Lech Galicki: Wielkie Tchnienie (kumulacja myśli w zmysłów odrodzeniu)

Jan Styka Rezurekcja 1901Uniosłem się od Ziemi niespodzianie oderwany,
Porwany w wietrze, a w nim rwące jak wzburzona tafla oddechu fale,
Szum mnie przytłacza zaś ja lecę żywy i nieopamiętany,
Ci co byli ich nie ma ani głosów wcale,
Tylko dzieje się tak wiele co ja nie pojmuję,


I nie o tym mi wiedzieć, myśleć, rozumieć, Musi być tak żem na próbę, czy przestrach skazany.
Czy umarłem już, czy to lot ku Światłu odbywam do cna zadziwiony,
A widzę w mej podroży w prawdzie napotkane zjawy,
Wiatr tłoczy sensy w duszę, rzecze co zapomnę, bo to szept jak gromy.
Szedłem ot tak z przyjacioły po ugorze Ziemi,
Żyłem w dobrej rodzinie nadzwyczajniej po ludzku świętej,
A co teraz gdym uniesiony, wiem i nie wiem co będzie,
I w bezczasu sfery wietrznej,
Co z materii jest odjęte,
Co z ducha jest dane.
Boże, Tyś Wszystko,
Azali Wiatru Morzem,
W powadze Twej widzę wiele uniesionym,
Tyś najlepszym pasterzem i najlepszym Panem,
Niech Światła wietrzna droga,
Prowadzi mnie w Zaświaty
W uniesienia olśnieniu, proszę
pokaż mi coś piękniejszego
proszę, wyciągnij z futerału skrzypce polne
i nutami wykreuj uczucie zniewalające bardziej
proszę rzuć pędzlem wietrznym plamy barw ponętniejsze
ściskam w rękach kobzę z kryształu
gram hymn o szczęściu na górze najwyższej
miłuję i nie przerywaj mej radości
czyż jest podmuch wiatru bardziej żwawy od mego w szczęściu szaleństwa
chwalę je ponad łańcuchy szczytów uniesionych
tam w jeziora oku tańczy panna
jak struny harfy drżąca nastrojem
a wpatruję się w jej piruety faliste
i oczy podziwiam błękitne niczym zahipnotyzowany
powiedziała tylko gestem i skinieniem rzęs
ja wiem
zrozumiałem że mnie wybrała
tak też wzrosłem w szczęściu ponad wszelkie horyzonty
stoję
siedzę
unoszę się w głębinach powietrznych
wychwalam pannę z wszystkich panien najpiękniejszą
wychwalam ją dającą mi swe uczucie
wychwalam tancerkę płochą i zawstydzoną obnażeniem głosu swego serca
śpiewa teraz gdzieś na sosen szczytach
serce moje bije tak szybko jak schwytany w sidła zając
wychwalam jej głosu nuty
kreślę na niebie obrączki z mgły
czuję dotyk jej palców wysmukłych
już w mojej duszy rzekłem com rzekł
miłuję, tak bardzo miłuję ciebie panno
Ojczyzno moja
i sam jestem kochany
cud to nad cuda
niech mówią że tylko sen wszystko snuje
skoro nim jest życie, klawisze uderzają jak westchnienie w struny życia
Wejdź w nasz świat natchniony
A jeżeli a jeżeli
Oddamy tobie wszystko
Marzenia spełnione pejzaże nastroje zamglone nutami
Otwierają się wrota
Anioły śpiewają na powitanie
Głośniej i głośniej
Nagle cisza
Tam świetlista Istota czeka
Ballada o życiu
Ballada o śmierci której nie ma
A wy nie wierzyliście mi
Ponad chmurami chwieją się wichrowe doliny
Spokojne i jasne
Kocham życie w wieczności i królestwie co nie z tego świata
Błękitem zniewala
Mnie szarego człowieka
Pieśń ma jak prośba i nadzieja
Podśpiewuję sobie dla radosnej chwili
Boże dziękuję za słuch bo mogę cieszyć się dźwiękami
Jakże odgadnąć tajemnicę Twego królestwa
W nutach z ziemi wydobytych
Tam gdzie me ciało
Przy mnie Istota skrzydlata z ręką na sercu
I nie jestem odrzucony
Nawet gdyby pamięć o mnie zaginęła
Kobzy niebieskie grają
Ku pokrzepieniu serca zaspanego
Jakże nie chwalić niebiańskiej muzyki
Gdy tylko ona budzi i ożywia
Lęk zabiera ode mnie
I wrota otwiera
A mówili że sam Jestem, pytam: czemu trzymasz mnie tak mocno dźwięku?
Lecę ponad ziemią opleciony kluczem wiolinowym
A powoli drży majestat mojej duszy, czemu trzymasz mnie tak mocno siło wiatru
Azali ja jestem ty azali ja jestem ty
I słyszę ciebie, Dedury i demole podskakują na pięcioliniach
Rozedrganych jak szaleństwo, płynę na grzbiecie fali niczym pływak wprawny
Kocham ciemne wody i głębie przeczyste
Załamują się grzbiety wzburzenia niewolniczo zgięte
Grzmoty biją to głośniej to ciszej a przenikliwie
Oto uderza piorun ostatni, oto ja samotny
Oto ja struchlały
Oto ja markotny
I ja obolały
Nie jestem jeszcze gotowy
A już szukają dla mnie alei
Kopią dla mnie grób ziemisty
Ukryłem się
Za goździkami jak krew czerwonymi
I pachnącymi
Ukryłem się za wieńcem
I szarfami białymi
Skrzypki ciszy brzmią jak zaklęte świerszcze, czy jestem tylko tchnieniem
Czy jestem też muzyki drganiem
To ja który wędruję drogą prostą przez zielone pola
Czuję zapach soków wiosennych
Lecę ponad oliwnym gajem
Smakuję pyłki kwiatów,uderzają dzwony wśród błękitnego morza
Prowadzą zagubionego sługę do Pana,nie boję się mych strachów i szeptów wężowych
Idę po wzburzonej toni i spokojnym bezkresie, wkładam ufnie me dłonie w chmur kłęby
Miłość mnie prowadzi jak obłok czy ogień
Już wiem że dojdę gdyż jestem
Śniłem o Tobie w modlitwie
I krople krwi czerwonej rosiły moją wolność
A krzyż uginał się pod ciężarem Ofiary
Taki jest znak mego miejsca na ziemi
Która została w oddali
Do widzenia siostry i bracia
Wy tak daleko i tak blisko
Nie zapominajcie o mnie
Bo jakże mnie poznacie
Gdy wejdziecie w świat natchniony
Marzenia spełnione pejzaże zamglone nutami
Kiedy trzymasz mnie za rękę przyjacielu
A serce me zasypia
Nie ma nic droższego na tej ziemi
Nie wiesz nawet że stoisz przed sobą samym
Gdyż czas to ułuda
Ja jestem i składam dłonie na skrzyżowaniu dróg
Uderzam w bębny puste
Piszczałkom przeznaczam tchnienie
Potrząsam skarg grzechotkami
Smyczki za dolinami ciemnymi
Przeciągają jak konwoje serc zaspanych, nagle jak szept szum skrzydeł
A słowa całkiem nie moje
I śpiew nie mój
Jesteś – drży krągła nuta
Jedna druga trzecia
I spada na ziemię
Jak puch śnieg manna ziarno
Jesteś? mówią
Żyjesz, a kropla sączy się za kroplą
Nad domem moim
Raczy pastwiska zielone
Co wzrastają i pokornieją
Bo dzwon rozkołysał polną rosę
I wzywa mnie na rozmowę z Panem
I wychwalam Go
Już nie jestem jak pustynne ziarno piachu
Czy samotny plusk w oceanie
Czy wędrowiec zagubiony
Patrzę w oczy Pana nawet gdy niebo chmurne, zaduma przychodzi do mnie i miłość stęskniona
gdy Go nie widzę kołyszę się jak dziecko porzucone
I szukam a Ty Panie pochylony nad szczytami gór i chleba okruchem
Czuwasz by miłość przenikała nawet groty odstępne i zagubione
I zmurszałe krzyże na skrzyżowaniach dróg, za lasami topornymi jak sęków zastępy
za wód wielkich fal załamaniem,śpiew westchnienie roznosi, chwali cuda i niezwykłości
tam kolczyki i obrączki złotych mgiełek sennych
błękit lazurowy
radość buchająca
smutek zadumany
człowieczy, człowieczy, człowieczy
piano, piano, piano
Chopin, Bach i Mozart,
Wojciech Kilar w twórczej wybrańca Pana iluminacji
Marek Grechuta w poezji na krakowskiej pięciolinii piękna

a i Tekla Bądarzewska od Modlitwy dziewicy…
my, wy, oni

w Wielkim Tchnieniu

zasłuchali się w spadających z nieba nutach
ach, to tam geniuszu źródło
życie wychodzi z wodnego łożyska
i otrząsa się niecierpliwie
ciało garnie się do ziarnistego piachu
a duch ogarnia wszystko obłokami białymi
przypływ Światła złocistego
z gwiazdami kosmosu jest w czułej komitywie
błogosławi muzy i talenty
horyzont niknie w mgle astralnej
spójrz – tam to ty
twój początek i twój koniec, który jest początkiem twoim
deszcz sączy się z płaszcza nieba
grzmoty wtórują mu radośnie
grają trzcin wiotkie skrzypce i trąby wieczne huczą
to ty i ja stąpamy po morzu i ziemi
wędrujemy po ciemnej stronie księżyca
ćmy zza chmur kotary snują swoje ballady i romanse
życie, życie, życie
zadumali się uczeni nad wszechmocą Światła co umknęło z ich lunet
i w nas płonie
szemrzą między sobą strumyki wątpliwości
zaś Prawda lśni łukiem tęczy
Pan z Tobą błogosławiona Jesteś Ty między niewiastami
odpuść nam Prawdo kłamstwa nasze
odpuść nam Drogo bezdroża nasze
odpuść nam Światło ciemność naszą
odpuść nam Życie naszą śmiertelność nagą, złudną i przerażoną
wędrujemy, wędrujemy, wędrujemy
tam las sążnisty i ścieżek wiele
Czy jestem tylko tchnieniem
Czy jestem też muzyki drganiem
To ja który wędruję prostą drogą przez zielone pola
Czuję zapach soków majowych
Lecę ponad oliwnym gajem
Smakuję pyłki kwiatów
Uderzają dzwony wśród błękitu morza
Prowadzą zagubionego sługę do Pana jego
Nie boję się mych strachów i szeptów wężowych
Idę po spokojnej toni wieczności i wzburzonym bezkresie horyzontu rozmyślania
Wkładam ufnie me dłonie w chmur klęby
Miłość mnie prowadzi jak obłok czy ogień
Już wiem że dojdę gdyż Jestem czuwa
Śniłem o Tobie w modlitwie
Krople czerwone Twej męki rosiły mą wolność
A Krzyż uginał się pod ciężarem Ofiary
Taki jest znak mego miejsca na ziemi
Która została w oddali
Do widzenia siostry i bracia
Wy tak daleko i tak blisko jak moc wiary
Nie zapominajcie o mnie
Bo jakże mnie poznacie
Gdy wejdziecie w świat natchniony
Marzenia spełnione
Pejzaże natchnione blaskiem dźwięków
Otwierają wrota
Kiedy trzymasz mnie za rękę z miłością człowieku
A serce me zasypia
Nie ma nic droższego na niebie i tej ziemi
Nie wiesz nawet jeszcze że stoisz przed samym sobą
Gdyż czas to ułuda,teraz modlę się w ciszy horyzontu pól
Proszę nie pojawiaj się niepostrzeżenie
Gdyż zakłócisz mój spokój
Choć w ciszy mej słyszę wiele
Czyż to kwiat spóźniony w kwitnieniu rozsiewa swój czar
Czyż to błękit oddaje swoją dostojność niebiańską
Muzyka muzyka muzyka
Słyszę ją nut roje i dzwięków słowa choć inni chcą być głusi w swym biegu za śladem czasu którego nie ma, ruszam w drogę
Jak partyzant wśród kniei wędruję
Za pniami starych drzew czai się mrok
Przez bagna zdradliwe kroczę
Światła szukam
Promyka nadziei co ból koi
Wiem że jest
I modlitwę znajduję
Bo wrota tak blisko, Anioły dotykają lennych strun harf swoich
Wiara snuje srebrzystą nić melodii i zaraz potem pieśni
Głos potężny zza gór sieje Słowo
Śpiew niezwykłej urody zaprasza wędrowca
I wrota do wieczności otwierają się życzliwie w swej nieziemskości

Jak nie pójść dalej?

foto: Obraz Jana Styki, Rezurekcja, 1901

Pieśń strzelista i inne wiersze

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Lech Galicki: Wielkie Tchnienie (kumulacja myśli w zmysłów odrodzeniu)

  1. AgataFoltyn pisze:

    ,,Muzyka muzyka muzyka, słyszę ją nut roje i dzwięków słowa choć inni chcą być głusi w swym biegu za śladem,, …to tu, czy w duszy autora gra?

  2. Lech Galicki pisze:

    Oto link do Tchnienia: https://youtu.be/aa1ikTmA_Ss
    Czytając tę poezję jednocześnie słuchaj. Polecam .Autor.

  3. Lech Galicki pisze:

    Lech Galicki: Wielkie Tchnienie (kumulacja myśli w zmysłów odrodzeniu)
    Uniosłem się od Ziemi niespodzianie oderwany,
    Porwany w wietrze, a w nim rwące jak wzburzona tafla oddechu fale,
    Szum mnie przytłacza zaś ja lecę żywy i nieopamiętany,
    Ci co byli ich nie ma ani głosów wcale,
    Tylko dzieje się tak wiele co ja nie pojmuję,
    I nie o tym mi wiedzieć, myśleć, rozumieć, Musi być tak żem na próbę, czy przestrach skazany.
    Czy umarłem już, czy to lot ku Światłu odbywam do cna zadziwiony,
    A widzę w mej podroży w prawdzie napotkane zjawy,
    Wiatr tłoczy sensy w duszę, rzecze co zapomnę, bo to szept jak gromy.
    Szedłem ot tak z przyjacioły po ugorze Ziemi,
    Żyłem w dobrej rodzinie nadzwyczajniej po ludzku świętej,
    A co teraz gdym uniesiony, wiem i nie wiem co będzie,
    I w bezczasu sfery wietrznej,
    Co z materii jest odjęte,
    Co z ducha jest dane.
    Boże, Tyś Wszystko,
    Azali Wiatru Morzem,
    W powadze Twej widzę wiele uniesionym,
    Tyś najlepszym pasterzem i najlepszym Panem,
    Niech Światła wietrzna droga,
    Prowadzi mnie w Zaświaty
    W uniesienia olśnieniu, proszę
    pokaż mi coś piękniejszego
    proszę, wyciągnij z futerału skrzypce polne
    i nutami wykreuj uczucie zniewalające bardziej
    proszę rzuć pędzlem wietrznym plamy barw ponętniejsze
    ściskam w rękach kobzę z kryształu
    gram hymn o szczęściu na górze najwyższej
    miłuję i nie przerywaj mej radości
    czyż jest podmuch wiatru bardziej żwawy od mego w szczęściu szaleństwa
    chwalę je ponad łańcuchy szczytów uniesionych
    tam w jeziora oku tańczy panna
    jak struny harfy drżąca nastrojem
    a wpatruję się w jej piruety faliste
    i oczy podziwiam błękitne niczym zahipnotyzowany
    powiedziała tylko gestem i skinieniem rzęs
    ja wiem
    zrozumiałem że mnie wybrała
    tak też wzrosłem w szczęściu ponad wszelkie horyzonty
    stoję
    siedzę
    unoszę się w głębinach powietrznych
    wychwalam pannę z wszystkich panien najpiękniejszą
    wychwalam ją dającą mi swe uczucie
    wychwalam tancerkę płochą i zawstydzoną obnażeniem głosu swego serca
    śpiewa teraz gdzieś na sosen szczytach
    serce moje bije tak szybko jak schwytany w sidła zając
    wychwalam jej głosu nuty
    kreślę na niebie obrączki z mgły
    czuję dotyk jej palców wysmukłych
    już w mojej duszy rzekłem com rzekł
    miłuję, tak bardzo miłuję ciebie panno
    Ojczyzno moja
    i sam jestem kochany
    cud to nad cuda
    niech mówią że tylko sen wszystko snuje
    skoro nim jest życie, klawisze uderzają jak westchnienie w struny życia
    Wejdź w nasz świat natchniony
    A jeżeli a jeżeli
    Oddamy tobie wszystko
    Marzenia spełnione pejzaże nastroje zamglone nutami
    Otwierają się wrota
    Anioły śpiewają na powitanie
    Głośniej i głośniej
    Nagle cisza
    Tam świetlista Istota czeka
    Ballada o życiu
    Ballada o śmierci której nie ma
    A wy nie wierzyliście mi
    Ponad chmurami chwieją się wichrowe doliny
    Spokojne i jasne
    Kocham życie w wieczności i królestwie co nie z tego świata
    Błękitem zniewala
    Mnie szarego człowieka
    Pieśń ma jak prośba i nadzieja
    Podśpiewuję sobie dla radosnej chwili
    Boże dziękuję za słuch bo mogę cieszyć się dźwiękami
    Jakże odgadnąć tajemnicę Twego królestwa
    W nutach z ziemi wydobytych
    Tam gdzie me ciało
    Przy mnie Istota skrzydlata z ręką na sercu
    I nie jestem odrzucony
    Nawet gdyby pamięć o mnie zaginęła
    Kobzy niebieskie grają
    Ku pokrzepieniu serca zaspanego
    Jakże nie chwalić niebiańskiej muzyki
    Gdy tylko ona budzi i ożywia
    Lęk zabiera ode mnie
    I wrota otwiera
    A mówili że sam Jestem, pytam: czemu trzymasz mnie tak mocno dźwięku?
    Lecę ponad ziemią opleciony kluczem wiolinowym
    A powoli drży majestat mojej duszy, czemu trzymasz mnie tak mocno siło wiatru
    Azali ja jestem ty azali ja jestem ty
    I słyszę ciebie, Dedury i demole podskakują na pięcioliniach
    Rozedrganych jak szaleństwo, płynę na grzbiecie fali niczym pływak wprawny
    Kocham ciemne wody i głębie przeczyste
    Załamują się grzbiety wzburzenia niewolniczo zgięte
    Grzmoty biją to głośniej to ciszej a przenikliwie
    Oto uderza piorun ostatni, oto ja samotny
    Oto ja struchlały
    Oto ja markotny
    I ja obolały
    Nie jestem jeszcze gotowy
    A już szukają dla mnie alei
    Kopią dla mnie grób ziemisty
    Ukryłem się
    Za goździkami jak krew czerwonymi
    I pachnącymi
    Ukryłem się za wieńcem
    I szarfami białymi
    Skrzypki ciszy brzmią jak zaklęte świerszcze, czy jestem tylko tchnieniem
    Czy jestem też muzyki drganiem
    To ja który wędruję drogą prostą przez zielone pola
    Czuję zapach soków wiosennych
    Lecę ponad oliwnym gajem
    Smakuję pyłki kwiatów,uderzają dzwony wśród błękitnego morza
    Prowadzą zagubionego sługę do Pana,nie boję się mych strachów i szeptów wężowych
    Idę po wzburzonej toni i spokojnym bezkresie, wkładam ufnie me dłonie w chmur kłęby
    Miłość mnie prowadzi jak obłok czy ogień
    Już wiem że dojdę gdyż jestem
    Śniłem o Tobie w modlitwie
    I krople krwi czerwonej rosiły moją wolność
    A krzyż uginał się pod ciężarem Ofiary
    Taki jest znak mego miejsca na ziemi
    Która została w oddali
    Do widzenia siostry i bracia
    Wy tak daleko i tak blisko
    Nie zapominajcie o mnie
    Bo jakże mnie poznacie
    Gdy wejdziecie w świat natchniony
    Marzenia spełnione pejzaże zamglone nutami
    Kiedy trzymasz mnie za rękę przyjacielu
    A serce me zasypia
    Nie ma nic droższego na tej ziemi
    Nie wiesz nawet że stoisz przed sobą samym
    Gdyż czas to ułuda
    Ja jestem i składam dłonie na skrzyżowaniu dróg
    Uderzam w bębny puste
    Piszczałkom przeznaczam tchnienie
    Potrząsam skarg grzechotkami
    Smyczki za dolinami ciemnymi
    Przeciągają jak konwoje serc zaspanych, nagle jak szept szum skrzydeł
    A słowa całkiem nie moje
    I śpiew nie mój
    Jesteś – drży krągła nuta
    Jedna druga trzecia
    I spada na ziemię
    Jak puch śnieg manna ziarno
    Jesteś? mówią
    Żyjesz, a kropla sączy się za kroplą
    Nad domem moim
    Raczy pastwiska zielone
    Co wzrastają i pokornieją
    Bo dzwon rozkołysał polną rosę
    I wzywa mnie na rozmowę z Panem
    I wychwalam Go
    Już nie jestem jak pustynne ziarno piachu
    Czy samotny plusk w oceanie
    Czy wędrowiec zagubiony
    Patrzę w oczy Pana nawet gdy niebo chmurne, zaduma przychodzi do mnie i miłość stęskniona
    gdy Go nie widzę kołyszę się jak dziecko porzucone
    I szukam a Ty Panie pochylony nad szczytami gór i chleba okruchem
    Czuwasz by miłość przenikała nawet groty odstępne i zagubione
    I zmurszałe krzyże na skrzyżowaniach dróg, za lasami topornymi jak sęków zastępy
    za wód wielkich fal załamaniem,śpiew westchnienie roznosi, chwali cuda i niezwykłości
    tam kolczyki i obrączki złotych mgiełek sennych
    błękit lazurowy
    radość buchająca
    smutek zadumany
    człowieczy, człowieczy, człowieczy
    piano, piano, piano
    Chopin, Bach i Mozart,
    Wojciech Kilar w twórczej wybrańca Pana iluminacji
    Marek Grechuta w poezji na krakowskiej pięciolinii piękna

    a i Tekla Bądarzewska od Modlitwy dziewicy…
    my, wy, oni

    w Wielkim Tchnieniu

    zasłuchali się w spadających z nieba nutach
    ach, to tam geniuszu źródło
    życie wychodzi z wodnego łożyska
    i otrząsa się niecierpliwie
    ciało garnie się do ziarnistego piachu
    a duch ogarnia wszystko obłokami białymi
    przypływ Światła złocistego
    z gwiazdami kosmosu jest w czułej komitywie
    błogosławi muzy i talenty
    horyzont niknie w mgle astralnej
    spójrz – tam to ty
    twój początek i twój koniec, który jest początkiem twoim
    deszcz sączy się z płaszcza nieba
    grzmoty wtórują mu radośnie
    grają trzcin wiotkie skrzypce i trąby wieczne huczą
    to ty i ja stąpamy po morzu i ziemi
    wędrujemy po ciemnej stronie księżyca
    ćmy zza chmur kotary snują swoje ballady i romanse
    życie, życie, życie
    zadumali się uczeni nad wszechmocą Światła co umknęło z ich lunet
    i w nas płonie
    szemrzą między sobą strumyki wątpliwości
    zaś Prawda lśni łukiem tęczy
    Pan z Tobą błogosławiona Jesteś Ty między niewiastami
    odpuść nam Prawdo kłamstwa nasze
    odpuść nam Drogo bezdroża nasze
    odpuść nam Światło ciemność naszą
    odpuść nam Życie naszą śmiertelność nagą, złudną i przerażoną
    wędrujemy, wędrujemy, wędrujemy
    tam las sążnisty i ścieżek wiele
    Czy jestem tylko tchnieniem
    Czy jestem też muzyki drganiem
    To ja który wędruję prostą drogą przez zielone pola
    Czuję zapach soków majowych
    Lecę ponad oliwnym gajem
    Smakuję pyłki kwiatów
    Uderzają dzwony wśród błękitu morza
    Prowadzą zagubionego sługę do Pana jego
    Nie boję się mych strachów i szeptów wężowych
    Idę po spokojnej toni wieczności i wzburzonym bezkresie horyzontu rozmyślania
    Wkładam ufnie me dłonie w chmur klęby
    Miłość mnie prowadzi jak obłok czy ogień
    Już wiem że dojdę gdyż Jestem czuwa
    Śniłem o Tobie w modlitwie
    Krople czerwone Twej męki rosiły mą wolność
    A Krzyż uginał się pod ciężarem Ofiary
    Taki jest znak mego miejsca na ziemi
    Która została w oddali
    Do widzenia siostry i bracia
    Wy tak daleko i tak blisko jak moc wiary
    Nie zapominajcie o mnie
    Bo jakże mnie poznacie
    Gdy wejdziecie w świat natchniony
    Marzenia spełnione
    Pejzaże natchnione blaskiem dźwięków
    Otwierają wrota
    Kiedy trzymasz mnie za rękę z miłością człowieku
    A serce me zasypia
    Nie ma nic droższego na niebie i tej ziemi
    Nie wiesz nawet jeszcze że stoisz przed samym sobą
    Gdyż czas to ułuda,teraz modlę się w ciszy horyzontu pól
    Proszę nie pojawiaj się niepostrzeżenie
    Gdyż zakłócisz mój spokój
    Choć w ciszy mej słyszę wiele
    Czyż to kwiat spóźniony w kwitnieniu rozsiewa swój czar
    Czyż to błękit oddaje swoją dostojność niebiańską
    Muzyka muzyka muzyka
    Słyszę ją nut roje i dzwięków słowa choć inni chcą być głusi w swym biegu za śladem czasu którego nie ma, ruszam w drogę
    Jak partyzant wśród kniei wędruję
    Za pniami starych drzew czai się mrok
    Przez bagna zdradliwe kroczę
    Światła szukam
    Promyka nadziei co ból koi
    Wiem że jest
    I modlitwę znajduję
    Bo wrota tak blisko, Anioły dotykają lennych strun harf swoich
    Wiara snuje srebrzystą nić melodii i zaraz potem pieśni
    Głos potężny zza gór sieje Słowo
    Śpiew niezwykłej urody zaprasza wędrowca
    I wrota do wieczności otwierają się życzliwie w swej nieziemskości

    Jak nie pójść dalej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.