Leszek Długosz: Pięćdziesiąt lat temu…

Halina Poświatowska11 października… W Krakowie , w słynnym Domu Literatów, przy Krupniczej 22 , akurat to wspólne mieszkanie dzieliły wtedy akurat te Trzy „Lokatorki” – Hanna Mortkowicz Olczakowa , córka wielkiego wydawcy , Anna Brzozowska, córka Stanisława Brzozowskiego i młoda, słynna już poetka, Halina Poświatowska.

Niebawem, cały ten skład , czyli wszystkie Trzy po kolei, miały opuścić ten ziemski adres. Jako ktoś w rodzaju sekretarza p. Hanny, kręciłem się tam wtedy, bodaj codziennie. Tego dnia, pamiętam, koło południa, zjawił się p. Bodnicki, dożywotni sekretarz Krakowskiego Oddziału i powiedział: „Telefon właśnie był z Warszawy. Halina zmarła. Operacja się udała, ale…”

Dokładnie pamiętam – chwilę, twarze, milczenie w tym mieszkaniu. To było pięćdziesiąt lat temu? Niewiarygodne, prawdziwe. Dramatyczna, właściwie heroiczna walka Poetki o „jeszcze trochę na Ziemi” dobiegła kresu. Jej poezja rozpoczęła nowy, mocno ugruntowany żywot. ( ld )

Halina Poświatowska 1935 – 1967

zawsze kiedy chcę żyć krzyczę
gdy życie odchodzi ode mnie
przywieram do niego
mówię – życie
nie chodź jeszcze

jego ciepła ręka w mojej ręce
moje usta przy jego uchu
szepczę

życie
– jak gdyby życie było kochankiem
który chce odejść

wieszam mu się na szyi
krzyczę

umrę jeśli odejdziesz

Źródło foto: www.poezja.org
Tygodnik „wSieci” 09.10..2017

za: http://www.leszekdlugosz.com/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.