Skutki 500+

Dariusz Karłowicz500+ to nie koniec polskiej biedy. To jednak koniec pewnej filozofii obowiązującej dotąd w IIIRP –- filozofii transformacji niesolidarnej słusznie kojarzonej z nazwiskami Mazowieckiego i Balcerowicza. Wołający o pomstę do nieba skandal skrajnego ubóstwa dzieci odchodzi do niechlubnej przeszłości. To nie koniec drogi – ale wielki krok – pisze Dariusz Karłowicz

w felietonie na łamach tygodnika „wSieci”.

Badania tylko potwierdzają to, co wiedział każdy, kto choć trochę zna polską rzeczywistość. Sprzedawczyni w sklepie spożywczym w suwalskim Jeleniewie wiedziała to już w wakacje. „Wcześniej zeszyt był taki” (palec wskazujący dzieli od kciuka grubość sporej książki), „a teraz jest taki” (palce zjeżdżają się pozostawiając miejsce na mocno pocieniałą listę tych, którzy zapłacą jak tylko będą mogli). Ani słowa o nieróbstwie, chlaniu, patologii. Dzieci trzeba nakarmić, ubrać, trzeba spłacić dług w sklepie, kupić rzeczy do teoretycznie bezpłatnej szkoły. Czyżby pani sprzedawczyni nie czytała Wojciecha Kuczoka? Czy przeoczyła kobiety, które rozleniwione państwową zapomogą rzuciły pracę, by oddać się bezproduktywnemu życiu matki i żony? Gdzie wsiąkła wielka rzeka pisowskiej gorzały? Gdzie zatoczyła się kupiona przez populistów pijana hołota?

Słyszałem te wyjaśnienia wielokrotnie: urok balcerowiczowskiego darwinizmu i słodki smak czekoladowego orła sprawił, że nie zauważyliśmy polskiej nędzy. Egoizm był cool, za solidarność przepraszali najlepsi, a ofiar po prostu nie było widać. To prawda, niesolidarna transformacja była trendy, ale to nieprawda, że bieda była niewidzialna. I nie mówię o jakichś heroicznych kontaktach 3 stopnia. Nie! Nikt rozsądny nie wymaga, żeby ludzie sukcesu osobiście stykali się z tzw. „kosztami” chwalonej przez cały świat transformacji. Mówię o danych, które można było znaleźć nie wysiadając z Pendolino – o danych GUS. Są w internecie. Ubóstwo skrajne (a więc takie które nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb): ponad 7%, poniżej granicy minimum socjalnego: 12%, poniżej granicy ubóstwa względnego: 16% (dane dla 2014). A dzieci? Bo przecież kochamy dzieci i wszyscy bez wyjątku popieramy wzrost demograficzny. Otóż gdy idzie o nędzę wśród dzieci – co wyświetla się nawet w laptopach aktywistów nowej lewicy – to właśnie one znalazły się na czele smutnego rankingu. W 2014 zasięg ubóstwa skrajnego pośród Polaków do 18 roku życia, to okrągłe 10%. Wynik ten – co warto dodać – podnosi się do 11% w rodzinach z trójką, a do blisko 27% w rodzinach mających od czwórki dzieci wzwyż. Piękny ten najpiękniejszy ze światów? Prawda kochany Panglosie?

Za wszystkim stała ideologia, która albo negowała, albo usprawiedliwiała nędzę, odbierając nadzieję na jakąkolwiek zmianę. Oburzonym na te słowa przypomnę sławny szczaw i mirabelki posła Niesiołowskiego (nędza jako pisowska propaganda) i falę moralnego oburzenia na program 500+ (nędza jako skutek lenistwa i braku talentów). Żyjący w cieniu makroekonomicznych sukcesów minionej epoki do dziś gorszą się niepotrzebną rozrzutnością populistów. „Czy nam ktoś pomagał” – pytają. „Czy nie rozleniwiacie leniwych?”. Na szczęście tymczasem nie mają nic do gadania.

Mamy już pierwsze szacunki. Wg raportu Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci przeciwdziałania Ubóstwu (The European Anti-Poverty Network – EAPN): „Przewidywane skutki społeczne 500+: ubóstwo i rynek pracy” problem ubóstwa skrajnego wśród dzieci odchodzi do przeszłości. Program 500+ trafiając do 3,78 mln dzieci zmniejszy w tej grupie skrajne ubóstwo do odsetka mniejszego od 1%. Skutki nie dotyczą tylko dzieci. W wyniku działania programu o 48% zmniejszy się skrajne ubóstwo w ogóle (z dotychczasowego 7,5% do 3,9%). Co bardzo ciekawe raport jednoznacznie odrzuca głośną tezę o ucieczce kobiet z rynku pracy – co swoją drogą pokazuje jaką karierę może zrobić rzecz całkowicie wyssana z palca jeśli okaże się przydatna w politycznej walce.

Obraz zmian uzupełnić mogą dane, które w związku ze swoimi działaniami stypendialnymi opublikowała Fundacja św. Mikołaja. Jak wynika z (przeprowadzonych społecznie) badań Kantar Millward Brown aż 46% beneficjentów programu 500+ przeznacza uzyskane środki na edukację dzieci. To absolutny priorytet. Wydatki na edukację znajdują się zaraz po „bieżących potrzebach rodzinnych” (56%), „ubraniu” (49%) i przed „jedzeniem” (41%). Oczywiście potrzeb – w tym potrzeb stypendialnych – jest ciągle bardzo dużo. 80 procent badanych rodziców uważa, że brak pieniędzy to jeden z najważniejszych powodów dla których dzieci nie mogą wybrać wymarzonej szkoły lub uczelni. Jeśli uważamy, że nie stać nas na trwonienie talentów zrobi na nas wrażenie informacja, że finansowanie zajęć dodatkowych jest ciągle progiem krytycznym dla bardzo dużej liczby rodziców.

500+ to nie koniec polskiej biedy. To jednak koniec pewnej filozofii obowiązującej dotąd w IIIRP –- filozofii transformacji niesolidarnej słusznie kojarzonej z nazwiskami Mazowieckiego i Balcerowicza. Wołający o pomstę do nieba skandal skrajnego ubóstwa dzieci odchodzi do niechlubnej przeszłości. To nie koniec drogi – ale wielki krok.

Dariusz Karłowicz

Felieton ukazał się w tygodniku „wSieci” nr 51/2016

za: http://www.teologiapolityczna.pl/dariusz-karlowicz-skutki-500-/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.