Co mogą martwi jeńcy? Film Anny Ferens

Dokument pt. „Co mogą martwi jeńcy” opowiada o kolejnej „bialej plamie” w relacjach polsko-rosyjskich, losach jeńców sowieckich w polskich obozach po wojnie 1920 roku. Temat był przemilczany w czasach komunizmu zarówno przez Polskę, jak i przez ZSRR. Pojawił się na początku lat 90-tych XX wieku, kiedy Rosja przyznała oficjalnie, że sprawcami mordu w Katyniu było NKWD.

Wtedy to w rosyjskich mediach zaczęły ukazywać się artykuły o tym, że w polskich obozach masowo ginęli sowieccy jeńcy.

Rozmowa z reż. filmu Anną Ferens


W filmie Anny Ferens wypowiadają się historycy polscy, rosyjscy i brytyjscy. Temat ilustrują bogate materiały archiwalne fotografie i filmy opracowane z pomocą nowoczesnej grafiki komputerowe.

„Rosja jest krajem z nieprzewidywalną przeszłością” — mowi Andrei Lipsky, redaktor rosyjskiej „Nowej Gazety”. „Ta nieprzewidywalność przeszłości wynika również z tego, że historia w ogóle jest istotnym narzędziem w rękach polityków” — uważa Mark Smith, historyk z Brytyjskiej Akademii Wojskowej.

CO MOGĄ MARTWI JEŃCY?

Scenariusz i reżyseria: Anna Ferens, zdjęcia: Piotr Wąsowski, montaż: Aleksandra Gruziel, produkcja: Robert Kaczmarek, 2010.

 


JEST ZAMÓWIENIE NA ANTY-KATYŃ

Sprawę jeńców sowieckich planowano wykorzystać w celach politycznych – do neutralizowania polskich roszczeń. Kierownictwo polityczne wprost sugerowało części rosyjskiej Komisji Białych Plam przytoczenie jako przykładu trudnych losów bojców

Z prof. Inessą Jażborowską, członkiem Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, rozmawia Piotr Falkowski

Kiedy zetknęła się Pani z problemem jeńców wojny 1920 roku?

– Wojna 1920 roku, w tym losy jej jeńców, była wymazywana ze świadomości historycznej Rosjan na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Wiedzę naukową zastępował mit „trzeciego pochodu Ententy” i Polski jako „forpoczty otoczenia kapitalistycznego Rosji rewolucyjnej”. W rzadkich wzmiankach dotyczących wydarzeń tego okresu nie było mowy o jeńcach ani tej, ani tamtej strony. Problem losu jeńców sowieckich dał o sobie znać stosunkowo niedawno, w okresie pieriestrojki, kiedy Michaił Gorbaczow w 1990 roku złagodził dotychczasową politykę zaprzeczania prawdzie o Katyniu, jednocześnie postanowieniem z 3 listopada 1990 roku wydał dla szeregu instytucji polecenie poszukiwania przeciwwagi dla ujawnionej prawdy o Katyniu. Anty-Katyń planowano wykorzystać w celach politycznych – do neutralizowania polskich roszczeń. Kierownictwo polityczne wprost sugerowało części rosyjskiej Komisji Białych Plam, zajmującej się ukrywanymi dotąd trudnymi epizodami naszej wspólnej historii, przytoczenie jako przykładu trudnych losów jeńców sowieckich. Brałam wtedy udział w obradach tej komisji. Przewodniczący części rosyjskiej, akademik Gieorgij Smirnow, powiedział, że „nie podejmiemy się anty-Katynia” – poszukiwania pretekstów do nowego konfliktu. Owocem prac komisji stały między innymi równoległe publikacje prac Józefa Piłsudskiego i Michała Tuchaczewskiego oraz dwa moje artykuły, przyjęte z uznaniem przez polskich kolegów.

Czyli już wtedy powstało iunctim problematyki Katynia i jeńców sowieckich jako swoistego historycznego „bilansu” polsko-rosyjskich stosunków w XX wieku?

– Ale jednocześnie wśród służalczych dziennikarzy i paranaukowców znaleźli się chętni do podjęcia się wykonania „zamówienia” władzy w stylu anty-Katynia. Zaczęła się zawzięta polemika. O szeregu pseudonaukowych wynurzeń „z tezą” przedstawiłam ostre krytyczne uwagi w wydanej w Warszawie (razem z prowadzącym w latach 90. śledztwo katyńskie prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej Rosji Anatolijem Jabłokowem i ekspertem tejże Jurijem Zorią) książce „Katyń – zbrodnia chroniona tajemnicą państwową”. Po kilku latach badań ukazała się moja, we współautorstwie z członkinią tejże komisji, dr hab. Walentyną Parsdanową, książka pod tytułem „Rosja i Polska – syndrom wojny 1920 roku”. Na podstawie obszernej faktografii pokazałyśmy nie tylko historię wojny i jej następstwa, w tym spekulacyjne rozkręcanie problemu jeńców. Ten wątek także zajął pokaźne miejsce w dwóch wydaniach naszej książki „Syndrom katyński w stosunkach sowiecko-polskich i rosyjsko-polskich”, w artykułach w „Zeszytach Katyńskich” (nr 22 i 23).

Czym różni się spojrzenie polskich i rosyjskich historyków na sprawę sowieckich jeńców z 1920 roku?

– W pracach sensu stricto naukowych – praktycznie się nie różni. O tym dobitnie świadczy ostatnio wydany zestaw artykułów polskich i rosyjskich specjalistów o białych i czarnych plamach w historii stosunków między dwoma krajami. Ale w części rosyjskich środków masowego przekazu i przede wszystkim w komentarzach na stronach internetu, zorientowanych na tradycje nacjonalistyczne lub komunistyczne, nie wygasa tendencja wykorzystania anty-Katynia.

Znalazło się zapotrzebowanie polityczne dla takiego sposobu myślenia?

– Właśnie. W toku każdej kampanii wyborczej komuniści i nacjonaliści dążą do tego, żeby oczyścić pamięć historyczną z wypominania stalinowskich represji i wraz ze Stalinem się zrehabilitować. Im prawdziwsza jest oficjalna wersja zbrodni katyńskiej i przyjmują ją rosyjskie władze – prezydent, premier i Duma Państwowa – tym głośniej protestuje opozycja. Trolle w internecie uparcie twierdzą, że stalinowska polityka była słuszna, zgodna nie tylko z interesami Rosji, lecz i z prawem. I anty-Katyń, w tym obarczanie winą za rzekome zagłodzenie i nawet mordowanie jeńców sowieckich w polskich obozach jenieckich, są do tego wykorzystywane. W kwietniu tego roku na przykład pierwszy kanał telewizji rosyjskiej nadał program o jeńcach-czerwonoarmistach z 1920 roku w Polsce. Mówiono o „obozach koncentracyjnych”, a nawet „obozach śmierci”. Zresztą nie po raz pierwszy. Chyba z rozpaczy.

Jakie jest nastawienie rosyjskiego społeczeństwa do tej historii?

– Sprzeciw wobec gloryfikacji polityki Stalina z roku na rok rośnie. W tym samym czasie, w kwietniu, w „Nowej Gazecie” była opublikowana dość szczegółowa informacja o wynikach ankiety socjologicznej na temat obecnego stosunku Rosjan do Stalina, w tym do problemu jeńców. Badanie przeprowadzono na próbce 1600 osób. Ankieta zawierała między innymi pytanie, czy i w jakim stopniu były usprawiedliwione ofiary ponoszone przez naród w tym okresie. Zdaniem 60 proc. respondentów, stalinizmu w ogóle nie można usprawiedliwiać. 24 proc. usprawiedliwiało politykę represji „w jakiejś mierze”. Podtrzymywaniem tego mitu zainteresowani są przedstawiciele dawnych elit i obecnych komunistycznych oraz część nacjonalistów. Bo obawiają się odpowiedzialności za trudności i przestępstwa – kiedyś i teraz. Także stosunek do ofiar represji zmienia się na pozytywny. Obecnie tak sądzi 71 proc. ankietowanych. Jeśli chodzi o jeńców wszelkiego rodzaju, to ta liczba wynosi 45 procent. Pytano również, czy można uznać za ofiary represji osoby, w stosunku do których nie było formalnej decyzji, a także deportowanych i narody represjonowane. Wyniki ankiety pokazały, że większość społeczeństwa jest za destalinizacją.

Czy większość rosyjskich historyków zajmujących się XX wiekiem podziela Pani poglądy?

– Podejście nie jest z całą pewnością jednoznaczne. Z naukowego punktu widzenia sprawa jest trudna, bo dane są bardzo nieprecyzyjne. Dlatego liczby można dowolnie zmieniać. Tak jest z liczbą jeńców sowieckich, którzy umarli w Polsce. Najczęściej mówi się o 16–18 tysiącach, do 20 tysięcy. Ale niektórzy autorzy dopatrują się jeszcze dalszych tysięcy, nawet do 30, 50 i 80 tysięcy. Robią sztuczne zabiegi, żeby liczbę chorych z jednego obozu, w którym panowała epidemia, rozciągnąć na pozostałe. Wtedy wychodzą ogromne liczby, aż po 100 tysięcy u Natalii Narocznickiej. W prasie, w internecie, w komentarzach dla mediów bardzo aktywni są krewni pracowników dawnych organów ścigania. Może niewielka, ale hałaśliwa grupa. Nawet nazwiska brzmią tak samo jak u funkcjonariuszy z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Czasami nawet przyznają się, że „dziadek tam pracował”. Teraz bronią jego „dobrego imienia”, dobytku…

Ale chyba od liczby jeńców sowieckich ważniejsza jest przyczyna ich śmierci?

– Ja przytoczyłam w książce „Syndrom katyński” dane podawane przez Muranowa, członka Rady Rewolucyjno-Wojskowej Armii Czerwonej. Melduje on kierownictwu państwa o stanie wojska po siedmiu latach ciężkich walk: „doszliśmy do całkowitego wyczerpania”; pisze o głodzie, nieprzespanych nocach, o epidemiach chorób zakaźnych, o chorych i rannych leżących w błocie po dworcach kolejowych bez pomocy medycznej. Jest wiele danych potwierdzających, że wojsko w Rosji sowieckiej przechodziło wtedy przez falę chorób. Taki był stan Armii Czerwonej przed trafieniem do tych obozów. Jeńcy przynosili do nich swoje choroby. Więc to nie była tylko kwestia warunków w polskich obozach jenieckich, ale ogólnej sytuacji. Takiej samej zarówno w rosyjskich, jak i polskich obozach.

Skoro śmierć jeńców w 1920 roku ma być przeciwwagą dla Katynia, to rodzi się pytanie o to, co nazwała Pani w książce „syndromem katyńskim”. Dlaczego właśnie zbrodnia katyńska jest dla części polityków i publicystów w Rosji taką zadrą?

– Członkowie rodzin represjonowanych w Rosji dostali jako taką rekompensatę, niedużą, ale już do tego nie wracają, dokonano rehabilitacji i zamknięto sprawy. A problem rehabilitacji ofiar Katynia jest bardzo aktualny. Tym samym wracamy do problemów gułagu jako takiego, roli partii komunistycznej i Stalina. Okazuje się to bardzo, bardzo aktualne dla społeczeństwa rosyjskiego, przechodzącego proces destalinizacji. Ten proces nie podoba się władzy, już nie mówiąc o weteranach organów ścigania. Niedawno w Katyniu Putin powiedział (chociaż bez przekonania): „Stalin mścił się za czerwonoarmistów, którzy wtedy zginęli”. Podał wówczas za jednym z czasopism popularnonaukowych liczbę 32 tysięcy. Użycie tej liczby jest niewiele warte, tak jak i sama teza. Stalin nigdy nie dbał o swoich jeńców. Dlaczego miałby się za nich mścić? Raczej mogło chodzić o osobiste negatywne wspomnienia z tamtej wojny. Był obwiniany o niesubordynację i spowodowanie klęski, został zdegradowany i odwołany z Rady Rewolucyjno-Wojskowej. Warto zwrócić uwagę na taki aspekt. Putin postawił akcent na inną rzecz – na wspólną pamięć o byłych ofiarach. I żeby zostawić to za nami…

Dziękuję za rozmowę.

Prof. Inessa Jażborowska ukończyła historię, obroniła pracę doktorską i habilitowała się na Uniwersytecie Moskiewskim. Jest autorką ponad 10 książek i 300 artykułów naukowych poświęconych głównie historii Polski i stosunków dwustronnych. Jest historykiem, politologiem i socjologiem, zajmuje się współczesnymi procesami społeczno-politycznymi i globalizacją na przykładzie transformacji politycznej w Europie Środkowo-Wschodniej. Pracuje jako profesor w Centrum Politologii i Socjologii Politycznej Instytutu Socjologii Rosyjskiej Akademii Nauk.

Nasz Dziennik. 13/15.08.2011

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Antypropaganda, Eseje, Historia, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.