Płk Józef Beck – wzlot i upadek. Polityka zagraniczna II RP

Q2rktkqTURBXy85MDIyMTM0ZTAyMTc5ZGQxYjQ2MDYxYmU4YmI5ZTMxNy5qcGVnkpUCzQMUAMLDlQIAzQL4wsMPróba spojrzenia na politykę zagraniczną II RP przez pryzmat działań jej ostatniego kierownika płk. dypl. Józefa Becka ciągle pozostaje atrakcyjną przygodą intelektualną. W ciągu ponad pół wieku poświęcono analizie przyczyn upadku II Rzeczpospolitej setki opracowań i przyczynków tak w kraju, jak i za granicą, a temat wciąż nie jest wyczerpany.

Tekst ten napisałem ok. 1989 r. dla kalifornijskiego dwutygodnika „Wiadomości”, którego byłem jednym z redaktorów. Tekst wydaje się być ciągle jest aktualny.
Podejmując ten temat spróbujmy najpierw odpowiedzieć na pytanie:, kim był i jakie miejsce zajmował Józef Beck w kołach politycznych II Rzeczypospolitej, oraz w jakich międzynarodowych realiach okresu międzywojennego przyszło mu reprezentować polską rację stanu. Część pierwsza obejmuje okres do kryzysu czeskiego włącznie.

Na początek kilka słów o Becku. Wychowany w patriotycznej rodzinie (ur. 4 X 1894 w Warszawie, pochodzenie flandryjskie, wg. innych żydowskie), w sierpniu 1914 roku w przededniu swoich 20-tych urodzin trafia do Legionów, do artylerii. Po licznych bojach i misjach od lutego 1919 roku odwołany przez Komendanta Piłsudskiego do zadań specjalnych.
Reprezentuje myśl Piłsudskiego w negocjacjach z Rumunami, udaje się w ważnych misjach do Budapesztu i Brukseli. Jest jednym z szefów II Oddziału (Wywiadowczego) Sztabu Generalnego. Od 1922 r. pełni funkcję attache wojskowego w Paryżu i Brukseli. Po odejściu Piłsudskiego od czynnego życia państwowego w 1925 r. Beck wraca z Paryża i w ślad za swoim patronem opuszcza na krótko wojsko.
Jest człowiekiem bardzo inteligentnym, absolwentem Wyższej Szkoły Wojennej. Dla obcych oschły (styl wojskowy), czasem arogancki, znał dobrze francuski i niemiecki. Z tego okresu pochodzą oskarżenia, jakoby Beck wykradał francuskie tajemnice wojskowe dla Niemców, w innej wersji dla Włochów, wydaje się to kompletną bzdurą, nie popartą żadnymi dowodami zainteresowanych. Zarzuty te na krótko wypłynęły w historiografii rosyjskiej (2009 r.).
Natomiast prawdą jest, że tak Piłsudski jak i Beck byli b. niechętni szarogęsieniu się francuskiej misji wojskowej na przełomie lat 20-tych. Beck po powrocie do kraju rozwiódł się (syn Andrzej) i przeszedł na kalwinizm, aby poślubić Jadwigę, rozwiedzioną b. żonę kolegi (gen. S. Burhardt-Bukacki).

Q2rktkqTURBXy85MDIyMTM0ZTAyMTc5ZGQxYjQ2MDYxYmU4YmI5ZTMxNy5qcGVnkpUCzQMUAMLDlQIAzQL4wsM

W 1926 r. zostaje szefem sztabu zamachowców pod dowództwem gen. G. Orlicz-Dreszera. Następnie Piłsudski, jako minister spraw wojskowych mianuje Becka szefem swojego gabinetu. W 1930 r. 36-letni Beck ku powszechnemu zdumieniu obejmuje funkcję wicepremiera w rządzie Piłsudskiego. Marszałek darzył go pełnym zaufaniem.
W Ministerstwie Spraw Zagranicznych od 6 grudnia 1930 r., jako wiceminister spraw zagranicznych jest przygotowywany przez Piłsudskiego do funkcji kierownika polskiej polityki zagranicznej, którą to funkcję obejmuje Beck 2 listopada 1932 r. po A. Zaleskim, stając się najmłodszym szefem dyplomacji wśród liczących się państw europejskich. Piłsudski wysoko cenił inteligencję i dynamizm młodego oficera. Wśród piłsudczyków młody pułkownik miał opinię pomazańca, osoby najbardziej do Marszałka zbliżonej w ciągu ostatnich lat życia. Ten ojcowski stosunek Piłsudskiego do Becka, jak pisze świadek tamtych dni, adiutant Marszałka, M. Lepecki, wynikał z dumy, że uczeń wybrany przezeń do zadań na wielką miarę, nie zawodził.
Spójrzmy teraz na pozycję Polski na mapie gospodarczej i politycznej Europy. Pod względem obszaru i ludności II Rzeczpospolita znajdowała się w czołówce państw europejskich, jednak pod względem potencjału gospodarczego wyraźnie od tej czołówki odstawała. Była też krajem na mapie politycznej Europy nowym. Sklecona z trzech zaborów miała opinię państwa raczej niestabilnego, ze znacznym procentem mniejszości narodowych, co nie sprzyjało napływowi zagranicznego kapitału i w konsekwencji rzutowało negatywnie na rozwój gospodarczy kraju (ok. 1/3 mniejszości narodowych).

Francja

Niejako w spadku po Rosji carskiej, Polska była naturalnym sojusznikiem Francji wobec Niemiec z tym, że dyplomacja francuska traktowała Polskę przedmiotowo. Piłsudski, a za nim Beck zdecydowanie odrzucali francuskie próby zwasalizowania Polski. Francuski amb. Leon Noel (od 1935 r.-poprzednio amb. w Pradze), miał ambicje doprowadzenia do sojuszu Praga-Warszawa i nie znajdując akceptacji do tego projektu Becka, znienawidził go i później próbował namówić Paryż (bez powodzenia) na rozluźnienie sojuszu z Warszawą.
Słaba, niezdecydowana i bez wyrazu prowadzona polityka zagraniczna Francji pchnęła kierownictwo polskie do bezpośrednich rozmów z Hitlerem, który rozumiał je, jako ograniczenie wpływów Francji w tym regionie. Osobiście najlepsze, przyjacielskie stosunki miał Beck z amb. USA A.J.Drexel Biddle. Oczywiście położenie geopolitycznie II Rzeczpospolitej między dwoma agresywnymi totalitaryzmami i błyskawicznie rosnącymi ich potencjałami gospodarczymi i militarnymi nie pozostawiało zbyt wielkiego marginesu dla gry dyplomatycznej w przyszłości. Jeszcze w 1925 r. Polska była potęgą militarną w Europie, ale każdy następny rok przynosił niekorzystne zmiany między polskim potencjałem gospodarczym i militarnym, a potencjałami jej sąsiadów.
Reasumując: dla Francji Polska pozostawała nadal partnerem numer 1 we wschodniej Europie, co było jednym z głównych zadań wyznaczonych Beckowi przez Józefa Piłsudskiego. Oryginalną ideą francuską było dążenie do zmontowania paktu wschodniego-bezpieczeństwa zbiorowego dla Rosji, Czechosłowacji, Polski i krajów bałtyckich. Jednak państwa te były między sobą tak poróżnione, np. Litwa nie miała stosunków dyplomatycznych z II RP. Rosjanie chcieli baz wojskowych w Polsce i prawa przemarszu, że nikt na to by się nie zgodził. Czechosłowacja była bardzo nieprzyjaźnie nastawiona w kierunku Polski i vice versa…

Rosja Sowiecka

Jeśli chodzi o Rosję Sowiecką to podstawową przesłanką jej polityki zagranicznej była chęć utrzymania współpracy z Niemcami na podstawie układu z Rapallo z 1922 r. Rosja Sowiecka nie była zainteresowana ożywieniem kontaktów z Warszawą obawiając się reakcji Berlina. Właśnie Rosja obok Niemiec była przeciwnikiem postanowień Traktatu Wersalskiego. Dopiero dojście Hitlera do władzy stwarzało przesłanki do odprężenia między Warszawą i Moskwą, a także wpłynęło na możliwość rewizji sowieckiego stanowiska wobec Traktatu Wersalskiego i mocarstw zachodnich. Nowa sowiecka polityka wobec Polski czy Francji była jedynie elementem tej zmiany i Rosja traktowała ją, jako konieczną asekurację wobec nowego stanowiska Berlina.
Rosjanie zabiegali o zbliżenie z Niemcami, na przełomie 1936/37 r. dyrektor rosyjskiej misji handlowej w Berlinie, Kendelaki, złożył w imieniu Stalina propozycję polepszenia stosunków niemiecko-sowieckich, którą Hitler odrzucił. Po polsko – niemieckiej deklaracji o nieagresji z 26 stycznia 1934 r. Moskwa była zdania, że możliwości jej współpracy z Polską przeciwko III Rzeszy uległy likwidacji. Ocena ta zbiegła się z moskiewską wizytą J. Becka (13-15 lutego 1934 r.) w czasie, której przedłużono pakt o nieagresji (z 1932 r.) do roku 1945. Reprezentując polską rację stanu Beck był przeciwny „wschodniemu Locarno”, które poprzez zbliżenie Rosji i Francji zmniejszało pozycję Polski w Europie Wschodniej na rzecz Rosji, a ponadto obniżało do minimum wartość sojuszu polsko-francuskiego.
W maju 1935 r. zawarte zostały układy o wzajemnej pomocy, najpierw między Francją a Rosją Sowiecką, oraz później między Rosją a Czechosłowacją (Stalin podejmował się przyjścia z pomocą, jednak dopiero po wypełnieniu swoich zobowiązań przez Francję). Układy te nie posiadały jednak konwencji wojskowej, precyzującej warunki pomocy w przypadku zagrożenia sygnatariuszy przez Niemcy. Stare porozumienie rosyjsko-niemieckie po dojściu do władzy Hitlera, zostało zastąpione porozumieniem rosyjsko-francuskim, które to przyniosło porozumienie polsko- niemieckie. Jednak prawdziwym zwycięzcą tych porozumień wydaje się być Rosja, ponieważ jej pakty o nieagresji z Francją i Polską zabezpieczały jej zachodnią granicę, przez co miała wolną rękę przeciwstawić się agresywnej Japonii na dalekim wschodzie.

Anglia

Jeśli chodzi o stosunek Anglii (późniejszego alianta) do Polski, to wynikał on z imperialnej polityki brytyjskiej na kontynencie europejskim. W czerwcu 1935 r. Anglia łamiąc postanowienia Traktatu Wersalskiego podpisała układ morski z Hitlerem, który oddawał mu kontrolę nad Bałtykiem. Po I wojnie światowej wygranej w sojuszu z Francją ( i USA), w obawie przed nadmiernymi wpływami Francji Anglia prowadziła politykę wspierania Niemiec przeciwko Francji (stąd poparcie dla WM Gdańsk i innych praw niemieckich na wschodzie). Dla Anglii, która uważała, że traktat wersalski był zbyt srogi dla Niemiec, Polska stanowiła jedynie jeden z elementów umacniających kontynentalną siłę Francji. Przejściowo Anglia patrzyła sympatycznym okiem na zbrojenia Hitlera, jako przeciwwagę zbrojeń sowieckich. Z zasady Anglia nie pchała się do konfliktów osobiście, ochronę swoich interesów zabezpieczała systemem sojuszy.
W drugiej połowie lat trzydziestych sytuacja zmieniła się radykalnie: to właśnie Rzesza Niemiecka zaczęła zagrażać brytyjskiej polityce na kontynencie. Jednak zmiana ta nie zawsze była korzystna dla Polski. W grudniu 1935 r. R.C. Stevenson (z brytyjskiego MSZ) oświadczył członkom polskiej delegacji w Genewie:
”…żadna Izba Gmin nie zgodzi się na interwencję w obronie istniejącego porządku rzeczy w centralnej lub wschodniej Europie, np. w obronie korytarza”.
Piłsudski już wcześniej uznał, że zaznacza się przewaga polityczna Londynu nad Paryżem i że Francuzi niczego nie zrobią bez Anglików.
Podsumowując: głównym zadaniem pozostawionym Beckowi przez Piłsudskiego było umocnienie sojuszu wojskowego z Francją z 1921 r. i zawarcie takiegoż sojuszu z Wielką Brytanią.

Czechosłowacja

Na południu naszym naturalnym sojusznikiem była Czechosłowacja. Polsko-czeskie stosunki prawie nigdy nie były poprawne, począwszy od zdradzieckiego krwawego zajęcia polskiego Zaolzia przez Czechów w czasie krytycznej dla nas wojny polsko-bolszewickiej (nóż w plecy). Do pożądanego zbliżenia obydwu sąsiadów nieomal doszło na przełomie 1933-34 r., w ramach reakcji obronnej na włoski projekt „paktu czterech” (marzec 1933), który przyjmował Niemcy do europejskiej czołówki mocarstw obok Francji, Anglii i Włoch, a jego ideą było ograniczenie roli mniejszych państw w stosunkach międzynarodowych.
W odpowiedzi Beck zagroził wystąpieniem z Ligii Narodów jak i przeglądem stosunków z Francją, w Genewie zaś Beck spotkał się z Beneszem zapowiadając swoją wizytę w Pradze w celu zawiązania aliansu antyniemieckiego. Niestety Czesi szybko wycofali się z tej propozycji, powodując narastający antyczeski uraz u Becka. Wydaje się, że kierownicy polskiej polityki zagranicznej, najpierw Piłsudski a później Beck, nie byli w stanie do końca zrozumieć strategicznego znaczenia Czechosłowacji, jako klucza do zachowania ładu wersalskiego, który zrodził Polskę. Należy jednak przyznać, że niezrozumienie było wzajemne albowiem jeszcze w 1925 r. Benesz odmówił aliansu A. Skrzyńskiemu (min. spraw zagr. Polski) motywując to obawą przed zepsuciem swoich stosunków z Niemcami.
Faktem pozostaje, że Czechosłowacja była zapleczem antypolskich dywersyjnych i terrorystycznych ruchów ukraińskich. Również na Morawach istniała oficjalna ekspozytura komunistyczna na Polskę. Polska mniejszość (1 ½% ludności Czech.) była traktowana źle.
Dla Piłsudskiego i Becka, Czechosłowacja była sztucznym zlepkiem różnych narodowości, który wcześniej czy później musi się rozpaść (podobnie Czesi myśleli o Polsce!). Z 14.5 mln ludności Czesi stanowili 40%, Niemcy 25%, Słowacy 15%. Tak więc, było to państwo w którego skład wchodziło 45% mniejszości narodowych.
Niemcy
Od 1933 r. niewątpliwie pod wpływem projektu „paktu czterech” i dojścia Hitlera do władzy, Piłsudski przenosi z konieczności wektor aktywności polityki zagranicznej z Ligi Narodów, (z której Niemcy występują w październiku 1933) i układu bezpieczeństwa zbiorowego (zawiedziony uwiądem woli francuskich polityków) na stosunki dwustronne, co Hitler uważa za pożądane osłabienie pozycji Francji w tej części Europy.
Zmiany te poprzedziło odejście „ligowca”, jakim był min. A. Zaleski i objęcie urzędu przez J. Becka. Tak zwana „polityka równowagi” czyli jednakowego dystansu wobec Moskwy i Berlina opierała się na paktach o nieagresji z Rosją Sowiecką (1932 r.) i z Niemcami (1934 r.). Z pozycji dzisiejszej wiedzy i doświadczenia trzeba przyznać, że była to polityka całkowicie trafna dla polskiej racji stanu w okresie jej inicjacji, aczkolwiek jej autor marszałek Piłsudski uważał, że nie będzie można jej prowadzić w nieskończoność.
Marsz. J. Piłsudski niezbyt liczył się z Hitlerem i w już w 5 tygodni po jego inauguracji kanclerskiej zorganizował prowokację (w/g podpisanych konwencji Polska mogła utrzymywać na Westerplatte do 82 żołnierzy i oficerów) desantując dodatkowo 120 żołnierzy wśród niemieckich protestów godząc w prestiż nowego kanclerza, strasząc widmem wojny prewencyjnej. Podobnie Piłsudski zorganizował incydent z ORP „Wicher” (wejście do Gdańska z brytyjskimi jednostkami), testował reakcję niemiecką i państw zachodnich 9 miesięcy wcześniej. Niestety zachodni sojusznicy osłonili Hitlera, zapraszając go nawet do ekskluzywnego klubu „paktu czterech”.
Zadaniem wielkiej wręcz wagi było nawiązanie poprawnych bezpośrednich stosunków z Niemcami. Jak pisze Beck: „nie chodziło o to, jakie one mają być w przyszłości, dobre, czy złe. Poprzednio były one uważane za niemożliwe i sam fakt możliwości wprowadzał nowy element do polityki europejskiej.” Stosunki te z okresu republiki weimarskiej były b. złe i co gorsze niemiecka polityka znajdowała ciche zrozumienie pozostałych mocarstw.

http://www.newsweek.pl/g/crop/0/-1050/newsweek/636069447207877870.jpg

Podstawowym rezultatem układu z Niemcami było zakończenie bardzo kosztownej wojny celnej oraz zlikwidowania wojny prasowej. Hitler, na którym właściwie Piłsudski wymógł pakt o nieagresji, odnosił się do Piłsudskiego, jako pogromcy bolszewików i człowieka silnej ręki, z respektem. W swoich dalekosiężnych planach widział armie polskie, jako forpocztę swoich sił idących na Rosję. Stanowisko to lansowane było tak za życia jak i po śmierci Marszałka przez Wielkiego Łowczego III Rzeszy, marsz. H. Goringa wobec przywódców II RP, ale nigdy nie znalazło ich akceptacji.
Oczywiście Hitler potrzebował czasu dla realizacji swojego programu zbrojeń. Przyjmując ofertę normalizacji stosunków z Polską postanowił ją także wykorzystać na arenie międzynarodowej występując w roli miłującego pokój przywódcy, w perspektywie jednak gotując Polsce rolę całkowicie podporządkowanego wasala (ciekawostka – jedyny raz, kiedy kanclerz Hitler pojawił się na mszy św. w kościele w Berlinie było to po śmierci marsz. J. Piłsudskiego).
Piłsudski uważał, że zyskaliśmy kilka lat spokoju. Liczni historycy (szczególnie z epoki PRL-u) uważają, że upojony sukcesem Beck traktował ten układ, jako nieomal niezmienny i czynił go fundamentem swojej polityki. W rzeczywistości Beck w finezyjny sposób usiłował łączyć samodzielność we wzajemnych stosunkach z Niemcami i Rosją; z niewypuszczeniem z dłoni atutu sojuszu wojskowego z Francją mającego być gwarancją przed złą wolą Niemiec. Beck zakładał jednak, że Hitler, jako weteran I wojny światowej, nie straci zmysłów i nie wywoła następnej wojny, którą przegra. Sądził natomiast, że Hitler ostro blefuje. Sam Hitler często podkreślał, że w przeciwieństwie do głów innych państw dobrze zna horror wojny i nie chciałby do podobnego zjawiska dopuścić ponownie.
Nawet błyskotliwy publicysta S. Cat-Mackiewicz uważał, że Beck nie był bardziej ugodowy w stosunku do Niemiec, niż politycy Francji czy Anglii oraz, że bardziej dbał o interesy Francji niż Francja o interesy polskie. Wydaje się, że po wizycie w Moskwie 1934 r. (gdzie przybył, jako pierwszy minister europejski i gdzie pierwszy raz grano polski hymn narodowy), upewnił się (?), że Niemcy nigdy nie zbliżą się do Rosji, Rosja zaś nie pozwoli Niemcom naruszyć integralności Polski. Wnioskował on, że Rosja nie ma żadnego interesu w posiadaniu wspólnej granicy z Niemcami.
Kiedy w marcu 1936 r. Hitler wkroczył militarnie do Nadrenii, Beck pospieszył z zapewnieniem, że jeżeli Francuzi staną na wysokości zadania sojusznik polski również wystąpi zbrojnie przeciwko Niemcom. Było to konsekwentne echo koncepcji „wojny prewencyjnej” wysuniętej w 1933 r. przez Piłsudskiego i niepodjętej przez Francję. Beck wiedział, że tak naprawdę nie może liczyć na Francję, która ma swoje wewnętrzne problemy.
W temacie wojny prewencyjnej trzeba wspomnieć o inicjatywie Mussoliniego z lipca 1934 r., która była reakcją Il Duce na nieudany faszystowski zamach stanu w Austrii. Mussolini gościł wtedy żonę kanclerza Dollfussa, a sam kanclerz miał wkrótce też dojechać został jednak przez zamachowców zamordowany. Duce zarządził częściową mobilizację i obsadził granicę z Austrią, zwracając się do Francji i Anglii w sprawie wojny prewencyjnej. Mussolini obawiał się również wzrostu niemieckich wpływów na Bałkanach.
Hitler przestraszył się taką możliwością i zbiegłych zamachowców oddał Austrii. Jednak Francja nie chciała się bić, zaś Anglia niechętnie widziałaby Mussoliniego w obozie zwycięzców, aż do czasu kiedy ten zaatakował Abisynię.
W listopadzie 1937 w Berlinie (światowa wystawa myśliwska) pojawił się Lord Halifax, sondując stanowisko Hitlera, który zażądał od niego zwrotu kolonii niemieckich (było to już po konferencji Hossbach). Również w listopadzie zostaje podpisany pakt antykominternowski między Japonią, Włochami a Niemcami, który był też następstwem paktu sowiecko-chińskiego z 31 sierpnia 1937 r.
Właśnie 5 listopada tegoż roku w Berlinie (gmach urzędu kanclerskiego), odbyła się osławiona super tajna konferencja znana od nazwiska oficera ordynansowego Hitlera, ppłk Hossbacha, protokólanta „testamentu” Hitlera. Obecni byli jeszcze: Goering, adm.Raeder, gen.von Blomberg i gen.von Fritsch i baron von Neurath (MSZ), wszyscy oprócz Goeringa zgłaszali zastrzeżenia do planów Hitlera i w ciągu 2-ch miesięcy stracili swoje pozycje. Hitler przedstawił wytyczne polityki niemieckiej, które w razie jego śmierci miały obowiązywać jego następców (pierwszym był Goering, drugim w linii był Rudolf Hess). O Polsce mówił mało, informując, że nie przewiduje z nią wojny, (podobnie mówi o Rosji) mówiąc, że Polska pozostanie neutralna w razie jego ewentualnej wojny z Anglią i Francją. Sądził przy tym, że Polska się nie ruszy, bo będzie bała się Rosji, która też się nie ruszy, bo będzie bała się Japonii. Tu jest klucz do polityki Hitlera w tym okresie: zamierzał on zająć Austrię i Czechosłowację i był pewien, że Anglia i Francja mu na to nie pozwolą, bo zdecydowanie nie było to w ich interesie !
Więc Hitler planuje wojnę na zachodzie, ale jako konieczność, a nie na wschodzie! Jak wiemy zachód dalej Hitlerowi na wszystko pozwalał, a zagrożona jego kolejnymi żądaniami (na wzór czeski) Polska podparła się angielskimi gwarancjami!

Spadkobiercy J. Piłsudskiego

Kiedy spojrzymy na rozgrywki personalne po śmierci Marszałka Piłsudskiego, nazwane przez B. Miedzińskiego dekompozycją obozu rządzącego (Miedziński i Koc postawili na Śmigłego-Rydza) zauważymy, że ze starej ekipy „pułkowników” u steru władzy pozostał jedynie płk. J. Beck. Nie tylko nie straciwszy na tych rozgrywkach, Beck wchodził w skład ścisłego triumwiratu obok Mościckiego i Rydza-Śmigłego. Dodać trzeba, że to on w tym towarzystwie decydował o jakże ważnych sprawach polityki zagranicznej II RP, nie posiadał jednak żadnego zaplecza politycznego.
Po śmierci Piłsudskiego, zgodnie z jego życzeniem, Mościcki miał ustąpić miejsca płk. W. Sławkowi ( popieranemu przez Prystora i Matuszewskiego), który był długoletnim przyjacielem Becka i obaj byli najbliższymi ludźmi Marszałka. Kiedy Mościcki nie chciał ustąpić z funkcji Prezydenta, Beck usiłował go przycisnąć do muru swoją dymisją. Sławek, (który później na kilka miesięcy przed wojną popełnił samobójstwo) jednak honorowo odmówił udziału w tej grze, a poproszony przez Mościckiego, Beck zmiękł i wycofał swoją dymisję.
W 1936 r. Rydz-Śmigły udał się po kredyty do Francji i całą wyprawę zakończoną sukcesem, przygotowywał poza plecami min. spraw zagr. Becka, który odczuł to, jako niezasłużone upokorzenie. Opozycja w Polsce, a głównie gen. Wł. Sikorski, w porozumieniu z amb. francuskim w Warszawie L. Noelem i czynnikami francuskimi, chciała przehandlować francuskie kredyty w zamian za dymisję znienawidzonego Becka. Twierdzili oni, że dopóki na czele polskiej dyplomacji stoi minister przychylny Niemcom, Francja nie może dać Polsce kredytów na rozbudowę potencjału wojennego.
Rydz-Śmigły oparł się jednak tym naciskom, potwierdzając korzyść taktyczną i przydatność Becka, jako min. zaprzyjaźnionego z Niemcami, podkreślając wobec gen. M. Gamelina, że daje to czas na dozbrojenie Polski i Francji. Wydaje się, że na pozostawienie Becka w gabinecie wpłynęło również to, że miał niekwestionowany charyzmat wśród piłsudczyków, (chociaż jedynym, który go lubił był Sławek), chęć utrzymania rodowodu i tradycji zamachu majowego, niepisany testament J. Piłsudskiego oraz utrzymanie mitu o monolicie obozu rządzącego.
Faktem też jest, że Beck nie był w stanie zrezygnować ze swojej frankofobi. Zmarnował okazję, kiedy pierwszy raz Francja doceniając zagrożenie hitlerowskie zabiegała o Polskę. Dla Becka ten nowy rząd francuski, który to czynił był zbyt lewicowy (rząd frontu ludowego). Z drugiej strony, francuski rekord sojuszniczy był mierny i Beck takim go widział, prawdę mówiąc Francuzi po I w.ś. nie przejawiali większej woli walki.
Rydz-Śmigły, jako Generalny Inspektor Sił Zbrojnych interesował się bezpieczeństwem państwa i bardzo potrzebował kredytów i sojuszu francuskiego, tak jak i rumuńskiego, a nawet czeskiego. Twierdził on, że należy kontynuować linię porozumienia z Niemcami, wiedząc jednak, że wielkie zbrojenia niemieckie są skierowane również przeciwko Polsce, a wojna jest tylko kwestią czasu, dlatego kładł nacisk na ścisłą współpracę między polskim a francuskim Sztabem Generalnym. Śmigły był zdania (inaczej niż wcześniej Piłsudski i ciągle Beck), że będziemy mieli wkrótce wojnę z Niemcami (a nie z Rosją). Beck zaś nie lubił Francuzów, gardził Rumunami, a przy wymawianiu nazwy Czechosłowacji robiło mu się wprost niedobrze, a był raczej chorowity.

ANSCHLUSS AUSTRII

12 czerwca 1938 r. Wehrmacht wkroczył do Austrii, a następnego dnia Niemcy proklamowały wcielenie Austrii do Rzeszy. Wcześniej Niemcy zabiegały o zapewnienie sobie neutralności rządu polskiego w sprawie Anschlussu. Beck odpowiedział Goeringowi, że Polska posiada w Austrii interesy jedynie gospodarcze. Również rząd polski, jako jeden z pierwszych uznał Anschluss, jako fakt dokonany.
Dziwić może jak mąż stanu takiej miary i doświadczenia jak Beck mógł uczynić podobne błędy strategiczne. Przecież likwidacja niepodległej Austrii, zapowiadała likwidację Czechosłowacji, paraliżowała Budapeszt, neutralizowała Bukareszt, zniszczyła doszczętnie polskie plany międzymorza. Beckowska koncepcja międzymorza polegała na przeciwstawieniu potędze obydwu sąsiadów tzw. trzeciej siły. Miał nią być związek państw neutralnych będących w podobnej sytuacji, co Polska. Obejmowałaby ona państwa leżące między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem (z nieszczęsnym na własną prośbę wykluczeniem Litwy i Czechosłowacji).
Pozostali partnerzy nie byli niestety skłonni do zachowań w myśl koncepcji Becka, a i czas na to stawał się coraz mniej odpowiedni. Przy zgodzie Becka Europa Środkowa stawała się domeną Niemiec, a porządek ustanowiony w Wersalu, na którym opierało się bezpieczeństwo Polski został poważnie zagrożony. Wypada przypomnieć, że jeszcze marsz. Piłsudski przepowiadał takież zachowanie Polski wobec ewentualnego Anschlussu. Polska nie miała szerokiego pola manewru. Jednak rządząca elita II RP, mimo wspaniałych raportów attache wojskowego w Berlinie płk. A. Szymańskiego, niezbyt orientowała się w zbliżającej się katastrofie.

Polski ambasador w Berlinie A. Wysocki podaje, że już wiosną 1938 r. ostrzegał prezydenta Mościckiego, że po zajęciu Austrii Niemcy staną się najpotężniejszym militarnie mocarstwem Europy. Prezydent przerwał mu i rzekł:
„Ach panie Wysocki! Jakże może Pan powtarzać takie bajki! Przecież ten cały hitleryzm chwieje się w posadach. Hitler nie dowierza nikomu i dlatego objął naczelne dowództwo, bo nie jest pewien armii. A wiadomo przecież, co to znaczy!”
Również R. Dmowski miał podobne spojrzenie na Anschluss, sądząc (książka ”Odbudowanie Państwa Polskiego”), że krok taki skieruje ekspansję Hitlera na południe, co pokłóci go z Mussolinim i odwróci niemiecką uwagę od Pomorza. Czy Beck miał możliwość korzystnego dla Polski rozwiązania tego problemu, czy mógł zaprosić kanclerza Schuschnigga, Benesza, Węgrów i Rumunów, zamiast programować z zadowoleniem własny paraliż? W tym czasie udało się Beckowi uregulować przy pomocy ultimatum stosunki dyplomatyczne z Litwą („Wodzu prowadź nas na Kowno!”), ale fakt postawienia ultimatum wywołał w świecie skojarzenia, że Polska posługuje się szantażem w stosunkach międzynarodowych podobnie jak Niemcy. Trzeba przyznać, że ultimatum było bardzo wyważone i ograniczone do minimum.

Zajęcie Czechosłowacji

Po Austrii, Hitler zabrał się do likwidacji Czechosłowacji, czyniąc przygotowania do zdobycia koniecznej wielkiemu narodowi niemieckiemu przestrzeni życiowej na wschodzie. Na jego drodze w następnym etapie stanie Rzeczpospolita, którą Hitler planował podporządkować sobie metodami pokojowymi (obiecując Polsce np. Ukrainę) lub zbrojnie jeśliby zachodziła taka potrzeba. Tymczasem optując za pierwszym wariantem pozwalał Beckowi grać rolę partnera współpracującego w oczach światowej opinii publicznej w dziele zaprowadzenia niemieckiego porządku w Europie.

Jeszcze w 1936 r. gen. Gamelin wracając z Warszawy przez Pragę wziął list od Benesza i wręczył go Rydzowi-Śmigłemu przebywającemu w Paryżu. List zawierał akcenty polemiczne, ale i sugestie zbliżenia polsko-czechosłowackiego, aż do sojuszu militarnego pod patronatem Francji włącznie. Po przestudiowaniu listu Rydz-Śmigły oświadczył, że osobiście uważa, że solidarność obu krajów jest konieczna. Kiedy francuskie gazety ogłosiły, że nastąpiło zbliżenie polsko-czechosłowackie, min. Beck ogłosił ostre dementi w tej sprawie.

Wygląda na to, że Beck rozbiór Czechosłowacji widział, jako budowę nowego ładu w Europie, a nie okrążanie Polski w pochodzie Hitlera na Wschód.
12 maja 1938 r. Mościcki, Rydz-Śmigły i Beck uzgodnili na Zamku, że nie będą zaciągane żadne zobowiązania polityczne wobec Czechosłowacji. Beck spodziewał się rozłupania Czechosłowacji na dwa narodowe człony: czeski i słowacki, planując część słowacką wziąć pod protektorat polski, zaś Ruś Zakarpacką chciał oddać Węgrom. Oto jak uważając się za równorzędnego partnera Niemiec pragnął w nowych warunkach realizować “koncepcję Międzymorza”, poczynając od wspólnej granicy z Węgrami. Wydaje się, że strategia polska wymagała ze względu na długość granicy z Niemcami chronienia tych pozycji, które już istniały – taką była Czechosłowacja. Z punktu widzenia strategicznego ocalenie Czechosłowacji było dla Polski sprawa życia i śmierci. Tak też widzieli sprawę Niemcy.
Jeszcze 7 lipca 1938 r. Hitler wydając dyrektywy do rozbicia Czechosłowacji, nie był pewien czy Polska nie uderzy wtedy na Niemcy, którym daleko jeszcze było do pełnej gotowości bojowej w tym czasie.
Wypada przypomnieć, że połączone siły polsko-czechosłowackie mogłyby razem wystawić, co najmniej 80 do 85 związków taktycznych, 1500 czołgów i 1600 samolotów plus siły sojuszników zachodnich. Bardzo ważnym elementem byłby również silnie rozwinięty czeski przemysł zbrojeniowy o dużych mocach produkcyjnych oraz dogodne strategiczne pozycje wyjściowe w stosunku do niemieckich baz wypadowych ze Śląska, co prawda Czechosłowacja była już okrążona od strony Austrii.
Miała być polityka równego dystansu, jednakowej odległości do Berlina i Moskwy. Było jednak inaczej. Z Paryża i Londynu widziano uczestnictwo w bardzo aktywnej karuzeli politycznej reżyserowanej w Berlinie, a podejmowane z konieczności w Warszawie. Wydaje się, że Beck prowadził jak najbardziej ostrożną i przyjazną politykę z Niemcami, a czując zbliżające się niebezpieczeństwo chciał zyskać na czasie i poprawić sytuację obronną Polski. Zaczynał jednak nabierać niepokoju.
W styczniu 1938 r. Hitler, jak nigdy przedtem był kategoryczny wobec Becka w swoich zapewnieniach, co do nienaruszalności bezpośrednich i pośrednich interesów polskich. Podobne stosunki Beck wypracował z Mussolinim: w marcu 1938 r. Wielki Faszysta zapewnił go, że nie pozwoli na usadowienie się komunistów w Hiszpanii gdzie Anglia stojąc z boku próbowała zaprawić do walki Hitlera przeciwko Stalinowi.
Beck wykorzystywał niechęć Mussoliniego do niemieckiego Anschlussu sąsiedniej Austrii, ale sytuacja się zmieniła Mussolini zbliżył się już do Hitlera. Po ataku na Abisynię został potępiony przez Francję i Anglię. Przedmiotem trosk Becka i jego obydwu faszystowskich partnerów była sytuacja we Francji, gdzie byli zaniepokojeni szerzeniem się komunistycznej propagandy, jako efektów zbliżania się Francji do Rosji. Przypomnijmy, że naturę totalitarnego sowieckiego systemu Beck znał dobrze…
Na skutek nacisków Becka nie wyciągano konsekwencji w stosunku do organizacji hitlerowskich w Polsce, do jej szkoleń i różnych form organizacyjnych. Beck m.in. przeciwdziałał bojowej polityce wojewody Grażyńskiego na Śląsku. Rozciągnął cenzurę na antyhitlerowskie artykuły w prasie polskiej, zabraniał również organizowania imprez o zabarwieniu antyniemieckim.

Z dzisiejszych pozycji nie było to zbyt mądre. Wydaje się, że Beck był trafnie przekonany, co do nieuniknionego końca Czechosłowacji. W “Ostatnim Raporcie”: pisał:• „wynikało wyraźnie, że Anglia o czeskie interesy nie będzie się bić.”
Nie tylko Anglia, bowiem Beck ustępował i dostosowywał się do rytmu hitlerowskiej polityki, przysłowiowy duch Monachium był przecież powszechny w całej Europie.
Pozostaje jeden problem: Czy nie zbyt łatwo zapatrzył się Beck w reakcje Anglii i Francji, przecież to Rzeczpospolita graniczyła z III Rzeszą i Czechosłowacją, nie zaś Anglia. Podczas omawiania wyżej wymienionej sytuacji na Zamku, Beck postawił następujące tezy: Czesi nie będą się bić, państwa zachodnie nie są w stanie moralnie jak i materialnie działać na ich korzyść, podobnie jest z Rosją Sowiecką.
Co do polskiego stanowiska, triumwirat na Zamku ustalił, że Polska nie może rozpocząć jako pierwsza akcji wojskowej przeciwko Czechosłowacji, ale nie odstąpi od żądania zwrotu Zaolzia (ustalone to było jeszcze między Beckiem a Piłsudskim we wrześniu 1934 r).
Czesi faktycznie nie byli aniołami, W. Witos wielki przyjaciel Czechów i Słowaków pisał w czasie swojego azylu politycznego w Czechosłowacji:
”(…) w stosunku do Polski, rząd czechosłowacki posługiwał się nie tylko przemocą, ale też zdradą, połamawszy wszystkie dobrowolnie zawarte umowy.”.
Rozpętano demagogiczną propagandę o prześladowaniu braci-Polaków w Czechosłowacji, choć to samo działo się z Polakami w Niemczech i w Gdańsku. Idylla polsko-niemiecka trwała. 20 września Hitler oświadczył ambasadorowi Lipskiemu, że w razie konfliktu zbrojnego polsko-czechosłowackiego Niemcy staną po stronie polskiej (sic!). Lipski odwzajemnił się informacją, że rząd polski sparaliżował akcję sowiecką w sprawie Czechosłowacji poprzez manewry wojskowe na Wołyniu. Przypominał również, że w ciągu minionego lata rząd polski odrzucił czterokrotnie propozycje międzynarodowe na rzecz obrony Czechosłowacji. Dodał poufnie, że 21 września nastąpi koncentracja sił polskich na południu Śląska, ale nie przeciw Niemcom.
Jednak gdyby Francja i Anglia nie rzuciły cynicznie Czechosłowacji na pożarcie Hitlerowi, ale stanęły w jej obronie to oczywiście Beck by ich poparł, zgodnie z przypadkiem remilitaryzacji Nadrenii (marzec 1936 r.), kiedy zażądał wspólnej interwencji, ale Francja zaprzepaściła i tę okazję i Beck spodziewał się i tym razem podobnej postawy sojusznika.

Istniały rozsądne głosy wśród polskich kół wojskowych na temat koniecznego wspólnego frontu przeciw niemieckiego z Czechosłowacją, podobne głosy również docierały do Śmigłego ze strony sztabowców czechosłowackich. Sondowali oni koła polskie od końca 1937 r. przez attachat w Bukareszcie i później w Moskwie.
Dopiero jednak pod koniec września 1938 r. przyszły 2 listy od prezydenta Benesza i min.spraw zagr. Krofty z wolą poprawienia wzajemnych stosunków i naprawienia polskich krzywd na Zaolziu. Zbyt późno, szkoda. Ale sukces uzyskany w Czechosłowacji wspólnie z Niemcami miał być już tylko sukcesem niemieckim.
Niestety wszystko, co Beck robił wyglądało w oczach świata na synchronizację polityki zagranicznej Polski z polityką zagraniczną III Rzeszy. W Monachium polskich postulatów, mimo zdecydowanych starań Becka nie uwzględniono, dlatego postawienie żądań Czechom bezpośrednio było ze strony Becka demonstracyjnym protestem przeciwko niekonsultowaniu naszego stanowiska i interesów. Beck był rozczarowany, że mimo sugestii Mussoliniego (informacja od gen. Wieniawy) nie pozwolono mu usiąść przy stole w Monachium, w towarzystwie prawdziwych mocarstw.

1 października 1938 r. Czechosłowacja przyjęła żądania polskie. Hitler nie był zadowolony. Dzień później oddziały polskie pod dowództwem gen. Wł. Bortnowskiego, wkroczyły na Zaolzie, zajmując przy okazji Bogumin, który Hitler uważał za niemiecki. Generał Hrabczyk reprezentujący stronę czechosłowacką w przejmowaniu Zaolzia wyraził przekonanie, iż Polska niedługo odda to terytorium Hitlerowi.
Polacy świętowali, nawet Paderewski przysłał telegram gratulacyjny Mościckiemu. Nawet opozycja polska poparła polską politykę Becka wobec Czechosłowacji (wyjątek – J. Giertych plus nieliczni). Więc Beck z jednej strony odmawiał niemieckim kuszeniom, aby iść razem na Rosję, ale sprzyjał i towarzyszył Hitlerowi w sprawie Czechosłowacji…

W okresie Monachium (29-30 września 1938 r.), Beck obawiał się, że Niemcy zajmą całe terytorium Czechosłowacji i wtedy zażądają od Polski Gdańska i autostrady przez Pomorze w zamian za Zaolzie. Dlatego wystosował ultimatum z 30 września, aby uprzedzić taką sytuację.
Lawinowo nasza sytuacja strategiczna zmieniała się na gorszą, później w przemówieniu do Reichstagu z 28 kwietnia po zajęciu reszty Czech, Hitler podsumował swoje zdobycze: 1,500 samolotów, 469 czołgów, 500 dział przeciwlotniczych, ponad 43,000 karabinów maszynowych, 1 mln karabinów, 1 bln sztuk amunicji etc.

Podsumowując ten okres wydarzeń, zauważyć można, że Beck wiedział, że sprawa polskiej niepodległości znalazła się na równi pochyłej, dalsze uprawianie polityki bilateralnej przestało mieć sens. Myślał o sobie, że gra w szachy z Hitlerem, a tu zaczęło wyglądać na to, że może jest tylko jednym z pionków na szachownicy…
Monachium można też rozumieć, jako pierwsze zwycięstwo „niegotowej” Anglii nad gotowym na wojnę Hitlerem „ Z wojskowego punktu widzenia leżało w naszym interesie, aby wojna się rozpoczęła o rok wcześniej. Powinienem był wystąpić z inicjatywą wojny w 1938 r. zamiast dać sobie narzucić jej rozpoczęcie w r. 1939” (Hitler w/g Martina Bormanna).

Niestety stare sprawdzone porzekadło zaczęło doskwierać Polsce: „Państwo silne to takie, które ma słabych sąsiadów, państwo słabe to takie, które ma silnych sąsiadów” (Cat-Mackiewicz). Polska będąc produktem traktatu wersalskiego nie znalazła partnerów na arenie międzynarodowej, aby nie dopuścić do jego zmian (np. Nadrenia, Austria, Czechosłowacja), stąd przyjęła kurs na samodzielność. Teraz przestało to wystarczać, trzeba było wzmóc aktywność w wypracowaniu ściślejszego sojuszu z Francją i jeśli to tylko możliwe, (o czym marzył J. Piłsudski) z prawdziwym mocarstwem światowym–Anglią.
Ale o tym, w następnej części.

CZĘŚĆ II

Poniższy artykuł ma za zadanie omówić sytuację polskiej polityki zagranicznej kierowanej przez płk.dypl. Józefa Becka po zajęciu przez Hitlera Austrii (Anschluss) i następnie rozbiciu Czechosłowacji. W części poprzedniej omówiliśmy stosunki polsko-niemieckie w latach 1934-38, niemieckie zajęcie Sudetów przy zrozumieniu polskim oraz zajęcie Zaolzia w październiku 1938 r.

NIEMIECKIE ŻĄDANIA

Tymczasem 24 października 1938 r. min. spraw zagr. III Rzeszy Joachim von Ribbentrop przedstawił amb. Józefowi Lipskiemu nowe propozycje swojego rządu. Niemcy żądali Gdańska i eksterytorialnej autostrady przez Pomorze. Dla Becka był to szok i bankructwo jego polityki zagranicznej. Nie przewidział on nagłej wolty politycznej Hitlera i nie mógł zrozumieć motywów zmiany u partnera, którego wydawało mu się, że znał i rozumiał. Lipskiemu polecił odpowiedzieć zdecydowanie, że każda próba włączenia Gdańska do Rzeszy spowoduje wybuch konfliktu. Jednak nowa niemiecka zmora nie odchodziła: 15 grudnia Ribbentrop powtórzył wcześniejsze żądania wobec Lipskiego.

Juli 1935 Ausfahrt mit dem polnischen Aussenminister [Josef] Beck

Juli 1935
Ausfahrt mit dem polnischen Aussenminister [Josef] Beck

Dopiero w trzy miesiące po „październikowych” żądaniach, po osobistej rozmowie z Hitlerem, Beck zauważył, że się daremnie łudził. Prezydenta Mościckiego i marsz. Rydza-Śmigłego powiadomił o żądaniach niemieckich dopiero 4 stycznia 1939 r.(!) Dla przygotowań obronnych 3 miesiące to bardzo dużo. W styczniu 1939 r. Ribbentrop w Warszawie, przedstawiając ponownie niemieckie „propozycje” ułożenia stosunków z Polską ciągle wierzył, że Polska przyjmie warunki i energicznie przeciwdziałał wyjazdowi wysłannika Schnurre do Moskwy w celu negocjowania układu handlowego.
Czując się w potrzasku Beck zaczął poprawiać stosunki z Moskwą, która zaniepokojona niemieckim poparciem dla nacjonalistów ukraińskich, podpisała z Polską w listopadzie 1938 r. polsko – rosyjski układ handlowy. Można zastanowić się czy oddanie WM Gdańska, które nie byłoby katastrofą, kupiłoby nam więcej czasu (w ultimatum była mowa o plebiscycie na Pomorzu w następnym roku). 1 września był ustalony, jako najpóźniejszy termin ataku ze względu na warunki terenowe jesienią w Polsce. Takie zagranie na zwłokę mogłoby przesunąć atak na 1940 r, ale Beck poszedł va bank.

Warschau, Empfang Goebbels bei Marschall Pilsudski

Jak dziś oceniali byśmy Becka gdyby zgodził się na ustępstwa terytorialne wobec Hitlera za cenę ocalenia elity intelektualnej Narodu i kilku milionów rodaków? Musimy pamiętać, że w tym czasie Hitler nie przeprowadzał jeszcze ludobójstwa na późniejsza skalę, więc współcześni czegoś takiego nie mogli nawet sobie wyobrazić. Co innego Stalin, u niego morderstwa nawet całych grup były na porządku dziennym.
Wydaje mi się, że odrzucając warunki Hitlera, Beck postąpił logicznie, widział przecież, jaki los spotkał negocjującą z Hitlerem Czechosłowację…

KONTROFENSYWA BECKA

Trzeba przyznać, że Beck natychmiast też zintensyfikował zabiegi o sojusz z Anglią przekonując Lorda Halifaxa, że kwestia gdańska nie może być rozwiązana bez zgody Polski. Gdańsk, który był mandatem Ligii Narodów, tak naprawdę nie był polski, ale mieliśmy tam prawnie zagwarantowane interesy, na 400 tys. mieszkańców, tylko ok. 10 – 15% to Polacy. Problem był w tym, że gdyby Beck oddał Gdańsk i korytarz, byłyby następne żądania związane z ochroną niemieckiej mniejszości (plebiscyty) i przejmowanie zachodnich obszarów Polski.

Przez swoje położenie geograficzne Polska była skazana na połknięcie przez Hitlera w oczach, którego 1/3 polskiego terytorium były to ziemie wydarte Niemcom postanowieniami niesprawiedliwego traktatu wersalskiego. Celem zaś naszych sojuszników było odwleczenie wojny, bez znaczenia czyim kosztem, dbali po prostu o swój interes. Ktoś powiedział, że porozumienie polsko-brytyjskie, to sojusz ułanów z buchalterami. Hitler wiedział, że Polskę militarnie złamie, tym bardziej do spółki ze Stalinem, który odstraszając aliantów zachodnich następnie zaopatrywał Rzeszę w surowce tak potrzebne Hitlerowi w prowadzeniu wojny przeciwko Francji i Anglii.
31 marca 1939 r. Neville Chamberlain, premier Wielkiej Brytanii udzielił słynnych gwarancji brytyjskich na rzecz niepodległości Polski. 6 kwietnia 1939 r. Beck osiągnął swoje życiowe apogeum. W krytycznych okolicznościach, będąc osaczony przez Hitlera, udało mu się dokonać tego, o czym próżno rozmyślał marsz. Piłsudski. Polska znalazła się w sojuszu z Anglią!
Anglia – to magiczne słowo oznaczało mocarstwo światowe, które wygrało wielką wojnę. Anglia to ówczesne supermocarstwo, nad którego terytoriami nigdy nie zachodziło słońce. Piłsudski radził Beckowi balansować między Rosją a Niemcami, a kiedy to będzie już niemożliwe – podpalić świat (czytaj-wywołać wojnę światową). W rzeczywistości gwarancje brytyjskie były jedynie wyrazem gry dyplomatycznej, której nie towarzyszyły przygotowania wojenne. Po pierwsze, Anglia nie była przygotowana do wojny, nie było wyszkolonych rezerw, ponieważ nie obowiązywała jeszcze powszechna służba wojskowa. Poziom nasycenia bronią pancerną i jej jakość były podobne jak w Polsce. Jedynie jej flota wodna i powietrzna (szczególnie bombowce strategiczne dalekiego zasięgu) rzeczywiście nie miały sobie równych.
Dla Becka ten związek był związkiem z Imperium. W Londynie nie zapytał nawet o formy pomocy takie jak kredyty, możliwości i kalendarz dostaw broni i sprzętu. Wydaje się, że obydwie strony zawarły to porozumienie w pośpiechu traktując je, jako skuteczny układ propagandowy, mający odstraszyć Hitlera.
28 kwietnia Hitler ogłosił po raz pierwszy światu swoje żądania wysunięte (w październiku 1938 r.) wobec Polski. Jednocześnie wypowiedział deklarację o nieagresji między Polską a Niemcami ze stycznia 1934 r. oraz niemiecko-brytyjski układ morski z 1935 r. Głównym powodem, dla którego to zrobił, był nowy układ polsko-brytyjski, który rzekomo naruszał wymienione wyżej pakty.

HONOR I SOJUSZNICY

W odpowiedzi Beck w słynnym przemówieniu sejmowym z 5 maja odrzucił żądania niemieckie. Podobnie jak w październiku 1938 r. zdobył nawet poparcie opozycji. Z chwilą, kiedy przekreślił ostatecznie i wobec całego świata główną linię dotychczasowej polityki zagranicznej „z nagrobka swojej polityki uczynił sobie piedestał” jak pisał Cat-Mackiewicz. Zapomniano mu wiele, stał się nagle wyrazicielem postawy i honoru Polaków.

Podczas tajnej konferencji z dowódcami wojskowymi 23 maja Hitler wyjaśnił, że nagłaśnia sprawę Gdańska tylko po to, aby rozbić koalicję i poróżnić Francję, Anglię i Polskę, a najłatwiej może to zrobić żądając Gdańska.
Wypada się zastanowić, jakie były rzeczywiste motory brytyjskiej gwarancji, zobowiązania się do przystąpienia do ewentualnej wojny po stronie Polski. Przyznać na wstępie należy, że decyzja z 24 marca 1939 r. podjęta przez najwyższe czynniki II RP o zbrojnym oporze została podjęta samodzielnie. Beck i współdecydujący wiedzieli, że jeśli przyjmą oni warunki niemieckie to nie powstrzyma to dalszych żądań (przykład Czechosłowacji).

Polska decyzja „o wojnie” zapadła, zatem na 6 dni przed udzieleniem brytyjskich gwarancji. Dla Becka nie bez znaczenia było stanowisko przyjaciela, amb. USA, Drexel Biddle, odradzające przyjęcia niemieckich żądań. Brytyjskie gwarancje zabraniały zmian, rewizji granic przy użyciu siły, ale nie w drodze rokowań. Dotyczyły niepodległości Polski, nie dotyczyły zaś Gdańska, ani też nienaruszalności terytorialnej Polski.  https://audiovis.nac.gov.pl/i/PIC/PIC_1-M-93-1.jpg
Gwarancje miały miejsce dlatego, że Chamberlain uważał Polskę za klucz do sytuacji. Po pierwsze Polska uważana była za najsilniejsze wojskowo państwo, nie licząc Rosji, w tej części Europy. Jednocześnie Polska miała długą granicę (ponad 1,500 kilometrów) z Niemcami. Gwarancje miały też dodać odwagi państwom bałkańskim, oczekiwano nawet, aby Polska przekształciła swój sojusz z Rumunią w antyniemiecki. Anglicy byli przekonani, że Polska była im potrzebna do powstrzymania Hitlera.
Przypuszczali też, że Hitlerowi, któremu dotąd wszystko przychodziło zbyt łatwo, wystarczy tylko „zęby pokazać” i to go powstrzyma. Historyk T. Jurga pisze („U kresu Rzeczypospolitej”, Warszawa, 1979), że Beck ukrył przed Anglią i Francją treść niemieckich żądań, co nie było zgodne z prawdą, gdyż sojusznicy znali ich treść już od 29 marca poprzez swoich ambasadorów. Mimo tego Brytyjczycy wiedzieli, że bez Polski nie może istnieć żaden front wschodni.
Według Cata-Mackiewicza przyjęcie gwarancji od Anglii, państwa, które musiało walczyć z Niemcami (patrz cz.I. konferencja Hossbach), kierowało agresję Hitlera i Stalina na Polskę. Stalin uczestniczył w podsycaniu polskiego oporu wysyłając do Warszawy, 10 maja Władimira Potemkina, v-ce komisarza Spr. Zagr., który zapewniał Becka o pełnym zrozumieniu rosyjskim dla naszej ciężkiej sytuacji zapewniając, że poprawne pol.-ros. stosunki trzeba kontynuować, a w razie napaści Hitlera, Rosja zaoferuje Polsce swoją przychylną neutralność.

Zwolennicy jednej ze szkół historycznych interpretujących gwarancje angielskie twierdzą (w/g prof. Uniwersytetu w Milwaukee w stanie Wisconsin M.K. Dziewanowskiego), że Anglicy chcieli powstrzymać Hitlera przed atakiem na Polskę, która bez gwarancji sojuszniczych mogłaby ulec jego naciskom podobnie jak to się stało z Węgrami czy Słowacją. Grożąc mu wojną na dwa fronty, w sumie proponowali Hitlerowi drugie Monachium.
Druga szkoła głosi, że Anglia chciała gwarancjami przypomnieć Hitlerowi o polityce „okrążenia” Niemiec z I. W. Ś. (rozumiejąc naturalną potrzebę zdobycia większej przestrzeni dla narodu niemieckiego) jednocześnie wyprowadzając go z równowagi, skierować jego furię definitywnie na wschód. Generalnie biorąc politycy brytyjscy udzielając Polsce gwarancji prowadzili tę samą politykę ustępliwości wobec Hitlera, jak w okresie Monachium w 1938 r. Celem jej było wynegocjowanie ugody polsko-niemieckiej, tj. oddanie Gdańska Niemcom (przy zagwarantowaniu tam praw Polski) oraz ustanowienie niemieckiej komunikacji eksterytorialnej przez Pomorze (nieszczęsny polski pomysł z lat 30-tych).
Innymi słowy grożono Hitlerowi wojną na dwa fronty z jednoczesną sugestią, że może osiągnąć, co chce drogą negocjacji. Sytuacja Polski z punktu widzenia Anglii była podobna do sytuacji Czechosłowacji i ją też miały objąć międzynarodowe gwarancje.
Appeasement dziś kojarzy się jednoznacznie źle, ale wówczas wyrósł w kołach polityków W. B. ze zrozumienia sytuacji w Niemczech po Traktacie Wersalskim. Jego rzecznicy uważali, że nadmierne obciążenia (odszkodowania) Niemiec doprowadziły w konsekwencji do dojścia Hitlera do władzy. Dlatego chcieli zastosować “zdrowy rozsądek” i racjonalność, która w przypadku Konferencji Monachijskiej była zgodna z etniczną zasadą samostanowienia prezydenta Wilsona. Stąd dołączenie wschodnich Niemiec (Austrii), czy nawet Sudetenland do III Rzeszy nie było czymś nadzwyczajnym.

WOLNE MIASTO GDAŃSK

Poważne nieporozumienie towarzyszyło sprawie Gdańska. Fryderyk II powiedział: „Ten, kto kontroluje Gdańsk, rządzi Polską”. Otóż Gdańsk nie był wymieniony w układzie z 6 kwietnia 1939 r., jedynie Beck wywalczył Gdańsk do akapitu „2b” porozumienia. Same podpisanie układu opóźniono do 25 sierpnia – gdyż żywiono nadzieję na pokojowe uregulowanie sporu z Niemcami oraz liczono na dobre wyniki rozmów Anglii i Francji z Rosją Sowiecką.

ODA2NDcwJi1ufWFyUEI3cHYAYS1NAD9qMV5hJUwRYC4xVylrUEJ5dXIdPiUTKDwpKFUiPTwVKicqbTwtARUqKjVAITQ8QXxxb1g-IQQ

Co do polityków francuskich sprawa była prostsza. Zakładali oni od dawna, że Gdańsk wróci kiedyś do Niemiec. Dr. J.Goebbels zdołał rozpowszechnić we Francji; „Dlaczego mamy umierać za Gdańsk”. Francuzi zgodzili się na wniosek Polski, o aktualizację sojuszu z 1921 r. i dostosowanie go do układu londyńskiego z 6 kwietnia. Z powodu „Gdańska” Francuzi nie podpisali układu politycznego i powiedzieli, że wojskowy nie jest ważny bez politycznego, (który podpisali dopiero 4 września 1939 r!).
W sytuacji wielu niedomówień 23 kwietnia Beck ostrzegł brytyjskiego amb. Kennarda, że Polska nie będzie prowadziła rokowań w oparciu o żądania niemieckie, już odrzucone przez Polskę, bez względu na to, co zechce zrobić Wielka Brytania.
ROZGRYWKI
3 sierpnia doradca premiera Anglii, Wilson w rozmowie z amb. III Rzeszy H. von Dirksen zaproponował, aby Niemcy wyraziły zgodę na podpisanie deklaracji o nieagresji z Wielką Brytanią. Dodał następnie, że wówczas rząd brytyjski cofnie gwarancje udzielone Polsce, Grecji i Rumunii.
W ten sposób Hitler dowiedział się, że Anglia nie ma zamiaru wywiązywać się ze swoich zobowiązań wobec Polski. Wilson otrzymał odpowiedź 20 sierpnia, było nią potwierdzenie poprzednich żądań oraz propozycja przygotowania wizyty H. Goeringa w Anglii na 23 sierpnia.Ta gra przestała jednak bawić Hitlera w sytuacji wyjazdu min. Ribbentropa do Moskwy, gdzie Niemcy znalazły podatniejszy grunt do rozgrabienia Europy.
Z drugiej strony premier i min. obrony naszego drugiego sojusznika, Francji, Daladier wysłał 26 sierpnia list do Hitlera, w którym ofiarował pomoc w wynegocjowaniu układu z Polską.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a7/Beck_i_Szaronow.jpg

19 sierpień 1939 r -Stalin do towarzyszy na posiedzeniu BP KC KPZR:
„Jeżeli wyrazimy zgodę na propozycje Anglii i Francji, których misje przebywają właśnie w Moskwie, i z nimi, a nie z Niemcami podpiszemy układ sojuszniczy, Hitler może zrezygnować z napaści na Polskę. Wówczas wojna nie wybuchnie, bowiem Niemcy zaczną szukać jakiejś ugody z Zachodem. Tymczasem dla Związku Sowieckiego wojna jest konieczna i niezbędna, ponieważ w warunkach pokojowych bolszewizm nie jest w stanie opanować krajów Zachodu”( opublikowano po raz pierwszy w “Die Welt”, 23/07/96).
Jednocześnie Stalin dogadywał się z Hitlerem; 19 sierpnia W. Mołotow podczas spotkania z niemieckim amb. Schulenburgiem przekazał mu projekt sowiecki paktu o nieagresji. Następnego dnia telegram Hitlera do Stalina: „Niemcy powracają do linii politycznej, która była korzystna dla obu państw w minionych stuleciach, zgadzam się na wasz tekst paktu o nieagresji”.
22 sierpnia przerwano rozmowy angielsko-rosyjskie, Hitler dał lepszą ofertę Stalinowi i wygrał. Celem Anglii i Francji było rozbudowanie, wzmocnienie frontu wschodniego przeciwko Hitlerowi, zaś Stalin chciał aby zachodnie mocarstwa uznały hegemonię Rosji we wschodniej Europie.

Mało znany jest fakt, że już 25 sierpnia sekretarz ambasady niemieckiej w Moskwie Hans-Heinrich Herwartha von Bittenfeld przekazał treść tajnego protokołu przedstawicielowi ambasady USA (amb. Charles E. Bohlen), wkrótce poznali jego treść Anglicy (Lord Halifax- 27 VII) i Francuzi, tu należy szukać klucza do ich bierności na początku wojny i oczekiwania na wkroczenie do Polski Armii Czerwonej.
Wydaje się, że podpisując układ ze Stalinem, Hitler przekreślił swoją szansę zawarcia (w terminie późniejszym) separatystycznego pokoju, do tego czasu Anglia miała jeszcze nadzieję na skierowanie Hitlera przeciwko Rosji. Tu strategicznym zwycięzcą okazał się Stalin, który wciągając Hitlera do wojny w Polsce, otworzył mu drugi zachodni front, sam zyskując czas na uspokojenie Japończyków na Dalekim Wschodzie.
25 sierpnia został wreszcie podpisany układ o wzajemnej pomocy między Wielką Brytanią a Polską (Halifax kładł nacisk wobec amb. E. Raczyńskiego o rozróżnienie między Gdańskiem a terytorium Polski). Jednocześnie Hitler otrzymał słynny „Raport o Niemocy” od Mussoliniego, w którym ten ostatni wyznawał, że wcale nie jest do ewentualnej wojny przygotowany, wskazując stan gotowości na 1943 r. Brytyjczycy wiedząc o powyższym spodziewali się, że Hitler musi ustąpić.
Rzeczywiście, Hitler odwołał atak na Polskę, który miał nastąpić nazajutrz. Oświadczył też, że zgadza się na rokowania i gwarancje międzynarodowe pod warunkiem, że jednym z ich sygnatariuszy będzie Rosja Sowiecka(!). Zażądał, aby polski pełnomocnik przybył nie później niż 30 sierpnia w południe (Beck przewidywał min. A. Romana na tę funkcję). 30 sierpnia o północy Ribbentrop odczytał brytyjskiemu amb. Hendersonowi 16 punktów (Henderson nalegał na Becka, aby Polacy przystąpili do rokowań podkreślając, że opinia publiczna świata oczekuje tego).
W odpowiedzi Beck poinformował Ribbentropa, że Polska „rozważa” 16 punktów niemieckich. 31 sierpnia Mussolini wystąpił z projektem konferencji na temat sporu polsko-niemieckiego w sprawie korytarza i sporów terytorialnych. Brytyjczycy zacierali ręce zastrzegając jedynie, że Gdańsk nie może wrócić do Rzeszy przed rokowaniami.
W niewdzięcznej sytuacji był (z perspektywy czasu powszechnie krytykowany) Wódz Naczelny marsz. E. Rydz-Śmigły, któremu dyplomacja polska zamiast pomóc, coraz bardziej komplikowała zadania obronności kraju. Wobec „monachijskiej atmosfery” obawiając się, żeby Francuzi nie przyjęli oferty pokojowej Hitlera po ewentualnym zajęciu przez niego Gdańska, Pomorza i Górnego Śląska, zamiast wycofać się za linie Wisły (na korzystne pozycje obronne), postanowił podjąć walkę o ziemie zachodnie. Jak widać polski plan obronny był całkowicie zdeterminowany zmieniającymi się realiami i efektami polityki zagranicznej.

WOJNA I DZIWNA WOJNA

1 września 1939 r. w wyniku niemieckiej agresji Anglia i Francja przekazały noty protestacyjne i zagroziły wojną w wypadku gdyby Niemcy nie zgodziły się na wycofanie wojsk z Polski i nie podjęły rokowań. Noty te nie zawierały żadnego terminu. Kiedy Niemcy zapytali czy noty mają charakter ultymatywny – odpowiedziano, że nie. Hitler uśmiechał się ze zrozumieniem, ponownie wszystkich zaskoczył. Następnego dnia wieczorem gabinet brytyjski zwrócił się z propozycją do III Rzeszy, iż jeżeli Niemcy wycofają się z Polski i przystąpią do rokowań to rząd brytyjski potraktuje „jakby nic się nie zdarzyło i poprze rokowania”.
Jak uważa znawca problemu, historyk Anna Cięciała (profesor historii w University of Kansas), była to ostatnia próba ratowania pokoju kosztem ofiary. Jednak w tym momencie zabrała głos angielska opinia publiczna i opozycja (Churchill) w parlamencie.
3. września rząd brytyjski wypowiedział Niemcom niechcianą wojnę, tak samo z ociąganiem postąpili Francuzi. Spróbujmy spojrzeć, w jaki sposób nasi sojusznicy postanowili wywiązać się ze swoich sojuszniczych zobowiązań wobec Polski. Pozostawmy na boku kwestię pożyczek finansowych i pomocy materiałowej w sprawie, których rokowania szły bardzo opornie i które zostały tylko w niewielkim stopniu zrealizowane.
Znając treść tajnego protokołu między Ribbentropem a Mołotowem, nasi sojusznicy czekali na wejście Armii Czerwonej w granice Polski. Już 12 sierpnia 1939 r. w Abbeville, sztaby Anglii i Francji uznały, że jedyną formą pomocy Polsce będzie ofensywa powietrzna (odnośne układy podpisano w Warszawie w czerwcu 1939 r.) Następnie odwołano i to. Między Francją i Polską istniał układ z 19 maja 1939 r. (Gamelin-Kasprzycki), który zakładał, że w razie ataku Niemiec na Francję, Polska niezwłocznie zaatakuje Niemcy. W przypadku ataku na Polskę, Francja rozpocznie akcję na lądzie i w powietrzu od zaraz, a 15 dnia od mobilizacji nastąpi ofensywa generalna.
W rzeczywistości tak Anglia, jak i Francja ustaliły wcześniej defensywną strategię z jednym wyjątkiem: Francja zamierzała zaatakować Włochów w Libii. Oczywiście o swoim nowym stanowisku nie powiadomiły one Becka.
Kiedy 3 września zachodni sojusznicy w końcu wypowiedzieli wojnę Niemcom, Beck był w siódmym niebie, (zwracając się do żony swojego współpracownika P. Starzeńskiego) pełen entuzjastycznego napięcia wyznał: „Naród miał prawo postawić mnie pod mur i rozstrzelać, gdyby oni nie byli weszli do wojny”.
12 września w Abbeville na spotkaniu Najwyższej Rady Sojuszniczej ustalono, że Polska musi wykrwawić się sama i żadna pomoc nie będzie jej udzielona. Czynnik rosyjski był zbyt wielką niewiadomą. Chciano Polaków zmusić do jak najdłuższego oporu po to, aby Francja mogła zyskać na czasie. Postanowiono to z premedytacją nie mając zamiaru wywiązywać się ze swoich zobowiązań. Oczywiście polski sojusznik daremnie wyczekujący ofensywy francuskiej, nic o tym nie wiedział…

OCENY I DYWAGACJE

Zaciekłe walki w Polsce zżerały niemiecki sprzęt pancerny angażując większość ich sił (ok. 70%), alianci nie będą mieli już nigdy takiej dużej szansy, aby skrócić wojnę. Za tę krótkowzroczność będą musieli drogo zapłacić. Znamy popularne obrazy niemieckich zagonów pancernych, ale armia niemiecka miała na wyposażeniu ok. 600 tys koni. Szacuje się, że Niemcy w latach 1934-39 r. wydały ok. $40 mld na zbrojenia, Polska ok. $ 1/2 mld (t.j. 80 razy mniej!).
Generalnie ujmując, Beck prowadził politykę zagraniczną państwa, którego położenie pomiędzy wielkimi mocarstwami było najważniejszym problemem w całym okresie jego istnienia. Co do Niemiec, to Beck nie był jedynym z ważnych europejskich polityków, którzy „wierzyli” Hitlerowi. W towarzystwie tym odnajdujemy premiera Anglii Chamberlaina, Francji Daladiera, Czechosłowacji i wielu innych ( towarzysz Stalin, aż do 22 czerwca 1941- chociaż jest coraz więcej dowodów, że Stalin również przygotowywał uderzenie na Hitlera).

Polacy mieli prawo oczekiwać, że sojusze zadziałają, podobnie jak latem 1914 r., kiedy Rosja weszła do wojny po stronie Francji.
Na marginesie krytyków Becka będących zwolennikami Paryża, godzi się przypomnieć, iż Benesz będąc nad wyraz profrancuski pozostawiony był w godzinie próby bez żadnych – nawet papierowych gwarancji francuskich. Jednak wydaje się, że szczególnie tysiącletnia historia Polski interpretowana w kombinacji z ówczesną geopolityką nie powinny Beckowi pozwalać na zaufanie do niemieckich ruchów nacjonalistycznych. Nieszczęściem było, że Beck uważający się za najlepszego spadkobiercę politycznej myśli Marszałka identyfikował jego wcześniejsze idee z własnymi i nadawał im taką samą absolutną wartość uważając, w zmieniającym się świecie, siebie za polityka nieomylnego.

Błyskotliwe przemówienie z 5 maja 1939 r. o honorze, w żadnej mierze nie miało się do szybkiej ucieczki do Rumunii i opuszczenia walczących Polaków, ale realistycznie patrząc, jakie było lepsze wyjście? Ewakuujący się rząd na teren sojuszniczego państwa zamierzał dalej kontynuować walkę u boku aliantów. Czas pokazał, że Beck jednak nie dopracował szczegółów tranzytu rządu polskiego ze stroną rumuńską, co i na nim się zemściło. Zarzuca mu się arogancję w stosunku do króla Rumunii Karola II oraz, że zbyt szybko zwolnił Rumunów z wypełnienia sojuszniczych zobowiązań.
Patrząc ogólnie: Niemcy rosły szybko w siłę i przy rewolucyjnej i gangsterskiej, ”rock star” dyplomacji Hitlera, oszołomiony zachód próbował go uspokoić, oswoić i skierować na wschód. Hitler jednak porozumiał się ze Stalinem próbując wydobyć się spod sieci brytyjskich gwarancji dla Polski. W konkluzji zachód nie mógł zaakceptować dynamizmu wzrostu potęgi Hitlera i wojny nie dało się uniknąć.
Polska była tylko geograficznie koniecznym epizodem tej wojny, tak dla Zachodu jak i dla Hitlera. Ciężko rozchorowaliśmy się w przeciągu historii.

KARTA ROSYJSKA

Opowiadanie lewicowych bajek o potencjalnych korzyściach dla II RP z ewentualnego militarnego sojuszu z totalitarną sowiecką Rosją jest bezwstydnym idiotyzmem i zupełnie nie bierze pod uwagę rzeczywistych polskich doświadczeń z Sowietami. Okrutne czystki etniczne Polaków w latach 1937-38, późniejsze kryminalne morderstwa w Katyniu, wywózki polskiej ludności, łagry, Syberia, oto przykłady przyjaznego zachowania z naturalnego repertuaru bolszewików…
Wszelkich lewicowych marzycieli zagubionych w historii trzeba odesłać do traktowania przez Sowiety Litwy, lub nawet bohaterskiej Finlandii.
W dyskusjach historyków, a nawet wojskowych II Rzeczpospolitej pojawia się opinia, że Beck absolutnie nie rozegrał karty rosyjskiej. Gdybanie w tej dziedzinie nie należy do najłatwiejszych. Niektórzy, wg. mnie, krótkowzrocznie ( szczególnie wojskowi np. gen. T. Kutrzeba) sugerowali dobrodziejstwo usztywnienia polskiej obrony kilkunastoma dywizjami sowieckimi zarzucając Beckowi niewykorzystanie tej potencjalnej możliwości.
Dziś przy całej dostępnej wiedzy na temat natury sowieckiego systemu pachnie to wręcz polityczną nekreologią. Wiemy, że skończyłoby się to „usztywnieniem” II Rzeczypospolitej i jej „braterskim” rozbiorem, tak jak się stało na piśmie 23 sierpnia, a w materii nieco później.

Wydaje się, że Beck dość dobrze znał kartę rosyjską i dlatego jej nie użył. Niech potwierdzeniem powyższego będzie jego wypowiedź tuż po zawarciu układu z 31 lipca 1941 r. (Sikorski – Majski), kiedy zrezygnowany były sternik polskiej polityki zagranicznej rzekł: „Już mnie więcej nie potrzebują”. Czy wiedział wówczas, że Rzeczpospolita już na długie lata straciła swoją niepodległość?
To zaniedbanie odcinka sowieckiego, a właściwie „uśpienie” czujności i niebezpieczeństwa z tej strony wyjaśniają dopiero archiwa. U boku Becka działał sowiecki szpieg ppłk. Tadeusz Kobylański, zaufany prezydenta Mościckiego (dyr. departamentu wschodniego MSZ), który miał wgląd w politykę wschodnią, ale i ją kształtował, na jego wschodnich ekspertyzach polegał Beck…

KARTA NIEMIECKA

Beck nie mógł sprzymierzyć się z Hitlerem, ktoś powiedział, że byłby to sojusz między głodnym człowiekiem, a kawałkiem chleba. Wiedział dobrze, co spotkało negocjującą z Hitlerem Czechosłowację, czy nawet wcześniej Austrię. Odpowiedzią byłby sojusz Anglii, Francji i Rosji, (później USA) i wojna. Trudno sobie wprost wyobrazić 30-50 polskich dywizji pod Moskwą (byliśmy już tam z Napoleonem, tym razem zgodziliśmy się z T. Kościuszką, który Napoleonowi odmówił), poza tym przecież Hitler planował pozostawienie na ziemiach polskich tylko 10 mln niewolników Rzeszy, a po wyrżnięciu polskiej inteligencji, reszcie słowiańskich podludzi fundował w jedną stronę wycieczkę za Ural…

Ewentualne uczestnictwo w pakcie antykominternowskim z Hitlerem nie przeszłoby przez gardło polskim elitom, które 20 lat wcześniej walczyły o niepodległość, a jak zareagowałby na to kościół katolicki? Przecież polski charakter ukształtował się na kanwie katolicyzmu, odróżniającego nas od ortodoksji ze wschodu i protestantyzmu z zachodu.

Beck doskonale wiedział, jak należy rozmawiać z Hitlerem. Znał jego skuteczną taktykę małych kroków, nawet na studyjnym przykładzie rozbicia i pochłonięcia państwa czechosłowackiego. Najpierw propaganda o niesprawiedliwości, wysunięcie skromnych żądań (tu: oddanie i tak niemieckiego Gdańska, autostrada przez Korytarz, plebiscyty na spornych etnicznie obszarach) tak, aby raz na zawsze doprowadzić do sprawiedliwości i pokoju. Następnie przygotowanie prowokacji (tu: Gliwice) tak, aby pokazać światu, że użycie siły jest po prostu konieczną samoobroną przeciwko szkodliwemu, destabilizującemu świat awanturnictwu właśnie w celu zachowania pokoju…
Hitler (podobnie jak drugi “klasowy” socjalista Stalin) międzynarodowe umowy miał za nic. Czesi używając zdrowego rozsądku nie chcieli kłopotu i chcieli się dogadać. Hitler w nagrodę gwarantował nowe granice okrojonej przez siebie Czechosłowacji tylko po to, aby te umowy zdeptać.

Innym przykładem zaprzyjaźnionego państwa z Hitlerem (P. Zychowicz) może być roponośna Rumunia, która jednak na skutek nacisków II Rzeszy i zaprzyjaźnionego z nią Stalina straciła jedną trzecią swojego obszaru i ludności. Mimo tego weszła do osi Berlin-Rzym i oddała Hitlerowi 30 swoich dywizji na wojnę z Rosją (utraciła tam połowę). Więc jak Hitler dbał o swoich przyjaciół? Dodajmy, że Rumunia w przeciwieństwie do Polski nie miała spornych terytoriów z Niemcami… Intryguje też teza, jakoby rasistowski Hitler budując swoją przestrzeń życiową na Ukrainie, Białorusi i Rosji, pozwoliłby akurat istnieć silnej, niezależnej Polsce? Czy poprosiłby też Polskę o korytarz , kolej i autostradę na Ukrainę? Przecież to żarty…

Czy prezydent Mościcki nie powinien zdymisjonować Becka po załamaniu się jego polityki z Niemcami, szczególnie po zapoznaniu się z żądaniami Hitlera? (nasz amb. w Berlinie Józef Lipski, poddał się do dymisji, następnie poszedł na front, jako szeregowiec, on naprawdę wiedział, co to znaczy mieć HONOR). Co prawda min. Beck oddał się do dyspozycji prezydenta Mościckiego, który jednak jego rezygnacji Becka nie przyjął. Polityczni potomkowie Piłsudskiego nie byli jednak w stanie myśleć kategoriami tego typu zmian a na emigracji opozycja odpłaciła im pięknym za nadobne (choćby kryzys nominacyjny, a nawet “czyściec” Wyspa Węży dla ok. 1,500 sanacyjnych oficerów)…

MOŻLIWE KONSEKWENCJE

Groza bierze, kiedy pomyślimy, co by z nami zrobił Stalin, kiedy karta wybranego (z Hitlerem) „mniejszego zła” by się odwróciła. Może skończyłoby się na jakiejś „Ludowej Republice Krakowskiej”, czy “Księstwie Warszawskim” z wdową po Feliksie Edmundowiczu – Zofią Dzierżyńską, jako prezydentem, czy I sekretarzem (ona miała szerokie plecy u Stalina). Nie bylibyśmy już przedmiotem targów zwycięskich aliantów; pies z kulawą nogą nie upomniałby się o polskich „faszystów”. Przecież Stalin i tak nazywał żołnierzy AK – faszystami(!).
Nie wspomnę o ewentualnym losie polskich kobiet na trasie przejścia Armii Czerwonej przez ziemię faszystowskiej Polski. Rezultatem wyprawy na Moskwę byłyby dotkliwe straty. Po klęsce Niemców w Rosji Stalin zaciągnąłby Polaków do Armii Czerwonej; do tego do dziś budzili byśmy się na post-faszystowskim kacu. Rozpatrując wariant porozumienia z Czechosłowacją w 1938 r. przeciw Niemcom, w sojuszu z „wojowniczą” Francją i Anglią, ”usztywnieni” zostalibyśmy przez idącą nam bratnią armię sowiecką.
Z dzisiejszego punktu widzenia, jedynym optymistycznym argumentem za paktem Ribbentrop-Beck, ale tylko dla strony niemieckiej, byłaby wyjściowa pozycja niemieckiej armii w kierunku na Moskwę, jakieś 250 km bliżej osiągnięcia celu.
Tym, którzy porównać chcą sytuację aliantów Hitlera (np. Węgry czy Rumunia) trzeba polecić atlas geograficzny oraz zapoznanie się z niemieckimi stratami terytorialnymi na rzecz odrodzonej Polski w wyniku Traktatu Wersalskiego (1919). Trochę rozsądku. Ale Beck, przy swojej inteligencji mógł przewidzieć, że udzielenie Polsce gwarancji przez Francję i Anglię, w perspektywie odda Polskę Sowietom, co zrozumiał z pewnością w czasie internowania w Rumunii po sojuszu Sikorski-Majski.

CZY BECK MIAŁ RACJĘ

Trzeba zauważyć, że koncepcja J. Piłsudskiego n.t. dwóch wrogów wzięła się z położenia geopolitycznego, potencjału gospodarczego jak i z naszych historycznych doświadczeń. Polacy dumni ze swojej niepodległości, nie mieli zamiaru przelewać krwi za Hitlera przeciwko Sowietom, albo ze Stalinem przeciwko Hitlerowi: przecież przez 20 lat mieli niepodległość, którą sobie wywalczyli.

Beck w sensie strategicznym miał rację, zapomniał jednak o jeszcze jednym poleceniu Piłsudskiego: trzeba zrobić wszystko, aby do wojny wejść jak najpóźniej, najlepiej ostatnim. Tej zasady próbowała trzymać się Anglia, Stalin i oczywiście USA. Przyjęcie gwarancji brytyjskich automatycznie kierowało Hitlera przeciwko najsłabszemu elementowi w tworzonym przeciwko niemu łańcuchowi sojuszy. Funkcją Polski było wykrwawienie przeciwnika i ofiarowanie Anglii i Francji kilku miesięcy czasu na przygotowanie się do wojny. Sojusznicy zdecydowali się dopiero odtworzyć niepodległą Polskę po zwycięstwie nad Hitlerem, ale jak wiemy to też nie było prawdą…
Polska z całym swoim obciążeniem, jako państwo odrodzone po przeszło 120 latach, wybrała trudną drogę, aby pod koniec wojny stanąć (co prawda oszukana podporządkowana Stalinowi) w obozie zwycięzców. Przez to będąc przedmiotem targów między zwycięskim wschodem a zachodem, geopolitycznie w sowieckiej sferze wpływów, ucierpiała wydaje się mniej, niż gdyby przyjęła inną postawę w latach 1938-39. Zastanawia, że Beck będąc absolwentem Wyższej Szkole Wojennej (komendant gen.T. Kutrzeba), ”kochając wojsko” nie myślał za wiele w kategoriach wojskowych, będąc świadom różnicy potencjałów militarnych między nami a naszymi sąsiadami. Polska niepodległa, żyła już w pożyczonym czasie…

KONIEC

Kiedy Beck został internowany w Rumunii, Niemcy wywierali ogromną presję, aby go przekazać Rzeszy, a przynajmniej nie wypuścić. Również rząd Sikorskiego (ministrowie nie mogli się zdecydować na wydobycie Becka) i wszechwładny francuski namiestnik amb. L. Noel robili wszystko, aby Beck nie wydostał się z Rumunii.

Były propozycje ucieczek: przez Husnu Taray, ambasadora Turcji (Beck odmówił), o innym planie ucieczki poinformowała polska sekcja BBC zanim doszło do ucieczki (!). Ambasador USA „Tony” Drexel Biddle, nawet załatwił Beckowi posadę na Uniwersytecie w Pensylwanii. Roosevelt (w.g. Andrzeja Becka) chciał użyć Becka z powodu jego doświadczenia w Lidze Narodów, do prac nad tworzeniem Narodów Zjednoczonych.
Wielkość Becka polegała na tym, że w przeciwieństwie do innych ministrów Europy,nie ugiął się przed Hitlerem (historyk Peter Raina), opóźniając (jednak niewystarczająco!- jkm) wybuch wojny spowodował, że Polska weszła do II wojny światowej nie izolowana (specjalność Hitlera), ale sprzymierzona z największą potęgą Europy, Anglią (prof. Piotr Wandycz).

O pierwszych dniach internowania Becka w Rumunii pisze jeden z jego pracowników (Paweł Starzeński, „3 lata z Beckiem”, PFK, Londyn, 1972) cytując jego opinię:
„Nic się nie obawiam, by Anglia miała zawrzeć odrębny pokój z Hitlerem. Byłby to koniec Imperium. Straszne czasy dla nas przyszły, ale Polska to nie drobny sklepik wczoraj założony. Ciekawe jak długo potrwa najnowsza przyjaźń Hitlera. Na pewno się pobiją”.

Ostatni raz Starzeński widział Becka w Brasov 27 października 39 r. wtedy Beck prosił:
„by w razie jego śmierci w Rumunii, pochować go na Węgrzech (…) I pochowajcie mnie twarzą ku Polsce”.

Interesującym źródłem informacji n.t. ostatnich lat Becka z internowania w Rumunii jest popularny publicysta Leopold Unger (polski Żyd ze Lwowa), który będąc kolegą „Buby”, pasierbicy ministra, zamieszkał z Beckami, razem z około setką agentów ochrony. Beck grał w brydża, budował modele statków (nawiązując do tradycji flandryjskich przodków), dużo palił. Mówił Ungerowi, że będą nowe granice, że Rosjanie nie wycofają się z Polski, ale następnej wojny długo nie będzie, wydawało też się, że bardziej kochał wojsko, niż dyplomację.
Zmarł na gruźlicę 5 czerwca 1944 w wiosce Stanesti, gdzie opiekowała się nim żona Jadwiga w dwuizbowej lepiance bez kanalizacji. W 1991 r. Andrzej Beck (zmarły w 2011 r. syn z pierwszego małżeństwa, który przeszedł przez Rumunię, Włochy, Anglię, USA, pod koniec wojny wstąpił do Armii Polskiej na Zachodzie), przy pomocy min.spraw zagr. K. Skubiszewskiego sprowadził prochy ojca i pochował na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie (obecny był b. sekretarz Becka, Ludwik „Lulu” Łubieński, były pracownik RWE, świadek katastrofy gibraltarskiej, zamieszkały w Anglii, z którym korespondowałem pod koniec lat 80-tych, zm.w Londynie w 1996 r.).

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2c/Nagrobek_jozef_beck.JPG/450px-Nagrobek_jozef_beck.JPG

OCENY KOLEGÓW I HISTORYKÓW

Pozwolę sobie na zakończenie przedstawić kilka „źródłowych” wypowiedzi o sytuacji Polski w 1939 r., jak i opinii o sterniku polskiej polityki zagranicznej:
Olgierd Terlecki, historyk (…) osoba Józefa Becka niewątpliwie rzadkiego w Polsce frankofoba, który od roku 1935, od śmierci Piłsudskiego, prowadził politykę zagraniczną w trybie właściwie dyktatorskim i który uzasadnioną oporność wobec francuskich prób zwasalizowania Polski doprowadził do żałosnych wynaturzeń.
Raffaele Guariglia, amb. Włoch w Paryżu. Płk.Beck ponosił największą odpowiedzialność za tę przerażającą naiwność polityczno-wojskową, na skutek, której Polska wolała popaść w konflikt z oboma (a nie tylko z jednym) ze swoich najbliższych sąsiadów(…). Polska została popchnięta do samobójstwa, do czego ten nieszczęsny i szlachetny kraj przejawiał zresztą szczególną skłonność w swojej historii.
Galeazzo Ciano, min. spraw zagr. Włoch (zięć Mussoliniego). Polska w każdym przypadku zapłaci koszta konfliktu. Są dwie możliwości, albo Oś zwycięży i wtedy Niemcy wchłoną Polskę, albo Oś zostanie pokonana i wtedy Polska stanie się jedną z prowincji Międzynarodówki bolszewickiej (podkr. – jkm).

Andrzej Ajnenkiel, historyk. Styl Becka charakteryzowała tajemniczość, unikanie jasnych wypowiedzi, pozostawianie możliwości manewru. Ten młody, liczący 38 lat, wysoki mężczyzna mówiący kilkoma językami, w krótkim czasie uznany został za jednego z najbardziej liczących się w Europie dyplomatów. (…) Szczególnie nieufni byli wobec niego dyplomaci francuscy, którzy nie mogli mu wybaczyć niekiedy brutalnie realizowanej linii Marszałka – ukazywanie Quai d’Orsay, że Warszawa może prowadzić niezależną politykę od Paryża.

Roman Knoll, dyplomata (pisane na początku 1939 roku). Co do oceny przeszłości (…) możemy stwierdzić, że przemiany niemieckie 1933 roku miały dla nas znaczenie poniekąd korzystne, ponieważ zniechęcały do Niemiec wówczas bardzo mocne i aktywne w Europie mocarstwa zachodnie, odwracały od siebie finansjerę żydowska, która przez lat piętnaście odbudowywała potęgę niemiecką i wreszcie ponieważ położyły one kres naszym prawowaniom się z Niemcami na rynku międzynarodowym jako że nowi szefowie niemieckiej polityki narzucili swojej opinii publicznej przychylny do Polski ton, potrzebny im na czas załatwienia gdzie indziej innych spraw (…).

Michał Sokolnicki, Ambasador RP w Ankarze. Jego postępowanie w sprawie Śląska było politycznym błędem. Błędu tego nie usprawiedliwia przeświadczenie Becka, zresztą trafne, że do wojny z powodu kryzysu sudeckiego nie dojdzie.

Leon Noel, ambasador Francji w Polsce. Posiadał znakomitą pamięć (…) Znamienną jego cechą była niezwykła finezja, wypływająca ze świadomie pielęgnowanej tendencji do ukrywania myśli. Płk Beck posiadał niewątpliwie duże uzdolnienia do dyplomacji i myśl zawsze czujną i żywą, pomysłowość, zaradność, wielkie opanowanie, głęboko wpojoną dyskrecję, zamiłowanie do niej: nerw państwowy, jak go nazwał Richelieu, no i konsekwencję w działaniu. Znając go można zrozumieć, z całym uznaniem, że Piłsudski tego właśnie młodego oficera skierował ku sprawom zagranicznym. Był to groźny partner. (…) Płk. Beck mógłby być prawdziwym mężem stanu, gdyby tak nie lekceważył doświadczeń przeszłości, których sam nie miał. Jak zbyt wielu mu współczesnych, mających około 20 lat w roku 1914, jak tylu przywódców (…) faszystowskich, którzy również zbyt szybko doszli do władzy i zaszczytów (…) odznaczał się tendencją do traktowania wszystkiego, co działo się poprzednio, za mało ważne, a dotychczasową sztukę rządzenia jako będącą dopiero w kolebce.

Jacek K. Matysiak
Kalifornia, 2018

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.