Czy sędziowie są prawem?

aktaBronisław Wildstein

Prawnicy III RP (nie tylko zresztą oni) uznali się faktycznie za władzę ustawodawczą i za kastę, która decyduje o wszystkim w państwie. Lekceważą zupełnie reguły demokracji i tradycyjnego podziału władzy, który za ustawodawcę uznaje wybierany przez naród parlament.

Ustawa o Sądzie Najwyższym weszła w życie i nie wydaje się, aby chwilowa awantura o „urlop” jej dotychczasowej prezes Małgorzaty Gersdorf mogła tu coś zmienić. Dziwić może kontredans wokół jej zastępcy/ następcy Józefa Iwulskiego, który deklaruje, że Gersdorf pozostaje na stanowisku, co oznacza, iż lekceważy obowiązujące dziś w Polsce prawo. Jest to podstawowy argument, aby zachowujący się w ten sposób sędzia nie tylko nie pełnił żadnej funkcji publicznej, lecz w ogóle nie zajmował się sędziowaniem. Zgoda prezydenta na to, aby pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego przedłużyć Iwulskiemu możliwość orzekania, nie mówiąc już o wyznaczeniu go na stanowisko następcy Gersdorf, wydaje się pochopna. Sprawa jednak nie jest specjalnie ważna, chociaż gorsząca. Najprawdopodobniej już za miesiąc wybrany zostanie nowy prezes SN i wszystkie te niejasności okażą się mało znaczące.

Są one jednak interesujące, aby prześledzić mentalność sędziowskiego – i nie tylko – establishmentu w III RP i stada jego bezrefleksyjnych zwolenników.
Przeciwnicy obecnej ustawy podnoszą, że skoro w konstytucji w art. 183 zapisane jest, iż prezes SN powołany jest na sześć lat, to żadna okoliczność nie może przerwać jego kadencji.

Czy na pewno? A jeśli popełni on przestępstwo i trafi do więzienia? A jeśli zwariuje? Nic na ten temat w konstytucji nie ma, a więc wynika z tego, że – zdaniem rzeczników Gersdorf i jej samej – nadal będzie zarządzał SN. Bo wbrew zabobonnemu podejściu do konstytucji, czyli wierze, że rozwiązuje ona wszystkie problemy i reguluje każdą sytuację, żadna norma prawna nie jest w stanie – na szczęście – ująć całości ludzkich spraw i dlatego potrzebujemy polityki. Zostawmy jednak te hipotetyczne rozważania i odwołajmy się do litery konstytucji. Jej artykuł 180 stwierdza: „Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku. […] W razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia”.

O tym, kiedy sędziowie odchodzą w stan spoczynku, tak jak i o organizacji pracy sądów, a więc tym, kto w nich pracuje, decyduje parlament, czyli ustawodawca. Nowa ustawa o SN i wieku emerytalnym sędziów, w konsekwencji której m.in. prezes Gersdorf traci swoje stanowisko, jest zgodna z literą ustawy najwyższej.
Przyjmijmy jednak, wbrew oczywistościom, że przytaczane zapisy konstytucji wchodzą z sobą w kolizję. Nic nie stało na przeszkodzie, aby Gersdorf czy wspierające ją instytucje zwróciły się do Trybunału Konstytucyjnego o ocenę zgodności z nią nowego prawa, gdyż tylko to ciało, zgodnie z porządkiem prawnym RP, jest w stanie tego dokonać. Nikt jednak tego nie uczynił. Była prezes SN sugeruje, a jej poplecznicy mówią to wprost, że nie uznają TK w obecnym kształcie. Jest to najbardziej szokująca lekcja, jaką moglibyśmy otrzymać od najwyższych rangą funkcjonariuszy prawa. Deklarują oni, że państwo i jego instytucje akceptować będą zależnie od tego, kto do nich zostanie wybrany, a więc że nie szanują ich ani nie mają zamiaru przestrzegać prawa. Chyba że takiego, które sami będą ustanawiać i egzekwować. Prawo utożsamiają więc ze swoją władzą.

Prawnicy III RP (nie tylko zresztą oni) uznali się faktycznie za władzę ustawodawczą i za kastę, która decyduje o wszystkim w państwie. Lekceważą zupełnie reguły demokracji i tradycyjnego podziału władzy, który za ustawodawcę uznaje wybierany przez naród parlament. Czasami mówią to wprost. „W demokratycznym państwie prawnym suwerenem nie są wyborcy. Suwerenem są wartości znajdujące się w prawie, a na straży tych wartości stoją niezależne sądy i niezawiśli sędziowie” – zadeklarował, budząc owacje, na ostatnim Kongresie Prawników Polskich prof. Wojciech Popiołek, kierownik Katedry Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego na UŚ, członek Komitetu Nauk Prawnych PAN. Innymi słowy – sędziowie to bramini, którzy jedyni, mocą swoich intelektów, są w stanie rozumieć i interpretować prawo. Wynika z tego, że sędziowie to prawo. Ostatnio Gersdorf ogłosiła, że to konstytucja stworzyła naród. Skoro stworzyła, to może go rozwiązać, a w każdym razie odwołać się do Brukseli, aby to zrobiła. Na szczęście wygląda na to, że to naród jest w stanie rozwiązać szczególną kastę i odbudować władzę sądowniczą, która winna pełnić funkcję służebną wobec powołującej ją wspólnoty.

Felieton opublikowany w tygodniku „Sieci” nr 28/2018

za: https://wpolityce.pl/polityka/403973-czy-sedziowie-sa-prawem

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czy sędziowie są prawem?

  1. emka pisze:

    Obrońcy komunistów. Bodyguardzi PRL z sądu apelacyjnego

    Maciej Marosz

    Uniewinniali oskarżonych w procesach nawet o najcięższe zbrodnie komunistyczne stanu wojennego czy masakry Grudnia ’70, chronili ludzi służb przed odpowiedzialnością za kłamstwo lustracyjne i dbali o ich emerytury. Wyroki wydane przez sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie splatają się z ich własną przeszłością z okresu PRL.

    Sędzia Maria Gleixner-Dyk pracująca do niedawna w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych SA orzekała w PRL z legitymacją PZPR w kieszeni. W okresie stanu wojennego, w 1982 r., przeniesiono ją do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ministrem był wówczas jej zwierzchnik, także partyjny Włodzimierz Berutowicz.

    W 1984 r. była jeszcze asesorem, ale w tym samym roku uczyniono z niej już wiceprezesa Sądu Rejonowego w Warszawie. Gleixner-Dyk, zanim została sędzią, była kierownikiem w warszawskim ZUS. Doświadczenie to przydało się do procesów, w których mogła przywracać obniżone ustawowo emerytury funkcjonariuszom SB.

    Jej wydział w SA rozpatrywał masowe odwołania się esbeków od ustawowego zmniejszenia ich emerytur. Gleixner-Dyk w 2014 r. wstawiła się za b. funkcjonariuszem bezpieki – E.K., któremu obniżono emeryturę. W 2014 r. w podobnej sprawie Gleixner-Dyk również przywróciła część emerytury funkcjonariuszowi T.S.

    Inną sędzią, która od 2010 r. do niedawna pracowała w Sądzie Apelacyjnym, jest Ewa Plawgo. W 2014 r. nie znalazła żadnego dowodu na odpowiedzialność PRL-owskiego wicepremiera Stanisława Kociołka za zbrodnię komunistyczną dokonaną na robotnikach Wybrzeża w grudniu 1970 r. Swój wyrok ogłaszała wśród okrzyków „hańba!” ze strony publiczności. Sędzia nakazała usunięcie z sali protestujących i transparentów nawołujących do rozliczenia zbrodni komunistycznych.

    Skład sędziowski z jej udziałem zamykał sprawę zbrodni z PRL, wydając werdykt uniewinniający. Sąd odrzucił wówczas w całości apelację oskarżyciela publicznego i posiłkowego, którzy domagali się ponownego procesu kata Wybrzeża. Plawgo powtórzyła tezy wyroku sądu I instancji.

    Sędzia Plawgo orzekała w licznych procesach lustracyjnych. Było tak m.in. w 2014 r. w przypadku Tadeusza M. Ten były pracownik MSZ III RP złożył oświadczenie lustracyjne, w którym zataił pracę w latach 70. w wydzielonej jednostce JW 2000 wywiadu wojskowego PRL – wykazywał IPN. Jej wyselekcjonowana i nieliczna kadra szkoliła oficerów wysyłanych przez wywiad PRL na zagraniczne misje wojskowe. Plawgo odrzuciła w całości apelację IPN od wyroku uniewinniającego M., nie uwzględniając całej argumentacji pionu lustracyjnego.

    W rodzinie Ewy Plawgo nie brakowało ludzi związanych w PRL z Ludowym Wojskiem Polskim. Jej wuj Rudolf był majorem LWP, a brat pracował w Zakładach Wojskowych w Zielonce.

    Inny sędzia SA Jerzy Leder w 2013 r. prawomocnie uniewinnił oskarżonego o zbrodnie komunistyczne I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię. Czerwony dygnitarz stawał przed sądem w procesie zorganizowanej grupy przestępczej, która nielegalnie wprowadziła stan wojenny.

    Nie można przenosić nielegalności stanu wojennego na samo pełnienie funkcji przez oskarżonego
    – uznał wówczas sąd z Jerzym Lederem na czele i zamknął sprawę rozliczenia Kani.

    Cały tekst w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”

    za: http://niezalezna.pl/231452-obroncy-komunistow-bodyguardzi-prl-z-sadu-apelacyjnego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.