Boli, póki my żyjemy. Ryzyko.

rys. Janusz KapustaLech Galicki

Każdy dzień, ba, nawet noc, to w życiu człowieka czas ryzyka. Ryzyko jest, ale nie można o nim bez przerwy myśleć, bo inaczej byśmy postradali zmysły. Egzegeci biblijni rozróżniali siedem zmysłów: rozum, mowę, smak, wzrok, słuch, węch i dotyk.

Później uwzględniono tylko pięć ostatnich. Lecz mówiono także o zmyśle szóstym. Intuicji!

Juliusz Słowacki pisał: „Szczęściem, że wierne zwierciadło i słowa. Często niewierna, wszak wiecie – kobieta. Dopomagają nam szkłem i umysłem. Patrzeć na siebie… i są szóstym zmysłem”. Często ryzykujemy, zapominając o intuicji. Oto przykład. W jednym ze środków komunikacji miejskiej, dwóch mężczyzn udawało kontrolerów. Zaryzykowali, mieli pecha, bo na swe ofiary wybrali policjantów. Z wrażenia odjęło im mowę.
Objawem przedkładania ryzyka nad własne siły jest tak zwany „zespół Mount Everestu”. Alpinista George Herbert Mallory wyraził go bardzo zwięźle: „Chcę się wspiąć na Mount Everest, bo tam jest”. I zaginął pod najwyższym szczytem na Ziemi, na wysokości powyżej 8600 metrów. Objawem „zespołu Mount Everestu” jest pragnienie dokonania czynów, jakich nigdy dotąd nikomu nie udało się zrealizować. Tak było, jest i będzie. Ginevra, dziewczyna z rodu Orsinich, w dzień swego ślubu z Francesco Dorią, dla figlów ukryła się w kufrze. Zamek zaryglował wieko. Szkielet Ginevry odnaleziono po pięćdziesięciu latach. A jeszcze, Lady Godiva, żona Leofrica, hrabiego Mercji. Gdy nałożył on rujnującą daninę na swych dzierżawców, obiecał swej żonie, że ich od tego ciężaru uwolni, gdy ona przejedzie nago na koniu przez ulice miasta. Godiva zaryzykowała – spełniła warunek, a jej mąż słowa dotrzymał.

Czyn ryzykowny raz kończy się źle, raz dobrze.

W sferach politycznych ryzyko często przybiera postać zobrazowaną totalną ciszą i dezorientacją grupy liderów obecnej tzw. opozycji do wszelkich pozaintelektualnych granic, gdy niepodziewanie zadano szefowi niejakiemu Schetynie G. i skupionych przy nim nijakich osób pytanie: – Proszę podać wasze osiągnięcia, z czasów, gdy posiadaliście władzę w Polsce. Jak pisał Henryk Heine: „niczym dziewczęta z buziami jak malina” – ciągle chcą jak najlepiej (ha,ha) – (teoretycznie, jak państwo teoretyczne, które po sobie zostawili) i nic im nie wychodzi od lat, nie ma na nich mocnych. Byli, są, będą! Albo – nie !

Ryzyko. Już, gdy się rodzimy, ryzykujemy, bo nie wiadomo, w jakie trafimy czasy, kto będzie nami rządził i czy będziemy mieć tyle, aby móc być. Dlatego ryzykujemy, gramy w totolotka, bingo, i bierzemy udział w stresujących turniejach telewizyjnych. Niczym desperaci. Milionerzy z pustymi kieszeniami. Szewcy bez butów. Murarze bez kielni. Mimo to, stajemy w szranki, aby
zacząć żyć godnie. Ryzykujemy. Nawet za cenę postradania zmysłów. Póki boli, znaczy, że żyjemy. Co należało dowieść. CDN.

foto: rys. Janusz Kapusta

Lech Galicki: Pieśń strzelista i inne wiersze

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.