Zbrodnie nieukarane

876502_VG46_54c6013a441bbdaf807e474d1526_68Najwyżsi niemieccy dowódcy bezpośrednio odpowiedzialni za tłumienie powstania warszawskiego nigdy nie odpowiedzieli za swoje zbrodnie. Do najważniejszych z nich należą z pewnością Heinz Reinefarth i Erich von dem Bach-Zelewski. Ten pierwszy, odpowiedzialny za hekatombę zgotowaną powstańcom i ludności cywilnej Warszawy…

w pierwszych dniach powstania, zrobił w powojennych Niemczech… karierę polityczną. – pisze Edward Kabiesz

Kat Woli burmistrzem

Reinefarth otrzymał rozkaz zdławienia powstania 3 sierpnia. Heinrich Himmler rozkazywał, by wszystkich Polaków w stolicy „bez względu na wiek i płeć zastrzelić, jeńców brać nie wolno. Warszawę należy zrównać z ziemią”. Reinefarth starał się to polecenie wypełnić dokładnie. Odpowiadał za całość operacji w Warszawie do wieczora 5 sierpnia. W tym właśnie dniu Niemcy wraz z oddziałami swoich wschodnich kolaborantów rozpoczęli systematyczne masakry powstańców i cywilów. W rzezi na Woli ginęły dzieci, kobiety, księża, personel szpitali i ich pacjenci. Oddziały podległe Reinefarthowi wymordowały tam od 30 do 40 tysięcy mieszkańców. W tym samym czasie na Ochocie mordowały, gwałciły i rabowały rosyjskie oddziały Kamińskiego. W telefonicznej rozmowie z dowódcą 9. armii Reinefarth skarżył się nawet, że nie ma dość amunicji, by powystrzelać wszystkich jeńców. Pod wieczór 5 sierpnia dowództwo nad siłami niemieckimi przejął Erich von dem Bach-Zelewski.

Reinefarth, mimo wszczynanych po wojnie śledztw, nigdy nie został ukarany za swoje zbrodnie. Wprost przeciwnie. Jako jedyny generał SS zrobił w powojennych Niemczech karierę. Przez wiele lat pełnił funkcję burmistrza miasta Westerland na wyspie Sylt, a w 1962 roku wszedł do parlamentu krajowego w Szlezwiku-Holsztynie. Jak to możliwe? Po zakończeniu wojny spędził trzy lata jako amerykański jeniec wojenny. Chociaż alianci wydawali Polsce innych wysoko postawionych zbrodniarzy wojennych, chronili Reinefartha mimo wielu polskich wniosków o ekstradycję. Na deportację zbrodniarza nie pozwolił amerykański departament stanu. – Sprzeciw wobec ekstradycji tej osoby, tak jak i byłych niemieckich generałów, jest motywowany tym, że osoby te mają wielką potencjalną wartość wojskową i mogą być ewentualnie wykorzystane przez Sowietów – tłumaczyli swoją decyzję Amerykanie. Ta linia postępowania, z korzyścią dla Reinefartha i wielu innych niemieckich przestępców wojennych, wynikała z ówczesnej sytuacji w Europie – stosunki stalinowskiej Rosji i Zachodu pogarszały się.

Reinefarth został zwolniony w 1948 roku. Wyjechał na wyspę Sylt w północnej części Niemiec, przy granicy z Danią. Szlezwik-Holsztyn był wówczas prawdziwym bastionem uchodźców. Szukali tu schronienia nie tylko niemieccy uciekinierzy ze wschodu, ale również byli działacze nazistowscy i członkowie służb bezpieczeństwa Rzeszy. Wielu zbrodniarzom wojennym, często z pomocą miejscowej ludności, udało się tu osiąść legalnie. Reinefarth co prawda stanął przed sądem orzekającym, który miał wyłowić nazistowskie grube ryby, ale sąd, jak wynika z protokołu, „dał wiarę oskarżonemu i na podstawie jego zeznań nie mógł stwierdzić, że oskarżony wiedział o użyciu SS do działań, które należy określić mianem zbrodni wojennych”. Ten niepojęty wyrok nie był niczym niezwykłym, bo w postępowaniu przed sądami orzekającymi kary uniknęło około jednej trzeciej oskarżonych. Kat Woli pomyślnie przeszedł też postępowanie denazyfikacyjne i w 1950 roku odzyskał prawo wykonywania zawodu adwokata. W listopadzie 1951 roku Rada Miasta Westerland wybrała go na urząd etatowego burmistrza. Stanowisko to pełnił do 1963 roku, ale szczyt swojej politycznej kariery osiągnął w latach 1958–67, kiedy zasiadał w parlamencie krajowym w Kilonii. Dwukrotnie, pod koniec lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, wszczynano postępowanie przeciw Reinefarthowi. Oba zostały umorzone, bo zabrakło, jak stwierdził prokurator krajowy, „przekonującego wyjaśnienia” jego zbrodniczych działań.

Reinefarth nigdy nie został ukarany, poniósł jedynie – w ograniczonym zresztą zakresie – odpowiedzialność polityczną pod naciskiem opinii publicznej, mediów krajowych i zagranicznych. Musiał ustąpić ze stanowiska burmistrza i deputowanego parlamentu. Do śmierci jednak prowadził praktykę adwokacką. Kościelnego pochówku odmówił mu pastor westerlandzkiej parafii ewangelicko-augsburskiej, bo w 1942 roku Reinefarth wystąpił z Kościoła ewangelickiego, by nie zamykać sobie drogi awansu w SS. Symbolicznym zadośćuczynieniem ofiarom działalności kata Woli była uchwała deputowanych do parlamentu krajowego Szlezwika-Holsztynu, którzy wyrazili ubolewanie, że zbrodniarz mógł piastować godność deputowanego. „Zawstydzeni pochylamy się przed ofiarami z nadzieją na pojednanie” – można przeczytać na tablicy umieszczonej na ratuszu.

Niewinność generała

Odpowiedzialności za popełnione w czasie powstania zbrodnie nie poniósł też gen. Erich von dem Bach-Zelewski. Zmarł co prawda w więzieniu, ale nie został skazany ani za zbrodnie popełnione w powstaniu, ani za wcześniejsze wyczyny na froncie wschodnim, gdzie kierował jednostkami SS i policji dokonującymi eksterminacji Żydów.

Bach-Zelewski przybył do Warszawy wieczorem 5 sierpnia i złagodził rozkaz Himmlera, zakazując zabijania kobiet i dzieci, a później mężczyzn – cywilów. Jednak niektóre oddziały dalej mordowały cywilów i jeńców, za co odpowiadał jako dowodzący niemieckimi siłami. Po wojnie został aresztowany przez Amerykanów i składał zeznania w czasie procesu głównych zbrodniarzy wojennych w Norymberdze. Generał przyznał się do odpowiedzialności za zbrodnie dokonywane przez jego oddziały w Warszawie i na tym się skończyło. Władze amerykańskie odmówiły jego ekstradycji, zgodziły się jedynie na czasowe przekazanie go polskiemu sądowi jako świadka w procesie Ludwiga Fischera, gubernatora dystryktu warszawskiego w czasie niemieckiej okupacji. Po zwolnieniu z aresztu w 1951 roku został skazany na 10 lat obozu pracy za przestępstwa wobec swoich politycznych oponentów, przy czym pięć z nich uznano za odbyte. Pozostałych nie odsiedział, bo… nie zgłosił się do więzienia. Mieszkał wówczas koło Norymbergi i pracował jako stróż nocny w prywatnej firmie. W 1958 r. został skazany na cztery i pół roku więzienia nie za zbrodnie wojenne, ale za zabójstwo w czasie tzw. nocy długich noży, czyli podczas wewnętrznych walk hitlerowskich bojówek w 1934 roku. Dodatkowo w 1961 roku wytoczono mu proces i skazano za dokonane przez SS zabójstwo sześciu niemieckich komunistów w 1933 roku. Zmarł w szpitalu więziennym w 1972 roku.

Zarówno Reinefarth, jak i Bach-Zelewski podkreślali, że za masakry powstańców i cywilów w Warszawie odpowiadają w znaczącej mierze jednostki dowodzone przez Oskara Dirlewangera, składające się z kryminalistów, i Brygada Szturmowa SS RONA pod dowództwem Rosjanina Bronisława Kamińskiego. Reienfarth i Bach-Zelewski twierdzili, że nie mieli pełni władzy nad tymi odpowiedzialnymi za niezliczone zbrodnie jednostkami. Jednak historycy powstania warszawskiego dowiedli, że w rzeziach równie duży udział miały przed wszystkim niemieckie oddziały policyjne i SS. Dirlewanger został wzięty do niewoli we Francji i prawdopodobnie zlinczowany w więzieniu w 1945 r., natomiast Kamiński został rozstrzelany przez Niemców za niesubordynację w 1944 r. Odpowiedzialność za jego śmierć wziął na siebie Bach-Zelewski.

Dlaczego tak wielu niemieckich zbrodniarzy wojennych uniknęło kary? Wielu uciekło z kraju i ukrywało się m.in. w Ameryce Południowej, niektórzy nawiązali współpracę z wywiadami alianckimi, inni, jak Bach-Zelewski, występowali w procesach przestępców wojennych w charakterze świadków. Mitem jest twierdzenie, że proces denazyfikacji został przeprowadzony rzetelnie.

PICTURE ALLIANCE /ERK WIRGINING/MK SFB

http://gosc.pl/doc/4113741.Zbrodnie-nieukarane

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.