons Zgrzebniok wydał rozkaz zaprzestania walki. Ratując się przed niemieckimi represjami, ponad 9 tysięcy powstańców przeszło na teren państwa polskiego.

Więcej o I Powstaniu Śląskim

Pomimo klęski powstania i późniejszych represji Niemcy przegrali listopadowe wybory komunalne, obsadzając mniej niż 40% miejsc w poszczególnych radach. Zaskakująco dobry wynik dał Polakom nadzieję na zwycięstwo w plebiscycie mającym odbyć się pod międzynarodowym nadzorem.

Krwawy rok 1919 zakończyła polska ofensywa nad Dźwiną. 30 grudnia na mocy umowy polsko-łotewskiej zdecydowano o podjęciu wspólnych działań przeciwko Armii Czerwonej. Dowódcą operacji o kryptonimie „Zima” został generał Edward Śmigły Rydz. W warunkach skrajnie ciężkiej zimy polskie oddziały wyruszyły na pozycje wyjściowe.
Minął rok od „odzyskania niepodległości”, rok ciężkich walk na wszystkich granicach. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść…

Od „Zimy” do „Miecza Chrobrego”

Początek 1920 roku przyniósł strategiczny sukces Polaków, jakim bez wątpienia było zajęcie Pomorza. W odróżnieniu od Wielkopolski, którą trzeba było uwalniać zbrojnie, tym razem obeszło się bez walki (pomijając nieliczne incydenty). Dowództwo armii polskiej już we wrześniu 1919 roku utworzyło Front Pomorski pod dowództwem gen. J. Hallera. Równocześnie organizowano kadry przyszłej administracji nowego województwa.

25 listopada podpisano z Niemcami harmonogram etapowego przejmowania Pomorza. Operacja rozpoczęła się 17 stycznia 1920 roku. Już następnego dnia, przy nieopisanym entuzjazmie ludności polskiej, zajęto Toruń. 20 stycznia polskie oddziały wkroczyły do Bydgoszczy. 10 lutego w Pucku (który odtąd był jedynym polskim portem morskim) odbyły się ?zaślubin z morzem?. Obok generała Hallera wzięli w nich udział Stanisław Wojciechowski (minister spraw wewnętrznych), Maciej Rataj (reprezentant Sejmu) oraz wojewoda pomorski Stefan Łaszewski.

Niemcy starali się za wszelką cenę nie dopuścić do tej uroczystości. Na dworcu w Tczewie, w pociągu, którym miał podróżować gen. Haller, wybuchła bomba. Generała tam nie było, ale zamach spowodował liczne ofiary wśród ludności cywilnej. Również w innych miejscach doszło w lutym do wielu aktów niemieckiego terroru. Najgłośniejszym było ostrzelania przez Niemców pod Pszczółkami, na terytorium gdańskim (Wolnego Miasta Gdańska), pociągu wiozącego polskich żołnierzy (byli zabici i ranni).

Chcąc pomścić swoich kolegów, oficerowie i żołnierze Frontu Pomorskiego opowiedzieli się za zbrojnym zajęciem Gdańska. Na mocy Traktatu Wersalskiej miało ono status wolnego miasta pod ochroną Ligii Narodów. Polsce przyznano nieograniczony dostęp do portu. Generał Haller przyznał rację swoim oficerom, ale oficjalnie zakazał jakichkolwiek działań przeciwko Gdańskowi. Wobec antypolskiej postawy gdańskich władz, Polska odmówiła złożenia podpisu pod polsko-gdańską konwencją przewidzianą przez Traktat Wersalski.

W tym samym czasie, kiedy Polacy przejmowali Pomorze, pod Dźwińskiem (Dyneburgiem) trwała operacja „Zima”. 3 stycznia, wypełniając układ polsko-łotewski, dwie dywizje gen. Rydza-Śmigłego uderzyły na miasto od południa. W skrajnie ciężkich warunkach wyjątkowo ostrej zimy polscy żołnierze zajęli Dźwińsk i do 12 stycznia odparli wszystkie kontrataki przeciwnika. 13 stycznia ruszyła polsko-łotewska kontrofensywa. Mimo rozpaczliwej obrony oddziały radzieckie do 26 stycznia zostały rozbite i zepchnięte na linię Borszywka – Sarjanka na wschód od Połocka. Następnego dnia gen. Rydz-Śmigły oficjalnie zameldował Józefowi Piłsudskiemu o zakończeniu operacji „Zima”.

Wobec klęski na północy władze radzieckie rozpoczęły działania polityczne, sugerujące chęć zawarcia pokoju. W ich tle trwała jednak zakrojona na wielką skalę koncentracja sił i środków do nowej ofensywy. 10 marca dowódca Armii Czerwonej, Siergiej Kamieniew, zatwierdził plan ataku na zachód siłami dwóch frontów – zachodniego i południowo-zachodniego. Założenia tego planu opracował były carski generał Borys Szaposznikow. Celem operacji nie miała być Warszawa, ale Berlin.

Polskie dowództwo trafnie oceniając rzeczywisty cel radzieckiej „inicjatywy pokojowej”, rozpoczęło przygotowanie uderzenia wyprzedzającego. 20 lutego rozpoczęła się operacja zaczepna polskich oddziałów na frontach podolskim i wołyńskim. Jej celem było odrzucenie oddziałów radzieckich na wschód od Starokonstantynowa i Płoskirowa ? co osiągnięto już po kilku dniach.

Cały czas trwały rokowania polsko-ukraińskie. 21 kwietnia Polska formalnie uznała rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej. Petlura zrezygnował z pretensji do Galicji Wschodniej oraz Wołynia. Polacy uznali prawo Ukraińców wobec ziem „aż do granic polskich z roku 1772, które Polska już posiada lub uzyska od Rosji drogą orężną lub dyplomatyczną”. Zagwarantowali też Ukrainie pomoc dyplomatyczną i materialną. Równocześnie rozpoczęto formowanie w Brześciu ukraińskich jednostek wojskowych z jeńców wziętych podczas walk w Galicji Wschodniej.

Aby przerwać koncentrację sił Armii Czerwonej, polskie dowództwo opracowało plan uderzenia na tereny środkowej Ukrainy, gdzie spodziewano się głównych sił przeciwnika. W połowie kwietnia informacje wywiadu pokazały jednak, że to na Białorusi, a nie Ukrainie, Armia Czerwona koncentruje się do uderzenia na zachód. Ponieważ było już za późno na przegrupowanie, Józef Piłsudski zdecydował się na atak do Dniepru z ewentualnym przedłużeniem do Odessy. Po rozbiciu na tym obszarze oddziałów radzieckich większość sił polskich miała być przerzucona na Białoruś, dla odparcia ewentualnej ofensywy z rejonu Witebska i zza Berezyny. Strategiczne przejęcie inicjatywy przed radziecką ofensywą było dla słabszej militarnie Polski jedynym ratunkiem.

Polskie dowództwo nazwało swój plan „Miecz Chrobrego”, na pamiątkę kijowskiej wyprawy tego wielkiego władcy. Do operacji zaangażowano 60 tysięcy piechoty i ponad 6 tysięcy kawalerii. Siły radzieckie liczyły na tym obszarze około 55 tysięcy żołnierzy. 17 kwietnia polski Sztab Generalny wydał rozkaz zajęcia pozycji wyjściowych do ataku…

Marsz na Kijów

Ofensywa Kijowska (Operacja „Miecz Chrobrego”) była przedsięwzięciem ryzykownym, ale koniecznym wobec strategicznej koncentracji Armii Czerwonej na Białorusi. Przechwycenie inicjatywy było jedynym wyjściem dla Polaków. Atak ruszył 24 kwietnia i od razu uzyskał znaczące sukcesy. Już 27 kwietnia 15. dywizja wielkopolska oraz 6. dywizja ukraińska z 2. Armii gen. Listowskiego zdobyły Berdyczów, niszcząc oddziały radzieckie w tym rejonie. Tworząca południową część radzieckiego frontu 12. Armia praktycznie przestała istnieć.

Na wieść o polskich sukcesach w Moskwie wybuchła panika. Władze zażądały od gen. Tuchaczewskiego przyspieszenia ofensywy. Ten odmówił, słusznie argumentując, że atak przed zakończeniem koncentracji zmarnowałby wielomiesięczne przygotowania.

28 kwietnia polska 9. Dywizja zajęła Czarnobyl, odpierając kontratak radzieckiej flotylli rzecznej. Po trzydniowych walkach okręty przeciwnika wycofały się, stawiając przy ujściu Dniepru zaporę minową. Do 29 kwietnia główny ciężar walk odwrotowych niosła po stronie radzieckiej 2. Armia. Poniosła w tym czasie tak wielkie straty, że do końca wojny nie odzyskała zdolności bojowej.

Jeszcze tego samego dnia Lenin wydał odezwę, w której wezwał „cały naród rosyjski” do walki „z największym wrogiem, który chce zagarnąć Ukrainę z Kijowem i Białoruś ze Smoleńskiem”. Również Trocki wydał manifest, zapewniający, że „cały naród rosyjski stanie do walki, odrzuci i zmiażdży największego wroga Rosji – Polskę”. 1 maja dowództwo radzieckiego Frontu Południowo – Wschodniego wobec rozbicia własnych jednostek zrezygnowało z obrony Kijowa, ewakuując miasto. Do tego czasu Polacy wzięli około 25 tysięcy jeńców. Zdobyli 120 dział, 418 karabinów maszynowych, 2 pociągi pancerne, 2 samochody pancerne, 2 czołgi, 3 samoloty, dużą liczbę taboru kolejowego oraz innego sprzętu wojskowego.

Polski atak trwał dalej. 2 maja patrole naszej kawalerii praktycznie bez walki dotarły aż pod Białą Cerkiew (którą zajęto następnego dnia). W nocy z 5 na 6 maja rozpoczął się, zakrojony na wielką skalę, polski atak na Kijów. Wobec wycofania się przeciwnika miasto zajęto praktycznie bez walki. Już 9 maja polskie oddziały rozpoczęły walki o przyczółki mostowe na wschodnim brzegu Dniepru. Tego samego dnia, na Polesiu, 9 dywizja piechoty gen. Sikorskiego zdobyła Rzeczycę. W ten sposób Polacy kontrolowali linię Dniepru od ujścia rzeki Krasnej. Również na południu trwało pasmo polsko-ukraińskich sukcesów. 9 maja oddziały gen. Iwaszkiewicza zajęły Bracław i Tulczyn, a Ukraińcy zdobyli Jampol.

W samym czasie przeciwnik koncentrował wielkie siły. Na apel gen. Brusiłowa do Armii Czerwonej zgłosiło się ponad 40 tysięcy dawnych carskich oficerów. Już po czterech dniach pierwsze oddziały ochotnicze gotowe były do wyjazdu na front. Także w naczelnym dowództwie Armii Czerwonej wysokie stanowiska obejmowali oficerowie służący niegdyś w carskim sztabie generalnym (m.in. gen. Szaposznikow).

Obie strony doskonale zdawały sobie sprawę, że decydujące rozstrzygnięcie nastąpi nie pod Kijowem, ale na Białorusi. Już po zajęciu Kijowa Józef Piłsudski zatrzymał front i rozpoczął przegrupowanie na północ. 10 maja rozpoczęły się zaciekłe walki o kijowskie przyczółki mostowe. Samo miasto od rana bombardowało radzieckie lotnictwo.

Czesław Uhma, porucznik 5 psp

Do 13 maja polskie oddziały wciąż osiągały lokalne sukcesy. W Hlibowie zniszczono 2. brygadę z radzieckiej 10. dywizji piechoty. Jej dowódca, komisarz i przeszło 400 żołnierzy utonęło w Dnieprze uciekając przed Polakami. Na północ od Prypeci flotylla rzeczna razem z grupą mjr Jaworskiego wzięła przeszło 100 jeńców, topiąc 4 radzieckie kanonierki. Z kolei na Podolu rozbito ukraińsko-radziecką brygadę.

Strategiczne zagrożenie zbliżało się jednak wielkimi krokami. 13 maja radziecka Armii Konna Siemiona Budionnego przedarła się przez pozycje petlurowców pod Czigrinem. Skomplikowała się również sytuacja na Białorusi. Polskie operacje w tym rejonie wyprzedziło zaskakujące radzieckie uderzenie z rejonu Witebsk – Orsza na 1. Armię gen. Majewskiego. Atak ruszył 14 maja, szybko osiągając strategiczne powodzenie. W ciągu dwóch dni polski front rozerwany został na tym odcinku do głębokości ponad 60 kilometrów. Do 26 maja po zaciekłych walkach oddziały polskie zdołały jednak zatrzymać przeciwnika i zlikwidować wyłom.

1 czerwca Polacy rozpoczęli na Białorusi operację mającą na celu obejście północno-zachodniego skrzydła wojsk radzieckich między Przedbrodziem i Borysowem. Zaangażowano do tego celu Armię Rezerwową gen. Sosnkowskiego, grupę operacyjną gen. Skierskiego oraz 1. Armię gen. Majewskiego. Po 8 dniach Polacy zepchnęli przeciwnika na 50-60 km do linii Berezyna – Dokczyce. Nie udało się jednak okrążenie sił radzieckich. Grupy skrzydłowe, ze względu na bardzo trudne warunki terenowe atakowały za wolno, a idąca w centrum 1. Armia gen. Majewskiego za szybko. Od 8 czerwca linia frontu na północy ustabilizowała się od jeziora Meszuol, przez rzekę Autę, jeziorem Białe i Dźwiną do rejonu Dryssy.

Klęska ofensywy na Białorusi była wielkim i przykrym zaskoczeniem dla radzieckiego dowództwa. Mimo wszystko Polacy zapłacili ogromną i groźną cenę za odparcie tego ataku. Zaangażowano w tym celu Armię Rezerwową oraz część oddziałów wycofanych z Ukrainy. Zabrakło tam już sił na atak do Żłobina i Rohaczewa, który miał doprowadzić do strategicznego rozdzielenia radzieckich frontów na Białorusi oraz Ukrainie. Mogło to doprowadzić do przesilenia całej wojny na korzyść Polski. Brak tego decydującego ruchu bezwzględnie wykorzystało dowództwo radzieckie. Na rozkaz Kamieniewa Armia Konna Budionnego została wzmocniona samochodami pancernymi oraz piechotą na francuskich ciężarówkach zdobytych w walkach z oddziałami Denikina. Po przyjęciu tego wzmocnienia, 5 czerwca Budionny rozpoczął atak na tyły polskich pozycji między Żytomierzem i Zwiahlem…

Odwrót z Ukrainy i ofensywa Tuchaczewskiego

Konna Armia Siemiona Budionnego była bez wątpienia najgroźniejszą jednostką Armii Czerwonej i największym związkiem manewrowym swojej epoki. Do wojny z Polską przystąpiła w składzie: 4. dywizja Gorodowikowa, 6. dywizja Timoszenki, 11. dywizja Morozowa oraz 14. dywizja Parchomienki. „Konarmia” liczyła w tym czasie ok. 12-16 tys. liniowych żołnierzy, tzw. szabel, łącznie zaś ok. 30 tys. ludzi. Była dobrze uzbrojona w karabiny maszynowe i artylerię. W jej skład wchodziły także jednostki pomocnicze, dywizjony samochodów pancernych, dywizjon czołgów, cztery pociągi pancerne i trzy eskadry lotnicze. Oddziały Budionnego miały też 30 (więcej niż cała polska armia) radiostacji polowych, umożliwiających utrzymanie łączności i dowodzenie w ruchu, który był największym atutem „Konarmii”.

Pierwszy kontakt bojowy Armii Konnej z Polakami skończył się dla czerwonoarmistów fatalnie. Zwycięska szarża ułanów krechowieckich była dla budionnowców takim wstrząsem, że na stronę Polaków przeszła brygada dońskich kozaków z 14. dywizji Parchomienki. Stwierdzili oni z rozbrajającą szczerością, że „chcą walczyć po stronie prawdziwej kawalerii”. Trwająca od 28 maja do 1 czerwca wielka bitwa kawalerii między Lipowcem, Dzionkowem i Samborodką ostatecznie zakończyła się zwycięstwem Polaków. Zużyli w niej jednak wszystkie rezerwy 6. Armii oraz frontu ukraińskiego.

Już 4 czerwca Budionny uderzył jeszcze raz na kierunku Krzyżpola, Skwiry i Białej Cerkwi. Po klęsce pierwszego ataku zmienił taktykę. Zamiast czołowych uderzeń zastosował działania pozorowane na szerokim froncie i mocne uderzenie w jednym miejscu. Rezultaty były natychmiastowe. Polski front został przerwany i „Konarmia” ruszyła na tyły wojsk polskich. Równocześnie grupa Jona Jakira zdobyła Białą Cerkiew, rozpoczynając oskrzydlenie Kijowa od południa. Od północny swój atak w kierunku miasta rozpoczęła radziecka 12. Armia.

7 czerwca kawaleria Budionnego zajęła Żytomierz i Berdyczów. Od początku jej żołnierze dali się poznać jako wyjątkowo brutalni i nieprzestrzegający jakichkolwiek konwencji. Normą było bestialskie mordowanie jeńców. W zdobytym Berdyczowie spalili również szpital z 600 rannymi i personelem.

Mimo kontrataków polskiej 1. dywizji kawalerii gen. Karnickiego strategiczna sytuacja skomplikowała się dramatycznie. Przy braku łączności z Naczelnym Dowództwem dowodzący w Kijowie gen. Rydz-Śmigły postanowił trwać w mieście. 8 i 9 czerwca otrzymał z Warszawy rozkazy oddania miasta, ale odmówił ich wykonania. Ta niesubordynacja miała dramatyczne konsekwencje. Wobec radzieckich postępów 10 czerwca 3 Armia została praktycznie okrążona. Tego samego dnia, po wysadzeniu kijowskich mostów, oddziały gen. Rydza-Śmigłego rozpoczęły odwrót. 11 i 12 czerwca toczyły one zacięte walki pod Borodzianką, po czym w ciągu pięciu dni wycofały się na linię Usza ? Świsłocz. W ten sposób odtworzono i ustabilizowano linię frontu.

Wobec sytuacji na Ukrainie również polskie oddziały na Polesiu rozpoczęły odwrót. Do 30 czerwca grupa gen. Sikorskiego wycofała się z Mozyrza i Kolankowicz, osłaniania przez flotyllę rzeczną oraz oddziały gen. Bałachowicza.

W tym samym czasie dramatycznie skomplikowała się sytuacja na południu. 27 czerwca padł Zwiahl, którego od 8 dni bohatersko broniła przed konnicą Budionnego grupa gen. Romera. „Konarmia” kolejny raz przerwała polski front. Nocą z 4 na 5 lipca po ciężkich walkach zdobyła Równe. Polska 2. Armia została w ten sposób odcięta od 6. Armii i zepchnięta na północ. Budionny miał otwartą drogę na Kowel lub na tyły 6. Armii. Polacy nie dali jednak za wygraną i już 9 lipca 2. Armia gen. Raszewskiego odbiła Równe. Chwilowo powstrzymało to radzieckie natarcie, pozwalając polskim oddziałom odejść na linię Zbrucza (6. Armia) i Styru (2. i 3. Armie).

Niestety, strategicznie nie miało to większego znaczenia, bowiem od 4 lipca trwała już radziecka ofensywa na Białorusi. Skoncentrowane przez Michaiła Tuchaczewskiego siły frontu północno?zachodniego składały się z 3. Armii Łazarewicza, 4. Armii Siergiejewa, 15. Armii Korka, 16. Armii Sołłohuba, Grupy Mozyrskiej Chwiesina oraz korpusu kawalerii Gaja Bzyszkina. Razem było to ponad 100 tysięcy żołnierzy z 595 działami. Przeciwko nim stanął polski front północno-zachodni złożony z 1. Armii gen. Zygadłowicza, 4. Armii gen. Szeptyckiego oraz Grupy Poleskiej gen. Sikorskiego. W sumie prawie 70 tysięcy żołnierzy z 464 działami. Tuchaczewski miał nie tylko dużą przewagę, ale mógł skoncentrować swoje siły do uderzenia w konkretnych punktach, podczas gdy Polacy byli rozciągnięci na bardzo szerokim froncie.

Już po pierwszym dniu walk polskie oddziały cofały się na całej linii. 12 lipca, po ciężkich nocnych walkach oddziały Tuchaczewskiego zdobyły Mińsk. Walcząca na tym odcinku polska 1. Armia poniosła ciężkie straty, sięgające ponad 1/3 stanów wyjściowych. 16 lipca padło Wilno, a 20 lipca Grodno. Tydzień później Polacy bez walki wycofali się z Białegostoku. W tym samym czasie na północ od Kobrynia porażka oddziałów gen. Konarzewskiego oraz klęska grupy gen. Junga doprowadziły do powstania w polskim froncie szerokiej na kilkadziesiąt kilometrów luki. Doprowadziło to do strategicznego zagrożenia wojsk polskich i upadku planów obrony na linii Brześć – Kowel. Trzeba było cofać się dalej…

Między 25 i 26 lipca 1920 r. doszło do strategicznego kryzysu na południu polsko-bolszewickiego frontu. 18. Dywizja Piechoty, walcząca samotnie z całą Konną Armią Budionnego, została otoczona w Brodach. 26 lipca po ciężkich walkach Polacy bagnetami otworzyli sobie drogę odwrotu. Znakomitą postawą w tej bitwie popisała się polska artyleria, wielokrotnie wspierając atakującą piechotę bezpośrednim ogniem z pierwszej linii.

Przebicie się 18. dywizji było niewątpliwym sukcesem, ale utrata Brodów stwarzała bezpośrednie zagrożenie dla Lwowa oraz planów polskiej kontrofensywy przeciwko wojskom Tuchaczewskiego. Józef Piłsudski postanowił w tej sytuacji wydać decydującą bitwę Budionnemu. Udział w tej operacji wzięły wojska frontu południowo-wschodniego pod dowództwem gen. Śmigłego?Rydza. Plan przewidywał atak polskiej kawalerii wspartej przez 6. Dywizję Piechoty z rejonu Beresteczka na Brody i Radziwiłłów. Osłonę od strony Dubna zapewniała 1. Dywizja Piechoty.

Polskie natarcie ruszyło 27 lipca i od razu osiągnęło spore sukcesy. Budionny nie zaniechał jednak działań zaczepnych na północ od Brodów i już następnego dnia uderzył przez Styr w kierunku Buska i Horochowa. Kontrataki 1. Dywizji Kawalerii i 18. Dywizji Piechoty zatrzymały jednak to natarcie. Jeszcze tego samego dnia dowódca polskiej 2. Armii, gen. Raszewski, uznając koncentrację swoich oddziałów za pomyślnie zakończoną, postanawia przejść do ataku na całej linii. Rozpoczęła się wielka bitwa pod Brodami. Polskie dowództwo planowało zniszczenie oddziałów przeciwnika na zachód od Styru i odbicie Brodów. Z kolei Budionny zamierzał wyjść na tyły armii gen. Raszewskiego, zniszczyć ją i do 30 lipca zdobyć Lwów.

Zaciekłe walki 29 i 30 lipca pokrzyżowały jednak plany obu stron. Polacy nie zniszczyli przeciwnika, ale zatrzymali jego natarcie. O sukcesie  zadecydował drobny na pozór epizod w nocy z 30 na 31 lipca. Wówczas to 1. Dywizja Piechoty płk Dąb-Biernackiego odrzuciła radziecką 14. Dywizję kawalerii spod Rogoźna w kierunku Pełczy. Budionny zupełnie to zlekceważył, dzieląc swoją armię na dwa ugrupowania, które w rezultacie zaczęły działać w różnych kierunkach. Jak się później okazało, przesądziło to o polskim zwycięstwie.

1 sierpnia Polacy wciąż posuwali się w kierunku Brodów, mimo zaciekłych kontrataków radzieckiej kawalerii. Następnego dnia na rozkaz gen. Raszewskiego grupa kawalerii płk. Rómmla rozpoczęła z rejonu Szczurowa manewr okrążający na skrzydło Konnej Armii. Działania te od północnego – wschodu ubezpieczała piechota, która uderzyła bezpośrednio na miasto. Bolszewicki front jako pierwsza przerwała 18. Dywizja Piechoty. Po całym dniu wyczerpujących walk oddziały Budionnego wycofały się pod wieczór na przedmieścia Brodów, a 3 sierpnia zostały z nich zupełnie wyparte i w popłochu wycofały się na wschód. Następnego dnia ostatnim akordem bitwy pod Brodami były zaciekłe i krwawe walki 18. dywizji o Radziwiłłów.

Również 4 sierpnia na Podolu znaczący sukces odniosła 12. Dywizja Piechoty płk. Januszajtisa, zdobywając Mikuliniec , zadając oddziałom przeciwnika ciężkie straty, i ostatecznie wyrzucając je za Seret. Znaczącą rolę w tym starciu odegrały polskie czołgi.

Niestety, wobec dramatycznej sytuacji na kierunku warszawskim, a zwłaszcza wobec upadku twierdzy brzeskiej, nie można było wykorzystać tych sukcesów. Dywizje walczące na południu dostały rozkaz odwrotu i musiały wycofać się pod Warszawę. 5 sierpnia bolszewicy ponownie wkroczyli do Brodów, doszczętnie rabując i niszcząc miasto. Strategiczna sytuacja wielkimi krokami zbliżała się do rozstrzygnięcia. Nadchodził kryzys wojny. W ciągu kilku dni Polacy musieli wygrać albo stracić wszystko, co wywalczyli od 11 listopada 1918 roku.

Sami wśród wrogów

Kiedy armie Tuchaczewskiego szły na Warszawę, polityczna sytuacja Polski była jeszcze gorsza od tego, co się działo na froncie. Francja zadeklarowała poparcie, ale tylko moralne i polityczne. Pomoc militarna ograniczyła się do wysłania kilku doświadczonych sztabowców (m.in. gen. Weyganda) oraz dostaw broni i sprzętu. Zostały one jednak szybko zablokowane przez Niemców.

15 lipca lewicujący dokerzy z Gdańska (w większości Niemcy) rozpoczęli strajk, protestując przeciwko wojennym dostawom dla Polski. 25 lipca rząd niemiecki oficjalnie ogłosił zakaz transportów wszelkich materiałów wojskowych dla Polski przez terytorium Niemiec. Równocześnie w Berlinie prowadzono tajne rokowania z władzami radzieckimi w sprawie rozbioru Polski oraz obalenia Traktatu Wersalskiego. Co ciekawe, generał Ludendorf prowadził również negocjacje z Polakami, proponując wystawienie armii do walki z bolszewikami, ale za cenę „zwrotu” Niemcom Wielkopolski. Spotkał się oczywiście ze zdecydowaną odmową polskiego rządu.

Zdecydowanie nieprzychylny wobec Polaków był angielski rząd premiera Davida Lloyd Georga. Realizując stary aksjomat angielskiej polityki, nakazujący utrzymanie równowagi między Francją i Niemcami, sprzeciwiał się znaczącemu osłabieniu tych ostatnich kosztem powstania sprzymierzonej z Francuzami Polski. Skutkiem tej polityki Anglicy nie udzielili Polakom żadnej pomocy. Co gorsza, próbowali wymusić na polskim rządzie zawarcie niekorzystnego pokoju z bolszewikami i uznania wschodniej granicy według tzw. Linii Curzona (odpowiadającej naszej obecnej, wschodniej granicy) .

Jakby tego było mało, wywierali silną presję na inne państwa, żeby blokowały one dostawy dla Polski. Uległy im m.in. Austria oraz Belgia (która nie przepuszczała nawet dostaw żywności). Również w samej Anglii środowiska robotnicze pod wpływem agitacji III Międzynarodówki Komunistycznej utworzyły Radę Czynu. Zagroziła ona strajkiem powszechnym, gdyby rząd jednak zdecydował się na udzielenie Polsce konkretnej pomocy.

USA ograniczyły się do deklaracji uznającej „niepodległość Polski przy zasadzie nietykalności jej terytorium narodowego”. W praktyce oznaczało to uznanie Linii Curzona i zredukowanie polskiego bytu państwowego do nieco większej wersji Księstwa Warszawskiego.

O ile państwo amerykańskie odmówiło nam pomocy, to warto jednak pamiętać o Amerykanach, którzy walczyli za Polskę. W październiku 1919 roku na bazie 7. Eskadry Myśliwskiej utworzono amerykański oddział ochotniczy. Służyło w nim w sumie 21 lotników z USA zwerbowanych w Paryżu przez gen. Rozwadowskiego w porozumieniu z gen. Pershingiem. Jej załogi odznaczyły się m.in. w Bitwie Warszawskiej i obronie Lwowa przed Armią Budionnego.

Otwarcie wrogą wobec Polaków postawę przyjęła Czechosłowacja. Prezydent Masaryk podjął akcję dyplomatyczną zmierzającą do przerwania wszelkiej pomocy Zachodu dla Polski. Równocześnie zadeklarował władzom radzieckim, że kiedy tylko Armia Czerwona zajmie Galicję Wschodnią, to rząd czeski na dowód swojej sympatii przekaże państwu radzieckiemu Ruś Zakarpacką. Premier Benesz oświadczył z kolei, że nie przepuści przez Czechosłowację żadnych transportów dla walczącej Polski.

Również rząd litewski uznał ofensywę Tuchaczewskiego za dogodny moment do wystąpienia przeciwko Polakom. Mimo formalnej zgody Polaków na oddanie Wilna, Litwini 12 lipca podpisali traktat pokojowy z państwem radzieckim. Na jego mocy otrzymali Wilno oraz terytorium z około milionową ludnością (ale było w niej zaledwie 60-tysięcy Litwinów). Równocześnie rząd litewski zgodził się na operacje Armii Czerwonej na swoim terytorium i czasowe wprowadzenie jej do Wilna. Była to taktyka skrajnie nieodpowiedzialna, dowodząca totalnego zaślepienia litewskich polityków. W razie upadku Polski los Litwy był również przesądzony, co spełniło się dwadzieścia lat później.

Tylko dwa kraje, nie bacząc na presję Anglii i agitację Międzynarodówki, stanęły po stronie Polski – były to Rumunia i Węgry. W obu państwach doskonale pamiętano krwawe rządy węgierskich komunistów Beli Kuna (Węgierska Republika Rad została obalona przez wojska rumuńskie 6 sierpnia 1919 roku). Węgrzy, zdając sobie sprawę z zagrożenia, jakim byłoby zwycięstwo bolszewików, zdecydowali się czynnie wesprzeć walkę Polaków. Utworzyli w tym celu 30-tysięczny korpus kawalerii. Niestety, rząd Czechosłowacji nie przepuścił tej jednostki przez własne terytorium. Polska szykowała się więc do decydującej bitwy sama, bez pomocy sojuszników i otoczona przez wrogów. Wszystko wskazywało, że jej upadek jest tylko kwestią dni, góra tygodni…

Przed decydującym starciem

Na początku sierpnia toczyły się ciężkie walki na linii Bugu i Narwi. Zagrożenie dla Warszawy było już bardzo realne. „Armia sowiecka zbliża się nieustannie i obecnie znajduje się 30 mil ang. od Warszawy. Bolszewicy przekroczyli już wszystkie możliwe granice etnograficzne i inne, i są w samym sercu ziem polskich” – pisał w tamtych dniach lord d?Abernon (członek alianckiej misji wojskowej w Warszawie).

Polacy zbierali wszystkie rezerwy do decydującej bitwy. Z przeszło 80 tysięcy ochotników utworzono Armię Ochotniczą pod dowództwem gen. Józefa Hallera. 6 sierpnia zakończono również prace nad planami akcji zaczepnej. Szef Sztabu Generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski proponował użycie w tym celu 4. Armii skoncentrowanej w rejonie Garwolina. Plan ten odrzucił Józef Piłsudski, a na miejsce koncentracji grupy uderzeniowej wybrano ostatecznie Garwolin oraz rejon Wieprza. Wydane wówczas rozkazy stały się podstawą przegrupowania do Bitwy Warszawskiej. W tle tych przygotowań trwała zaciekła wojna psychologiczna i propagandowa.

Od 30 lipca w zajętym przez Armię Czerwoną Białymstoku działał tzw. Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski. Jego nominalnym przewodniczącym był Julian Marchlewski, a rzeczywistym dowódcą Feliks Dzierżyński. „Polrewkom” tworzyli również Edward Próchniak, Feliks Kon, Józef Unszlicht, Bernard Zaks, Stanisław Bobiński oraz Tadeusz Rydwański. W zamyśle swoich twórców i protektorów komitet miał być zaczątkiem komunistycznej władzy na ziemiach podbitej Polski. Rozpoczęto również tworzenie „Polskiej Armii Czerwonej”. Zgłosiło się do niej raptem 176 ochotników. 6 sierpnia TKRP wydał odezwę „Do proletariatu Warszawy”. Przekonywano w niej, że „zrzucenie rządów szlachecko – burżuazyjnych, pochwycenie władzy w swe ręce i wyjście, już jako wolni proletariusze, na spotkanie rosyjskiej armii wyzwoleńczej jest ważnym, szczytnym obowiązkiem”. Julian Marchlewski wydał również odezwę „Do włościan polskich”, w której obiecywał bezpłatne przekazanie ziemi obszarniczej chłopom małorolnym, przydział za darmo budulca i opału z lasów, umorzenie wszystkich długów, zaległych podatków i rat bankowych oraz czynszów dzierżawnych. Apel „Polrewkomu” poparła warszawska Rada Delegatów Żołnierskich oraz warszawski komitet Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, wzywając do organizowania Rad Robotniczych oraz utworzenia Polskiej Republiki Rad.

więcej o czerwonej targowicy

Tego samego dnia Wincenty Witos, lider partii chłopskich i premier rządu polskiego, wezwał naród do obrony państwa „przed zalewem bolszewickim”. 8 sierpnia Polska Partia Socjalistyczna działająca w ramach Robotniczego Komitetu Obrony Warszawy (gdzie przedstawicielem PPS-u był Tomasz Arciszewski) wezwała do wstępowania w szeregi Robotniczego Pułku Obrony Warszawy i walki o niepodległość oraz pokój .

Jak się okazało zarówno „proletariat”, jak i „włościanie”, zdecydowanie odrzucili apele TKRP oraz warszawskich komunistów. Lord d?Abernon pisał w tamtych dniach: „brak wszelkiej paniki wśród szerokich mas ludności jest wprost niezwykły (…) Nawet fakt, że przecież najeźdźcy są bolszewikami wrogo usposobionymi wobec „białych” Polaków, jak nazywają oni szlachtę tutejszą, nie wywołuje przerażenia zrozumiałego w podobnych okolicznościach”. Mimo panicznych nastrojów wśród wyższych sfer, w stolicy pozostały władze i urzędy.

Tymczasem na froncie sytuacja wciąż wymykała się planom sztabowców. Lewe skrzydło polskiego frontu północnego cofało się nad Wisłę. Na skutek zagrożenia przez działający wzdłuż niemieckiej granicy radziecki 3 korpus kawalerii, dowództwo frontu ustaliło linię obrony od Mławy przez Ciechanów do Pułtuska. Oddziały frontu południowego zmierzały do wyznaczonych miejsc koncentracji nad Strypą i Seretem.

12 sierpnia Polacy musieli oddać Mławę, ale na południu odzyskali Łopatyn, Stanisławczyk i Toporów. Równocześnie sprzymierzone oddziały ukraińskie rozbiły radziecki atak w rejonie Buczacza. Tego dnia zakończył się polski odwrót i rozpoczęły się działania obronne.

Równocześnie nad Wieprzem, między Dęblinem i Kockiem zakończyła się koncentracja Grupy Uderzeniowej w składzie: 14. dywizja piechoty gen. Daniela Konarzewskiego, 16. dywizja piechoty gen. Aleksandra Ładosia, 21. dywizja piechoty gen. Andrzeja Galicy, 1. dywizja piechoty ppłk. Stefana Dąb?Biernackiego, 3. dywizja piechoty gen. Leona Berbeckiego oraz brygada kawalerii mjr. Feliksa Jaworskiego. Na tym odcinku Polacy mieli przewagę 5:1 nad przeciwnikiem.

13 sierpnia wymienione oddziały wizytował Józef Piłsudski. Stwierdził wielkie braki w ekwipunku i ogromną różnorodność uzbrojenia (co utrudniało zaopatrzenie w warunkach bojowych). Jak pisał, ?Takich dziadów, jak ich nazwałem, dotąd w całej wojnie nie widziałem?. Równocześnie morale i stan psychiczny tych oddziałów ocenił jako bardzo dobre. Wieczorem 13 sierpnia rozpoczęła się decydująca bitwa tej wojny.

Bitwa Warszawska

Bitwa warszawska rozpoczęła się w godzinach wieczornych 13 sierpnia 1920 atakiem na Radzymin sześciu radzieckich dywizji. Broniąca się na tym odcinku 11. dywizja piechoty gen. Jaźwińskiego nie utrzymała swoich pozycji i wycofała się w popłochu, ponosząc przy tym wielkie straty. Upadek Radzymina stworzył niebezpieczny wyłom w polskich liniach na przedpolu Warszawy. Aby zamknąć wyłom, 14 sierpnia kontratakowała 1. dywizja litewsko-białoruska gen. Rządkowskiego. Przejściowo odbiła ona Radzymin, ale radziecki kontratak odbił miasto. Pod wieczór Polacy wycofali się na linię Nieporęt ? Rembertów.

Tymczasem Tuchaczewski wprowadził w życie swój plan obejścia Warszawy od północy i sforsowania Wisły w jej dolnym biegu. Przeciwko 5. armii gen. Sikorskiego skierował 3. i 15. armię, a 4. armię oraz korpus Gaja użył jako grupy obchodzącej od północy. Mimo prawie trzykrotnej przewagi wojsk radzieckich dywizje gen. Sikorskiego zaciekle broniły swoich pozycji.

Aby wspomóc 5. armię, jeszcze 14 sierpnia ruszyło polskie natarcie znad Wkry. Grupa uderzeniowa gen. Krajowskiego (18. dywizja piechoty i 8. brygada kawalerii) zajęły Mystkowo i Rzewin wchodząc w lukę między radzieckimi 4. i 15. armią. Mimo zaciętych walk grupa gen. Krajowskiego nie powstrzymała przeprawy sił radzieckich przez Wkrę między Borkowem i Zawadami.

Tego samego dnia rozpoczęły się walki o zewnętrzny pierścień fortów twierdzy modlińskiej. Pod wieczór 14 sierpnia gen. Łucjan Żeligowski szykował do odbicia Radzymina doraźnie zebraną grupę w składzie trzech dywizji piechoty. Początek ataku zaplanowano na godziny poranne następnego dnia. Jednak o godz. 1 w nocy do niespodziewanego uderzenia na Wólkę Radzymińską ruszył batalion 10. Dywizji piechoty pod dowództwem por. Pogonowskiego (który zginął w tym starciu). Zdaniem gen. Żeligowskiego był to przełomowy moment zarówno bitwy warszawskiej, jak i całej wojny.

Kilka godzin później, zgodnie planem, do ataku na Radzymin ruszyły 10. i 11. dywizje piechoty oraz dywizja litewsko-białoruska. Mimo zaciętego oporu oddziałów radzieckich we wsi Mokra, do wieczora polskie pułki zajęły miasto. Jednym z legendarnych epizodów tego starcia była śmierć kapelana 1. Batalionu 236. pułku piechoty Armii Ochotniczej, księdza Ignacego Skorupki. Według dowódcy batalionu ppor. Mieczysława Słowikowskiego, ks. Skorupka poległ prowadząc z krzyżem w ręku atakujący oddział. Z kolei w relacji por. Władysława Pobóg-Malinowskiego możemy przeczytać, że kapelan zginął od przypadkowego postrzału, udzielając ostatniego namaszczenia ciężko rannemu żołnierzowi.

biografia ks. Ignacego Skorupki

Kiedy dywizje gen. Żeligowskiego odbijały Radzymin, na północy radziecka 4. armia podchodziła pod Płock, a korpus Gaja dochodził do Nieszawy pod Toruniem. Mimo niekorzystnej sytuacji gen. Sikorski zdecydował się przejąć inicjatywę, atakując główne siły 15. armii. Doskonale wymierzone uderzenie rozerwało radziecki front. Wyjątkowym sukcesem zakończył się rajd 203. pułku ułanów z 8. Brygady gen. Karnickiego na tyły 4. armii. Pułk ten zajął Ciechanów, z którego w popłochu uciekło dowództwo radzieckiej 4. armii. Ułani zniszczyli armijną radiostację, co przerwało łączność 4. armii z główną kwaterą Tuchaczewskiego w Mińsku Litewskim, i praktycznie sparaliżowało jej działania. Aby poradzić sobie z kryzysem wywołanym rajdem 203. pułku, radzieckie dowództwo 15. armii musiało zaangażować swoje odwody, co znacząco skomplikowało jej sytuację i przyspieszyło polskie zwycięstwo na północ od Warszawy.

16 sierpnia oddziały gen. Sikorskiego z powodzeniem kontynuowały swoją ofensywę, rozdzielając 4. i 15. armię przeciwnika, zdobywając podstawy do zupełnego ich rozbicia. Gen. Weygand obserwujący działania gen. Sikorskiego pisał o nim w tamtych dniach: ?Mało generałów byłoby zdolnych do przeprowadzenia podobnej akcji z taką zimną krwią, taką bystrością spojrzenia, z takim duchem zaczepnym?.

Działania 5. armii nad Wkrą i pod Nasielskiem znacząco osłabiły przeciwnika, jednak nie przyniosły rozstrzygnięcia. Decydujące okazało się polskie uderzenie znad Wieprza, rozpoczęte o świecie 16 sierpnia. Jego koncepcję opracował Józef Piłsudski, a w sztabowe detale ubrał gen. Rozwadowski. Grupa uderzeniowa w składzie 1, 14, 16, i 21 dywizji piechoty od razu uzyskała powodzenie, przełamując pozycje radzieckiej Grupy Mozyrskiej między Kockiem i Cycowem. Do końca dnia polskie oddziały weszły na 45 kilometrów w głąb obszaru kontrolowanego przez wroga. Zagrożenie dla lewego skrzydła radzieckich oddziałów walczących pod Warszawą było już wyraźne. Tuchaczewski zlekceważył jednak Polaków, zakładając, że zwrotem zaczepnym uda mu się odwrócić sytuację i odzyskać inicjatywę.

17 sierpnia trwały zaciekłe walki na warszawskim ?przyczółku?. Wieczorem Polacy zajęli Mińsk Mazowiecki. Dowodził na tym odcinku gen. Józef Haller, który w krytycznym momencie osobiście poprowadził tyraliery swoich żołnierzy. ?Szedł z laską, nie przypadając do ziemi? ? zanotował w swoim pamiętniku jego adiutant. Tego samego dnia 5. armia gen. Sikorskiego odbiła Pułtusk. Tymczasem na północy korpus Gaja uderzył na Włocławek, desperacko, acz skutecznie broniony przez niewielką załogę. Na południu, przez cały dzień, cztery dywizje atakujące znad Wieprza posuwały się do przodu bez większej styczności z przeciwnikiem. Do wieczora osiągnęły linię Biała Podlaska – Siedlce – Mińsk Mazowiecki.

18 sierpnia polskie armie szły już od zwycięstwa do zwycięstwa. Oddziały gen. Sikorskiego zadały przeciwnikowi ciężkie straty pod Boboszewem oraz uchwyciły przeprawy przez Narew w Serocku i Puławach. Radzieckie oddziały zgrupowane na centralnym odcinku frontu, jeszcze tak niedawno szykowane do szturmu na Warszawę, cofały się pośpiesznie na całej linii. Józef Piłsudski, zakładając poważniejsze starcie dopiero na linii Bugu, przegrupował siły do pościgu. W ramach frontu środkowego utworzono 2. armię gen. Śmigłego?Rydza. Jej zadaniem były odcięcie przeciwnikowi drogi odwrotu na linii Brześć ? Białystok – Osowiec.

Bitwa warszawska była wygrana. Przeciwnik stojący niemal u wrót stolicy został pobity, ale jeszcze nie zniszczony. Komplikowała się sytuacja na południu. Kolejny raz dała o sobie znać Konna Armia Siemiona Budionnego. 17 sierpnia przerwała polski front i ruszyła na Lwów.

Bitwa pod Zadwórzem – polskie Termopile

Rozerwanie Frontu Małopolskiego przez Konną Armię Budionnego stworzyło bezpośrednie zagrożenie dla Lwowa. Upadek miasta byłby dla Polaków strategiczną katastrofą wymuszającą wstrzymanie działań zaczepnych pod Warszawą i na Pomorzu.

Do obrony Lwowa polskie dowództwo wyznaczyło 6. i 13. dywizje piechoty. Były one jednak w stałym odwrocie, ciągle oskrzydlane przez radzieckich kawalerzystów. Potrzebowały choćby kilku godzin, żeby przegrupować się i zająć pozycje pozwalające na zatrzymanie przeciwnika.

Naturalną osią radzieckiego ataku była linia kolejowa Lwów – Tarnopol – Brody. 20 kilometrów na zachód od Lwowa znajdowała się wieś i stacja Zadwórze. Budionny wybrał ją jako miejsce dla swojego sztabu, z którego miał kierować szturmem na miasto. W nocy z 16 na 17 sierpnia Zadwórze zajęły czołowe oddziały 6. dywizji kawalerii Simona Timoszenki. Broniący się tam 1. batalion 54. pułku piechoty został po desperackiej walce praktycznie wybity.

Aby odzyskać stację, polskie dowództwo wysłało swój jedyny odwód na tym odcinku – batalion lwowskich ochotników dowodzony przez kpt. Bolesława Zajączkowskiego. Oddział ten liczył 330 (według niektórych źródeł około 500) oficerów i żołnierzy. Składał się przede wszystkim z uczniów ostatnich klas licealnych oraz studentów lwowskich uczelni. Batalion kapitana Zajączkowskiego był częścią grupy rotmistrza Romana Abrahama. Przed Zadwórzem bił się m.in. o Radziechów, Tarnopol, Horodyszcze, Chodaczków i Krasne.

Po osiągnięciu wsi Kutkorz batalion dostał się pod ogień broni maszynowej i artylerii od strony Zadwórza. Polacy natychmiast zaatakowali. Walka trwała prawie do południa, kiedy to porucznik Dawidowicz poprowadził kompanię podchorążego Marynowskiego do bezpośredniego i decydującego ataku na radziecką baterię przy stacji. Utrata tej pozycji dotkliwie komplikowała plany Budionnego, dlatego nakazał natychmiastowy kontratak. Polacy nie ustąpili i rozpętała się zaciekła, kilkugodzinna bitwa.

„Abrahamczycy” kapitana Zajączkowskiego walczyli do wieczora, odpierając w sumie pięć ataków radzieckiej kawalerii i piechoty. Odrzucili kilkakrotne wezwania do złożenia broni. Kiedy ruszał na nich szósty szturm, batalion stopniał już do kilkudziesięciu ludzi z resztkami amunicji. Niewielka grupa próbowała jeszcze przebić się do pobliskiego lasu. Otoczeni koło budki dróżnika, stoczyli swoją ostatnią walkę, broniąc się bagnetami i kolbami.

Oto jak finał boju pod Zadwórzem opisała Zofia Kossak-Szczucka (opierając się m.in. na relacji dróżnika, który jakimś cudem przeżył bitwę):

Nie poddawać się! – krzyczy sierżant Dyrkacz. – Żeby was potem w niewoli prali po pyskach? Nie poddawać się! Nie poddawać się! – wtórują inni. Nie ma już ani jednego oficera. Polegli wszyscy. Nie więcej jak pięćdziesięciu żołnierzy i dwóch podoficerów stoi jeszcze, kupiąc się w gromadę. Ścisnęli plecami, nastawili groźne bagnety. Nie mają już ani jednego naboju. Z wyciem tryumfu wdziera się ze wszystkich stron nieprzyjaciel. Rozwścieczone, dzikie twarze. Prą jeden przez drugiego, by dostać nareszcie śmiałków, co zatrzymali ich tyle godzin.

Topnieje garstka stojących, pokryło ją zewsząd mrowie (…) Przez mgłę Leszek dostrzega, jak nad zrąbany stos trupów wstaje wysoki, barczysty Jasiek Bałyga. Z rozciętej głowy krew tryska, zalewa czoło i policzki. Z czerwoną twarzą, straszny jak upiór, krzyczy wprost w oczy opadającym go zewsząd kozakom, krzyczy śmiertelnie zachrypniętym głosem
– NIECH ŻYJE POLSKA! NIECH ŻYJE LWÓW!

Pod Zadwórzem zginęło w sumie 318 żołnierzy batalionu kapitana Zajączkowskiego, w tym wszyscy oficerowie:

  • kpt. Bolesław Zajączkowski, dowódca oddziału karabinów maszynowych
  • por. Antoni Dawidowicz,
  • kpt. Krzysztof Obertyński,
  • por. Józef Juszkiewicz,
  • por. Jan Demeter,
  • por. Tadeusz Hanak,
  • ppor. Antoni Julian Liszka,
  • pchor. Władysław Getman,
  • pchor. Władysław Marynowski,
  • pchor. Tadeusz Zbroja Rejchan
  • pilot pchor. Mieczysław Piniński.

Ich ofiara nie poszła jednak na marne. Wojna ma swoje proste i brutalne prawa. Czasem trzeba poświęcić jeden oddział, żeby ratować cały front. Żołnierze kapitana Zajączkowskiego kilkugodzinnym bojem zasłonili utworzenie nowych linii obrony, które utrzymały aż do załamania się radzieckiej ofensywy.

Dzięki „Abrahamczykom” Budionny stracił doskonałą okazję do bezpośredniego ataku na Lwów. Wprawdzie jeszcze przez dwa dni szykował się do generalnego szturmu, ale 19 sierpnia otrzymał od dowództwa Frontu Południowo – Zachodniego rozkaz natychmiastowego skierowania się na północ, wobec krytycznej sytuacji Frontu Zachodniego (Tuchaczewskiego).

Zrządzeniem losu to prawdopodobnie jeden z młodych obrońców Zadwórza spoczął w 1925 roku pod kolumnadą Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie…

Bitwa pod Komarowem

Między 20 i 30 sierpnia sytuacja strategiczna rozwinęła się zdecydowanie na korzyść Polaków. Na północy pobito i okrążono radziecką 4. armię oraz korpus Gaja. Przyparte do niemieckiej granicy, w zdecydowanej większości przeszły ją 25 sierpnia pod Kolnem, poddając się internowaniu.

W centrum polskie uderzenie znad Wieprza do końca sierpnia osiągnęło linię Bugu, odzyskując Horodło i Małcze. Zakończyła się Bitwa Warszawska. 22 sierpnia urzędujący w Białymstoku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski na wieść o nadchodzących polskich oddziałach w panice opuścił miasto. Razem z nim na 10 wozach i bryczce uciekła „1. Polska Armia Czerwona” w sile 176 ludzi. Na południu Polacy odzyskali większość pozycji utraconych w czasie ofensywy Budionnego. Główny ciężar walk na tym froncie przeniósł się teraz bardziej na północ.

29 sierpnia rozpoczęła się bitwa o Zamość. Armia Budionnego otrzymała rozkaz przerwania polskiego frontu między Hrubieszowem i Zamościem, uderzenia na Lublin i wyjścia na tyły oddziałów Grupy Naczelnego Wodza. Miała to być ostatnia, radziecka próba odzyskania strategicznej inicjatywy. Polacy świadomi zagrożenia ściągali pod Zamość wszystkie wolne odwody.

30 sierpnia, po ciężkich walkach, Budionny odwołał bezpośredni atak na miasto i zarządził obejście go od zachodu. Polacy nie ustępowali, sukcesywnie dążąc do okrążenia Konnej Armii. Już 31 sierpnia Budionny zarządził odwrót. Na drodze stanęła mu jednak polska 1. dywizja jazdy płk. Juliusza Rommla. Tworzyły ją 2. pułk szwoleżerów oraz 1., 8., 9., 12. i 14. pułki ułanów. W sumie było to około 2 tys. żołnierzy. Przeciwnik miał ponad ośmiokrotną przewagę. Rozpoczęła się bitwa pod Komarowem ? ostatnie wielkie starcie kawalerii w historii Europy.

Pierwsza część bitwy rozegrała się między Wolą Śniatycką, Miączynem i Zawalewem. Przez dwie godziny obie strony toczyły klasyczną walkę kawaleryjską, szarżując i kontrszarżując na siebie wzajemnie. Polacy nie ustąpili mimo olbrzymiej przewagi przeciwnika. Przełomowym momentem okazało się wyrzucenie radzieckiej 11. dywizji kawalerii z Woli Śniatyckiej. Budionny próbował przejąć inicjatywę, organizując kontratak z Wolicy w kierunku wzgórza 255. Ruszyła przeciwko niemu szarża 9. pułku ułanów majora Dembińskiego. Zatrzymała ona przeciwnika na tyle, by umożliwić przegrupowanie i atak 8. pułku ułanów rotmistrza Kornela Krzeczunowicza. Nadszedł krytyczny moment bitwy.

Oddajmy głos dowódcy 8. pułku: „Pod purpurowo zachodzące słońce widoczność była zła. Co na ziemi – to było czarną masą, a przecież musiałem z sekundową dokładnością celować uderzenie pułku w sześciokrotnie (!) przeważającą masę, aby to uderzenie było skuteczne. Pamiętam, że konia płazem szabli zmusiłem do galopu, bo nie reagował na ostrogi. Budionnowcy stanęli nagle i próbowali wyrównać swoją linię, co ich zgubiło. Tej niezwykle silnej szarży nie wytrzymał nieprzyjaciel. Przyjął ją salwą z pistoletów, ledwie słyszalną wśród naszych gromkich „hurra” i natychmiast podał tyły. Wzdłuż całego frontu zawróciły jego oddziały. W jednym miejscu przełamana, cała 6. dywizja bolszewicka galopem opuszczała pole bitwy, ścigana przez 8. i 9. pułki ułanów. Było to widowisko wspaniałe, którego nigdy w życiu nie zapomnę”.

8. pułk ułanów swoją wspaniałą szarżą wbił się głęboko w szyki przeciwnika, docierając aż do stanowiska dowodzenia Budionnego (ułani zdobyli jego samochód). Cios, jaki 1. Armia Konna otrzymała pod Komarowem nie tylko zadał jej ciężkie straty (około 4 tysięcy zabitych i rannych), ale przede wszystkim złamał jej morale. Następnego dnia po Komarowie dowódcy „Konarmii” – Budionny, Stalin, Woroszyłow i Timoszenko porzucili swoje oddziały, uciekając na wschód. Ostatnia próba odzyskania inicjatywy zakończyła się dla wojsk radzieckich upokarzają klęską. Polska kawaleria w wielkim stylu, godnym wspaniałej historii tej formacji, zakończyła epokę konia i szabli, zwyciężając w szyku konnym nieporównywalnie silniejszego przeciwnika.

Nieprzyjaciel został pobity i odrzucony, ale do końca wojny wciąż było bardzo daleko. Po zakończeniu Bitwy Warszawskiej polskie dowództwo rozpoczęło przegrupowanie do Operacji Niemeńskiej. Od 17 do 25 sierpnia trwało II Powstanie Śląskie. Strzelano na granicy polsko?litewskiej. Nadal walczyliśmy sami, bez nadziei na pomoc Zachodu. Jeszcze 22 sierpnia premier Anglii D. Lloyd Georg oświadczył: „Jeżeli Rosja ma chęć zgnieść Polskę, może to zrobić kiedykolwiek zechce”. Polska kawaleria pod Komarowem uczyniła tę propozycję cokolwiek nieaktualną.

Bitwa nad Niemnem

Pod koniec sierpnia dowództwo radzieckie obsadziło pozycje nad Niemnem, Szczarą i Świsłoczą. Dywizje pobite pod Warszawą szybko odzyskały tam zdolność bojową. Ściągnięto posiłki i w pierwszej połowie września Tuchaczewski dysponował już 73 tysiącami żołnierzy i 220 działami. Na rozkaz dowodzącego Armią Czerwoną Siergieja Kamieniewa szykował nową ofensywę na Warszawę.

Polacy postanowili wyprzedzić przeciwnika i uderzyć pierwsi. Przygotowany przez Józefa Piłsudskiego plan zakładał oskrzydlenie wojsk radzieckich od północy i zepchnięcie ich na Polesie. Główne zadanie przypadło 2. Armii gen. Śmigłego-Rydza. Wydzieliła ona grupę manewrową, która miała uderzyć przez pozycje litewskie pod Sejnami, wyjść nad Niemen zdobywając przeprawy pod Druskiennikami oraz zdobyć na tyłach wojsk radzieckich Lidę. 4. Armia gen. Skierskiego miała w tym czasie prowadzić dywersję pozorującą główne uderzenie na Wołkowysk.

Zanim wcielono ten plan w życie, 11 września rozpoczęła się polska ofensywa na Wołyniu i na froncie galicyjskim (Małopolska Wschodnia). 14 września oddziały grupy gen. Latinika (8. dywizja piechoty, 1. brygada kawalerii oraz ukraińskie oddziały gen. Pawlenki) zdobyły Czortków. 16 września kontynuowano natarcie na wschód, jedną kolumną na Podhajce, a drugą ma Mużyłów. Łącznikiem między nimi była grupa bojowa 13. pułku piechoty „Dzieci Krakowa”, wsparta 7. baterią 8. pułku artylerii lekkiej oraz 4. baterią 1. pułku artylerii górskiej. Całością dowodził kapitan Jan Gabryś. 16 września grupa zajęła Dytiatyń. Dowództwo radzieckie natychmiast rzuciło do kontrataku 8. dywizję kawalerii, 123. brygadę strzelców i niedobitki 366. Pułku strzelców (w sumie około 2200 żołnierzy, 5 dział i 21 ckm). Polacy (około 600 żołnierzy, 6 dział i 6 ckm) zajęli pozycje na wzgórzu 383. Około godz. 9 rozpętała się kilkugodzinna krwawa bitwa. Około godz. 15 wobec zdecydowanej przewagi oddziałów radzieckich kpt. Gabryś zarządził odwrót do drogi Halicz ? Podhajce. Jako osłona pozostała 4. bateria górska kpt. Adama Zająca. Ten niewielki oddział walczył jeszcze dwie godziny, odrzucając wezwania do złożenia broni. Górscy kanonierzy, zgodnie z etosem swojej formacji, wybrali walkę do końca. Zginęli razem ze swoim dowódcą i wszystkimi oficerami. Ich poświęcenie dało jednak 8. Dywizji piechoty czas na dokończenie swojego manewru, i zamknięcie przeciwnikowi drogi odwrotu. Dzięki bohaterom spod Dytiatyna dopełnił się pogrom radzieckich oddziałów w Małopolsce Wschodniej. Polacy poszli naprzód, docierając 19 września do Trembowli, Tarnopola i Dubna, a 21 września na linię Zbrucza.

20 września na północy rozpoczęła się bitwa, która miała przesądzić o losach wojny. Rozpoczął ją atak polskiej 21. Dywizji piechoty górskiej gen. Andrzeja Galicy i 22. dywizji ochotniczej płk. Adama Koca na pozycje radzieckiej 3. Armii pod Grodnem oraz 3. dywizji piechoty legionów na linię Brzostowica Mała ? Garbacze Wielkie. Po całym dniu zaciętych walk legioniści opanowali przeprawy przez Świsłocz. 22 września ruszył atak grupy manewrowej na litewskie pozycje pod Sejnami. W rozkazach do wojska polscy dowódcy apelowali „Żołnierze, jeżeli idziecie w pole przeciwko Litwinom, nie idźcie z nienawiścią jak przeciw wrogowi śmiertelnemu, lecz jak przeciwko braciom zbłąkanym”. Jak wspominał por. Gruber, „Oddać trzeba litewskim junakom sprawiedliwość że poddawali się tak składnie, tak zwarcie szli do niewoli, iż tylko dzięki tej zdecydowanej okoliczności bój nie trwał dłużej niż godzinę”. Po upadku Sejn Litwini wycofali się na północ.

Tymczasem na odcinku 3. Armii grupa gen. Krajewskiego zajęła Pińsk i rozpoczęła manewr na głębokie tyły przeciwnika. Przez następne dwa dni trwały zaciekłe walki na całej linii. Polacy musieli odpierać liczne kontrataki przeciwnika. 24 września zaczęły one wyraźnie słabnąć. Rozpoczęło się także przechodzenie na stronę polską żołnierzy ukraińskich i białoruskich walczących w oddziałach radzieckich. Przesilenie nastąpiło 25 września. Polacy zdobyli wówczas Wołkowysk, a w nocy z 25 na 26.09 górale gen. Galicy zajęli Grodno (miasto i forty). Na całej linii między Niemnem i Grodnem przeciwnik rozpoczął
odwrót. Dużym sukcesem polskich oddziałów było sforsowanie kanału Dniepr ? Bug i zdobycie Berezy Kartuskiej oraz Różana. 26 września po rozstrzygnięciu sytuacji nad Niemnem i Świsłoczą rozpoczął się atak Grupy Manewrowej na skrzydło wycofującej się spod Grodna radzieckiej 3. Armii. Równocześnie zaatakowały ją od czoła główne siły 2. Armii gen. Śmigłego ? Rydza.

Gwałtowna zmiana sytuacji na froncie zmusiła Lenina do poważnego potraktowania rozmów pokojowych z Polską. Jeszcze przed rozpoczęciem bitwy nad Niemnem przeniesiono je do Rygi. Lew Trocki pisał w tych dniach z frontu: „Spędzono nasze wojska 400 kilometrów i więcej w tył”. Dalszą walkę uznał za beznadziejną.

Dowództwo radzieckie próbowało jeszcze odzyskać inicjatywę manewrem ofensywnym spod Lidy. Polacy ubiegli Rosjan 28 września atakiem 1. Dywizji Piechoty Legionów i grupy kawalerii ppłk. Nieniewskiego, które na zachód od Lidy odcięły radzieckiej 3. Armii drogę odwrotu. Część jej oddziałów w panice wycofywała się na południe. Większość postanowiła przebić się przez miasto. Legioniści 1. Dywizji i kawalerzyści ppłk Nieniewskiego stoczyli z nimi zaciekłą bitwę, odpierając trzykrotnie ataki i biorąc kilka tysięcy jeńców. Wobec rozbicia przeciwnika generał Śmigły-Rydz zarządził generalny pościg. Jeszcze tego samego dnia, na wschód od Równego polska kawaleria oczyściła lewy brzeg Horynia i zajęła Korzec. Na wschód od Zbrucza duży sukces odniósł połączony atak oddziałów polskich i ukrainskich. Zdobyto Płoskirów i Starokonstantynów. Wzięto prawie 3 tysiące jeńców, cztery pociągi pancerne oraz liczny tabor kolejowy z bronią, wyposażeniem i amunicją. 29 września polski pościg był już manewrem strategicznym na całej przestrzeni od Prypeci po Niemen.

Tego samego dnia na Polesiu oddziały gen. Franciszka Krajowskiego doszczętnie rozbiły radziecką 4. Armię, biorąc do niewoli jej sztab, 3 tysiące jeńców, 100 karabinów maszynowych i przeszło 400 wagonów z wojskowym zaopatrzeniem. Warto tutaj wspomnieć, że dowódca tej akcji, jeden z najdzielniejszych i najlepszych oficerów polskiej armii, był? Czechem. Naprawdę nazywał się Frantisek Kralicek.

Do 1 października polskie oddziały rozbiły częściowo lub w całości 16 dywizji przeciwnika, zmuszając pozostałe do odwrotu. Wzięto do niewoli sztaby 3. i 4. Armii, 21., 41., 55. i 57. dywizji piechoty oraz kilkadziesiąt sztabów brygad, pułków i batalionów. Ogółem liczba jeńców przekroczyła 42 tysiące. Zdobyto 160 dział, 950 karabinów maszynowych, 3 samoloty, 18 samochodów pancernych, 7 pociągów pancernych, 21 parowozów, 2540 wagonów ze sprzętem wojennym i dziesięć samochodów. To nie był bynajmniej koniec. W następnych dniach wciąż brano jeńców i zdobycz materialną. Doszczętnie rozbity przeciwnik prawie nie stawiał oporu.

5 października polskie oddziały osiągnęły linię dawnego frontu niemiecko-rosyjskiego. Pościg został zatrzymany. Rozpoczęło się przegrupowanie i podciąganie rezerw. Na północy ostatnie walki stoczono między 15 i 18 października. Kawaleria ppłk. Nieniewskiego zdążyła jeszcze rozbić na zachód od Wilejki radziecką 6. dywizję strzelców. 17 października czołowe oddziały 55. pułku piechoty płk Paszkiewicza zajęły Mińsk, ale musiały wycofać się z niego na linię rozejmową.

Ostatnią ofensywą akcją Polaków okazał się rajd kawalerii płk Rómmla na Korosteń (9-11 października). Polacy zniszczyli tory kolejowe, odcinając trzy radzieckie pociągi pancerne, które zostały następnie porzucone przez ich załogi. 18 października odparto ostatnie ataki oddziałów radzieckich na Wołyniu i Podolu, zajmując przy okazji Miropol i Lubar. Tego dnia o godz. 24 na całym froncie polsko-radzieckim weszło w życie zawieszenie broni.

Traktat Ryski

Polsko-radzieckie rokowania pokojowe rozpoczęły się jeszcze w sierpniu 1920 roku w Mińsku. Strategiczna sytuacja była wtedy dla nas wybitnie niekorzystna. Istniało realne zagrożenie dopiero co odzyskanej niepodległości. W ciągu dwóch miesięcy, po zwycięstwach pod Warszawą i nad Niemnem oraz przeniesieniu negocjacji do Rygi, wszystko zmieniło się diametralnie. Sukcesy militarne dały stronie polskiej dominującą pozycję.

Czy jednak wykorzystaliśmy ją właściwie? Zdania historyków są w tej kwestii cokolwiek podzielone.

Głównym założeniem polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego było doprowadzenie do powstania wielkiej federacji Polski z niepodległymi państwami Białorusinów i Ukraińców. Mieliśmy zyskać w ten sposób strefę buforową, swoisty „zderzak” osłaniający nas przed bolszewicką Rosją. Wydawałoby się, że doskonałym momentem do sfinalizowania tego projektu były rokowania ryskie. Polską delegację zdominowali tam jednak przedstawiciele Narodowej Demokracji oraz innych stronnictw prawicowych, przeciwni federacyjnym pomysłom Piłsudskiego.

Uważali oni, że bolszewickie rządy to sprawa tymczasowa. Po ich upadku chcieli doprowadzić do polsko?rosyjskiego sojuszu skierowanego przeciwko Niemcom. Obawiali się, że utworzenie wolnej Białorusi mogłoby zakończyć się „odstąpieniem” Wilna i Grodna. Z kolei niepodległa Ukraina musiała ich zdaniem nieuchronnie dryfować do skierowanego przeciwko Polsce przymierza z Niemcami. Zamiast federacji postulowali bezpośrednią inkorporację mieszanych etnicznie terenów wschodnich należących niegdyś do I RP. Białorusinów i Ukraińców uznawali za „narody niehistoryczne”, które można będzie zasymilować do polskiej kultury.

Takie poglądy zdeterminowały w Rydze taktykę polskiej delegacji. O kształcie przyszłej granicy zadecydował przewodniczący polskiej delegacji Jan Dąbski, który przekraczając swój mandat uznał za stronę Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką, a nie zapewnił należnego miejsca sojuszniczej Ukraińskiej Republice Ludowej.

Co ciekawe, strona radziecka w zamian za rezygnację z popierania przez Polskę niepodległości Ukrainy chciała odstąpić nam całą Białoruś. Polska delegacja nie przyjęła jednak tej propozycji. Obawiano się, że inkorporacja prawosławnej Białorusi wschodniej przekreśli szanse asymilacji Białorusi zachodniej. Było to faktyczne uznanie przez Polskę bolszewickiej Białoruskiej Republiki Rad.

Samowola polskich delegatów doprowadziła w ten sposób do ostatecznego przekreślenia projektów federacyjnych oraz de facto zdradzenia białoruskich i ukraińskich sojuszników. Choć pozostawieni sami sobie, żołnierze gen. Bułaka?Bałachowicza, atamana Orła?Gołczewskiego i gen. Bezruczki nie zamierzali składać broni. Przeszli linię rozejmową i ruszyli do beznadziejnej walki. Po kilku tygodniach, zdziesiątkowani, musieli wrócić na polskie terytorium, gdzie zostali internowani w kilku obozach. 15 maja 1921 Józef Piłsudski stanął przed ukraińskimi oficerami internowanymi w Szczypiornie. „Po chwili milczenia przedstawił krótko postanowienia traktatu ryskiego, by zakończyć słowami: Ja Was przepraszam, Panowie. Ja Was bardzo przepraszam”. Te honorowe („rycerskie” jak określił je gen. Bezruczko) przeprosiny zakończyły historię polsko-ukraińskiego sojuszu.

12 października podpisano w Rydze preliminarze pokojowe oraz układ o rozejmie wojskowym. Granica między Polską i państwem bolszewickim miała odtąd biec od Dźwiny i pogranicza łotewskiego prosto na południe (pozostawiając Mińsk po drugiej stronie), i dalej wzdłuż Zbrucza do ujścia Dniepru. Obie strony wyrzekły się pretensji o koszty wojenne oraz rekompensat za straty. W zamian za wkład Polaków w gospodarczy rozwój ziem rosyjskich w trakcie zaborów mieliśmy otrzymać 30 milionów rubli w złocie. Zobowiązano się wzajemnie szanować sprawy wewnętrzne i w żaden sposób nie popierać organizacji, których działalność wymierzona byłaby przeciwko drugiej stronie. Polska zagwarantowała sobie także zwrot zabranych w trakcie zaborów archiwów, bibliotek i dzieł sztuki, prawo do repatriacji dla polskiej ludności pozostającej na terytorium Rosji, a także wymianę jeńców wojennych.

Pokój podpisano 18 marca 1921 roku. Po ratyfikacji przez polski Sejm jego ustalenia weszły w życie 30 kwietnia.

Odpoczynek po zwycięstwie. Oficerowie DOK Brześć, jesień 1921. Pierwszy z prawej, kierowca - strzelec Stanisław Dawidowicz, ojciec ofiarodawcy zdjęcia, pana Mariusza Dawidowicza.

Ocena traktu ryskiego wbrew pozorom nie jest prosta. Polska zwyciężyła w dramatycznej, krwawej i wyczerpującej wojnie. Ten bezdyskusyjny sukces na dwie dekady ukształtował przyszłość Europy, dla której klęska Polaków mogła mieć dramatyczne konsekwencje o nieprzewidywalnych skutkach. Czy wykorzystaliśmy jednak traktat pokojowy jako szansę na stabilną i bezpieczną przyszłość?

Historia pokazała jak nierealne były asymilacyjne plany endecji odnośnie Białorusinów, a zwłaszcza Ukraińców. Zafundowaliśmy sobie na Kresach dwie dekady napięć etnicznych, które miały dramatyczne konsekwencje w czasie II wojny światowej (zwłaszcza na terenach zamieszkałych przez ludność ukraińską). Asymilacja (przynajmniej częściowa) była możliwa, ale na pewno nie w tak krótkim czasie i nie takimi metodami, jak próbowano ją realizować.

Rosja radziecka praktycznie nie dotrzymała ustaleń traktatowych w kwestiach finansowych (nigdy nie otrzymaliśmy owych 30 milionów złotych rubli). Poważnie ograniczyła również zwrot dzieł sztuki i zabytków. Wykorzystując niedoskonałości zapisów traktatowych, władze radzieckie na wszelkie możliwe sposoby utrudniały mieszkającym na ich terytorium Polakom wyjazd do Ojczyzny (co dla większości miało tragiczne konsekwencje). Sam traktat władze radzieckie traktowały jako wymuszony bieżącą sytuacją i obowiązujący tylko do najbliższej zmiany koniunktury. Jak się okazało, nadeszła ona za niecałe dwadzieścia lat.

III Powstanie Śląskie

O przynależności Górnego Śląska miał zadecydować plebiscyt. Jego termin wyznaczono na 20 marca 1921 roku. Polska miała realne szanse sięgnąć po zwycięstwo i polityczne rozstrzygnięcie tego sporu. Niestety, nasi delegaci na konferencję pokojową w Paryżu popełnili strategiczny błąd, proponując dopuszczenie do głosowania emigrantów. Zakładali, że w plebiscycie weźmie udział polska emigracja zarobkowa w Niemczech. Wyraźnie przecenili możliwości tej grupy, a z drugiej strony nie docenili potencjału Niemców, którzy mogli na Górny Śląsk ściągnąć znacznie więcej głosujących. Tak też się stało.

Polska przegrała plebiscyt. Za połączeniem z nią głosowało 479 414 osób. Za pozostawieniem Górnego Śląska w granicach Niemiec głos oddało 706 820 osób. Rozstrzygnęło 182 tysiące niemieckich emigrantów. W tej sytuacji polskie Dowództwo Ochrony Plebiscytu rozpoczęło przygotowania do działań zbrojnych. Dowództwo struktur DOP po płk Chroboku przejął ppłk Maciej Mielżyński. Szefem sztabu został kpt. Zborowski, a po nim mjr Rostworowski. Pod koniec kwietnia organizacja liczyła ok. 40 tysięcy członków.

29 kwietnia w porozumieniu z Wojciechem Korfantym ppłk Mielżyński ustalił termin wybuchu powstania na 3 maja (godzina 3 w nocy). Korfanty miał początkowo wątpliwości co do celowości i szans walki zbrojnej. Pozbył się ich na wieść o tajnych ustaleniach Międzysojuszniczej Komisji, która zdecydowała o przyznaniu Polsce zaledwie dwóch powiatów (rybnickiego i pszczyńskiego) oraz niewielkiego kawałka powiatu katowickiego. Na wieść o tych decyzjach 1 maja rozpoczął się na Górnym Śląsku strajk powszechny. Sytuacja wielkimi krokami zmierzała do militarnego rozstrzygnięcia. Polski Sztab Generalny obawiając się międzynarodowych reperkusji otwartej akcji zbrojnej próbował zablokować działania DOP. Generał Władysław Sikorski upoważnił ppłk. Mielżyńskiego do odwołania alarmu. Ten jednak stwierdził, że jest już za późno.

1 maja Rada Ministrów w Warszawie po burzliwym posiedzeniu podjęła uchwałę wzywającą do natychmiastowego zatrzymania wszelkich przygotowań do działań zbrojnych na Górnym Śląsku. W tej sytuacji Wojciech Korfanty zrezygnował ze stanowiska Komisarza Plebiscytowego i przyjął na siebie pełną odpowiedzialność za konsekwencje powstania. Jeszcze tego samego dnia DOP przekształciło się w Naczelną Komendę Wojsk Powstańczych. Już po wybuchu powstania Wojciech Korfanty ogłosił się jego dyktatorem, stając na czele Władzy Cywilnej.

Powstanie rozpoczęły oddziały Grupy Destrukcyjnej Konrada Wawelberga (kpt. Tadeusz Puszczyński). Były to grupy dywersyjne, które możemy nazwać poprzednikami współczesnych komandosów. Wysadzając mosty na Odrze, przecięli połączenia kolejowe łączące Górny Śląsk z Rzeszą. W tym czasie trwała już mobilizacja oddziałów powstańczych. Do punktów zbornych oprócz zaprzysiężonych zgłaszało się wielu ochotników spoza organizacji.

Wojska powstańcze podzielono na trzy grupy: Północ, Południe i Wschód. W ciągu pierwszej doby największe sukcesy odnotowała Grupa Wschód, działająca w okręgu katowickim. Jeszcze w nocy z 2 na 3 maja dwa bataliony braci Fryderyka i Karola Woźniaków wsparte przez batalion Rudolfa Niemczyka złamały słaby opór Niemców na wschód od Katowic. W tym samym czasie batalion Franciszka Sitka walczył o hutę w Wirku. W nocy z 3 na 4 maja oddziały Walentego Fojkisa bez walki zajęły Katowice. Dowódca francuskiego garnizonu zażądał od powstańców opuszczenia miasta. Fojkis wycofał się, ale jego bataliony rozpoczęły blokadę Katowic. Podobną taktykę przyjęli w Królewskiej Hucie powstańcy dowodzeni przez Karola Gajdzika, w Bytomiu oddział ppor. Paula, a w Zabrzu ppor. Szyndzielorza. Powiat lubliniecki zajęto bez większego oporu ze strony Niemców i Aliantów. W powiecie strzeleckim słaby opór stawiły tylko oddziały włoskie. Powstańcy zajęli również wschodnią część powiatu oleskiego. Wielkim sukcesem było zajęcie przez batalion Mańczyka huty Mała Panew. Niestety, po akcji oddziałów francuskich powstańcy musieli wycofać się.

W wielu miastach doszło do wymierzonych przeciwko powstańcom aktywnych działań wojsk alianckich. Koordynował je nieprzychylny Polakom włoski generał de Marinis. Grupa Południe mimo aktywnego przeciwdziałania oddziałów włoskich i francuskich szybko zajęła powiat pszczyński. Pułk żorski por. Antoniego Haberki zajął Żory, po czym wsparty przez pułk rybnicki kpt. Janusza Wężyka 2. batalionem Józefa Płaczka uderzył na Rybnik. Do rana 4 maja zajęto miasto, wyrzucając z niego oddział Włochów. Batalion Nikodema Sobika (pułk żorski) stoczył ciężką walkę o Pruszowice, zmuszając niemiecką załogę do ucieczki. Z kolei 1. batalion żorski Teofila Bieli wyrzucił z Czerwionki niemiecką Policję Plebiscytową i Włochów. Do 7 maja powstańcy umocnili się na terenie powiatu rybnickiego, zdobywając jednocześnie niewielki przyczółek na zachodnim brzegu (k. Bierawy). Dzień później zajęli Górę Św. Anny.

Bitwa o Górę Św. Anny

Bitwa o Górę Św. Anny rozpoczęła się w nocy z 20 na 21 maja 1920 r. Niemcy z pozycji pod Gogolinem zaatakowali pozycje powstańców dwiema silnymi kolumnami (ich podstawą były oddziały bawarskiego freikorpsu ?Oberland?). Główne uderzenie poszło na pozycje 8. pułku Rataja między szosą gogolińską i Zdzieszowem. Niemiecki atak rozerwał front, zmuszając powstańców do zorganizowanego odwrotu.

Około południa 21 maja rozpoczął się szturm na samą górę. Jako ostatni ok. godz. 13 opuścił ją batalion z 1. pułku (katowickiego) Walentego Fojkisa. Okrążony na szczycie, wybił sobie drogę walcząc wręcz na południowym stoku. Wyczerpani ciężkimi walkami (niektóre z batalionów straciły nawet 80-90 % stanów wyjściowych) Niemcy zatrzymali natarcie, a powstańcy rozpoczęli przygotowania do generalnego kontrataku. Wyznaczono do niego oddziały Grupy „Wschód” (dowodzonej przez kpt. Karola Grzesika) – dwa bataliony z Pszczyny, trzy z Rybnika (Podgrupa „Bogdan”) oraz pułki Rataja i Fojkisa.

W nocy z 22 na 23 maja atak podgrupy „Bogdan” przynosi początkowo znaczące sukcesy. Powstańcy zdobyli Kamień Śląski i Kamionek. Po całodziennych walkach musieli się jednak wycofać, zatrzymując jedynie dworzec kolejowy w Kamieniu. Z powodzeniem atakował również pułk Fojkisa, zajmując Leśnicę i Lichynię. Wobec ciężkich strat (w linii pozostało zaledwie 259 żołnierzy) ten znakomity oddział został jednak odesłany na tyły, a jego miejsce zajęły pułki Gajdzika, Niemczyka i Paula.

Podczas gdy bawarskie oddziały szturmowały Górę Św. Anny, ciężkie walki toczono również na odcinku Grupy „Północ” (dowodzonej przez kpt. Alojzego Nowaka „Neugebauera”).

W nocy z 20 na 21 maja rozpoczęła się bitwa o Zębowice. Pierwsze ataki Niemców odparto dzięki znakomitej postawie załogi pociągu pancernego „Nowak”. Najcięższe walki o Zębowice stoczono 25 maja. Niemcy przejściowo zdobyli stację kolejową, ale odrzucił ich kontratak pociągów pancernych „Zygmunt Powstaniec” i „Nowak” (który drugi raz przesądził o wyniku starcia).

Mimo ciągłych ataków od 21 maja swoje pozycje utrzymała podgrupa „Butrym”. Także tutaj znakomicie spisały się pociągi pancerne, jako ruchomy odwód zdolny do szybkiej i skutecznej interwencji. Ostatni niemiecki atak na tym odcinku zakończył się w nocy z 30 na 31 maja przy stratach, które dowódca podgrupy „Butrym” określił w swoim raporcie jako straszne. Wykrwawieni Niemcy praktycznie do końca powstania wstrzymali tutaj swoje działania.

Na odcinku Grupy ?Południe? (dowodzonej przez ppłk Bronisława Sikorskiego „Cietrzewia”) niemieckie natarcie na Wodzisław Śląski rozpoczęło się nocą z 22 na 23 maja. Dzięki wsparciu pociągu pancernego Niemcy zdobyli stację kolejową w Bluszczowie. Powstał w ten sposób groźny wyłom zagrażający lewemu skrzydłu Grupy „Północ” i całemu powstaniu. Natychmiastowy kontratak powstańców odrzucił przeciwnika. Część niemieckiej piechoty oraz pociąg pancerny wycofali się przez Olzę. Reszta przeszła granicę czechosłowacką, gdzie została rozbrojona i internowana. Aby zabezpieczyć się przed dalszymi atakami, powstańcy wysadzili most na Olzie.

Aby rozstrzygnąć sytuację w rejonie Góry Św. Anny, Niemcy ruszyli do kolejnego ataku w nocy z 30 na 31 maja. Powstańcy wycofali się z Kamienia Śląskiego i Izbicka, wysadzając za sobą mosty. Zaciekłe walki toczono na odcinku Podgrupy „Bogdan”. Powstańcy początkowo wycofali się z Kalinowa, zajmując pozycje obronne na przedmieściach Strzelców Opolskich. Sytuację uratowały pociągi pancerne. „Mściciel II” odbił stację w Szymiszowie. Kolejny raz dał o sobie znać „Nowak”, wspierając kontratak batalionów Faski i Koźlika, które odzyskały Kalinów, Poznowice i Rożniatów.

Mimo zwycięstwa Podgrupa „Bogdan” wyczerpała swoje zdolności ofensywne, co dało Niemcom swobodę działania na południe od Góry Św. Anny. W nocy z 1 na 2 czerwca niemiecki atak rozbił w Szymiszowie powstańczy pułk Niemczyka. Upojeni sukcesem Niemcy wymordowali jeńców. Dowódca pułku zebrał jednak swoje oddziały i wsparty przez marynarzy oraz samochód pancerny kpt. Norberta Oszka przeprowadził kontratak. Obszedł i zaatakował od tyłu stanowiska tryumfujących przeciwników, rozbił ich i zmusił do panicznego odwrotu.

Dwa dni później, w nocy z 3 na 4 czerwca rozpoczęło się niemieckie natarcie na odcinku od Koźla po Olszową. Po zaciętym boju powstańcy z pułku Niemczyka musieli wycofać się z Lichyni, Zimnej Wódki i Sławęcic.

W tym samym czasie 4. pułk (katowicki) Karola Gajdzika utracił Łąki i Cisów. Jeszcze 4 czerwca Niemcom udało się po zaciekłych walkach zająć Kędzierzyn Koźle. Niemiecka akcja okrążająca zakończyła się jednak fiaskiem. Zdecydowały o tym ciężkie straty, zmęczenie oddziałów oraz działania grupy kpt. Puszczyńskiego „Wawelberga”, przez niszczenie mostów skutecznie dezorganizujące niemieckie linie zaopatrzenia.

W następnych dnia walki na całej linii powoli wygasały. Wobec niepowodzenia w walkach o Górę Św. Anny ze stanowiska dowódcy powstania został odwołany ppłk Antoni Mielżyński. Jego miejsce 6 czerwca zajął ppłk Kazimierz Zenkteller. Spowodowało to bunt oficerów grupy ?Wschód?, stłumiony jednak przez marynarzy kpt. Oszka.

11 czerwca weszło w życie zawieszenie broni, de facto kończące III Powstanie Śląskie. Oddziały alianckie rozpoczęły zajmowanie linii demarkacyjnej. Ostateczne decyzje w sprawie podziału Górnego Śląska zapadły 20 października 1921 roku. Polska zyskała powiaty: katowicki, królewsko – hucki, lubliniecki, tarnogórski, pszczyński, rybnicki i świętochłowicki. Zyskaliśmy tym samym 53 kopalnie węgla, 10 kopalń cynku i ołowiu, 9 stalowni, i 22 wielkie piece hutnicze. Ostateczne, uroczyste przejęcie przyznanych Polsce terenów nastąpiło w czerwcu 1922 r.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O obrońcach naszych polskich granic…

  1. demonica pisze:

    I to jest nasza historia.
    Jestem pewna na 100%, że nasi prominentni historycy (z dyplomami) nawet w 1/10 nie posiadają wiedzy na ten temat.
    Niesamowite opracowanie, chwała Autorowi.

  2. Pietrek pisze:

    Piękna karta historii, ale pominięto fakt dostawy amunicji z Węgier tuż przed bitwą warszawską, ale to szczegół. Czytając ten tekst kilka razy zakręciła się łezka w oku.
    Chwała Bohaterom!

    • yuhma pisze:

      Obawiam się, że pominięto wiele innych wiadomości – wszystkiego po prostu nie da się zamieścić. Za opinię dziękujemy w imieniu autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.