Od szczepionki do Max Factor

804428_0xXV_a87b26ec4e84bc5b1f73d911b527_7W encyklopedii PWN przez lata widniały szczegółowe informacje o pojeździe terenowym Lunar Roving, który służył do jazdy po Księżycu podczas wyprawy Apollo, ale nie podawano nazwiska jego konstruktora – Polaka, Mieczysława Grzegorza Bekkera. – mówi Marek Borucki – autor książki „Wielcy zapomniani Polacy, którzy zmienili świat”.

Barbara Gruszka-Zych: Dlaczego tylko niektórzy zasłużeni przechodzą do historii, a wielu zostaje zapomnianych?

Marek Borucki: To nieodgadniona zagadka. W „Wielkiej encyklopedii PWN” przez lata widniały szczegółowe informacje o pojeździe terenowym Lunar Roving, który służył do jazdy po Księżycu podczas wyprawy Apollo, ale nie podawano nazwiska jego konstruktora – Polaka, Mieczysława Grzegorza Bekkera. Józef Kosacki to człowiek, o którym się mówi, że zatrzymał śmierć. Służąc w armii polskiej w Wielkiej Brytanii, skonstruował ręczny wykrywacz min. Ten wynalazek doskonale służył w czasie wojny Brytyjczykom i ich sojusznikom i był stosowany aż do 1995 r. Niestety, mało kto pamięta o jego genialnym konstruktorze. Sporo z zapomnianych podpadło władzy ludowej i to było powodem wymazania ich z narodowej pamięci.

Kogo ma Pan na myśli?

Bardzo dużo wycierpiał Ferdynand Goetel. Kto dziś wie, że przed wojną był jednym z najpoczytniejszych pisarzy i scenarzystów, prezesem PEN Clubu i Związku Zawodowego Literatów Polskich? Po wojnie jego książki zostały wycofane z bibliotek, a nazwisko figurowało na cenzorskim indeksie, ze wskazaniem, żeby nie dopuszczać do popularyzacji jego twórczości.

Co się stało, że wymazano go ze świadomości prawie czterech pokoleń?

Dotarłem do jego rodziny, która opowiedziała mi tę tragiczną historię. W 1943 r. razem z pisarzem Józefem Mackiewiczem pojechał do Katynia jako członek międzynarodowej komisji pod patronatem Czerwonego Krzyża. Uczestnicząc w ekshumacji polskich oficerów, doszedł do przekonania, że sprawcą zbrodni było sowieckie NKWD. Po powrocie sporządził raport z wyjazdu i w książce „Czas wojny” obciążył winą za ten mord bolszewików.

To był dowód wielkiej odwagi, nie dziw, że poniósł konsekwencje.

Kiedy w styczniu 45 do Krakowa, gdzie mieszkał, wkroczyły wojska sowieckie, zaczęto go poszukiwać jako wroga ustroju. Postawiono go przed wyborem – albo odwoła wszystko, co napisał o Katyniu, albo zostanie aresztowany. Kiedy stanowczo odmówił, do jego domu wtarg­nęli urzędnicy UB pod dowództwem uzbrojonego w pistolet oficera WP Adama Ważyka, którego wspomina się w historii polskiej literatury. Goetela nie było w domu. Ostrzeżony przez małżonkę, przez rok ukrywał się w krakowskim klasztorze karmelitów. Potem udało mu się uciec za granicę. Do końca żył w niedostatku w Londynie, gdzie zmarł. Dopiero w 1989 r. zarząd polskiego PEN Clubu uznał bezpodstawność zarzutów wobec pisarza. Syn i córka sprowadzili jego prochy do kraju. Został pochowany wśród zasłużonych dla kultury polskiej na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.

Wielu bohaterów Pana książki płaciło za patriotyzm i uczciwość.

Dlatego postawiłem sobie cel, żeby ich przywrócić do panteonu wielkich Polaków.

Czyj życiorys najbardziej Pana zafascynował?

Ludwika Hirszfelda, który z prof. Emilem von Dungernem w Heidelbergu odkrył grupy krwi. W 1927 r. Komisja Zdrowia Ligi Narodów przyjęła jego nazewnictwo grup krwi i uznała je za obowiązujące na całym świecie. Dzięki temu można uniknąć przypadkowej transfuzji i konfliktu serologicznego. To odkrycie miało też zastosowanie w ustalaniu ojcostwa w sprawach spornych. Hirszfeld w książce „Historia jednego życia” w porywający sposób opisuje swoje życie. Dzieciństwo w Łodzi, kiedy układał patriotyczne wiersze pełne miłości do Polski. Gehennę okupacji, gdy jako Polak żydowskiego pochodzenia razem z żoną, również lekarzem pediatrą, profesorem nauk medycznych, zostali zmuszeni do zamieszkania w warszawskim getcie. Potrzebowano go tam jako lekarza do walki z plagą tyfusu. Kiedy się okazało, że getto będzie likwidowane, jego przyjaciele zorganizowali mu ucieczkę, która była początkiem tułaczki po Polsce. W latach 1942–1944 ukrywał się z żoną i córką po wsiach, aż wycieńczona 23-letnia córka Marysia zmarła w drodze. Po wojnie mimo propozycji pracy w Stanach wrócił do Wrocławia i rozbudował tamtejszy Zakład Mikrobiologii, który dziś nosi jego imię.

Wielu z przypomnianych przez Pana wielkich było mało docenianych już za życia.

Tak działo się np. z Rudolfem Weiglem – biologiem, odkrywcą szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu. Kiedy Akademia Szwedzka w 1946 r. zgłosiła go do Nobla, władze PRL spowodowały, że jego kandydatura została wycofana. Podważano jego zasługi, przypominając, że w okresie okupacji pracował dla Niemców w tzw. Instytucie Weigla we Lwowie.

To poważny zarzut.

Jednak zapomniano, że kiedy produkował tę szczepionkę dla armii niemieckiej, która zastrzegła, że jej dystrybucja może przebiegać wyłącznie pod jej kontrolą, on potrafił tak to sprytnie zorganizować, że zaopatrywał w nią getta we Lwowie i w Warszawie, Armię Krajową i więźniów obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu i Majdanku. Po wojnie bezpodstawnie oskarżono go o kolaborację. W 2003 r. już pośmiertnie został odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata za uratowanie tysięcy Żydów. Odebrała go wnuczka Krystyna Weigl-Albert. Kiedy przeczytała w mojej książce o swoim dziadku, zadzwoniła wzruszona.

Mało kto wie, że Polak założył znaną firmę kosmetyczną Max Factor.

Nazywał się zwyczajnie – Maksymilian Faktorowicz. Był Polakiem z korzeniami żydowskimi. Do dziś produkty tej marki sprzedają się na całym świecie. Prowadził swoją firmę do 1938 r., potem przejął ją syn, który w latach 80. sprzedał ją koncernowi Procter & Gamble z zastrzeżeniem, żeby nazwa firmowa pozostała. Jeśli mowa o kreatorach wizażu, warto wspomnieć o najsłynniejszym w świecie fryzjerze Antonim Cierplikowskim, znanym pod pseudonimem Antoine, który dokonał rewolucji we fryzjerstwie, wprowadzając modę na chłopczycę.

A wszystko działo się w Paryżu na początku zeszłego stulecia.

Kto pamięta, że przyjechał tam z Sieradza. Do jego czasów nie wyobrażano sobie, żeby kobieta mogła nosić krótkie włosy. Po raz pierwszy zaczął je też paniom farbować. Przy okazji wpadał w konflikty z niektórymi klientkami, bo podczas każdej wizyty mył im włosy, a do XIX w. kobiety robiły to bardzo rzadko. Obdarzono go tytułem „króla fryzjerów”, ale też „fryzjera królów”. Czesał królowe Anglii, Hiszpanii, Szwecji, żonę prezydenta USA – Eleonorę Roosevelt. Mimo że miał kilka domów, w tym szklany w Paryżu, pod koniec życia wrócił do rodzinnego Sieradza, gdzie kupił domek bez wygód.

Z którym z przypomnianych bohaterów chciałby się Pan zamienić na życie?

Zazdroszczę życia Hilaremu Koprowskiemu, który miał wiele talentów. Był zarazem artystą i naukowcem. Nazywany jest polskim Pasteurem, bo swoim odkryciem szczepionki przeciw polio dał ludzkości nie mniej niż francuski biolog. Uratował życie milionom dzieci na świecie. Zaczynał jako student konserwatorium muzycznego w stolicy i medycyny na Uniwersytecie Warszawskim. Tuż przed wybuchem wojny z dwoma dyplomami wyjechał do Rzymu, gdzie z powodzeniem dawał koncerty, grając na fortepianie.

Szczepionkę przeciw chorobie Heinego-Medina odkrył w Stanach Zjednoczonych.

Przedtem losy zaniosły go do Rio de Janeiro, gdzie podjął studia z wirusologii i pracował w laboratorium prowadzonym przez Fundację Rockefellera. Po czterech latach studiów przeniósł się do Stanów i tam z zespołem przygotował szczepionkę doustną, która w 1950 r. została podana pierwszemu dziecku. Później próbowano mu tam odebrać palmę pierwszeństwa, rozpuszczając nieprawdziwe informacje, że tę szczepionkę wynalazł Jonas Salk. To nieprawda, bo ten naukowiec swoje odkrycie ogłosił dopiero w 1955 r., a poza tym jego szczepionka okazała się szkodliwa i po jej podaniu wiele dzieci zachorowało.

Czy Koprowski utrzymywał związki z Polską?

Przy każdej okazji przypominał, że jest Polakiem. Kiedy na przełomie lat 50. i 60. w naszym kraju mnożyły się przypadki paraliżu dziecięcego, zorganizował bezpłatną dostawę 9 mln dawek szczepionki, co praktycznie wyeliminowało chorobę. Prawie 40 lat kierował Instytutem Biotechnologii i zaawansowanej Medycyny Nuklearnej w Centrum Neurowirusologii w Filadelfii, gdzie kształcił także polskich uczonych. W 1954 r. głośno mówiło się, że dostanie Nobla, ale tak się nie stało.

Jak to zniósł?

Ze spokojem. To od niego zaczerpnąłem przekonanie, że w życiu najważniejsza jest lojalność. „Lojalność była w naszym kodeksie rodzinnym bardzo ważna. Teraz jest inaczej – ludzie bardziej lubią się mścić niż wybaczać. Wielką rolę w ich życiu odgrywa konkurencja. Nie chodzi o to, co się robi, ważne, żeby być pierwszym, pokonać innych, zwyciężyć”. Tak jak on wiem, że to nie jest najważniejsze.

foto: Dr Hilary Koprowski odkrył szczepionkę przeciw polio.

za: gosc.pl

Więcej o książce

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Sylwetki, Wywiady i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.