Niepodległość w Europie

andrzej nowakprof. Andrzej Nowak

Uniwersytet Jagielloński był jednym z najżywszych ośrodków myśli europejskiej, torującym drogę tak wspaniałym ideałom jak prawo wszystkich narodów, nawet „niewiernych”, do spokojnego życia we własnych państwach, do niepodległości…

Wnosimy polski wkład w europejską cywilizację wtedy, kiedy nie lekceważymy naszej niepodległości.

Już niedługo będziemy obchodzić 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Kiedy przypatruję się obecnej dynamice propagandowej nierzeczywistości, która Europie coraz silniej przeciwstawia polskość i niepodległość, mam wrażenie, że dla wyznawców gwiaździstego sztandaru rocznica ta będzie okazją do żałoby. Już nie chcą Mazurka Dąbrowskiego, przeciw niemu śpiewają Odę do radości (czy do młodości, jak nie jest całkiem pewna jedna z wyznawczyń nowoczesności). Po co Polsce niepodległość? Przecież Polska to dziejowa nędza, przeciętność – w najlepszym razie (jak ostatnio wywodzi Nergal-Darski, autorytet portalu Onet) obciach, polnische Wirtschaft, dwie lewe ręce i ciemnota. Dopiero od 1 maja 2004 r. jakoś dźwigani jesteśmy z owej nędzy pomocną dłonią sąsiadów z Zachodu. Przed 11 listopada 1918 r. – jeśli ktokolwiek z obecnych wyznawców pogardy wobec polskości sięga tak daleko swą pamięcią kulturową – niemała przecież część dzisiejszej Polski była już w Europie: tej berlińskiej i tej wiedeńskiej. Rosja też zmierzała (wraz z podbitym przez nią Krajem Przywiślańskim) w stronę Europy. Wszystko popsuł zajadły nacjonalizm polski oraz kilka innych, mniej nas interesujących i na pewno wtórnych wobec fatalnego polskiego przykładu. Wiadomo, co było dalej: II RP, czyli pokraczny „kłębek sprzeczności”, jak – nawiązując do stylistyki Wiaczesława Mołotowa – określił ją w swoim hołdowniczym adresie wobec Putina minister Sikorski w roku 2009. Z takiego kłębka nic dobrego rozwinąć się nie mogło. Tylko dalsza „nienormalność” (by zacytować innego klasyka). No i rozwinęła się: II wojna, „martyrologia”, polskie zbrodnie na sąsiadach… I po co nam była taka niepodległość? Lepiej o niej zapomnieć, a jeśli coś pamiętać – to tylko jako przestrogę: nigdy więcej…

Taka edukacja, której wiernie służyły najsilniejsze (przynajmniej do niedawna) media III RP, pomagała przyjąć wejście do Unii Europejskiej jako wyzwolenie od niepodległości jako nienormalności, od polskości jako historycznego „obciachu”. Niestety, bardzo to niemądre i całkowicie sprzeczne z naszą historią. Ta bowiem zaczyna się nie od czegoś innego jak od związku z Europą. Nie w 1989 r. ani w 2004, ale w roku 966. Chrzest bowiem oznaczał zarazem wejście Polski w krąg Europy. Wtedy, i na długo jeszcze, w charakterze uczennicy. Tak jest – nasi przodkowie brali wiele, bardzo wiele dobra (czasem nie tylko dobra) z Europy, a raczej z łacińskiej cywilizacji, która wówczas była sercem Europy. Potem zaczęli jej dawać, wnosić w nią oryginalny, cywilizacyjny wkład. Nieuki o tym mogą nie wiedzieć. Kto zechce – może przeczytać, ot, choćby świeżo wydaną 800-stronicową monografię profesora uniwersytetu kalifornijskiego Paula Knolla {BODY:BBC}„A Pearl o Powerful Learning”. The University of Cracow in the Fifteenth Century, Education and Society in the Middle Ages and Renaissance.{/BODY:BBC} W XV w., niestety nie w 2017 r., Uniwersytet Jagielloński był jednym z najżywszych ośrodków myśli europejskiej, torującym drogę tak wspaniałym ideałom jak prawo wszystkich narodów, nawet „niewiernych”, do spokojnego życia we własnych państwach, do niepodległości… Ta szczególna myśl wyrastała z uporczywego przywiązania Polaków do swojej niepodległości. Uczyć się, dojrzewać duchowo i cywilizacyjnie, nie tracąc przy tym suwerenności i związanej z nią godności – tak tylko można dojść do godnego miejsca w Europie, do roli jej współgospodarza.

Związek Polski z Europą jako strukturą polityczną utwierdzony został w symboliczny sposób już w czasie wizyty cesarza Ottona III w roku 1000 na grobie św. Wojciecha w Gnieźnie i uznaniu polskiego władcy Bolesława za współpracownika pięknej idei cesarstwa opartego na równych filarach: Italii, Germanii, Galii i Sclavinii. Bez różnych prędkości… Kiedy Henryk II, następca Ottona, potraktował europejskie cesarstwo jako folwark królestwa niemieckiego i chciał mu podporządkować Polskę, Bolesław Chrobry podjął wyzwanie i w 15-letniej wojnie obronił polską niepodległość. Akurat w przyszłym roku, 30 stycznia, będziemy obchodzili 1000. rocznicę zawarcia w Budziszynie pokoju, który zakończył – zwycięsko dla Polski – tamtą wojnę. To tysiąclecie polskiej niepodległości. Warto o tym pamiętać i od przypomnienia owej daty rozpocząć obchody stulecia odzyskania niepodległości. Pokój, otwarcie na kulturowe kontakty, na gospodarczą wymianę, wnoszenie polskiego wkładu w europejską cywilizację – to wszystko przychodzi do nas wtedy, kiedy nie lekceważymy naszej niepodległości, kiedy pamiętamy o jej znaczeniu. I kiedy struktura politycznego porządku Europy szanuje te wartości. Bez tego tracimy jako wspólnota godność. Wspólnota bez godności nie może wzbogacić Europy.

za: http://gosc.pl/doc/3779087.Niepodleglosc-w-Europie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.