Rysunek spod krzyża

Henryk SienkiewiczSzymon Babuchowski

Kiedy Sienkiewicz pisał „Pójdźmy za Nim!”, był już dojrzałym, 46-letnim mężczyzną. Za cztery lata miał wydać „Quo vadis” – dzieło, które przyniesie mu światową sławę. Czy istnieje związek między tymi utworami? Zasadniczy!

Jak to możliwe, że wybitne dzieło Henryka Sienkiewicza, jakim jest opowiadanie „Pójdźmy za Nim!”, pozostaje prawie w ogóle nieznane?

Maleńki rysunek wykonany ręką mistrza może mieć, przez swój intymny charakter, prawie tak dużą wartość jak jego prace większych rozmiarów. „Pójdźmy za Nim!” napisane zostało z największym pietyzmem; jest to skromny kwiat rosnący u stóp krzyża, z którego spadła w jego kielich kropla krwi Zbawiciela.

Niewygodnie religijny

Te słowa poety Carla Davida af Wirséna, sekretarza Akademii Szwedzkiej, pochodzą z laudacji wygłoszonej w 1905 r. z okazji przyznania Henrykowi Sienkiewiczowi literackiej Nagrody Nobla. Często powtarza się błędną tezę, że zmarły przed stu laty pisarz otrzymał Nobla za „Quo vadis”. Oczywiście, powieść ta była w tamtym czasie jego najbardziej znanym na świecie dziełem, tłumaczonym już wówczas na najważniejsze języki ludzkości, jednak laur przyznano Sienkiewiczowi „w uznaniu dla jego nieocenionych zasług jako powieściopisarza”. Była to więc nagroda za całokształt twórczości. W laudacji wymieniono obok „Quo vadis” inne utwory: Trylogię, „Bez dogmatu”, „Rodzinę Połanieckich” oraz „Krzyżaków”. Pojawia się w niej także cytowany na wstępie zaskakujący fragment, poświęcony tekstowi, który wprawdzie jest niewielkim szkicem, ale zdaniem Wirséna „szkicem porywającym i głęboko wzruszającym”.

Zaskoczenie bierze się stąd, że opowiadanie „Pójdźmy za Nim!”, mimo iż przetłumaczono je na co najmniej dwadzieścia parę języków obcych, pozostaje dziś w Polsce dziełem prawie w ogóle nieznanym. Mało kto, poza badaczami i najbardziej zagorzałymi fanami twórczości pisarza, wie o istnieniu tego dzieła. Jak to możliwe? Ano przez cały okres PRL był to utwór przemilczany i bardzo rzadko wznawiany – udało się go wprawdzie „przemycić” w zbiorze „Baśnie i legendy” z 1978 r., jednak włączenie go do tego tomu niejako odwracało uwagę od sakralnego aspektu tekstu. Religijność Sienkiewicza była niewygodnym tematem dla marksistowskich krytyków. Bezpieczniej było widzieć w niej wyłącznie „bogoojczyźniany” sztafaż. Tymczasem wystarczy spojrzeć na przemiany Sienkiewiczowskich bohaterów: Kmicica, Winicjusza, ale także te nieco mniej spektakularne – Oleńki czy Ligii, by dostrzec, że chrześcijańskie widzenie świata było czymś organicznie związanym z pisarstwem Sienkiewicza.

Wierzę z całą siłą

„Już jako 30-letni dziennikarz Sienkiewicz zrozumiał, że to, co dobre w ludzkiej egzystencji i twórczości, jest nierozłącznie związane z katolicką wiarą i z chrześcijańskim światopoglądem. Kiedy to pojął, po prostu o tym pisał” – przekonywał niedawno w GN o. Andrzej Bielat OP, autor książki „Ocalić Europę – Henryk Sienkiewicz – apologeta chrześcijaństwa i obrońca cywilizacji łacińskiej”. Dominikanin przywoływał też fragment listu niespełna 20-letniego Henryka do kolegi Konrada Dobrskiego z 1865 r., mówiący o jakimś ważnym przełomie w życiu pisarza: „Nie z wyrozumowania, nie z żadnych wniosków filozoficznych, ale jakoś mimowiednie, jakoś z potrzeby, klęknąłem pewnego wieczora do nie mówionego od dwóch lat pacierza. Od tej chwili wierzę z całą siłą. Krótka ta modlitwa podziałała na mnie zbawiennie”.

Kiedy Sienkiewicz pisał „Pójdźmy za Nim!”, był już dojrzałym, 46-letnim mężczyzną. Za cztery lata miał wydać „Quo vadis” – dzieło, które przyniesie mu światową sławę. Czy istnieje związek między tymi utworami? Zasadniczy! Carl David af Wirsén w swojej noblowskiej laudacji nazwał interesującą nas nowelę wręcz „preludium do »Quo vadis«”. To trafne określenie, nie tylko ze względu na pokrewieństwo miejsca i czasu akcji oraz na udane w obu przypadkach próby odtworzenia kolorytu epoki. „Pójdźmy za Nim!” to także manifest religijności Sienkiewicza, z mistyczną sceną widzenia zmartwychwstałego Chrystusa, będącą, jak przekonuje badacz twórczości pisarza prof. Lech Ludorowski, „artystyczną prefiguracją pamiętnej sceny spotkania Piotra Apostoła w »Quo vadis«

Kunsztowny splot gatunków

Sama akcja opowiadania jest dość prosta. Rzymski patrycjusz Caius Cornelius Cinna, uważający się za konesera piękna (notabene trochę jak Petroniusz), wiedzie życie pełne światowych uciech. Prowadzi go to jednak nie tylko do utraty majątku, ale i do poczucia duchowej pustki, której nie umie niczym wypełnić. Proroczy sen, w którym na symbolicznym drugim brzegu rzeki Cinna dostrzega swój niepokój w postaci wynędzniałego niewolnika, każe mu poszukiwać u rozmaitych mędrców odpowiedzi na dręczące go metafizyczne pytania. Ostatecznie jedynym, który wzbudza jego zaufanie, okazuje się spotkany w Aleksandrii Tymon Ateńczyk. On również nie udziela patrycjuszowi jasnej odpowiedzi, ale wypowiada ważne słowa o ludzkiej tęsknocie za „ciepłem, które jest miłością” i „światłem, które oznacza prawdę”. Przy okazji tych spotkań Caius zakochuje się w pięknej córce Tymona – Antei. Szybko biorą ślub, jednak ich szczęście nie trwa długo, żona bowiem zaczyna zdradzać objawy choroby psychicznej. A może raczej demonicznego dręczenia? Za namową jednego z lekarzy małżeństwo udaje się do Jerozolimy, do przyjaciela Cinny – Poncjusza Piłata. I w ten oto sposób bohaterowie stają się świadkami ukrzyżowania Chrystusa. To spotkanie ma odmienić ich życie i przynieść Antei uzdrowienie.

Mimo nieskomplikowanej akcji całość zachwyca kompozycyjnym kunsztem. Utwór, podzielony na osiem części, zaczyna się jak powieść historyczna, w której realia epoki ukazane są przez postać głównego bohatera. Dalej mamy m.in. elementy eseju filozoficzno-etycznego, stylizację na dialog platoński w rozmowie Caiusa z Tymonem, hymn na cześć wspaniałej kobiety i epitalamium o szczęściu młodych małżonków, przechodzące w dramatyczną elegię o nieszczęściu.

Sceptycyzm ośmieszony

W siódmej części opowiadania następuje najdłuższy z epizodów, przez prof. Ludorowskiego nazwany „reportażem o męce Golgoty”. Rzeczywiście ukazanie drogi krzyżowej oczami „przypadkowych” świadków, którzy z obserwatorów stają się nagle jej uczestnikami, sprawia, że Sienkiewicz uzyskuje efekt niezwykły; „odświeża” niejako w wyobraźni czytelnika wydarzenia, które każdy teoretycznie zna od dziecka. W mistrzowski sposób pisarz przedstawia też zmartwychwstanie – umieszczając je tylko w wizji Antei, zderzonej z „racjonalnym” sceptycyzmem Piłata, który nowe wieści kwituje jednym zdaniem: „Wyobraźcie sobie, co ci znów rozpowiadają: że zmartwychwstał!”. To zderzenie dwóch skrajnie różnych postaw mówi samo za siebie – na tle przeżyć głównych bohaterów sceptycyzm Piłata okazuje się groteskowy.

Henryk Sienkiewicz nie opatruje tych słów dalszym komentarzem – zamykają one utwór. Takie zakończenie chroni dzieło przed nadmiernym patosem i banałem. Bo przecież – ów ośmieszony „zdrowy rozsądek” Piłata i bezgraniczne zaufanie Antei ciągle się ścierają – w świecie i w nas samych. Autor „Quo vadis” z pewnością był tym, który sceptycyzm w sobie przezwyciężył. Utwór „Pójdźmy za Nim!” jest tego pięknym świadectwem. Warto więc na nowo sięgnąć po ów zapomniany tekst, przywracając mu należne miejsce w kanonie dzieł naszego noblisty.

za: http://gosc.pl/doc/3555797.Rysunek-spod-krzyza

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Rysunek spod krzyża

  1. Jerzy pisze:

    Z serca wiernego chrześcijanina i Polaka wyrosły postacie rycerskie jego twórczości.Ciepła, dobra wiara przodków i pozwoliła Sienkiewiczowi na stworzenie tak doskonałych postaci obrońców Ojczyzny i Krzyża . Szanujmy i starajmy się poznać wielkość chrześcijańskiego twórcy i wielkiego patrioty !!!

  2. Jan Siuda pisze:

    „Pójdźmy za Nim”! otrzymałem jako upominek od profesora języka polskiego.
    Wie, że cenię patriotyzm i dobrą literaturę.
    Bardzo dobre opowiadanie, klimat podobny jak w „Quo vadis”. Trzymam to dzieło jak relikwię. Szkoda, że nie ma wznowień, wielu młodych powinno się z tym zapoznać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.