Światło nad przepaścią

kazimierz wojnakowski nadziejaLech Galicki

Rozpoczyna się wykład dla studentów medycyny. Na stole, jeszcze przykryte białym płótnem – zwłoki. Wchodzi profesor. Powoli bierze do ręki skalpel, odsłania ciało zmarłego człowieka, rozgląda się dookoła, patrzy studentom w oczy i głośno mówi:

– Obserwując uważnie. Oto przed wami leży niezwykła budowla, którą zaprojektował i wzniósł największy Architekt i Budowniczy. Pamiętając, że jeszcze niedawno mieszkał wniej przedziwny lokator: myślący, czujący, kochający… Życie.

Kazimierz Wojnakowski, Nadzieja

Kazimierz Wojnakowski, Nadzieja

Film Krzysztofa Zanussiego Iluminacja. Obraz, na który w latach siedemdziesiątych
uczniowie liceów chodzili do kin studyjnych i oglądali go z zapartym tchem. Byłem i ja na tym filmie, razem ze szkolnym kolegą Wojtkiem Jędrzejcem. Wbici w fotele z przejęciem oglądaliśmy perypetie filmowego bohatera, Franciszka Retmana, młodego intelektualisty, który z uporem poszukiwał sensu ludzkiego bytowania i śmierci. Szczególnie mocno wstrząsnęła nami scena, gdy Franciszek przy świetle zapałki z zaciekawieniem oglądał okaleczone zwłoki taternika, który spadł w przepaść. Zapałczany płomyczek rzucał tylko księżycowe blaski, cienie prawdy o tym, czym jest życie. Przyczyny wypadku nie sposób było dociec. Minęło kilka miesięcy i Wojtek niespodziewanie zginął w górach. Spadł w przepaść. Dlaczego?

– pytałem przerażony. Potem przyszła wiadomość o śmierci w górach odtwórcy roli

Franciszka, Stanisława Latałły. Dlaczego? Nawet gdyby zapłonęły tysiące zapałek i strzeliły płomieniami zastępy świec – nie znajdę odpowiedzi.

Lata osiemdziesiąte. Szpital wojskowy w Grudziądzu. Odbywam służbę w Szkole Podchorążych Rezerwy. Trafiam na oddział chirurgiczny. Podjeżdżają karetki pogotowia, pielęgniarze w białych fartuchach niosą na noszach żołnierzy w zalanych krwią mundurach. Wypadek samochodowy. Spoglądam na szarą twarz ciężko rannego kierowcy.

– Ratujcie, boli, ja chcę żyć – szepcze, a potem, już w izbie przyjęć krzyczy.

Następnego dnia inni żołnierze z wypiekami na twarzach odpowiadają, jak oglądali jego ciało przez otwór w ścianie sporządzonej prowizorycznie kostnicy. Dlaczego?

Po śmierci Piotra przeżyłem szok. Wychowywaliśmy się jak bracia – razem od kołyski. Dane mi było zobaczyć go leżącego bez życia na podłodze (po zabiegach reanimacyjnych). Piotr żywy, rozmowny, oczytany, inteligentny, teraz – niemy i bezwładny. Palce dłoni zaciskają się w pięści, coś rzuca człowieka na kolana i słyszy swój głos nabrzmiały pretensjami i żalem: – Boże, dlaczego?

W takiej chwili przypominają mi się słowa Starego Doktora:

– Patrzcie. Oto niezwykła budowla, którą zaprojektował i wzniósł Największy Architekt i Budowniczy. Jeszcze niedawno mieszkał w niej przedziwny lokator: myślący, czujący, kochający…Życie.

Zaś Dobry Nauczyciel mówi:

– Ten człowiek nie umarł, tylko śpi, a Syn Człowieczy oznajmił, że zostanie zabity, lecz po trzech dniach zmartwychwstanie. Podobnie i my wstaniemy z martwych.

Zapewne w chwili naszego załamania po odejściu najbliższych szatan, anioł przepaści, którego „imię po hebrajsku Abaddon, po grecku Apollyon, a po łacinie Externinans”, zechce zabić w nas nadzieję, zniszczyć wiarę w życie wieczne i sens istnienia. To oczywiste. Takie jego smutne zadanie.

– Wierz mi, ciężko jest umierać – powiedział do mnie Jarek, mój śmiertelnie chory rówieśnik.

Już śpi. Serce boli, strach ogarnia, łzy płyną jak groch, lecz mimo wszystko przepaść

beznadziei gorsza jest od wszystkiego, bo wymiar człowieczeństwa stanowi bezmiar nieba.

Tam czeka muśnięcie skrzydeł anioła i Światło, które budzi z najgłębszego snu

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.