Kobiety Solidarności

eaa7f64af2Kiedy w sierpniową sobotę 1980 roku zadowoleni z podwyżki robotnicy zakończyli strajk i chcieli wyjść ze Stoczni Gdańskiej, to one zamknęły bramy, tym samym rozpoczynając strajk solidarnościowy. Podobno na murze stoczni wisiał transparent z napisem „Kobiety nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę.”

One odważyły się przeszkodzić.

Miały przed sobą najlepsze lata życia. Młode kobiety, które zamiast spokoju i stabilizacji wybrały bunt. Próbowano niszczyć ich małżeństwa. Straszono, że jak nie pójdą na współpracę z bezpieką, ich dzieci trafią do domu dziecka, albo spotka je nieszczęśliwy wypadek. Proponowano wyjazd z kraju w zamian za zaprzestanie działalności szkodzącej systemowi.

Nie przestały.

Historia solidarnościowego zrywu to opowieść pełna zwrotów akcji i tajemnic. Trzy lata poszukiwań, ślepe uliczki i fałszywe tropy, nieostre fotografie, pomylone nazwiska i wątki poboczne doprowadziły mnie w miejsce, gdzie natknęłam się na tajemniczą puszkę z taśmą filmową. Podpisano: Solidarność 80 – materiały produkcyjne odrzucone. Taśma nie była oglądana od ponad trzydziestu lat. Na nieznanym filmie o sierpniowym strajku zobaczyłam drobną brunetkę w jasnym swetrze, która stała nad tłumem robotników. Film był niemy, bo taśma z dźwiękiem gdzieś zaginęła. Nie wiem, co dziewczyna krzyczała do strajkujących, ale widać, że jej słuchali. Dziewczynie towarzyszył wąsaty mężczyzna. On dekadę później został prezydentem Polski. Ona zniknęła. Postanowiłam ją odnaleźć. Okazało się, że kobiet, które zostały wygumkowane z oficjalnej historii Solidarności, jest znacznie więcej

Opis za: swiatksiazki.pl

 

Recenzja

Krzysztof  Wołodźko

Kobiety Solidarności. Zapomniane, bezimienne

Modna jest dziś fraza, że „rzecz czyta się jak kryminał”. Słyszymy ją niemal na każdym wieczorku autorskim, niezależnie od tego, czy mowa o książce kucharskiej, estradowych wspominkach artystów z czasów, gdy jeszcze mogli, czy podręcznikach do coachingu. Książki Dzido nie czyta się jak kryminału. Ale za rzeczy tam opisane powinien być kryminał: dla niegdysiejszych „zalegalizowanych kryminalistów” z esbecji i pokrewnych PRL-owskich służb wyspecjalizowanych w czynieniu ludzi gorszymi i połamanymi.

Kobiety pierwszej „Solidarności” – są ich nieprzebrane szeregi. Nie może być inaczej, skoro w szczytowym okresie „sentymentalna panna Es” jednoczyła pod swoimi sztandarami dziesięć milionów Polek i Polaków. Marta Dzido, autorka książki „Kobiety Solidarności”, współtwórczyni filmu „Solidarność według kobiet”, od lat prowadzi śledztwo w ich sprawie pośród labiryntu (nie)pamięci.

Siłą pisarstwa Dzido jest m.in. lapidarność ujęć połączona z reporterską ciekawością i wszędobylskością. Autorka „Kobiet Solidarności” odwiedza miejsca położone daleko od czerwonych dywanów, po których stąpają posolidarnościowi oficjele w drodze na rocznicowe imprezy. Pod jej piórem skondensowane obrazy i fakty tworzą perspektywy, które mocno przemawiają do wyobraźni i emocji. Niekiedy tak mocno, że łapię się na pytaniu: czy ta książka to przede wszystkim sprawozdanie z podróży po labiryncie pamięci? Czy może stonowane, ale mocne oskarżenie? Przecież oglądamy ruiny wielu miejsc. To każe zapytać o zrujnowane życiorysy, zaprzepaszczone szanse, zmarnowane marzenia. A może historia zapomnianych bohaterek Solidarności przypomina los kolebki niezależnego i samorządnego związku, czyli Stoczni Gdańskiej?

Jak z horroru

Przytoczę jeden tylko wyimek z „Kobiet Solidarności”: „W roku 2010, kiedy wchodzi się na teren Stoczni Gdańskiej od strony drugiej bramy, można spotkać lisy buszujące wśród wysokich traw. Dźwigi rdzewieją. W roku 2012 w miejscu, gdzie w 1980 była stoczniowa stołówka, jest pole namiotowe, które kusi atrakcyjnymi cenami gości odwiedzających Gdańsk z okazji mistrzostw Euro. Na łące obok maki i rumianki układają się w dywan o barwach narodowych. W roku 2013 postoczniowe tereny odwiedza grupa amatorów miejsc opuszczonych. Na forum internetowym o nazwie »Lost and forgotten places« zamieszczają zdjęcia zdewastowanych, gnijących budynków. W komentarzach można przeczytać: »Klimaty trochę jak z horroru The Walking Dead«, »Czy spotkałeś tam jakiegoś bezdomnego? Albo kogoś, kogo można się przestraszyć?«. Mur, na którym wisi tabliczka z napisem, że to właśnie tu nastąpił historyczny skok Lecha Wałęsy, w znacznej części leży w gruzach. Rok później rusza budowa trasy szybkiego ruchu, która prowadzi przez sam środek byłej Stoczni Gdańskiej. Likwidowane są kolejne budynki, a wyburzeniom towarzyszą protesty niewielkiej grupy ludzi. W roku 2015 kolebka »Solidarności« nie istnieje”.

Czy chodzi tylko o sentymenty? Czy należało zrobić ze Stoczni Gdańskiej skansen pamięci? Niekoniecznie, przecież dobrze wiemy, że dyskusja wokół tego miejsca w elementarny sposób wiąże się z wizją i stanem rzeczy III Rzeczypospolitej. Stocznia Gdańska: zatem debata o polskim przemyśle czy może jego poważnych deficytach, o naszych post- i neokolonialnych zależnościach. Przecież to bije po oczach: na terenach postoczniowych składa się dziś przenośne toalety. Ale to również dyskusja o losie robotnic i robotników, pracowników najemnych, przeciętnych, jako tako sytuowanych Polek i Polaków, o starszych dziś kobietach i mężczyznach, którzy dawno już temu stworzyli pierwszą Solidarność.

Kryminaliści z PZPR-u

Modna jest dziś fraza, że „rzecz czyta się jak kryminał”. Słyszymy ją niemal na każdym wieczorku autorskim, niezależnie od tego, czy mowa o książce kucharskiej, estradowych wspominkach artystów z czasów, gdy jeszcze mogli, czy podręcznikach do coachingu. Książki Dzido nie czyta się jak kryminału. Ale za rzeczy tam opisane powinien być kryminał: dla niegdysiejszych „zalegalizowanych kryminalistów” z esbecji i pokrewnych PRL-owskich służb wyspecjalizowanych w czynieniu ludzi gorszymi i połamanymi.

Raz jeszcze kilka skondensowanych cytatów: „Joanna Lenartowicz miała lat dziewiętnaście. Trzeciego maja 1982 roku w Warszawie brała udział w demonstracji »Solidarności«. Był stan wojenny. Ludzie krzyczeli do uzbrojonych w pałki i tarcze zomowców: »Chodźcie z nami!«. Nie poszli. Odpowiedzieli siłą. Dwa dni później skatowana przez milicjantów Joanna Lenartowicz umiera w szpitalu w wyniku obrażeń”. I dalej: „Pięćdziesięciodziewięcioletnią Wandę Kołodziejczyk, nieprzytomną, ze śladami pobicia, przywieziono w środku nocy do szpitala z aresztu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Kilka dni później nie żyła. Był styczeń 1982 roku. Do dziś nie wiadomo, za co została aresztowana”. I jeszcze: „Marii Utrackiej w czasie przesłuchania zrzucono na nogi kasę pancerną. Do dziś ma problemy z chodzeniem. Janinie Wehrstein zomowcy rozbili głowę. Trzeba było założyć siedemnaście szwów. Internowana w Gołdapi Sława Jabłońska nabawiła się zapalenia górnych dróg oddechowych, a skutkiem więziennego »leczenia« była zapaść serca”.

I jeszcze jeden lakoniczny książkowy zapis: „Krystyna Kolasińska jako jedyna kobieta uczestniczyła pod koniec listopada 1981 roku w strajku okupacyjnym w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej w Warszawie. Ona – kierowniczka stołówki i ponad czterystu podchorążych. Kiedy drugiego grudnia zaczął się szturm ZOMO na budynek szkoły, Krystyna Kolasińska akurat zabezpieczała dokumenty komitetu strajkowego: listę członków Solidarności, pieczątki, protokoły. Milicjanci zastali ją samą w jednym z pomieszczeń. Brutalnie pobili, a później zakrwawioną wyrzucili na śnieg i błoto. Straszyli bronią, szarpali za włosy i filmowali. Odzyskała przytomność w szpitalu, skąd w krótkim czasie zabrali ją w bezpieczniejsze miejsce koledzy z Solidarności. Ukrywała się jeszcze cztery miesiące, a w tym czasie jej trzynastoletnia córka była sama, od czasu do czasu odwiedzana przez sąsiadów”.

Pamięć jak rana

To musi wybrzmieć: wszystko to robiono na zlecenie i w interesie towarzyszy Szmaciaków, którzy w czasie przepoczwarzania tzw. Polski Ludowej w III Rzeczpospolitą próbowali udawać, że są nowoczesną europejską socjaldemokracją. Takie są fakty – i to są fundamentalne powody, dla których wiele porządnych kobiet i mężczyzn ze starszych roczników reaguje alergicznie na słowo „lewica”. Niektóre rany długo i strasznie bolą.

Marta Dzido ma rzadki dar nieszablonowego opisywania rzeczywistości. Nie pyta swoich rozmówczyń, która z nich po jakiej stronie barykady dziś stoi, żeby nalepić im etykiety, ale stara się zrozumieć, kim były i są, zarówno w niegdysiejszej, jak i obecnej rodzimej rzeczywistości. Tego typu empatyczne, w sumie dość brawurowe jak na nasze czasy postępowanie sprawia, że lektura poszerza horyzonty: wśród bohaterek „Kobiet Solidarności” są zarówno Barbara Labuda, jak i Joanna Gwiazda; zarówno Ludwika Wujec, jak i Jadwiga Chmielowska. Poza tymi wszystkimi podziałami szczęśliwie znalazło się miejsce dla Anny Walentynowicz. Wszystko to sprawia, że książka może budzić dysonanse, a nawet podnosić adrenalinę, ponieważ czytelniczki i czytelnicy niejednokrotnie zostaną zaskoczeni wątkami, opowieściami, anegdotami, interpretacjami wreszcie, które z różnych środowiskowo-towarzysko-światopoglądowych przyczyn mogą być im obce. Ale prawda jest taka, że to przecież – pozwolę sobie nawiązać do klasycznego songu barda – koleżanki z tej samej klasy. Kto dziś pamięta, że to w końcu „jedno i to samo drzewo”?

eaa7f64af2Autor: Marta Dzido
Wydawca: Świat Książki
Typ okładki: okładka miękka
Liczba stron: 240
Wymiary: 12.5×20 cm
Data wydania: 14-09-2016

za: rebelya.pl

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Po 1980, Recenzje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kobiety Solidarności

  1. Jerzy pisze:

    Najwyższy czas na wydobycie z mroków kobiet „Solidarności”. Tych prawdziwych, a nie żon Wujców ?! Zawsze podstawiano różne kobiety z „narodu wybranego” przywódcom polskich ruchów niepodległościowych. Żona H.Wujca to typowy przykład.Sterowana przez Kuronia narobiła w mózgownicy męża dużo zamieszania. Wujec popiera teraz KOD (Korpus Obcej Dywersji).Widocznie klepki nie powróciły jeszcze na swoje miejsce w główce p. Henryka ??!!

  2. Bogdan pisze:

    Marta Dzido daje popalić wszystkim i w filmie i w książce. Tak trzymać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.