Warszawska Golgota odkrywana

513409_YByp_936ab52443f3b9562afca57d9bb3_82Agata Puścikowska

Trwa cicha praca, na kolanach i blisko ziemi. Praca, która jest cichą misją wielkich ludzi. A Warszawa pamięta, czeka i… przypomina o zapomnianych bohaterach, których bezimienne mogiły są rozsiane niemal w całym mieście.

Tu zostali zamordowani polscy patrioci, żołnierze. Ilu? Trudno określić. Mordowano tu również cywilów. Teraz przypomnieli o sobie…

Warszawski Mokotów. Zwyczajne życie toczy się szybkim tempem. Za murem mokotowskiego więzienia, potężnym, budzącym grozę, zupełnie inne życie. Trwa cicha praca, na kolanach i blisko ziemi. Praca, która jest cichą misją wielkich ludzi. A Warszawa pamięta, czeka i… przypomina o zapomnianych bohaterach, których bezimienne mogiły są rozsiane niemal w całym mieście. Być może uda się również cywilom pomordowanym podczas powstania warszawskiego przywrócić tożsamość. Niemal w 74. rocznicę wybuchu powstania w niezwykły sposób dali znać o sobie…

Historia więzienia

Więzienie mokotowskie przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Długa historia miejsca kaźni, nazywanego przez wielu Warszawską Golgotą. Jednak myli się ten, kto sądzi, że powstało w latach komunizmu. O jego budowie w 1902 r. zdecydowały władze rosyjskie. Budowa trwała dwa lata, a więzienie stało się jednym z najnowocześniejszych i najcięższych w carskim zaborze. Działało nieprzerwanie w czasie I wojny światowej i po odzyskaniu niepodległości. Po 1939 r. hitlerowcy przesłuchiwali i mordowali tutaj Polaków. Podczas wojny również z mokotowskiego więzienia hitlerowcy kierowali więźniów do obozów koncentracyjnych. W więzieniu przetrzymywano m.in. oficerów Wojska Polskiego, którzy nie dopełnili obowiązku zameldowania się u władz niemieckich. Wielu polskich pracowników więzienia współpracowało z konspiracyjną Służbą Zwycięstwu Polski – później Armią Krajową. Dzięki ich działalności wielu osobom zaangażowanym w działalność podziemną udało się opuścić zakład. W połowie lipca 1944 r., w związku ze zbliżaniem się frontu wschodniego, rozpoczęto zwalnianie więźniów skazanych na kary pozbawienia wolności do lat 5 – przede wszystkim Niemców i volksdeutschów, a w następnej kolejności Polaków. Zwolniono 655 osób, w tym ok. 300 Polaków.

W momencie wybuchu powstania warszawskiego, 1 sierpnia 1944 r., w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 37 przebywało 794 więźniów. Istniała obawa, że Niemcy będą chcieli pozbyć się więźniów i wszystkich rozstrzelają. 1 sierpnia 1944 r. powstańcy z IV Rejonu AK (Obwód V „Mokotów”) zaatakowali więc niemieckie pozycje na całej długości Rakowieckiej. Zadanie zdobycia więzienia mokotowskiego i sąsiednich kamienic powierzono I kompanii szturmowej, dowodzonej przez porucznika Antoniego Figurę „Kota” z pułku „Baszta”. Oddział ten liczył około 80 żołnierzy. Ich uzbrojenie było mizerne: posiadali jedynie 3 pistolety maszynowe, 20 karabinów, 15 pistoletów, 130 granatów i 30 butelek z koktajlami Mołotowa. Mimo to zdołali się wedrzeć do więzienia i zająć budynek administracyjny. Dotarcie do budynków penitencjarnych okazało się niemożliwe. Ciężko ranny został porucznik „Kot”. Niemcy, wzmocnieni posiłkami z pobliskich koszar SS, powstrzymali atak. Następnego dnia władze więzienia zarządziły likwidację więźniów i rozstrzelanie polskich strażników więziennych. Po południu 2 sierpnia esesmani wkroczyli na teren więzienia. Wyprowadzili około 60 mężczyzn, którym rozkazali wykopać trzy rowy o długości ok. 25–30 m, szerokości i głębokości około 2 m. Po zakończeniu pracy wszyscy zostali rozstrzelani. Rozpoczął się mord. Więźniów wyprowadzano z cel, mordowano strzałem w tył głowy. Ofiary wpadały wprost do dołów. W ciągu kilku godzin zamordowano ponad 600 osób.

„Posłyszałem, że do mojej celi zbliżają się SS-mani i wtedy ukryłem się pod łóżkiem (…) SS-man podniósł łóżko, zaczął kopać mnie nogami i wyprowadził (…). Mnie wyprowadzono do dołu koło kotłowni na placu spacerowym od strony al. Niepodległości. SS-man kazał odwrócić mi się twarzą do dołu, strzelił i kopnął nogą. Kula przeszła mi za uchem i upadłem twarzą na zwłoki. Słyszałem strzały egzekucyjne oraz dobijanie rannych, gdy ktoś się poruszył. W pewnej chwili, nie mogąc znieść ciężaru zwłok, postanowiłem wstać i skończyć życie. Byłem pewny, że SS-mani zaraz zastrzelą mnie. Spojrzałem do góry i zobaczyłem, że nikogo nade mną nie ma. Z trudem wydostałem się spod trupów” – zeznawał po latach Antoni Józef Porzygowski.

Zbrodnię obserwowali więźniowie osadzeni na drugim piętrze. Postanowili walczyć o życie. Desperacki krok czy prawdziwe bohaterstwo? Rzucili się na strażników, udało im się oswobodzić część współosadzonych. Zaskoczeni Niemcy wycofali się. Nocą, pod osłoną ciemności i ulewnego deszczu, ocaleli więźniowie przeszli na strych, a następnie na stromy dach gmachu. Stamtąd dostali się na mur okalający więzienie, gdzie z pomocą przyszła im ludność cywilna. W ten sposób ok. 250 więźniów zdołało się wymknąć i przedostać na teren zajęty przez powstańców.

tajemnice Golgoty

Szczątki pomordowanych na terenie więzienia mokotowskiego były ekshumowane tuż po wojnie. Ofiary spoczęły m.in. w masowych grobach. Jednak jeszcze w latach 60. i 70. więźniowie i pracownicy więzienia, podczas różnych prac na terenie placówki, znajdowali kości, co wskazuje na niezbyt staranne przeprowadzenie ekshumacji.

Gdy pracownicy IPN przystąpili do badań terenu mokotowskiego więzienia, prof. Krzysztof Szwagrzyk mówił o „tajemnicach”, które skrywa. Nie mylił się. W czasie prac odnaleziono m.in. ścianę, przy której po wojnie zbrodniarze komunistyczni rozstrzeliwali bohaterów polskiego podziemia. Odnaleziono też niewielkie fragmenty kości. Jednak przełom nastąpił w lipcu br. – Nasze poszukiwania na terenie więzienia dotyczą zarówno ofiar zbrodni komunistycznych z lat 1944–1956, jak i wcześniejszych zbrodni niemieckich – mówi prof. Szwagrzyk. – Badamy cały teren więzienia. W lipcu odkryliśmy jamę grobową, w której odnaleźliśmy szczątki ośmiu osób. Gdy zostaną oczyszczone i zbadane, dowiemy się, w jaki sposób te osoby zginęły.

Przy szczątkach ekipa prof. Szwagrzyka znalazła fragmenty odzieży, guziki, klamerkę od paska do spodni, dwa małe ołówki, cygarniczkę, dwa medaliki, jeden niewielki krzyżyk i jeden kilkucentymetrowy krzyż… – Będziemy te wszystkie artefakty badać. Większy krzyż może należeć do osoby duchownej, siostry zakonnej, brata lub księdza. Krzyż jest najprawdopodobniej osadzony w srebrnym okuciu, jest bardzo porządnie wykonany, z drewna dobrej jakości. Mamy nadzieję, że po konserwacji można będzie można odczytać napis na nim. Pomoże to zapewne w identyfikacji ofiary.

Znaleziony przy szczątkach krzyżyk mógł należeć do osoby duchownej. MARTA BRZOZOWSKA-SMOLARSKA /IPN

Znaleziony przy szczątkach krzyżyk mógł należeć do osoby duchownej.
MARTA BRZOZOWSKA-SMOLARSKA /IPN

Kiedy zginęły odnalezione ofiary? Prawdopodobnie między 2 sierpnia a początkiem października 1944 r. Podczas powstania warszawskiego spędzano na teren więzienia cywilów pojmanych w czasie łapanki. Niektórych mordowano na miejscu. Pytanie więc brzmi: czy uda się odnaleźć kolejne ofiary? Ekipa prof. Szwagrzyka wraca na Rakowiecką jesienią.

„Pałac cudów” po wojnie

Po wojnie więzienie na Rakowieckiej stało się kato­wnią UB. To w nim byli więzieni i torturowani członkowie podziemia niepodległościowego. Jeden z budynków do dziś nosi nazwę „Pałacu cudów”. Komuniści w straszliwy sposób torturowali w nim więźniów. Stąd nazwa, bo umęczeni więźniowie przyznawali się również do czynów, których nie popełnili.

W więzieniu wykonano prawie 3 tys. wyroków śmierci (odnaleziono cele śmierci i miejsca kaźni), wielu więźniów umierało wskutek zakatowania i „chorób”. Na Mokotowie zamordowano m.in. gen. Augusta Fieldorfa „Nila”, rotm. Witolda Pileckiego, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”. I to z Golgoty Warszawskiej na Mokotowie zbrodniarze komunistyczni wywieźli ciała ok. 350 bohaterów na Kwaterę Ł na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. By pomordowanych wrzucić do bezimiennych jam grobowych… Nie dziwi więc decyzja władz, by więzienie – miejsce kaźni polskich bohaterów – zamknąć i przeznaczyć na muzeum, ale i miejsce pamięci oraz modlitwy za ofiary.

Poznamy nazwiska?

Po odnalezieniu ciał – prawdopodobnie cywilnych ofiar z czasów powstania warszawskiego – IPN poprosił o kontakt wszystkich, którzy utracili na Mokotowie bliskich latem i jesienią 1944 r. Do Wydziału Identyfikacji w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji IPN bardzo szybko zgłosiło się kilkadziesiąt rodzin. – Liczymy, że zgłosi się jeszcze więcej, co pozwoli być może na identyfikację przynajmniej części osób. To, że wielu ludzi odpowiedziało na nasz apel, pokazuje też, jak bardzo Warszawa i warszawiacy czekają na odnalezienie i identyfikację zaginionych w powstaniu bliskich. Nie tylko pogrzebanych na terenie więzienia przy Rakowieckiej – mówi prof. Szwagrzyk. – Dla mnie to bardzo znamienne: oto tuż przed rocznicą wybuchu powstania niejako sami przypomnieli nam o sobie. Wśród nich była też osoba duchowna. A jej krzyż jest dla nas znakiem…

Do niedawna wydawało się, że cywilne ofiary powstania warszawskiego już na zawsze pozostaną bezimienne. Może jednak uda się je zidentyfikować?

za: https://www.gosc.pl/doc/4890845.Warszawska-Golgota-odkrywana

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, III RP, Lata PRL i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.