100-lecie czy 1000-lecie?

Andrzej Nowakprof. Andrzej Nowak

Polska nie zaczyna się w 1918 roku. Swoją niepodległość, znaczenie kulturowe i godne miejsce w Europie buduje od ponad tysiąca lat. W przyszłym roku mamy obchodzić stulecie odzyskania niepodległości.

Polska nie zaczyna się w 1918 roku. Swoją niepodległość, znaczenie kulturowe i godne miejsce w Europie buduje od ponad tysiąca lat.

W przyszłym roku mamy obchodzić stulecie odzyskania niepodległości. W skracającej naszą pamięć i wyobraźnię historyczną współczesności owo stulecie łatwo pomylić z sugestią, że Polska ma może dopiero 100 lat albo że zawdzięcza swoje istnienie I wojnie światowej i decyzjom zwycięskich mocarstw. Zachodnia połowa Europy będzie tymczasem obchodziła 11 listopada przyszłego roku jako moment żałoby, wspomnienie Wielkiej Wojny, od której zaczęło się wszelkie zło w XX wieku. W Europie Środkowo-Wschodniej kilka innych państw będzie z kolei świętowało swoje narodziny do niepodległego bytu. Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Ukraina mogą wspominać początek swojej walki o niepodległość w kontekście rocznicy starcia z Polakami o Lwów. Jak my, w takim kontekście, powinniśmy przypomnieć 11 listopada?

Sądzę, iż warto podkreślić, że Polska w 1918 roku jednak się nie zaczyna, że swoją niepodległość i swoje znaczenie kulturowe, swoje godne miejsce w Europie buduje od ponad tysiąca lat. Proponuję dlatego zacząć przyszłoroczne obchody już od stycznia. Minie wtedy niezwykle „okrągła”, tysięczna właśnie rocznica pokoju, który zakończył najdłuższą (15-letnią) i zwycięską zarazem wojnę Polski z Niemcami: wojnę w obronie polskiej niepodległości. Pokój podyktowany przez Bolesława Chrobrego w Budziszynie 30 stycznia 1018 roku warto przypomnieć nie po to, by eksponować historię polsko-niemieckich waśni, ale raczej by wskazać odwieczną, milenijną determinację polskiej wspólnoty politycznej, by bronić niepodległego bytu, oraz podstawę pokoju z naszymi sąsiadami w Europie: wzajemny szacunek dla niepodległości.

Niedługo potem przywołać należy inną rocznicę: 600 lat od zakończenia soboru w Konstancji – tego, na którym polscy profesorowie prawa z Uniwersytetu Krakowskiego, z Pawłem Włodkowicem na czele, wprowadzili na arenę myśli europejskiej nową wspaniałą koncepcję prawa narodów (nawet pogańskich) do niepodległości. Polska delegacja wykazała na tym największym forum intelektualno-politycznym późnośredniowiecznej Europy niesłychaną determinację w obronie dobrego imienia ojczyzny. Szkalował je krzyżacki pismak Jan Falkenberg, który określił Polaków (razem z Litwinami) jako godnych wytępienia bałwochwalców. Na posłuchaniu u papieża, 9 maja 1418 roku, świeccy delegaci z Polski, rycerze Zawisza Czarny i Janusz z Tuliszkowa, wspierani przez pierwszego prymasa Mikołaja Trąbę, domagali się stanowczo potępienia antypolskich pism Falkenberga. Kiedy papież próbował odwlekać decyzję, nasi rycerze złapali za głownie swoich mieczy i oświadczyli, że są gotowi bronić honoru Polski „ręką i gębą” – czyli mieczem i słowem! I obronili. Przypomniał o tym 577 lat później Jan Paweł II na forum ONZ w Nowym Jorku. Mówił wtedy o potrzebie powrotu do refleksji etyczno-prawnej, jaką podczas soboru w Konstancji zapoczątkowali przedstawiciele Uniwersytetu Krakowskiego, którzy „odważnie bronili prawa pewnych narodów europejskich do istnienia i autonomii”. I my o tym pamiętajmy, w okrągłą 600. rocznicę myśli Pawła Włodkowica i gestu Zawiszy.

Przypomnieć powinniśmy dalej o innym wielkim wkładzie Polski w dzieje europejskiej praktyki politycznej: praktyki republikańskiej wolności. 9 października 1468 roku odbył się pierwszy, pochodzący z wyboru posłów ziemskich (po dwóch z każdego powiatu) polski sejm walny. I odtąd aż do 1793 roku tak zbierać się będzie kolejnych blisko 300 sejmów: najdłuższa tradycja republikańskiej samorządności w nowożytnej Europie, zniszczona dopiero – po wspaniałym dziele Konstytucji 3 Maja – przez agresję mocarstw rozbiorowych. Powinniśmy koniecznie pamiętać o 550-leciu zorganizowanego polskiego parlamentaryzmu w przyszłym roku, żeby znów jakiś niedouk z Ameryki (jak niedawno pan Bill Clinton) czy ktoś z rodzimych wyznawców pogardy wobec polskości nie pouczał nas o „młodej”, „niedojrzałej” tradycji parlamentaryzmu i demokracji nad Wisłą, którą zawdzięczamy rzekomo dopiero Ameryce i Unii Europejskiej…

Mamy wiele do zawdzięczenia Europie – jako uczestnicy tej wspólnoty cywilizacyjnej od tysiąca lat. W tym kontekście też warto może uczcić w przyszłym roku równą 500. rocznicę hucznego wawelskiego ślubu króla Zygmunta Starego z Boną Sforzą (18 kwietnia 1518 roku). To symboliczny początek wspaniałego udziału polskiej kultury w europejskim renesansie (a że przy okazji wspomnimy wzbogacenie naszego jadłospisu o kalafiory, pomidory, szpinak, brokuły czy szparagi – to tym smaczniej będzie).

Warto w przyszłym roku wspomnieć 1000. rocznicę zawarcia pokoju w Budziszynie, 600-lecie polskiego wkładu w prawo narodów (na soborze w Konstancji), 550-lecie polskiego parlamentaryzmu, 500. rocznicę polskiego otwarcia na renesans… Warto, żeby lepiej zrozumieć w końcu sens odzyskanej 11 listopada 1918 roku niepodległości.•

za: http://gosc.pl/doc/3860774.100lecie-czy-1000lecie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.