Lech Galicki: Słowa, słowa, słowa…

Jacek Malczewski Sztuka„Należałoby przynajmniej raz dziennie posłuchać jakiejś piosenki, przeczytać dobry wiersz, popatrzeć na piękny obraz, i jeśliby to było możliwe, powiedzieć kilka rozsądnych słów” – pisał w jednym ze swoich dzieł Goethe. Jeżeli mówić, to do kogoś – najlepiej chętnego słuchacza i rozmówcy.

Kiedyś, gdy człowiek nie był przytłoczony ścianami żelbetonu, ekranami telewizorów i komputerów, gwarem wielkich miast – żył w zgodzie z naturą i mógł porozumiewać się z innym człowiekiem na odległość za pomocą telepatii. Przekazywał na odległość, bez pomocy jakichkolwiek środków: myśli, różne stany psychiczne, wzruszenia, nastroje i przeczucia. Potem, pozbawiony tej umiejętności, szukał środka pozwalającego rozmawiać, komunikować się między ludźmi na odległość. Bo przecież słowo dobre i mądre – potrzebne jest jak dotyk.

„Jakież to słowo wymknęło się z zagrody twych zębów”? – pytano w „Iliadzie” Homera. Szlachetne żywe słowo mówione. Byron pisał: „Słowa to byty: Kropka atramentu pada na myśl, jak rosa i coś tworzy, co każe myśleć tysiącom, milionom”.

W roku 968 Chińczycy poznali sposób przekazywania dźwięku za pośrednictwem napiętego włókna. Telefon taki składał się z dwóch pudełek spełniających rolę mikrofonu i głośnika, połączonych mocno napiętym włóknem. 26 października 1876 roku dwaj Amerykanie: Elisha Gray z Chicago i pochodzący ze Szkocji Alexander Bell, zgłosili niezależnie od siebie patenty na telefon. Cztery lata później, w roku 1880 w USA wprowadzono pierwsze publiczne telefony wrzutowe samoinkasujące. Najpierw w urzędach pocztowych, a potem w gmachach publicznych.

Tu anegdota z czasów minionych. Dawno, dawno temu ktoś musiał pilnie zatelefonować. Wszedł do Urzędu Miejskiego w Szczecinie. Tam zamontowano telefoniczny aparat wrzutowy. Po wrzuceniu do odpowiedniej szparki żetonu, nasz bohater zauważył przyklejoną do automatu kartkę z informacją, iż jest on – telefon – samoinkasujący, zepsuty. Niedaleko, na ulicy Felczaka, telefony samoinkasujące były zdewastowane: bez słuchawek, z przypalonymi szparkami wrzutowymi. Trochę dalej – podobnie. Rzeczywistość zwykle skrzeczy.

Telefony milczą. Telefony przekazują słowa: miłości, nienawiści, radości, smutku, groźby, głupoty. „Słówko wyleci wróblem, a powróci wołem”. A jednocześnie, jak mówi Księga Ksiąg: „Słowo wypowiedziane w odpowiedniej chwili jest jak złote jabłko na srebrnej tacy”. Chociaż: „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę opłaty za rozmowy via wszelkie urządzenia nienaturalne.

Być może, należałoby, jak pisał Byron, przynajmniej raz dziennie – także w rozmowie telefonicznej – powiedzieć kilka rozsądnych słów.

Kilka i rozsądnych. Nie więcej. Czas to pieniądz.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.