Edward Gierek i jego „epoka”

Edward Gierek urodził się 6 stycznia 1913, w rodzinie robotniczej, we wsi Porąbka, dziś dzielnicy Sosnowca w Zagłębiu Dąbrowskim. Kiedy miał 4 lata, jego ojciec zginął w wypadku w kopalni. Matka poślubiła Antoniego Jarosa. Gdy ten zmarł na gruźlicę, wdowa wyszła ponownie za mąż, po czym rodzina wyemigrowała za chlebem do Francji.

Tam Edward Gierek zaczął pracować już w wieku 12 lat, początkowo na roli, potem w kopalni soli potasowej. W wieku 17 lat wstąpił do związków zawodowych i polskiej sekcji Francuskiej Partii Komunistycznej (całkowicie zinfiltrowanej przez NKWD). Wysiedlony karnie do Polski w 1934, odbył w kraju służbę wojskową i po zmianie stanu cywilnego w tym samym roku wyemigrował do Belgii, gdzie ponownie działał w partii komunistycznej. Pracował tam w kopalni węgla kamiennego w Limbourgu.

W Belgii nauczył się płynnie mówić po francusku i w mniejszym stopniu flamandzku, co później wykorzystywał jako I sekretarz i przywódca kraju do osobistych kontaktów z zachodnimi przywódcami. W czasie okupacji niemieckiej działał w belgijskim ruchu oporu, w tzw. Witte Brigade. W tamtych czasach nabawił się podobno pylicy płuc (co później było w Polsce wielokrotnie wykorzystywane propagandowo). Gierek pełnił też w Belgii funkcję przewodniczącego Rady Narodowej Polaków i Związku Patriotów Polskich.

W 1948 z żoną Stanisławą i dwoma synami wrócił do Polski. W latach 1949-1954 był sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach. W 1954 został członkiem KC PZPR. Następnie objął funkcję kierownika Wydziału Przemysłu Ciężkiego KC PZPR. W latach 1956-1970 sprawował wiele funkcji partyjnych, nad wyraz szybko piął się po szczeblach kariery: był członkiem Biura Politycznego KC PZPR oraz, od 1957, I sekretarzem KW PZPR w województwie katowickim, które nazywano gierkowym „księstwem udzielnym”, skupił tam wokół siebie grupę partyjnych działaczy.

Pod koniec lat sześćdziesiątych wyrósł na naturalnego przywódcę partii komunistycznej i po krwawo stłumionym wystąpieniu robotników w grudniu 1970 zastąpił skompromitowanego Gomułkę na stanowisku I sekretarza KC PZPR, z poparciem Edwarda Babiucha i Franciszka Szlachcica. Zmiana najwyższego kierownictwa PZPR była jednak pozorna, gdyż główni odpowiedzialni za masakrę na wybrzeżu, Mieczysław Moczar, Wojciech Jaruzelski i Stanisław Kociołek, pozostali u władzy nadal sprawując swoje funkcje.

Do zmiany na szczytach władzy w PRL doszło wskutek zakulisowych rozgrywek w PZPR oraz działań podjętych przez władze ZSRR, które w osobie Edwarda Gierka od dłuższego czasu widziały następcę niezbyt lubianego przez KPZR Władysława Gomułki. W wielu kręgach Gierka uznawano za robotniczego populistę. Gierek jako znający język francuski i przebywający przez pewien czas na zachodzie zyskał sobie także sympatię prasy zachodniej, rozbudzając tym samym nadzieje społeczne na zmianę polityki społeczno-gospodarczej PZPR.

To wtedy (początek 1971) zasłynął swym wiecowym zawołaniem „No to jak, towarzysze, pomożecie?” podczas którego sala odpowiedziała: „Pomożemy!”. Zmiana na stanowisku I sekretarza PZPR, którym został Gierek, miała dopomóc ekipie komunistycznej w uspokojeniu wrogich im wówczas nastrojów społecznych i doprowadzić w efekcie do złagodzenia napiętej sytuacji w kraju.

Propaganda PRL, w celu zapewnienia zaufania społecznego w stosunku do nowej ekipy, podkreślała nieustannie odmienność nowej władzy od poprzedniej, skupionej wokół Władysława Gomułki. Gierek jeździł do fabryk, rozmawiając z robotnikami, chcąc w ten sposób zerwać ze schematami poprzednich ekip, zakazał także wieszania swoich portretów w urzędach i szkołach. Deklaracje poprawy sytuacji robotników okazały się jednak niesatysfakcjonujące, 22 stycznia 1971 wybuchł kolejny strajk w Stoczni Szczecińskiej – w reakcji na niesprawiedliwie narzucone robotnikom normy pracy, które nakazywały im odpracowanie całej niedzieli z 24 stycznia. Było to efektem polityki wymuszonego zaciągania zobowiązań do ponadnormatywnego czasu pracy. Do strajków w Szczecinie przyłączyły się kolejne 23 zakłady pracy w tym mieście. 10 lutego 1971 wybuchł nowy strajk w Łodzi, w Zakładach Przemysłu Bawełnianego im. Marchlewskiego. Mimo podjętych negocjacji strajk rozszerzał się i 15 lutego objął kolejne 32 zakłady zatrudniające ponad 100 tys. robotników. W efekcie władze musiały przywrócić m.in. ceny mięsa sprzed 13 grudnia 1970.

Na początku lat 70. władze PZPR zabroniły organom partii sprawdzania kandydatów na jej członków w teczkach Służby Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych . Gierkowi chodziło przy tym o to, by Służba Bezpieczeństwa nie decydowała o tym, kogo partia będzie przyjmować w swe szeregi. Ewentualną kryminalną przeszłość sprawdzano w Centralnym Rejestrze Skazanych, a nie w teczkach SB. Ta decyzja m.in. ułatwiła członkom organizacji  opozycyjnych takich jak Liga Narodowo-Demokratyczna infiltrację PZPR, w celu skutecznej realizacji ich celów.

Gierek, pierwszy przywódca komunistycznej Polski, wychowany na „burżuazyjnym” zachodzie, starał się- w miarę możliwości – przybliżać kraj do wzorców zachodnich, nie rezygnując jednak z pryncypiów ustroju komunistycznego. W porównaniu z szarym okresem rządów Gomułki, czasy Gierka wyróżniają się raczej pozytywnie, choć druga połowa lat 70. zakończyła się gospodarczym kryzysem w wielu dziedzinach i doprowadziła w rezultacie do upadku PRL.

Oto  skrócony  bilans  jego  rządów:

W latach siedemdziesiątych zaciągnął na Zachodzie kredyty na rozwój kraju. Nastąpiło znaczne przyspieszenie rozwoju gospodarczego. Rozpoczęto zwiększanie wydatków konsumpcyjnych z około 25% PKB do prawie 40%, co dało poprawę stopy życiowej obywateli,  trudną później do utrzymania. Jednym z pierwszych posunięć Gierka, mających na celu m.in. wyciszyć złe nastroje społeczne, było podwyższenie w dniu 30 grudnia 1970 najniższych pensji, emerytur i zasiłków rodzinnych. Podwyższono również za pomocą systemu premii za godziny nadliczbowe, poziom wynagrodzeń, który średnio wzrósł o 5 procent, zapowiedziano również zamrożenie cen żywności na 2 następne lata.

W latach 70. nastąpił szybki rozwój przemysłu i budownictwa. Budowano do 300 tys. mieszkań rocznie. Wielką rolę odegrało tu budownictwo żelbetowe z prefabrykatów, oparte na technologii tzw. „wielkiej płyty” (plus azbest) – władze jednak nie dostosowały możliwości produkcyjnych do ówczesnego wyżu demograficznego, mimo iż do 1975 powstało 65 fabryk domów i powstało ok. 1 mln mieszkań, nie spowodowało to spadku liczby osób oczekujących na mieszkania. Unowocześniono sieć dróg krajowych prowadząc obwodnice wokół większości miast, oraz budując wiele dwupasmowych dróg wylotowych i wiaduktów nad liniami kolejowymi. Zaczęto budować pierwsze autostrady oraz drogi szybkiego ruchu. Polska stała się producentem wielu wysokiej jakości nowoczesnych produktów przemysłowych o standardzie akceptowanym na Zachodzie. Zmechanizowano w dużym stopniu rolnictwo oraz wprowadzono wysokie zużycie nawozów sztucznych i innych środków chemicznych, jednak jednocześnie, od 1973, ograniczano rozwój rolnictwa indywidualnego na rzecz nieefektywnych PGR-ów, co spowodowało już w 1976 narastające niedobory na rynku żywnościowym. Polska w latach 70. stała się także cenionym wykonawcą robót budowlanych w wielu krajach arabskich, m.in. w Iraku i Libii. Przeprowadzono pewne reformy oświaty. Wielu inwestycji nigdy nie ukończono, głównie z powodu źle skonstruowanego programu inwestycyjnego, który nie bilansował się, spowodowało to duże dysproporcje w całej gospodarce- doprowadzając przede wszystkim do kryzysu energetycznego i transportowego, związanego z brakiem rozbudowy infrastruktury kolejowej (największe środki przeznaczono na drogi krajowe).

Biuro Polityczne KC PZPR rozpoczęło politykę otwarcia na świat i rozwinęło rozległe kontakty handlowe Polski, także z państwami kapitalistycznymi, jednocześnie jednak rozpoczęto działania zmierzające do coraz głębszego uzależniania Polski w sferze gospodarczej i politycznej od ZSRR ? w tym celu na początku lat 70. podjęto próbę zmiany konstytucji PRL z 1952, w postaci dodania w niej zapisu o „wiecznej przyjaźni z ZSRR”, wzmocnieniu kierowniczej roli PZPR i socjalistycznym charakterze polskiej państwowości. Koncepcje te wywołały gwałtowny sprzeciw intelektualistów, 5 grudnia 1976 znany opozycjonista Edward Lipiński złożył w ich imieniu protest, zwany listem 59, domagający się odejścia partii od tego pomysłu i zagwarantowania podstawowych wolności obywateli.

Zwolennicy polityki Gierka twierdzą, iż Polska była wtedy bardziej niż kiedykolwiek w czasach PRL niezależna w stosunku do ZSRR (jednak nadal w ograniczonych ramach i mimo formalnego wpisania do konstytucji „wieczystej przyjaźni” w 1976 oraz takich kontrowersyjnych gestów jak przyznanie Leonidowi Breżniewowi orderu Virtuti Militari). Z czasem jednak Związek Radziecki, widząc duży rozwój Polski, żądał również profitów dla siebie, stąd Polska zaczęła wygrywać coraz więcej „intratnych” kontraktów na realizację szeregu inwestycji za wschodnią granicą.

Z kolei przeciwnicy, zwracają uwagę iż ich zdaniem było odwrotnie, gdyż polityka Gierka w stosunku do ZSRR była przepełniona serwilizmem, uległa wobec Moskwy, m.in. pod wpływem żądań radzieckich zaostrzono politykę wobec rolnictwa, zezwolono pod naciskiem Rosjan na wybudowanie w Polsce nieprzydatnej komunikacyjnie, typowej dla infrastruktury kolejowej ZSRR, linii kolei szerokotorowej i konsultowano nieomal każdą decyzję gospodarczą. Wskazują na to także oficjalne deklaracje Edwarda Gierka (zawdzięczającego swoje stanowisko głównie poparciu ZSRR) który stwierdził w dniu 5 stycznia 1971, na spotkaniu z Leonidem Breżniewem w Moskwie iż:

„(…) sytuacja w kraju ewoluuje w dobrym kierunku, normalizacja dokonuje się na bazie pryncypialnej krytyki, ale bez osobistych napaści, bez historii obrachunkowych. (…) chcemy bardziej zacieśnić współpracę Polski ze Związkiem Radzieckim. Chcemy oderwać się od niedobrych praktyk orientowania się na Zachód”.

Edward Gierek starał się prowadzić politykę zagraniczną bardziej otwartą na kraje zachodnie niż jego poprzednik. Związane było to z panującym wówczas okresem odprężenia w stosunkach międzynarodowych. Gierek i jego ekipa dążyli też do normalizacji stosunków z Watykanem i Kościołem Polskim, szczególnie po wyborze Karola Wojtyły na tron papieski. Wyrazem tego była audiencja Edwarda Gierka u papieża Pawła VI w 1977, a następnie udział polskiej delegacji z przewodniczącym Rady Państwa prof. Henrykiem Jabłońskim na inauguracji pontyfikatu papieża Jana Pawła II w 1978 r. oraz spotkanie polskiej delegacji z Edwardem Gierkiem na czele z papieżem Janem Pawłem II podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w czerwcu 1979. Oficjalnie władze wyrażały radość z wyboru Jana Pawła II, ale członkowie władz partyjnych przyjęli ten fakt z przygnębieniem. „Towarzysze, mamy problem” – stwierdził Gierek otwierając pierwsze po wyborze papieża posiedzenie Biura Politycznego. Jednocześnie znacznie rozbudowywano Departament IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zajmujący się infiltrowaniem Kościoła, nie zaprzestano także mniejszych lub większych szykan wobec duchowieństwa, prowadzono politykę ograniczania wpływów Kościoła i ograniczania zasięgu jego społecznego oddziaływania.

W roku 1976 premier Piotr Jaroszewicz (zapewne po uzgodnieniu z Edwardem Gierkiem) złożył życzenia urodzinowe (75. rocznica) prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Zmiana podziału administracyjnego kraju w 1975 (wprowadzająca 49 województw) spowodowała oprócz zamierzonego osłabienia konkurencji dla Gierka wewnątrz PZPR, również osłabienie jej struktur terenowych, zwłaszcza gminnych organizacji partyjnych, zastępujących organizacje powiatowe. Otworzyło to w terenie pole dla działania organizacji opozycyjnych i protestów społecznych, którym nie były w stanie należycie przeciwstawić się nie okrzepłe w pełni struktury gminne PZPR. Protesty robotnicze w czerwcu 1976 w Radomiu, Ursusie i kilku innych miastach, w czasie których zatrzymano ponad 600 osób, z których 72 skazano na kary więzienia, a dalszych 1000 wyrzucono z pracy, brutalne represjonowanie uczestników (ścieżki zdrowia, wyrzucanie z pracy), spowodowało powstanie opozycji demokratycznej. Wtedy to powstały KOR, ROPCiO, KSS KOR i Wolne Związki Zawodowe. Okres rządów Edwarda Gierka to także zamordowanie w dniu 7 maja 1977, na tle politycznym, związanego z opozycją studenta Stanisława Pyjasa oraz innych opozycjonistów w 1976, Jana Brożyny i księdza Romana Kotlarza, zamordowanego przez funkcjonariuszy SB.

Od 1976 rozpoczęło się reglamentowanie sprzedaży cukru (wprowadzono tzw. Kartki na cukier). Jednocześnie występowały coraz większe problemy z zakupem innych towarów, gł. mięsa i jego przetworów. Jednak propaganda sukcesu nie pozwalała ówczesnym władzom na jakąkolwiek korektę linii rozwojowej gospodarki – począwszy od 1976 następuje stopniowo upadek polityki gospodarczej ekipy Edwarda Gierka, polityka wzrostu gospodarczego oparta była w dużym stopniu na systemie pożyczek zagranicznych, które rosły w lawinowym tempie. W 1970 zadłużenie zagraniczne było minimalne, w 1975 osiągnęło już 8,4 mld dolarów, w 1977 – 14,9 mld, aby w 1979 przekroczyć kwotę 23,8 miliarda. Pieniądze te przeznaczono na unowocześnianie przemysłu, zakładając iż produkcja nowoczesnych artykułów pozwoli na sprzedaż ich na Zachód i spłaty zaciągniętych kredytów, jednak w warunkach gospodarki socjalistycznej spowodowało to przeinwestowanie sektora przemysłu ciężkiego, wydobywczego i elektromaszynowego, kosztem nakładów na przemysł produkujący artykuły dla ludności, np. włókienniczego i spożywczego. Gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię dla wybranych gałęzi gospodarki, wzmocniony światowym kryzysem paliwowym z lat 70. i związaną z nim (wprowadzoną przez RWPG), podwyżką cen ropy naftowej, marnotrawstwo i niecelowe inwestycje (często powstające bez analiz zapotrzebowania rynkowego) spowodowały stopniowo pojawianie się oznak kryzysu gospodarczego. Równolegle systematycznie rosły koszty obsługi zadłużenia zagranicznego, spowodowało to nadmierne obciążenie budżetu państwa i brak funduszy na import artykułów niezbędnych do kontynuacji produkcji przemysłowej w nowych zakładach, pasz dla rolnictwa i zboża – w efekcie nastąpiło zakłócenie ciągłości cyklu produkcyjnego w kluczowych dla gospodarki sektorach i generujących wymierne straty finansowe przestojów w pracy fabryk, gł. z powodu braku surowców, niezbędnych podzespołów i rosnącego deficytu energii.

Upadek Gierka był związany z falą strajków w lipcu/sierpniu 1980r i powstaniem NSZZ Solidarność. Jeszcze przed podpisaniem porozumień sierpniowych oficjalne komunikaty prasowe podawały, że Edward Gierek przekazał tymczasowo władzę Stanisławowi Kani ze względu na chorobę serca i konieczność hospitalizacji. 6 września 1980, na VI Plenum PZPR formalnie zdecydowano o odebraniu Gierkowi stanowiska I Sekretarza KC PZPR i wybrano w jego miejsce Stanisława Kanię. 2 grudnia został usunięty z Komitetu Centralnego PZPR, następnego roku został usunięty z partii.

W stanie wojennym na polecenie generała Jaruzelskiego został internowany, specjalna komisja partyjna PZPR oskarżyła go o przywłaszczenie domu i działki w Katowicach. Raport przewodniczącego komisji (powołanej głównie do zbadania sprawy nadużyć wysokich funkcjonariuszy partyjnych PZPR, związanych z nieprawidłowym wykorzystaniem pożyczek zagranicznych z lat 70.), Tadeusza Grabskiego, został ogłoszony dopiero w 1985, po zakończeniu stanu wojennego, w literaturze podziemia emigracyjnego przez Instytut Literacki w Paryżu. W czasie dochodzenia komisja nie uznała za wskazane przesłuchać innych polityków PZPR, którzy także uczestniczyli w najwyższych strukturach władzy PRL z lat 70.- m.in. Stanisława Kanię i Wojciecha Jaruzelskiego.

W ramach represji odebrano mu emeryturę (do końca życia pobierał rentę z Belgii). Ostatnie lata Edward Gierek spędził w swojej willi w Ustroniu, gdzie często spotykał się z Januszem Rolickim – czołowym obrońcą jego postaci przed atakami SLD i krytyką ugrupowań solidarnościowych. Były przywódca PZPR zmarł w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. Pochowany został na katolickim cmentarzu w Sosnowcu Środuli. Zgodnie z jego życzeniem był to pogrzeb świecki.

Starszy syn Edwarda Gierka, Adam, był od października 2001 do czerwca 2004 senatorem RP. Od 2004 jest posłem do Parlamentu Europejskiego. Należy do Unii Pracy.

Prócz Adama E. Gierek miał jeszcze dwóch synów: Zygmunta (1940) i Jerzego (1942).

http://www.naukowy.pl/

 

Piotr Brzeziński [IPN Gdańsk]

Prawdziwa historia gierkowego – „Pomożecie?”

25 stycznia 1971 roku Edward Gierek niespodziewanie przyleciał do Gdańska. Przybył tu, aby prosić robotników o wsparcie dla nowej ekipy rządzącej. „No więc jak – pomożecie?” – zapytał. Robotnicy spontanicznie odkrzyknęli: „Pomożemy!”. Tyle mówi legenda. A jak było naprawdę? Mimo krwawej pacyfikacji w grudniu 1970 roku Wybrzeże wciąż przypominało tykającą bombę. Nie wiadomo było tylko, kiedy nastąpi kolejny wybuch społecznego niezadowolenia. Nastroje robotników radykalizowały się. Domagali się poprawy warunków socjalnych, ukarania osób odpowiedzialnych za masakrę, usunięcia z władz Stanisława Kociołka, Józefa Cyrankiewicza i Mieczysława Moczara, powołania niezależnych od partii związków zawodowych, zniesienia cenzury, a nawet-zwiększenia roli Kościoła katolickiego w życiu społecznym.

Tykająca bomba

W zakładach wrzało. W styczniu 1971 roku w Zarządzie Portu Gdynia, Gdyńskiej Stoczni Remontowej i Stoczni im. Komuny Paryskiej doszło do szeregu krótkotrwałych strajków. Protestowały także liczne zakłady z Gdańska. W samej Stoczni im. Lenina odnotowano pięć strajków, w których łącznie uczestniczyło 13 tys. robotników. Podobnie było w Elblągu. W końcu stycznia stanęły największe zakłady Szczecina.

Kierownictwo partyjne wpadło w panikę. Alojzy Karkoszka, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, ostrzegał swoich współtowarzyszy: „Mamy do czynienia ze zorganizowanym kierownictwem tej akcji. Mamy do czynienia z tendencją do parcia do strajku powszechnego”. Jako główne „źródło niepokoju” wymienił Stocznię Gdańską. Choć protesty nie miały wcale „zorganizowanego kierownictwa”, wiele wskazywało na to, że tragiczny grudniowy scenariusz może się powtórzyć. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji Gierek, zagrał va banque. 24 stycznia 1971 roku poleciał do Szczecina, aby osobiście porozmawiać ze strajkującą załogą Stoczni im. Warskiego. Pierwszy sekretarz wyszedł do ludzi. Była to zupełnie nowa jakość w dotychczasowych relacjach partii z robotnikami. Negocjacje były burzliwe i przeciągnęły się do drugiej nad ranem. Gierek dopiął jednak swego. Szczecinianie wrócili do pracy.

Zadowolony Gierek poszedł za ciosem. „Po tamtej nocy, choć wyczerpany i skrajnie znużony, postanowiłem rano natychmiast lecieć do Gdańska. Franciszek Kaim, ówczesny minister przemysłu ciężkiego, na moją prośbę zadzwonił do dyrektora Stoczni imienia Lenina z informacją, że niebawem przybywamy do nich ze Szczecina. Poprosił też, aby w rozmowach, które zamierzałem prowadzić, uczestniczyli także stoczniowcy ze Stoczni imienia Komuny Paryskiej w Gdyni” – wspominał w „Przerwanej dekadzie”. Zdaniem Franciszka Szlachcica: „Gierek uparł się, że spotkanie musi odbyć się w Gdańsku. Gdańsk nie może być gorzej potraktowany niż Szczecin”.

Spontaniczność kontrolowana

Gdańska wizyta miała jednak zupełnie inny charakter niż wyjazd do Szczecina. Została drobiazgowo wyreżyserowana. Służba Bezpieczeństwa nadała jej kryptonim „Przyjazd 25”. Dzięki zachowanej dokumentacji możemy uchylić rąbka tajemnicy spowijającej tamto wydarzenie. W materiałach SB czytamy: „W dniu 25 stycznia 1971 r. spodziewane jest spotkanie delegacji większych zakładów pracy Gdańska i Gdyni z przedstawicielami Sekretariatu KC PZPR. Spotkanie odbędzie się o godzinie 11.00 w okrągłej Sali Prezydium WRN [Wojewódzkiej Rady Narodowej – P.B.]. Zakłada się, że około godziny 10.00 na salę zostanie wprowadzona grupa aktywu partyjnego w liczbie około 100 osób. Grupę wprowadzi jeden z sekretarzy KW PZPR w Gdańsku. Grupa ta zobowiązana jest do zajęcia pierwszych rzędów krzeseł przy scenie. Pozostali delegaci zostaną podwiezieni pięcioma autokarami po godzinie 10.00, najpóźniej do 10.30”.

Tak więc najlepsze miejsca zajęli „sami swoi”, czyli partyjni aktywiści. Z oczywistych względów nie pozostało to bez wpływu na przebieg całego spotkania, gdyż krytyczne głosy dobiegały głównie z końca sali. Także reprezentanci robotników zostali odpowiednio dobrani. Bezpieka otrzymała bowiem polecenie przeprowadzenia swoistego castingu, polegającego na „dokonaniu analizy agentury (…) pod kątem wytypowania odpowiednich kandydatów” na delegatów. Następnie mieli być oni oficjalnie zgłaszani „przez inną agenturę, kierownictwo [zakładów pracy – P.B.] i własne, stawiane kandydatury”. Ich zadaniem było manipulowanie reakcjami pozostałych, autentycznych delegatów. Polecono im m.in. „wysuwanie realnych, korzystnych politycznie i ekonomicznie postulatów” oraz „spontaniczne reagowanie na odpowiednie elementy ze spotkania z kierownictwem [partyjnym – P.B.], które mogą mieć wpływ na rozładowanie atmosfery, spokojną pracę i podejmowanie zobowiązań produkcyjnych”. Jednym słowem: mieli odegrać rolę klakierów.

Wszystkie role zostały rozpisane. Na 181 robotniczych delegatów co szósty okazał się współpracownikiem SB! Wśród delegatów było też 45 członków PZPR. Oczywiście na sali znaleźli się również autentyczni delegaci. W tym sześciu aktualnie inwigilowanych przez bezpiekę oraz trzynastu zidentyfikowanych przez nią jako „aktywni uczestnicy” grudniowej rewolty. Stanowili oni jednak stosunkowo „niegroźny” margines. Chodziło po prostu o nadanie spotkaniu pozorów spontaniczności. Na wszelki wypadek w każdym wiozącym robotników autokarze ulokowano „udającego pilota ” pracownika SB, który – zamiast pilotować przejazd – śledził zachowanie pasażerów. W szatni Prezydium WRN w tłum delegatów wmieszało się kolejnych 25 funkcjonariuszy SB, którzy wraz z robotnikami udali się na salę obrad. Bezpieka nie omieszkała też opracować dwóch awaryjnych wariantów ewakuacji Gierkowskiej świty oraz planu „działań rozpraszających”, w razie nieprzewidzianych manifestacji ulicznych. W ten sposób Służba Bezpieczeństwa stworzyła grunt pod „konstruktywny” przebieg spotkania nowego szefa PZPR z robotnikami.

Wielka mistyfikacja

Robotnicy byli początkowo przekonani, że spotkanie odbędzie się w Warszawie. Jak wspominała Anna Walentynowicz: „mieliśmy pojechać do Warszawy. Na drogę dostaliśmy suchy prowiant: po dwa jabłka i wodę mineralną. Podróż trwała krótko – skończyła się przed gmachem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku”. Władzom chodziło najprawdopodobniej o zaskoczenie delegatów. O zdobycie nad nimi dodatkowej przewagi psychologicznej.

Spotkanie rozpoczęło się punktualnie o 11.00 i trwało osiem godzin. Oprócz Gierka przyjechali: Edward Babiuch, Piotr Jaroszewicz i Franciszek Szlachcic. Lokalne władze reprezentowali: Alojzy Karkoszka i Tadeusz Bejm. Gierek wspominał później, że robotnicy „byli otwarci na wszelkie rzeczowe argumenty, skłonni do poświęceń, nie chcieli tylko być traktowani nonszalancko, bez cienia partnerstwa”.

Trudno się temu dziwić. Pomimo zakulisowych przygotowań poczynionych przez SB atmosfera spotkania daleka była od spokoju. Wspominał o tym dość nieśmiało Piotr Jaroszewicz: „Tego samego dnia [tj. 25 stycznia 1971 r. – P.B.] przed południem podobne spotkanie, ale już w nieco innej, bardziej – powiedziałbym – odświętnej atmosferze, choć pełne ostrych wypowiedzi, odbyliśmy ze stoczniowcami Gdańska, którzy odpowiedzieli nam słynnym -pomożemy”.

Staranne przygotowania nie uchroniły przedstawicieli KC przed niewygodnymi pytaniami. „Dlaczego Kociołek nawoływał do pracy, a tymczasem wojsko zajęło stocznię” – pytał delegat ze Stoczni im. Komuny Paryskiej. „Dlaczego każdą zmianę [władzy – P.B.] muszą robotnicy przepłacić krwią” – wtórował mu pracownik Stoczni Północnej. „Dlaczego taka obłuda w prasie” Dlaczego zapomniano o swoim narodzie”; „Dlaczego robotnicy musieli iść do partii, a nie partia do robotników” – pytał przedstawiciel Elmoru. „Kto wydał rozkaz? Dlaczego jest taka anarchia gospodarcza” – pytał stoczniowiec z Gdyni, dodając przy tym: „Towarzyszu Gierek, wy musicie zwołać sobór, jak Jan XXIII, i przeprowadzić generalną odnowę!”.

Robotnicy zarzucili Gierka gradem postulatów, wśród których znalazły się żądania: ukarania winnych grudniowej masakry, uniezależnienia związków zawodowych od partii, złagodzenia cenzury i zaprzestania praktyki przysyłania do lokalnych władz „ludzi z Warszawy”. Chcąc rozładować buzujące emocje, Jaroszewicz poinformował zebranych, że rząd sprowadził ze Związku Radzieckiego olej do produkcji margaryny, z Czechosłowacji smalec, a z Zachodu mięso. Obiecywał obniżenie cen ryb. Co ciekawe, cenzura otrzymała zakaz puszczania tej informacji w głębi kraju, aby nie frustrować ludzi faktem, że obniżka obejmowała tylko Wybrzeże.

Pytany o cel swojej niedawnej podróży do ZSRS Gierek sumitował się, że poleciał do Moskwy, „by ich prosić o dostawę cementu”. A tłumaczący się z użycia broni palnej wobec grudniowych manifestantów Szlachcic rozpłakał się. Widok szlochającego ministra spraw wewnętrznych był dla władz na tyle niewygodny, że w „Książce zapisów i zaleceń cenzorskich” zanotowano wówczas: „Nie należy zezwalać na publikowanie w prasie i TV zdjęcia tow. Szlachcica z jego pobytu i wystąpień w czasie spotkania z załogami stoczni w Szczecinie i Gdańsku”. Pogrudniowa „odnowa” partii miała jednak swoje granice.

Zamykając spotkanie, Gierek powiedział: „Chciałbym zakończyć apelem o zaufanie, wiarę i pomoc, o coraz lepszą pracę. Możecie być przekonani, że wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który tu deklarowaliśmy. Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. No więc jak – pomożecie?”. W relacjonującym spotkanie „Głosie Wybrzeża” z 27 stycznia 1971 roku czytamy: „Odpowiedzią na te słowa były burzliwe oklaski zebranych”.

Ani słowa na temat wspominanego przez Jaroszewicza „pomożemy”. Oddajmy głos Jerzemu Eislerowi: „Powszechnie uważa się (tak myśli nawet wielu uczestników spotkania z Gierkiem), że odpowiedziało mu chóralne „Pomożemy!”. O tym, że w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca, można się przekonać, oglądając archiwalny film- i słuchając nagrania magnetofonowego. Rozległy się tylko umiarkowane oklaski, ale środki masowego przekazu niemal od razu starały się zdyskontować propagandowo podróż na Wybrzeże. Jak nas przyciśnięto: „No pomożecie chyba, nie? No, chyba pomożecie!” – wtedy odpowiedzieliśmy: „Pomożemy” – wspominał w „Drodze nadziei” Lech Wałęsa. Zważywszy na fakt, że w owym czasie Wałęsa był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, trudno jednak orzec, na ile jego relacja odzwierciedla reakcję całej sali, na ile zaś zachowanie „wytypowanych” przez bezpiekę delegatów.

Komunistyczna propaganda nie przyniosła efektów od razu. Warto zauważyć, że dopiero lutowy strajk łódzkich włókniarek i wymuszone nim na władzach odwołanie – od 1 marca 1971 roku – podwyżki cen żywności uspokoiło sytuację w kraju. Z czasem hasło „Pomożemy” stało się czołowym sloganem propagandy lat siedemdziesiątych. Nic dziwnego, że zapadło ludziom głęboko w pamięć, deformując rzeczywisty przebieg wydarzeń. Po wielu latach „oficjalną” wersję potwierdziły relacje nawet tak odległych od siebie osób jak Anna Walentynowicz i Franciszek Szlachcic.

Piotr Brzeziński jest historykiem, pracownikiem gdańskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, współautorem albumu „Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni”

27.07.2011, http://www.bibula.com/?p=41301

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Lata PRL, Po 1980 i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Edward Gierek i jego „epoka”

  1. andys pisze:

    nie kompromitujcie sie! Wycofajcie Gierka z tej listy!!

  2. andys pisze:

    „W tamtych czasach nabawił się podobno pylicy płuc (co później było w Polsce wielokrotnie wykorzystywane propagandowo). ”
    Żyje prawie 60 lat, ale nigdy nie słyszalem o pylicy Gierka.

    • yuhma pisze:

      No cóż, a ja pamiętam. Bez przerwy mówiono o górniczej przeszłości Gierka, a przy tej okazji padały też informacje o chorobie.
      Niewątpliwie, Gierek wyróżnia się pozytywnie na tle innych pierwszych sekretarzy. Nie zgodził się na wyprowadzenie wojska przeciw własnemu narodowi, ale z usług ZOMO w Radomiu skorzystał ochoczo. Otworzył Polskę na Zachód, ale utopił kraj w długach, a zachodnie kredyty zmarnował albo dał na przejedzenie. Za to zbliżenie z Zachodem płacił serwilizmem wobec ZSRR (konstytucja z 1976). Doprowadził do skokowego pogorszenia stanu rolnictwa poprzez nasiloną akcję rozwoju PGR-ów. Przeprowadził idiotyczną reformę administracyjną, która na długo spowodowała chaos w kraju. Nie odsunął od władzy Jaruzelskiego. Przyzwolił na pierwsze uwłaszczenie nomenklatury i kradzież majątku narodowego. W jego czasach korupcja i kradzieże dokonywane przez najwyższych funkcjonariuszy osiągnęły stan, który pobiła dopiero III RP. Podobnie jako pierwszy uznał, że wystarczy ogłupić naród wódką, tanią kiełbachą, tandetną rozrywką oraz nachalną propagandą.
      Chciał dobrze, ale ograniczały go komunistyczne dogmaty, wiara we własny geniusz i nieomylność, zaplątał się też w swej polityce lawirowania między Wschodem a Zachodem. Choć faktycznie – kiedy porównuję go z Tuskiem, to wolę Gierka. On przynajmniej miał dobre chęci.
      Nie zmienia to sprawy, że jako najwyższy funkcjonariusz PZPR – organizacji zbrodniczej powołanej do zniewolenia Polski – jest zdrajcą.

  3. Marcin pisze:

    Nie wspomniano też w artykule o dwóch faktach: ponoć podczas wydarzeń 1976r. miał się tak przestraszyć, że wspomniał o wezwaniu na pomoc Armii radzieckiej. Drugi to jego udział w komisji badającej Poznański Czerwiec.

  4. Osiołek pisze:

    Cyt.:”W wieku 17 lat wstąpił do związków zawodowych i polskiej sekcji Francuskiej Partii Komunistycznej (całkowicie zinfiltrowanej przez KGB). ”

    Takie brednie wypisujecie, Panowie fakt jest inny. Gdy Edek miał 17 lat to był rok 1930 – wtedy na pewno nie był KGB. Oj Panowie, fakty trza podawa poprawnie, nawet jeli sié z nimi nie zgadzacie.

    • yuhma pisze:

      Dziękuję za rewolucyjną czujność 🙂 Poprawione!
      PS. W redakcji, jak wszędzie w Polsce, przewagę mają panie, więc lepiej pisać do nas per „państwo”.

  5. dajedomyslenia pisze:

    Teza o prowokacji

    Mec. Bednarkiewicz mówił, że „to ostatni moment w historii, aby sąd mógł ocenić zasady, sposób i instrumenty funkcjonowania ustroju, który panował w Polsce do 1989 r. To konieczne także z uwagi na wydarzenia z 1956 i 1981 r.”. Jego zdaniem istniał plan prowokacji w celu odsunięcia od władzy Władysława Gomułki. Jest bezsporne, że wprowadzono go w błąd co do stanu konfliktu i jego rozmiarów, łącznie z nieprawdziwą informacją o używaniu broni przez protestujących – dodał. Przypomniał, że SO pisał, że mogło dojść do prowokacji na szczytach władzy – ale tego nie rozwinął. – Jest dla mnie oburzające, że stołeczny sąd apelacyjny odesłał mnie do historii. Tak nie wolno. Jeśli nie ma dowodów na prowokację – to trzeba tak powiedzieć w wyroku – dodał. Pytał, czemu nie zakazano kolejce zatrzymywania się na stacji przy stoczni.

    w czasie trwania obrad kontrwywiad wojskowy, znajdujący się w rękach ludzi Jaruzelskiego, a więc „spiskowców”, uzyskał informację, że brygada wojska stacjonująca w Górze Kalwarii i podlegająca gen. Grzegorzowi Korczyńskiemu, należącemu do najwierniejszych współpracowników Gomułki, ruszyła w kierunku Warszawy.

    Szef Wojskowej Służby Wewnętrznej gen. Teodor Kufel i jego zastępca płk Czesław Kiszczak postawili w związku z tym w stan gotowości pododdziały wchodzące w skład WSW MON.

    Żołnierze WSW otrzymali broń i ostrą amunicję. „Uznaliśmy – wspomina Kiszczak – że generałowi Jaruzelskiemu może w jakimś niekorzystnym momencie rozwoju sytuacji grozić nawet fizyczne niebezpieczeństwo i aby temu zapobiec zaplanowaliśmy określone przeciwdziałanie. (…) W szczególności rozkazałem, aby przeprowadzono dokładny rekonesans na trasie od Koszykowej – czyli koszar pododdziałów WSW – do budynku Komitetu Centralnego PZPR oraz w jego najbliższym rejonie. Trzeba się bowiem było liczyć z bardzo różnym rozwojem sytuacji”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.