Szpęgawsk, czyli o granicach wyrażalności

fot. Łukasz Katlewa, CC BY-SA 3.0Przemysław Dakowicz

Na początku wojny Niemcy uśmiercili i pogrzebali w Lesie Szpęgawskim około sześciu–siedmiu tysięcy skazańców. Liczba ta jest orientacyjna – o ścisłym rachunku nie ma mowy, zbyt wiele uczyniono, by zatrzeć ślady krwawej roboty.

U zbiegu leśnych duktów ktoś wzniósł niewielką ambonę widokową. Drewniane szczeble wyglądają na nieco sfatygowane – osoba podejmująca wspinaczkę ku platformie umieszczonej trzy metry nad ziemią może więc żywić obawę, czy uda jej się bezpiecznie dotrzeć do celu. Strach okazuje się jednak bezpodstawny, konstrukcja jest wystarczająco solidna, by utrzymać co najmniej jednego obserwatora. Ów zaś, kiedy już podniesie się z klęczek i wyprostowawszy nogi, zwróci wzrok w stronę, z której przyszedł, ujrzy jak na dłoni rząd płaskich, mało estetycznych sześcianów z betonu i kamienia, postawionych przed laty dla oznaczenia trzydziestu dwóch zbiorowych mogił.

Las Szpęgawski przemawia głosem ściszonym – szmerem, szelestem, skrzypieniem pni i konarów. A jednak ten, kto spogląda w kierunku dawnego cmentarzyska, nie może pozbyć się wrażenia, że tam, skąd przywędrował, w tę wąską przestrzeń między drzewami, żaden z dźwięków krzewiącej się, rozrastającej i mnożącej przyrody nie ma dostępu, że między grobami nieodwołalnie trwa gęste, skupione milczenie.

Szpęgawsk – podstawowe fakty

Na początku wojny Niemcy uśmiercili i pogrzebali w Lesie Szpęgawskim około sześciu–siedmiu tysięcy skazańców. Liczba ta jest orientacyjna – o ścisłym rachunku nie ma mowy, zbyt wiele uczyniono, by zatrzeć ślady krwawej roboty. Ci więc, których pominięto w rachubach, gubią się i przepadają bez wieści, nie mając szans nawet na to, by stać się abstrakcyjnymi cyframi w suchym statystycznym zestawieniu. Rozpływają się w szarzejącym powietrzu przedwieczornej godziny, wsiąkają w piaszczystą glebę, giną w plątaninie leśnych ścieżek.

Szpęgawsk, podobnie jak Piaśnica i Mniszek, z wolna osuwa się w otchłań abstrakcji. Bo czymże więcej niż nie nazbyt czytelną siecią tabel, zestawień i rejestrów może dziś być?

Wszystko mniej więcej wiadomo. Pierwsza zbiorowa egzekucja miała miejsce w nocy z 12 na 13 września w pobliżu drogi wiodącej z Kokoszków do Szpęgawska. Przez kolejne tygodnie września, października i listopada dokonywała się planowa eksterminacja. Mordowano przede wszystkim polskie elity intelektualne, społeczne i polityczne ze Starogardu Gdańskiego i okolic oraz z powiatu tczewskiego. Wśród przeznaczonych do fizycznej eliminacji znaleźli się także miejscowi obywatele Rzeczypospolitej Polskiej pochodzenia żydowskiego oraz pacjenci szpitali psychiatrycznych, szczególnie ci z zakładu leczniczego w Kocborowie.

Ponieważ z każdym kolejnym tygodniem liczba aresztowanych rosła, trzeba było obmyśleć dla nich etap przejściowy – w tym celu zorganizowano w Skórczu obóz pobytu tymczasowego. Jego zarządcą został Oskar Ulrich. Spośród Niemców zaangażowanych w akcję eksterminacyjną szczególnie złowieszczo zapisali się w pamięci zbiorowej Kreisleiter starogardzki Erwin Johst, komendant lokalnego Selbstschutzu Paul Drews oraz członkowie tej organizacji Egon Sievert i Gerhard Wiechert, naczelnik więzienia Johann Wilhelm Fast, a także podkomisarz policji Klatt.

W przeciwieństwie do nich – ogromna część ofiar pozostała anonimowa.

Spoza czasu

Dobre wyobrażenie o przestrzeni, gdzie dokonała się zbrodnia ludobójstwa, daje sporządzone przez pelplińskiego syndyka biskupiego sprawozdanie z przedsięwziętej we wrześniu 1945 roku wyprawy do Lasu Szpęgawskiego (pisownia i interpunkcja oryginalne):
Miejsce kaźni położone jest ca 1 km od toru kolejowego Starogard – Tczew na północny-zachód od wsi Szpęgawsk w pobliżu jeziora Płaczu (Jammertaler-See) w lesie na dokonanym w 1938 roku wyrębie leśnym o obszarze ca 120 mtr. na 500 mtr., obecnie znów zalesionym sosną dwa do trzy lat starą. Na terenie tego wyrębu znajdują się porozrzucane bezplanowo groby masowe o rozmiarach 3-6 mtr. szerokości i 8-10 mtr. długości oraz 1,60 do 1,80 mtr głębokości. Z tych 8 grobów zostało naruszonych siedem, o czym świadczy ziemia nawieziona do dołów a jeden grób jest nierozkopany, o czym świadczą rosnące na nim sosny. Grób ten zawiera ślady świeżego badania. Nieodszukane są jeszcze dalsze groby, które na tym terenie mają się znajdować. Groby są oznaczone prowizorycznym ogrodzeniem; w pośrodku każdego stoi skromny krzyż drewniany z surowego drzewa.

Człowiek tkwiący na platformie ambony widokowej próbuje sobie przedstawić tamtą zbiorową śmierć, tłumy spędzane z ciężarówek i prowadzone w dwuszeregu nad brzeg dołu. Przymyka oczy. Kiedy je otworzy, objawi mu się nieprawdopodobna scena – nie ujrzałby jej, gdyby jakimś cudem mógł się tu znaleźć jesienią 1939 r. Wtedy wszystko działo się inaczej, w rytmie i porządku właściwym dla spraw przebiegających w czasie, mających swoje otwarcie, rozwinięcie i zakończenie, swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, podzielonych na etapy i fazy.

On zaś patrzy spoza czasu, z samego środka niepojętej abstrakcji. Właśnie dlatego dane jest mu widzieć wszystko naraz, jakby postaci, gesty, myśli i czyny zbiegły się w jeden punkt, jakby – postawione obok siebie, zwielokrotnione i podniesione do potęgi, w sobie nawzajem się przeglądające – miały ukazać, na moment, prawdziwe oblicze rzeczy minionych. W tej jednej jedynej chwili nakładają się na siebie niski dźwięk pracujących silników, krzyki i śmiechy nadzorców i katów, krótka komenda dowódcy plutonu egzekucyjnego, salwa wystrzału i głuche uderzenia karabinowych kolb, płacz przedśmiertny i ledwo słyszalny, stopniowo milknący modlitewny szept. Pracują łopaty.

Co zostaje

W drugiej połowie roku czterdziestego czwartego, gdy było już wiadomo, że III Rzesza przegrała wojnę, w Lesie Szpęgawskim podjęto akcję zacierania śladów. Niemal wszystko działo się podobnie jak w Piaśnicy – do pracy zapędzono zakutych w łańcuchy więźniów, kazano im rozkopać groby i wydobyć z nich szczątki ludzkie, które spopielono na wielkich paleniskach (warstwy ciał i bierwion układano na przemian, całość polewano płynnym paliwem) i w piecach specjalnie do tego celu przetransportowanych ze Starogardu lub Tczewa. Po wykonaniu zadania robotnicy zostali rozstrzelani.

Gdy zapisuję te słowa, dociera do mnie po raz kolejny, jak wielka jest bezradność literatury wobec śmierci, szczególnie wobec śmierci zbiorowej, pomnożonej przez tysiąc, dwa, pięć tysięcy. Między wielką literą rozpoczynającą zdanie a wieńczącą je kropką otwiera się szczelina, przez którą wycieka wszelka treść. Rozmazują się rysy ludzkich twarzy, znikają znaki szczególne, prostują się kręte linie indywidualnych losów.

W geście fundamentalnej bezradności raz jeszcze sięgam po sprawozdanie spisane cztery miesiące po zakończeniu wojny, przechowywane do dziś w Archiwum Diecezjalnym w Pelplinie, w skoroszycie opatrzonym odręczną adnotacją „Martyrologium Kapłanów Pelplina (ekshumacje). Szpęgawsk”. Wśród podstawowych informacji dotyczących leśnej nekropolii natrafiam na następujący szczegół:
W końcu 1944 roku zaczęli Niemcy systematycznie zacierać ślad tych zbrodni. W tym celu po otoczeniu wyrębu strażą z psami rozkopywali groby, zalewali płynem zmieszanym z dziegciem i wypalali. Pozostałą masę krajali w bloki, składali do skrzyń i przewozili do Starogardu, gdzie w piecach w podwórzu Sądu i firmy Wichert te szczątki palili. Doły zasypywali ziemią przywożoną samochodami.
Tyle tylko zostaje. Widzicie? Trzymam to na wyciągniętej dłoni.

Mały fragment „masy krajanej w bloki”.

Odprysk naszej zbiorowej, zaniemiałej pamięci.

za: niezalezna.pl

fot. Łukasz Katlewa, CC BY-SA 3.0
  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Szpęgawsk, czyli o granicach wyrażalności

  1. Jerzy pisze:

    Supermorderca Stalin mówił, że: „Zabicie jednego człowieka to morderstwo.Zabicie tysięcy to statystyka „.Trudno nie przytoczyć tych słów i zgrozę ich znaczenia kiedy mamy rozpatrywać mordy na narodzie polskim prze Niemców i Rosjan.Zarówno jeden jak i drugi okupant niszczyli elity naszego społeczeństwa.Odbywało się to na masową skalę poza normami prawnymi.Hitler zakładał, że jako zwycięski wódz nie będzie z tego rozliczany.Naród niemiecki w swoim upodleniu do dziś nie potrafi się jednoznacznie przyznać do tych mordów.Pacyfikacja i mordy polskich wsi osad i miast do tej pory nie została rozliczona, chociaż są dokładne dane i dowody tych zbrodni i znane są nazwiska zbrodniarzy. Najwyższy czas rozliczyć dumnych szkopów i sprowadzić hegemona Europy na ziemię. Niech świat pozna rolę narodu niemieckiego w tych zbrodniach.To nie robiły krasnoludki nazizmu.To robili Niemcy i muszą za te zbrodnie być rozliczeni i nagłośnieni na cały świat.Żądanie odszkodowania to także konieczność.Przecież dokładnie są znane materialne straty narodu polskiego !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.