Dalej w zielone gramy

183850_U1Aq_6748ee1b497aa50e44cf749d4fd7_68Szymon Babuchowski

Wojciech Młynarski przez prawie pół wieku był jednym z najwybitniejszych polskich twórców piosenki estradowej. Po teksty Młynarskiego nadal będziemy sięgać, szukając w nich nie tylko życiowej mądrości, ale także przyjemności obcowania z polszczyzną na najwyższym poziomie.

Foto: RAFAŁ GUZ /PAP

Do dziś przechowuję w domowym archiwum płytę winylową z 1966 r. z charakterystyczną żółtą okładką. Album „Wojciech Młynarski śpiewa swoje piosenki” to debiut artysty, który już wkrótce miał się okazać jednym z najwybitniejszych autorów tekstów w historii polskiej muzyki rozrywkowej.

Galeria panów Waldków

„Urodziłem się w Warszawie w roku 1941” – przedstawia się Młynarski na okładce tej płyty. „Z wykształcenia jestem polonistą. Z zawodu – autorem i wykonawcą estradowym. Zacząłem pisać i wykonywać piosenki w Studenckim Teatrzyku »Hybrydy«, w czasie studiów. Moją pierwszą piosenką było »Po prostu wyjedź w Bieszczady«. Zarówno ona, jak i inne znajdujące się na tej płycie piosenki złożyły się na mój pierwszy recital autorski, który dałem po czterech latach pisania i występowania, a jego premiera odbyła się na IV Festiwalu w Opolu, w godzinach nocnych. Piszę to wszystko bardzo poważnie, a państwo oczekiwaliby zapewne jakiegoś żartu. Niestety, wymyślanie dowcipów idzie mi ciężko, tak więc raczej z tego zrezygnuję i krótko dokończę tych parę słów o sobie i swoich piosenkach. Najbardziej pociąga mnie piosenka estradowa”.

Rzeczywiście, piosenka estradowa (pisana także dla wielu innych wykonawców) była tym, co wychodziło mu najlepiej, choć raczej trudno uwierzyć, że wymyślanie dowcipów szło mu ciężko. Nie tylko dlatego, że na początku swojej drogi występował z kabaretami, takimi jak „Dudek” czy „Dreszczowiec”. Humor to po prostu jeden z głównych wyróżników jego twórczości. Ujawnił się już na tej pierwszej płycie, która zawierała takie nieśmiertelne hity, jak „Ballada o trzech trubadurach”, „W co się bawić” czy „Jesteśmy na wczasach”. Ważnym składnikiem tego humoru była umiejętność konstruowania zabawnych historii, bo jego piosenki były przecież często wierszowanymi opowieściami o perypetiach charakterystycznych, swojskich postaci – rozmaitych „panów Waldków”, „Żorżyków” i „Zdzisiów”, których darzyliśmy sympatią. Ale nie miałyby te utwory takiej siły rażenia, gdyby nie ogromna kultura literacka autora tekstów, w powojennej Polsce porównywalna chyba tylko z twórczością Jeremiego Przybory z Kabaretu Starszych Panów. To ona pozwalała na swobodną grę z gatunkami literackimi, to ona przyczyniła się też do powstania zdań, które weszły na stałe do języka polskiego. „Jeszcze w zielone gramy”, „Przyjdzie walec i wyrówna”, „Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy”, „Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę” – to tytuły i fragmenty piosenek, które stały się bon motami powtarzanymi przez całą Polskę. Młynarski miał do ich konstruowania nieprawdopodobny talent.

Róbmy swoje

W swoich tekstach, zwłaszcza tych, które sam śpiewał, nie stronił od komentowania bieżącej rzeczywistości. „Moim założeniem jest mówienie o naszym codziennym życiu w jakimkolwiek, najmniejszym choćby jego przejawie” – deklarował już na okładce wspomnianego debiutanckiego albumu. Wśród tych przejawów znajdowała się też polityka, choć wiadomo, że artysta tworzący w PRL-owskim pierwszym obiegu mógł sobie pozwolić jedynie na delikatne aluzje, mrugnięcie okiem w stronę publiczności. Mimo to niektóre jego piosenki, takie jak choćby „Róbmy swoje”, odczytywane były jako rodzaj manifestu – wezwania, by w czasach zniewolenia zachować wewnętrzną wolność. Cały nurt piosenek wstrzymanych przez cenzurę, lub przynajmniej „gorzej obecnych” w mediach przez polityczną nieprawomyślność, Wojciech Młynarski ujawnił dopiero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, publikując materiał koncertowy „Zamknięty rozdział” (początkowo wydany tylko na kasecie). W anegdotach między piosenkami autor opowiadał o perypetiach związanych z tymi utworami. Niektóre z nich były bardzo zabawne, np. piosenki „Odpocznijmy trochę od Gołasa” nie można było śpiewać ze względu na zbieżność imienia aktora z innym „Wiesławem”, znanym ze sceny politycznej, a przy okazji ballady „Lubię wrony” cenzorzy zabronili podawać informację, że na zimę przylatują do nas wrony ze Związku Radzieckiego.

Również po roku 1989 Młynarski nie zrezygnował z politycznej aluzyjności. Nawet kiedy w piosence napisanej dla ekologicznej akcji sprzątania świata wzywał do tego, by oczyścić Polskę „z tych wczorajszych śmieci, z tych jutrzejszych też”, dało się w tym odczytywać drugie dno. Bieżącą sytuację polityczną komentował też, tworząc swoje „kupleciki”, śpiewane felietony (zawsze na tę samą melodię), przy których akompaniował mu na fortepianie Jerzy Derfel – przez wiele lat nieodłączny towarzysz na scenie.

W ostatnich latach życia wierszowane komentarze odczytywał Młynarski w TVN-owskim „Szkle kontaktowym” i publikował na łamach „Gazety Wyborczej”. O wielu z nich chciałoby się jednak zapomnieć. Przed ostatnimi wyborami prezydenckimi artysta straszył na łamach dziennika z Czerskiej „demokracją policyjno-wyznaniową” i „puszkowaniem za in vitro”. Trudno było wówczas oprzeć się wrażeniu, że kiedy autor tracił trzeźwą ocenę sytuacji, zawodził go także – dotąd przecież wybitny – słuch literacki.

Dla kogo nie pisał?

Dla innych raczej nie pisał o sprawach społeczno-politycznych, może z wyjątkiem słynnego „W Polskę idziemy”, brawurowo zaśpiewanego przez Wiesława Gołasa. Ale zapewne nie zawsze uświadamiamy sobie, jak wielki jest zbiór jego tekstów pisanych dla największych gwiazd polskiej estrady, takich jak: Alibabki, Michał Bajor, Hanna Banaszak, Ewa Bem, 2 plus 1, Halina Frąckowiak, Edyta Geppert, Anna German, Irena Jarocka, Kalina Jędrusik, Halina Kunicka, Krzysztof Krawczyk, Grażyna Łobaszewska, Alicja Majewska, Krystyna Prońko, Łucja Prus, Maryla Rodowicz, Irena Santor, Skaldowie, Zbigniew Wodecki, Andrzej Zaucha… Uff! Łatwiej byłoby chyba wymienić tych, dla których nie pisał. To właśnie Wojciech Młynarski stoi za tekstami takich szlagierów, jak: „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, „Prześliczna wiolonczelistka”, „Jeszcze się tam żagiel bieli”, „Odkryjemy miłość nieznaną” czy „Och, życie, kocham cię nad życie”. Ujawniał się tu inny Młynarski, bardziej liryczny, czasem nawet trochę filozoficzny. Jeszcze innym nurtem jego działalności były tłumaczenia. Przekładał m.in. Jacques’a Brela, Georges’a Brassensa, Bułata Okudżawę, Włodzimierza Wysockiego, a także piosenki z musicali „Kabaret”, „Jesus Christ Superstar” czy „Chicago”.

Wiele piosenek, które sam wykonywał, stało się już klasyką i doczekało się nowych interpretacji. Świetny koncertowy album grupy Raz Dwa Trzy, zatytułowany po prostu „Młynarski”, pokrył się podwójną platyną. Niektóre utwory artysty ponownie nagrał też zespół jego syna, Jana Młynarskiego. Projekt nazwany Młynarski Plays Młynarski okazał się ciekawą mieszanką jazzu, bluesa i muzyki alternatywnej. Córki artysty, Agata i Paulina, nie poszły w stronę muzyki. Obie są dziennikarkami i prezenterkami telewizyjnymi, Paulina próbowała też swoich sił w aktorstwie. Dzieci opiekowały się ojcem pod koniec życia, kiedy mocno już chorował. W grudniu przeszedł udar. Od dawna zmagał się też z chorobą afektywną dwubiegunową. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Pozostaną po nim znakomite teksty, po które wielu z nas będzie sięgać, szukając w nich nie tylko życiowej mądrości, ale także przyjemności obcowania z polszczyzną na najwyższym poziomie. Takiej świadomości literackiej u autorów polskich piosenek bardzo brakuje w czasach, gdy wykonawcy najczęściej piszą sobie wszystko sami. Teksty Młynarskiego przetrwają, bo w większości są ponadczasowe, ciągle świeże. Dzięki temu my, słuchacze, dalej możemy z nimi grać w zielone.

za: http://gosc.pl/doc/3763799.Dalej-w-zielone-gramy

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sylwetki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.