Lech Galicki: Wypadek.pl

Janusz KapustaSzedłem zamyślony aleją Solidarności Polskiej.
Nagle,w oddali zobaczyłem moją Ojczyznę,
idącą w ścisku I tumulcie marszu podległości
pulsującego nieparlamentarnymi namiętnościami.
Tłum rozmaitych kast i wybrańców Narodu.
Strach.


Moje serce zatłukło jak u schwytanego w sidła zająca,
– Polsko – wykrztusiłem i zacząłem do Niej biec.
Nie usłyszała, w jazgocie krzyków i bełkotu.
Do przystanku na placu Zgody dojeżdżał tramwaj.
Ruszyłem co sił.
Już dobiegałem, gdy poślizgnąłem się na plamie oleju marki Nic.
Łukiem przeleciałem wprost pod tramwajowe koła,
które odcięły mi głowę.
Zgodnie z szatańskim paradoksem mistrza Michaiła Bułhakowa.
Nie czułem już mojego ciała i bezgłośnie szepnąłem tylko:
…póki żyjemy.
Potem,
z góry już,
ujrzałem moją białą, rozczłonkowaną postać,
obok niej czerwona plama krwi rozlewała się jak kleks, czy zalew.
Byłem tylko myślą,
zwiewną jak narodowa flaga na wietrze od morza.
Leciałem niczym dmuchawiec.
Wpadłem do świetlistego labiryntu.
– Kto ty jesteś? – zapytano.
Zastygłem w zamyśleniu ducha.
Pamięci i Tożsamości.

foto: Rysunek Janusza Kapusty

Pieśń strzelista i inne wiersze

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.