Czerwona legenda Powstania

Janusz KapustaTadeusz Płużański

W kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego przypomnijmy, jak w ludowej Polsce komuniści tworzyli czarną, a właściwie – ze względu na swój ulubiony kolor – czerwoną legendę Powstania.

„Rozkaz, który mimo dramatycznych ostrzeżeń, że Powstanie najpewniej zakończy się zagładą ludności i miasta, został wydany. Pozytywne propagandowe efekty Powstania oraz zadane Niemcom straty nijak się mają do rozmiarów tragedii” – to wypowiedź zaledwie sprzed kilku lat senatora SLD Zdzisława Jarmużka, przedrukowana skwapliwie przez „Głos Kombatanta Armii Ludowej”. Pisemko to ówczesny szef Urzędu ds. Kombatantów Jacek Taylor oskarżył o fałszowanie najnowszej historii Polski i wyszydzanie narodu polskiego.

Pisemko skupiające „ludowych” partyzantów, ubeków i innych „utrwalaczy”, do dziś głosi takie kłamstwa. SLD, pod przykrywką nowoczesności i stawiania na nowe technologie, też się nie zmieniło. Nadal powiela oszczerstwa, jakie wobec Powstania rzucali w PRL u partyjni działacze i usłużni władzy historycy.Ale właściwie dlaczego postkomuniści mieli zmienić zdanie? Gorzej, że na Powstanie plują też ci, którzy kiedyś byli po drugiej stronie – w szeroko pojętej opozycji demokratycznej. Pamiętają Państwo programowy tekst „Polacy – Żydzi: Czarne karty powstania” w „Gazecie Wyborczej” z 1994 r.? Na 50. rocznicę godziny „W” Michał Cichy wysmażył paszkwil o tym, że jednym z celów powstańców było mordowanie Żydów. To miała być „pełna prawda” o Powstaniu Warszawskim. Zamiast prawdy były kłamstwa i manipulacje. Ale Cichemu trzeba oddać jedno – hasłu „AK – zapluty karzeł reakcji” nadał nowy sens. Nie tylko rozpoczął nową kampanię przeciwko Armii Krajowej i Powstaniu Warszawskiemu, która odbiła się szerokim echem na świecie, ale „wniósł znaczący wkład” do trwającej od dawna międzynarodowej akcji przedstawiającej Polaków jako antysemitów i morderców.

Ta akcja trwa do dziś. W kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego przypomnijmy, skąd wzięły się te kłamstwa, jak w ludowej Polsce komuniści tworzyli czarną, a właściwie – ze względu na swój ulubiony kolor, a przede wszystkim krwią naznaczony terror – czerwoną legendę Powstania.

„Czyny są ważniejsze”

„Demokratyczna opinia Warszawy zadawała sobie pytanie, z czym Mikołajczyk jedzie do Moskwy. Każdy przypuszczał, że ta wizyta może mieć doniosłe następstwa, ale nikt nie przypuszczał, że będą aż tak tragiczne, jak zniszczenie Warszawy podczas Powstania […]. Nikt nie przeczuwał, jaka koszmarna koncepcja wylęgła się w mózgach sanacyjnych inspiratorów Powstania, że wyrok śmierci na Warszawę został już podpisany przez Bora-Komorowskiego i Sosnkowskiego”. Tak w 1962 r. pisał w „Nowej Kulturze” tow. Zenon Kliszko, od 1931 r. członek Komunistycznej Partii Polski, potem PPR-u i PZPR-u.

Prawda oczywiście była całkiem inna. 3 sierpnia, a więc już po rozpoczęciu walk w Warszawie, premier Stanisław Mikołajczyk błagał Stalina o pomoc dla powstańców, głównie o broń. Przywódca postępowego świata pozostał nieugięty: „Nie pozwolimy na żadną akcję poza naszą linią [wpływów, a więc do Wisły – T.P.]. Dlatego musi się pan porozumieć z Komitetem Lubelskim [PKWN]. My go popieramy. Jeżeli pan tego nie zrobi, rozmowa nasza nie da rezultatów. Nie możemy mieć do czynienia z dwoma rządami [londyńskim i lubelskim]”. Zdenerwowany Mikołajczyk podczas kolejnej rozmowy 9 sierpnia wrócił do rozmowy: „Czy nie mógłby pan powiedzieć mi czegoś, co napełniłoby nadzieją serca Polaków w tych trudnych czasach?”. Stalin odparł cynicznie: „Czyż nie przywiązuje pan zbyt wiele wagi do słów? Nie powinno się polegać na słowach. Czyny są ważniejsze”. Czynów Sowieci nie podjęli żadnych, z wyjątkiem próby desantu oddziałów gen. Berlinga na Powiśle w połowie września oraz drobnych zrzutów broni, żywności i środków opatrunkowych. Zdaniem Kliszki – jednego z namiestników Stalina w okupowanej Polsce – były one wynikiem „nieustannych wysiłków ze strony dowództwa AL […]. Zrzuty wywołały wielki entuzjazm. Żołnierze jak dzieci cieszyli się sowieckimi automatami”.

Goebbelsowska propaganda

Ryszard Nazarewicz (partyjny historyk, po wojnie zastępca szefa stołecznego Urzędu Bezpieczeństwa w randze pułkownika; osobiście przesłuchiwał wielu polskich patriotów): „Ze względów politycznych pomniejszano również znaczenie radzieckich zrzutów broni, amunicji, żywności i lekarstw dla Warszawy, wyolbrzymiając znaczenie zrzutów z Zachodu, chociaż od pierwszych chwil Powstania władze brytyjskie stawiały różne przeszkody lotom do Warszawy” („Polityczne aspekty Powstania Warszawskiego”, „Nowe Drogi”, sierpień 1977). To oczywiste kłamstwo. Dopiero na początku września władze ZSRS zezwoliły alianckim samolotom na korzystanie z lotnisk na Ukrainie. Brytyjczycy też nie kwapili się z wysyłaniem pomocy, ale odnośnie do stanowiska Stalina premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill zauważył kiedyś słusznie: „Rosjanie pragnęli doprowadzić do całkowitego zniszczenia polskich antykomunistów przy jednoczesnym zachowaniu pozorów, że idą im na pomoc”.

Kazimierz Kąkol (komunistyczny prawnik, ekonomista, dziennikarz, od 1957 r. członek PZPR-u, w latach 70. kierownik Urzędu ds. Wyznań, w latach 80. dyrektor Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i członek Rady Społeczno-Gospodarczej przy Sejmie PRL) „ujawniał” motywy rozpoczęcia Powstania: „Prawda o Powstaniu Warszawskim, jego genezie, koncepcji, organizacji, staje się prawdą coraz bardziej pełną. I kłopotliwą. Dla tych, którzy byli autorami powstania bądź nosicielami koncepcji politycznej »dwóch wrogów«, tkwiącej u źródeł decyzji” („Kłopoty z prawdą”, „Prawo i Życie”, 6 sierpnia 1972). Jeszcze ciekawiej wypowiadał się na ten temat Kliszko: „Druga połowa lipca 1944 roku nie zapowiadała w niczym, że Warszawa zostanie wydana na zagładę i zniszczenie, jakiemu nie uległo żadne miasto w tej wojnie. […] Zdawało się, że Armia Czerwona wkracza już do Warszawy. […] Na Pradze widziano już czołgi sowieckie”. Kliszko sugerował, że wybuch Powstania opóźnił „wyzwolenie” Polski przez Sowietów. Przypominał, że w międzyczasie powstał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który spotkał się z krytyką „podziemnej prasy reakcyjnej”: „Zbieżność reakcyjnej propagandy z propagandą goebbelsowską była zadziwiająca. Jak wiemy, ta współpraca ideologiczna hitleryzmu z reakcją polską miała swoje tradycje. Najjaskrawiej wystąpiła po raz pierwszy w okresie kampanii katyńskiej”. A zatem – zdaniem komunistycznych dygnitarzy – Powstanie przerwało sielankę oczekiwania na Armię Czerwoną. Jakie skutki miało wykazywanie zbieżności między „reakcyjną propagandą” AK a propagandą Goebbelsa? Po 1944 r. wielu polskich patriotów zostało skazanych (również na śmierć) za rzekomą „faszyzację kraju”.

„Obciążyć obóz lewicy polskiej i dowództwo radzieckie”

Kliszko pisał: „W obliczu śmiertelnego wroga i śmiertelnego niebezpieczeństwa sanacyjne dowództwo AK nadal kontynuowało swą klikową politykę”. Autor wielokrotnie przeciwstawiał – co było zresztą regułą PRL-owskich ideologów – dowództwo Armii Krajowej prostym żołnierzom, którzy mieli być posyłani na rzeź przez tych pierwszych. Myśl Kliszki rozwinął Nazarewicz: „Nie ma sprzeczności pomiędzy surową krytyką koncepcji politycznych leżących u jego [Powstania – T.P.] podłoża oraz poczynań jego kierownictwa a podkreśleniem wielkiego znaczenia bohaterskiej walki ludu warszawskiego w powstaniu”. Ponieważ AK-owcy byli po wojnie wrogiem numer 1 komunistów, ale ci ostatni nie mogli całkowicie zbagatelizować Powstania, wymyślili taką właśnie interpretację wydarzeń. Nazarewicz pisał dalej: „Walka wykazała raz jeszcze nieugięty patriotyzm ludu Warszawy i jego bezkompromisowy stosunek do hitlerowskiego okupanta, udokumentowany najwyższymi ofiarami”, ale „stały się one konsekwencją polityki przywódców burżuazyjnych, gotowych na wszystko dla narzucenia Polsce swej władzy”. Dowódcy AK „zawsze usiłowali się zasłonić, jak tarczą, bohaterstwem powstańców i ludności stolicy, a tragicznymi skutkami swej polityki obciążyć obóz lewicy polskiej i dowództwo radzieckie”. W tym miejscu warto przywołać relację kuriera Jana Nowaka-Jeziorańskiego, przybyłego do Warszawy pod koniec lipca 1944 r. Na pytanie, które zadał delegatowi rządu Stanisławowi Jankowskiemu, kto podjął decyzję podjęcia walki o wyzwolenie Warszawy, usłyszał: „Proszę pana, tę decyzję naród polski podjął przed pięcioma laty w pierwszych dniach okupacji Warszawy”.

Zgodnie z wcześniejszymi planami wojska marszałka Rokossowskiego miały zająć Warszawę do 6 sierpnia. Kontruderzenie niemieckie zatrzymało je co prawda, ale od 20 sierpnia mogły kontynuować natarcie. Stalin grał jednak na czas. Czekał, aż Warszawa się wykrwawi, aż zginą młodzi powstańcy, przyszła polska elita. Gdyby Niemcy nie stłumili Powstania, musiałby zniszczyć ich sam. Oszczędził swoich ludzi i pociski.

Brak współpracy

„Wielcy myśliciele” poprzedniego okresu wysuwali jeszcze jeden „argument” – AK nie uzgodniła swoich planów z Armią Czerwoną. Ryszard Nazarewicz: „Dowództwu Armii Radzieckiej prowadzącej już na terytorium Polski operacje, które decydowały o skróceniu niewoli i uratowaniu milionów Polaków, nie tylko nie dano możliwości wypowiedzenia się co do celowości Powstania i sposobów współdziałania z nim, lecz nie powiadomiono go nawet o tym zamiarze”.

Tylko jak można było podjąć współpracę z ZSRS, który nie ukrywał zaborczych i zbrodniczych planów, ze Stalinem, który nazywał Powstanie „warszawską awanturą”. Przecież ideą Powstania było, aby Rosjan witali gospodarze Warszawy – Armia Krajowa i legalne władze polityczne. Stalin musiałby albo uznać prawowity rząd polski, albo spacyfikować miasto.

Wspomniany już Konstanty Rokossowski, dowódca I Frontu Białoruskiego, późniejszy marszałek Polski, takimi oto słowami miał (po latach) ocenić szanse Powstania: „Oto kiedy był najbardziej sprzyjający moment do rozpoczęcia powstania w stolicy Polski! Jeśli nastąpiłoby jednoczesne uderzenie wojsk Frontu ze wschodu, powstańców zaś w samej Warszawie (ze zdobyciem mostów), to można byłoby w tym momencie liczyć na wyzwolenie Warszawy i jej utrzymanie”. Pomijając fakt, że w sierpniu 1944 r. ten moment właśnie nastąpił, Sowieci nie myśleli o wyzwoleniu Warszawy, ale o jej zajęciu i zniewoleniu. Po 17 stycznia 1945 r., kiedy Armia Czerwona weszła do ruin zniszczonej przez Niemców Warszawy, NKWD rozpoczęło brutalną rozprawę z AK. Już w marcu 16 przywódców polskiego państwa podziemnego „zaproszono na rozmowy”, po czym aresztowano i skazano. Tak wyglądała współpraca ze strony Stalina.

Z tych samych powodów o wybuchu Powstania nie poinformowano również komunistów z PPR-u i ich siły zbrojnej – AL-u. Zenon Kliszko na to też miał „jedynie słuszne” wytłumaczenie: „Mimo to wszystkie demokratyczne organizacje wojskowe z Armią Ludową na czele wzięły czynny udział w walkach powstańczych, wychodząc z założenia, że z chwilą, gdy wybuchło Powstanie, przestało być ono interesem ubijanym przez uzurpatorów i samozwańców sanacyjnych”. Ponad głowami „burżuazyjnych” dowódców AK miała powstawać więź między szeregowymi żołnierzami AK i AL, „rodziło się braterstwo broni”.

Nie zostaliśmy 17. republiką

Ryszard Nazarewicz podsumowywał: „Po raz ostatni klęska koncepcji burżuazyjnej [czyli Powstania Warszawskiego – T.P.] mogła stać się jednocześnie klęską narodową. Odtąd o losach narodu decydować już będzie polska klasa robotnicza, cały lud polski”. Całe szczęście rok 1989 obalił te mity. Wówczas, w roku 1944 dla Armii Krajowej i rządu w Londynie był to jednak początek końca otwartej walki o wolność. Pokazali jednak światu, że nie godzą się na nową, sowiecką okupację. Zenon Kliszko: „Powstanie było konfrontacją idei, programów ludzi – historyczną konfrontacją obozu polskiej reakcji z obozem polskiej demokracji. W wyniku tej konfrontacji powstał szeroki prąd demokratyczny, skupiający wszystkie antyfaszystowskie stronnictwa, partie i grupy polityczne na platformie ideowej Krajowej Rady Narodowej”. W praktyce tym „szerokim frontem” była importowana z Moskwy grupa polityczna o nazwie PPR, inspirowana przez Stalina. A w wyniku tej „konfrontacji idei”, przy pomocy wasalnych władz, Polska na 45 lat znalazła się pod jarzmem obcego państwa. Rozbicie przez Niemców największego polskiego ośrodka walki o niepodległość stwarzało wymarzoną sytuację dla Stalina i zależnego od niego PKWN u, przekształconego w noc sylwestrową 1944 r. w tzw. rząd tymczasowy, do wprowadzenia w życie tego planu.

Pojawiające się do dziś twierdzenia, że podjęcie decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego było błędem i w efekcie straciliśmy kwiat patriotycznej młodzieży – przyszłej polskiej elity – nie uwzględniają faktu, że gdyby Niemcy nie zabili i wymordowali polskich patriotów, zrobiłoby to NKWD i UB. Stalin, wstrzymując ofensywę, miał zatem ułatwione zadanie. Z drugiej jednak strony, przywódca Związku Sowieckiego, widząc bohaterską walkę Polaków, zrozumiał, jak trudno będzie nas zsowietyzować i zrezygnował z planów stworzenia z Polski 17. republiki ZSRS. Zatrzymując prawie na pół roku na linii Wisły Armię Radziecką, ocaliliśmy także Niemcy, które nie zostały w całości zajęte przez Sowietów. Dzisiejsza Europa powinna być tego świadoma.

Tadeusz Płużański, publicysta historyczny, komentator polityczny, prezes Fundacji „Łączka”, szef działu Opinie „Super Expressu”, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych.

za: niezalezna.pl

Foto: Rysunek Janusza Kapusty
  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Lata PRL i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.