W świętej Matarni

Widok na ceglaną część starej Matarni. ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆBarbara Gruszka-Zych

Wojciech Wencel od roku podpisuje swoje książki wiecznym piórem watermanem. – Mam tęsknotę do rzeczy wiecznych, także w sferze materialnej – mówi. Słowa napisane atramentem dłużej pamiętają kreślącą je rękę.

Jak stare meble, którymi się otacza, noszą wspomnienie użytkowników. Przy biurku poety na ciemnej podłodze z sosnowych desek widać dwa jasne szlaki wyślizganego drewna. Znak, że często odsuwa krzesło, siadając do pracy. – Generalnie tata odkłada pisanie na ostatnią chwilę – zdradza syn Krzysztof. Ostatnia chwila jest właściwie zawsze, więc stale trzeba pisać. – Pracuje nocą do pierwszej, drugiej – mówi żona Kasia. Teraz spędza tu mniej czasu niż przedtem. – Kiedyś byłem jastrzębiem, do czwartej rano ścigałem mysz wiersza – uśmiecha się. Po pisaniu zaczynał pić, żeby odreagować napięcie i udowodnić sobie, jaką ma silną głowę. Od siedmiu lat nie wziął do ust kropli alkoholu. Nie ukrywa, że od katastrofy smoleńskiej zmieniło się jego życie. Pisze i mówi o najlepszych wartościach w naszym narodzie. Chce je odbudowywać w swoim domu przy ulicy Jesiennej w Matarni.

Widok na ceglaną część starej Matarni. ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

Widok na ceglaną część starej Matarni. ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

Szczegóły

Matarnia leży przy stacji kolejki, niedaleko lotniska w Rębiechowie. Podczas wytyczania jej trasy wyburzono cegielnię należącą do gospodarza tego miejsca – dobrego Niemca, Otto Roemera, protestanta. Przetrwała legenda, że kiedy w czasie wojny gestapo przyszło zburzyć stojącą tu katolicką kapliczkę, wyszedł z bronią i nie pozwolił jej tknąć. Wznosi się przy drodze z dworca, zapowiadając kolejne budowle z czerwonej cegły. XIV w., kościół pw. św. Walentego, wzniesiony przez cystersów z Oliwy na trasie do ich innego klasztoru w Żukowie. Kostnica i nagrobki, w których zostali pochowani bohaterowie jego „Epitafiów”. Okolica przypomina świat zatrzymany na obrazach Pietera Bruegla. Każdy jego szczegół ma historię, którą on przywołuje w wierszach. Także tę tragiczną, jaką kryje pobliski staw. „(…) kaczka leci nad stawem w którym mój brat Mirek/ utonął zanim ja się w czepku urodziłem/ przyszedł tu późną wiosną w nowych kąpielówkach” – zapisał w „Imago Mundi”. – Moja poezja jest zanurzona w konkrecie, który rodzi czułość do świata – mówi. Niedaleko w „Złotej Karczmie” przebiega granica z Gdańskiem. Tu była Polska, tam – Niemcy. W pierwszych zapiskach osada nosi nazwę „San­cta Materna”. Dlatego w tomiku „Ziemia Święta” tak właśnie nazywa miejsce zamieszkania. Urodził się w szpitalu przy Klinicznej w Gdańsku. Tam, gdzie Günter Grass, Paweł Huelle. – Nie czuję związków z tym miastem, to peryferie Matarni, która jest dla mnie centrum świata – mówi. Tu w latach 60. ub. wieku sprowadzili się z Kartuz jego rodzice. Zamieszkali w domu, który wybudował swojemu ojcu Max Roemer. Do dziś podczas remontów kanalizacji znajdują części ich zastawy stołowej, medale, monety.

Wszechświat

– Kiedy odczułem bliskość z poetami międzywojennymi i emigracyjnymi, zrozumiałem, że kultura materialna służy celebracji czasu, czyni życie piękniejszym – opowiada. Wtedy postanowił otaczać się przedmiotami z historią. Pierwszy był bufet po rodzicach, a potem kolejne, kupowane przez niego antyki. – Szkoda, że ludzie są tak zajęci, że wmawiają sobie, że nie warto budować tego piękna wokół – mówi. W felietonie „Wszechświat z orzecha kaukaskiego” pisze o biblioteczce stojącej przy jego biurku. Ustawił w niej książki nie alfabetycznie, ale według własnego pomysłu, tworząc prywatną historię polskiej poezji XX wieku. Są tam Czechowicz, Iłłakowiczówna, Liebert, Bąk, Gajcy, Baczyński, Trzebiński, Baliński, Obertyńska, Sułkowski, Lechoń, Wierzyński, Herbert, Miłosz, Rymkiewicz. Nieosłonięte szybą książki to dla niego barbarzyństwo, dlatego kupił ten solidny mebel. To też dla niego symbol przynależności do dawnej polskiej inteligencji, jak mówi, „wyciętej przez Sowietów”. Przodkowie jego ojca Bronisława, Kaszubi, od wieków pracowali na roli. Ojciec jako pierwszy zdobył wykształcenie i został kierownikiem szkoły trzyklasowej w Matarni. – Odczułem powołanie, żeby kontynuować to, co stworzyła nasza inteligencja, w której etosie jest wiara w Boga, społecznikostwo, szacunek dla prostych ludzi, przekonanie, że patriotyzm jest demokratyczny – przyznaje. – Dorównanie tamtym pokoleniom wymaga ciężkiej pracy nad sobą. Nie obawia się zarzutów, że jest nuworyszem. – Nie przyszywam się do tej tradycji, by mieć z tego profity, lecz aby służyć ojczyźnie.

Bez ręki

Na ścianie jego pracowni nad nagrodami Kościelskich i Mackiewicza wisi krzyż. – Nadaje sens temu wszystkiemu – mówi. Po Smoleńsku wyjął z szuflad nagrody i zaczął porządkować książki. – Nic z tego, co najlepsze w moich wierszach, nie pochodzi ode mnie. Pisanie to dar od Boga, jestem tylko rzemieślnikiem. Podkreśla, że centrum ich domu stanowi ten krzyż z Chrystusem bez ręki. – Patrząc na niego, myślę o ewangelicznych słowach: „Jeżeli twoja ręka jest powodem do grzechu, to ją odetnij”. Chrystus nie tylko umarł za mnie na krzyżu, ale też odciął sobie rękę. O swoim dojrzewaniu myśli w kontekście ojca: – Nie liczył na natychmiastową zapłatę. Był człowiekiem prostej wiary i jak umiał, najlepiej realizował misję bycia ojcem, nauczycielem, katolikiem. Na moich studiach wyśmiewano katolicyzm, a ja zdecydowałem, że warto stanąć po stronie ojca. Wcześniej, jako nastolatek, buntował się – trzy lata nie chodził do spowiedzi, kwestionował instytucję Kościoła. Miał 23 lata, kiedy ojciec zmarł, w lutym 1995. W październiku pobrali się z Kasią. To były dla niego dwie ważne daty, po których życie stało się inne. Z Kasią studiowali na jednym roku polonistyki. Pożyczyła mu notatki z romantyzmu, choć koledzy ostrzegali, że jej nie odda. Na pierwszej randce gryzły go komary, ale się do tego nie przyznał. Słynął wtedy z tego, że na ławkach lubił obejmować dziewczęta. „Jesteś wierszem pisanym przez Boga w moim sercu” – napisał w „Wierszu nad wierszami”. – Kasia, jak się okazało, to mój ideał – mówi. – Najpierw myślałem, że to porządna dziewczyna, która dobrze gotuje. Teraz to moja miłość – zawsze powściągliwa i łagodna. W październiku minie 22. rocznica naszego ślubu, a ja kilka razy w tygodniu powtarzam, że ją kocham. Od niej słyszę to w wyjątkowych sytuacjach.

Niezłomność

– Po kilku latach małżeństwa okazało się, że jestem uzależniony od alkoholu – opowiada. – Przez to picie nie byłem odpowiedzialnym mężem, ojcem, ale więźniem egoizmu. – Patrzyłam na męża z perspektywy chrześcijańskiej – przyznaje Kasia. – Nigdy nie myślałam, że odejdę, choć czasem było trudno palić w piecu, prowadzić do szkoły synów. – Na szczęście trafiłem na Drogę Neokatechumenalną, na której byłem 10 lat – dopowiada Wojtek. – Przestałem pić, kiedy zacząłem spotykać się w grupie ludzi z podobnym problemem. Wtedy w totalnej słabości realnie doświadczyłem mocy Chrystusa. Wszystko mam dzięki Niemu. Synowie Krzysztof i Marcin śmieją się, że tata zna na pamięć całe kawałki Lindy z „Psów” Pasikowskiego. – Dopiero potem odkryłem, że to propaganda – wyjaśnia tata. – Mój ulubiony film to „Ojciec chrzestny” – odpowiada bez namysłu. Młodszy syn, 18-letni Marcin, chodzi do II klasy liceum. – Taty nie czytam – przyznaje. Słucha rapu. Jego najlepszym przyjacielem jest Marcin, wnuk Lecha Wałęsy. Dla 21-letniego Krzysztofa najważniejsza jest „Arka Gdynia”. „Byłoby lepiej, gdybyśmy chatkę mieli z piernika/ a muszę czuwać nad poległymi żeby oddychać” – napisał w SMS-ie do taty, cytując jego wiersz, po porażce ukochanego zespołu. Znając jego poczucie humoru, wiedział, jak go to ucieszy. Kiedyś wstydził się, gdy na spotkaniach autorskich ojciec czytał, że „Krzysiowe policzki choć pokryte warstwą ochronnego kremu zaczęły różowieć jak mury kapliczki”. Teraz jest studentem III roku historii i ma do tego dystans. Pisze pracę z żołnierzy niezłomnych. – Ta niezłomność nie wzięła się znikąd – wyjaśnia. – Z harcerstwa, rozmów w domu. Rozmawiają ze sobą o wszystkim bez tajemnic. – U nas w domu się mówi, nawet kiedy Marcin usiłuje nic nie mówić – śmieje się Kasia. – Nie wkładamy masek. Chrystus u nas umarł i zmartwychwstał.

Sens

– Jak mówił Jan Paweł II, ważne, żeby tworząc sztukę, jednocześnie tworzyć siebie – mówi Wojtek. – Kontynuować akt stworzenia w wymiarze artystycznym i moralnym. Po katastrofie smoleńskiej podczas modlitwy nocą usłyszałem: „Będziesz ten krzyż smoleński niósł”. Uznałem, że mam w swojej poezji nieść doświadczenie traumatycznej polskiej historii. Wtedy nie spał, schudł 7 kilo w ciągu tygodnia. – Kiedy pytali prześmiewczo, gdzie jest krzyż na Krakowskim Przedmieściu, odpowiadałem: „On tkwi pod moją skórą”. Trzy lata w natchnieniu mówił o Smoleńsku. Później zajął się poetami emigracyjnymi. Uwielbia Lechonia, który jest jego przewodnikiem po romantyzmie. Żyje „czuciem i wiarą” z tamtej epoki. – Uchodzę za człowieka ułożonego, choć taki nie jestem. Tylko praca nad sobą sprawia, że wciąż się podnoszę. Wielu jest do mnie uprzedzonych, uważają, że jestem nawiedzony, apodyktyczny, godny współczucia. A ja jestem przeładowany empatią i staram się rozumieć nawet przeciwników politycznych. Ze względu na ilość sprzedanych książek uważa się za poetę elitarnego. – Jestem zaskoczony tempem swojej kariery – przyznaje. – Nagrody to znaki przy autostradzie, potwierdzające, że dobrze się jedzie. Niedawno powiesił na ścianie zdjęcie z prezydentem Dudą, który wręczył mu Zasłużonego dla Polszczyzny. Ma wśród czytelników wielu tradycjonalistów. Chciałby, żeby zaśpiewała go Antonina Krzysztoń, a czytali młodzi ze wspólnot kościelnych. Kasia w podstawówce, gdzie pracuje, tylko czasem czyta uczniom jego wiersze. Najchętniej spędzają czas razem. – To mój najlepszy przyjaciel – mówi o mężu. Wspólnie kupują ciuchy, rozmawiają godzinami. Czyta jej każdy nowy wiersz, a kiedy ona po lekturze wraca do codziennych tematów, wie, że musi go ulepszyć. Wszystkie jej uwagi są na wagę złota, bo jak napisał w „Wierszu nad wierszami”, nawet najmniejsza zmarszczka na czole żony nadaje jego poezji metafizyczny sens.

za: http://gosc.pl/doc/3779085.W-swietej-Matarni

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sylwetki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.