Stańmy odważnie w obronie wiary i Kościoła

stanisław markowskiW Polsce mamy do czynienia z działaniem z premedytacją, z działaniem zamierzonym, obliczonym na niszczenie Kościoła, niszczeniem cywilizacji, kultury i wszystkich pierwiastków narodowych oraz patriotycznych. Ze Stanisławem Markowskim, artystą fotografikiem, filmowcem, twórcą muzyki do hymnu „Solidarności”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Nasilają się ataki na księży. Mamy do czynienia z zaplanowaną walką z Kościołem?

– Z pewnością nie jest to przypadek, ale przygotowana akcja. Jednak musimy się cofnąć kilkanaście, kilkadziesiąt lat wstecz – do czasów PRL-u i do ks. Jerzego Popiełuszki, który w sposób metodyczny był prześladowany i w końcu zamordowany. Ale prześladowanych za wiarę kapłanów było więcej: ks. Stanisław Suchowolec, ks. Stefan Niedzielak i inni księża. Kiedyś wydawało się nam, że wszystko, co jest związane z komunizmem, z mogącą robić wszystko bezpieką, że to jest tylko odprysk totalitarnego systemu, który, jak na się wydawało, że odejdzie – bo nie odszedł do końca – to wszystko się zmieni, ale nic się nie zmieniło. Ta warstwa nienawiści do Kościoła, do księży, bo łatwiej jest atakować konkretnych ludzi, pozostała. Jest to walka z Kościołem, z religią chrześcijańską, z katolicyzmem, z Bogiem w ogóle. To, co obserwujemy na świecie, szczególnie w Europie, gdzie kiedyś chrześcijańskie Hiszpania, Francja, Niemcy czy Irlandia odchodzą od Boga, to jest lawina, która spływa na miasta, miasteczka, na ludzi, na kościoły – niczym tsunami. W Polsce mamy do czynienia z działaniem z premedytacją, z działaniem zamierzonym, obliczonym na niszczenie Kościoła, niszczeniem cywilizacji, kultury i wszystkich pierwiastków narodowych oraz patriotycznych. Tymczasem bez Kościoła nie byłoby Polski. Wystarczy tylko przypomnieć i porównać sobie różne lata – począwszy od zaborów, poprzez walkę o niepodległość w powstaniach, w czasie I wojny światowej, wojny z bolszewikami, gdzie Bóg zwyciężał w nas i przez nas. Jako Polacy zawsze mieliśmy ducha, który jest bogaty, ma moc tworzenia, rozwoju siebie samego, cywilizacji i świata, ale tylko we współpracy z Bogiem, bo bez Boga jest to niemożliwe. Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest możliwe. I nawet jeśli były zwątpienia, zachwianie wiary czy może nawet odejścia od Boga, to były też powroty, natomiast to, z czym dzisiaj mamy do czynienia, to jest śmiertelna walka, wojna cywilizacyjna, wojna kulturowa. Widzimy, na czym polega ta walka z kulturą chrześcijańską, z polską kulturą. Przeciwnicy, wrogowie Kościoła, ludzie, którzy walczą z Bogiem, odbierają sygnały przyzwalające na takie działania.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Weźmy chociażby spektakle, takie jak „Do Damaszku”, „Golgota Picnic” czy „Klątwa”, które mimo protestów jednak były wystawiane. Nie jest też przypadkiem, że dzisiaj powstał film „Kler” – tytuł rzucony w przestrzeń publiczną z pogardą, bo tak określali kapłanów esbecy, którzy zwalczali Kościół. Walka, z którą mamy do czynienia, nie ma charakteru intelektualnego, ale mamy do czynienia z prostackim atakiem na Kościół. Tu nie chodzi tylko o atakowanie kultury w potocznym znaczeniu, ale mamy do czynienia z atakowaniem kultury bycia, wzajemnej przyjaźni, a także tych wszystkich reguł, które niosła w sobie polska tradycja.

Dlaczego my – naród z ponadtysiącletnią tradycją chrześcijańską – na to pozwalamy?

– Sądzę, że w tym wypadku powinniśmy mówić bardziej o społeczeństwie niż o narodzie. Dla mnie pod określeniem naród kryje się ktoś, kto się identyfikuje z Polską, z Kościołem, z Panem Bogiem. Odnajdujemy to w literaturze, muzyce, sztuce, w działaniach ekonomicznych – chociażby przed II wojną światową. Ludzie natchnieni wiarą, z uporządkowanym życiem wewnętrznym potrafili w krótkim czasie wybudować Port w Gdyni, Centralny Okręg Przemysłowy i mnóstwo innych inwestycji. Potrafili uzbroić Polskę tak, że byliśmy jedynym państwem w Europie, które przeciwstawiło się najeźdźcy niemieckiemu, co więce,j walczyliśmy bardzo długo zdradzeni przez sojuszników, a do tego zaatakowani także ze strony Sowietów. To było możliwe, bo w narodzie, który był w większości, była siła ducha. W skład tego narodu wchodzili przedstawiciele innych religii, również ateiści, którzy utożsamiali się z polskim narodem i podejmowali zbieżne działania na rzecz wolności. Natomiast to, co dzisiaj mamy, doprowadza do osłabienia społeczeństwa, ale również i narodu, który nie jest idealnym tworem, który może się kruszyć, upadać, rozpraszać się, ale potrafi się podnosić, ma idee, które łączą. Myślę, że dzisiaj mamy do czynienia również z najczystszej postaci satanizmem, bo ci, którzy tak zaciekle walczą z Panem Bogiem, wyręczają diabła, choć wprost nie operują tym pojęciem. I nie dotyczy to tylko muzyki, ale także wielu innych dziedzin życia. Kościół, żeby odeprzeć te ataki, musi być skonsolidowany. Najbardziej narażony na ataki jest Kościół hierarchiczny – ten, który może przewodzić narodowi. Jak czytamy w Piśmie Świętym – uderzą w Pasterza, a rozproszą się owce. Myślę, że te wszystkie ataki są głębsze niż tylko chwilowe działanie. To jest droga w dół, w którą próbują nas wciągnąć, aby nas osłabić, żeby zasiać zwątpienie, wprowadzić w zakłopotanie i pozorny wstyd, że niby jesteśmy gorsi, zacofani itd.

Jaki jest cel tego działania?

– Jeśli te wszystkie działania przeciwko nam nie zostaną zahamowane, to nawet trudno przewidzieć koniec. W rękach człowieka jest broń, która może zniszczyć Ziemię. Jeśli więc nie zmienimy naszego podejścia do cywilizacji, która przez dwa tysiące lat trzymała świat, to możemy doprowadzić do samounicestwienia. Jesteśmy na wulkanie, który wstrząsa nami i skorupą ziemską i może spowodować totalne zniszczenie.

Jak ten proces zahamować?

– Bezpośrednio tego zahamować się nie da. Nie chcemy stawić czoła niebezpieczeństwu, walczyć o być albo nie być, co więcej, chowamy głowę w piasek. Pytanie, czy my – ludzie, którzy chcą pokoju, którzy pragną szczęścia dla siebie, dla innych, chcą się rozwijać siebie, swoje rodziny, państwa, czy jesteśmy silniejsi od tego, kto nie ma skrupułów i dąży do osiągnięcia celu za wszelką cenę. W pewnym stopniu jesteśmy bezsilni, stąd pytanie do Pana Boga, które pada zawsze w obliczu kataklizmu: Panie Boże, czy pomożesz? Jako ludzie wierzący mamy wzorce, zmierzamy do tego, aby na Ziemi, w Europie, w Polsce był prawdziwy pokój i autentyczny humanitaryzm chrześcijański. Ale przychodzą nowe pokolenia ludzi, którzy – niestety – są deprawowani od samego początku. Nie potrafię zrozumieć, jak my, katolicy, możemy wpuszczać do szkół tzw. instruktorów od seksu, którzy przychodzą deprawować nam nasze dzieci. Przecież trzeba było stanąć twardo i powiedzieć jasno: won stąd, bo to, co robicie, narusza prawa, Konstytucję itd. To wsączanie deprawatorów do ludzkich umysłów odbywa się poprzez m.in. media. Próbują łamać każdego z osobna jak pojedyncze źdźbło trawy, bo wyrwać kępę trawy jest już trudniej. I to jest metoda, ale czy jako ludzie wierzący nie możemy sobie z tym poradzić? Możemy zarówno poprzez indywidualny, jak i zbiorowy opór. Potrzebna jest samoorganizacja nas, chrześcijan, na etapie przedszkola, szkoły itd. Dlaczego, nie potrafimy sobie poradzić, gdy nagle na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pojawiają się takie „nauki” jak gender, co argumentuje się tym, że trzeba się temu przyjrzeć, sprawdzić? Ale sposoby walki z deprawacją powinni nam podpowiedzieć nasi duchowi przewodnicy. Musimy się też wzmacniać Bogiem, modlitwą, Kościołem i rozwiązywać te problemy.

Kiedy się pogubiliśmy, gdzie popełniliśmy błąd? Czy można z tego wyjść?

– Oczywiście, że z tego można wyjść. Wydaje się, że zabrnęliśmy za daleko, że świat pędzi i od tego nie ma odwrotu, odstępstwa, ale to nieprawda. W każdej sekundzie można to przerwać. Władza powinna pomóc, Kościół powinien nam pomóc, bo my nie wyrażamy zgody na deprawację. Niech się z nas śmieją, mogą obrzucać nas błotem, ale powinniśmy pozostać niewzruszeni i konsekwentni, uparci – idziemy i bronimy szkoły. Są media, wszystko można, jest mnóstwo ludzi dobrej woli, którzy potrafią się zorganizować wokół dobrego –przykładem „Różaniec do granic”, ale za tą modlitwą muszą pójść czyny. Nie możemy być byle jakimi chrześcijanami. Muszą być postawy odwagi cywilnej, takich ludzi oczekujemy, ale musi być aprobata dla tego typu postaw, które będą się rodzić. I tak się to dobro powinno rozmnażać, jeden drugiego musi inspirować. To jest logiczna konstrukcja. Tymczasem władza się tym nie zajmuje, bo ma inne sprawy na głowie, ale ministrowi kultury nie odpuszczę, bo on powinien być od takich rzeczy w płaszczyźnie kulturowo-cywilizacyjnej. Powinien niejako wyznaczać, sprzyjać i pomagać w tej walce na śmierć i życie. Można sobie zbudować jeszcze jedno czy drugie muzeum, przeciąć z pompą wstęgę, podlizać się reżyserom i aktorom, ale nie o to tu chodzi. My nie mamy już czasu na nijakość. Jeśli nie zaczniemy działać, to ten statek utonie.

Dzisiaj przed nami trudniejsza walka niż za komuny?

– Zdecydowanie tak. Ale jest tu jeszcze jedna rzecz, której nie poruszaliśmy, mianowicie, że jest to czas sprawdzianu jedności Kościoła. Za komuny też Kościół pękał, w pewnym momencie ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski, został sam, można powiedzieć, że pozostawiony przez biskupów, kapłanów. Wtedy, kiedy ks. kard. Wyszyński był w więzieniu, księża byli łamani, a ostali się najwspanialsi, i było ich sporo. I to oni pociągnęli resztę, która zaczynała wątpić, czasem dogadywać się z komunistami, bo byli tylko ludźmi. Natomiast dzisiaj tego nacisku z zewnątrz takiego nie ma, ale występuje inne zjawisko – mianowicie brakuje nam charyzmatycznych przywódców, takich jak ks. kard. Stefan Wyszyński czy ks. kard. Karol Wojtyła. Oczywiście, tacy wielcy przewodnicy duchowi nie rodzą się każdego dnia. Takich pasterzy musimy sobie wymodlić, wyprosić, zwracając się do Pana Boga. Modlitwa sprawia, że kapłani, pasterze inspirowani zaczynają czuć misję, bo człowiek w obliczu zagrożenia potrafi być bohaterem. Potrzeba nam autorytetów na wzór Prymasa Tysiąclecia i Ojca Świętego Jana Pawła II – kapłanów, pasterzy, którzy będą zdecydowani, będą autorytetami dla wiernych i nie pokażą słabości drugiej stronie – przeciwnikom Kościoła. Zło trzeba piętnować także człowieka za jego czyny. Uległością możemy tylko zachęcić do atakowania Kościoła i Boga, a przeciwnicy tylko na to czekają. Nie pozwólmy na to.

Co możemy zrobić, żeby wspomóc naszych kapłanów?

– Po pierwsze, trzeba o tym głośno mówić. Konieczny jest olbrzymi odpór w mediach, wszędzie tam, gdzie tylko można wyrażać swoją opinię. Sądzę, że nasza obrona nie powinna być pasywna, ale powinniśmy zaatakować zło, a więc wejść w postawę ofensywną. Jeśli będziemy spolegliwi, to tak jak w Hiszpanii zaczną nam palić kościoły. Nasze zadanie ma polegać na odcinaniu im drogi. Walka cywilizacyjna, walka kulturowa, czyli działania ofensywne, sprawi, że roztoczymy płaszcz ochronny nad Kościołem i kapłanami, ale także nad nami – wiernymi. Olbrzymią rolę na tej płaszczyźnie odgrywa ojciec Tadeusz Rydzyk, który dał przykład, że można. Proszę sobie wyobrazić, co byłoby z Kościołem w Polsce, gdyby nie było Ojca Dyrektora, jak wiele ten jeden człowiek uzbrojony w modlitewną armię –Rodzinę Radia Maryja, potrafił zrobić i dalej robi, nie zważając na osoby, nie ulegając modom. Kościół nie powinien ulegać modom, powinien być konserwatywny i nie zmieniać się pod wpływem nacisków takich czy innych środowisk. W obliczu ataków, chcę bronić polskiego Kościoła, który – po pierwsze, sam będzie się chciał bronić, bo dzisiaj się nie umie bronić, albo nie chce. Przeciwnik wykorzysta każdą słabość do walki z Kościołem. Nie możemy być pasywni w obliczu filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler”, który atakuje nasz Kościół. Środowiska katolickie muszą się organizować i podjąć działania zatrzymujące cywilizację, kulturę śmierci. Musimy swoją wiarę, swoje przywiązanie do Kościoła wypełnić dobrym życiem. Czy to normalne, że tworzona jest wulgarna „sztuka” w teatrach w imię tzw. kultury i modernizmu, czy to normalne, że mordercy ks. Popiełuszki, którzy wyszli z więzień i zbijają majątek, atakując Kościół i Chrystusa, a my patrzymy na to z cichym przyzwoleniem? Gdzie są ludzie sumienia?

Wiele pesymizmu w tej Pana refleksji…

– Nie. Jestem optymistą z natury, ale na obecnym etapie widzę, że nie nastąpiło jeszcze przesilenie i obawiam się, że może być jeszcze gorzej. Być może musimy zejść na dno, żeby się odbić i wypłynąć na powierzchnię, zaczerpnąć powietrza i ze świeżymi siłami walczyć w obronie wiary i Kościoła. Nie powinniśmy się bać, bo nad nami jest opieka i pomoc Boża, mamy też potężnych orędowników: św. Jana Pawła II i św. Siostrę Faustynę Kowalską. To, że się nie dajemy zlaicyzowanej Europie, że mamy taką, a nie inną władzę – może niedoskonałą, ale kierunek jest dobry, to daje nadzieję, że przetrwamy, ale musimy być mocni w wierze, wierni naszej narodowej tradycji, w której Bóg zawsze jest na pierwszym miejscu. Jeśli uwierzymy w siebie, to społeczeństwo się ruszy. Najgorsza jest apatia, brak wiary w Boga i zabijanie w ludziach wiary w sen życia, że może być lepiej i że zależy to w dużej mierze od nas. Nie pozwólmy odebrać sobie nadziei, bo to jest pierwszy etap zawłaszczania naszych serc i umysłów. Jako katolicy, jako Polacy zbuntujmy się przeciw złu i z modlitwą na ustach walczmy mądrze, bądźmy skuteczni w dobrem i nie ustawajmy w modlitwie za Kościół i kapłanów, aby byli lepsi, doskonalsi, aby byli dobrymi naszymi nauczycielami i przewodnikami na drodze do Boga. Inaczej się nie da przeciwstawić złu. Nie zwlekajmy dłużej, bo jeśli się skutecznie nie przeciwstawimy, jeśli będziemy czekać, że ktoś inny zrobi to za nas, to nas złamią i zeświecczą, tak jak w Europie Zachodniej.

Dziękuję za rozmowę.

stanisław markowski

Zdjęcie: Ewa Sądej/Nasz Dziennik

Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/polska-kraj/201901,stanmy-odwaznie-w-obronie-wiary-i-kosciola.html

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.