Ból, który przynosi ulgę

Smoleńsk (3)Jakub Jałowiczor

Szwy nałożono tak, jakby ktoś zszywał żywą osobę i nie chciał zostawić blizn. Byłam wzruszona – tak Magdalena Merta opisuje ostatnie pożegnanie męża, którego pochowano dwa razy.

Ekshumacje będą traumą dla rodzin – straszyli przeciwnicy ponownego badania ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Twierdzili też, że nie przyniosą one żadnych nowych informacji. To drugie okazało się kompletną nieprawdą. Ekshumacje pokazały skalę fałszerstw i zaniedbań, jakich dopuszczono się podczas prac w Moskwie. Okazuje się też, że choć doświadczenie ekshumacji jest bolesne, może ostatecznie przynieść ulgę.

Makabryczne odkrycia

„Trumny będą otwierane, to już pani wie? – Po co? Dlaczego? – Bo to nasza specjalność, powiem gorzko. Jak nie za rok, to za 50 lat”. To fragment wywiadu Teresy Torańskiej z Ewą Kopacz opublikowanego w sierpniu 2010 roku. Ówczesna minister zdrowia szczegółowo opisywała wydarzenia z kwietnia 2010 r., kiedy to pojechała do Moskwy, towarzysząc rodzinom ofiar. „Rosyjscy medycy sądowi zachowywali się po prostu nadzwyczajnie” – przekonywała. Jak się okazało, jej słowa były bardzo dalekie od prawdy. Przeprowadzone ekshumacje wykazały skandaliczne błędy, które trudno tłumaczyć zwykłym niedbalstwem.

W trumnie gen. Włodzimierza Potasińskiego znaleziono szczątki 4 innych osób. W trumnie gen. Bronisława Kwiatkowskiego odkryto fragmenty ciał 7 osób. W trumnie bp. Tadeusza Płoskiego znajdowało się pół jego ciała. Drugą połowę znaleziono w grobie prawosławnego arcybiskupa Mirona Chodakowskiego. Szczątki Grażyny Gęsickiej odkryto w kilku trumnach. W jednej z trumien znaleziono też 4 miednice, 3 nogi i 2 głowy.

Na folii

Trudno te fakty pogodzić z opisem profesjonalizmu i szlachetności rosyjskich patologów. Z ujawnionymi niedawno informacjami nie zgadza się też opis tego, jak wyglądało układanie zwłok w trumnach. „Uczestniczyła w tym komisja złożona z Polaków z naszej ambasady i Rosjan. Każde ciało było oznakowane tabliczką z nazwiskiem. Wszystko to także zostało obfotografowane. Moment zamykania trumny też został uwieczniony przez naszego technika z polskiej prokuratury wojskowej. Byłam przy tym. Spełniałam prośby. Przekazano mi pamiątki rodzinne, by włożyć je do trumny. Włożyłam” – relacjonowała Ewa Kopacz. Co innego stwierdził Andrzej Melak po ekshumacji ciała brata Stefana. „Ciało, które mi okazano, było nagie i leżało w worku. Bielizna, buty, ubranie, które dałem w Moskwie, leżały na tym worku” – mówił portalowi wPolityce.pl. Także ujawnione niedawno przez tygodnik „wSieci” zdjęcia z moskiewskiego zakładu badań sądowych pokazują całkowity brak szacunku wobec ciał. Na fotografiach widzimy zwłoki owinięte w czarną folię przewiązaną sznurkiem, położone na podłodze. Tygodnik podaje, że fragmenty ciał układano w przypadkowych trumnach, byle tylko mniej więcej zgadzała się waga.

Rodziny nie o wszystkim wiedziały, ale pobyt w moskiewskim zakładzie i tak był dla nich wielką traumą. Jak wspomina Ewa Kochanowska, nikt nie zdawał sobie sprawy, że szczątki są upychane do plastikowych worków na śmieci. Żona tragicznie zmarłego rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego dodaje, że pierwszego dnia kilka najbardziej zdeterminowanych osób przebywało przy swoich bliskich do chwili zamknięcia trumny. Tak jednak było tylko pierwszego dnia. Później Rosjanie na to nie pozwalali. Na koniec pobytu w Moskwie bliscy ofiar usłyszeli, że trumny nie będą już otwierane w Polsce. – Nie wierzyłam w to. Oczekiwałam, że badania będą przeprowadzone – opowiada Ewa Kochanowska.

Magdalena Merta najgorzej wspomina moment, kiedy rodzinom przedstawiono przedmioty ofiar. Działo się to w siedzibie żandarmerii wojskowej w Mińsku Mazowieckim. Jak mówi żona śp. Tomasza Merty, w dużej hali rozłożono na stołach m.in. zegarki i obrączki. Z kolei przesiąknięte krwią i zapachem paliwa ubrania leżały na ziemi, na folii malarskiej. – Samodzielnie szukało się rzeczy należących do bliskich. Wrażenie było potworne. Wszystkim kojarzyło się to z Auschwitz – opowiada Magdalena Merta. – Wchodziłam na płachty i próbowałam oczyścić z błota metki ubrań, żeby można było zobaczyć rozmiar. W pewnym momencie zobaczyłam coś, co wzięłam za zwinięte apaszki. Podniosłam. To był żakiet, którego środek pocięty był na równe paski, które trzymały się razem jak harmonijka. To już było dla mnie za dużo.

Wnioski bez odpowiedzi

Po tym, jak do Polski trafiła dokumentacja wykonana przez Rosjan, część rodzin zaczęła starania o przebadanie ciał bliskich przez polskich specjalistów. W przesłanych z Moskwy aktach były ewidentne błędy. W przypadku ciała Zbigniewa Wassermanna w aktach opisano na przykład stan organów wewnętrznych, które usunięto mu kiedyś podczas operacji.

W latach 2011–2012 przeprowadzono 9 ekshumacji. Biegli stwierdzili, że 6 ciał zostało złożonych w niewłaściwych grobach, a błędy znajdują się w 90 proc. rosyjskiej dokumentacji medycznej.

W 2012 r. dokumentację dostała rodzina Anny Walentynowicz. Dane z akt nie pasowały do dawnej opozycjonistki, dlatego bliscy zażądali ekshumacji. Śledczy podejrzewali, że zwłoki „Anny Solidarność” zamieniono z ciałem pochowanej w Warszawie Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, działaczki Rodzin Katyńskich. Rzeczywiście, ciało wydobyte z grobu w Gdańsku nie należało do Anny Walentynowicz. Jednak zwłoki ekshumowane w Gdańsku także nie wyglądały jak te, które rodzina widziała w Moskwie. W Rosji Annę Walentynowicz rozpoznali wszyscy członkowie rodziny, którzy brali udział w identyfikacji. Tymczasem osoba pochowana w Gdańsku miała twarz tak zmasakrowaną, że nie dało się rozpoznać rysów. Brakowało prawie całej twarzoczaszki, więc nie był to efekt rozkładu ciała. Nie zgadzał się też układ blizn po operacjach przeprowadzonych za życia Anny Walentynowicz. Jej wnuk Piotr stwierdził niedawno w TVP Info, że nadal nie wie, gdzie leży jego babcia.

Niektóre rodziny bezskutecznie wnioskowały o ekshumację bliskich. – Wiele wniosków nie było rozpatrywanych przez prokuraturę wojskową przez 3–4 lata – mówi Ewa Kochanowska. Część dostała odpowiedź odmowną, inne nie otrzymały jej w ogóle. Tak było w przypadku Magdaleny Merty, która już w 2011 r. wnioskowała o otwarcie grobu męża. – Prokuratura nie pracuje na podstawie Kodeksu postępowania administracyjnego, więc nie ma podanego terminu, w którym musi odpowiedzieć. Nie musiała, więc nic nie zrobiła – tłumaczy M. Merta.

Naprawianie nienaprawialnego

Andrzej Melak, który do jesieni 2016 r. czekał na ekshumację ciała brata, chwalił później profesjonalizm osób przeprowadzających czynności. „Panowało pełne zrozumienie ze strony tych, którzy ją wykonywali dla naszej rodziny, która w niej uczestniczyła. Czuło się empatię w stosunku do nas, co było dla nas bardzo ważne” – stwierdził. Magdalena Merta przyznaje, że dzięki ekshumacji poczuła ulgę. – Odbyła się 24 listopada, a 20 grudnia mogliśmy pochować Tomka – mówi. – Już w prosektorium, przed badaniami DNA, wiedziałam, że to on. Poczułam ulgę także dlatego, że jego nie zawinięto w plastik, a w trumnie nie było przedmiotów, których tam być nie powinno.

Ekshumacja pozwoliła też na godne pożegnanie Tomasza Merty. Jak wspomina żona, jego ciało po wykonanej w Rosji sekcji zszyto w bardzo nieporządny sposób. Po badaniach w Polsce było już inaczej. – Staranność pracowników prosektorium budziła podziw. Niechlujne szwy zniknęły. Nowe szwy nałożono tak, jakby ktoś zszywał żywą osobę i nie chciał zostawić blizn. Żeby zobaczyć cięcia, trzeba się było dobrze wpatrzeć. Byłam wzruszona, że chciało im się to robić, bo przecież nie wiedzieli, że będę go jeszcze oglądać.

za: https://gosc.pl/doc/3993572.Bol-ktory-przynosi-ulge

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.