Nie skreślajmy Ukraińców

37020635_1851999334820311_3054383546081738752_nSpołeczeństwo polskie wciąż za mało wie o tej zbrodni – zbrodni ludobójstwa, która miała na celu wyeliminowanie narodowości polskiej z dużego obszaru jej zamieszkiwania. Ta świadomość powoli dojrzewa…
O zbrodni wołyńskiej i pamięci o niej mówi prof. Andrzej Nowak, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jacek Dziedzina: Państwo polskie nie ma problemu z prawdą i pamięcią o Katyniu, ma za to problem z prawdą i pamięcią o Wołyniu. Dlaczego?

Prof. Andrzej Nowak:Po pierwsze, społeczeństwo polskie wciąż za mało wie o tej zbrodni – zbrodni ludobójstwa, która miała na celu wyeliminowanie narodowości polskiej z dużego obszaru jej zamieszkiwania. Ta świadomość powoli dojrzewa, choć oczywiście tzw. środowiska kresowe, związane z pamięcią rodzinną ofiar, na pewno mogą być zniecierpliwione zbyt wolnym tempem naprawy tej pamięci.

Mają pretensje do polskich władz, że właśnie przez zbyt wielką powściąg-
liwość w nazywaniu tej zbrodni po imieniu hamują ów proces.

Rozumiem ból tych środowisk i to, że rodziny ofiar chciałyby szybciej, skuteczniej zaakcentować pamięć o pomordowanych bliskich na szczeblu państwowym. Dramat tej niecierpliwości wynika z tego, że w ciągu ostatnich 25 lat wytworzyła się strasznie niedobra konkurencja między „pamięcią Wołynia” a „pamięcią Katynia”. „Pamięć Wołynia” ma pretensję do państwa polskiego, że „pamięć Katynia” została już usatysfakcjonowana posunięciami władz, a „pamięć Wołynia” jest ciągle zaniedbywana. W takiej sytuacji przypominam o tych, o których nikt się nie upomina. Ofiarami dużo większej zbrodni pod względem liczby ofiar byli przecież Polacy w ZSRR, wymordowani w ramach ludobójczej akcji, zatwierdzonej przez politbiuro KC WKP(b) w sierpniu 1937 roku. To jest minimum 150 tys., maksimum 250 tys. zamordowanych. Zginął co drugi dorosły Polak w ZSRR – tylko za to, że był Polakiem. O nich nikt się nie upomina, bo nie ma już ich rodzin, zostały wywiezione do Kazachstanu i tam albo umarły, albo zostały całkowicie zapomniane przez państwo polskie. Dlatego osobiście angażuję się w walkę o upamiętnienie 11 sierpnia 1937 roku jako daty największej zbrodni, która dotknęła ludność Kresów i pozostaje najbardziej zapomnianą, także przez państwo polskie.

Rodziny wołyńskie mają jednak pretensje, że akurat pamięć o Wołyniu została położona na ołtarzu i tak niezbyt owocnych relacji z Ukrainą.

Politycy biorą tu pod uwagę odpowiedzialność za teraźniejszość i przyszłość państwa. W tej perspektywie, którą kiedyś nakreślił książę Adam Jerzy Czartoryski, za nim Józef Piłsudski, a w końcu Jerzy Giedroyc – a więc umocnienia znaczenia Polski w Europie Wschodniej opartego na współpracy Warszawy z Kijowem, przeciwko próbom reimperializacji tej przestrzeni przez Moskwę. Na pewno ta polityczna intencja jest kluczowa w hamowaniu takich inicjatyw jak eksponowanie ukraińskich zbrodni ludobójstwa. Tutaj mają moralną rację reprezentanci pamięci wołyńskiej, którzy wołają, że nie wolno składać na ołtarzu polityki pamięci ofiar. To jest słaby punkt polityki państwa polskiego.

To też trochę ślepa uliczka, bo mamy do czynienia z partnerem, który nadaje ulicom imię zbrodniarza, Stepana Bandery. Trudno byłoby nam rozmawiać z Niemcami, gdyby tam nazywano ulice imieniem Hitlera.

Widzę w tym pewną fatalną pokusę. Podam przykład. Jeszcze przed 1989 rokiem nie było dobrego czasu dla pamięci o Katyniu. Mówiono: nie możemy drażnić ZSRR, potężnego sąsiada. Pamiętam taki wstrząsający dla mnie w swoim moralnym nihilizmie tekst prof. Marcina Króla z połowy lat 80. zawarty w tomie „Podróż romantyczna”. Zawierał tezę, iż szczytem głupoty jest upominanie się o prawdę o Katyniu. Bo przecież nigdy słabszy nie zmusi silniejszego, żeby ten zmienił swoje zdanie o historii. Potem nastąpiło częściowe ujawnienie prawdy o Katyniu dlatego właśnie, że ktoś się uparł, żeby o niej mówić. I naszym zadaniem wobec Rosji było powtarzanie im, że dopóki nie zmierzą się ze swoją historią, nie nazwą zbrodni po imieniu, nie staną się w pełni wolni i będą dla nas niebezpieczni.

To dlaczego Ukraińcom nie stawiamy takich samych wymagań? Oni też są przekonani, że Bandera to bohater.

Powinniśmy dokładnie tak samo Ukraińcom przypominać: Bandera był ludobójcą, nie może być waszym bohaterem, choćbyście nie wiadomo jak przekręcali pamięć o nim, że był liderem wspaniałego ruchu narodowowyzwoleńczego, nawet jeśli jego współpracownicy zginęli w walce przeciwko sowieckiemu imperium. Ale jeśli wcześniej brali udział w ludobójstwie Polaków, to dopóki nie uznacie tej prawdy, że byli ludobójcami, nie będziecie wolnymi ludźmi i nie będziecie dla nas bezpiecznymi sąsiadami. Jak my przestaniemy o tym mówić, łatwiej im będzie zakłamać prawdę.

Czy nie jest tak, że staliśmy się zakładnikami sytuacji geopolitycznej, w której szukamy sojuszu z Ukraińcami przeciwko Rosji i w imię tego spychamy pamięć o Wołyniu?

Ja bym to odwrócił: jest niebezpieczeństwo, że staniemy się więźniami pułapki ludobójstwa ukraińskiego. W jakim sensie? W takim, że musimy wystrzegać się nie tylko pokusy przemilczenia prawdy o Banderze i zbrodni OUN-UPA, ale musimy też odrzucić pokusę mówienia, że wszyscy Ukraińcy reprezentują tradycje banderowskie, że kolejne pokolenia Ukraińców to ludobójcy i następcy Bandery. To równie niesprawiedliwe, jak gdyby ktoś na podstawie Jedwabnego – przy całej świadomości różnicy w skali zbrodni – mówił, że wszyscy Polacy są antysemitami i wszyscy chcą mordować Żydów. To jest nieprawda. A w przypadku Ukraińców ta nieprawda ma także wymiar geograficzny: bo to zachodnia Ukraina kultywuje Banderę. I przecież – nie wszyscy jej mieszkańcy…

Obserwujemy rozszerzanie się tego kultu na centrum kraju…

Tak, to jest problem. Na przykład ukraiński IPN jest rzeczywiście w rękach skrajnych sił, które świadomie kultywują pamięć ludobójców z OUN-UPA. Ale nawet w takiej sytuacji, którą powinniśmy wskazywać w rozmowach z Kijowem, nie upoważnia nas to do stwierdzenia, że wszyscy Ukraińcy są banderowcami, że nie ma nadziei na porozumienie polsko-ukraińskie. Jest nadzieja, bo bardzo duża część środowisk ukraińskich nie podziela pamięci banderowskiej. Wielu Ukraińców rozumie, że dla ich kraju głównym zagrożeniem jest imperialna Rosja, i są gotowi z entuzjazmem podjąć współpracę z Polską. Nie możemy ich przekreślić. Mamy prawo upominać się o prawdę, ale w imię prawdy musimy pamiętać: Ukraina jest dużo większa od Bandery.

za: https://www.gosc.pl/doc/3302596.Nie-skreslajmy-Ukraincow

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, Wywiady i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nie skreślajmy Ukraińców

  1. RML pisze:

    Monitoruje cały czas opinie, zapamiętuje zdania i wyciągam wnioski. Jak zwykle albo prawie zawsze najbliżej mi do poglądów pana profesora. W swoich licznych komentarzach krytykowałem zachwyty nad Ukrainą. Szczególnie panów juniora i seniora, wpływowych opiniotwórczych dziennikarzy prawicy. Jednak szokiem dla mnie było stanowisko profesora Targalskiego o UPA. Bo o ile pan Wildstein stonował swoje wypowiedzi o tyle pan Targalski niekoniecznie. Na zakończenie Trój morze to piękna idea ale bez prawdy o Wołyniu, Ponarach czy kulisach odzyskania Zaolzia jej fundamenty będą kiepskie. Czesi nie oddali nam kilkaset hektarów ziemi nie pozwolili transportować przez swoje terytorium sprzętu wojskowego w trakcie wojny z bolszewikami. O Słowakach i ks Tiso i wkroczenia do Nowego Targu wie niewielu. Mam swoje zdanie i mam do niego prawo. Reasumując mówię o tym i niestety zdarza mi się ,,oberwać POd stolikiem skopaniem kostek”. Nie sądzę abym był w Polsce wyjątkiem bo cytując klasyka ,,polskość to nienormalność”. Myślę, że Dwaj panowie najbardziej rozpoznawalni poza kaczorem Donaldem z kreskówki też tak myślą. Tylko jeden z nich to napisał a drugi myśli ze swoimi doradcami. Jak nas oskubać w zamian za parę komplementów dotyczących naszej historii. Na szczęście mam zaufanie do pana Premiera Morawieckiego obym się nie mylił co się niestety zdarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.