Św. Maksymilian Maria Kolbe – patron trudnych czasów

Dzisiaj przypada 71. rocznica męczeńskiej śmierci św. o. Maksymiliana Marii Kolbego, franciszkanina, patrona naszych trudnych czasów.
Film Droga Maksymiliana. Biografia o. Kolbego

strona [3] Film  Krzysztofa Zanussiego „Życie za życie”

strona [2] Św. Maksymilian Maria Kolbe o masonerii i Żydach. Pisma wybrane

***

Droga Maksymiliana. Biografia o. Kolbego

 

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli koło Łodzi, z małżonków Juliusza Kolbego (? 1914) i Marianny z Dąbrowskich (? 1946). W dniu urodzin otrzymał Chrzest święty w kościele parafialnym p.w. Wniebowzięcia NMP. Był drugim z kolei dzieckiem Kolbów. Rodzice trudnili się tkactwem chałupniczym, ale z powodu ciężkich warunków materialnych byli zmuszeni zwinąć warsztat i przenieść się do Łodzi, potem do Pabianic, gdzie ojciec pracował w fabryce, a matka prowadziła sklepik i pracowała jako położna (ok. 1897). Rodzice Rajmunda należeli do III Zakonu św. Franciszka. Ojciec, ogarnięty szczerym patriotyzmem, chętnie czytał swoim synom patriotyczne książki. Chłopcy „zarażeni” od ojca najchętniej bawili się w rycerzy i rysowali na płotach polskie orły. Pierwsze nauki pobierali w domu rodzinnym.

Rajmund jako chłopiec lubił także nieraz i poswawolić. Pewnego dnia w takiej sytuacji zawołała z wyrzutem matka: „Mundziu, co z ciebie będzie!?”. Słowa te utkwiły mu długo w pamięci. Powoli chłopiec poważniał. Kiedy miał 12 lat, ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała chłopca, czy je chce, a równocześnie dała mu do zrozumienia, że korona biała oznacza czystość, a czerwona męczeństwo. „Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i znikła”. Było to w kościele parafialnym w Pabianicach.

W 1907 roku franciszkanie konwentualni ze Lwowa prowadzili w Pabianicach misje. Rajmund wraz ze swoim starszym bratem Franciszkiem, postanowił wstąpić do franciszkanów. Obaj przedarli się przez granicę z zaboru rosyjskiego do zaboru austriackiego, do Lwowa, gdzie wstąpili do małego seminarium franciszkanów konwentualnych. W trzy lata potem podążył za nimi brat najmłodszy, Józef. Lwów przypomniał Rajmundowi czasy, kiedy to w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej łaskawej król polski, Jan Kazimierz, ogłosił Maryję Królową Polski i złożył na Jej ręce ślubowanie (1656). Przed tym samym obrazem postanowił i on także poświęcić się Maryi. „Z twarzą pochyloną ku ziemi – napisze w swoich pamiętnikach – obiecałem Najświętsza Maryi Pannie, królującej na ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak? – nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym”.

Szybko jednak doszedł do przekonania, że walki zbrojnej nie da się pogodzić ze stanem duchownym, który sobie zamierzał obrać. Postanowił zatem zrezygnować z kapłaństwa i poświęcić się jako żołnierz walce w obronie Ojczyzny. Wtedy to właśnie na terenie Austrii tworzyły się podziemne organizacje wojskowe, mające na celu wyzwolenie Polski spod okupantów. Tworzyły się legiony polskie. Kiedy Rajmund z bratem byli już zdecydowani, przybyła do nich w odwiedziny matka. Skoro jej wyjawili swój zamiar, wtedy wyznała, że wraz z ojcem postanowiła poświęcić się na wyłączną służbę Bożą. Rajmund uznał w tym dla siebie znak woli Bożej, że ma pozostać. Poprosił też niebawem o przyjęcie do nowicjatu (1910). W rok potem złożył śluby czasowe, przyjmując imię Maksymilian.

Ponieważ w małym seminarium ukończył klasę ósmą gimnazjalną, w roku 1912 przełożeni wysłali go na dalsze studia do Krakowa. Stąd wszakże ze względu na jego niezwykłe zdolności skierowano go jeszcze tego samego roku 1912 do Rzymu, gdzie zamieszkał w międzynarodowym kolegium serafickim. Równocześnie uczęszczał na znany uniwersytet papieski, prowadzony przez jezuitów, Gregorianum. Studia filozoficzne (1912-1915), jak i teologiczne (1915-1919) uwieńczył dwoma doktoratami. Rajmund okazywał nadto wybitne uzdolnienia matematyczno-fizyczne. Napisał artykuł pt. Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym.

Dnia 1 listopada 1914 roku Kolbe złożył profesję uroczystą, w czasie której dodał sobie imię Maria. Dnia 28 kwietnia 1918 roku Kolbe otrzymał święcenia kapłańskie. Rzym był dla o. Kolbego opatrznościowy. W stolicy chrześcijaństwa zrozumiał, że nie tylko Polska, ale i cały świat powinien należeć do Chrystusa. W 1917 roku przypadały dwie rocznice, które o. Kolbemu dały wiele do myślenia: 400-lecie wystąpienia Marcina Lutra i 200-lecie powstania masonerii. Dwie te okazje wykorzystali wrogowie Kościoła dla zamanifestowania do niego nienawiści. Burmistrz Rzymu, Żyd, Ernest Nathan, został wielkim mistrzem masońskim. Zarządził on obchody z czarnym sztandarem giordanobrunistów, na którym był znak Lucyfera, depczącego św. Michała Archanioła. W czasie pochodu wołano: „Diabeł będzie rządził w Watykanie, a papież będzie jego szwajcarem (gwardzistą; sługą)”. Maksymilian jako świadek patrzył z najwyższym bólem i oburzeniem, jak można było w Wiecznym Mieście dopuścić do takiej prowokacji. Jeszcze więcej drażniła go obojętność tłumu gapiów, nie reagującego na to bluźnierstwo. Równocześnie w tym samym roku 1917 świat katolicki obchodził rocznicę 75-lecia objawienia się NMP Alfonsowi Ratisbonne.
Wspomniane wypadki natchnęły Maksymiliana, ażeby utworzyć z jednostek najbardziej bojowych i oddanych Maryi Niepokalanej rodzaj bractwa, które by skupiało w swoich szeregach wszystkich ludzi, którym sprawa królestwa Bożego na ziemi leży na sercu. W porozumieniu zatem z przełożonymi i po naradzie ze spowiednikiem w tym samym roku 1917, gdy był jeszcze subdiakonem, założył wśród swoich kolegów Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae).

W 1919 roku o. Maksymilian powrócił do Polski. Bardzo się ucieszył, że jest już wolna. Postanowił dołożyć wszystkich sił, by była królestwem Niepokalanej. Zaczął więc werbować ochotników do Rycerstwa Niepokalanej. W styczniu 1922 roku zaczął wydawać w Krakowie Rycerza Niepokalanej. Przełożeni jednak w obawie, że o. Kolbe zadłuży klasztor, wysłali go do Grodna, gdzie Święty założył zaraz drukarnię. Pracował niestrudzenie nad nowym dziełem, które uważał za program swojego życia. Ale też owoce rychło okazały się w całej pełni: w 1927 roku Rycerz Niepokalanej wychodził już w nakładzie 70 000 egzemplarzy, a liczba członków Milicji Niepokalanej (MI) wzrosła do 126 000 członków.

Prawdziwy wszakże rozmach nastąpił dopiero wtedy, gdy o. Kolbe przeniósł swoje dzieło do Teresina, 42 km od Warszawy. W roku 1927 założył tu Niepokalanów. Kiedy wybuchła wojna światowa w 1939 roku, klasztor w Niepokalanowie liczył 13 ojców, 18 kleryków nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Był to więc największy klasztor w owych latach na świecie i jeden z największych, jakie znają dzieje Kościoła.

Nakład Rycerza Niepokalanej doszedł do 750 000 egzemplarzy, Rycerzyk Niepokalanej dla dzieci miał nakład 221 000 egzemplarzy, Mały Dziennik osiągnął już cyfrę 137 000 egzemplarzy, a jego wydanie niedzielne 225 000 egzemplarzy. Od roku 1938 Niepokalanów posiadał własną radiostację. Nie obywało się oczywiście bez trudności. Prasa wolnomyślna robiła wszystko, by dzieło ośmieszyć i odstręczyć od niego przyjaciół, ale twór Niepokalanej pokonywał wszystkie przeszkody.

W 1930 roku o. Kolbe opuszcza Niepokalanów i w towarzystwie 4 współbraci za zezwoleniem przełożonego generalnego udaje się do Japonii, do miasta Nagasaki, gdzie zakłada drugi Niepokalanów. W 1931 roku otworzył tam nowicjat, a w 1936 roku małe seminarium.

W tym roku Rycerz Niepokalanej w języku japońskim miał już nakład 65 000 egzemplarzy. „Szaleniec Boży” zamierzał otworzyć podobne do Niepokalanowa polskiego i japońskiego ośrodki w całym świecie ku chwale Niepokalanej i rozszerzeniu Jej królestwa na ziemi. To jednak było piekłu za wiele. Bohaterskie życie miał Święty zakończyć jeszcze piękniejszą śmiercią. Czerwona korona męczeństwa była już blisko.

Właśnie O. Maksymilian powrócił do kraju, by podeprzeć Niepokalanów polski, który w czasie jego nieobecności przeżywał kryzys. I kiedy wszystko ponownie zaczęło iść z dynamicznym rozmachem, wybuchła wojna, a po niej nastała noc okupacji.

Dnia 19 września Niemcy przystąpili do likwidacji Niepokalanowa. Wraz z o. Kolbe pozostali bracia zostali również aresztowani i umieszczeni w obozie w Amtlitz (między 24 września a 8 listopada). Stąd wywieziono ich do Ostrzeszowa (od 9 listopada do 8 grudnia 1939 roku). W samą uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia, nastąpiło zwolnienie z obozu.

O. Kolbe natychmiast powrócił do Niepokalanowa. Tu zajął się przygotowaniem 3000 miejsc dla wysiedlonych z Poznańskiego, wśród których Żydów było 2000. Zorganizował nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu, otworzył warsztaty naprawy zegarków i rowerów, wystawił kuźnię i blacharnię, zorganizował krawczarnię i dział sanitarny. 17 lutego 1941 roku gestapo zabrało o. Kolbego do Warszawy na osławiony Pawiak. 25 maja 1941 roku wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Otrzymał numer 16 670.

Pod koniec lipca 1941 roku uciekł jeden z więźniów z bloku o. Kolbego. Wściekły komendant nakazał zwołać na plac cały blok i co dziesiątego wytypowanego przez siebie więźnia skazał na śmierć głodową, w specjalnie na to przygotowanym bunkrze. Wśród przeznaczonych na śmierć znalazł się Franciszek Gajowniczek. Nieszczęśliwy westchnął, że musi opuścić żonę i dzieci. Wtedy stała się rzecz, która zdumiała katów. Z szeregu wyszedł o. Kolbe i prosił, by jego skazano na śmierć zamiast Gajowniczka, który stał obok niego. Na pytanie: kim jest? odparł, że jest kapłanem katolickim. Jest samotny, a Gajowniczek ma żonę i dzieci. Poszedł na śmierć wraz z 9 towarzyszami do bloku śmierci, nr 13. Bunkier, który dotąd był miejscem przekleństw i rozpaczy, pod przewodnictwem o. Maksymiliana stał się przybytkiem Bożej chwały. Modlono się i śpiewano nabożne pieśni. Przyzwyczajony do głodu o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie oprawcy dobili go zastrzykiem fenolu. Stało się to 14 sierpnia, w wigilię Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny 1941 roku. O. Kolbe miał zaledwie 47 lat.

Dnia 17 października 1971 roku papież Paweł VI dokonał osobiście uroczystej beatyfikacji Męczennika w obecności dziesiątków tysięcy wiernych z całego świata i ponad 3000 pielgrzymów polskich. Dnia 10 października 1982 roku Ojciec święty Jan Paweł II dokonał jego kanonizacji.

Kult św. Maksymiliana rozszedł się lotem błyskawicy po Polsce. Diecezja koszalińsko-kołobrzeska ogłosiła go swoim patronem. W Zduńskiej Woli, dzięki inicjatywie miejscowego proboszcza, powstał Ośrodek Pamięci św. Maksymiliana. Zachował się tu szczęśliwie dom rodzinny Świętego przy ulicy jego imienia. Św. Maksymilian Maria Kolbe pozostanie w dziejach Kościoła w Polsce jako jedna z najpiękniejszych jego postaci. Człowiek, który zaufał Niepokalanej, nie zawiódł się, bo zawieść się nie mógł. Do roku 1982 ku czci Świętego wystawiono w Polsce 61 kościołów i kaplic, a za granicą – 35.

za: http://www.kolbe.pl/

 

Z Listu Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce na niedzielę 14 sierpnia 2011 r. w 70-tą rocznicę męczeńskiej śmierci Św. Maksymiliana Marii Kolbego

Drodzy Siostry i Bracia,

Przesłanie dzisiejszej, XX niedzieli zwykłego okresu liturgicznego jest jednoznaczne: Bóg pragnie zbawić człowieka, przy czym zbawienie to ma wymiar powszechny, uniwersalny, czyli katolicki. Dokładnie dzisiaj przypada 70. rocznica męczeńskiej śmierci św. o. Maksymiliana Marii Kolbego, franciszkanina z rodziny konwentualnej, patrona naszych trudnych czasów. Cóż takiego łączy wymowę dzisiejszych czytań liturgicznych ze wspomnianą rocznicą? W kontekście prawdy o powszechności zbawienia uświadamiamy sobie, że również świętość ma taki uniwersalny wymiar, bo przemawia także po latach, promieniuje blaskiem cnót, inspirując do pytań o osobiste doświadczenie wiary. Heroiczny czyn św. Maksymiliana w obozie koncentracyjnym Auschwitz, wieńczący całe jego życie oddane Bogu, pozostaje wciąż wymowny i przekonuje, że słowa Jezusa w życiu jego uczniów mogą spełniać się dosłownie: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Podobnie, jak spełniły się w jego życiu słowa z dzisiejszej Ewangelii: „(…) wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”. A wiemy, że o. Maksymilian już w pierwszych dniach swego kapłaństwa odprawiał Mszę Świętą z prośbą o łaskę apostolstwa i męczeństwa, mawiając też, że dla Niepokalanej chciałby być starty na proch.(…)

Świadectwo św. Maksymiliana uczy.

Bóg nie przestał wychowywać i uczyć swoich uczniów. Uczy również nas – tak poprzez ewangeliczne słowo, jak i poprzez przykład życia i śmierci św. Ojca Maksymiliana, który jest również patronem 2011 roku, ogłoszonym przez Senat Rzeczpospolitej Polskiej. Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli w niezamożnej, religijnej rodzinie tkaczy. W dzieciństwie – jak wyznał matce – miał wizję Matki Bożej, która pytała go, czy chce korony, które trzymała w ręce: białą, symbol czystości, i czerwoną, symbol męczeństwa; na co odpowiedział twierdząco. W 1907 roku rozpoczął naukę w małym franciszkańskim seminarium we Lwowie, gdzie po trzech latach wstąpił do zakonu, otrzymując imię Maksymilian. Filozofię i teologię studiował w Rzymie. Tam w 1917 roku założył Rycerstwo Niepokalanej dla bardziej świadomego i gorliwszego szerzenia Królestwa Bożego, a także dla podjęcia modlitwy za nieprzyjaciół Kościoła. W roku 1918 przyjął święcenia kapłańskie. Realizując założenia stowarzyszenia, w roku 1922 wydał w Krakowie pierwszy numer ogólnopolskiego miesięcznika „Rycerz Niepokalanej”.

Pięć lat później założył największy w świecie katolickim klasztor – Niepokalanów, który w 1939 roku liczył 700 zakonników. Mimo poważnej choroby płuc w roku 1930 rozpoczął pracę misyjną w Japonii, gdzie wydawał podobne pismo w języku japońskim i gdzie założył japoński odpowiednik Niepokalanowa. W 1936 roku został przełożonym polskiego Niepokalanowa, znanego już ze swej działalności wydawniczej. Trzy lata później miała miejsce pierwsza próbna audycja niepokalanowskiego radia. Od wybuchu wojny w sposób szczególny pomagał okolicznej ludności. Był dwukrotnie aresztowany przez hitlerowskich okupantów. Ostatecznie przewieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz, po dwóch miesiącach heroicznego świadectwa wiary, cierpliwości i miłości, 30 lipca 1941 dla ratowania życia ojca rodziny zgłosił się na śmierć w bunkrze głodowym. Jako ostatni z więźniów, dobity śmiercionośnym zastrzykiem, zginął 14 sierpnia. W Rzymie 17 października 1971 został beatyfikowany, kanonizowany zaś 10 października 1982.

Spoglądając na św. Maksymiliana, którego życie zwieńczył heroiczny gest oddania życia za drugiego człowieka, trzeba być uważnym, by nie zapomnieć o Maksymilianie-człowieku: żywym, zmagającym się z codziennością, by we wszystkim pozostawać wiernym Bogu i szerzyć Jego królestwo. Łaska heroicznego świadectwa miłości nie spada na człowieka przypadkowo; otrzymują ją ci, którzy są gotowi do jej przyjęcia. Św. Maksymilian był święty nie tylko w chwili śmierci, ale był taki przez całe swoje życie, uwieńczone, ukoronowane heroicznym czynem. Był wierny w codziennych rzeczach i dlatego też okazał się wierny w chwili najwyższego wyzwania. Życie za drugiego człowieka oddał bowiem nie tylko w obozie Auschwitz, ale wcześniej oddawał je dzień po dniu, służąc niezmordowanie dla Bożej sprawy, wrażliwy na każdego człowieka, który mógł potrzebować jego pomocy.

Warto uświadomić sobie, że i w przypadku wydarzenia z życia św. Maksymiliana Bóg potwierdził swą troskę o zbawienie każdego człowieka. I tak jak w przypadku wydarzenia ewangelicznego chodziło nie tylko o ocalenie dziewczynki nękanej przez złego ducha, tak też i w wydarzeniu z Auschwitz chodziło nie tylko o ocalenie Franciszka Gajowniczka, ojca rodziny, którego o. Maksymilian zastąpił w bunkrze głodowym. Ratował on bowiem nie tylko tego człowieka, ale również dziewięciu towarzyszy agonii w bunkrze, których swoją postawą, dobrym i szlachetnym słowem, pokojem serca zjednoczonego z Bogiem i ludźmi, mocą wiary i kapłaństwa, przygotowywał na godne spotkanie ze śmiercią. Poprzez jego świadectwo Bóg uczył i wychowywał świadków zdarzenia tak spośród ofiar, jak i katów, przekonując, że w samym centrum zwyrodnienia i pogardy dla życia możliwe jest pozostać człowiekiem, człowiekiem wrażliwym i odważnym, zachowującym rycerskie serce i wiarę. Przez to świadectwo franciszkańskiego zakonnika, nowego herolda Wielkiego Króla, rycerza Niepokalanej, Bóg uczy i wychowuje również nas.

Bóg wzywa do udziału w dziele zbawienia.

Bóg nie przeprowadza swojego dzieła poza człowiekiem, ale we współpracy z nim. Zsyłając na ziemię swojego Syna, wezwał do współuczestnictwa ubogą Miriam z Nazaretu, którą – szczególnie w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia – ukochał o. Maksymilian. W głoszeniu Królestwa w życiu ziemskim Jezus wezwał do współuczestnictwa apostołów. Również Samarytankę wezwał do współuczestnictwa w dziele ocalenia jej córki – poprzez akt wiary, pokorę i moc żarliwej, wytrwałej modlitwy. Podobnie też wezwał o. Maksymiliana do współuczestnictwa w dziele ewangelizacji, w szerzeniu ideałów franciszkańskich i szczególnej miłości i oddania Matce Bożej, by ostatecznie wezwać go do współuczestnictwa w dziele ocalenia człowieka uwięzionego w strukturach nieprawości, która także w obozie Auschwitz ujawniła swą niszczącą siłę. Tam jednak Bóg ujawnił też w osobie o. Maksymiliana i jemu podobnych wyzwalającą moc miłości, zdolną pokonać ludzką złość, ból, strach, lęk.

Dzieło Boga jeszcze się nie kończy. Bóg wciąż wzywa człowieka do udziału w dziele zbawienia, w dziele Jego zwycięskiej miłości. Dzisiejsze ewangeliczne słowo oraz przykład życia i śmierci św. Maksymiliana jawią się jako żywe wołanie Boga do nas, byśmy nie obojętnieli na to, co dziś dotyczy człowieka i jego godności, byśmy nie ulegali pokusie świętego spokoju i łatwych, doraźnych rozwiązań, ale byśmy trwali w niewzruszonej pewności, że poprzez moc wiary każdy akt wierności Bogu, Jego słowu, przykazaniom, każde ufne podejmowanie Jego wyzwań sprowadza na ziemię moc, która jest w stanie ocalić nas oraz wszystkich, których Bóg poprzez nasze świadectwo zechce ocalić. Z jakąż wdzięcznością wobec Boga trzeba nam myśleć o tym świętym, który nie ma nawet swojego grobu, bo jego prochy rozwiał wiatr nad oświęcimską ziemią. Z jakąż wdzięcznością wobec Boga trzeba nam myśleć o świętym, w którego życiu spełniły się słowa św. Pawła: „Będąc apostołem pogan, przez cały czas chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia”. Z jakąż żarliwością i wytrwałością trzeba nam prosić Pana, byśmy wśród naszych codziennych doświadczeń dawali się Panu doprowadzać do zbawienia, a naszym życiem pomagali do zbawienia doprowadzać innych.

Z Bożym błogosławieństwem dla Słuchaczy tego listu

Ks. Tomasz Sielicki TChr, przewodniczący Konferencji

Św. Maksymilian Maria Kolbe jest patronem energetyków i krwiodawców.

DALEJ

strona [2] Św. Maksymilian Maria Kolbe o masonerii i Żydach. Pisma wybrane
strona [3] Film  Krzysztofa Zanussiego „Życie za życie”

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Czasy zaborów, Eseje, Historia, II wojna światowa, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Św. Maksymilian Maria Kolbe – patron trudnych czasów

  1. Anna pisze:

    Stanisława Piasecka
    „Ojciec Maksymilian Kolbe”
    Kolczasty drut
    jak cierniowa korona i ból
    zamknięty w udręczonym ciele
    tak po ludzku czującym
    Wśród nienawiści i pogardy
    krzyku rozpaczy, beznadziei
    miłości, miłosierdzia słowo
    wydało plon a droga
    jeszcze ciężka i daleka
    betonu chłód
    powoli studzi cielesną powłokę
    Jak wiele można przez
    miłość człowieka powtórzył
    oto w Imię Boga człowiek

    Maciej Józef Kononowicz
    „Ojciec Kolbe”
    Ojciec Kolbe miał długą brodę
    Ojciec Kolbe bywał w Japonii.
    Później w pasiaku przymierał głodem
    Jak wielu. Nie przeżył wojny
    Umarł.
    Właściwie to nawet nie On
    Rycerzyk Niepokalanej, don Kichot
    W cudzy los wtargnął, w cudzy zgon –
    Zginął z pieśnią, pobożnie i cicho.
    Iluż zginęło!
    Tej śmierci nie da się uprościć.
    Wybrał. Z wiary. Z Ewangelii. Z miłości.
    Poświadczył istnienie nieśmiertelności
    I w wieczność skoczył.
    1944

    Kolbe dobry apostoł Zbyszko Bednorz
    Oto jest, Panie, Twój człowiek,
    Patrz, przyszedł do Cię aż dotąd,
    Ze Zduńskiej Woli ku Tobie
    W obóz, co też był Golgotą.
    Kolbe dobry apostoł,
    Turysta Bożej ziemi!
    Pan ziarno dał, by wzrosło
    Jak drzewo na pustyni.
    Z Niepokalaną, w Jej znaku,
    Z paszportem na wszystkie kraje
    Podawał całemu światu,
    Słowo, co Ciałem się staje.
    Kolbe dobry apostoł…
    Rzym, Kraków, Grodno i Paryż,
    Hong-Kong i Sajgon i Chiny
    Ogarnął płomieniem wiary
    Dziennikarz Dobrej Nowiny.
    Kolbe dobry apostoł…
    Aż do stóp góry Hikosan
    W kwitnący sad Nagasaki
    Wniósł pod japońskie niebiosa
    Maryję w ramionach braci.
    Kolbe dobry apostoł…
    A kiedy go wróg już pojmał,
    Konając, śpiewał kamieniom,
    Nie zmógł go fenol, ni wojna.
    Żyje w Maryi Imieniu.
    Kolbe dobry apostoł…

  2. emka pisze:

    75 lat temu św. Maksymilian Kolbe zgłosił się na śmierć za współwięźnia w Auschwitz.

  3. emka pisze:

    Żadnej prawdy więc nie może nikt zmienić, ale może tylko prawdy poszukiwać, znaleźć i uznać, i do niej życie swe dostosować, pójść drogą prawdy we wszystkich sprawach – przeczytaj w tekst o. Maksymiliana Kolbego o Prawdzie:

    http://www.teologiapolityczna.pl/o-maksymilian-kolbe-prawda-tcpt-19-

  4. emka pisze:

    28 maja 1941 roku wieczorem do Auschwitz dotarł transport 304 Polaków skierowany przez Niemców z Warszawy. Wśród nich było 12 duchownych, w tym franciszkanin Maksymilian Kolbe, który 29 lipca 1941 r. ofiarował swoje życie za współwięźnia wybranego na śmierć głodową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.