Chwila na oddech, ból, mgieł rozproszenie, by żyć

Janusz KapustaLech Galicki

(Refleksja w nienormalności czasów zmęczeniu)
My jak połączone naczynia we wszechświecie prastarym, my od urodzenia znajdujemy się w stanie bólu wzmacniani rozmaitymi, nieziemskimi uniesieniami w relacjach z Bogiem miłosiernym, w oddaniu w wierze, a to znaczy, …

by tu na ziemi od tego co zewnętrzne, ujmujące człowieczeństwu: nie zwariować, nie oddać się depresji. Tylko: Wiara, Nadzieja i Miłość. Jednoznaczność: Tak, tak. Nie, nie. Lojalność I zawierzenie: Jezu ufam Tobie.

I ten egzystencjalny tu – teraz – ból uporczywy w sercu, w duszy, w głowie…

Wojny. Konwencjonalne, informacyjne i hybrydowe dookoła. Pogromy. Klęski. Kłótnie. Wielkie, większe i największe. A każda z nich jak koniec świata. W teatrze przetrwania. W bólu matek rodzących przychodzimy krwią zbroczeni, aby gdy dorośniemy toczyć ją będą w agresji podboju z nas, my zaś w obronie z innych. I ból na wszystkie strony świata rozdawać się rozejdzie. Za wolność. Słowem. czynem, życzeniem… My, nie z tej ziemi. Tylko nasze ciała stąd. Ciemna moc w szatańskim rozbuchaniu będzie: oskarżać swe ofiary, krytykować, wyśmiewać, zabijać, torturować, zamęczać, udręczać, wieszać, gilotynować, rozstrzeliwać, kawałkować…

Mordercy kreatywni nienawiści kuglarze. Hitler, Stalin…tak wielu ich, niemiecki KL Auschwitz na podbitej polskiej ziemi ofiarnej, bolszewickie, Katyńskie Polaków ludobójstwo w Związku Sowieckich Socjalistycznych Republik, publiczne i skrytobójcze mordy Żołnierzy Wyklętych, przez ich rodaków w służbie obcych zaborców…I tyle jeszcze. Ból z rozmachem zadawać i nie odpuszczać roniącym łzy. Wyrugować myślących inaczej. Ze wszystkich sił unicestwić w Boga wierzących. Idealistów. Własne zdanie mających. Marzących odmiennie. Kochających. Mających własne cele… Wszyscy oni nieprzyjaciele, wrogowie…

Bezkres. Ocean przemocy i krwi dookoła. Jak Kolumbowie 44. Trzeba płynąć bez kompasu. Szukasz głosu? Nikt nie woła. Krople deszczu miarą czasu. W myślach tkwi osamotnienie. A jest ono bardzo zimne. Szept pociechy, to marzenie. Bez odpływów i przypływów. Woda stoi jak zaklęta. Prosty wykres serca zrywów. Ruch w bezruchu, w zgniłych pętach. Tam za horyzontem mglistym. Suną trupy jak ślimaki. Korowodem powłóczystym. Zresetowane głuptaki. Inni. Wody mętnej pełno dookoła.

To tak nagle. Tak się stało.. Bezboleśnie w znieczulicy. Życia światło niby nic podstępnie odebrało. Niby ludzie, w krzyku nienawistnym, w gestach: dzicy. Ach, nadzieja i natchnienie. Teraz tylko martwe cienie. Są we mgle. Wrak, jak butne łgarstwo, zamulenie, poniżenie.

Wiara, Nadzieja, Miłość. Tylko tak. Być albo nie być? Być ! Chwili trzeba na oddech spokojny, odwagi, mgieł rozproszenia kłamstwa, by po ludzku żyć.

foto: Rysunek Janusza Kapusty

Pieśń strzelista i inne wiersze

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.