Lech Galicki: Wiersze smoleńskie

Katyń SmoleńskW wyniku katastrofy lotniczej polskiego samolotu rządowego, do której doszło w Smoleńsku w sobotę 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z żoną Maria, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych

RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami siedemdziesiątej rocznicy zbrodni katyńskiej (1940 r.), a także załoga samolotu. Druga pod względem liczby ofiar katastrofa w historii lotnictwa polskiego i największe pod względem liczby ofiar tragiczne zdarzenie w dziejach Sił Powietrznych RP. Katastrofy nie przeżyła żadna z osób obecnych na pokładzie samolotu.

 

Raport o katastrofie z telewizorem w tle

Telewizor włączony. Czekaliśmy na transmisję z Rosji związaną z obchodami siedemdziesiątej rocznicy mordu katyńskiego.
Na ekranie widać przygotowania do sprawowania Mszy świętej i uroczystości. Nagle pierwszy komunikat, niezbyt jasny, bardzo nieprecyzyjny, po którym czas zaczął płynąć zupełnie inaczej niż do tej pory. Na wizji pojawił się sprawozdawca i sam zdezorientowany, poinformował, tak pamiętam, o problemach z wylądowaniem polskiego samolotu rządowego.

I wtedy natychmiast ogarnął nas, w domu, niepokój.

Siedzieliśmy jak zahipnotyzowani wpatrując się w ekran telewizora, czekając na nowe informacje. Trudno to wyjaśnić – wiedzieliśmy, iż stało się coś bardzo złego. Przypuszczaliśmy, że zdarzyło się to co może być najgorsze, jednak nie przeszło nam przez głowę, rozsądek zaprzeczał, iż tragedia przekroczy wszelkie wyobrażenia…

Przerażenie wyciszyło nas do bólu. Telewizyjni dziennikarze, sami zdezorientowani podczas wejść na wizję, podawali sprzeczne, zupełnie niezweryfikowane informacje. Było widać, że są po ludzku wstrząśnięci.

I nagle dowiedzieliśmy się.

W wyniku katastrofy lotniczej polskiego samolotu rządowego, do której doszło w Smoleńsku w sobotę 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z żoną Maria, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami siedemdziesiątej rocznicy zbrodni katyńskiej (1940 r.), a także załoga samolotu. Druga pod względem liczby ofiar katastrofa w historii lotnictwa polskiego i największe pod względem liczby ofiar tragiczne zdarzenie w dziejach Sił Powietrznych RP. Katastrofy nie przeżyła żadna z osób obecnych na pokładzie samolotu.

Dziesiąty dzień kwietnia dwa tysiące dziesiątego roku.

Już nic nie było ważne.

Latający stan opłakany

Statek powietrzny w chmur nieba smolnym mgłą oceanie,
wietrzne góry falami otchłań wsysają niespodzianie.
Tak w ciszy głębi tnie gromem z nieba jasnym opisanie,
na mapach i radarach nie ma go w swym opłakanym stanie.

Kto wiedzie go, silniki nie pracują,
czy żyje ktoś, załoga lub pasażerowie,
w rzeczywistości nie ma nic, cienie się tylko snują,
wybuch zabójczy, podstęp, tego się nikt nie dowie.

Dokoła jak świetliki, krwawe i przerażone oczy,
nagłości zaskoczenia strzęp bezczas jak rdza już toczy,
a jednostajny szum oddaje swe znużenie,
istotom, które były ostało się milczenie.

Nie dotknie ziemi nigdy w swym strasznym zawiedzeniu,
skazano go na kurs w nieczułym zapomnieniu,
lot wieczny zawsze nigdy z nakazu nie ustanie,
pancernych z piekła brzóz pobrzmiewa rozśpiewanie.

Kwietniowy wciąż poranek spalony ciągle parzy,
łzy solny bólu snop wypalił dziurę w twarzy,
a mgła dobywa się z piwnicy lasu mroczy,
wilgotny zejścia krąg kłamstwem słów się zboczył.

Miał być, gdzieś zapisany na kartce z notatnika,
prawda, a co jest prawdą, spalony termin znika,
kwiaty niezłożone także zostały spalone,
Katyń, pamięci świętej wzloty w prochu rozproszone.

Spójrzcie na niebo dzieci, tam samolot leciał i już nie leci, jest w mroku,
ludzie w nim tacy jak my pobożni, albo nie, jednak powszednio byli żyjący,
dnia dziesiątego, czwartego miesiąca, dwa tysiące dziesiątego roku,
o nim pamiętać trzeba, to tajemnica, on jak Holender Latający.

Pieśń strzelista i inne wiersze

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.