Patriota pędzla

Artur Grottger (1837-1867), malarz, rysownik, przedstawiciel nurtu romantycznego w malarstwie, „reporter” powstania styczniowego.

Malarz niejako z urodzenia, talent i zamiłowanie do pędzla odziedziczył po ojcu, Janie Józefie Grottgerze. To on udzielał synowi nie tylko pierwszych lekcji malunku, ale opowiadał mu o nie tak dawnych jeszcze czasach wolności, snuł wspomnienia o tragedii powstania listopadowego i represjach, które po nastąpiły po jego upadku, on właśnie nauczył Artura miłości do Polski i wrażliwości na jej nieszczęście.

Ten głęboko zakorzeniony patriotyzm znalazł odzwierciedlenie w obrazach młodego Grottgera – malował on przede wszystkim sceny batalistyczne oraz obrazy prezentujące wydarzenia z Powstania (Egzekucja Szpiega, Pochód na Sybir).

Po ukończeniu 11 roku życia został wysłany przez ojca do Lwowa, na naukę do Jana Maszkowskiego i Juliusza Kossaka, pod których wpływem powstawały grottgerowskie obrazy bitew konnych. Kolejne lekcje pobierał już w Krakowie na Akademii Sztuk Pięknych, u profesorów W. Łuszczkiewicza i W. Stattlera. Tam zaprzyjaźnił się m. in. z Janem Matejką. Tworzył ciekawe prace rodzajowe, ilustrujące utwory Kraszewskiego i Walter Scotta oraz kompozycje historyczne prezentujące potyczki ze Szwedami i Tatarami.

Dalsze studia odbył w Wiedniu, gdzie rozpoczął współpracę z wydawnictwami, tworząc ilustracje do czasopism i książek, tu także stworzył dwa cykle kartonów węglem: Warszawa I i Warszawa II przedstawiające tragiczne wydarzenia Powstania Listopadowego.

Następnie wyjechał do Monachium, Wenecji i na Węgry w poszukiwaniu pracy – po śmierci ojca stał się jedynym żywicielem rodziny i do końca życia musiał martwić się o związanie końca z końcem. Stąd jego częste wyjazdy w poszukiwaniu mecenasów i ciągłe starania o sprzedaż obrazów.

W każdym z tych miejsc oglądał dzieła wielkich twórców europejskich, takich jak Dürer, Delaroche, czy Tycjan i czerpał z nich inspiracje do zmian swojej techniki malarskiej. W tym czasie stworzył cykl obrazów z Czerkiesem zbuntowanym przeciwko władzy caratu, cykl Szkoła szlachcica polskiego oraz romantyczne sceny Modlitwa konfederatów barskich, Modlitwa wodza czy Modlitwa wieczorna rolnika.

Mimo iż rok 1863 i 1864 spędził w Wenecji, z dala od niespokojnej Polski, na wieść o wybuchu Powstania Styczniowego stworzył niezwykle silnie oddziałujące na wyobraźnię cykle rysunków węglem: Polonia i Lithuania. Obrazy te silnie oddziaływały na świadomość Polaków, wpływając na kształtowanie świadomości narodowej kolejnych pokoleń. Zawarty w nich ładunek emocjonalny, w przejmujący sposób oddawał tragedię narodu represjonowanego przez zaborców oraz bohaterstwo i poświęcenie powstańców. Grottger swymi rysunkami wykonał pracę podobną do współczesnych reporterów. Trudno przecenić talent malarza, kiedy się wie, że nie brał bezpośredniego udziału w przedstawianych wydarzeniach.

W końcu w 1865 roku wrócił do Lwowa, gdzie jak wspomina S. Wasylewski, wiódł życie hulaszcze. Z bagna wydobyła szesnastoletnia lwowianka, najpiękniejsza ze wszystkich panien, Wanda Monné, poznana na balu.

Mimo iż Grottger był od niej 12 lat starszy, chory i biedny, a ich związkowi sprzeciwiali się rodzice Wandy, wybuchła między nimi wielka miłość. Artur ciągle przesiadywał w jej domu, słuchał opowieści o okresie Powstania Styczniowego, podczas którego dziewczyna ubrana w żałobną suknię ze srebrnym krzyżykiem na piersi brała udział w działaniach konspiracyjnych. Kiedy Grottger wyjeżdżał ze Lwowa na wieś, do dworów swych mecenasów, gdzie tworzył kolejne dzieła z konieczności od razu sprzedawane, pisał gorące listy do Wandy.

Ostatecznie, w 1866 roku pożegnał się z ukochaną i wyjechał do Paryża, gdzie nawiązał współpracę z Hotelem Lambert. Liczył, że we Francji uda mu się zarobić pieniądze i przekonać rodzinę Monné do udzielenia zgody na ślub. Niestety, postępująca gruźlica nie dała narzeczonym szans na spełnienie marzeń. Czas, który mu pozostał, Grottger w całości poświęcił na stworzenie kartonów Wojny.

Zmarł w sanatorium w Pirenejach. Jego ciało Wanda Monné sprowadziła do Lwowa  i pochowała na cmentarzu Łyczakowskim, w miejscu, które niegdyś podczas spaceru Artur wskazał jako idealne do wiecznego spoczynku.

Do trumny przyjaciele schowali mu listy od Wandy, krzyżyk i bukiet róż, a na grobie stanął pomnik przedstawiający płaczącą kobietę, przy której przysiadł sokół – symbol wierności i miłości.

 

 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.