Głos świadka

450,253,1776057262412d24f79704502e44399b12d8c39aPoemat „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” Icchaka Kacenelsona (1886-1944), żydowskiego poety i dramaturga, jest czymś więcej niż tylko wstrząsającym utworem poetyckim. To także, zważywszy na okoliczności powstania utworu, cenny dokument i świadectwo. Kacenelson od 1940 roku przebywał wraz z rodziną w getcie warszawskim.

Ocalał wraz z najstarszym synem z wielkiej wywózki Żydów do Treblinki w sierpniu 1942 roku. Potem brał udział w powstaniu w getcie. W 1943 roku w ramach prowokacji zwanej „akcją Hotelu Polskiego” został wywieziony do obozu Vittel we Francji. Tam powstała „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”. Kacenelson zdążył przed śmiercią – został zamordowany 1 maja 1944 w KL Auschwitz – przekazać gorzką prawdę: kto współuczestniczył w zagładzie jego narodu. – OD REDAKCJI

Widział, jak „rękoma Żydów śmierć zadawano Żydom!”. W cyklu „Prawda o Niemcach, Żydach i Polakach” fragment poematu Icchaka Kacenelsona „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”

„Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” w przekładzie Jerzego Ficowskiego ukazała się w języku polskim w 1986 roku.

 

Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie (fragment)

[…] Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,
Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych
Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał
I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.

Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy
– O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…
I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby
– Oto rękoma Żydów śmierć zadawano Żydom!

Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy
Jak ze swastyką na czapkach – z tarczą Dawida,
szli wściekli,
Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy,
Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlek

Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy, Z pałką wzniesioną do ciosu – do domów przejętych
trwogą,
Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych
Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu

Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,
I klęli: „Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze!”
Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich
dłużej,
By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę

A na ulicy – oszaleć! Popatrz i ścierpnij,
bo oto Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą
– Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd – Wozy!
I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom…

A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,
Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,
On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!
Popatrz na wozy! Na hańbę, rozpacz, na mękę bez końca! […]

Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/194897,glos-swiadka.html

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.